Skocz do zawartości




Ruszył paranormalny konkurs fotograficzny ze wspaniałymi nagrodami -- do wygrania przedpremierowe egzemplarze książek, a także długopisy oraz kubki z logiem forum paranormalne.pl!
Kliknij tutaj, weź udział w konkursie i walcz o nagrody!


Zdjęcie

Branie nauki na wiarę


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Nick
  • Postów: 210
  • Tematów: 60
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

ea7d7e590435cf2fgen.jpg

 

 

Paul Davies

 

Wpaja nam się do głów, że nauka jest najbardziej wiarygodną formą wiedzy o świecie, ponieważ bazuje na sprawdzalności hipotez. Religia, wręcz przeciwnie, opiera się na wierze. Określenie 'niewierny Tomasz' świetnie ilustruje tę różnicę. Zdrowy sceptycyzm jest zawodową powinnością w nauce, podczas gdy ślepa wiara jest traktowana przez religię jako cnota.

 

Problem z tym starannym rozdzieleniem na 'nie zachodzące na siebie magisteria' (jak opisał religię i naukę Stephen Jay Gould) jest taki, że nauka ma również własny system wyznaniowy oparty na wierze. Cała nauka podąża za przeświadczeniem, iż natura jest zorganizowana w racjonalny i zrozumiały sposób.

Nie można być naukowcem, jeśli myśli się, że wszechświat jest nic nieznaczącą mieszaniną przypadków i wyników posklejanych w chaotyczny sposób. Kiedy fizycy badają głębsze poziomy struktury subatomowej lub gdy astronomowie rozszerzają zasięg swoich instrumentów, to spodziewają się trafić na kolejny elegancki matematyczny porządek. Jak na razie wiara ta jest usprawiedliwiona.

 

Najbardziej wykwintną ekspresję racjonalnej jasności możemy znaleźć w prawach fizyki, fundamentalnych zasadach, według których działa natura. Prawa grawitacji i elektromagnetyzmu, prawa regulujące świat wewnątrz atomu, prawa ruchu - wszystkie są wyrażone jako czyste matematyczne zależności. Ale skąd pochodzą te prawa? I dlaczego mają taką właśnie formę a nie inną?

 

Kiedy byłem studentem, prawa fizyki były traktowane jako nietykalne. Mówiono nam, że działką naukowca jest odkrywanie ich i zastosowanie, a nie pytanie o ich pochodzenie. Prawa były traktowane jako 'dane nam' — odciśnięte we wszechświecie jak pieczęć twórcy w momencie kosmicznych narodzin — i niezmienne po wsze czasy. Dlatego też, aby być naukowcem, trzeba było wierzyć, że wszechświat rządzi się niezawodnymi, niezmiennymi, absolutnymi, uniwersalnymi i matematycznymi prawami nieznanego pochodzenia. Musimy wierzyć, że prawa te nie zawiodą, że nie obudzimy się pewnego dnia odkrywając, że ciepło przechodzi z zimna w gorąco, a szybkość światła zmienia się z godziny na godzinę.

 

Przez lata ciągle pytałem moich kolegów fizyków dlaczego prawa fizyki są tym czym są. Odpowiedzi wahały się od „to nie jest naukowe pytanie" do „nikt tego nie wie". Ulubioną odpowiedzią jest „nie ma żadnego powodu, dla którego są tym czym są, po prostu są i już". Pomysł, że prawa te istnieją bez żadnej przyczyny jest głęboko anty-racjonalny.

W końcu esencja naukowego badania jakiegoś fenomenu opiera się na tym, że świat jest logicznie skonstruowany a różne zjawiska są tym czym są z określonych powodów. Jeśli ktoś śledzi te powody aż do dna rzeczywistości — praw fizyki — aby znaleźć ten powód a potem dezerteruje, to robi pośmiewisko z nauki.

Czy potężny gmach materialnego porządku, który postrzegamy we wszechświecie wokół nas może okazać się ostatecznie zakorzeniony w bezmyślnym absurdzie? Jeśli tak, to natura jest diabelnie cwaną oszustką: maskując jakoś bezcelowość i absurd jako wymyślny porządek i racjonalność.

 

Chociaż od dawna naukowcy mieli inklinacje do odkładania pytań dotyczących źródeł praw fizyki na później, to klimat znacząco się teraz zmienił. Zawdzięczamy to częściowo rosnącej akceptacji pomysłu, iż wyłonienie się życia we wszechświecie, a co za tym idzie, egzystencja obserwatorów takich jak my, zależy od formy tych praw. Jeśli prawa fizyki byłyby po prostu jakimś dziurawym workiem z wrzuconymi prawami, to życie prawie na pewno nie istniałoby.

 

Drugim powodem, dla którego prawa fizyki zostały włączone w zakres badań naukowych, jest zrozumienie, że to, co przez długi czas uważaliśmy za absolutne i uniwersalne, może nie być prawdziwie fundamentalne w całej ciągłości, lecz może działać jak lokalne przepisy wewnętrzne. Mogą one zmieniać się w skali kosmicznej. Boski punkt widzenia mógłby odsłonić nam szeroką gamę łataniny na kosmicznej pościeli, każda z unikatowym zestawem praw wewnętrznych. W tym 'wielowszechświecie' życie pojawi się w tych łatach, które będą posiadały bio-przyjazne prawa, nie jest więc żadną niespodzianką, że znajdujemy się we „wszechświecie Złotowłosej [ 1 ] — takim akurat w sam raz zdatnym do życia. Wybraliśmy ten wszechświat manifestując to własną egzystencją.

 

Teoria „multiwersum" zyskuje wciąż na popularności, jednakże nie wyjaśnia praw fizyki, raczej mija się z całą kwestią. Musiałby istnieć jakiś fizyczny mechanizm mogący tworzyć te wszystkie wszechświaty i nakładać na nie przepisy. Taki proces wymagałby swoich własnych praw, lub meta-praw. Skąd one pochodziłyby zatem? Problem został podniesiony o poziom wyżej od praw wszechświata do meta-praw multiwersum.

 

Jasne jest więc, że religia i nauka są oparte na wierze — mianowicie na wierze w istnienie czegoś poza wszechświatem, w niewyjaśnionego Boga lub niewyjaśnione prawa fizyki, a być może i ogromny zespół niewidzialnych wszechświatów. Z tego powodu religia monoteistyczna i ortodoksyjna nauka zawodzą w dostarczeniu nam kompletnego obrazu fizycznej egzystencji.

 

Ta niemożność nie jest żadną niespodzianką, ponieważ samo pojęcie praw fizyki jest samo w sobie teologiczne, fakt, który powoduje, że naukowców aż skręca. Isaac Newton pierwszy zapożyczył ideę absolutnych, uniwersalnych, doskonałych i niezmiennych praw z doktryny chrześcijańskiej głoszącej, że Bóg stworzył świat i urządził go w racjonalny sposób. Chrześcijanie wyobrażają sobie Boga jako utrzymującego naturalny porządek świata, będącego gdzieś poza wszechświatem, podczas gdy fizycy twierdzą, że prawidła fizyczne zamieszkują abstrakcyjny i transcendentny wymiar perfekcyjnych matematycznych związków.

 

Tak jak chrześcijanie utrzymują, że istnienie świata zależy od Boga, a nie odwrotnie; tak fizycy deklarują podobną asymetrię: światem rządzą wieczne prawa (bądź meta-prawa), lecz są one kompletnie obojętne na to, co się dzieje we wszechświecie.

Wydaje mi się, że nie ma nadziei na wyjaśnienie kiedykolwiek dlaczego wszechświat jest jaki jest, tak długo jak długo będziemy stać przy niezmiennych prawach lub meta-prawach, które istnieją bez żadnego powodu lub są narzucone przez boską opatrzność. Alternatywą jest rozpatrywać prawa fizyki i wszechświat, którym rządzą, jako część lub działkę unitarnego systemu i wciągnąć go do powszechnego schematu wyjaśniającego.

 

Innymi słowy, prawa te powinny mieć wyjaśnienie od wewnątrz wszechświata a nie odwoływać się do zewnętrznych pośredników. Szczegóły tego wyjaśnienia są sprawą przyszłych badań. Jednak dopóki nauka nie wymyśli metody na sprawdzanie praw wszechświata, to jej twierdzenie, że jest wolna od 'wiary' jest ewidentnie fałszywe.

Opublikowane pierwotnie w The New York Times,

tłumaczenie i publikacja dla „Racjonalisty" za zgodą autora.

Korekta i współpraca — Elżbieta Binswanger-Stefańska

 

 

 

PZ Myers - Głęboka wiara Paula Daviesa

 

Nie jestem pewien, dlaczego „New York Times" uznał za słuszną publikację kuriozalnego artykułu Paula Daviesa, poza tym, że Davies ma reputacje popularyzatora fizyki oraz swego rodzaju apologety deizmu; z pewnością nie zdecydowali się go wydrukować ze względu na jego wartość. Przedstawia on wyświechtany, stary argument, że naukę trzeba przyjąć na wiarę, a więc jest taka sama jak religia. Pamiętam wersje tego argumentu rzucane na podwórku szkolnym, na ogół przerywane „taa, taa" i chociaż może nie mówiliśmy dużo o nauce, zasada była ta sama. Cytowanie fałszywego równoznacznika jest tanim argumentem, ale niezbyt wiarygodnym.

Wcześnie straciłem szacunek dla tez Daviesa, w istocie od pierwszego zdania, ale tutaj skupię się na twierdzeniu zawartym w drugim paragrafie:

 

Cała nauka podąża za przeświadczeniem, iż natura jest zorganizowana w racjonalny i zrozumiały sposób. Nie można być naukowcem, jeśli myśli się, że wszechświat jest nic nieznaczącą mieszaniną przypadków i wyników posklejanych w chaotyczny sposób.

 

Tutaj, być może, fakt nie bycia fizykiem, daje inną perspektywę i jest zaletą, bo bez zastrzeżeń mogę powiedzieć, że Davies całkowicie się myli — w naukach historycznych, jak biologia ewolucyjna, nie mamy żadnych problemów natykając się na zjawisko, które nie jest uporządkowane lub racjonalne i które ma wszelkie pozory przypadkowego bezsensu. Jesteśmy przyzwyczajeni do widzenia zwykłego przypadku jako mocnego wątku biegnącego przez historię biologii.

 

Wzorzec i porządek oczywiście są także ważne, ale kiedy patrzymy na jakąś konkretną cechę, musimy być przygotowani na możliwość, że nie jest to wynik jakiegoś uporządkowanego procesu — być może to się po prostu tak zdarzyło. Nie mogę sobie wyobrazić, że moi koledzy fizycy są inni i że byliby przerażeni odkryciem, iż porządek fizyczny jest „zakorzeniony w bezsensownym absurdzie". To byłoby interesujące i jeśli taki jest wszechświat, to nauka będzie próbowała się z tym borykać (co prawda możemy mieć poważne trudności borykając się z totalnym chaosem, ale nikt nie twierdzi, że nauka ma odpowiedź na wszystko). Fakt, że Davies wydaje się wierzyć, iż wszędzie i na każdym poziomie musi panować porządek, jest mocniejszym założeniem, niż uprawnia do tego metoda naukowa i brzmi zadziwiająco teologicznie… i nie sądzę, by Davies protestował przeciwko zarzutowi teologii, chociaż najwyraźniej sądzi, że tylko dobra nauka pasuje do modelu teologicznego.

 

Ale Davis rzeczywiście zdaje się uważać, że pojęcie praw fizycznych wypływa z doktryny chrześcijańskiej — że nauka jest zakorzeniona w próbach zdefiniowania działań nadnaturalnego prawodawcy, który na wszystko narzuca rodzaj uniwersalnej spójności. Mogę się z tym zgodzić jako z argumentem historycznym, jako psychologicznym opisem sposobu działania umysłów takich ludzi jak Newton; ale nie zgadzam się z tym jako z założeniem, że to oczekiwanie uniwersalnego porządku musi odzwierciedlać uniwersalną rzeczywistość. Gdyby prawa fizyki były nieco inne w Egipcie niż w Grecji, mielibyśmy fizykę empiryczną, która bierze to pod uwagę; fakt, że pewne prawa są stałe wszędzie, jest właśnie tym, czym jest: naukową obserwacją zdeterminowaną empirycznie. Geolog, biolog, antropolog i historyk będą także w stanie powiedzieć, że istnieją spore różnice między Egiptem i Grecją, a przecież te różnice nie oznaczają, że te nauki zawiodły.

 

Niestety, Davies wyciąga także zasadę antropiczną, tę nużącą masturbację metafizyczną, która zawsze plącze się gdzieś w odrażającym rynsztoku między narcyzmem a solipsyzmem. Kiedy ktoś mówi, że życie nie istniałoby, gdyby prawa fizyki były choć odrobinę inne, zastanawiam się… skąd to wie? Tak samo jak istnieje wiele różnych kombinacji aminokwasów, które potrafią zbudować każdy poszczególny enzym, dlaczego nie może istnieć wiele różnych kombinacji praw fizycznych, które potrafią dać życie? Zróbcie eksperyment, badając inne wszechświaty, a potem dopiero rozmawiajcie. Do tego czasu, twierdzenie, że zasada antropiczna, niezdefiniowana, bezładna mieszanina niesprawdzonych założeń, wspiera twoją interpretację istnienia i powstania wszechświata, jest samookłamującym się złudzeniem.

 

Jest jeszcze jeden powód, dla którego zawsze rozczarowują mnie twierdzenia zwolenników zasady antropicznej. Jeśli to są najlepsze i jedyne prawa, które mogą spowodować powstanie inteligentnego życia we wszechświecie, to dlaczego wykonują taką kiepską robotę? Życie znajduje się w cienkiej i delikatnej warstwie tylko na jednej planecie w tym na ogół pustym obszarze przestrzeni kosmicznej, a nawet gdyby były tam jakieś żyzne planety, byłyby niemożliwie odległe i życie byłoby równie kruche i skłonne do wymierania jak tutaj. Także na tym świecie wszystkie dostępne środowiska faworyzują bakterie, nie zaś naukowców i teologów, a owi naukowcy i teolodzy istnieją tylko od około 0,00001% czasu istnienia wszechświata i narażeni są na zniknięcie na długo zanim pozbędziemy się jednego z zer z tej liczby.

 

Gdybym chciał argumentować na rzecz podstaw zasady antropicznej, zamiast próby udawania, że żyjemy we wszechświecie z bajki o Złotowłosej, powinniśmy zastanawiać się, jak trafiliśmy na takie wrogie wysypisko wszechświata, które faworyzuje niekończące się przestrzenie lodowatej nicości z rozrzuconymi cząstkami wodoru, zamiast przestrzeni o terytorium liczącym biliony świetlnych lat kwadratowych, umiarkowaną temperaturą, posiadłościami nad jeziorem, gdzie można łowić ryby, łagodnym wietrzykiem i darmowymi sieciami radiowymi.

 

Być może Davies wierzy w naukę, ale ja nie wierzę. Przyjmuję ją, jaka jest. Mam oczekiwania i hipotezy, ale są to mniejsze założenia niż te, które implikuje wiara — jestem także otwarty na możliwość, że zawiedzie każda prognoza, jaką uczynię. Być może, gdyby Davies nie miał takiej obsesji zrównywania swojej religii ze swoją nauką, nie byłby ślepy na fakt, że większość naukowców nie dostrzega jego boga w działaniu wszechświata.

 

Autor tekstu: Paul Davies, PZ Myers

Tłumaczenie: S. Szostak i M. Koraszewska

Przypisy:
[ 1 ] Złotowłosa i trzy niedźwiadki — Baśń braci Grimm opisująca przygodę dziewczynki o imieniu Złotowłosa. Dziewczynka błądząc po lesie trafiła do domku trzech misiów. W tym domku to, co jej sie podobało było "w sam raz".

źródło:http://www.racjonali....nauki.na.wiare


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u