Skocz do zawartości




Zdjęcie

Zjawa z Fortu XIII


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1

Padael.

    Tauri

  • Postów: 1017
  • Tematów: 73
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Nie wiem jak z wiarygodnością ale historia ciekawa i warta uwagi, szczególnie dla mieszkańców Krakowa i co najważniejsze pasuje do naszego forum a użytkownicy z Krakowa mogą się tam wybrać i popytać ile prawdy w opowieści.

 

"Wypada dziś przypomnieć o mało znanej zagadce która do dziś nie została rozwikłana.

W lecie 1910 roku około godziny 12 oficer Austriacki, Otto Muler stał na czele kompani która miała zluzować obsadę Fortu nr. 38 (część twierdzy Kraków) który pieszczotliwie nazywano "śmierdzącą skałą". Kiedy nikt z wewnątrz nie kwapił się aby otworzyć im bramę, jeden z żołnierzy wspiął się do otwartej okiennicy i wszedł do środka. Po kilku minutach otworzył bramę. Był jednak blady jak prześcieradło. W forcie nie było nikogo. Cała załoga zniknęła. Musiało się to stać bardzo krótko przed przybyciem kompanii gdyż na stole w kantynie stały jeszcze ciepłe posiłki. Niektóre pomieszczenia w forcie były zamknięte od... środka. Natychmiast powiadomiono o dezercji wywiad wojskowy. Ostatni zapis w księdze dyżurów pochodził z godziny 10.50. Nie było żadnych śladów walki czy uprowadzenia żołnierzy. Wywiad wojskowy zaczął natychmiast działać. Agnci obstawili domy rodzinne żołnierzy którzy zginęli. Było niemal pewne że któryś z nich skontaktuje się prędzej czy później ze swoją rodziną. Nic takiego się jednak nie stało. Jedyną osobą która feralnego dnia była widziana był żołnierz który poszedł po papierosy do sklepu w Kryspinowie. Śledztwo i obserwacja oraz poszukiwania zaginionych żołnierzy były prowadzone aż do wybuchu I wojny światowej. Nikt nigdy nie wpadł na żaden ślad zaginionych.
To nie koniec. Fort 38 Skała ma też swoje, nie do końca wyjaśnione tajemnice: stanowią je dwa betonowe korytarze (galerie, chodniki, tunele?) oraz długie obetonowane ciągi, nie będące korytarzami, gdyż ich przejście jest niemożliwe. Rozpoczynają się one w ścianach kopulasto sklepionej, okrągłej komory, znajdującej się w osi Fortu, na około 2 m przed kolejną okrągłą komorą (barbetą), leżącą u podstawy wieży pancernej. Wejście do nich prowadzi przez małe kwadratowe otwory w przyziemiu. Korytarze te, w przeciwieństwie do wychodzących z tej komory potern, prowadzących do kaponier barkowych, są bardzo wysokie; w miarę postępowania w głąb ich szerokość się zmniejsza (do ok. 50 cm i mniej), a są też częściowo zasypane gruzem ceglanym i betonowym oraz grubą warstwą pyłu; są też łukowato pozałamywane, a ich zróżnicowanie długości sięga kilkunastu metrów. Takie korytarze nie występują w żadnym innym forcie.
W 1945 roku fort objęli Rosjanie. Kiedy tylko wojska radzieckie weszły do fortu natychmiast ogrodzono go szpalerem. W ciągu następnych dni, nocami wywożono coś z niego ciężarówkami.
Wszystko to zdarzyło się naprawdę i mimo że sprawa jest bardzo ciekawa to została prawie całkowicie zapomniana a szkoda."

 

http://www.sadistic.pl/portal/9940


Użytkownik Padael edytował ten post 09.07.2014 - 16:46

  • 3



#2

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Coś ten link nie teges chyba.

Chciałem sprawdzić o jakie konkretnie fortyfikacje chodzi, bo w Twoim tekście nie ma o tym wzmianki, a ja z Krakowa nie jestem, wiesz.

 

edit:

Już sobie znalazłem - chodzi o fortyfikacje Twierdzy Kraków.

Przy okazji znalazłem tez prawdopodobne wytłumaczenie dla tych dziwnych korytarzy o których piszesz.

To najprawdopodobniej tzw. "kontrminy" czyli korytarze umożliwiające wczesne wykrycie prób założenia  ładunków wybuchowych pod fortem, których celem miało by być wysadzenie fortu.

Więcej na ten temat w tym linku pod ostatnią ryciną.


Użytkownik pishor edytował ten post 09.07.2014 - 20:40

  • 0



#3

noxili.
  • Postów: 2642
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Po kilku minutach otworzył bramę. Był jednak blady jak prześcieradło. W forcie nie było nikogo. Cała załoga zniknęła. Musiało się to stać bardzo krótko przed przybyciem kompanii gdyż na stole w kantynie stały jeszcze ciepłe posiłki. Niektóre pomieszczenia w forcie były zamknięte od... środka. Natychmiast powiadomiono o dezercji wywiad wojskowy. Ostatni zapis w księdze dyżurów pochodził z godziny 10.50. Nie było żadnych śladów walki czy uprowadzenia żołnierzy. Wywiad wojskowy zaczął natychmiast działać. Agnci obstawili domy rodzinne żołnierzy którzy zginęli. Było niemal pewne że któryś z nich skontaktuje się prędzej czy później ze swoją rodziną. Nic takiego się jednak nie stało. Jedyną osobą która feralnego dnia była widziana był żołnierz który poszedł po papierosy do sklepu w Kryspinowie. Śledztwo i obserwacja oraz poszukiwania zaginionych żołnierzy były prowadzone aż do wybuchu I wojny światowej. Nikt nigdy nie wpadł na żaden ślad zaginionych.

 

 

 

Ta historia przypomina mi historię którą opowiedziałmi mój ojciec, a którą zasłyszał od swych dziadków- awięc moich pradziadków .Obaj pradziadowie moi (ale to brzmi :) )służyli obaj w tym samym pułku i w tej samej kompanii.W Cesarsko-Królewskmi pułku i C.K .kompanii... :)

 

W kazdym razie na początku wojny (albo tuz przed) skierowano ich do służby strażniczo0garnizonowej w jakiejś tam fortecy.Tata był raczej przekonany, że było to raczej na pograniczu słowackim czy wręcz w na pogrniczu rumuńskim(Transylwania i te klimaty), ale tą opowieść  słyszał jako paroletni dzieciak zaś przekazał mi 30 lat później.Mógł gdzieś ktoś coś przekręcić.W każdym razie od starszych "stażem: wartowników róznych stopniem dowiedzieli się praktycznie od razu, że do pewnych części fortecy lepiej samemu (ani nawet we dwójke) chodzić, bo od pewnego czasu znikają tam ludzie. Na początku myśleli że to jakaś ściema dla "kotów". A ale strach widoczny na twarzach  starszych żołnierzy gdy ci  musieli patrolować pewne rejony twierdzy dość szybko przekonał ich, że coś w tym musi być. Patrole chodziły po twierdzy bardzo wzmocnione jak na realia  pustego korytarza.Pewnie doczekali by końca wojny w spokoju  w tej twierdzy gdyby jeden z kolegów nie zniknął gdy poszedł do latryny . Latryna była w strefie "bezpiecznej" więc nikt tam nie chodził grupami. Było blisko tam  do  sali sypialnej , kuchni itp. Dziesiątki  ludzi przewijało się tam cały czas. Po zaginieciu żołnierza przeszukano całą fortecę. Wysłano również  wzmocniony, silny oddział do strefy korytarzy" niebezpiecznych". W niebezpiecznej strefie znaleziono kupke dziwnej śmierdzącej   masy w której były fragmenty metalowe munduru , sprzeczki od pasa itp . Żadne materiały organiczne nie były widoczne. Oddział przywlókł te resztki na jakijś szmacie i "zaczeło" się przedstawienie. Oficerowie twierdzili, że zaginieni żołnierze padli ofiarami szczurów. Zwykli żołnierze twierdzili że w podziemiach żyje jakaś bestia. Doszło wręcz do formalnego buntu. Po stłumieniu przez ck.żandarmerię buntu zaczęto szukać... prowodyrów buntu. W większość załogi fortecy to byli Niemcy i Czesi i troche Słowaków. Jedynymi Polakami byli moi pradziadkowie.Więc dość oczywiste, że nagle wyrośli na znakomite kozły ofiarne.Ukarano ich patrolami  poza kolejnością w "złej" strefie". Moi przodkowie przetrwali kilka patroli przez te korytarze i musieli rozkładać trutkę na szczury ale za którymś razem zobaczyli jakieś :dużego węza czy też gada" w podziemiach. W cywilu obaj byli górnikami z dużym doświadczeniem z posługiwaniem się ładunkiem wybuchowym szybko wykoncypowali genialny plan. Z kuchni zwineli cielaka czekającego na swą kolej pod rzeźnicki nóż.

Przyczepili mu kilka granatów ( zwineli je z zbrojowni)i wlekli go za sobą na dwóch postronkach . Krótszy to taka "smycz" ,a dłuższy biegł do zaleczek granatów. W razie czego  potwór  sam wyrwie im z smyczy  ofiarę to sam uzbroi granaty. Granat wybuchnie po kilku sekundach więc będą mieli czas wykonać : komendę"padnij " i zakryć uszy chroniąc się przed podmuchem i głuchotą.Przystawali na dłuższe przystanki w co bardziej podejrzanie pachnących  zaułkach korytarzy.

 Wszystko przebiegało wg planu : coś mocno szapneło smyczą i granaty się uzbroiły  . Dziadkowie wykonali "pad na ziemię" kryjąc pod płaszczami lampy górniczym  i zakryli dłońmi uszy .Po wybuchu dziadki otrzepały się z pyłu postawili prosto lampy i wycelowali w ciemność broń... . poczekali kilkanaście sekund (aż wróci słuch) i z odbezpieczoną bronią w ręce i poszli szukać  trupa potwora i cielaka. I...  nic nie znaleźli.Były owszem  ślady po wybuchu ,ślady  od uderzeń odłamków o ściany, kilka dziwnych fragmentów i nieco futra cielaka. ale żadnych większych śladów. Na nieszczęście, potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Hałas ściągnął inne patrole patrole,oficerow  i moi dziadkowie z marszu  przyznali sie co widzieli i zrobili . Zostali aresztowani. Jak okazało sę tuż obok była  komora z jakąś utajniona zawartością. Brak zwłok cielaka czy potwora podważał ich wersję o polowaniu. Prokurator na sądzie polowym zażądał kary śmierci dla obu za zamach na ta komorę i ponowny bunt. Byli recydywistami(buntownikami) więc  już szykowali sie na szubienicę czy też pluton egzekucujny. Na szczęście dowódca garnizonu w ostatniej chwili zmienił im karę na służbę w karnej kompanii. Byli fuksiarzami, bo przetrwali w tej kompanii  walki na froncie z Serbią a potem w Karpatach .Ale to już inna historia.Nigdy się też nie dowiedzieli nic więcej o tej sprawie z "potworem".

 

Wejście do nich prowadzi przez małe kwadratowe otwory w przyziemiu. Korytarze te, w przeciwieństwie do wychodzących z tej komory potern, prowadzących do kaponier barkowych, są bardzo wysokie; w miarę postępowania w głąb ich szerokość się zmniejsza (do ok. 50 cm i mniej), a są też częściowo zasypane gruzem ceglanym i betonowym oraz grubą warstwą pyłu; są też łukowato pozałamywane, a ich zróżnicowanie długości sięga kilkunastu metrów. Takie korytarze nie występują w żadnym innym forcie.

 

To są tak zwane korytarze dylatacyjne. Mają przejąć część siły wybuchjąchu bomby czy pocisku i ochronić umieszczone za nimi wazne obiekty.Tylko, że  korytarzy dylatacyjnych rzeczywiście żadne ówczesne forty  nie posiadają. Nie było bowiem broni mogącej wywołać takie małe, lokalne trzesienie ziemi. Taką broń wynaleziono dopiero w czasie drugiej wojny światowej. Korytarz dylatacyjny czy przestrzeń dylatacyną nie zadziała  gdyby obok takiego fortu ekspoldowała by np najcięższa konwencjonalna bomba typu Tallboy.Takie coś za to jest całkiem przydatne  gdy obok wybuchnie współczesny pocisk  rakietowy  z małym ładunkiem atomowym. Tak są skonstruowane (z przestrzeniami dylatacyjnymi ) między innymi : Schron NORAD czy schron pod Pentagonem.

 

Dzisiaj zamiast gruzu wypełnia się je albo specjalnymi chłoniącymi  fale uderzeniowa kształtkami albo po prostu potężnymi  sprężynami.

1CndlT4.jpg

 

DcOEosR.jpg

 

Sam fort jest niezwykle ciekawy. Praktycznie niema naświecie  drugiego takiego . Wpuszczony  w wapienna krystaliczna skałę,o małych rozmiarach jak na  inne podobne konstrukcje został przykryty w wiekszości stalowymi pokrywami z stopu żelaza o niezwykłej nawet na dzisiejsze czasy twardości. 

Zewnętrzna część skorupy pancerrz była z innego rodzaju żeliwa  niż ta wewnętrzna a był to jeden odlew! To ewenement na skalę światową i był dokładnie badany po drugiej wojnie światowej.

Przekrój pancerza

PTJ07Pw.jpg

Struktura płyty żeliwnej wytwarzanej nową metodą.
Zewnętrzna warstwa żeliwa białego płynne przechodzi we zmocnione żeliwo szare. Płyta grubości 25 cm.

W soim czasie fort broniły najnowocześniejsze działa na swiecie Kanone M 80.Zasięg na owe czasy był nieprawdopodobny 8 a nawet 16 km . Czyli 4 razy większy niz ówczesne działa.

 

 

 

 

W czasie okupacji niemieckiej fort służył z początku jako punkt zaopatrzeniowy, a później urządzono w nim więzienie dla jeńców sowieckich. O surowości niemieckich komendantów wobec jeńców krążyły opowieści między okolicznymi mieszkańcami. Nawet w Forcie widniał kiedyś napis po niemiecku: "Kanibalizm będzie karany śmiercią".

 

Dzisiaj to jest obserwatorium astronomiczne z radioteleskopem do badania Słóńca i przeprowadzane sa badania nad grawitacją.

trochę fotek :

 

NvW34zW.jpg

 

rQB64DL.jpg

 

IaUvAqE.jpg

 

q7xjlsc.jpg

 

Xbix0QL.jpg


  • 2



#4

malylolo.
  • Postów: 22
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Dziś przybliżę ciekawą historię a raczej legendę która podobno wydarzyła się w forcie XIII „San Rideau” jednym z wielu fortów Twierdzy Przemyśl.

Wrzucam tą historię do Creepypast ponieważ oprócz ustnych przekazów nie istnieje żaden materialny dowód na autentyczność tej historii. 


Fort XIII „San Rideau” wybudowany w podprzemyskich Bolestraszycach osłaniał linię rzeki San od strony wschodniej oraz drogę łączącą Przemyśl z Krakowem. Gdy 22 marca 1915r fort upadał Austriacy wysadzili go w powietrze a po zakończeniu I wojny światowej został przeznaczony do rozbiórki ponieważ z powodu uszkodzeń utracił on walory obronne. W 1923r grupa robotników miała za zadanie odgruzowanie zniszczonej fortyfikacji, po żmudnym wielodniowym kopaniu gdy dotarli do najniższego piętra w jednym z odkopanych korytarzy natrafili na masywne metalowe drzwi których nie było na żadnych planach. Robotnicy je wyważyli a ich oczom ukazały się schody prowadzące do podziemi. W trakcie przerwy obiadowej ciekawski robotnik postanowił spenetrować lochy na własną rękę, gdy zszedł w podziemia robotnicy na zewnątrz usłyszeli przeraźliwy krzyk swojego kolegi.Gdy zbiegli na dół ich oczom ukazała się przerażająca postać: splątane, długie, siwe włosy, bełkotliwe dźwięki, nienaturalnie biała skóra wisząca na kościach, monstrum bało się jakichkolwiek dźwięków oraz światła. Okazało się że to rosyjski więzień który wraz z kolegą 8 lat wcześniej został uwięziony pod ziemią. W 1915r w „San Rideau” przebywało dwóch Rosyjskich jeńców o których podczas wysadzania fortu Austriacy po prostu zapomnieli. Robotnicy wezwali pomoc medyczną lecz uwolniony po tylu latach Rosjanin zmarł. W lochach znaleziono szkielet jego towarzysza oraz notatki sporządzane po rosyjsku w zeszycie jakiegoś austriackiego kwatermistrza. Rosjanin opisywał w nim że po wysadzeniu twierdzy wraz ze swoim kompanem Nowikowem próbowali wydostać się na zewnątrz, lecz próby spełzły na niczym. Na szczęście odkryli oni w lochach magazyn z wodą, suchym prowiantem, mundurami, papierosami, świecami a nawet alkoholem. To znalezisko napawało ich nadzieją na ocalenie. Dla zabicia czasu więźniowie pili alkohol,polowali na szczury, opowiadali swoje historię a nawet odgrywali przedstawienia jednak z upływem czasu obydwaj popadali w coraz głębszą depresję, miewali halucynacje, aż w końcu znienawidzili się nawzajem. Autor pamiętnika pisał również: „Te dziwne warunki, w których obecnie żyjemy, uniemożliwiają mi wszelką rachubę czasu (…) Jednostajność wrażeń (…).., przygniatający bezwład czasu… chwila i miesiąc niczym się nie różnią, zawierają jednakową treść, pustka, nicość”. Rosjanin postanowił stworzyć prymitywny zegar z beczki z wodą, mierzył czas kroplami a jedno opróżnienie beczki trwało półtorej doby. Pewnego dnia Nowikow nie wytrzymał i podciął sobie żyły kawałkiem blachy, a jego kompan pozostał sam ze sobą w mrocznych lochach. Zabijał czas pisząc notatki które z biegiem czasu były coraz bardziej chaotyczne: „Nie spałem, cisza dźwięczy, a ciemność świeci… 405 beczek. Śniło mi się, że byłem w swoich rodzinnych stronach, matka, siostra… ciepły słoneczny dzień (…) daleko horyzont nieba… tyle cudnych barw i ona mówiła, że nie zapomniała i kocha.702 beczki (…) sen jest moją rzeczywistością, a rzeczywistość – ciężkim snem. Nie znoszę go, bo dręczy mnie, ale ciało ma swoje wymagania, zresztą jem i piję bardzo mało… 1 001 beczek ciszy i ciemności dały mi więcej, niż może dać ludziom tyleż arabskich nocy. (…) Błogosławię mury mego grobowca, bo w nich zaznaję najwięcej wolności i życia. (…) Ale już gaśnie moja ostatnia świeca”. Czy ta historia jest wytworem wyobraźni człowieka opisującego te wydarzenia w gazecie z 1923r ? Czy w tej historii jest choć ziarenko prawdy? Niestety wszystkie rzekome dowody i świadkowie zniknęli w pożodze kolejnej, jeszcze straszniejszej II wojny światowej. Dla ciekawskich polecamy ekranizację tej legendy, film Grzegorza Królikiewicza "FORT 13" z 1984r.



Pozdrawiam   :>

Załączone grafiki

  • 15232131_1339950242742065_3816004514335497171_n.jpg
  • 15319185_1339953282741761_7818262717816109116_n.jpg
  • 15268031_1339950299408726_8737364002603253133_n.jpg

  • 0

#5

noxili.
  • Postów: 2642
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Było... i to bynajmniej nie w crepach.

 

http://www.paranorma...+fort +rosjanie


  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u