Skocz do zawartości




Zdjęcie

Świat kryminalistyki

zbrodnia doskonała kryminalistyka tajemnice zbrodni nauka w kryminalistyce

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Alis.

    "Zielony" uspokaja ;)

  • Postów: 690
  • Tematów: 171
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Czy istnieje zbrodnia doskonała? Fascynujący świat kryminalistyki

 

 

1.jpeg

Ten analityk FBI ma 20-letnie doświadczenie w badaniu łusek nabojów. Jest ekspertem, ale czy kieruje się naukowymi przesłankami?

 

 

 

 

Im więcej nauki w kryminalistyce tym lepiej może ona służyć sprawiedliwości.

 

 

Rankiem 23 listopada 2009 r. rowerzysta przejeżdżający obok miasta Lake Charles w stanie Luizjana znalazł zwłoki młodej kobiety leżące przy wiejskiej drodze. Ofiara miała zmasakrowaną twarz, ale oryginalny tatuaż pozwolił policji zidentyfikować ją jako 19-letnią Sierrę Bouzigard.

 

 

Śledczy z Biura Szeryfa w parafii Calcasieu natychmiast zaczęli odtwarzać ostatnie godziny życia ofiary. Osoby, które jako ostatnie widziały Bouzigard, pozwoliły jej skorzystać ze swojego telefonu. Numer, pod który zadzwoniła, naprowadził policjantów na pewien trop. Napastnik zostawił po sobie cenną wskazówkę. Z tkanki znajdującej się pod paznokciami ofiary, która walcząc o życie, podrapała oprawcę, udało się pobrać próbkę DNA. Wystarczyło dopasować je do DNA sprawcy i sprawa rozwiązana. Numer, pod który dzwoniła Bouzigard, wskazał śledczym grupę pracujących na czarno robotników z Meksyku. – Załatwiliśmy nakazy pobrania próbek DNA, zamówiliśmy tłumaczy, zgłosiliśmy się do urzędu ds. imigracji – wspomina szeryf Tony Mancuso.

 

 

Jednak DNA żadnego z podejrzanych nie pasowało do próbki z miejsca zbrodni. Wynik negatywny dały też poszukiwania w bazie FBI z danymi osób skazanych, zaginionych i aresztowanych. Baza ta nazywa się CODIS, czyli Combined DNA Index System. Śledczy apelowali do świadków o zgłaszanie się z każdą informacją, a rodzina Bouzigard wyznaczyła 10 tys. dol. nagrody. Mimo to sprawa utknęła w martwym punkcie.

 

Nadzieja pojawiła się w czerwcu 2015 r., gdy Monica Quaal, specjalistka od analizy DNA zatrudniona w laboratorium współpracującym z Biurem Szeryfa, dowiedziała się o nowym sposobie wykorzystywania informacji zawartych w materiale genetycznym, który nie wymaga porównywania z próbką DNA pobraną od podejrzanego lub odnalezienia pasującej próbki w bazie danych. Korzystając z fenotypu stworzonego na podstawie DNA, sporządza się listę cech osoby, od której pochodzi próbka. Są wśród nich m.in. pochodzenie etniczne, kolor oczu i naturalnych włosów, a nawet prawdopodobne rysy twarzy. Quaal od razu pomyślała o sprawie Bouzigard, w której DNA było praktycznie jedynym śladem.

 

Wtedy nastąpił przełom w śledztwie. Poszlaki skłoniły śledczych do przyjęcia, że zabójca jest najprawdopodobniej Latynosem – niewykluczone, że jednym z grupy Meksykanów, którzy mieli zbiec z miejsca zdarzenia po popełnieniu przestępstwa. Tymczasem osoba widoczna na portrecie przygotowanym przez laboratorium Parabon na podstawie próbki DNA miała jasną skórę i piegi.
Był to szatyn o zielonych lub niebieskich oczach. Jego przodkowie pochodzili z Europy Północnej.

 

– Musieliśmy przyznać, że przez cały ten czas zmierzaliśmy w niewłaściwym kierunku – mówi Mancuso. Nowe dowody natchnęły go jednak optymizmem. – Myślę, że w końcu uda nam się rozwiązać tę sprawę, dzięki dobrej próbce DNA i temu profilowi sprawcy – przekonuje.

 

Fenotypowanie na podstawie materiału genetycznego to świeży nabytek w arsenale kryminalistyki i niektórzy krytycy kwestionują jego przydatność. Portrety „pamięciowe”, które powstają w ten sposób, to rezultaty analizy DNA, a nie fotografie. Wiele cech wyglądu nie ma swego odzwierciedlenia w kodzie genetycznym, więc nie można ich przewidzieć, np. tego, czy ktoś zapuścił brodę. Mimo to firma Parabon, która nadała swoim usługom nazwę Snapshot (czyli „fotka”), ma wśród klientów ponad 40 organizacji współpracujących z wymiarem sprawiedliwości.

 

Tymczasem na scenę wkraczają inne zaawansowane technicznie metody badań kryminalistycznych. Tomografia komputerowa pozwala lekarzom przeprowadzać wirtualne sekcje zwłok i znajdować np. ślady morderstwa niemożliwe do wykrycia standardowymi metodami. Naukowcy badają, czy bakterie znalezione na zwłokach mogą ułatwić precyzyjne ustalenie czasu zgonu. Bada się nawet możliwość identyfikacji nie tylko na podstawie śladów DNA sprawcy, ale też DNA bakterii, które od niego pochodzą.

 

Techniki stosowane przez biegłych w telewizji, np. te związane z serialami spod znaku CSI, mają znacznie dłuższą historię. W roku 1910 Thomas Jennings został pierwszym Amerykaninem skazanym za morderstwo głównie na podstawie odcisków palców. Oskarżono go, że w trakcie nieudanego włamania zastrzelił Clarence Hiller. Sprawca zostawił odciski palców na świeżo malowanym parapecie i na podstawie zeznania czterech specjalistów od daktyloskopii uznano go za winnego i skazano na śmierć. W uzasadnieniu wyroku apelacji sąd wyższej instancji powołał się na dwie rzeczy: starożytne dziedzictwo wykorzystania odcisków palców do identyfikacji (przekonywał, że już faraonowie używali odcisków palców jako podpisów) oraz „ogromny sukces tej metody w Anglii, gdzie stosowano ją od 1891 r. w tysiącach spraw bez ani jednej pomyłki”. Sąd ostrzegał, że ponieważ zrozumienie takich dowodów jest trudne dla laika, muszą je omawiać eksperci, którzy wszystko wytłumaczą przysięgłym. Werdykt został utrzymany, a Jenningsa powieszono.

 

 

Pod koniec XX w. korzystano z przeróżnych technik dochodzeniowych opartych na medycynie sądowej. Analitycy FBI porównywali w swoich zeznaniach włosy znalezione na miejscu zbrodni z włosami pobranymi od podejrzanych. Eksperci zwracali uwagę m.in. na mikroskopijne łuski na powierzchni włosa, jego grubość i kolor oraz sposób rozmieszczenia cząsteczek pigmentu.
Od początku lat 70. zaczęto powszechnie stosować analizę śladów po zębach – porównywano ślady na zwłokach do zębów podejrzanego. Wiele innych technik wykorzystujących wzrokowe porównania śladów (np. opon czy butów) oraz wzorów odkrytych na łuskach po nabojach przebyło drogę od bycia poszlakami w śledztwach do statusu dowodu przedstawianego w sądzie, często rozstrzygającego o winie oskarżonego.

 

 

Jednak w ostatnim dziesięcioleciu okazało się, że techniki kryminalistyczne są znacznie mniej niezawodne, niż można by sądzić, oglądając telewizyjne seriale. A kiedy wiarygodność ustaleń medycyny sądowej jest przeceniana w sądzie, niewinnych ludzi czeka więzienie lub coś gorszego…

 

 

W 1981 r. pewną mieszkankę Waszyngtonu zaatakowano w jej mieszkaniu – została zakneblowana, zasłonięto jej oczy i zgwałcono. Pomogła policji przygotować portret pamięciowy sprawcy
i niecały miesiąc później trafiono na 18-letniego Kirka Odoma, który pasował do rysopisu. Matka Kirka zeznała, że był z nią wtedy w domu, co dobrze zapamiętała, bo siostra podejrzanego właśnie urodziła. Ofiara niepewnie wybrała zdjęcie Odoma spośród kilku portretów, które jej pokazano, a następnie bez wahania zidentyfikowała podczas okazania na żywo. Zeznanie analityka FBI, który stwierdził, że włos podejrzanego jest identyczny z jedynym włosem znalezionym na koszuli nocnej ofiary, pomogły uznać go winnym i skazać. Odom spędził ponad 22 lata w więzieniu i osiem na zwolnieniu warunkowym jako przestępca na tle seksualnym, nim obrońca z urzędu nie zdobył nowych dowodów, które wykazały jego niewinność.

 

W 1992 r. Cameron Todd Willingham został oskarżony o podpalenie swojego domu. W pożarze zginęły jego trzy córki. Śledczy uznali, że liczne ślady nadpaleń w wielu miejscach domu wskazywały na umyślne podpalenie przy użyciu benzyny. W 2011 r. władze stanu Teksas przyznały, że interpretacja dowodów w tej sprawie była całkowicie błędna. Ale dla Willinghama było już za późno – stracono go siedem lat wcześniej.

 

Wspólnym mianownikiem tych historii jest kluczowe znaczenie sposobów interpretacji śladów, które mają więcej wspólnego z rzemiosłem niż nauką. Na przykład skuteczność analizy włosów była znacznie przeceniana. FBI przyznaje, że jeśli chodzi o analizę porównawczą włosów, aż w 90 proc. poddanych ponownej ocenie przypadków okazało się, że specjaliści byli w błędzie.

 

Podważa się też dowody w sprawach o podpalenie. Przez wiele lat specjaliści badający przyczyny podpaleń zwracali szczególną uwagę na okna, w pobliżu których się paliło – szukali charakterystycznych wzorów na spękanych szybach. Sprawdzano też, czy metalowe progi się stopiły, a betonowe podłogi zaczęły kruszyć od gorąca. Uznawano, że jeśli temperatura wzrosła do poziomu, który powoduje takie skutki, to znaczy, że do rozniecenia pożaru wykorzystano benzynę lub podobną substancję. Jednak badający przyczyny powstawania pożarów John Lentini, współautor omawiającego sprawę Willinghama raportu Teksańskiej Komisji Kryminalistycznej, przekonuje, że takie podejście jest przestarzałe.

 

– Założenie było takie, że ogień rozpalony benzyną generuje znacznie wyższą temperaturę niż ogień z palącego się drewna – opowiada Lentini. – To by oznaczało, że płomień musi być gorętszy, prawda? Ale tak nie jest! – podsumowuje. Badania wskazują, że od sposobu zaprószenia ognia znacznie większy wpływ na temperaturę i szybkość, z jaką rozprzestrzenia się pożar, ma ruch powietrza. Popękane szkło czy pokruszony beton mogą wystąpić bez użycia benzyny. Wystarczy, że wentylacja będzie sprzyjać takim rezultatom.

 

Kwestionuje się nawet niezawodność daktyloskopii. Komputery dobrze sobie radzą w porównywaniu odcisków palców zebranych standardową metodą z wykorzystaniem tuszu lub elektronicznych skanerów. Jednak wciąż ustępują ludzkim oczom, kiedy trzeba porównać ślady zebrane na miejscu zbrodni z liniami papilarnymi podejrzanego. Ponieważ te pierwsze są często zniekształcone lub rozmazane, badania porównawcze opierają się na osądzie ekspertów. Przeprowadzono nawet eksperyment, który wykazał, że analitycy dochodzą czasem do różnych wniosków na temat tej samej odbitki linii papilarnych, jeśli powiedziano im, że pochodzą one od podejrzanego, który przyznał się do zarzucanego mu czynu lub przynajmniej został zatrzymany. Powstały na zlecenie władz federalnych raport ujawnił, że w pewnej sprawie analitycy wmówili sobie podobieństwa, których nie było.

 

W 2009 r. Narodowa Akademia Nauk (National Academy of Sciences, czyli NAS) przygotowała druzgocący raport podważający naukowe podstawy analizy odcisków palców, śladów zębów, śladów krwi, włókien z tkanin, analiz grafologicznych i balistycznych oraz innych powszechnie stosowanych technik kryminalistycznych. Wnioski były takie, że poza jednym wyjątkiem żadna
z technik kryminalistycznych „nie daje wystarczająco wysokiej pewności, by z siłą dowodu łączyć ślady przestępstwa z konkretną osobą lub konkretnym źródłem tych śladów”.

 

 

Nieprzypadkowo jedyna metoda, która pomyślnie przeszła ocenę NAS, nie wywodzi się z organów ścigania i powstała w akademickim laboratorium. W 1984 r. brytyjski genetyk Alec Jeffreys doszedł do zaskakujących wniosków – potrafił rozróżnić ludzi na podstawie ich DNA, genetycznego kodu, który dziedziczymy po rodzicach.

 

Odkrycie Jeffreysa leży u podstaw pierwszej generacji testów DNA. Trzy lata później laboratorium Jeffreysa badało próbkę DNA pobraną od 17-latka podejrzanego o gwałt i zabójstwo dwóch nastolatek w Anglii. Okazało się, że nie odpowiadała ona DNA z nasienia pobranego ze zwłok ofiar. Tak oto po raz pierwszy wykorzystanie analizy DNA w sprawie kryminalnej doprowadziło nie do skazania, lecz uniewinnienia podejrzanego. (Prawdziwy zabójca przyznał się później do winy, po tym jak próbował uniknąć oddania próbki DNA w badaniu przesiewowym obejmującym grupę mężczyzn zamieszkujących okolice miejsca zdarzenia).

 

Wkrótce opracowano dokładniejsze metody badawcze i w 1997 r. FBI korzystało z testu, w którym porównywano 13 punktów genomu. Prawdopodobieństwo, że dwie niespokrewnione osoby będą miały takie same sekwencje DNA w tych 13 punktach jest praktycznie zerowe. Właśnie z wykorzystaniem tej metody FBI stworzyło bazę danych CODIS. W latach 90. profilowanie genetyczne było już w powszechnym użyciu.

 

 

Analiza DNA nie jest nieomylna. Błędy mogą wynikać z zanieczyszczenia próbki innym materiałem genetycznym. Zebrana przez biegłych w odpowiednich warunkach przepisowa próbka nasienia, śliny lub tkanki pozwala obniżyć ryzyko błędu praktycznie do zera, ale ślady zebrane np. z przedmiotów, których dotknął podejrzany, dadzą mniej pewne wyniki. Poza tym sekwencja DNA odczytana w danym laboratorium jest tylko tak dobra, jak dobre są kwalifikacje osoby przeprowadzającej badanie. W kwietniu 2015 r. zawieszono prace w pewnym laboratorium kryminalistycznym w Dystrykcie Kolumbia, a ponad sto spraw, w których wykorzystano pochodzące z niego analizy, zostało skierowane do ponownego rozpatrzenia po tym, jak rada akredytacyjna ustaliła, że zatrudnieni w nim analitycy są „niekompetentni” i korzystają z „niewłaściwych procedur”.

 

Minęło siedem lat od raportu Narodowej Akademii Nauk, który wzywał do szeroko zakrojonych zmian w technikach kryminalistycznych.Odnotowuje się wzrost liczby badań nad niezawodnością ustalania tożsamości sprawców za pomocą analizy daktyloskopijnej, porównywania śladów ugryzień czy innych charakterystycznych wzorów. Jednak zmiany następują powoli.

Niektórzy specjaliści mówią, że trwa właśnie zmiana paradygmatu – odchodzi się od przyjętego od dawna sposobu przedstawiania wyników analizy na sali sądowej jako stuprocentowo pewnych. Jak przekonują eksperci, powinno się o nich mówić, podając stopień prawdopodobieństwa, tak jak robią to specjaliści od badań genetycznych.

 

Cedric Neuman, profesor statystyki na Stanowym Uniwersytecie Południowej Dakoty, który specjalizuje się w daktyloskopii, jest jedną z osób nawołujących do stworzenia nowego sposobu prezentacji wyników analizy, który odzwierciedlałby niepewność rezultatów. Wyznaczenie takich standardów jest kluczowe, jeśli nauki kryminalistyczne mają w końcu stać się, no cóż, naukowe. Narodowy Instytut Standardów i Technologii (National Institute of Standards and Technology, czyli NIST) przygotowuje kodeks dobrych praktyk: jak kalibrować urządzenia, jak porównywać odciski linii papilarnych, jak interpretować ślady na łuskach od nabojów, jak analizować DNA i badać zawartość oraz skład narkotyków. – Powstanie kompleksowy rejestr standardów, który wysoko zawiesi poprzeczkę – mówi John Butler, chemik analityk, wysoki rangą naukowiec NIST.

 

 

Jednak NIST nie może wymagać od laboratoriów spełnienia swych wymogów. Najpewniej będzie to działało w taki sposób, że jednostki badawcze, które je spełnią, otrzymają oficjalną akredytację od zewnętrznej firmy. Aktualnie ponad 80 proc. laboratoriów kryminalistycznych ma akredytację pierwszego stopnia, co oznacza, że spełniają podstawowe wymogi kodeksu dobrych praktyk. Jednak duża część prac kryminalistycznych ma miejsce poza wyspecjalizowanymi laboratoriami – np. na posterunkach policji.

 

Kolejnym utrudnieniem mogą być sędziowie – stojący na straży precedensów – którzy wciąż dopuszczają sporne dowody, np. analizy włosów lub śladów po ugryzieniach. Dopóki takie opinie będą traktowane jak dowody, dopóty biegli sądowi i specjaliści zajmujący się kryminalistyką nie będą zbyt skłonni znacząco zmienić swoje metody.

 

 

W lutym Komisja Kryminalistyki Stanu Teksas jako pierwsza w kraju zaleciła nałożenie moratorium na wykorzystanie śladów po ugryzieniach jako dowodów procesowych do czasu potwierdzenia skuteczności takich analiz. Jednym z powodów tej decyzji był fakt, że jesienią minionego roku na wolność wyszedł Steven Mark Chaney – Teksańczyk, który spędził za kratkami 28 lat skazany za morderstwo. Głównym dowodem, na podstawie którego wydano wyrok, był ślad po ugryzieniu, który niedawno odrzucono jako wątpliwy z naukowego punktu widzenia.

 

Skoro podważa się tradycyjne metody kryminalistyczne czy nowe procedury mające naukowe korzenie – takie jak fenotypowanie na podstawie DNA – dają więcej nadziei?

 

W 2015 r. Biuro Szeryfa Parafii Calcasieu w Lake Charles przekazało mediom portret mężczyzny podejrzanego o zabójstwo Sierry Bouzigard. Ilustracja przygotowana przez Parabon NanoLabs (grafika na s. 53) znakomicie pokazuje jednocześnie, jak wiele i jak niewiele o wyglądzie człowieka można wyczytać z materiału genetycznego. Widoczna na portrecie twarz jest całkowicie pozbawiona emocji i jakiegokolwiek rysu indywidualności. Spojrzenie nie sugeruje trudnego dzieciństwa, pełnych ust nie wykrzywia pogardliwy uśmieszek zdradzający skłonności do przemocy lub brak poszanowania prawa. Sprawa zabójstwa Bouzigard to nie pierwszy przypadek wykorzystania fenotypu w dochodzeniu kryminalnym. Ta metoda pozwala na ustalenie pewnych cech fizycznych, które mają genetyczne korzenie. O jasnej skórze Azjatów i Europejczyków decydują różne czynniki. Odcień skóry u Europejczyków łączy się z genem SLC24A5. Niemal wszyscy Europejczycy mają dwie kopie tego genu. Osoby niepochodzące z Europy posiadające jedną kopię tego genu mają znacznie jaśniejszą skórę niż osoby całkowicie go pozbawione. – Z całkiem dużą dokładnością mógłbym na oko określić, którzy z Afroamerykanów znajdujących się w danym pomieszczeniu mają ten gen, a którzy nie. Ma tak wyraźny wpływ na wygląd człowieka – przekonuje Mark Shriver, profesor antropologii biologicznej na Uniwersytecie Stanu Pensylwania.

 

 

Naukowcy zajmujący się fenotypowaniem – poza śledzeniem różnych wersji genów odpowiedzialnych za konkretne cechy wyglądu – mogą szukać jeszcze mniejszych różnic nazywanych polimorfizmem pojedynczego nukleotydu (SNP). Łączy się je z takimi cechami, jak kolor włosów lub oczu, skłonność do piegów oraz to, czy płatki uszu zwisają, czy są przyrośnięte do głowy.

 

Naukowcy z Parabonu i Human Longevity Ventera poszli krok dalej i wykorzystują gigantyczne bazy danych, szukając zależności między sekwencjami SNP a rysami twarzy. Wolontariusze wypełniają ankiety dotyczące swego wyglądu (np. tego, czy mają piegi). Pobierane są od nich próbki DNA, które sprawdza się w milionie punktów, o których wiadomo, że występują w nich wariacje SNP. Skanery 3D zapisują rysy twarzy badanego – kształt kości policzkowych, linię żuchwy, kształt nosa itp. – a następnie tworzy się komputerowy model. Algorytmy rozpoczynają poszukiwania związku między konkretnymi sekwencjami SNP i wyrazistymi cechami fizycznymi z trójwymiarowych skanów tej samej osoby (jak np. linia żuchwy lub kształt nosa). To wyjątkowo skomplikowane czynności wymagające mocy obliczeniowej setek komputerów i mogące trwać tygodniami. Rezultaty można wykorzystać do odtworzenia rysów twarzy nieznanej osoby na podstawie próbki jej DNA – np. mordercy, którego tkankę znaleziono pod paznokciami Bouzigard.

 

 

Pozostaje pytanie, jak bardzo taki portret będzie zbliżony do twarzy osoby, od której pochodzi analizowany materiał genetyczny. Teoretycznie im więcej ludzi o różnym pochodzeniu etnicznym
w bazie, tym lepiej będzie można odtworzyć wygląd podejrzanych. Manfred Kayse z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie, wynalazca metody badania DNA pozwalającej stwierdzić kolor włosów i oczu, przekonuje, że wciąż nie ma naukowego dowodu, iż modele powstałe w oparciu o największą nawet bazę mogą stworzyć wierny portret kogoś spoza niej.

 

Steven Armentrout, dyrektor Parabonu, podkreśla, że przygotowywane przez jego firmę rekonstrukcje twarzy nie powinny być wykorzystywane w celu identyfikacji podejrzanych. Mają pomóc wykluczyć osoby, które nie przypominają twarzy z portretu, zaczynając od przypadków oczywistych – tak jak miało to miejsce z meksykańskimi robotnikami w sprawie Bouzigard.

– W przyszłości będziemy od tego zaczynali śledztwa, dzięki czemu od razu powinno być wiadomo, kto musi, a kto nie może trafić na listę podejrzanych – przekonuje Armentrout. W miarę zawężania kręgu podejrzanych materiał genetyczny, który nie został odrzucony przez Snapshot Parabonu, można by porównać z próbką znalezioną na miejscu zbrodni. – Nowe techniki usprawnią pracę wymiaru sprawiedliwości – podsumowuje.

 

Les Blanchard, detektyw z Lake Charles, który ma nadzieję rozwikłać zagadkę morderstwa Sierry Bouzigard, opowiada, że jego zespół dostał liczne zgłoszenia od czasu upublicznienia we wrześniu portretu przygotowanego przez Parabon. Zaczęto nawet pukać do drzwi konkretnych osób.

 

 

 

 

2.jpeg

Makieta uliczki w centrum szkoleniowym FBI. Uczestnik szkolenia uczy się wykorzystywać lasery w celu ustalenia toru lotu pocisków i rekonstrukcji przebiegu przestępstw z użyciem broni palnej.

 

 

 

 

3.jpeg

Paznokcie mogą wskazać mordercę. Można sprawdzić, czy DNA z tkanki, która utkwiła pod nimi podczas ataku, pasuje do bazy danych. Jednak nawet jeśli nie znajdzie się pasująca próbka, technika o nazwie „fenotypowanie” może dać informacje o kolorze oczu, włosów i skóry napastnika, a nawet podpowiedzieć rysy twarzy.

 

 

 

 

4.jpeg

 

 

 

5.jpeg

Kirk Odom został skazany za gwałt po tym, jak biegły sądowy zeznał, iż włos znaleziony na koszuli ofiary należał do niego. Odom spędził 22 lata w więzieniu i osiem na warunkowym zwolnieniu, nim badania DNA wskazały prawdziwego sprawcę. FBI analizuje ponownie setki spraw, w których mogło dojść do pomyłki spowodowanej błędnymi wynikami badań włosów.

 

 

 

 

6.jpeg

Z zeznań biegłego sądowego wynikało, że prawdopodobieństwo, iż ślad ugryzienia na ramieniu ofiary morderstwa nie pochodzi od Stevena Chaneya (powyżej), jest jak jeden do miliona. Chaney został skazany w 1987 r. W eksperymencie 30 dentystów analizowało znajdujące się na świńskiej skórze ślady po ugryzieniu specjalnym urządzeniem imitującym ludzką szczękę. Nawet doświadczeni specjaliści popełniali błędy. Chaney uwolniono, po tym jak zeznania dotyczące śladu zębów zostały odrzucone.

 

 

 

 

7.jpeg

 

 

 

 

8.jpeg

Od czasu ogłoszonego w 2009 r. przez Narodową Akademię Nauk (NAS) raportu, który bardzo krytycznie ocenił metody analizy odcisków palców
i badania przyczyn pożarów, nazywając je bardziej rzemiosłem niż nauką, na obu polach zaszły duże zmiany.

Sylvia Buffington-Lester, która ma 45-letnie doświadczenie w analizie odcisków palców.

 

 

 

 

9.jpeg

Calcasieu Parish w stanie Luizjana. W miejscu,w którym siedem lat temu odnaleziono zwłoki Sierry Bouzigard, stoi teraz krzyż. Brakuje świadków, a DNA znalezione pod paznokciami ofiary nie odpowiada próbkom zebranym od podejrzanych. Mimo to widoczny na zdjęciu śledczy Les Blanchard ma nadzieję, że nowe techniki kryminalistyczne pomogą rozwiązać tę trudną sprawę.

 

 

 

 

Tekst: Veronique Greenwood

Zdjęcia Max Aguilera-Hellweg


  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u