Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

Czy NASA odebrała sygnał SOS z innej galaktyki?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1

Ivellios

    ÓSMY ZMYSŁ

  • Postów: 1605
  • Tematów: 401
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 109
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Kilka lat temu brytyjskie Ministerstwo Obrony przekazało do Archiwum Państwowego swoje akta dotyczące UFO. Co ciekawe, wśród tych dokumentów miał się rzekomo znajdować artykuł pierwotnie opublikowany na łamach gazety Weekly World News (15 września 1998, wolumen 19 nr 51), zawierający informacje o tym, jak to NASA wykryła, przechwyciła i odkodowała zapisany matematycznie sygnał alarmowy z przypuszczalnie skazanej na zagładę planetoidy znajdującej się poza naszą galaktyką. W momencie publikacji artykułu w Weekly World News nie został on jednak potraktowany poważnie, ponieważ sama gazeta uważana była za mało wiarygodny tabloid.

 

Nie zapominajmy jednak, że to właśnie brukowiec - tym razem National Enquirer - jako pierwszy przekazał informację, że były amerykański senator John Edwards miał romans i spłodził dziecko ze swoją kochanką. Doniesienie po pewnym czasie okazało się prawdziwe. Oczywiście, może się tak zdarzyć, pomimo iż w większości przypadków historie publikowane przez tabloidy często są całkowicie zmyślone lub - w najlepszym razie - mieszają fakty z fikcją.

 

Wspomniany w artykule sygnał został rzekomo wykryty w styczniu 1998 roku, prawidłowe odkodowanie przekazu - jak można się było spodziewać - zajęło jednak wiele miesięcy.

 

Ponieważ wzmiankowany artykuł nie jest dostępny online, oto jego transkrypcja wraz z tłumaczeniem:

 

Eksperci NASA twierdzą, że przechwycili międzygalaktyczne wołanie o pomoc od obcej cywilizacji, która osiągnęła już swój szczyt rozwoju i tak naprawdę wymierała, gdy po Ziemi wciąż wałęsały się tygrysy szablastozębne.

 

Liczący sobie 80 000 lat sygnał SOS został odebrany i cyfrowo zapisany pod koniec stycznia 1998 roku.

 

Dopiero jednak w ostatnich tygodniach radioastronomowie i eksperci językowi odnaleźli klucz do złożonego, opartego na matematyce języka, który pozwolił im przetłumaczyć "dramatyczny apel o pomoc".

 

Światowa prasa podejrzanie nabrała wody w usta w sprawie zaskakującego przekazu, i to mimo iż planowana jest publikacja dwóch obszernych raportów na łamach profesjonalnych dzienników "Radio Astronomy" oraz "Universe".

 

Według wysoko postawionego źródła w NASA w Houston w Teksasie, uznany rosyjski naukowiec zajmujący się kosmosem, dr Wiktor Kułakow, przewodniczy zespołowi badawczemu ONZ, pracującemu w państwowym obserwatorium, znajdującym się 50 mil na południowy zachód od Moskwy.

 

W wypowiedzi dla "Universe" doktor Kułakow przekazał, że sygnał pochodził z punktu za najbliższą naszej galaktyce galaktyką Andromedy, a wysłany został przez istoty, które osiągnęły poziom rozwoju cywilizacyjnego nie wyższy niż nasz na Ziemi.

"Prosty fakt, że odebraliśmy i odkodowaliśmy ten przekaz, świadczy ponad wszelką wątpliwość, że ich wiedza oraz technologia były - w najlepszym razie - w zasięgu naszych możliwości", wyjaśnił dr Kułakow.

 

"I choć przed nami jeszcze wiele lat badań, mogę z całą stanowczością stwierdzić, że śmierć ich cywilizacji nie była wynikiem jakiejś kosmicznej katastrofy. Był to wynik tego, że ta cywilizacja zwróciła się sama przeciwko sobie, być może używając niszczącej broni jądrowej".

 

Dr Kułakow odmówił udostępnienia któremukolwiek z magazynów transkrypcji przekazu, stwierdził jednak, że rozpoczynał się on apelem "Pomóżcie nam", a następnie przeszedł do przekazywania danych wskazujących dokładną lokalizację skazanej na zagładę planety.

"Przekaz zawierał dość świadomy opis zniszczeń apokaliptycznych, piekielnych eksplozji, szerzącej się śmierci i śmiertelnych chorób", dodał.

 

"Deszcz meteorów? Być może. Uderzająca jest dla mnie - i jest to tylko moje odczucie - ukryta w tej wiadomości akceptacja winy. To tak jak gdyby nadawcy tej wiadomości przyznawali się do tego, co się stało".

 

"Cokolwiek to było, prawdopodobnie nie posiadali środków aby ewakuować pozostałą populację. Mieli do dyspozycji międzyplanetarną podróż kosmiczną, ale tylko do bardzo ograniczonego poziomu. Wiadomość stanowi bardzo wyraźnie, że byli uwięzieni w swoim świecie", powiedział dr Kułakow.

 

Tyle Weekly World News. Jakiś czas potem artykuł zaczęto kopiować na różnej maści grupach dyskusyjnych i stronach internetowych poświęconych tematyce spiskowej, ufologicznej, paranormalnej, itd. i do dziś wiele źródeł powiela go, najczęściej w sposób zupełnie bezkrytyczny, nie poddając go w ogóle analizie.

 

Spróbujmy jednak zebrać do kupy i przeanalizować zawarte w tekście informacje. W styczniu 1998 roku NASA miała przechwycić sygnał alarmowy od obcej cywilizacji, zamieszkującej planetę "za galaktyką Andromedy". Rozszyfrowano go wiele miesięcy później. Sygnał miał liczyć sobie 80 000 lat. W doniesieniu przytoczona została wypowiedź "uznanego rosyjskiego naukowca zajmującego się kosmosem, dra Wiktora Kułakowa", który miał przewodniczyć działającemu pod egidą ONZ zespołowi badawczemu, który zajmował się badaniem przekazu. W doniesieniu dr Kułakow twierdzi, że obca cywilizacja najprawdopodobniej zniszczyła sama siebie. Samo doniesienie prasowe ma stanowić streszczenie oficjalnego komunikatu NASA w tej sprawie.

 

I choć wszystko na pierwszy rzut oka wygląda dość wiarygodnie, to jednak cała sprawa zawiera pewne luki. Tę, która już na starcie stawia pod znakiem zapytania wiarygodność doniesienia, dostrzegli zapewne czytelnicy bardziej obznajomieni z astronomią. Tak, chodzi o domniemany wiek odebranego sygnału. Sygnał miał sobie liczyć 80 000 lat, a więc tyleż lat świetlnych musiał przebyć, by dotrzeć do naszej planety. Tyle że galaktyka Andromedy znajduje się nie 80 tysięcy, ale aż 2,5 miliona lat świetlnych od nas. Co więcej, źródło sygnału miało się znajdować "za" galaktyką, więc odległość ta musiałaby być jeszcze większa.

 

Pomijając już domniemany wiek sygnału, galaktyka Andromedy wcale nie znajduje się najbliżej naszej. Owszem, jest to galaktyka największa z pobliskich, jednak jeszcze bliżej nas znajduje się kilka innych, mniejszych. Według NASA, najbliższą nam galaktyką jest Karzeł Wielkiego Psa 25 000 lat świetlnych stąd.

 

Pomimo upływu ponad 17 lat, NASA do dziś nie wydała żadnego oficjalnego oświadczenia w kwestii międzygalaktycznego sygnału alarmowego. Tak naprawdę, poza kopiowanym tu i ówdzie artykułem z "Weekly World News", nie istnieje żadne inne wiarygodne doniesienie wzmiankujące o takim przekazie. A przecież prawdą jest, że taki monumentalny news o "pierwszym kontakcie" prawdopodobnie zdominowałby media na całym świecie.

Co więcej, od co najmniej 2011 roku po Internecie krążą różne, w mniejszym lub większym stopniu zmodyfikowane, wersje tej samej historii. Wydaje się, że strona odpowiedzialna za jej najnowszą wersję (prawdopodobnie niefunkcjonujący już serwis file22.com) po prostu odświeżyła starą fałszywkę i zaprezentowała ją jako nową, dodając wzmiankę o znalezieniu się artykułu wśród dokumentów odtajnionych przez brytyjski MON. Wiadomość powieliły następnie inne serwisy internetowe na całym świecie, również polskojęzyczne - o sprawie pisały między innymi Wirtualna Polska oraz obecnie niedziałająca Fundacja Nautilus (ta ostatnia zresztą zakończyła krótki artykuł na temat sygnału stwierdzeniem, które równie dobrze mogłoby posłużyć za podsumowanie całej jej działalności: "Dziś trudno jednak ustalić, na ile ta wiadomość jest prawdziwa"). Mało który (właściwie prawie żaden) redaktor zadał sobie choć odrobinę trudu, aby zweryfikować powielaną przez siebie informację. A szkoda...

 

I ostatni słaby punkt historii - zmarły w 2013 roku Wiktor Kułakow nie był naukowcem, nie zajmował się kosmosem, a już na pewno nie brał udziału w pracach jakiejkolwiek grupy badawczej działającej pod egidą ONZ. Wiktor Kułakow był wysoko postawionym dowódcą wojskowym w ZSRR oraz zastępcą dowódcy wojsk Układu Warszawskiego w latach 1977-1989.

 

Tak więc, choć powielane do dziś doniesienie Weekly World News (dziwne, że sam tytuł gazety u wielu czytelników i redaktorów nie wzbudził najmniejszych podejrzeń! I co taki brukowiec robiłby pośród tajnych akt brytyjskiego MON-u?) z pewnością brzmi interesująco i pobudza wyobraźnię, w rzeczywistości nie zawiera w sobie nawet ziarenka prawdy.

 

Na podstawie: newsvine.com, hoax-slayer.com
Opracowanie: Ivellios, Radio Paranormalium


  • 6



#2

Zaciekawiony
  • Postów: 6910
  • Tematów: 73
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Weekly World News to gazeta, która rozpropagowała historyjkę o kryształowych piramidach na dnie morza w trójkącie bermudzkim, do dziś bezkrytycznie powielaną przez portale, z którą swego czasu rozprawialiśmy się na tym forum.

 

I to jest prawidłowe podejście do źródeł - zamiast po znalezieniu informacji szukać potwierdzenia, należy starać się zweryfkować źródło. Niestety wielu badaczy paranormalnych o tym zapomina.


  • 0



#3

noxili
  • Postów: 2369
  • Tematów: 15
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Może krótko. Nie mieliśmy ani wtedy ani dzisiaj możliwości odebrania sygnału radiowego nadanego z jakiejkolwiek planetoidy w odległości 80000l.ś. Sygnał musiałby mieć taka moc że odparowałby kilkadziesiąt planet wielkości Jowisza a co dopiero jakąś planetoidkę. Sygnał musiałby być mocniejszy niż promieniowanie gwiazdy wielkości Słońca. Pomijam że fakt że akurat radioteleskopy musiałyby być wycelowane w ten kawałek kosmosu  co jest dość mało prawdopodobne.

 

Ps Sorki za minus , myszka mi ostatnio wariuje.


  • 2



#4

wiktor_44
  • Postów: 194
  • Tematów: 28
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Z tym SOS kojarzy mi się film "Inny wymiar". Dla zainteresowanych.


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u