Skocz do zawartości




Zdjęcie

Preppersi


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
14 odpowiedzi w tym temacie

#1

The Truth Is Out There.

    Internetowy Alvaro

  • Postów: 276
  • Tematów: 42
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

76b03071fcad12b2b98b77539085ab49,640,0,0

 

 Mięso, które może przeleżeć w ziemi trzydzieści lat. Woda, która przetrwa dwie dekady. Baterie słoneczne, własnoręcznie wykuwane sztylety i wiedza o tym, jak przeżyć noc na dwudziestostopniowym mrozie. Jak wygląda codzienność polskiego preppersa?

 Mała miejscowość w Górach Świętokrzyskich. Jej mieszkańcom, chociaż są niezwykle otwarci, na rozgłosie szczególnie nie zależy. Niby działa strona internetowa z ofertą, kusząca mieszczuchów obietnicą świeżych warzyw i stawem, w którym można łowić ryby, ale strona definiuje całość jako kolejne "gospodarstwo agroturystyczne". A to gigantyczne niedopowiedzenie.

Kim są preppersi?

 Z gospodarstwem agroturystycznym łączą ją kozy, kury, konie, świeży pasternak i możliwość noclegu. I na tym podobieństwa się kończą. Bo które jeszcze gospodarstwo agroturystyczne może się pochwalić toporem katowskim, którym ścięto głowę ostatniego krakowskiego skazańca? Które ma muzeum siekier urządzone w podziemnym schronie z czasów powstania styczniowego? Które gospodarstwo oferuje możliwość wykucia miecza w prawdziwej, ciągle używanej kuźni? I najważniejsze pytanie: które gospodarstwo agroturystyczne prowadzi zapalony preppers?
 

 Gospodarz całego przybytku Adolf Kudliński jest takim właśnie zapalonym preppersem. Prepper jest osobą, która na poważnie bierze odpowiedzialność za przetrwanie własne i swojej rodziny. Samodzielność i gotowość jest główną cechą każdego preppersa. Świadomość apokalipsy-końca świata jest wyzwaniem do poświęcenia się dla rodziny ,zdobywanie szerokiej wiedzy na temat przetrwania i survival. Preppers patrzy na przedmioty inaczej niż przeciętny człowiek, on wie jakie rzeczy będą mu potrzebne do przetrwania podczas apokalipsy. Preppers jest bardzo zorientowany na przetrwanie rozwija się w sztuce survivalu, gromadzi przedmioty które w chwili apokalipsy-końca świata będą w stanie go utrzymać na pewnym standardzie życia.

 

 Zdarzają się przesadne opinie, że preppersi to społeczność, która kładzie nacisk na zamykanie się w we własnych domach i przygotowuje na apokalipsę jak w przepowiedniach, w rzeczywistość preppers skupia swe przygotowanie na zjawiska bardziej prawdopodobne jak np. utrata pracy głównego żywiciela rodziny, pożar domu, powódź lub inne klęski wywołane przez naturę albo człowieka. Poważny kryzys gospodarczy kraju i świata wg preppersa może być również przyczyną końca świata.

 

6bf8517f712eab3f3dfd332713f1a056,641,0,0

 

 – Dla nas największym zagrożeniem jest załamanie gospodarcze – mówi nam Adolf Kudliński. – No bo co innego nam tutaj w Polsce grozi? Trzęsienie ziemi nie, tsunami ani tajfun nie, huragan też jest mało prawdopodobny. A załamanie gospodarze może się zdarzyć zawsze, szczególnie, że obecny system finansowy jest kruchy i oparty na niepewnym dolarze – dodaje.

 Aby zwiększyć swoje szanse przetrwania w sytuacji kryzysowej, preppers się przygotowuje. Od angielskiego słowa "prepare" pochodzi zresztą nazwa ruchu preppersów, których celem jest osiągnięcie jak największej (a docelowo: całkowitej) samodzielności. Prepping to taka sztuka survivalu, tylko na znacznie wyższym poziomie. Jak informują polscy preppersi na swoim blogu, survival koncentruje się głównie na "nauce i umiejętności prymitywnego przetrwania", natomiast preppers dąży do "utrzymania obecnego poziomu życia" przez jak najdłuższy czas. Gromadzi więc zapasy i magazynuje przedmioty, które są mu do osiągnięcia tego celu niezbędne.

Baza

 

 Jedną ze sztandarowych baz preppersów stworzył od podstaw właśnie Adolf Kudliński. Miał żonę, syna i gospodarstwo. Syn wyjechał do Szkocji, żona spędza teraz u niego sporo czasu, więc pan Adolf został właściwie z gospodarstwem sam. A utrzymanie takiego gospodarstwa wymaga przecież dużych nakładów pracy, którym jedna osoba nie podoła. Bez sensu, żeby całe hektary ziemi leżały odłogiem, tym bardziej, że w opustoszałych budynkach tyle łóżek stoi pustych, a dookoła tyle ludzi nie ma gdzie spać.

 

79e8cfce30198f3197aacad29a108590,641,0,0

 

 Podobne myśli kiełkowały przez czas jakiś w głowie Adolfa Kudlińskiego, aż wreszcie zdecydował się zaprosić pod swój dach pierwszego bezdomnego. – Pierwszym napływowym preppersem był Wojtuś. Właśnie wyszedł z detoksu, spał pod mostem, nie miał nic – opowiada gospodarz. – Zabrałem go do siebie. Teraz to jest mój numer jeden: przetwarza żywność, pasteryzuje, muruje – mówi.

 Dziś na tym terenie mieszka siedmiu bezdomnych. Mają dostęp do bieżącej wody, prądu i własny kąt. Z tych dobrodziejstw korzystają bez żadnych opłat. Warunek jest jeden: każdy mieszkaniec musi o nią dbać. Sadzić ziemniaki, marchew i ogórki, siać zboże, doić kozy, karmić konie, wybierać kurom jajka. Nie wszystko naraz, oczywiście – obowiązki na kolejny dzień przyznawane są codziennie rano. No i nie za darmo, ale we wspólnym interesie: bo przecież groch, który dziś zasadzi Kowalski, jutro będą jedli wszyscy.

 Na "czarną godzinę"

 

 

 Ale tam nie myśli się tylko o jutrze. Tutaj wszystko – oczywiście w miarę możliwości – produkuje się w duchu prepperskim, czyli w nadmiarze. A potem ten nadmiar zakopuje w ziemi. Na "czarną godzinę" albo "ciężkie czasy". – Gromadzimy spore ilości żywności, która jest podstawą – podkreśla Adolf Kudliński. – Przede wszystkim magazynujemy mięso. Bijemy kozy, króliki i kury. Nie gotujemy mięsa od razu, tylko wstawiamy w zimne miejsce. Potem schłodzone tniemy i pakujemy do weków. Pierwszego dnia gotujemy przez trzy godziny, drugiego przez dwie, trzeciego przez godzinę: to się nazywa wielokrotną pasteryzacją. I tak spreparowane mięso może leżeć w ziemi przez następne dwadzieścia, trzydzieści lat – tłumaczy.

 Preppersi nie ograniczają się do wekowania. Kupują też konserwy, ale ich termin przydatności wynosi około dwóch lat. – Te zapasy konserw uzupełniamy w systemie wojskowym – wyjaśnia Kudliński. – Jak się kończy data ważności, to wykopujemy i zjadamy, a do ziemi chowamy świeżą partię.

 Preppersi mają swój sposób na jajka, które posmarowane warstwą oleju mogą zachować świeżość nawet przez rok (tłuszcz sprawia, że tlen nie przenika przez skorupkę i jajko nie psuje się tak szybko). I na ogórki, które kisi się tam w ilościach hurtowych, a potem zakopuje w 120-kilowych beczkach. – Stosujemy recepturę z 1730 roku. Sypiemy dużo ziół, dużo soli. Nasze ogórki są zdatne do spożycia nawet po siedmiu, ośmiu latach – zapewnia nasz rozmówca.


 Wytwarza się tam też mąkę (tę przechowuje się na powierzchni, w drewnianych beczkach, które pochłaniają wilgoć) i uprawia sporo gatunków jadalnych roślin. Podstawą warzywnego menu preppersa jest rzepa, brukiew, marchew i pasternak. No i ziemniak, ale jego z powodzeniem można zastąpić właśnie pasternakiem. – Obowiązuje jedna zasada: to, czym się żywimy, jedzą też zwierzęta, a to, czym karmimy zwierzęta, musimy być w stanie zjeść i my – Adolf Kudliński w żołnierskich słowach tłumaczy podstawy funkcjonowania swojego gospodarstwa. Po czym dodaje, że sadzą też tytoń, żeby chłopcy mieli co palić.

 

d54aa1f46163538df79ee796a6aa72a3,641,0,0

 

 Preppersi chomikują również wodę pitną. – Zakupiliśmy dziesięciolitrowe zbiorniki po napojach spożywczych, i w tych zbiornikach magazynujemy wodę. Obecnie mamy zakopanych około 20 tysięcy litrów wody zdatnej do picia – mówi Adolf Kudliński. Aby zapobiec rozwojowi bakterii i glonów, preppersi najpierw zaprawiają wodę dwutlenkiem węgla. – Gazowana woda może leżeć nawet piętnaście, dwadzieścia lat – przekonuje specjalista od przetrwania. I zaraz dodaje, że jest też inny sposób uzyskania czystej wody: – Można robić filtry. Bierze się butelkę PET, przekrawa się na pół. Na dno kładzie się wełnę, piasek, węgiel drzewny i kamyki. Przesącza się przez to wodę z byle kałuży i można pić. Tylko po co, kiedy można składować gazowaną? – pyta retorycznie.

 Część z wytwarzanych rzeczy – kozie mleko, jajka – preppersi sprzedają. Nadwyżki pieniędzy, jeżeli takowe są, przeznaczają na dalsze przygotowania.

 Technologia w skali mikro

 

 Gospodarstwo jest przygotowane nawet na przerwy w dostawie prądu. Na terenie gospodarstwa znajdują się agregaty, które w razie potrzeby mogą zapewnić mieszkańcom dostęp do energii elektrycznej. – Ostatnio kupiliśmy też solary. Nawet zupełnie pozbawieni energii słonecznej, bylibyśmy w stanie oświetlać wszystkie budynki mieszkalne przez dwa miesiące. Inwestujemy też w system lampowy. Kupujemy duże ilości nafty, którą zakopujemy w ziemi – wylicza.

 Obecnie Adolf Kudliński i jego dwunastoosobowa drużyna preppersów (w tym wspomnianych wcześniej siedmiu bezdomnych) pracuje nad budową schronu. – Taki schron musi być betonowy. No i musi się znajdować jakieś półtora metra pod ziemią, bo na naszych terenach grunt przemarza do głębokości metra dwadzieścia – tłumaczy.


 Panowie nabyli więc betonowe szamba: szerokie na trzy metry, wysokie na dwa i pół. Łączą je w człony, a sześć członów daje trzydzieści sześć metrów bunkra. – Wiadomo: musi być wejście, wyjście i wentylacja. Mamy też przysypane piaskiem wyjścia awaryjne, robione na zamówienie. Trzeba jeszcze zakupić sprzęt do środka: cyrkulatory powietrza, nawiewy ręczne, kuchenki gazowe – wymienia preppers.

 To nie wszystko. Na terenie gospodarstwa znajduje się również kuźnia, w której preppersi wytwarzają różnego rodzaju sztylety, miecze, lance, piki, dzidy i siekiery – wszystko, co w sytuacji kryzysowej będzie mogło posłużyć jako broń. Broń, na którą w razie jakiejkolwiek katastrofy (także ekonomicznej) natychmiast wzrośnie popyt, dzięki czemu będzie można ją wykorzystać w handlu wymiennym.

 Przezorny zawsze ubezpieczony

 

 Co ciekawe, Adolf Kudliński nie wiedział, że jest preppersem, dopóki nie obejrzał filmu o amerykańskich wyznawcach przetrwania. – Nasz styl życia nie wynika z inspiracji żadną modą – mówi gospodarz. – Do przygotowywania się na najgorsze skłoniła nas zwykła obserwacja świata i rynków – dodaje.

 

1f0579e5a34e037f7ba59000d11f64bf,641,0,0

 

Wnioski płynące z takiej obserwacji muszą być mało optymistyczne, bo żywot preppersa kusi wielu. – Są ludzie z Warszawy, z Katowic i z innych miejsc, którzy chcieliby sobie u nas wykupić miejsce "na wszelki wypadek" – opowiada Adolf Kudliński. Żeby mieć pewność, że gdyby coś się stało, to będą się mieli gdzie podziać. 
 

 Miejsc jest sporo, ale na pewno nie starczy ich dla wszystkich chętnych. Obecnie gospodarstwo jest w stanie pomieścić trzydzieści pięć osób. W schronach, bo na powierzchni kolejne trzy dziesiątki ludzi mogłyby "spokojnie żyć". – Niczego nam nie zabraknie. To przecież proste: mamy kozę, więc mamy ser, mamy masło, mamy śmietanę, a w razie potrzeby mamy też mięso – tłumaczy naczelny preppers.

 I pyta: – Wiesz, co człowiekowi potrzebne? Żywność. Ubranie można kupić jakiekolwiek, gdziekolwiek. Reszta to kwestia umiejętności. My tutaj uczymy się jak przetrwać noc na dwudziestostopniowym mrozie. Bo nie wiadomo, kiedy takie doświadczenie może się przydać.

 Jak mówi motto każdego preppersa, które chętnie przytacza Adolf Kudliński: zawsze lepiej być przygotowanym na nic, niż nie być przygotowanym na coś.

 

Kiedy zostać preppersem?

 

 Powodów jest bardzo wiele w nadejście końca świata – apokalipsy wierzy wiele osób. Jednak przyczyn apokalipsy może być wiele. Preppersi uważają, że koniec świata może być wywołany

skutkami zimnej wojny, która może doprowadzić do zagłady nuklearnej

cyber atak może sparaliżować cały świat ponieważ praktycznie każda dziedzina ludzkiego życia jest związana z komputerami

katastrofy naturalne: wybuch wulkanu, trzęsienie ziemi i inne

załamanie gospodarcze krajów

ataki terrorystyczne

 

 Jak widać powodów nadejścia końca świata – apokalipsy może być wiele, aby przetrwać każdy z nich wymaga innego przygotowania. Jednak preppersi uważają aby przetrwać apokalipsę należy się przygotować wg pięciu zasad gotowości oraz obrać ścieżkę zdobywania wiedzy przetrwania – survivalu.

 

5 zasad survivalu

 

 Są to podstawowe zasady, których każdy prepper powinien się trzymać. Przygotowania do przetrwania wykonane zgodnie z zasadami daje gwarancje utrzymania planowanego poziomu życia w chwili zagrożenia. Standard życia jest zależny od jakości przygotowań preppersa od poziomu zaangażowania się w pięć zasad preppera.

 

 Większość ludzi w swoim codziennym działaniu dąży do samorealizacji swoich potrzeb, te podstawowe jak jedzenie woda i schronienie są oczywistością gdy są zostają osiągnięte potrzeba samorealizacji przenosi się na tzw. zachcianki. Gdy tylko dochody nam na to pozwolą ciągle podnosimy swój standard, kupując np. większy dom, nowy samochód lub inne zabawki. Prepper jednak inwestuje pieniądze aby w chwili kryzysu jak najdłużej utrzymać standard życia do, którego przywykł dla siebie i swojej rodziny. Dla preppersa ważne jest aby w czasach zwiększonych dochodów odnalazł potrzebę samorealizacji w przygotowaniach do zapewnienia w czasach kryzysu jak najdłuższego standardu życia. Zasada ta jednak nie powinna odbijać się na rodzinie, cześć dochodów powinna być przeznaczona na wyjazdy i spotkania z najbliższymi, idealnym rozwiązaniem jest pochłonięcie pasją preppera swoich najbliższych i wspólnie spędzany czas przeznaczyć w doskonaleniu sztuki przetrwania preppersa.

 

Zasada gospodarności i oszczędności.

 

 Oszczędzanie to bardzo skuteczny i praktycznie natychmiastowy sposób do zwiększenia swojej siły nabywczej w przygotowaniach do przetrwania. Wile podstawowych czynników naszego, życia możemy wykonać w inny sposób, marnotrawstwem jest np. jedzenie w restauracjach na co dzień , nie dość że jest to niezdrowe a stracony na to czas można spędzić z rodziną a wspólne zdobywane kulinarne doświadczenia można wykorzystać w przetrwaniu. Prawdziwą zmorą oszczędzania jest potrzeba natychmiastowej gratyfikacji, i tak np. chcąc kupić sobie samochód bierzemy kredyty w konsekwencji wydając na samochód o wiele więcej niż on kosztuje w gotówce. Jeśli jesteśmy w stanie miesięcznie przeznaczyć na nasz samochód 500 zł to uzbierana kwota pozwoli nam go nabyć np. po trzech latach oszczędności. Natychmiastowa gratyfikacja powoduje, że nie poczekamy tych trzech lat kupujemy samochód za kredyt poświęcamy również 500 zł /m-c jednak czas ten trwa 5 lat a na ten sam samochód wydajemy o wiele większe pieniądze. Ten przykład można przełożyć na wiele aspektów naszego życia, branie kredytów staje się zmorą naszego społeczeństwa. W Polsce tak jak w innych krajach może to doprowadzić do zrujnowania gospodarki na korzyść najbogatszych. W zasadzie tej najgorsze są początki, jednak preppers, który pomyślnie wprowadzi swoje życie tą zasadę po pewnym czasie znajdzie się w sytuacji, gdzie będzie mógł prowadzić swoje życie bez negatywnych skutków na jego i jego rodzinę.

 

Zasada druga – starajcie się być niezależnym.

 

 Zadłużenie może stać się wyniszczające dla ciebie i twojej rodziny. Zadłużenie doprowadza ,że jesteś przymuszany do pracy aby zarobione pieniądze i tak w konsekwencji oddać instytucjom które w postaci kredytu podniosły twój standard życia. Decydują się na wybór aby żyć troszkę lepiej w konsekwencji decydujesz się na dług, bycie niezależnym oznacza swobodę wyboru, co jest ważne dla Ciebie i twojej rodziny.

 

 W zasadzie tej postaraj najpierw być niezależny od wpływu świata takich jak alkohol, tytoń, narkotyki, śmieciowe jedzenie, leki ( w miarę możliwości) itd. Zerwanie z nałogami spowoduje, że przestaniesz być niewolnikiem przedmiotów. Własna niezależność odbije się również na zawartości twojego portfela. Należy dążyć do uniezależnienia się od tych rzeczy a nie zastąpienia ich tymi które mogą być dla ciebie zdrowszymi albo tańszymi. Uwolnij swój umysł, uniezależnij się od wpływów społeczeństwa, czy potrzebujesz nowy samochód albo droższych ubrań, czy to faktycznie zmieni Ciebie czy spowoduje, że inny będą Cię lepiej spostrzegać, a może z zazdrości niebezpieczeństwo twoje i twojej rodziny wzrośnie. Idiotyzmem jest myślenie w naszym społeczeństwie. Że zwiększenie własnej wartości jest życie w dostatku. Uwolnij się od tych dziecinnych norm społecznych i żyj niezależnie od wpływu reklamodawców, sprzedawców, rówieśników. Rodziny preppersów, które uczą się żyć niezależnie szybko pojmują znaczenie słów „zniewolenie społeczne:

Zasada trzecia – pracowitość.

 

 Bezczynnie stojąc i oczekują na sukces to słaba strategia. Wspieraj swoje własne wykształcenie zdobywaj wiedzę przez całe życie. Wiedza umożliwi Ci wykorzystać każdą sytuacje dla dobra twojego i twojej rodziny, preppers patrzy i widzi to czego nie zauważy przeciętny człowiek. Wiedza i praca to zaradność umiejętność zrobienia czegoś z niczego cechą prawdziwego preppersa.

 

Zasada czwarta – dążyć do samodzielności.

 

 Filarem czwartej są pierwsze trzy zasady, są one współzależne i splecione ze sobą. Samodzielność w prostej formie to umiejętności stworzenia i dostarczenia potrzebnych rzeczy. Wtedy człowiek stając się samodzielny rozwija swoje umiejętności i talent. Przykładem połączenia gospodarności i umiejętności może być: uprawa w ogrodzie, naprawa samochodu, wyrób mebli, budowa schronienia. Jest to gotowość do korzystania z owoców swojej pracy, bez decydowania się na zakup czegoś komercyjnego. To jest nastawie się na funkcjonalność a nie na logo. Oczywiście wytworzony przez nas produkt może być mniej doskonały niż ten komercyjny, ale za to jest czysty w swojej intencji, znając swoje potrzeby może stworzysz coś nawet coś lepszego. Samodzielność powinno nas usamodzielnić w możliwie wszystkich dziedzinach, samodzielny człowiek buduje własna spiżarnie i nie jest zależny od sklepu spożywczego. Samodzielność jest aktem bycia wolnym niezależnym od innych. Dlatego zdobywaj wiedzie, jak zdobyć uprawiać jedzenie, zapewnić energie, bronić się, tworzyć rzeczy itd. To oczywiście wymaga doświadczeń prób. Pracowita i samodzielna osoba jest jak twórca czerpiąc z tego radość na co dzień.

 

Zasada piąta – mieć roczny podaż każdej potrzebnej rzeczy.

 

 Prepper powinien skoncentrować się na zgromadzeniu zapasu najistotniejszych, rzeczy które w chwili zagrożenia umożliwią utrzymać oczekiwany komfort życia. Dotyczy to, żywności, odzieży, wody, energii, ciepłoty, światła, ognia itd. Nierozsądne jest aby od razu kupić roczny zapas każdej z tych rzeczy. W zasadzie piątej jest to cel do którego powinien preppers dążyć. Niektóre rzeczy można osiągnąć stosunkowo łatwo, roczny zapas soli, wiąże się z niewielkim nakładem finansowym. Natomiast zapas wody, którą potrzebujemy codziennie wymaga zróżnicowanego podejścia. Nie jest możliwe aby przechowywać latami wodę. No chyba że masz własną wierze ciśnień. Należy rozważyć inne opcje dostarczania wody, np. wiercenie własnej studni, system zlewni deszczu, umiejętność filtrowania wody itp.

 

 Realizacja zasady piątej powinna się od zgromadzenia zapasów na 3 miesiące, następie zwiększenie dwukrotnie zapasów i ponownie aż do osiągnięcia celu. Preppers, który w ten sposób stara się realizować dążenie do celu czeka znacznie mniej stresu.

 

Zasady gotowości zmianą waszego życia.

 

 

 Realizując pięć zasad preppersa nasuwa się oczywiste, pytanie „a co z tymi zapasami zrobić jak nic się nie stanie ?” Czy możliwe jest życie bez stresu przy znacznie wyższym poziomie satysfakcji i poczucia własnej wartości bez tych zasad. W rzeczywistości stosowanie tych zasad bardzo szybko pozwoli przetrwać Ci tzw. małe kryzysy. Wyobraź sobie możliwość świadomość przeżycia roku bez dochodów. Zdarza się, że potrzebujemy tak żyć tylko przez miesiąc, bez stresu zapewniasz ten komfort sobie i rodzinie. Oczywiście prepper powinien konsumować swoje i zapasy na bieżąco uzupełniać je. Dzięki temu jesteś na bieżąco podtrzymujesz swoje umiejętności. Stosowanie tych pięć zasad to doświadczenie, które uwolni Cię z długów, zwolni cię ze stresu życia z miesiąca na miesiąc. To pozwala prawdziwie cieszyć się z błogosławieństwa rodziny a to wszystko kryje się pod jednym słowem „Prepper”

 

 

Źródła:

http://natemat.pl/79185,preppersi-z-orzechowki-przygotowujemy-sie-na-czarna-godzine-i-ciezkie-czasy

http://preppersi.blogspot.co.uk

http://www.preppersi.pl


Użytkownik The Truth Is Out There edytował ten post 02.09.2014 - 20:23

  • 11



#2

Cmb.
  • Postów: 332
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Ciekawy temat. Osobiście mam do tego mieszane uczucia - z jednej strony ci ludzie są bardzo zaradni, potrafią niemal wszystko, są zabezpieczeni na większość wypadków i takie tam, ale z drugiej strony sami ograniczają sobie komfort życia podczas którego może nie spełnić się żadna z ich obaw. Tak więc można powiedzieć że nie wykorzystują życia w 100%, a dlaczego? Przez prosty strach. Wiadomo że pewnie lubią taki styl życia, ale to nie dla każdego. Ja bym chyba nie potrafił już porzucić wszelkich wygód i pójść, żyć z tego co sam wyhoduję i przygotowywać się do końca życia na najgorsze. Kwestia wychowania. Niemniej jednak wizja takiego życia przyciąga, w końcu co drugi obecnie marzy o zombie apokalipsie a prawie nikt nie jest na nią przygotowany.


  • 2

#3

Kazuhaki.
  • Postów: 589
  • Tematów: 176
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 6
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Oglądałem programy o tym na NG. Pomimo, że tak się szykują to i tak pewnie  pierwsi padną.


  • 2



#4

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ciekawy temat. Osobiście mam do tego mieszane uczucia - z jednej strony ci ludzie są bardzo zaradni, potrafią niemal wszystko, są zabezpieczeni na większość wypadków i takie tam, ale z drugiej strony sami ograniczają sobie komfort życia podczas którego może nie spełnić się żadna z ich obaw.

Właśnie też się kiedyś nad tym zastanawiałem.

Nie śledzę tego tematu jakoś szczególnie ale parę razy natknąłem się w tv na programy o nich i z ciekawości oglądałem przez chwilę.

Naszła nie taka refleksja.

Albo mają rację albo nie - to jakby jasne ale...

 

Jeżeli nie mają racji - to spędzą życie na magazynowaniu, ćwiczeniach, odświeżaniu stanów magazynowych, ćwiczeniach...- w ciągłym oczekiwaniu na to, co nie nadejdzie. Pół biedy oni - skoro lubią? Ale odniosłem wrażenie, że, przynajmniej w części,członkowie ich rodzin (i to nie tylko ich dzieci - nastolatki) traktują to jako nieco zwariowane hobby, które jednak bardzo dezorganizuje "normalne" życie i sprawia, że trochę ucieka im ono między palcami.

Jeżeli więc, oczekiwana zagłada nie nadejdzie, to słusznie będą oni mogli powiedzieć - zmarnowaliśmy sobie życie, zamiast z niego korzystać.

 

Jeżeli mają rację - no, cóż, będą mogli powiedzieć : "Wygraliśmy, to my mieliśmy rację, a wy się myliliście". Tylko - komu to powiedzą? Nas już nie będzie, bo nie byliśmy przygotowani. Ale, jeżeli ten czas, którego nie poświęciliśmy na przygotowania, spożytkowaliśmy ciesząc się życiem (tak, jak kto potrafi), to może jednak nie był to czas zmarnowany? Bo, oni, chociaż teoretycznie wygrają, nadal będą z tego życia mieli jedno wielkie nic. Bo wtedy, będą musieli walczyć o przetrwanie. W świecie nieporównywalnie bardziej nieprzyjaznym, niż ten, który znamy. W strachu dużo większym, niż ten, towarzyszący oczekiwaniu na zagładę. Ale, co najważniejsze - bez nadziei na poprawę losu. Być może, bez nadziei w ogóle.

 

Patrząc z tej perspektywy - chyba wolę nie marnować sobie życia na przygotowania do wegetacji. Bo dla mnie życie, to nie tylko oddychanie, spożywanie i wydalanie.

A podejrzewam, że dla większości z nich, tak właśnie będzie wyglądało życie po apokalipsie.

No ale - co kto lubi.

 

w końcu co drugi obecnie marzy o zombie apokalipsie a prawie nikt nie jest na nią przygotowany.

 

Bo to się fajnie w kinie ogląda. Ale życie, to nie je bajka (jak mówi klasyk) i z hollywoodzkimi efektami specjalnymi niewiele ma wspólnego.


  • 0



#5

Robakatorianin.
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zaliczam się do tzw. teoretycznych preppersów. Zapoznałem się z potencjalnymi zagrożeniami, nabyłem troszeczkę gratów potrzebnych do przetrwania w dniu X, wiem jak znaleźć następne elementy konieczne do przetrwania, komu je zabrać, jakie budynki adoptować, mam już zrobioną selekcję do ewentualnej grupy ocalałych, hierarchia i priorytety itp. Zycie toczy się dalej a ja nie będę go marnował aby być w 100% przygotowany do ewentualnego zagrożenia. Jak świat padnie to będę wiedział co zrobić-pytanie czy warto, bo to nie będzie wesołe życie.

 

W necie i TV trochę jest fajnych filmików:

Było tu kilka tematów dotyczących preppersów ale ich nie potrafię namierzyć. Jak przetrwać ewentualny kataklizm-był taki temat ale go wyczyściło czy jak. Były inne ale już mam dość szukania na dziś...

 


  • 1

#6

Magda72.
  • Postów: 744
  • Tematów: 36
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Rabokatarianin-czy ten temat miałeś na myśli?:
http://www.paranorma...ego-kataklizmu/
  • 0



#7

Robakatorianin.
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Nie.

W tym temacie zamieściłem link do wspomnianego ale jakoś nie działa...

http://www.paranorma...e-3#entry511789


  • 0

#8

noxili.
  • Postów: 2843
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Mnie z żoną można zaliczyć do preppersów.Choć może lepiej do osób lubiących sobie radzić w zyciu.

 

 

Bo które jeszcze gospodarstwo agroturystyczne może się pochwalić toporem katowskim, którym ścięto głowę ostatniego krakowskiego skazańca?

 

A to ma sie jak do zwiekszenia szans przetrwania /poradzenia sobie w czasie kryzysu??? Bo broni do .obrony czy likwidacji wrogów znam sporo lepszych i tańszych i mniej rzucajcych się w oczy..

 

Które ma muzeum siekier urządzone w podziemnym schronie z czasów powstania styczniowego?

 

 

Mam  w domu dwie piwnice . Jedna jest loszkiem wykutym w skale ,druga potężną piwnicą  z murowanymi  ścianami z kamienia.

Obie służą do przechowaywania niepotrzebnych pierdół i żywności .Ja mam 3 beczki na ogórki dodatkowo dół-kopiec w glinianej podłodze  piwnicy na ziemniaki.

Trzymanie siekier w warunkach piwnicznych jest głupotą bo prowadzi do powstania wżerów w stali .

Ciekawe do czego mają służyć te atrapy kamiennych sieker?? Żelazna siekiera jest dużo praktyczniejsza i ostrzejsza a poza tym te kamienie które wykorzystano do budowy tych atrap to są  dość miękkie  minerały i rozpadną sie przy próbie normalnej pracy. :)

 

6bf8517f712eab3f3dfd332713f1a056,641,0,0

 

Ja  mam mniejsza kolekcje siekier (po co mi wiecej?). Od małych do rzucania aż po ciężkie wielokilogramowe siekierzyska.

Coś ok 10 sztuk.Plus w razie czego kilka dodatowych ostrz.

Za to ma dużą kolekcję np pił do drewna i metalu . Od maleńkich piłek do potężnych ramówek .Piła garota  produkcji ZSRR która równie łatwo przeciąć spory pniak jak i poderżnąć komuś gardó i mieści się w dowolnej kieszeni. Plus kolekcja brzeszczotów do wszystkich pił. Do tego piły spalinowe+ łańcuchu i narzedzia do ostrzenia.

Ogólnie jestem nazwijmy to bardzo zaawansowanym majsterkowiczem . Potężny arsenał narzedzi zgromadzony przez już 2 pokolenia mężczyzn w mojej rodzinie.

Poczawszy od napraw zegarków aż po budownictwo. Wiekszość narzedzi wielokrotnie zduplikowana. Np 4 wiertarki elektryczne (od miniaturowej do obwodów drukowanych w elektonice aż po ciężką młoto-wiertarkę) a oprócz tego kolekcja wiertarek napędznych siłą mięśni( 2 przekłądniowe i 4  tzw kolby ) . Lutownice , lutlampy , na prąd , gaz jak i na benzynę. Lampy oświetleniowe na baterie , na naftę,a nawet na karbid niewiem poco mi to) i jedna na siłę mięśni z prądnicą.

Nadmiar sprawnych rowerów , skutery którymi mogę wjechać praktycznie gdzie chce.Samochód który jeździ bez jakiejkolwiek niepotrzebnej elektroniki itp.

 

Zapas materiałów budowlanych (drewno gwoździe membrany ,plandeki ocieplenie) umożliwiające szybki remont domu . Zapas drewna opałowego  na ,,,  2 -3 lata może dłużej .

Ogrzewanie domu  niezależne od obecności prądu(żadnych pomp ) Konstrukcja  ogrzewania domu  prosta jak cep.Awaryjnie w odwodzie cały sprawny przenośny piec kaflowy( plus kupa części zamiennych ) , dwie kuchnie na węgiel i drewno Mimo tego że na co dzień gotuję na kuchni indukcyjnej :)

Przede wszystkim magazynujemy mięso. Bijemy kozy, króliki i kury. Nie gotujemy mięsa od razu, tylko wstawiamy w zimne miejsce. Potem schłodzone tniemy i pakujemy do weków. Pierwszego dnia gotujemy przez trzy godziny, drugiego przez dwie, trzeciego przez godzinę: to się nazywa wielokrotną pasteryzacją.

 

 

To sie nazywa akurat głupota. Po pierwsze smak tego jest straszny po paru latach(wiem próbowałem).Po drugie białe mięso średnio nadaje sie do przechowywania. Po trzecie niema żadnej wiarygodnej matody(ani wygląd ani bombarz) na określenie czy tam niema przypadkiem jadu kiełbasianego. Już wolałbym suszyć na wiór w dymie i tyle . Ogólnie wolę polegać na zbożach. Łatwo przechować, łatwo stwierdzić że się zepsuło. Mozna robić pieczywo , kaszę , rozgotować na" papaję" itp.W okolicy mam zapasy zborza  wystarczjące do wyżywienia  mojej gminy  przez 10 lat :).

Moje psy zjadją papaję zbożową z mięsem i są zdrowe.

 

 

Preppersi mają swój sposób na jajka, które posmarowane warstwą oleju mogą zachować świeżość nawet przez rok (tłuszcz sprawia, że tlen nie przenika przez skorupkę i jajko nie psuje się tak szybko).

 

Nie lubię jajek , rzadko je jadam więc nie gromadze zapasów. Gdybym lubił to miłabym kojec kur a nie kombinował z olejem(lepsze do tego  jest szkło wodne).

 

I na ogórki, które kisi się tam w ilościach hurtowych, a potem zakopuje w 120-kilowych beczkach

 

. Mam 3 beczki 60 litrowe kiedyś kisiłem ogórki  ale mi się znudziło w tym roku będzie tylko kapusta(1 beczka). , Po co zakopywać . Od tego jest w waśnie loszek . Kiedyś wciskałem małe ogórki do 5 litrowych butelek i po zakręceniu wrzucałem na lince do starej studni. Super smak.

 

Wytwarza się tam też mąkę (tę przechowuje się na powierzchni, w drewnianych beczkach, które pochłaniają wilgoć)

 

Lepiej przechowywać zboże . Mąka robi sie  dość szybko zatęchłą, a zboże wiele lat może leżeć w suchym miejscu jeżeli zabezpieczymy przed myszkami.Drewniane beczki są szczelne tylko do pewnego poziomu j wilgotności . Póżniej rozsychają się i przepiszczją jak chcą.wilgoć.

Preppersi chomikują również wodę pitną. – Zakupiliśmy dziesięciolitrowe zbiorniki po napojach spożywczych, i w tych zbiornikach magazynujemy wodę. Obecnie mamy zakopanych około 20 tysięcy litrów wody zdatnej do picia – mówi Adolf Kudliński. Aby zapobiec rozwojowi bakterii i glonów, preppersi najpierw zaprawiają wodę dwutlenkiem węgla. – Gazowana woda może leżeć nawet piętnaście, dwadzieścia lat – przekonuje specjalista od przetrwania. I zaraz dodaje, że jest też inny sposób uzyskania czystej wody: – Można robić filtry. Bierze się butelkę PET, przekrawa się na pół. Na dno kładzie się wełnę, piasek, węgiel drzewny i kamyki. Przesącza się przez to wodę z byle kałuży i można pić. Tylko po co, kiedy można składować gazowaną? – pyta retorycznie.

 

 

Po pierwsze wolę wodę ze studni (mam dwie , w tym jedna wewnątrz domu) ,po drugie taka woda po zzakopaniu zakwaszonej dwutlenkiem wegla jest nasycona bifenolem z plastikowego opakowania i co tam jeszcze w glebie się znajdzie.Po zakopaniu  zwykła osmoza zanieczyści wodę , W okolicy domów to często są spore ilości metali ciężkich.Poza tym jeżeli dojdzie do skażenia wód w okolicy czy ostrej ekstremalnej suszy to po prostu trzeba wiać z tego miejsca!

 

Nadwyżki pieniędzy, jeżeli takowe są, przeznaczają na dalsze przygotowania.

 

Pracuję normalnie przez internet , przygotowania stanowią marną częśc budżetu.Dla większości ludzi to co jest cenne dla preparsa  to smieci.Czasem po prostu  inwestycję które i tak miałbym ponieść profilujemy pod "rozszerzone potrzeby". Np ostatnio kupując ozdobny piec grzewczy na drewno do salonu (dom jest tak ocieplony że tylko ten piecyck bez problemowo ogrzewa cały dom). wybraliśmy taki droższy model z opcją gotowania posiłków.Wcześniejszy nie dawał takiej możliwości.Ten obecny  umożliwa ugotowanie obiadu czy zagrzanie wody na kąpiel.

 

Właśnie też się kiedyś nad tym zastanawiałem.
Nie śledzę tego tematu jakoś szczególnie ale parę razy natknąłem się w tv na programy o nich i z ciekawości oglądałem przez chwilę.
Naszła nie taka refleksja.
Albo mają rację albo nie - to jakby jasne ale...

Jeżeli nie mają racji - to spędzą życie na magazynowaniu, ćwiczeniach, odświeżaniu stanów magazynowych, ćwiczeniach...- w ciągłym oczekiwaniu na to, co nie nadejdzie. Pół biedy oni - skoro lubią? Ale odniosłem wrażenie, że, przynajmniej w części,członkowie ich rodzin (i to nie tylko ich dzieci - nastolatki) traktują to jako nieco zwariowane hobby, które jednak bardzo dezorganizuje "normalne" życie i sprawia, że trochę ucieka im ono między palcami.
Jeżeli więc, oczekiwana zagłada nie nadejdzie, to słusznie będą oni mogli powiedzieć - zmarnowaliśmy sobie życie, zamiast z niego korzystać.

Jeżeli mają rację - no, cóż, będą mogli powiedzieć : "Wygraliśmy, to my mieliśmy rację, a wy się myliliście". Tylko - komu to powiedzą? Nas już nie będzie, bo nie byliśmy przygotowani. Ale, jeżeli ten czas, którego nie poświęciliśmy na przygotowania, spożytkowaliśmy ciesząc się życiem (tak, jak kto potrafi), to może jednak nie był to czas zmarnowany? Bo, oni, chociaż teoretycznie wygrają, nadal będą z tego życia mieli jedno wielkie nic. Bo wtedy, będą musieli walczyć o przetrwanie. W świecie nieporównywalnie bardziej nieprzyjaznym, niż ten, który znamy. W strachu dużo większym, niż ten, towarzyszący oczekiwaniu na zagładę. Ale, co najważniejsze - bez nadziei na poprawę losu. Być może, bez nadziei w ogóle.

 

 To nie jest problem  przygotowania na katastrofy typu totalnego: wojna nuklearna czy eksplozja superwulkanu.Bo na to sie trudno przygotować.

Tu mówimy o sytuacje typu zbraknie w rurach gazu albo będzie  długi (z miesiąc) silny mróz. (To wystarczy do zniszczenia znacznej infrastruktury wodociagów w większości miast ). Pomijam że mimo wszystko u nas w Polsce jest jak najbardziej mozliwy huragan. Klimat sie niestety zmienia. I to co było rzadkoścą i coraz częściej spada na Polskę. Huragan Kiryl (Cyryl) z początku 2007 roku u mnie w domu wyrwał dziurę w dachu przez która mógłby przejechać tir.W całej Polsce około milion domostw było przez dłuższy czas bez prądu.   W Polsce jest za mało służb ratunkowych (mówię to z pewna odpowiedzilnościa jako aktywny strażak). Wrazie  takiego zwykłego opadu śniegu i mrozów jak w 1926 w Polsce dojdzie do katastrofy humanitarnej. Polska zdecydowanie mniej inwestuje w służby ratunkowe niz np za komuny. Mniej jednostek niz 1991 (obecnei sa lepiej wyposarzone i wyszkolone aleco z tego) nioe poradzi sobie nawet z taka powodzią jak w 1997 roku. A kto powiedziąłże to jest jakieś tam maximum? Moze byc jeszcze wieksza powódź , Moze byc dużo większe opady śniegu niż 1926/27.A juz  2005 roku przy słabych stosunkowo opadach  wiele miejscowości zostało odciętych od świata. Jak przyjsze prawdziwa burza śniegowa i za oknem  będzie pare metrów śniegu?

To nie jest jakiś tam kosmiczny scenariusz. W 1997 przez prawie miesiąc roku wode  do niektórych dzielnic wrocławia dostarczało wojsko beczkowozami .Wiaderko na człowieka Dzisiaj już większość tego sprzętu wojsko rozsprzedano lub trafił na złom...Jak dojdzie do leciutkich zakłuceń(w stosunku do prawdziwej katastrofy) w dostawach wody i prądu to miasta po prostu zamarzną. C.o. w wiekszości o pompy elektryczne  wymuszjące obieg , Bez pradu trzeba wygaszać piec bo wybuchnie.. Jeżeli zamarznie woda w rurkach w ścianch to do wiosny raczej bez kucia się z tym nic nie zrobi. Ja juz mieszkałem bez wody , bez pradu i wiem jak to jest . Ci co mówia że nietrzeba się przygotować na taoie drobne i mozliwe sytuacje to po prostu  sa naiwni.

 

 

 

preppers dąży do "utrzymania obecnego poziomu życia" przez jak najdłuższy czas. Gromadzi więc zapasy i magazynuje przedmioty, które są mu do osiągnięcia tego celu niezbędne.

 

Ja dodatkowo mocno inwestuje w siebie. Ćwiczę, muruję, buduję, Tnę kamienie, drewno, szkło.Uczę się czasem naprawde dziwnych rzeczy. Tapiceruje, szyję (tu bije mnie na głowę żona)Mamy 3 maszyny do szycia , zwykła , skomputeryzowanego overlocka i mechaniczna maszyne do szycia z napędem na pedał(60 letni łucznik) Czasem rzeźbie , czy frezuję Ostatnio wywaliła mi się pełna zaprawy betoniarka. Zanim zastanowiłem sie co robić, odruchowo  wyłaczyłem ją i zanim sie rozlała zaprawa podniosłem ją. A to tylko jakieś 130-160 kg masy  , udźwig bez rozgrzewki bez rozciągania udźwih najgorszy bio na zgiety krzyż w kręgosłupie. Szast prast i jest z powrotem w pionie.Poważnie wątpię czy wiekszośc moich rówieśników (40+ lat) to by potrafiło).

 

Jeżeli więc, oczekiwana zagłada nie nadejdzie, to słusznie będą oni mogli powiedzieć - zmarnowaliśmy sobie życie, zamiast z niego korzystać.

 Pishor  poprawiasz sobie humor szukając wytłumaczenia dla siebie samego . Mam wrażenie że gdzieś tam podświadomie tez byś chciał mieć poczucie Bezpieczeństwa.

Prepers w największym stopniu zmienia siebie. Poza tym dobrzy ludzie pomogli mi bardzo parę lat temu więc ja pomagam innym  jak mogę. 

 

 

LqcbYaH.jpg

 

Piec o którym wspominałem . Jeszcze  obudowa do końca nie wyfugowana( to skończe pojutrze jak zdobędę  kolorową  słomkowo zółtą,glinke. Oczywiście całość sam robiłem włacznie z wkuciem się  ,w ścianę,  wniesieniem  pieca-po demontażu najcięższy element to ok 100kg ( na zewnątrz pomagałem sobie wózeczkiem ).Wykończenie obmurówki naturalna gliniana zaprawa. -nie lubię chemikalii jakie są w fabrycznych klejach i fugach,Farby do ścian robię sam , sam tez maluję je. Podłoga obok pieca w całości mojej produkcji.  Tarcicę kupioną w tartaku sam  wysuszyłem ,  heblowałem , szlifowałem i ułożyłem na wzór starej podłogi.W obecnej chwili w wozowni suszę ok 3 kubiki tarcicy na meble.

 

wMjk8E1.jpg

Altana którą w 100% sam zrobiłem . Podmurówka , bruk wewnątrz,kazda belka została w całości wniesiona i zamontowana samemu (bez pomocnika trzymającego drugi koniec jest to bardzo kłopotliwe -sucha belka to ok 30 -40 kg).  Cały dach, kazda dachówka , wszystko samemu .Ławkę w huśtawce sam zmontowałem , części stalowe odzyskałem na złomowisku z prawdziwej ławki parkowej. Ozdobny wzór na desce - szyldzie wyfrezowałem sam , żona pomalowała całość.Fotka troche starszawa bo jeszcze nie do końca wykończona konstrukcja.

 

W strachu dużo większym, niż ten, towarzyszący oczekiwaniu na zagładę.

:)

 

 

 

 

 

 

uX3t2Ah.jpg

 

vaMto2z.jpg

 

Coś mówiłeś o strachu??


  • 3



#9

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

To nie jest problem  przygotowania na katastrofy typu totalnego: wojna nuklearna czy eksplozja superwulkanu.Bo na to sie trudno przygotować.

Tu mówimy o sytuacje typu zbraknie w rurach gazu albo będzie  długi (z miesiąc) silny mróz.

To może ja oglądałem inne programy albo trafiłem na jakiś odłam Preppersów ale dokładnie zapamiętałem, że chodziło o przetrwanie kataklizmu o skali większej niż lokalna - typu atak chemiczny, atak nuklearny, czy atak biologiczny na dużą skalę. Nota bene jeden z artykułów źródłowych pod pierwszym postem, nosi tytuł

 

Preppersi – jak przetrwać na zgliszczach cywilizacji? "Przygotowujemy się na czarną godzinę i ciężkie czasy"

 

O ile więc ja się nie pomyliłem (a twierdzę, że nie), a zacytowany tytuł nie kłamie (zakładam, że nie) to Preppersi przygotowują się do przeżycia w sytuacji bardziej dramatycznej niż awaria wodociągów, gazociągów, czy długotrwałe mrozy.

 

Pishor  poprawiasz sobie humor szukając wytłumaczenia dla siebie samego . Mam wrażenie że gdzieś tam podświadomie tez byś chciał mieć poczucie Bezpieczeństwa.

 

 

Uwielbiam słuchać czym się kieruję, czego obawiam i komu (czego) zazdroszczę. Bo to zawsze fajnie dowiedzieć się o sobie czegoś nowego.

 

Muszę Cię zmartwić - żyję w poczuciu Bezpieczeństwa. Humoru też nie muszę sobie poprawiać, a jeżeli już, to stosunkowo rzadko. W każdym razie, kwestia Preppersów i ich zaradności jest ostatnią rzeczą, o której w takich momentach myślę. Wiem, że będzie Ci w to trudno uwierzyć ale taka jest prawda.

Przeżyłem tak parę dobrych lat i zakładam, że tak będzie do śmierci.

Mógłbym wyliczyć te końce świata i wojny nuklearne, które miały mnie i parę innych osób wysłać w niebyt ale po co - Ty pewnie je też pamiętasz.

Nawet na tym forum przeżyłem jeden, który był BANKOWO pewny.

mniejsza...

Ja nikogo nie oceniam, bo wyznaję zasadę żyj i daj żyć innym. Jak kogoś rajcuje ganianie w kombinezonach przeciwchemicznych w weekendy (żeby nie wyjść z wprawy) albo magazynowanie starego mięsa (bo a nuż się przyda) - proszę bardzo. To jego życie i może je przeżyć jak mu się podoba.

Wiem jednak, że zawsze znajdzie się ktoś, kto szybciej strzela, jest bardziej bezwzględny albo towarzyszy mu większa i lepiej uzbrojona grupa. I tak sobie myślę, że trochę głupio by było, gdyby taki ktoś trafił do domu takiego Preppersa i postanowił sobie przywłaszczyć, to, co ten zmagazynował na czarną godzinę. Bo mogłoby się w efekcie okazać, że te zapasy, z takim mozołem zbierane przez lata przygotowywane były właśnie dla "pana bewzględnego"- i "darowane" mu niejako "w prezencie".

Ale to czarny scenariusz.

Tak naprawdę, to myślę, że jak już się coś wydarzy, to Preppersom należy się życie w spokoju i dobrobycie. W końcu pracowali na to przez lata.

 

Coś mówiłeś o strachu??

 

Tak ale nie odnosiło się to do Ciebie, a raczej do fragmentu postu Cmb.

Tak więc można powiedzieć że nie wykorzystują życia w 100%, a dlaczego? Przez prosty strach.

 

Do Ciebie się to nie mogło odnosić, bo z Ciebie żaden Preppers. Ty jesteś hobbysta, majsterkowicz, złota rączka, człowiek utalentowany itd. itp. Ale nie Preppers.

Przynajmniej jeśli chodzi o moje rozumienie tego pojęcia.


  • 0



#10

noxili.
  • Postów: 2843
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Uwielbiam słuchać czym się kieruję, czego obawiam i komu (czego) zazdroszczę. Bo to zawsze fajnie dowiedzieć się o sobie czegoś nowego.

 

 

 

Muszę Cię zmartwić - żyję w poczuciu Bezpieczeństwa. Humoru też nie muszę sobie poprawiać, a jeżeli już, to stosunkowo rzadko. W każdym razie, kwestia Preppersów i ich zaradności jest ostatnią rzeczą, o której w takich momentach myślę. Wiem, że będzie Ci w to trudno uwierzyć ale taka jest prawda

 

 

Teraz ja Cię zdziwię bezproblemu  jestem w stanie to zrozumieć.Nieznamy się , nigdy nie widzieliśmy sie , więc to był czystej wody domysł, domniemanie na podstawie twoich wpisów.  Bo to tak jakbyś  zazdrościł że ktoś chciał sie ubezpieczyć. Zazwyczaj na ubezpieczeniach zarabia tylko ubezpiczyciel a ubezpieczenie można sobie wydać równie dobrze na lody.Twój wywód mozna porównac do  twierdzenia typu.:niewarto się ubezpieczać bo duzo szczęśliwszym jest się gdy te pieniądze przeznaczy się na lody lub cokolwiek innego" i cała dyskusja się do tego sprowadza.Nie do faktu że  ubezpieczenie jest potrzebne lub nie...

Lecz do tego czy ktoś jest szczęśliwszy przejadając jako lody kwote na ubezpieczenie czy nie. Ja uważam że ludzie  czasem sa szczęśliwsi będąc ubezpieczonym a czasem wolą ten zaminnik- lody .

Ludzie sa różni.

Ty stwierdziłeś 

 

 

 

Ale odniosłem wrażenie, że, przynajmniej w części,członkowie ich rodzin (i to nie tylko ich dzieci - nastolatki) traktują to jako nieco zwariowane hobby, które jednak bardzo dezorganizuje "normalne" życie i sprawia, że trochę ucieka im ono między palcami.

 

 Tak tylko że zazwyczaj  rodzina  tak traktuje dowolne hobby  członka rodziny. Pomyśl że miałbyś  kogoś kto cały czas chodzi  na treningi piłki noznej i chce by wszyscy chodzili mu kibicować.Albo wyciąga wszystkich na ryby,Albo ma hopla na pkt tańca klasycznego. Albo sportu rowerowego,Albo wyciaganie na siłe do kościoła , albo na zakupy  do marketu w sobotę itp.Albo ogladanie meczy.Tak jest  dość powszechnie.Nie jest to zbyt sensowne ale tak już jest...

Czyli jak ktoś koniecznie musi pojechać na "pielgrzymke do marketu" jest OK ale jak w tym czasie np trenuje strzelectwo czy pierwsza pomoc jest Be? Bo oto mi włąśnie chodzi.

 

Jeżeli mają rację - no, cóż, będą mogli powiedzieć : "Wygraliśmy, to my mieliśmy rację, a wy się myliliście".

 

Jak realizujesz ubezpieczenie domu przy zerwanym dachu to myślisz  "Wygrałem, to ja miałem rację, a wy się myliliście "? Wątpie Bo ja myślę "dobrze że miałem to ubezpieczenie i dlaczego jest   jego tak mało " :) Chodziło mi o to że tak naprawdę  tacy ludzie nie interesują się nadmiernie innymi, co najwyżej wspóczują. Ty (a dokładnie twoja wypowiedź wskazywłąła ) na jakąś domniemaną  wmawiana prepersom chęć zemsty. zawiść . Stąd po przemyśleniu postawiłem  tezę że troszke im zazdrościśz bo wszystko nieco polaryzujesz na zasadzie my- oni . Tak na logike Że jesteś lepszy bo jesteś szcześliwszy nie przygotowywując się do niczego. A oni sa idiotami bo sie przygotowywują. Ty jesteś taki a inni ...inni. :szczerb: . Niema schematu określającego lepszy - gorszy.Są ludzie (moja mama nalezy do nich) że bez prawdziwego ubezpieczenia  by chyba na zawał serca zeszli. 

Tak więc można powiedzieć że nie wykorzystują życia w 100%

 

W takim samym stopniu jak ci co nosza kask na rowerze. Ich sprawa , czują się lepiej więc sa szczęśliwsi.Czy nie wykorzystują życia bo nie czuja wiatru we włosach?

 

 

 

Preppersi – jak przetrwać na zgliszczach cywilizacji? "Przygotowujemy się na czarną godzinę i ciężkie czasy"

O ile więc ja się nie pomyliłem (a twierdzę, że nie), a zacytowany tytuł nie kłamie (zakładam, że nie) to Preppersi przygotowują się do przeżycia w sytuacji bardziej dramatycznej niż awaria wodociągów, gazociągów, czy długotrwałe mrozy.

 

 

Preppersi – jak przetrwać na zgliszczach cywilizacji?

 

To powiedziała pani autor  po długich i pewnie poważnych przemyśleniach. Nie wiem o czym ta pani myślała ale chciała najwyraźniej zwiększyć medialność  artykuliku. 

On już myśli o tym, jak zapewni sobie i swojej rodzinie byt, kiedy zawiodą wodociągi, elektrownie, piekarnie i mleczarnie.

 

"Przygotowujemy się na czarną godzinę i ciężkie czasy"

 

Tak na prawde to tylko to mówia prepersi.

 

 

Zresztą to tak jak nazywać lekarzem  tylko takiego "łapiducha"  który przygotowywuje sie tylko do leczenia ran postrzałowych kulami dum dum wystrzelonych tylko przez snajpera. Pomoc ludziom  którzy "tylko" przebili sobie stope patykiem nie interesuje go.

 

 

 

 

 

Jeżeli mają rację - no, cóż, będą mogli powiedzieć : "Wygraliśmy, to my mieliśmy rację, a wy się myliliście". Tylko - komu to powiedzą? Nas już nie będzie, bo nie byliśmy przygotowani. Ale, jeżeli ten czas, którego nie poświęciliśmy na przygotowania, spożytkowaliśmy ciesząc się życiem (tak, jak kto potrafi), to może jednak nie był to czas zmarnowany? Bo, oni, chociaż teoretycznie wygrają, nadal będą z tego życia mieli jedno wielkie nic. Bo wtedy, będą musieli walczyć o przetrwanie. W świecie nieporównywalnie bardziej nieprzyjaznym, niż ten, który znamy. W strachu dużo większym, niż ten, towarzyszący oczekiwaniu na zagładę. Ale, co najważniejsze - bez nadziei na poprawę losu. Być może, bez nadziei w ogóle.

 

Patrząc z tej perspektywy - chyba wolę nie marnować sobie życia na przygotowania do wegetacji. Bo dla mnie życie, to nie tylko oddychanie, spożywanie i wydalanie

 

.

Wróćmy do porównania z noszeniem kasku .Przerobięę Twa wypowiedź by odnosiła sie do noszenia kasku na rowerze czy motocyklu. Po co nosic kask to takie nieprzyjemne Jeżeli  noszący kask mają rację - no, cóż, będą mogli powiedzieć : "Wygraliśmy, to my mieliśmy rację, a wy się myliliście". Tylko - komu to powiedzą? Nas już nie będzie, bo nie mieliśmy kasku i zgineliśmy w wypadku. Ale, jeżeli ten czas jazdy  spożytkowaliśmy ciesząc się jazdą elegancko i efektownie bez kasku (tak, jak kto potrafi), to może jednak nie był to czas zmarnowany? Bo, oni ci w kaskach, chociaż teoretycznie wygrają, nadal będą z tego życia mieli jedno wielkie nic. Bo wtedy, będą sparaliżowani na wóżku inwalidzkim Ich życie nieporównywalnie bardziej nieprzyjemne , niż to, który znamy. W strachu dużo większym, niż ten, towarzyszący oczekiwaniu na wypadek samochodowy  - bez nadziei na wyzdrowienie.

 

Patrząc z tej perspektywy - chyba wolę nie marnować sobie przyjemności z jazdy zakładając kask . 

 

. Czy teraz rozumiesz  błędność swego rozumowania.? Myślisz że ktos cały czas boi sie wypadku  i nosi dlatego kask? Wątpie żebyś tak myślał. Ale za to myslisz że prepers boi sie katastrofy.Nie wiem jak to przystępniej wytłumaczyć. Założenie że na pewno  zginiesz w sytuacji w której prepers poradzi sobie ledwo ledwo  .niekoniecznie bedzie prawdziwe. Najczęściej jest tak że ten nie przygotowany  po prostu ma więcej przerąbane a ten przygotowany zazwyczaj lepiej i tyle . Gdyby opierać się na takim mysleniu jak w twoim wpisie  to po co na statku kamizelki ratunkowe i szlupy ratunkowe.Zazwyczaj w czasie katastrofy jest mnóstwo osób które przeżyły gdyby tylko ...W miejsce kropek wstaw dowolny mało istotny pierdól.


  • 1



#11

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ty stwierdziłeś 

Ale odniosłem wrażenie, że, przynajmniej w części,członkowie ich rodzin (i to nie tylko ich dzieci - nastolatki) traktują to jako nieco zwariowane hobby, które jednak bardzo dezorganizuje "normalne" życie i sprawia, że trochę ucieka im ono między palcami.

 

 Tak tylko że zazwyczaj  rodzina  tak traktuje dowolne hobby  członka rodziny. Pomyśl że miałbyś  kogoś kto cały czas chodzi  na treningi piłki noznej i chce by wszyscy chodzili mu kibicować.Albo wyciąga wszystkich na ryby,Albo ma hopla na pkt tańca klasycznego. Albo sportu rowerowego,Albo wyciaganie na siłe do kościoła , albo na zakupy  do marketu w sobotę itp.Albo ogladanie meczy.Tak jest  dość powszechnie.Nie jest to zbyt sensowne ale tak już jest...

Czyli jak ktoś koniecznie musi pojechać na "pielgrzymke do marketu" jest OK ale jak w tym czasie np trenuje strzelectwo czy pierwsza pomoc jest Be? Bo oto mi włąśnie chodzi.

Już wyjaśniam w czym rzecz.

Jak wspomniałem, oglądnąłem zaledwie kilka programów poświęconych tej tematyce ( i to nie w całości) ale jeden szczególnie utkwił mi w pamięci. Poświęcony było gościowi (+ żona + troje nastolatków), który przygotowywał się na wypadek ataku chemicznego. Magazynował co tam chciał ale też urządzał "ćwiczenia" polegające na tym, że towarzystwo ubierało się w kombinezony, pakowało na pick-upa, co tam miało zapakować i waliło na pustynię, na której znajomi tego gościa urządzali pokazówkę w stylu "punkt kontrolny". Program polegał na tym, że oprócz pokazywania całego zdarzenia, pokazywano również wywiady z członkami rodziny. Wynikało z nich jednoznacznie, że nie byli z tego faktu zadowoleni (to tak najoględniej rzecz ujmując). Jak mówię - dla mnie rybka, bo to nie moje zmartwienie. Ale nie porównałbym tego do wyciągania "na mszę", mecz, czy do hipermarketu - bo to wymaga jednak ciut mniej zachodu (i mało kto dziwnie się na człowieka patrzy).

Inna sprawa, że ja osobiście unikam zmuszania członków mojej rodziny do robienia tego, na co nie mają ochotę.

 

 

Jak realizujesz ubezpieczenie domu przy zerwanym dachu to myślisz  "Wygrałem, to ja miałem rację, a wy się myliliście "? Wątpie Bo ja myślę "dobrze że miałem to ubezpieczenie i dlaczego jest   jego tak mało " [ :)] Chodziło mi o to że tak naprawdę  tacy ludzie nie interesują się nadmiernie innymi, co najwyżej wspóczują. Ty (a dokładnie twoja wypowiedź wskazywłąła ) na jakąś domniemaną  wmawiana prepersom chęć zemsty. zawiść . Stąd po przemyśleniu postawiłem  tezę że troszke im zazdrościśz bo wszystko nieco polaryzujesz na zasadzie my- oni . Tak na logike Że jesteś lepszy bo jesteś szcześliwszy nie przygotowywując się do niczego. A oni sa idiotami bo sie przygotowywują. Ty jesteś taki a inni ...inni. [:szczerb:] . Niema schematu określającego lepszy - gorszy.Są ludzie (moja mama nalezy do nich) że bez prawdziwego ubezpieczenia  by chyba na zawał serca zeszli.

 

 

Ubezpieczenie się od zdarzenia nie wymaga lat poświęceń - bo o pewnych poświęceniach (rozciągniętych na lata) tu rozmawiamy. Skoro mogę to zrobić (nie dezorganizując sobie życia) to dlaczego nie? Inna sprawa, że szkody "ubezpieczane" występują ciut częściej niż "globalny kataklizm".

Ja nie czuję zawiści, bo niby dlaczego miałbym czuć (skoro uważam, że globalny kataklizm nie nastąpi)? Ja rozważałem tylko HIPOTETYCZNY scenariusz, co by było gdybym się mylił - i kataklizm by jednak nastąpił? Gdybym to ja był na ich miejscu, to odczuwałbym nieskrywaną radość, że lata wyrzeczeń nie poszły na marne, a wszyscy ci, którzy mieli mnie za dziwaka, mają teraz "w plecy". Bo to zupełnie naturalne, w takiej sytuacji. Tylko dlatego o tym napisałem.

 

  

 W takim samym stopniu jak ci co nosza kask na rowerze. Ich sprawa , czują się lepiej więc sa szczęśliwsi.Czy nie wykorzystują życia bo nie czuja wiatru we włosach?

 

Nie do końca, bo jednak jest różnica pomiędzy "nie zakładaniem kasku", a nie jeżdżeniem na rowerze w ogóle. W końcu, jeśli nie wsiądziesz na rower, to kask ci do niczego nie będzie potrzebny, bo nie jeżdżąc nie narażasz się na wypadek z samego założenia. Inaczej mówiąc, oni każdego dnia myślą o najgorszym, a ja żyję sobie po prostu i czekam na to, co przyniesie kolejny dzień. Ale jeżeli to właśnie im przynosi szczęście? Cóż - żyj i pozwól żyć innym.
 

 

To powiedziała pani autor  po długich i pewnie poważnych przemyśleniach. Nie wiem o czym ta pani myślała ale chciała najwyraźniej zwiększyć medialność  artykuliku.

 

Mam tego świadomość, bo wiem jak działają media. Ale skoro to potwierdza moje obserwacje (a ja nie mam żadnego powodu "zwiększania ich medialności", to... 

 

Tak na prawde to tylko to mówia prepersi.

 

Znów - odnoszę się do tych programów, które oglądałem. Być może udało mi się trafić na jakieś wyjątkowe. Jak wspomniałem, nie śledzę tego tematu jakoś szczególnie, więc nie wykluczam, że się mylę.   

 

    .

Wróćmy do porównania z noszeniem kasku .Przerobięę Twa wypowiedź by odnosiła sie do noszenia kasku na rowerze czy motocyklu. Po co nosic kask to takie nieprzyjemne Jeżeli  noszący kask mają rację - no, cóż, będą mogli powiedzieć : "Wygraliśmy, to my mieliśmy rację, a wy się myliliście". Tylko - komu to powiedzą? Nas już nie będzie, bo nie mieliśmy kasku i zgineliśmy w wypadku. Ale, jeżeli ten czas jazdy  spożytkowaliśmy ciesząc się jazdą elegancko i efektownie bez kasku (tak, jak kto potrafi), to może jednak nie był to czas zmarnowany? Bo, oni ci w kaskach, chociaż teoretycznie wygrają, nadal będą z tego życia mieli jedno wielkie nic. Bo wtedy, będą sparaliżowani na wóżku inwalidzkim Ich życie nieporównywalnie bardziej nieprzyjemne , niż to, który znamy. W strachu dużo większym, niż ten, towarzyszący oczekiwaniu na wypadek samochodowy  - bez nadziei na wyzdrowienie.

 

Jak wspomniałem wyżej - można w ogóle nie wsiadać  na motocykl, czy rower. Ale nawet nie o to chodzi. Założenie kasku, to zwykły rozsądek - każdy zdrowo myślący człowiek, to zrobi, bo to kosztuje tylko kilka sekund życia. Porównanie dość mocno nietrafione, bo działania Preppersów, przyrównałbym raczej do ubierania się w ciężką zbroję (wcześniej samemu w pocie czoła wykutą), opancerzanie motoru i zabezpieczanie trasy przejazdu, powiedzmy betonowymi barierami - co zajmowałoby 3/4 dnia, a wszystko po to, żeby podjechać motorem do osiedlowego sklepu po bułki. Można i tak - tylko po co?

 

 

Czy teraz rozumiesz  błędność swego rozumowania.? Myślisz że ktos cały czas boi sie wypadku  i nosi dlatego kask? Wątpie żebyś tak myślał. Ale za to myslisz że prepers boi sie katastrofy.Nie wiem jak to przystępniej wytłumaczyć. Założenie że na pewno  zginiesz w sytuacji w której prepers poradzi sobie ledwo ledwo  .niekoniecznie bedzie prawdziwe. Najczęściej jest tak że ten nie przygotowany  po prostu ma więcej przerąbane a ten przygotowany zazwyczaj lepiej i tyle . Gdyby opierać się na takim mysleniu jak w twoim wpisie  to po co na statku kamizelki ratunkowe i szlupy ratunkowe.Zazwyczaj w czasie katastrofy jest mnóstwo osób które przeżyły gdyby tylko ...W miejsce kropek wstaw dowolny mało istotny pierdól.

 

No, właśnie nie - i nie potrafiłeś mnie przekonać swoimi argumentami (przy okazji, zauważ, że ja Ci błędności rozumowania nie zarzucam, bo szanuję Twój styl życia - skoro to Ci pasuje, to jest OK)

Co więcej, dostrzegam że w ogóle się nie rozumiemy. Ale trudno, bo nie jest to kwestia, która spędza mi sen z powiek.

Zadam Ci jednak pytanie.

Powiedzmy, że przygotowujesz się na te, wspomniane przez Ciebie gazy, wodociągi i mrozy albo (wspomniane przeze mnie) wojny nuklearne, chemiczne, czy biologiczne. Robisz to przez większą część swojego życia. Poświęcasz zwykłe życie - spotkania z rodziną, znajomymi, grille, wyjazdy na wakacje i takie tam. Poświęcasz, bo wtedy ćwiczysz, trenujesz i magazynujesz. po to, by być przygotowanym w każdej chwili - na najgorsze.I pewnego dnia idziesz do kiosku po gazetę (zakładając, że ktoś to jeszcze robi), i potrąca cię śmiertelnie samochód. Bo, takie jest życie. Bo, to się zdarza.

O to mi właśnie chodzi.

Ja mam świadomość, że każdego dnia mogę zejść z tego świata na przynajmniej kilka sposobów. Najbardziej banalnych z możliwych. 

Myślisz, że w tej sytuacji, moim codziennym, NAJWIĘKSZYM (albo jakimkolwiek)  zmartwieniem jest to, że jakiś terrorysta może rozpylić wąglika, gaz albo zdetonować bombę atomową? Albo, że będzie dłuższa przerwa w dostawie wody? Albo mróz siarczysty?

Że W OGÓLE się nad tym zastanawiam?

Co z tego, że będę miał dwie studnie, dziesięć siekier (czy tam toporków), będę potrafił szyć, cerować, murować i budować altanki?

To oczywiście fajnie jest umieć robić takie rzeczy ale jak dla mnie - fajne, bo w ogóle fajnie jest umieć robić coś, co się w życiu przydaje.

Ale budowanie na tym "scenariusza przydatności w razie wu"?

Sorry - nie moja bajka.


Użytkownik pishor edytował ten post 03.09.2014 - 22:58

  • 1



#12

noxili.
  • Postów: 2843
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Powiedzmy, że przygotowujesz się na te, wspomniane przez Ciebie gazy, wodociągi i mrozy albo (wspomniane przeze mnie) wojny nuklearne, chemiczne, czy biologiczne. Robisz to przez większą część swojego życia. Poświęcasz zwykłe życie - spotkania z rodziną, znajomymi, grille, wyjazdy na wakacje i takie tam. Poświęcasz, bo wtedy ćwiczysz, trenujesz i magazynujesz. po to, by być przygotowanym w każdej chwili - na najgorsze.I pewnego dnia idziesz do kiosku po gazetę (zakładając, że ktoś to jeszcze robi), i potrąca cię śmiertelnie samochód. Bo, takie jest życie. Bo, to się zdarza.

 

To jak ubezpieczyć sie  od pożaru i powodzi i ataku terorystycznego a zginąc od upadku meteorytu albo spadąjecego samolotu.Zdarza się . Warto sie ubezpieczać się  od pożaru , powodzi i ataku  terorystycznego? Niewiem -zależy od indywidualnego szczęścia.

wiedzmy, że przygotowujesz się na te, wspomniane przez Ciebie gazy, wodociągi i mrozy albo (wspomniane przeze mnie) wojny nuklearne, chemiczne, czy biologiczne.

 

..wojny nuklearne, chemiczne, czy biologiczne. ??Obaj wiemy że od tego nie da się skutecznie zabezpieczyć, Po co kombinować?

 

Robisz to przez większą część swojego życia. Poświęcasz zwykłe życie - spotkania z rodziną, znajomymi, grille, wyjazdy na wakacje i takie tam

 

Szkoda życia.

Może inaczej: spróbuję po swojemu zadać pytanie  które wydaje mi śie że chcesz mnie i innym  zadać pod rozwagę a coś innego Tobie wychodzi .

Pytanie 

 Czy warto się umartwiać się by móc umartwiać się nieco dłużej??

 

Nie nie warto!

Wg mnie oczywiście, każdy może sobie na to inaczej odpowiedzieć.

Czy zgodzisz sie na taką konkluzję  i streszczenie?

 

Porównanie dość mocno nietrafione, bo działania Preppersów, przyrównałbym raczej do ubierania się w ciężką zbroję (wcześniej samemu w pocie czoła wykutą), opancerzanie motoru i zabezpieczanie trasy przejazdu, powiedzmy betonowymi barierami - co zajmowałoby 3/4 dnia, a wszystko po to, żeby podjechać motorem do osiedlowego sklepu po bułki. Można i tak - tylko po co?

 

Mam silną wyobraźnie: rozbawiłeś mnie do łez. :szczerb:

MyhFrsh.jpg


  • 0



#13

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Może inaczej: spróbuję po swojemu zadać pytanie  które wydaje mi śie że chcesz mnie i innym  zadać pod rozwagę a coś innego Tobie wychodzi .

Pytanie 

Czy warto się umartwiać się by móc umartwiać się nieco dłużej??

 

Nie nie warto!

Wg mnie oczywiście, każdy może sobie na to inaczej odpowiedzieć.

Czy zgodzisz sie na taką konkluzję  i streszczenie?

 

Jeżeli chcesz to ująć w taki sposób, to proszę bardzo.

 

Tym bardziej, że a napisałem  tak:

 

Ale, jeżeli ten czas, którego nie poświęciliśmy na przygotowania, spożytkowaliśmy ciesząc się życiem (tak, jak kto potrafi), to może jednak nie był to czas zmarnowany? Bo, oni, chociaż teoretycznie wygrają, nadal będą z tego życia mieli jedno wielkie nic. Bo wtedy, będą musieli walczyć o przetrwanie. W świecie nieporównywalnie bardziej nieprzyjaznym, niż ten, który znamy. W strachu dużo większym, niż ten, towarzyszący oczekiwaniu na zagładę. Ale, co najważniejsze - bez nadziei na poprawę losu. Być może, bez nadziei w ogóle.

 

Patrząc z tej perspektywy - chyba wolę nie marnować sobie życia na przygotowania do wegetacji.

 

...i jest to de facto nieco bardziej rozbudowana wersja Twojego pytania, której sens jest dokładnie taki sam.


  • 0



#14

Manajuma.
  • Postów: 192
  • Tematów: 15
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Moim sąsiadem był taki starszy pan, wielu miało go za dziwaka. Robiłem mu raz na jakiś czas zakupy, bo był starszy człowiek kolo 90tki, ale umysłowo nadal dobrze się trzymał. Gdy pierwszy raz zobaczyłem w jego kuchni dwie szafki wypełnione dużymi workami z ryżem, do tego jakieś konserwy i inne dziwne rzeczy trochę się zdziwiłem, bo co to komu? Zaczął mi wtedy mówić, że on pamięta straszne czasy, a my pokolenie wychowane w pokoju, nigdy tego nie doświadczyło. To było kilka lat temu.

 

A teraz?

W naszym najbliższym sąsiedztwie czyli w kraju, w którym jeszcze nie tak dawno organizowaliśmy euro 2012 teraz codziennie giną ludzie. Kto dwa lata temu zakładał taki scenariusz? To, że dziś sklepy działają to nie oznacza że jutro jak pójdziemy po mleko nadal będą działały, bo pokój~spokojne czasy nie są czymś permanentnym.

 

Nie twierdzę ze Putin wjedzie na białym niedźwiedziu do Warszawy, ale może wystąpić chociażby kryzys gospodarczy, klęska żywiołowa czy zwykła epidemia.

To wszystko może się kiedyś zdarzyć i zdarzy się na pewno, a my nie mamy pewności czy akurat nie u nas.

Otwórzcie lodówki. Prawie nikt z nas nie ma jedzenia na więcej niż dwa dni i nawet gdyby była krótka przerwa w dostawie do sklepów to byłby spory problem.

Nie wiem czy robienie stylu życia z takich przygotowań to dobra droga, ale jestem przekonany, że poświęcenie odrobiny czasu i niewielkich pieniędzy na produkty z długim terminem ważności, podstawowe narzędzia i środki medyczne to zdrowy rozsądek a nie przesada.


  • 1

#15

Padael.

    Tauri

  • Postów: 1017
  • Tematów: 73
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Genialny sposób rozniecenia ognia, tylko bateria i papierek od gumy do żucia. Mam nadzieję, że nigdy nie trzeba będzie skorzystać z tego sposobu ale warto wiedzieć.

 


Użytkownik Padael edytował ten post 18.01.2015 - 12:19

  • 1





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u