Skocz do zawartości




Zdjęcie

Genialny lotnik o sławie Madonny


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Simba.

    Simbarosa

  • Postów: 441
  • Tematów: 290
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 51
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Gdyby w jego czasach istniały media społecznościowe, miałby setki milionów fanów. W latach 20. XX wieku Charles Lindbergh musiał radzić sobie z ciężarem sławy porównywalnej dziś do Madonny lub Cristiano Ronaldo. Fala popularności spadła na niego nagle, bo jeszcze kilka dni przed swoim heroicznym wyczynem pozostawał niemal kompletnie anonimową postacią.

 

noblvs.jpg

 

21 maja 1927 roku, wody Oceanu Atlantyckiego. Lindbergh walczy ze swoją maszyną, ale jeszcze większą bitwę toczy z zamykającymi się powiekami. Co chwilę przysypia na krótką chwilę i budzi się, przeżywa halucynacje. Ciasny samolot nie jest odpowiednim miejscem na takie stany. Tym bardziej, jeśli jesteś pierwszą osobą w historii, która samodzielnie prowadzi maszynę latającą cięższą od powietrza przez Wielką Wodę.

 

Lindbergh był sam sobie pilotem, nawigatorem i stewardem przez 33 i pół godziny lotu z Nowego Jorku do Paryża. Gdy jego maszyna dotknęła lotniska w stolicy Francji, z miejsca stał się międzynarodową megagwiazdą i dumą Stanów Zjednoczonych. Dlaczego?

 

Podniebny chaos

 

Lata 20. XX wieku były przełomem dla lotnictwa cywilnego. Rozwijały się linie lotnicze i budowano stosowną infrastrukturę. Z początku pasażer takich linii zamiast odgrzewanego, przeciętnego obiadu dostawał kask, okulary, odpowiednie buty i kombinezon. Mimo niewygód ludzie zaczęli jednak traktować lotnictwo coraz poważniej jako rozsądny środek transportu.

 

Stany Zjednoczone były wówczas zdecydowanie z tyłu za Europą pod względem jakości podniebnych usług. W 1927 roku Brytyjczycy wylatali wspólnie około miliona mil, a Niemcy przewieźli 150 tysięcy pasażerów. W tym roku w USA nie odbył się ani jeden regularny lot. Ani jeden. Rynek usług lotniczych był kompletnie nie regulowany i niemal każdy mógł zacząć przewozić ludzi w prywatnym samolocie. Praca amerykańskiego pilota wiązała się z marnymi zarobkami i olbrzymią szansą na rychłe pożegnanie z ziemskim padołem. Dopiero Air Commence Act z 1926 roku wytyczył pewne reguły dotyczące przygotowania pilotów, inspekcji samolotów lub prowadzenia rejestrów. Ustawa została podpisana 20 maja, dokładnie rok przez legendarnym lotem Charlesa Lindbergha.

 

20t5ee1.jpg

Lindbergh obok maszyny, która uczyni go nieśmiertelnym

 

Samolot z duszą

 

Lot przez Atlantyk był nie lada gratką i wyzwaniem. W 1919 roku przez Wielką Wodę bez międzylądowań przedostał się duet Anglików. Tego samego roku Raymond Orteig zaoferował nagrodę 25 tysięcy dolarów (dziś byłoby to około 600 tysięcy dolarów) dla śmiałka, który samodzielnie dokona tego wyczynu. Szczodra oferta Orteiga stała się klątwą – kosztowała życie sześciu lotników. Chętnych do przejęcia nagrody wciąż nie brakowało.

 

W 1927 roku poza Lindberghiem w szranki do nagrody Orteiga stanęli Raymond Byrd w samolocie „America” oraz Charles Levine w „Columbii”. Mieli znaczącą przewagę nad Lindberghiem pod względem zasobów, ale ich próby opóźniały złe warunki pogodowe. Budżet lotu Byrda wynosił blisko 500 tysięcy dolarów i pracowało na niego 40 pomocników. Lindbergh budowę samolotu, opłacenie paliwa, jedzenia i reszty wydatków zamknął w 13,5 tysiącach dolarów. Za te pieniądze stworzył maszynę, która przeszła do historii.

 

Swój samolot nazwał „Spirit of St. Louis” (Dusza St. Louis), bo w finansowaniu wsparł go biznesmen z miasta St. Louis. Samolot miał trzy metry wysokości, osiem metrów długości oraz dysponował silnikiem o mocy 220 KM. Żeby pokonać trudną podróż przez Atlantyk musiał „zrzucić” wszystkie zbędne kilogramy. Lindbergh podszedł do tego zadania tak skrupulatnie, że podobno obdzierał nawet niezapełnione kontury map. Wszystko po to, aby zmieścić duży bak na paliwo pozwalający na lot bez przerwy. Konstruktorzy „Spirit of St. Louis” nie wiedzieli dokładnie ile paliwa będzie potrzebne na trasie Nowy Jork – Paryż. Oszacowali jego ilość na podstawie… pomiaru dystansu na globusie z wykorzystaniem sznura.

 

Przez mgły, walcząc ze snem

 

Dwa tygodnie przed planowaną datą startu Lindbergha do USA dotarły złe informacje o podróży w drugą stronę. Charles Nungesser i Francois Coli wyruszyli z Paryża w kierunku Ameryki Północnej, ale ślad po nich zaginął. Ogrom wyzwania pokazują słowa matki Lindbergha przed jego wylotem: „Powodzenia Charles. Żegnaj”. Nie była to zapowiedź rychłego kolejnego spotkania.

 

20 maja 1927 roku o 7:52 czasu nowojorskiego Lindbergh wzbił się w powietrze, już na starcie ledwie przelatując nad kablami telefonicznymi. Miał ze sobą cztery kanapki, dwie manierki wody i wielkie zadanie. Po 18:00 stracił z oczu ląd Ameryki Północnej. Czekało go kolejne 16 godzin samotnego lotu nad Oceanem. Już od południa Lindbergh walczył ze snem. Musiał wybrać między ciepłem, a otwarciem okna i powiewem zimnego wiatru w twarz. Wybrał morską bryzę. W międzyczasie leciał we mgle, musiał kontrolować kierunek na kompasie i szacować postępy podróży. Wszystko to podczas sterowania pionierską maszyną.

 

Czasami znajdował się ledwie 3-4 metry nad falami, aby kontrolować kierunek lotu. Widok łodzi rybackich zasugerował mu, że zbliża się do brzegów Europy.

 

25guu0n.jpg

Widok na ciasny kokpit samolotu Lindbergha, fot: 350z33 (Wikimedia)

 

Superbohater

 

W Paryżu znalazł się o 22:22 czasu lokalnego po 33 godzinach i 30 minutach nieustannej podróży. Przed wylotem Lindbergh martwił się o brak wizy lub komunikację z obsługą lotniska. Niepotrzebnie. Wieść o jego locie zelektryzowała Francję, która sprawiła mu królewskie przywitanie. – Czułem się jak tonący w morzu ludzi – przyznał później. Był noszony na rękach, a wielu ochotników zabrało się do rozbiórki części samolotu na pamiątkę.

 

Jeszcze większe szaleństwo ogarnęło Amerykę. Informacja o bezpiecznym lądowaniu dotarła za Ocean Atlantycki znacznie szybciej niż sam Lindbergh, bo już w ciągu kilku minut. I to w erze bez Facebooka lub Twittera! Na ulicach zawyły syreny, rozdzwoniły się dzwony kościelne. – To największe wydarzenie od zmartwychwstania Jezusa – pisała w jednej z gazet.

 

10 dni przed wylotem Lindbergh był kompletnie nie znany. „New York Times” wspomniał jego nazwisko raz (błędnie je zapisując). W ciągu czterech dni od osiągnięcia celu amerykańska prasa wyprodukowała około 36 mln słów na temat tego lotu. Lindbergh chciał upamiętnić to wydarzenie i przed startem poprosił o przywiezienie do domu materiałów opisujących jego wyczyn. Dostał przesyłkę złożoną z ton makulatury.

 

Pomysłów na uhonorowanie bohatera Ameryki było mnóstwo. Ktoś zaproponował zmianę nazwy stanu Minnesota (gdzie mieszkał) na Lindberghia. Inni chcieli dla niego dożywotniego zwolnienia z podatków. W rzeczywistości obsypano go toną nagród. We Francji został odznaczony Legią Honorową. Po powrocie do domu prezydent Calvin Coolidge wyróżnił go najważniejszym orderem w Stanach Zjednoczonych – Medalem Honoru.

 

Do Ameryki wrócił na podstawionym krążowniku USS Memphis w otoczeniu konwoju statków i samolotów. W Nowym Jorku przyjęła go największa parada w historii miasta, gdzie cześć Lindbergha stawiło się cztery miliony ludzi. Wówczas na ulice wysypano około 1800 ton śmieci. Niektórzy zrzucali z okien biurowców całe kosze śmieci w ramach konfetti – w powietrze leciały i książki telefoniczne, i katalogi. Lindbergh zaczął objazd po Stanach Zjednoczonych, uścisnął miliony dłoni, był na niezliczonej liczbie przyjęć. Stał się jednym z najpopularniejszych ludzi na świecie i przed II wojną światową odwiedził m.in. Warszawę.

 

Dziedzictwo

 

Lot Lindbergha jest jednym z głównych kamieni milowych tej formy transportu. Pozwolił upowszechnić lotnictwo i oswoić z lataniem przeciętnego obywatela. Jego wyczyn stał się symbolem panowania człowieka nad przestrzenią, która go otacza. Odległości zaczęły mieć mniejsze znaczenie.

 

Już w 1927 roku w USA potroiła się liczba pilotów. W krótkim czasie regularnie latanie stało się normą w Ameryce. W 1926 roku przewieziono tak 5782 pasażerów, a trzy lata później już 173 405 osób!

 

- Byłem zdumiony wpływem mojego udanego lądowania we Francji resztę krajów świata. Dla mnie to było jak zapalenie ogniska od jednej zapałki – mówił sam Lindbergh.

 

2lbcoyd.jpg

Spirit of St. Louis (na górze po lewej) w towarzystwie Apollo 11 (na dole) i Bell X-1 (na górze po prawej), fot: Jawed Karim

 

Około 5800 przebytych kilometrów, ponad 30 godzin nieustannej pracy. W ten sposób Charles Lindbergh skurczył nasz świat. Dziś maszyna „Spirit of St. Louis” jest jedną z najważniejszych atrakcji Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej, gdzie zasłużoną emeryturę spędza w pobliżu m.in Apollo 11 (pierwsze lądowanie na Księżycu) lub Bell X-1 (pierwszy lot człowieka, w którym przełamano barierę dźwięku). Doborowe i warte siebie towarzystwo.

 

 

 

 

 

źródło : http://polimaty.pl/2...onny/#more-2752


  • 6



#2

noxili.
  • Postów: 2830
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Lindberghowi sława przyniosła też  wielką tragedię.Po tym jak stał się sławny porwano jego synka . Pozwolę sobie zacytować wiki:

Lindberghowie przenieśli się do swego nowego obszernego, ale samotnie położonego na skraju lasu domu w styczniu 1932. 1 marca wieczorem usłyszeli dziwny hałas z pierwszego piętra, gdzie spało dziecko, ale na dworze szalała wielka wichura, założyli więc, że to ona jest źródłem hałasu. O godz. 22 niańka małego Charlesa udała się na górę, by sprawdzić, czy nie trzeba zmienić pieluszki i zastała puste łóżeczko i wpółotwarte okno oraz list leżący na pościeli małego. Lindbergh natychmiast zawiadomił o sprawie policję, która zablokowała wszystkie drogi i mosty w stanie New Jersey, bez rezultatów. List, pisany łamaną angielszczyzną z niemieckimi wstawkami, żądał okupu w wysokości 50 000 $ w różnych nominałach. Porwanie dziecka Lindbergha stało się sensacją narodową: doniosły o nim wszystkie gazety i programy radiowe. Po włączeniu biura Edgara Hoovera do poszukiwań sprawą zajmowało się 100 000 agentów w mundurach i w cywilu, nadal bez skutku, znaleziono tylko drabinę (z ułamanym szczeblem), której użył porywacz, by dostać się do pokoju dziecka. Niedługo potem nadszedł nowy list kidnapera z żądaniem 70 000 $, które miały być przekazane na jednym z cmentarzy nowojorskich. Oddawszy pieniądze (wycofywane już z obiegu banknoty wymienne na złote dolary, tzw. gold certificates, które bank Lindbergha ponumerował), pośrednik Lindbergha otrzymał list ze wskazówką, że dziecko ukryte jest na stateczku Nelly w pobliżu wybrzeża Massachusetts. Policja wodna skontrolowała wszystkie statki, ale żadnej Nelly wśród nich nie było. Lindberghowie zostali oszukani.


12 maja 1932 r. zniekształcone i częściowo zjedzone przez dzikie zwierzęta zwłoki dziecka przypadkiem odnaleziono w lesie około 200 m od posesji Lindberghów. Wezwany do kostnicy ojciec natychmiast rozpoznał małego Charlesa po charakterystycznym dołku na podbródku. Po obdukcji kazał zwłoki natychmiast spalić i rozsiał prochy nad morzem. Do końca życia nie chciał rozmawiać o tej sprawie. Obdukcja wykazała, że chłopiec zmarł od uderzenia w głowę.

W 30 miesięcy po tych zdarzeniach na jednej ze stacji benzynowych w Bronx rachunek uregulowano 10-dolarowym gold certificate. Właściciel stacji widząc ten rzadki banknot zanotował numer rejestracyjny samochodu. Bank przyjmując od niego dzienny utarg stwierdził, że banknot pochodził z okupu Lindbergha i zaalarmował policję, która aresztowała właściciela samochodu. Był nim Bruno Richard Hauptmann, 34-letni imigrant z Niemiec, w domu którego znaleziono dalsze banknoty od Lindbergha. Domniemany sprawca nigdy nie przyznał sie do winy, a o porwanie i zabójstwo chłopca oskarżał Isidora Fisha, niemieckiego Żyda, zmarłego na raka w 1934. Postawiony przed sądem przysięgłych Hauptmann został jednak uznany za winnego porwania i morderstwa i zakończył życie 3 kwietnia 1936 na krześle elektrycznym. 

 

 Porywacz stał sie najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Ameryce i na świecie.Potencjalna zemsta stała się kanwą opowieści Agathy Christie "Morderstwo w Orient Ekspresie". Po porwaniu uchwalono w Stanach prawo które porywaczy dzieci  automatycznie karało karą śmierci. Zwano je  Prawem Lindbergha.


  • 5



#3

Dagmii.
  • Postów: 109
  • Tematów: 49
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 3
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Charles Lindbergh w 1927 roku jako pierwszy samotnie przeleciał samolotem nad Atlantykiem bez międzylądowań i stał się jednym z największych bohaterów Ameryki. Prasa nie odstępowała go na krok. W 1932 roku porwano jego dziecko, co wstrząsnęło całym krajem.

We wtorek 1 marca 1932 roku o godzinie 20.00 Betty Gow, niańka 20-miesięcznego Charlesa Lindbergha Juniora, położyła chłopca spać w jego sypialni na pierwszym piętrze domu w Hopewell. Ojciec dziecka pracował w swoim gabinecie dokładnie pod pokojem syna i około 21.30 usłyszał jakieś podejrzane dźwięki. Zignorował je jednak i uznał, że to na pewno odgłosy z kuchni. Pół godziny później Betty zajrzała do pokoju chłopca i zobaczyła puste łóżeczko. Natychmiast pobiegła zobaczyć, czy któryś z domowników nie zabrał małego Charlesa, jednak nikt nie miał przy sobie chłopca. W jego sypialni były ślady ubłoconych butów na podłodze, otwarte okno i list na parapecie.

O 22.30 do Hopewell przyjechali pierwsi policjanci i reporterzy. Na podwórku znaleziono odciski butów dwóch osób, a przy drodze wjazdowej 3-częściową składaną drabinę. Znaleziony przy oknie list napisany został łamaną angielszczyzną z dużą ilością błędów. Autorem musiał być cudzoziemiec, najprawdopodobniej Niemiec, który żądał 50.000 dolarów okupu. Na drabinie znaleziono około 400 odcisków palców, jednak żaden z nich nie był pełny i nie nadawał się do analizy. Odciski butów zostały zniszczone przez śledczych i dziennikarzy.

Sprawa wstrząsnęła całą Ameryką i zaczął nią żyć cały kraj. W końcu niecodziennie dochodzi do porwania członka jednej z najsłynniejszych rodzin na świecie, dziecka światowego idola i uosobienia sukcesu. Mnóstwo ludzi chciało pomóc w poszukiwaniach. Nawet sam Al Capone zza krat deklarował chęć pomocy. Władze New Jersey wyznaczyły nagrodę za informację w wysokości 25.000 dolarów, a Lindbergh dołożył do tej kwoty kolejne 50.000.

Wkrótce przyszedł kolejny list od porywaczy z żądaniem 70.000 dolarów, ponieważ policja została zaangażowana w sprawę. Po kilku dniach żądali już 100.000. John F. Condon, emerytowany nauczyciel, zaoferował swoją pomoc w prowadzeniu negocjacji. Wkrótce spotkał się z „Johnem” (jak przedstawił się porywacz) na cmentarzu, gdzie mieli ustalić szczegóły przekazania okupu. Co ciekawe Lindbergh nie poinformował o tym policji. Po kilku dniach Condon ponownie spotkał się z „Cmentarnym Johnem” i przekazał mu 50.000 dolarów okupu w zamian za informację, gdzie znajdą Charlesa Juniora. Pieniądze należały do serii tak zwanych „złotych dolarów”, które rok później miały zostać wycofane z obiegu, a ich numery seryjne zostały spisane. Charles Lindbergh nalegał, żeby policja nawet nie zbliżała się do miejsca wymiany, aby jego synowi nic się nie stało. Informacja o miejscu przebywania chłopca okazała się błędna i nie udało się go odnaleźć.

12 maja 1932 roku pewien kierowca zatrzymał się przy lesie (około 7 km od domu Lindbergha) za potrzebą i znalazł rozkładające się chciało Charlesa Juniora. Zwłoki były pogryzione przez zwierzęta. Sekcja wykazała, że chłopiec zmarł około dwóch miesięcy wcześniej, być może nawet w noc porwania. Dziecko miało rozłupaną czaszkę. Policja założyła, że zostało upuszczone z drabiny. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że chłopiec został uderzony czymś w głowę, np. młotkiem. Ciało dziecka zostało skremowane i rozsypane na wybrzeżu, a Lindbergh nigdy już nie mówił o synu.

Policja nie miała żadnego punktu zaczepienia. Podejrzewano, że porywaczom musiał pomagać ktoś z domowników. Dom w Hopewell był w remoncie, a Lindberghowie przyjeżdżali do niego tylko w weekendy. 1 marca nocowali w nim po raz pierwszy w środku tygodnia. Nikomu jednak nie można było niczego udowodnić. Policja cały czas miała nadzieję, że ktoś przyjdzie wymienić w banku dużą kwotę „złotych dolarów” i wtedy uda się ująć sprawcę. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Śledztwo stanęło w martwym punkcie.

2,5 roku później pewien mężczyzna zapłacił w Nowym Jorku za paliwo „złotym dolarem”. Sprzedawca był podejrzliwy, ponieważ te banknoty wycofano już z obiegu i nie wiedział, czy mają jakąkolwiek wartość. Na wszelki wypadek spisał numer rejestracyjny samochodu. Okazało się, że to banknot pochodzący z okupu. Policja sprawdziła numery samochodu, który należał do Bruna Richarda Hauptmanna, niemieckiego imigranta i cieśli. W jego domu znaleziono 14.000 dolarów z okupu i natychmiast został aresztowany.

Proces rozpoczął się 3 stycznia 1935 roku. Przed budynkiem sądu zebrały się tysiące reporterów i gapiów. Richard Hauptmann nie przyznał się do winy. Twierdził, że pieniądze należały do Isidora Fischa, jego wspólnika, który niedawno zmarł. Sprawdzono akta Hauptmanna i okazało się, że już wcześniej popełniał przestępstwa. W Niemczech m.in. użył drabiny, żeby włamać się i okraść burmistrza. Do USA dostał się uciekając z więzienia i ukrywając na parowcu. Jeden ze wsporników drabiny użytej do porwania został zrobiony z deski, która była częścią podłogi na jego strychu. Co więcej, analiza grafologiczna wykazała, że pismo Hauptmanna jest zgodne z pismem na żądaniach okupu. Na drzwiach od szafy w jego domu znaleziono napisany ołówkiem adres i numer telefonu do Condona.

Po 6 tygodniach procesu Hauptmann został skazany na karę śmierci. Zaproponowano mu, że uniknie kary śmierci, jeżeli wyda swoich wspólników i przyzna się do winy, ale uparcie twierdził, że jest niewinny. 3 kwietnia 1936 roku mężczyzna został stracony na krześle elektrycznym. Śledztwo trwało bardzo długo, a policja działała pod wielką presją społeczeństwa, aby w końcu zakończyć tę sprawę. Mimo, że to niemożliwe, żeby Hauptmann sam dokonał porwania, śledztwo uznano za zakończone i nie szukano jego wspólników.

Jednak czy to na pewno Hauptmann porwał i zabił Charlesa Lindbergha Juniora? Po latach wielu badaczy ponownie przeanalizowało sprawę i uznano, że tak naprawdę można mu udowodnić jedynie posługiwanie się pieniędzmi z okupu. Stwierdzono, że pismo z żądań okupu jest nienaturalnie pogrubione i zaokrąglone, tak jakby ktoś wzorował się na piśmie Hauptmanna. W dodatku pisownia mężczyzny była bardzo dobra. Przed oddaniem próbek jego pisma do analizy zmuszono go do przepisania żądań okupu z błędami. Deska, z której zrobiono drabinę pochodziła z podłogi na strychu Hauptmanna, jednak ten miał całą szopę pełną drewna, którego nikt by z nim nie powiązał. Już nie mówiąc o tym, że mężczyzna był podobno bardzo utalentowanym cieślą, a drabina była kiepskiej jakości. Hauptmann miał też alibi na noc porwania. Jego brygadzista potwierdził, że był w pracy, jednak podczas procesu wycofał to oświadczenie, a arkusz z godzinami niespodziewanie zniknął.

Dodatkowo zeznania świadków są bynajmniej dziwne. Lindbergh twierdził, że rozpoznał porywacza po głosie, ponieważ słyszał go na cmentarzu podczas negocjacji. Jednak słyszał tylko dwa słowa wypowiadane przez porywacza („Hey, doctor”) i to dwa lata przed procesem. Condon twierdził, że okup odebrał Hauptmann, jednak nie rozpoznał go wcześniej podczas policyjnego okazania. Znalazł się też świadek, który widział Hauptmanna w okolicy Hopewell, jednak jak się później okazało był... ślepy.

A więc może faktycznie pieniądze należały do Isidora Fischa, a Hauptmann znalazł się w ich posiadaniu przypadkowo? Według zeznań mężczyzny 5 grudnia 1933 roku Isidor urządził przyjęcie pożegnalne przed swoim wyjazdem do Lipska, gdzie miał odwiedzić krewnych. Tego dnia Fisch przekazał mu pudełko na buty z „ważnymi dokumentami”. Hauptmann włożył pudło do szafy i nie myślał o nim więcej. Był pewny, że Isidor wkrótce wróci do Ameryki, ponieważ pożyczył mu 7.000 dolarów. Ten jednak zmarł na gruźlicę 29 marca 1934 roku, przez co nigdy już nie wrócił do USA. Hauptmann pogodził się ze stratą tych 7.000 dolarów. Nieco później, podczas porządków w szafie znalazł pudełko od Isidora, z którego wypadło ponad 14.000 dolarów. Hauptmann postanowił potraktować to jako zwrot pożyczki, o którym nie powiedział nawet swojej żonie.

Co ciekawe Isidor złożył podanie o paszport 12 maja 1932 roku, a więc w dzień odkrycia ciała chłopca. Nigdy nie udało się wykluczyć jego udziału w porwaniu. Jednak według świadków nie wyglądało na to, żeby Fisch miał jakiekolwiek pieniądze z okupu. Mężczyzna był tak biedny, że rodzice regularnie musieli przysyłać mu pieniądze, praktycznie umierał z głodu. Jego brat zeznał, że przed śmiercią nigdy nawet nie wspomniał o Hauptmannie.

Możliwe, że sam Charles Lindbergh był zamieszany w porwanie i zamordowanie swojego syna. W końcu tylko on wiedział, że właśnie tę noc rodzina spędzi w Hopewell. Tego wieczoru miał udzielić wywiadu w Nowym Jorku. Zawsze był bardzo punktualny, jednak tym razem nie przyszedł i tłumaczył się tym, że zapomniał. To mu się nigdy nie zdarzało. Dodatkowo nie ufał policji i ukrywał przed nią negocjacje z porywaczami. Chciał kontrolować śledztwo, co zresztą mu się udawało (w końcu najsłynniejszemu człowiekowi na świecie się nie odmawia). Psychologowie twierdzą jednak, że to wynikało z charakteru mężczyzny, który dosłownie musiał wszystko kontrolować.

Lindbergh był wyznawcą ruchu eugenicznego, który zakłada rozmnażane najsilniejszych i najmądrzejszych jednostek, a sterylizowanie tych słabszych fizycznie i umysłowo. Według plotek Charles Junior miał pewne wady fizyczne, m.in. otwarte ciemiączko, które już dawno powinno się zrosnąć oraz krzywicę, ale według lekarza nie było to nic poważnego. Jednak Lindbergh mógł nie akceptować ułomności swojego syna i chcieć pozbyć się go z domu, np. oddając go do zakładu.

W 1936 roku pojawiły się groźby pod adresem drugiego dziecka Lindberghów, a więc rodzina postanowiła wyprowadzić się do Europy. W latach 50. Charles postanowił rozpowszechniać swoją spermę, aby stworzyć lepszą rasę i spłodził 7 dzieci z 3 Niemkami (wyszło to na jaw dopiero w 2003 roku, długo po śmierci Lindbergha).

Ciekawą postacią w tej sprawie jest także służąca z Englewood (miejsca, w którym rodzina Lindberghów mieszkała w trakcie remontu ich nowego domu), Violet Sharp. Kobieta składała sprzeczne zeznania. Gdy policjanci przyjechali przesłuchać ją po raz trzeci, pobiegła na górę i wypiła mleczko do czyszczenia sreber z cyjankiem potasu, na skutek czego zmarła. Policja uznała, że miała poważne problemy emocjonalne. Istnieje teoria, że może przez przypadek udzieliła komuś informacji o tym, gdzie 1 marca Lindberghowie spędzą noc i czuła się winna. Ktoś mógł na przykład zadzwonić i o nich zapytać, a ona odpowiedziała, że nie ma ich w domu i noc spędzą w Hopewell.

W grudniu 1963 roku (31 lat po porwaniu!) Eugene C. Zorn czytał u fryzjera artykuł o porwaniu Charlesa Lindbergha Joniora. Przypomniał sobie, jak w 1931 roku jego sąsiad, niemiecki imigrant John Knoll, zabrał go do parku rozrywki. Gdy Eugene był w basenie, John rozmawiał z mężczyzną, którego nazwał Bruno i w rozmowie padło słowo Englewood Zaczął wiązać Johna z porwaniem i uznał, że musiał być wspólnikiem Hauptmanna.

Takie nagłe olśnienie po latach brzmi dosyć niedorzecznie. Są jednak przesłanki, aby sądzić, że to prawda. Mężczyźni mieszkali dosyć blisko siebie, a więc prawdopodobnie się znali. Na podstawie zeznań Condona, stworzono portret pamięciowy, który był niesamowicie podobny do Knolla. Co więcej, mężczyzna, który odebrał okup podpisywał się na listach jako John.. Mediator zeznał też, że na kciuku mężczyzny była jakaś dziwna narośl i miał silny niemiecki akcent. Na zdjęciach Knolla można zauważyć, że jego kciukami rzeczywiście było coś nie tak. John 3 tygodnie po porwaniu stał się bardzo hojny, a w 1935 roku wypłynął pierwszą klasą na rejs do Niemiec za 700 dolarów (to wystarczyłoby na opłacenie jego czynszu na 6 lat!). Z drugiej strony Hauptmann już od dziecka używał wyłącznie imienia Richard i nigdy nie przedstawiał się jako Bruno. Nawet w szkolnych zeszytach podpisywał się wyłącznie drugim imieniem. Mediator zeznawał przed sądem, że jest absolutnie pewny, że po okup na cmentarz przyszedł Hauptmann.

Śmierć Charlesa Lindbergha Juniora była pierwszą, od zabójstwa Abrahama Lincolna, żałobą narodową w USA. Kolejna miała nadejść dopiero po zabójstwie Kennedy'ego. Porwanie chłopca skutkowało też zmianą prawa. Od tego momentu porwanie dziecka było tak samo karane jak porwanie dorosłego.

 

Źródło: https://www.wykop.pl...-lindbergh-w-1/


  • 1





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u