Skocz do zawartości




Zdjęcie

Czy ateizm to filozofia zła?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
9 odpowiedzi w tym temacie

#1

Kronikarz Przedwiecznych.

    Ten znienawidzony

  • Postów: 2247
  • Tematów: 272
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 8
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Debata na temat: Czy ateizm to filozofia zła?


Forma debaty: 2 vs 2

Zasady debaty:

- Każdy uczestnik posiada prawo do 3 wpisów (przy czym pierwszy wpis powinien mieć formę wprowadzenia, a ostatni być konkluzją, czyli podsumowaniem), łącznie drużyna ma prawo do 6 wpisów. 

- Na kolejne wpisy uczestnicy debaty mają maksymalnie 7 dni czasu.

- Za każdy kolejny dzień zwłoki (po przekroczeniu limitu 7 dni) naliczane są 2 punkty karne.


Uczestnicy debaty:

CacyWitkacy i Zaciekawiony - którzy są przeciwnikami takiego stwierdzenia

kpiarz i Zbeeanger - którzy są za tym stwierdzeniem


Opiekun debaty:

Kronikarz Przedwiecznych


Tym razem nie było rzutu monetą, ustaliliśmy, że jako pierwszy zabierze głos Zaciekawiony, potem kolejno Zbeeanger, CacyWitkacy i kpiarz. Po czym następuje druga oraz trzecia tura w takiej samej konfiguracji.

 

- Oczywiście przestrzegamy Regulaminu Forum. W debacie nie ma żadnych ustępstw od zasad.

- Debata jest dostępna publicznie, jednak bez możliwości komentowania w tym wątku dla osób postronnych. Za każdy wpis w tym temacie osoby, która nie bierze udziału w debacie przysługuje 1 ostrzeżenie. Debatę należy komentować wyłącznie w http://www.paranorma...-filozofia-zla/

Po zakończeniu debaty komisja przyzna oceny zgodnie z systemem oceniania i odbędzie się podsumowanie.

- Skład komisji oceniającej:

sędzia Amontillado
sędzia Masturbis
sędzia Korhil

 

Debata jest zawieszona z powodu absencji jednego z Uczestników - Zbeeangera. Jeśli ktoś, po zapoznaniu się z tematem debaty oraz wypowiedziami Uczestników, zechciałby zająć miejsce w/w i być w drużynie "ZA" - proszę o informację na PW.


  • 0



#2

Zaciekawiony.
  • Postów: 7669
  • Tematów: 80
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Z wielką nieśmiałością przychodzi mi teraz rozpoczynać tą debatę, moją pierwsza na tym forum, jak bowiem wiadomo początek jest najtrudniejszy. Myślę że dobrze by było z mojej strony jakoś się zadeklarować. Otóż nie uważam się za ateistę w tym sensie, że nie mógł bym powiedzieć, iż wiem że nie ma boga. Najbliżej mi do agnostycyzmu jako poglądu uznającego ideę boga za nieudowadnialną w sposób obiektywny, natomiast w sposób subiektywny w niego nie wierzę.

Zaczynając swe rozważania muszę zacząć od konstrukcji tematu, ta jest bowiem dosyć dziwna. O ile mógłbym się zgodzić, że ateizm to „filozofia” o tyle nie jestem pewien co miał na myśli pomysłodawca, pisząc o „filozofii zła”. Czy jest to po prostu „zła filozofia” czyli nie właściwie przemyślana, czy może raczej „filozofia z której wynika zło”? A może wreszcie jest to „filozofia rozważań zła”? To ostatnie nie za bardzo pasuje do kontekstu, choć taki dział w filozofii istnieje i jest rozwijany już od dawna; jego węższą i dość specyficzną odmianą jest teologiczna teoria teodycei. W tym pojęciu ateizm rzeczywiście w pewnym stopniu próbuje wyjaśniać problem istnienia zła, upatrując jego źródeł w ludziach bez potrzeby odwoływania się do bytów nadmaterialnych.

world_vector_map_06.jpg

A może jednak „zła filozofia”? Ateizm bywa atakowany za to, że jego podstawą jest negacja, wobec czego nie stanowi oryginalnego pomysłu a jedynie istnieje jako zaprzeczanie oryginalnym pomysłom teistów. Trudno się nie zgodzić, zarazem jednak warto zauważyć, że podstawą istnienia większości religii jest zwykle negacja prawd wiary wszystkich pozostałych. To nie prawda – mówi Chrześcijaństwo – że po śmierci w walce trafisz do Walhallii, gdzie pod przewodnictwem Thora będziesz nabierał doświadczenia aż do czasu Przeznaczonej Bitwy – to wszystko jeno demony a wierząc im trafisz do piekła.
Innym atakiem na filozoficzne podstawy ateizmu jest kwestia tego jakiego boga się obala – nie dość, że różne religie nieco inaczej wyobrażają sobie jego przymioty, to jeszcze sami teologowie nie dają jednoznacznych odpowiedzi, uznając Jego Naturę za niepoznawalną.

thor1.jpg
Mniejsze znaczenie ma atak z pozycji „nieprzystających rzeczywistości” uznający problem boga za nie poddający się logice i naukowej metodzie, przez co próba logicznego wywodzenia równa się próbie matematycznej analizy jakości poezji - wówczas bowiem tak samo bezpodstawne stają się teologie, będące filozofiami pozytywnymi, za założenie centralne uznającymi to przecież „niezrozumowe” boskie istnienie.

 

Czy więc wreszcie sensem jaki zakładał pomysłodawca, była „filozofia prowadząca do zła”? W takim rozumieniu brak wiary miałby spychać ludzi na złą drogę, co jednak nie jest tak oczywistą kwestią. Motywacje jakimi kieruje się człowiek w swym postępowaniu, to prócz wewnętrznych potrzeb i zahamowań także idee, z reguły mające postać systemów pozytywnych – a więc systemów opartych na założeniu istnienia i potrzeby jakiegoś porządku, i skłaniających lub wręcz zmuszających ludzi do określonych działań. Taką ideą może być na przykład program dowolnej partii politycznej, może być nią usystematyzowana nienawiść dająca o sobie znać podczas czystek etnicznych, ale może nią być też religia.
Wiara potrafi być bardzo dobrym napędem i przyczyną dla wyboru takich a nie innych działań. Z reguły wierzący sądzi, że to co czyni sprawi, że jemu bądź wszystkim innym będzie dzięki temu dobrze. Musi to czynić, bowiem wierzy że będzie to miało określony materialny lub pozamaterialny skutek, zaś zaniechanie będzie groźne.
Jeśli pewna religia nakazuje opiekować się starszymi kobietami, albowiem opiekunowie staruszek mają zapewnione miejsce w raju, zaś tym którzy staruszki wyrzucają za próg grozi metafizyczne nabijanie na zaświatowy pal (przy współudziale duchów porzuconych staruszek), to należący do niej wierny będzie musiał tak czynić.
Jeśli pewna religia nakazuje zabijać niewiernych uważając, że jest to dobry uczynek wliczany do rzeczy przydatnych w raju, zaś zaniechanie zabijania grozi bądź doczesnym zabiciem przez innego wiernego lub pozadoczesnym strąceniem do piekieł, to wierny musi zabijać niewiernych. Jeśli pewna religia nakazuje kamienować bluźnierców, to bluźnierca zostanie przez wiernych ukamienowany, a jego wierząca rodziną będzie wręcz okazywać zadowolenie i sama dorzucać kamienie aby nie narazić się na gniew sąsiadów albo co gorsza boga.

340px-Francois_Dubois_001.jpg

Zastanówmy się teraz czy do czegoś zmusza i czymś grozi ludziom brak wiary? Nie ma Boga więc musisz… więc nie musisz… niczego. Zdjęcie znad głowy nadnaturalnego nadzorcy, z jego systemem kar i nagród powoduje, że nie ma pozamaterialnych powodów do działania. Nadal zaś w mocy pozostają te wszystkie jakie wynikają z życia codziennego – bez boga nadal trzeba chodzić do pracy, aby móc potem bez boga co zjeść. Zarazem z samego nieistnienia nie wynikają nowe nakazy i zakazy. Inaczej mówiąc – ateizm do niczego nie zmusza, człowiek pozostaje taki sam jaki jest, a jak widzimy w historii, czasy i religie zmieniają się, zaś ludzkość pozostaje nadal taka sama.

 

 

Ateizm nie jest zatem „filozofią prowadzącą do zła” bo brak wiary nie jest sam w sobie  powodem dla jakichkolwiek działań. Jeśli oczywiście to miał na myśli pomysłodawca tematu.

 

Zaś o tym skąd się wziął ateizm i dlaczego przez wieki zło było czynione przeciwko niemu, opowiem w kolejnym wpisie.

------
Atheism Is Bad Philosophy
http://www.experienc...ove-God/1883623


  • 5



#3

Zbeeanger.
  • Postów: 504
  • Tematów: 67
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 9
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Witam.

 

To kolejna debata w której biorę udział na tym forum. Dobrze się stało, że mój apel doczekał się szybkiego odzewu, z drugiej strony mam pewien niedosyt, bo liczyłem na inicjację większej ilości debat, oraz na większą aktywność w propozycjach nowych tematów do przedyskutowania. Liczę że nie będzie trzeba specjalnie was zachęcać, do przeprowadzenia kolejnych dysput na pozostałe zagadnienia zaproponowane przez innych użytkowników portalu Paranormalne.

 

Pisząc pierwszą odpowiedź w temacie, nie zamierzałem od razu polemizować z adwersarzami, lecz w tym przypadku widzę że należy się kilka słów wyjaśnień, jako pomysłodawcy tematu z prozaicznej przyczyny - nie zrozumienia pytania lub ewentualnych wątpliwości co do jego sensu, jak potwierdził pierwszy wpis Zaciekawionego.

 

Przytoczę kilka definicji, aby nikt nie miał już wątpliwości o co pytam.

 

Ateizm (z greckiego "a-" prefiks przeczący, "theos" - Bóg), doktryna albo życiowa postawa wyrażająca negację istnienia Boga (lub bóstw), niewiara. W sensie filozoficznym: uznanie Boga za byt urojony, w sensie teologicznym: zerwanie więzi z Bogiem i cofnięcie aktu zaufania wobec Niego, w religioznawstwie i socjologii: zanik praktyk religijnych połączony z desakralizacją życia ludzkiego.

 

Filozofia – jest to zarówno światopogląd, jak i przedstawienie modelu życia, patrzenie konkretnej grupy społecznej. Stanowi ona system poglądów na świat, społeczne myślenie. Daje, pewne uporządkowane, logicznie uzasadnione twierdzenia mające charakter praw.

 

To tyle tytułem wyjaśnień, czym jest zło wyjaśniłem na blogu jak zasugerował mi CacyWitkacy, byśmy mieli jasność o czym dyskutujemy.

 

Czy ateizm jest filozofią zła?

 

Człowieka od zwierzą różni m. in. to, że zadaje pytania. Przede wszystkim te najważniejsze: o sens istnienia świata, o sens własnego życia. I od odpowiedzi na te pytania zależy bardzo wiele, to te odpowiedzi determinują nasz stosunek do świata, Boga, drugiego człowieka, a więc naszą postawę i nasze zachowania.

 

Jedną z odpowiedzi na te najbardziej kluczowe pytania jest ateizm. Ateizm neguje to co nieskończone, niepoznawalne i wieczne. Ta negacja nie pozostawia wyboru. Ateiście nie pozostaje nic innego, jak przyjąć skończoną, ograniczoną wizję świata i swojego człowieczeństwa. To smutne ograniczenie własnej egzystencji powoduje konsekwencje nie tylko w życiu duchowym, ale i w tym fizycznym.

 

W życiu każdego z nas, następuje moment w którym zadajemy sobie pytania. Dlaczego znaleźliśmy się na Ziemi? Dokąd udamy się po śmierci? Czy jest możliwe, że posiadamy duszę pochodzącą z innego wymiaru, która wróci tam po śmierci ciała, czy są to tylko pobożne życzenia, wywołane naszym lękiem?

 

Przyszło nam żyć w świecie przepełnionym naukowymi odkryciami, postępem technologicznym, rozprawami archeologów, teoriami dotyczącymi powstania życia na naszej planecie odwiecznym poszukiwaniem przez naukowców Boskich (tak używają do tego słowa boski) cząstek. W świecie który rozpędzony wraz z nami nie pozwala nam na wyciszenie i kontemplację. W świecie obłędnej konsumpcji, mylnie rozumianej tolerancji przyzwalającej na nienaturalne i destrukcyjne zachowania, świecie moralnego upadku, wojen, kłamstw, oszustw, chciwości złości i gniewu.

 

Urodziłem się w kraju o bogatej historii oraz wielowiekowej tradycji. Tradycje te, po mimo tylu prób ich zniszczenia przetrwały do obecnych czasów. Cena jaką płacili nasi przodkowie, by owe tradycje przetrwały do dzisiejszego dnia jest dokładnie zapisana, więc każdy z nas może się z nią zapoznać. Co sprawiło, że tak wiele osób na przestrzeni wieków, było skłonnych poświęcić dosłownie wszystko by przetrwały one dla dalszych pokoleń? Odpowiedzią na powyższe pytanie wg mnie jest wiara. Wiara w to co słuszne, sprawiedliwe i etyczne. Musimy zdawać sobie sprawę, że nie zawsze na przestrzeni dziejów czyny szły w drodze z ideą wiary i ludzkie błędy przyczyniły się do różnych wypaczeń i przeinaczeń oraz nadużyć nie mających nic wspólnego z poprawnym zrozumieniem myśli chrześcijaństwa.

 

Z racji mojego wyznania, wiary oraz myśli która jej przyświeca, wstępnie opiszę dlaczego ateizm jest filozofią zła.

 

Wolność mojego wyznania, gwarantuje mi konstytucja naszego kraju, która ma nas bronić przed bezprawiem i chaosem mogącym zapanować w przypadku jej braku. Bo czy możemy stwierdzić, że konstytucja nie istnieje? Oczywiście nie, jest widoczna na każdym kroku naszego życia, możemy ją czytać studiować. To w jakim stopniu jest przestrzegana, zależy od nas samych bo to my ją stanowimy i my ją egzekwujemy. Konstytucja daje nam prawo do wolnej woli, wolnego wyznania, swobody wypowiedzi ( przy pełnej odpowiedzialności za wypowiadane słowa) oraz do obrony naszych wartości etycznych i moralnych w przypadku ich naruszenia lub nie przestrzegania. By nie wdawać się w przepychanki słowne o dobrych bądź złych uczynkach Kościoła Katolickiego (ludzi go reprezentujących) na świecie i w naszym kraju, jeśli widzimy tylko złe strony wiary (a raczej uczynki osób podszywających się pod nią) warto też zauważyć jej dobre strony bo one są najważniejszą i jedyną prawdziwą jej częścią. Każdy z nas przychodzi na świat z czystą kartą, to co dzieje się z nami dalej, czyli nasze decyzje, słowa i czyny stanowią odbicie naszego ja na tym świecie i odwzorowaniem kim jesteśmy lub czym się staliśmy.

 

W obecnych czasach, można zaobserwować narastający wśród ludzi (przykładem jest Europa zachodnia) nurt ateistyczny. Definicję ateizmu podałem wcześniej wraz z wyjaśnieniem słowa filozofia.

 

Ateiści twierdzą że Boga nie ma i nigdy go nie było lub jest tylko urojonym przez nas bytem, nie przedstawiając żadnych konkretnych dowodów. Czy okazując taką postawę nie stają po stronie która chce by o nim zapomniano, lub co gorsza neguje jego istnienie? Strona o której mówię to zło. Jak będziemy je rozumieć zależy już od nas samych. Jeśli wierzymy w istnienie Boga czyli miłości, dobra i sprawiedliwości, wierzymy w istnienie zła (całkowitego zaprzeczenia wcześniej wymienionych pojęć). Właśnie to zło spowodowało, że przestali lub nie chcą wierzyć na co pozwala im ich wolna wola, możliwość wyboru. Na nieistnienie Stwórcy podają różne teorie i przypadkowe przypuszczenia, które są dalekie od prawdy.

 

Wielu znanych ludzi, autorytetów w różnych dziedzinach nauki, promuje obecnie filozofię ateistyczną jako racjonalną i będącą jedyną słuszną drogą dla przyszłych pokoleń. Obwiniają wiarę w Boga o wojny, niesprawiedliwość lub prześladowania. W tym przypadku ich pretensjonalne przesłania, dotykają wszystkich wierzeń i wyznań, bo świat duchowy w jakiejkolwiek formie dla nich nie istnieje.

 

Zgodnie z powyższym oświadczają że Boga nie ma, świat powstał przez przypadek, a w życiu liczy się tylko i wyłącznie to, co możemy zbadać, zmierzyć lub policzyć. Ludzi wierzących, będących żywym świadectwem na istnienie i działalność Boga w naszym świecie, przyrównują do dzieci wierzących w bajki, dodatkowo zarzucając im przywidzenia lub urojenia a nawet choroby psychiczne, wraz z wieloma innymi przypadłościami.

 

Zadziwiającym jest to, że część swojej moralności bądź etycznych zachowań, budują na Boskich fundamentach. Przez co popadają w pułapkę dualizmu czym dają przykład swoim zachowaniem. Skoro odrzucają istnienie Boga przyrównując człowieka do zwierząt (tylko w wyniku ewolucji, będących na niższym poziomie rozwoju intelektualnego), dlaczego w konsekwencji nie odrzucają wszystkich jego przykazań? Co sprawia, że część praw ustanowionych przez Boga jest przez nich akceptowana a część odrzucana? Czy taka postawa nie jest drogą na skróty, lub co gorsza prowadzi do upadku moralności i etycznych zachowań międzyludzkich?

 

Faktem jest że wśród ateistów znajdziemy ludzi poświęcających swój czas na pomaganie innym we wszystkich dziedzinach życia potrzebnych do sprawnego funkcjonowania naszego obecnego świata. Czy można mieć do nich pretensje, za ich wybory życiowe dotyczące braku wiary? Nie, bo wolna wola którą zostaliśmy obdarowani, od początku istnienia rozumnego człowieka determinowała jego decyzje, to czy postępował źle bądź dobrze. Będę niesprawiedliwy osądzając tylko i wyłącznie ateistów i ateizm o całe zło tego świata, ale ich postawa i odrzucenie Boga prowadzi do ubóstwiania siebie i stawiania bytu ludzkiego nad Boskim co w konsekwencji prowadzi do duchowej śmierci.

 

Więc w co wierzą ateiści i czy w cokolwiek wierzą? To pytanie można skierować bezpośrednio do nich samych i dostaniemy tyle odpowiedzi ilu ludzi się o to zapytamy a odpowiedzi w większym lub mniejszym stopniu będą podobne do siebie.

 

Musimy jednak pamiętać, że odrzucając wiarę w istnienie Stwórcy, Inteligentnego Konstruktora oraz całą filozofię jaką nam przedstawił, stają się jedną ze stron walki o zwierzchności tego świata, w tym przypadku stają świadomie bądź nieświadomie po stronie zła. Według wielu koncepcji duchowego sensu istnienia naszego świata, można stwierdzić że należy on do najcięższych gdzie przychodzi nam budować naszą duchową energię życiową (duszę), zaś fizyczność jego istoty sprawia że zapominamy o naszym prawdziwym pochodzeniu. Wszechobecna grawitacja trzyma nas na powierzchni tej planety, gdzie poznajemy różnice między dobrem a złem, każdego dnia podejmując różne decyzje dotyczące naszego życia i życia innych osób.

 

Czy odrzucając Boga postępujemy źle? Tak takie postępowanie jest złym wyborem wg nas wierzących. Odrzucając Boga odrzucamy jego plan i to co nas czeka po ukończeniu tej szkoły życia, bez niego czeka nas realna fizyczna a w szczególności duchowa śmierć (czyli całkowity zanik naszej energii duchowej), co poniekąd jest zgodne z tym co twierdzą ateiści, że po śmierci nie ma już nic.

 

Na zakończenie mojego wstępu, przytoczę przykład na dowód mojego stwierdzenia.

 

Belgia kiedyś świecki kraj, obecnie kościoły są przerabiane na bary, dyskoteki i restauracje z powodu braku wiernych. Rząd tego kraju, jako pierwszy na świecie, umożliwił uśmiercanie dzieci (bez względu na wiek) za ich zgodą, bądź ich rodziców lub lekarzy (decyzje lub namowy tych ostatnich są przeważające w tym chorym procederze), w przypadku zaistnienia sprzyjających ku temu warunków. To przynosi nam ateizm, czyli brak Boga i jego całkowite wyparcie z naszego życia. Czy Brukselę opuścił Bóg?... nie to ona go odrzuciła. Bo jakim trzeba być człowiekiem, by zaakceptować tak barbarzyńskie prawo pod przykrywką nowoczesnego oświecenia, oświecenia bez Boga. Ateizm pozwala uśmiercać dzieci, dodatkowo zezwala im podejmować tą decyzję samodzielnie! Czy dziecko jest do końca świadome jak poważną decyzję podejmuje?... bo nie znajdziemy bardziej poważnej decyzji, dotyczących nas samych i naszego życia.

 

Tu zakończę mój pierwszy wpis, pozwoliłem sobie na nie odnoszenie się we wstępie do wypowiedzi przedmówcy, no może po za wyjaśnieniem istoty tematu. W kuluarach słychać głosy o ewentualnym braku polemiki w przypadku tak przeprowadzanej debaty. Czy będą one uzasadnione, będziemy mogli ocenić po jej zakończeniu. Można pokusić się o większą liczbę wpisów i z pewnością w przypadku stwierdzenia, że należy dodać po jednym wpisie, opiekun działu debat jak i sami zainteresowani dojdą do konsensusu w tym szczególnym przypadku, jeśli zaistnieje taka konieczność. Sam temat jest bardzo obszerny i wyrażenie swojego poglądu wraz z polemiką w trzech wpisach jest pewnym wyzwaniem, zarówno dla dyskutantów jak i sędziów. Myślę że wszelkie rozsądne uwagi zgłaszane w komentarzach, będą brane pod uwagę.

 

„Powiadam wam: Każdy, kto mnie wyzna przed ludźmi, tego i Syn Człowieczy wyzna przed Aniołami Bożymi. Kto zaś zaprze się mnie przed ludźmi, tego i Ja się zaprę przed Aniołami Bożymi”

(Łuk. 12-8.9)


  • 2

#4

The Doctor.

    Medicus

  • Postów: 974
  • Tematów: 89
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 10
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Witam wszystkich serdecznie!

Nie ukrywałem i nie będę ukrywał swojego zadowolenia z powodu zestawienia interlokutorów w tej debacie. Niezmiernie przyjemnie będzie mi stanąć u boku Zaciekawionego, który przez ostatnie kilka miesięcy przykuwa mają uwagę w tematach - spokojem, podejściem, wiedzą i poziomem wypowiedzi. Podobnymi uczuciami darzę moich oponentów. Zbeeangera, ponieważ wydaje mi się człowiekiem pewnym swoich poglądów, ale jednocześnie doskonale wie w co wierzy i przyjmuje wszelkie walory i wady swojej wiary. O kpiarz za dużo nie wiem, aczkolwiek, cieszy mnie jej obecność, gdyż nigdy nie miałem okazji zetrzeć się z koleżanką na udeptanej ziemi, a wiele razy chciałem. Witam też serdecznie grono sędziowskie. Jednakże, tutaj nie będę się rozpisywał, aby nie zostać posądzonym o spoufalanie się. Witam także, a właściwie to przede wszystkim CIEBIE, drogi czytelniku tej debaty.
 

Zanim przejdę do właściwego tematu, do miąższu tej soczystej brzoskwini, jeszcze troszkę będę podgryzał skórkę zębami - delikatnie, jakbym obierał ten owoc, oddzielając to co niepotrzebne i niewygodne ( w zęby wchodzi) od złocistej ambrozji którą skrywa, a która tryska słodkim sokiem przy każdy mocniejszym nacisku.
 

Chciałem niezmiernie podziękować +.....  (chciałem podziękować z imienia, ale nie jest pewien, czy na pewno Hania :) pamięć też bywa zawodna ) za lata opieki nad działem, za pilnowanie porządku w trakcie, przed i po debacie, ponaglanie zwlekających z odpowiedzią dyskutantów, zebranie składu sędziów i przypominanie im o ich obowiązkach, kiedy niezbyt się do tego garneli ( jeszcze raz przepraszam, za tych kilka sytuacji!). Miałem pewne obawy co do tego na jakie tory zejdzie ten dział, kiedy cisz poprosiła o zdjęcie rangi. Jednakże, okazałaś się godną następczynią, dzięki której dział nie stracił, a tylko zyskał! Miejmy nadzieję, że Kronikarz również wywiąże się z tego zadania  i -  choć nie nastąpiła uroczysta zmiana warty - dumnie będzie niósł ten sztandar.
 

Proszę mi wybaczyć ten wykwit werbalnej weny, ale nie za bardzo mam gdzie to wyrazić i komu opowiedzieć o tym co przeżywam na skutek debaty. To już naprawdę ostatnia wzmianka, ale no cóż, takie uroki wpisu wstępnego :) Ogromną satysfakcję sprawia mi sam powrót do debat, możliwość ponownego połamania werbalnych kopii, odziani w niemal oniryczne zbroje naszych argumentów, kiedy dumne fantasmagoryczne rumaki napierają na siebie! Pojawia się ten błysk w oku, ta odrobina szaleństwa i małego stresu z powodu wystąpienia! Z drugiej strony jest to dla mnie trochę refleksyjne przeżycie, ponieważ podświadomie obracam głowę w tył i widzę małego buńczucznego aroganta w zbyt długich włosach - zazwyczaj w nieładzie - któremu wydawało się, że pozjadał wszystkie rozumy świata, ponieważ odkrył, iż z Internetu można czerpać też wiedzę oprócz zabawy. Mały gimbus, na którego dzisiaj spogląda starający poradzić sobie z wymaganiami życia nieogolony adept psychologii, który przygotowuje się do własnych badań naukowych, a które rozpocznie od stycznia i który wciąż posiada w sobie ten naiwny płomyczek wiary w to, że wszystkie plany się ziszczą. Czuję się trochę jakbym stał sam obok siebie, albo na ramionach karła, którym byłem. Ale dość tej tkliwej introspekcji!


Panowie wprowadzili do debaty pewną niegrzeczną manierę, mówienia o sobie przed rozpoczęciem wywodu, do pewnego stopnia zilustrowanie własnych poglądów aby pozostać w zgodzie z samym sobą i dać czytelnikowi jasny pogląd na to z czym ma do czynienia. Nie przeczę, iż pozytywnie może to wpłynąć na nasz dyskurs, więc pozwolę sobie również na ubranie mojej szpetnej fizis w słowa. Z wiekiem coraz trudniej jest mi się określić w poglądach, a właściwie to raczej coraz bardziej się rozmywają. Z początku byłem pewny nowej maski, którą przywdziałem. Wpadłem prosto w sidła samouwielbienia z tego powodu, czułem niczym nieskrępowaną dumę z powodu odrzucenia wiary moich rodziców. Wychowałem się w rodzinie w której zawsze ceniono wartość patriotyzmu, ale kwestia religijności była raczej omijana i traktowana bardzo pobieżnie (dopiero jakiś czas temu dowiedziałem się, iż ta obojętność względem religii pojawiła się wraz z wyjściem mojego pradziadka z obozu koncentracyjnego, który zaszczepił ten pogląd swoim dzieciom). Następnie pojawiały się głosy rozsądku, które przemawiały za tym, iż postawa ateusza jest może zbyt otwarta w swojej reprezentacji, zbyt arogancka - zwłaszcza kiedy prezentowana jest na jaskrawym tle wojującego ateizmu Dawkinsa - zacząłem wytracać na prędkości, sprawa ta zajmowała coraz mniej czasu i uwagi. Aż w końcu przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, stała się w zupełności drugo - albo trzecio - rzędna. A z pewnością zbędna w osiąganiu szczęścia! To trochę tak jakby całe życie chodzić w szaliku i pewnego dnia go zgubić, niby nic się nie zmienia, ale jednak lżej na szyi. Kiedy bywam pytany o to bezpośrednio, odpowiadam, że nie wierzę. Aczkolwiek, jest mi zupełnie obojętne czy jakiegoś rodzaju transcendencja istnieje albo czy jej nie ma. Patrzę dzisiaj na Boga, jak na swego rodzaju konstrukt teoretyczny, który ma służyć określonym celom i którego przyjęcie okazuje się w jakiś sposób pomocne dla interakcji między obiektem, a światem zewnętrznym.Także, jeżeli mógłbym o coś prosić to o to, aby nie przypisywać mnie ściśle do jakieś grupy światopoglądowej. Choć pewnie widziany mogę być w ten sposób:

ajpg_exqrsqw.jpg

 

Właściwie trudno ocenić na jaki temat dyskutujemy, bowiem czy ateizm może być zły? Czy chrześcijaństwo może być złe? Nie i nie, to ludzie mogą być źli albo dobrzy. Pojawia się wątpliwość czy w trakcie trwania tej debaty, nie przedefiniujemy jej przypadkowo na unde malum? Bawiąc się w przerzucanie odpowiedzialności za historię czy też czyny innych ludzi, którzy wyznają poglądy zbliżone do poglądów oponenta. Kiedy pierwszy raz przeczytałem wpis Zbeeangera, skojarzyłem jego myślenie automatycznie z Eutyfronem Platona. Dzieło prezentuje rozmowę między Eutyfronem a Sokratesem, którzy zmierzają do Aten - Sokrates udaje się na swój własny proces, zaś Eutyfron pragnie złożyć skargę na własnego ojca, z winy którego życie stracił jeden z niewolników. W trakcie drogi Eutyfron przedstawia swoje zamiary Sokratesowi, argumentując iż owy czyn jest chwalebny i każdy sprawiedliwy mąż powinien postąpić w taki sposób, ponieważ jest to zbożne. Tutaj pojawia się słowo klucz, które uporczywie będzie kąsał Sokrates, starając się pokazać swojemu dyskutantowi błąd logiczny, którego on sam nie dostrzega. Bowiem Sokrates pyta Eutyfrona, co to znaczy, iż owy czyn jest “zbożny”, na co otrzymuje odpowiedź, iż “zbożne jest to, co podoba się bogom”. Jak możemy się domyślić, dla tego aroganckiego filozofa, któremu tyle razy połamano nos, jest to nic innego jak woda na młyn. Sokrates brnie więc dalej w temat i pyta, czy bogowie lubią to co zbożne, dlatego, że jest zbożne, czy jest to zbożne, tylko dlatego, że bogowie to lubią, a bogowie lubią to co zbożne? Ten fragment historii powinien nam wystarczyć dla naszego tematu, ponieważ jak na dłoni widać analogię, coś jest złe, dlatego, że wierzący tego nie lubią, ponieważ jest to złe, czy jest to złe, ponieważ wierzący tego nie lubią? Trochę to ironiczne, nieprawdaż? Coś jest wiezione, ponieważ coś je wiezie, ale coś musi być wiezione, aby można je było wieźć.
 

Historia ateizmu jest długa i zawiła, żeby nie powiedzieć, że dłuższa od wiary. Jednakże, to co w niej razić może najbardziej, to odstępstwo od Khunowskiego modelu definicji. Gdyż ateizm niszczy już istniejącą teorię, aczkolwiek, nie daje w zamian żadnej innej. W środowiskach naukowych jest to najczęściej podnoszony głos sprzeciwu, ponieważ odbiega od matematycznego modelu myślenia, jest samą negacją, do pewnego stopnia pustą w środku.
 

Bardzo często zestawia się ateizm z nihilizmem i po prawdzie nie można powiedzieć, aby było to zestawienie błędne. Jednakże, osobiście wydaje mi się, że ateizm jest bardziej arogancki, zaś nihilizm bardziej melancholijny. Możemy mówić, że wiara wyzwala człowieka od rutyny życia albo nadaje temu życiu bliżej nieokreślony sens, aczkolwiek, czy jest tak w rzeczywistości?
 

Spójrzmy na literaturę XX wieku - oczywiście, że zasadniej byłoby odwołać się do filozofii, wznosić tutaj dumne nazwiska i pokazywać swoją erudycję… pewnie, jednak wydaje mi się, że temat dyskusji jest na tyle pogmatwany by było zasadne gmatwać go jeszcze bardziej zawiłym słownictwem, aby zrobić sobie dobrze - tak więc, tym co sobie cenię w literaturze przez ostatnie 114 lat jest postmodernizm, ten pierwszy, ten najbardziej jaskrawy, najbardziej soczysty, na wpół wymieszany z egzystencjalizmem. Joyce, Camus, Sartre, Proust, Gombrowicz, Witkacy a i później w nieco bardziej zubożałej formie Bukowski czy Houellebecq. Zbierając w jedno myśli owych panów, można postawić smutną konstatację, że świat jest pozbawioną sensu drwiną albo groteskowym teatrem, na deskach którego każe się występować aktorom, którzy nie znają swoich ról i swoich tekstów. Można, ale jest to bardzo płytkie, prostoliniowe i do pewnego stopnia zanurzone w ignorancji, jeżeli w pełnych relatywizmu czasach chcemy powoływać się tylko na jedną stronę monety, jeden koniec kija, jedną stronę twarzy, okładkę książki. Ponieważ to co tkwi w głębi jest sensem istnienia, to stwarzanie siebie, życie dla siebie, ucieczka w inną gębę.

24167.jpg
 

I tak też po trochu jest, kiedy się temu przyjrzymy. Sartre postulował dwa podejścia do życia - etre en soi oraz etre pour soi, czyli życie w sobie i życie dla siebie. Życie w sobie jest stanem mocno izolacyjnym, zaplątanym w kierkegaardowskie pojęcie demonizmu - zamknięcie na otaczający na świat, utworzenie własnej, hermetycznej przestrzeni, która nie może przeplatać się ze światem rzeczywistym - które zamyka istotę na wszelkie relacje interpersonalne. No owym rozróżnieniu Gombrowicz będzie budował swoją filozofię - bo Gombrowicz zaiste filozofem jest, jak i Słowacki wielkim poetą był! - formy. Trzeba przyznać, iż Gombrowicz naprawdę bał się modelu en soi (jest to widoczne w Pornografii), do tego stopnia iż upatrywał w niej rzeczywistej demoniczności i powolnego okaleczania duszy (bez łapania za słówka, sfery psychicznej). Ponieważ człowiek zostawiony sam sobie, wydany jest na pastwę własnej psychiki, z którą się mierzy i przez którą może zostać przytłoczony. Co gorsze, może przywyknąć do jej towarzystwa - towarzystwa pustego - do tego stopnia, iż uzna za niepotrzebne opuszczanie swojej bezpiecznej przestrzeni, swojego psychicznego azylu. Z drugiej strony ciągnie za sobą ryzyko zagubienia się w sobie, wydrążenia własnej powłoki i zagubienie w silnej depresji. Stąd też, nie ma innej ucieczki od gęby, aniżeli inna gęba. Ponieważ relacje z innym człowiekiem dostarczają wszystkiego, co potrzebne do prawidłowego uformowania się, a później funkcjonowania psychiki ludzkiej. Poczucie miłości, ciepła, bliskości i zaufania, ale także możliwość straty, bycia ranionym bądź raniący, wypełniają istnienie pustki powstałej na skutek relatywizacji wartości. Dopiero w oparciu o drugą osobę, można stwarzać siebie, poszukiwać czystej formy i wychodzić poza nałożone odgórnie ramy.
 

Odrzucenie transcendencji czy sensu życia niesie za sobą istotne niebezpieczeństwo, aczkolwiek niebezpieczeństwo, które łatwo zniwelować w posty, ludzki sposób.
 

Stąd też może nietzscheańska koncepcja nadczłowieka, jako istoty zdolnej poradzić sobie w świecie pozbawionym konstruktu boga, jako istoty silnej i lepszej, ponieważ otwartej na drugiego człowieka. Lecz otwartym bardziej za sprawą neuronów lustrzanych, niż za sprawą Pisma.
 

W swoich wpisach chciałbym zaprezentować psychologiczne podejście do sprawy. Czy można wpasowywać wiarę bądź jej brak jako składową osobowości? Jeżeli tak to jakie wywiera wpływy na self? Na skutek jakich procesów społecznych odstępstwo od wiary ulega stygmatyzacji? Co skłania innych do tego, by postrzegać siebie jako lepszych - bo wierzących, albo analogicznie lepszych bo niewierzących? Czy religia miała jakieś znaczenie w ewolucji mózgu? A jeżeli tak to jakie i czy wciąż ma? W swym pierwszym wpisie nie będę atakował, wyciągnięcie najsilniejszych dział teraz sprawiłoby, że zostałbym boso w drugim albo trzecim wpisie. Jak to się mawia na imprezach - niby dobre, ale brak p. Z drugiej strony Zbeeanger samemu - i nie mam pojęcia czy umyślnie - wchodzi w paszczę lwa, sączy krew w klatce, otoczony rekinami. Bądź co bądź zmusza mnie do odpowiedzenia na kilka małych kwiatków w jego wpisie.

 

Wolność mojego wyznania, gwarantuje mi konstytucja naszego kraju, która ma nas bronić przed bezprawiem i chaosem mogącym zapanować w przypadku jej braku.

 

Nie do końca rozumiem to stwierdzenie, a jakiego szkła bym do niego nie przykładał wciąż wydaje mi się enigmatyczne. Ponieważ bardziej spodziewałem się użycia Konstytucji RP po drugiej stronie barykady, to znaczy argumentując, iż jej prawa "pozwalają na współwystępowanie różnych systemów wierzeń", zamiast tego, że chronią nas przed bałwochwalczą hołotą, która występuje w opozycji do religii narodowej czy też religii pierwszego nurtu. Z drugiej strony budzi to we mnie wątpliwość twojej, może nie wiary, ale zaufania pokładanego w ludziach, gdyż robi z nich maszyny, które jedynie prawo albo odgórny przymus zmusza do przestrzegania praw. A czy człowiek nie jest czasami z natury dobry, stworzony na podobieństwo?
 


W obecnych czasach, można zaobserwować narastający wśród ludzi (przykładem jest Europa zachodnia) nurt ateistyczny.

 

Tylko częściowo, a nawet ostatnimi czasy traci na sile. Ten wielki ateistyczny boom, który miał miejsce 3-4 lata temu wytworzył tak silne sprężenie zwrotne, że wymusił silną kontrewolucję, nie tylko w Kościele, ale i u samych wierzących.  A także do pewnego stopnia się przejadł i zniechęcił, sprawiając, że dzisiaj mamy do czynienia z bardzo analogiczną modą, aczkolwiek, zogniskowaną na drugim końcu i o wiele bardziej popularne stało się bycie prawicowym i przykładnym katolikiem. 
 

Ateiści twierdzą że Boga nie ma i nigdy go nie było lub jest tylko urojonym przez nas bytem, nie przedstawiając żadnych konkretnych dowodów. Czy okazując taką postawę nie stają po stronie która chce by o nim zapomniano, lub co gorsza neguje jego istnienie?

 


Czy na pewno w ten sposób chciałeś sformułować to pytanie? Proszę nie uciekajmy się do tautologii w tym temacie, oraz zostawmy topór niezgody zakopany pod ziemią, zamiast wskazywać na brak "dowodów negujących istnienie bogów". Z prostych przyczyn. Raz, że zmusza nas to do pobrudzenia się błotem, a jeżeli nie zmusza, to przynajmniej zostawia taką możliwość. A nie chcielibyśmy być chyba grupą po środku:

c341e16ec9de0.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

Z drugiej strony natomiast, wpycha nas - oponentów - w śmieszną tautologię, co mnie smuci, ponieważ kazałoby nam spierać się o to, czy można negować coś, co nie zostało udowodnione. 

 

 

Zadziwiającym jest to, że część swojej moralności bądź etycznych zachowań, budują na Boskich fundamentach. Przez co popadają w pułapkę dualizmu czym dają przykład swoim zachowaniem. Skoro odrzucają istnienie Boga przyrównując człowieka do zwierząt (tylko w wyniku ewolucji, będących na niższym poziomie rozwoju intelektualnego), dlaczego w konsekwencji nie odrzucają wszystkich jego przykazań? Co sprawia, że część praw ustanowionych przez Boga jest przez nich akceptowana a część odrzucana? Czy taka postawa nie jest drogą na skróty, lub co gorsza prowadzi do upadku moralności i etycznych zachowań międzyludzkich?

Orangutan-1.jpg
 

Catch'u! Wręcz nie mogę uwierzyć w siłę faux pas, które popełniłeś! Posługując się terminem "boskich fundamentów" i wpisując moralność w zalety wiary. Moralność nigdy nie była zakorzeniona w wierze, została przez nią jedynie bezczelnie zagarnięta. Dzięki napiętnowanym przez Ciebie zdobyczom technologicznym możemy dzisiaj przy pomocy rezonansu magnetycznego czy też bardziej zaawansowanego fMRI prześledzić procesy funkcjonowania, jak i budowę mózgu wczesnych hominidów i zestawić ją z naszą. Po tym jak w latach 90-tych ubiegłego wieku udało nam się wpleść (głównie za sprawą fMRI) emocje w lokalizację korową, dane nam jest stwierdzić czy ośrodki uczuć były na tyle rozwinięte u wczesnych hominidów. A odpowiedź jest pozytywna. Tak też dochodzimy do konstatacji (to ważne słowo, ponieważ mówimy o czymś pewnym, nie jedynie o teorii czy konstrukcie teoretycznym, jak w przypadku neuronów lustrzanych, których działanie wciąż nie zostało w pełni potwierdzone), iż wczesne hominidy miały równie silnie rozwinięte ośrodki emocjonalne co i my ( przy badaniu budowy mózgu na podstawie czaszek, datowanych metodą c14 na starsze, niż pierwsze przejawy kultu ognia czy słońca), co za tym idzie posiadały rozróżnienie na czyny "dobre" i "złe". W ten sposób biologia oraz psychologia ewolucyjna wpisują w swoje podręczniki akademickie stwierdzenie, iż "religia powstała w procesie racjonalizacji moralności". Innymi słowy ludzie potrzebowali religii aby zrozumieć dlaczego zachowują się dobrze, a dlaczego źle. Oraz idąc za zasadą "ulokowania potencjału" bycie dobrym musiało się po prostu w jakiś sposób opłacać. Będąc zawistnym, możesz oczywiście wgłębić się w psychologię emocji i powiedzieć mi, że "emocje są jedynie konstruktami teoretycznymi, których istnienie postulujemy, ponieważ odczuwamy pewne objawy pewnych procesów u siebie, na podstawie czego widzimy je także u innych". Why not? :D Ale co gdybym powiedział, iż "moralność" jest pojęciem, który wykracza poza ramy ludzkie, a można je przypisać każdej istocie żywej? Innymi słowy, że każda istota żywa jest zdolna odczuwać emocje, pragnienia i przywiązanie, oraz że żadna istota - poza człowiekiem, stąd to podobieństwo do Stwórcy? - nie jest w stanie skrzywdzić innej, Nie mówimy tutaj o przetrwaniu czy okresie godowym, ale o tym, że żadna istota żywa sama z siebie NIE CHCE zadać bólu innej. W zgodzie z konwencjami etyki nauki eksperymenty psychologiczne przeprowadza się już nie na szympansach, ale na małpkach rezusach, ponieważ szympansy i delfiny bodajże posiadają zbyt rozwinięte mózgi i ośrodki emocjonalne, co mogłoby trwale wpłynąć na funkcjonowanie ich psychiki, przez uznane zostało za nieludzkie. Czy ujmie czyjejś godności jeżeli powiem, że eksperymenty nad mechanizmami społecznymi i uczenia się ludzkiego mózgu, przeprowadza się na małpach, szczurach, kotach, myszach i... komarach :) Przykładanych per analogiem do człowieka. Na ten przykład, te małe ohydztwa w pancerzykach, zwane karakanami popadają w depresję kiedy przez dłuższy czas nie widzą innych karakanów, albo dopuszczają się ostracyzmu czy kar fizycznych w momencie kiedy jeden karaluch atakuje drugiego zupełnie bez powodu. Czy myślisz, iż owe zachowanie może być spowodowane jakimś kodeksem, danym karaluchom przez ich karakańskiego boga? Ponieważ je zostałbym raczej po stronie nauki i powiedział, iż pojęcie "moralności" jest przypisane istotą żywym i prawdopodobnie - choć jeszcze tego nie stwierdzono, aczkolwiek uniwersytety Humboldta i Stanforda prowadzą badania z dzieciny neuropsychiatrii i neuroanatomii, które dobrze rokują na przyszłość z tego co czytam w raportach przy pomocy EBSCO - znajduje swoje odzwierciedlenie w budowie mózgu albo konkretnym ośrodku mózgu. Stwierdzenie, iż to religia wykreowała moralność, jest dzisiaj tak samo kontrowersyjne, że oceany spadają w przepaść z krawędzi Ziemi.
 

​ Rząd tego kraju, jako pierwszy na świecie, umożliwił uśmiercanie dzieci (bez względu na wiek) za ich zgodą, bądź ich rodziców lub lekarzy (decyzje lub namowy tych ostatnich są przeważające w tym chorym procederze), w przypadku zaistnienia sprzyjających ku temu warunków. To przynosi nam ateizm,

 

To przynosi nam humanizm, który nie podporządkowuje człowieka ideologii albo egoistycznym roszczeniom osób zdrowych, aby wypowiadać się w imieniu chorych. Eutanazja nie jest fundamentem światopoglądu religijnego, została jedynie mu podporządkowana za sprawą medialnego szumu. Pragnę przypomnieć, iż w średniowiecznej Europie - tej najsilniejszej ideowo zdaniem wielu wierzących - kalekie dzieci były "oddawane" morzu albo górom. Osoby chore psychicznie wysyłano na tak zwanych statkach idiotów w głąb morza, gdzie statki zatapiano, ponieważ uznawano ich za złorzeczących Bogu. Odbyłem 4 miesięczny staż z "treningów interpersonalnych" na onkologii dziecięcej i 2 miesięczny w klinice paliatywnej, nie wypowiadałbym się tak ochoczo na temat tego, czego CHCE chory, a co mu jest NARZUCANE. 

Kończąc chciałbym jeszcze szepnąć słowo do Kronikarza, debatujący zawsze przekraczali limity czasowe i przekraczać je będą. Problemem nie jest to, że jeden z użytkowników poprosi o pięć dni więcej, ponieważ wyjeżdża do rodziny na święta. Problem pojawia się kiedy użytkownik nie zamieszcza wpisu i nie ma z nim żadnego kontaktu. Chcesz traktować debatę poważnie, tak też jest traktowana. Dlatego wolę oddać wpis kilka dni później, niż spisywać ostatnie rzeczy w nocy - kiedy mam wizję tego, że będę kierowcą jadącym w nocy przez 4 - 5 godziny, zupełnie bez przymknięcia oka wcześniej. Poza tym kiedyś istniała możliwość, aby uczestnik debaty miał możliwość wydłużenia jednego wpisu, jeżeli poinformuje o tym wcześniej. Debata jest przede wszystkim zabawą, dla debatujących, więc nie zakuwajmy piszących w kajdany. Jeżeli sędziowie uznają to za stosowne odejmą mi punkty za styl, z powodu przedłużenia debaty - ale leży to już tylko i wyłącznie w ich kwestii. Napisałeś też, że było to z mojej strony śmieszne, kiedy wpis był praktycznie gotowy. Mam taką manierę, której wyuczyłem się w debatach oksfordzkich na uniwersytecie, że niezapisane myśli, często uciekają, a wracają zbyt późno. Tak więc pisząc pierwszy wpis, mam już kilka akapitów drugiego. Co zabierało mi trochę więcej czasu :D 

W każdym bądź razie dziękuję za udzielenie mi głosu! Ze zniecierpliwieniem oczekuję, aż znów dostanę szansę się wypowiedzieć! A będzie ostrzej, dobitniej, ciekawiej i konkretniej!


 


  • 0



#5

kpiarz.
  • Postów: 1986
  • Tematów: 388
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Witam czytelników debaty : Ateizm jako filozofia zła.

 

Korzystając z niniejszego forum w PARANORMALNE, ośmielam się zabrać głos w sprawie ateizmu jako filozofii zła, którą w moim przekonaniu, podobnie jak to już sprecyzował Zbeeanger, jest niczym innym jak tylko rozważaniem pochodzenia zła.

Jak powszechnie wiadomo, psychika człowieka składa się z dwóch elementów : charakteru i osobowości.

Charakter uważa się za dziedziczny i praktycznie ja w pełni akceptuję ten pogląd. Człowiek dziedziczy go na ogół po swoich rodzicach, niekiedy dalszych przodkach. Składa się on z kilku podstawowych instynktów, zestawionych i powiązanych z sobą według różnych schematów. Ma on na ogół decydujący wpływ na współżycie z ludźmi swojego środowiska i osobistą działalność. Ale nawet  najsilniej zakotwiczony w psychice człowieka charakter  podlega wahaniom, na ogół krótkotrwałym i niezbyt odległym od jego utrwalonej linii. Np., człowiek o charakterze przestępczym, w ciągu nawet długiego życia może nie popełnić ani jednego poważnego wykroczenia przeciw ogólnie przyjętym zasadom etyczno-moralnym, przede wszystkim ze względu na brak sprzyjającym ku temu okoliczności, albo i nawet tylko lęku przed konsekwencjami takiego działania.

 

Świadomość kształtuje i zmienia człowiek w ciągu całego życia. Jest ona produktem wychowania i wykształcenia. Profiluje ją otoczenie oraz warunki życiowe.

Na kształt świadomości zarówno pojedynczego człowieka jak i całych społeczeństw ma religia. Najlepszym przykładem tego jest społeczeństwo polskie.

Religie różnią się między sobą stosunkiem do Boga /lub do Bogów /, co pozwala zakwalifikować ateizm również jako religię negującą Boga / lub Bogów /. Szczytowym i prawdopodobnie końcowym etapem rozwoju ateizmu jest komunizm, okrutna religia, która popchnęła ludzkość do nieludzkich zbrodni.

Moim zdaniem, konsekwencją zastąpienia Boga ludźmi, wybranymi ,w takich czy innych wyborach, jak wynika z doświadczenia, które zawsze, wcześniej czy później, stają się mało zabawną farsą, powodującą rozkład etyczno-moralny społeczeństwa.

Z doświadczenia wiadomo, że przytłaczająca  większość ludzi, może żyć zgodnie z prawem, gdy tylko niezłomnie wierzy, że złe uczynki będą karane, a zasługi nagradzane. Takie przekonanie gruntuje w ludzkiej świadomości wiara w  życie pozagrobowe, które ateizm zdecydowanie neguje.

Pogląd ten jest uzasadniony ułomnością  ludzkiego wymiaru sprawiedliwości. Ułomność ta jest konsekwencją ograniczenia ludzkiej świadomości oraz efektem rażących różnic w poziomie etyki i moralności ludzi upoważnionych do ferowania wyroków. Zjawisko to występuje we wszystkich społeczeństwach, w różnej skali i w każdej epoce.

Wszystkie, prawie bez wyjątku, religie bazują na przekonaniu o istnieniu życia pozagrobowego, które zawsze daje możliwość sprawiedliwej oceny działania człowieka i wymierzenia nagrody lub kary.

Wyżej przytoczone rozważania pozwalają mi ateizm uznawać za filozofię zła.


  • -1



#6

Zaciekawiony.
  • Postów: 7669
  • Tematów: 80
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Jak to miło rozpoczynać drugą turę wpisów. Z grubsza poznałem poglądy pozostałych uczestników, co pozwala mi lepiej poprowadzić wątek.
W tym wpisie opowiem krótko o przeszłości ateizmu i przyczynach, dla których był zwalczany, następnie wykorzystam kilka chwytów erystycznych aby wykazać że oceny postaw niewierzących nie można przeprowadzać tylko ze stanowisk religijnych, aby wreszcie na koniec odnieść się do wpisów poprzedników.

 

Słowo Ateista wywodzi się ze starożytnej greki, lecz dawne ἄθεος miało nieco inne znaczenie niż dziś - znaczyło mniej więcej tyle co dzisiejszy "bezbożnik" a zatem było negatywnym określeniem człowieka, który nie zważa na boskie nakazy, a więc niemoralnego. W zasadzie określano tym słowem tych, którzy odrzucali lokalnych, uznanych państwowo bogów, było więc bliższe słowu "poganin". W czasach pierwszych chrześcijan "atheos" nazywali rzymianie chrześcijan a chrześcijanie rzymian.
A jednak to wtedy w tych dawnych czasach zaczęli się pojawiać pierwsi niewierzący.
Początkowo postrzegano tak filozofów, którzy poszukiwali naturalnych wyjaśnień dla pospolitych zdarzeń, nie odwołując się do bóstw i duchów. Tworzący w IV wieku p.n.e. komediopisarz Arystofanes w swej wciąż dobrej sztuce Chmury, zakpił sobie z najsłynniejszego w tym czasie filozofa Sokratesa, ukazując go jako myśliciela oderwanego od rzeczywistości, wymyślającego metody dyskusji zdolne przeprowadzić największe szalbierstwo, a nade wszystko odrzucający bogów. Zarazem miał filozof w tej sztuce wprowadzać zamiast bogów inną silę, mianowicie Wir, poruszający planetami. I chyba było coś na rzeczy, skoro filozofowie nie tyle odrzucali istnienie nadmaterialnych sił sprawczych, co raczej ich uczłowieczone, umaternialnione wizerunki. Ksenofanes nie tylko zauważał, że ludy wyobrażają sobie bogów o takim wyglądzie, jak przeciętny obywatel, ale nawet posunął się do stwierdzenia, ze gdyby woły i konie posiadały ręce, to czyniąc swym bogom posągi, lepiły by bogów w kształcie konia i wołu.
Demokryt tworząc swą teorię atomistyczną wprawdzie uznawał, że wszystko co zachodzi jest wynikiem przemian naturalnych, to jest łączenia się atomów w skupiska i ich późniejszy rozpad, lecz zarazem powstawaniem i rozpadem kierowała zasada Konieczności, a każdemu człowiekowi odpowiadała niezniszczalna dusza. Dlatego za pierwszego ateistę uważa się Diagorasa z Melos, który za publiczne stwierdzenie że bogów nie ma i nie było, a zamiast czcić święte figury równie dobrze można by się modlić do gotowanej rzepy, został wygnany z Aten.

 

W tym czasie prawo Ateńskie dosyć surowo odnosiło się do kwestii religijnych. W mocy była ustawa skazująca na śmierć lub wygnanie za odrzucanie państwowych bogów lub wykładanie o zjawiskach naturalnych. Pierwszym skazanym był Anaksagoras, a postawą był jego wykład o tym, że Słońce to nie jaśniejący Helios a tylko żarząca się skała większa od Peloponezu, zaś księżyc to nie srebrzyste oblicze Selene tylko zwykła szara ziemia. Po jego procesie i wygnaniu o obrazę religijności oskarżono jeszcze rzeźbiarza Fidiasza, za umieszczenie w grupie postaci płaskorzeźb swojej i Peryklesa. Nie lepiej było z Protagorasem, którego łagodne i w istocie agnostyczne stwierdzenie, że nie można powiedzieć czy Bogowie istnieją czy nie, było powodem wygania i spalenia dzieł. Oskarżenie o bezbożność było też głównym punktem w procesie Sokratesa, skazanego na śmierć przez otrucie cykutą.
Dlaczego jednak twierdzenie że bogów nie ma było tak wielką zbrodnią? Religia w tym czasie nie była oddzielona od polityki i życia codziennego, stanowiła jego isotną część, wplatając się w politykę. Boskie prawa zyskiwał aktualnie rządzący, ziemskie urzędy zostały wedle mitów ustanowione przez bogów. W późniejszym czasie za bezbożność oskarżono Arystotelesa, za to iż nie chciał oddać czci swemu uczniowi, Aleksandrowi Wielkiemu, którego jako rządzącego uznawano za istotę boską.
Pozwala to wyrazić przypuszczenie, iż niebezpieczeństwo ateizmu tkwiło w podważaniu ustalonych od wieków zasad, porządku utrwalonego wiarą.
Innym powodem mogła być obawa przed karą boską spadającą na miasto lub naród z którego wywodzi się nie wierzący. Gdy w 1689 roku biskup Załuski palił na stosie ateistę Łyszczyńskiego, spalenie bezbożnika wraz z dziełem miało w jego rozumieniu przebłagać Boga, którego najwyraźniej miał fakt jego istnienia rozgniewać. . Lecz może na dodatek dokładała się tu obawa o niszczenie tradycji, wiązanej z wyznaniem.
Główną przyczyną wydaje się jednak to, iż religie nieodmiennie uznają niewierzących za złych i grzesznych, oraz czują się w prawie aby ich karać, jeśli tylko mają taką możliwość.

 

Jednak czy o religijnym stanowisku można mówić, że jest właściwym do oceny niewierzących? Wszakże stanowisko to polega w istocie na wierze, że należenie do wspólnoty wiernych jest dobrem najwyższym i nieraz jedynym możliwym. Kto nie z nami ten przeciw. W takiej sytuacji trudno aby ocena była bezstronna, bowiem aby być w zgodzie ze swym wyznaniem, wierzący musi być właśnie nieobiektywny i stronniczy. Próba oceny obiektywnej prowadzi do wniosku, że oceny ze stanowiska religijnego nie mają właściwie żadnego oparcia. Niewierzący są źli, bo nie-wierzą w to co my, a nasza wiara jest dobrem, jest na pewno bo my tak wierzymy. Wierzymy tak bo to element wiary, wysnuty ze świętej, nieomylnej księgi, która na pewno jest święta i nieomylna bo my w to wierzymy, a wierzymy bo w tej księdze to napisano. A skoro w księdze napisano że jest święta i nieomylna, to ponieważ księga jest święta i nieomylna, to musi to być prawda.
Wiara jest podstawą dla wiary, niczego więcej nie trzeba, nawet styczności z rzeczywistością.

 

Aby dać odpór kolejnemu argumentowi – z boskich praw moralnych, odniosę się do wypowiedzi Zeebangera.

„Zadziwiającym jest to, że część swojej moralności bądź etycznych zachowań, budują na Boskich fundamentach. Przez co popadają w pułapkę dualizmu czym dają przykład swoim zachowaniem. Skoro odrzucają istnienie Boga przyrównując człowieka do zwierząt (tylko w wyniku ewolucji, będących na niższym poziomie rozwoju intelektualnego), dlaczego w konsekwencji nie odrzucają wszystkich jego przykazań? Co sprawia, że część praw ustanowionych przez Boga jest przez nich akceptowana a część odrzucana? Czy taka postawa nie jest drogą na skróty, lub co gorsza prowadzi do upadku moralności i etycznych zachowań międzyludzkich?”

 

Ten sposób religijnej argumentacji także wywodzi się z wiary – wierzący uważają, że prawa moralne zostały stworzone przez ich Boga, na pewno tak było bo tak opisywała to święta, nieomylna księga. Związek Boga z nakazami typu „nie zabijaj” jest pojmowany jako tak silny, że odrzucający Boga powinni automatycznie nie tylko odrzucać te zakazy, ale wręcz symetrycznie zacząć koniecznie czynić to czego bóg zakazał. Takie rozumowanie prowadzi ich do wniosku, że bezbożnik to człowiek amoralny, Niedawna kampania "Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę" miała odnosić się właśnie do tego przekonania.

Rzecz jednak w tym, że najprawdopodobniej było odwrotnie - nakazy moralne istniały w kulturach zanim spisano którąkolwiek ze świętych ksiąg, a znalazły się w tych księgach nie przez boskie natchnienie a jedynie dla religijnego uzasadnienia. Wobec tego nie jest potrzebny Allach czy Jahwe, aby istniały prawa moralne. Wobec tego odrzucający boga z jego śmiesznymi nakazami noszenia ubrania z frędzelkami, nie schylania się w sobotę czy obcinania ręki za różne uchybienia, nie jest zmuszony odrzucać przed-religijnych praw moralnych, które są od istnienia któregokolwiek z setek bogów niezależne.

 

Wszystkie pozostałe argumenty Zeebangera sprowadzają się w istocie do wiary i dogmatu, natomiast kwestię demagogii w powoływaniu się na możliwość skrócenia cierpienia śmiertelnie i nieuleczalnie chorym dzieciom w Belgii, już omówiono w komentarzach do debaty, więc nie ma potrzeby się nad tym rozwodzić.

 

Co do wpisu Kpiarz - komunizm nie był szczytowym osiągnięciem ateizmu, lecz raczej jego upadkiem, bo wówczas jego niepolityczna idea została wplątana w politykę.


Użytkownik Zaciekawiony edytował ten post 09.05.2014 - 10:31

  • 3



#7

Zbeeanger.
  • Postów: 504
  • Tematów: 67
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 9
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Witam.

 

Moi szanowni adwersarze w swojej argumentacji przedstawiają swój punkt widzenia i chwała im za to że są dobrymi… ateistami, jeśli można nazwać ateizm dobrem. W swoich wypowiedziach negują przekaz ewangeliczny za pomocą różnych zestawów kontrargumentów, które opierają się na takiej samej wierze, a być może na jeszcze większej niż wiara chrześcijańska –

 

Zaciekawiony: „ na pewno tak było bo tak opisywała to święta, nieomylna księga ”. 

 

Starają się ten przekaz ośmieszyć i naukowo wytłumaczyć jego powstanie –

 

Zaciekawiony: „Wierzymy tak bo to element wiary, wysnuty ze świętej, nieomylnej księgi, która na pewno jest święta i nieomylna bo my w to wierzymy, a wierzymy bo w tej księdze to napisano. A skoro w księdze napisano że jest święta i nieomylna, to ponieważ księga jest święta i nieomylna, to musi to być prawda.”

 

 Cacywitkacy: „W ten sposób biologia oraz psychologia ewolucyjna wpisują w swoje podręczniki akademickie stwierdzenie, iż "religia powstała w procesie racjonalizacji moralności". Innymi słowy ludzie potrzebowali religii aby zrozumieć dlaczego zachowują się dobrze, a dlaczego źle.”

 

Jak widzimy ateiści twierdzą, że relacje ewangeliczne zostały zmyślone, sfałszowane albo zniekształcone. Czy mają na to jakieś dowody? Oczywiście że nie, sam ten zarzut opiera się tylko na wierze. W ten sposób starając się obalać argumentację chrześcijańską, używają epistemologii materialistycznej którą wykorzystują w zakresie swego poglądu.

 

CacyWitkacy: „Ale co gdybym powiedział, iż "moralność" jest pojęciem, który wykracza poza ramy ludzkie, a można je przypisać każdej istocie żywej?”

 

Gdy przeczytałem ten fragment Twojej wypowiedzi, zastanowiłem się nad ideą która jej przyświecała – raju na ziemi (tak było na początku, przed poznaniem różnicy między dobrem a złem).

 

CacyWitkacy: „(…)aczkolwiek uniwersytety Humboldta i Stanforda prowadzą badania z dzieciny neuropsychiatrii i neuroanatomii, które dobrze rokują na przyszłość z tego co czytam w raportach przy pomocy EBSCO - znajduje swoje odzwierciedlenie w budowie mózgu albo konkretnym ośrodku mózgu”

 

To ostatni krzyk mody wśród ateistów, po biologii i fizyce - ‘neuroscience’. Degradując z pozycją stuprocentowej gwarancji, osobliwość umysłu ludzkiego do procesów chemicznych i elektrycznych wyładowań zachodzących w mózgu, ewidentnie po raz kolejny próbuje się dowieść, że człowiek jest tylko wysoce rozwiniętym zwierzęciem, a co najistotniejsze i potencjalnie najbardziej miażdżące dla religii (przynajmniej chrześcijańskiej) – wyrzuca się w ten sposób wolną wolę człowieka. Wolność woli która ustala, że w każdej dowolnej dla nas chwili możemy podjąć decyzję inną niż wcześniej zakładaliśmy, dotyczy to zarówno dobrych decyzji jak i złych. Skoro odrzucamy wolną wolę człowieka (co poniekąd czynią ateiści podważający zasadność religii i światopoglądu teistycznego) i przyjmujemy stanowisko deterministyczne, nasze wybory oraz nasze działania nie są tak naprawdę naszymi, gdyż są wyłącznie sumą wyładowań i reakcji chemicznych zachodzących w mózgu. Jest to logiczna konsekwencja redukcji człowieka do wymiaru tylko materialnego, ponieważ składa się on tylko z atomów a działa na zasadzie przyczynowo-skutkowej, a więc zdeterminowanego ciągu. W tym wypadku autorytet nauk ścisłych, jako dostarczający nam dobrze ugruntowanej wiedzy o działaniu wszechświata zostaje w tym miejscu podkopany, wyniki eksperymentów nie są prawdziwe ani fałszywe, stają się wynikiem pracy naszego mózgu a zostały one zdeterminowane już dawno temu. To błąd który popełniają determiniści, optujący w ten sposób zniszczyć religię i nadprzyrodzoną istotę natury ludzkiej.

 

CacyWitkacy: „Stwierdzenie, iż to religia wykreowała moralność, jest dzisiaj tak samo kontrowersyjne, że oceany spadają w przepaść z krawędzi Ziemi.”

 

To co napisałeś jest problematyczne i budzi kontrowersje, a wcześniejsze zdanie, "moralność nigdy nie była zakorzeniona w wierze, została przez nią jedynie zagarniętą) jest delikatnie mówiąc bardzo dyskusyjne. Schelling (częściowo jego filozofię przedstawię dalej) refleksyjnie twierdzi że na poziomie człowieka powstaje problem zła, które jest konieczne aby człowiek miał możliwość wolnego wyboru, może on dążyć do dobra, do przeniesienia swoich barier i włączenia się do uniwersalnej woli boskiej, ale ma też możliwość do samowoli, czyli pragnienia własnej odrębności od całości i ustawienia siebie w centrum. W tej sytuacji człowiek próbuje postawić siebie na miejscu Boga.

 

Zaciekawiony: „A jednak to wtedy w tych dawnych czasach zaczęli się pojawiać pierwsi niewierzący. Początkowo postrzegano tak filozofów, którzy poszukiwali naturalnych wyjaśnień dla pospolitych zdarzeń, nie odwołując się do bóstw i duchów.”

 

Jak dobrze wiesz w starożytności nie było podziału pomiędzy filozofią i nauką. Sam Arystoteles nie widział istotnej różnicy pomiędzy rozważaniami na temat państwa a botaniką. Filozofia podejmowała od początku swojego istnienia zagadnienia dotyczące człowieka które nadają sens ludzkiemu życiu. Początki filozofii należy szukać w opozycji do błędnego ówcześnie myślenia religijnego i wątpliwości (uzasadnionych) do uznawanych wierzeń.

 

Zaciekawiony: „Dlatego za pierwszego ateistę uważa się Diagorasa z Melos, który za publiczne stwierdzenie że bogów nie ma i nie było, a zamiast czcić święte figury równie dobrze można by się modlić do gotowanej rzepy, został wygnany z Aten.”

 

Koncepcja wielu bożków, nie przypadła mu do gustu a wygnanie było łagodną karą. Inaczej traktowano pierwszych chrześcijan, którzy za samą wiarę w jednego Boga ponosili różne kary, które nie sposób porównać do wygnania.  

 

Zaciekawiony: „Gdy w 1689 roku biskup Załuski palił na stosie ateistę Łyszczyńskiego, spalenie bezbożnika wraz z dziełem miało w jego rozumieniu przebłagać Boga, którego najwyraźniej miał fakt jego istnienia rozgniewać.”

 

Przykład godny uwagi, pewnie jeden z wielu potwierdzający, że to nie wiara i Bóg jest zły a człowiek który teoretycznie, mając powołanie nie potrafił dobrze zinterpretować i zrozumieć piątego przykazania jak i wielu innych istotnych kwestii dotyczących nauki człowieczeństwa którą ogłosił Jezus. Został on do tego predestynowany, by dać świadectwo i przykład jak należy postępować a jak nie.

 

 Zaciekawiony: „Jednak czy o religijnym stanowisku można mówić, że jest właściwym do oceny niewierzących? Wszakże stanowisko to polega w istocie na wierze, że należenie do wspólnoty wiernych jest dobrem najwyższym i nieraz jedynym możliwym. Kto nie z nami ten przeciw.”

 

Gdyby było tak jak piszesz, nasza debata nie zaistniałaby na tym forum. W końcu dyskutujemy przedstawiając swój punkt widzenia na dany problem lub zagadnienie. Osoby które czytają nasze wpisy w większym jak i mniejszym stopniu zgadzają się z nimi lub je porównywalnie negują.

 

Zaciekawiony: „W takiej sytuacji trudno aby ocena była bezstronna, bowiem aby być w zgodzie ze swym wyznaniem, wierzący musi być właśnie nieobiektywny i stronniczy.”

 

Zgadzam się z Tobą, nie można być wiecznie letnim czyli zawieszonym na rozstajach, w życiu należy dokonywać wyborów i brać za nie całkowitą odpowiedzialność. Od oceny w tym przypadku będą sędziowie tej debaty (którzy również nie są tak do końca bezstronni, mają swoje przekonania i generalnie na ich podstawie będą wystawiać swoje oceny).

 

Zaciekawiony: „Próba oceny obiektywnej prowadzi do wniosku, że oceny ze stanowiska religijnego nie mają właściwie żadnego oparcia.”

 

Mają takie samo oparcie, jak te pochodzące ze stanowiska ateistycznego, wiara i przekonanie w to, że to co mówię jest słuszne na podstawie naszych a nie innych przeświadczeń, wyznań czy stanowisk. W innym przypadku przestajemy być sobą, co w konsekwencji doprowadza do zaburzeń naszego prawdziwego ja. 

 

Zaciekawiony: „Niewierzący są źli, bo nie-wierzą w to co my, a nasza wiara jest dobrem, jest na pewno bo my tak wierzymy.”

 

Inaczej należy pojmować złego człowieka, a inaczej jego złe postępowanie które nie jest naszym całkowitym odzwierciedleniem (w tym przypadku brak wiary lub jej negacja, co jest dla mnie niewątpliwym faktem ze względu na moje przeświadczenia). Ponieważ dusze nie zostały stworzone jako doskonałe, ich natura może ulec zanieczyszczeniu podczas rozwoju na Ziemi, żadna dusza nie jest z natury zła, chociaż w ludzkim życiu może zyskać sobie taką opinię. Ewolucja duszy polega na przejściu od niedoskonałości do stanu doskonałości, co ma miejsce poprzez wypełnianie różnych życiowych misji. Więc uściślając niewierzący nie są źli, ich wybór braku jakiejkolwiek duchowości wg. mnie jest zły, ponieważ dusze są odpowiedzialne za swoje działanie w ciałach, w których przebywają.

 

Zaciekawiony: „Wiara jest podstawą dla wiary, niczego więcej nie trzeba, nawet styczności z rzeczywistością.”

 

Wiara jest jak najbardziej związana z otaczającą nas rzeczywistością, a nasze rzeczywiste działania oraz decyzje zarówno te dobre i złe, są dokonywane w realnym świecie i ma to istotne odbicie w naszym rozwoju duchowym lub jego braku.

 

Zaciekawiony: „Wobec tego nie jest potrzebny Allach czy Jahwe, aby istniały prawa moralne.”

 

Teraz już nie, jest bo to co miał oznajmić oznajmił, prawa moralne które zostały objawione przez Boga zaczynając od Noego na przekazie Jezusa kończąc (nie będę się odnosił do innych wierzeń ze względów oczywistych), były konieczne ponieważ człowiek postępował nieprawidłowo co umożliwiła mu wolna wola.

 

 

 

CacyWitkacy, odniosę się do tej części wpisu która zaczyna się słowami – „Panowie wprowadzili do debaty pewną niegrzeczną manierę” a kończy na pytaniu – „nie przedefiniujemy jej przypadkowo na unde malum?”

 

Skąd to zło?... pytasz fragmentarycznie. Więc skąd to dobro? zakończę tą sentencję, oddając cały sens tej wypowiedzi; Si Deus est, unde malum? Si non est, unde bonum? Co postaram się wyjaśnić i opisać dalej.

 

Twierdzisz, że prolegomena do dyskusji pewnej formy zobrazowania swojej osoby jest niegrzeczną manierą, ale zaraz potem dochodzisz do wniosku - myślę że uczciwego, bo w przypadku tej debaty jest to jak najbardziej wskazane.

 

Zgodnie z moim pytaniem - Czy ateizm jest filozofią zła?, słowo filozofia zawarte w tym pytaniu pozwala na pokazanie obrazu konkretnych grupy społecznych oraz ich działań.  Są to dwie grupy bardzo różniące się od siebie, jedni wyraźnie zaprzeczają istnieniu Boga i usiłują wszystko wytłumaczyć drogą naukowego poznania, dla drugich jest on jak najbardziej realny mimo że go nie widzimy, a wypowiedzi mogą i są osadzone na kompletnie innych biegunach.

 

Zarówno Jakob Böhme śląski mistyk jak i niemiecki filozof Fredrich Wilhelm Joseph von Schellingh, w swoich koncepcjach które są podobne w niektórych poglądach (zawierają oczywiście kilka odmienności), zaprezentowali zło za pomocą metafory otchłani. Zło, które jest konieczne jako przeciwieństwo dobra, zło, które znajduje się w ciemnościach jest niezbędne, aby móc dostrzegać światło dobra.

 

Absolut podstawy jest istotny dla obu ich poglądów, gdyż jest ściśle powiązana ze złem. Podstawa jest wieczna, gdyż poprzedza wszystko co czasowe, zawiera mrok i ciemność, a dopiero z niej zradza się Bóg czyli światło. Podstawa ma w sobie Boga zalążkowego, który dzięki tęsknocie podstawy zaczyna się rozwijać. Podstawa to tylko potencja i nie jest złem. Złem staje się, gdy  aktualizuje się ona w bycie stworzonym. Podstawa może wyłonić z siebie zarówno byt, porządek jak również może z powrotem wszystko w siebie wchłonąć jak otchłań.

 

„Ciemność jest największą wrogością światła, a jest przecież przyczyną tego, że światło stało się jawne. Albowiem gdyby nie było czerni, nie mogłaby się ujawnić biel i gdyby nie było cierpienia, nie ujawniłaby się też radość" - pisze w Mysterium Magnum Böhme. Metafizyka przedstawia zło jako obecne u podstawy bytu w ciemnej otchłani, w wymiarze etycznym zło pojawia się woli człowieka.

 

Schelling twierdzi że zło jest związane mroczną podstawą bytu i powstaje dopiero na poziomie człowieka. W tym wypadku twierdzi że zło i dobro są nieodzowne, aby mogła wytworzyć się wolność. Jak twierdzi dalej, zło nie może być brakiem dobra, nie może być w Bogu ani od niego wynikać, ale musi być autentyczne aby wolność miała sens. Nasz wolny wybór wg Schellinga musi się dokonać pomiędzy ewentualnościami o równym statusie bytowym. Wolność która jest na nierozdzielnie związana z człowiekiem, sprawia że to w nim zdradza się zło jako ewentualność balotażu pośród skierowaniem swej woli ku Bogu (wybranie ogólnego dobra), a w okoliczności przeciwnej interpretuje na wybór zła.

 

Nasza wolna wola budzi kreowanie się dwóch zasad życia – duchowej i materialnej. Zasada duchowa jest Bogiem funkcjonującym w świetle, jest dobrem. Zasada materialna jest naturą, która jest ogniem, destrukcją czyli złem. Sam Bóg jest duchem w naturze, która jest jego ciałem. Zaś w podstawie dobro i zło są stulone jako jedność dokumentnie nieaktywne, uaktywniając się dopiero wraz z inseminacjami Boga i natury.

 

Prosperita natury u Schellinga jest rozwojem jaźni Boga, w którym człowiek jest wszechmocnym stopniem tego rozwoju, dzierży jaźń przewyższającą zasady dobra i zła:

 

 „Duch jest ponad światłem, tak jak w obrębie natury wznosi się ponad jednością światła i zasady mroku. Będąc duchem, jaźń jest więc wolna od obu zasad".

 

Człowiek dzięki swojej wolnej woli może pokonać w sobie zło i przez to dążyć do, boskiej woli. Przez swoją duchowość, samopoznanie człowiek się optymalizuje i pomniejsza się dystans: człowiek - Bóg.

 

Reasumując można stwierdzić iż, w mistyce Böhmego, oraz w filozofii Schellinga zło jest dozgonnie związane z bezgwiezdną i nieoświetloną podstawą bytu, która jest złem lub kusi do zła. Zarówno w świecie, jak i w człowieku istnieje przepaść, którą można pokonać przez pracę nad sobą, aby zjednoczyć się z Bogiem. Schelling twierdzi, że realne zło ma szansę wytworzyć się tylko dzięki ludzkiej świadomości, która jest umiejętnością do pogrążania się w niezrozumiałość pierwotnej trzonu bytu.

Konfrontując dwa koncepty można stwierdzić, iż zło umieszczone jest w głębi mroku, który nie posiada trwałego bytu. Przeciwności, które się poszturchują, czyli dobro i zło dają siłę i dynamizm rozkwitowi padołu ziemskiego. Osoba przez jaźń, może przezwyciężyć zawartą w sobie inklinację do zła i anektować się boskiej, uniwersalnej woli dążącej ku dobru.

 

Wielu ateistów, opacznie przekroczywszy granice nauk pozytywnych, dąży albo wszystko uzasadniać tylko drogą naukowej gnozy, albo też odwrotnie, nie przyjmuje egzystencji żadnej w ogóle prawdy absolutnej. Niejednokrotnie poza tym ateizm rozplenia się bądź z zagorzałego dezaprobaty przeciw złu w świecie, bądź z mylnego przydzielenia pewnym dobrom ludzkim stygmatu absolutu, tak że bierze się je już za Boga.

 

Przypuszczalnie nie całkiem są wolni od błędu ci, którzy własnowolnie usiłują bronić Bogu dostępu do swego serca i unikać kwestii religijnych, nie podążając za głosem swego sumienia; wszelako i sami wierzący ponoszą często za to niezbitą odpowiedzialność. Ateizm bowiem uznany w całości nie jest czymś pierwotnym, lecz raczej winduje się z różnych impulsów, do których zalicza się też krytyczny rezonans przeciw religiom, a w niektórych krajach w szczególności kontra religii chrześcijańskiej. Toteż w takim źródłu ateizmu niemały współudział mogą mieć wierzący, o ile następstwem niestaranności w kształtowaniu religijnym albo fałszywego przedstawiania nauki wiary, albo też luk w ich własnym życiu religijnym, moralnym i społecznym, oznajmić o nich trzeba, że raczej zasłaniają, aniżeli wskazują rzetelne oblicze Boga i religii.

 

Kościół natomiast, jakkolwiek odrzuca ateizm kompletnie, to jednak jawnie wyznaje, że ogół ludzi, wierzący i niewierzący, mają obowiązek przyczyniać do godziwej budowy tego świata, w którym wespół żyją, a to z pewnością nie może dziać się bez niekłamanego i dojrzałego dialogu. Kościół cierpi nad prześladowaniem wierzących i niewierzących, którą bezpodstawnie wprowadzają niektórzy naczelnicy krajów, nie uznający zasadniczych prawd osoby ludzkiej. Dla wierzących domaga się nieskrępowaniu działania, aby wolno im było w świecie konstruować również świątynię Bogu. Ateistów zaś serdecznie zaprasza, by odkrytym sercem intelektualizowali Ewangelię Chrystusową.

 

Wspólnota Kościoła Katolickiego  jest doskonale świadoma tego, że to, co ona proklamuje, idzie po prostej najtajniejszych pragnień człowieczego serca, gdy osłania godność powołania ludzkiego, reaktywując nadzieję tym, którzy zwątpili już o swojej wyższej predestynacji.

 

Jednym z wielu przykładów, potwierdzającym że ateizm jest filozofią zła, są fakty które miały miejsce w Portugalii w 1910 roku. W tym roku władzę w tym kraju przejęła masoneria, elita rządząca miała zamiar zniszczyć chrześcijaństwo w przeciągu dwóch pokoleń. Od tego czasu nastąpiło okrutne prześladowanie i represjonowanie osób duchowych i świeckich w tym kraju, Prymasa Portugalii oraz najbardziej niewygodnych biskupów przepędzono z kraju. W 1915 roku Lizbona została ogłoszona ateistyczną stolicą świata, rodzina królewska została wymordowana do ostatniego dziecka. Warto bliżej zapoznać się z tymi niechlubnymi kartami historii gdzie wiara była bezwzględnie prześladowana przez ateistów.

 

Na zakończenie wpisu odniosę się do kilku końcowych wypowiedzi naszych oponentów.

 

CacyWitkacy: „Jeżeli sędziowie uznają to za stosowne odejmą mi punkty za styl, z powodu przedłużenia debaty - ale leży to już tylko i wyłącznie w ich kwestii.”

 

Nie jestem zwolennikiem odejmowania punktów wynikających tylko i wyłącznie z powodu opóźnień, w tym dziale i tak panował bezruch więc po co jeszcze go powiększać, strasząc odjęciem kilku cyferek.

 

Zaciekawiony: „(…)natomiast kwestię demagogii w powoływaniu się na możliwość skrócenia cierpienia śmiertelnie i nieuleczalnie chorym dzieciom w Belgii,(…)”

 

Skrócenie cierpienia… czyli zastrzyk podobny do tych, jakie wykonuje się w przypadku kary śmierci. Więc uważacie że osoba która go wykonuje, ma do tego prawo bo tak jest łatwiej zarówno dla cierpiących jak i rodziców.

 

CacyWitkacy: „Pragnę przypomnieć, iż w średniowiecznej Europie - tej najsilniejszej ideowo zdaniem wielu wierzących - kalekie dzieci były "oddawane" morzu albo górom.”

 

Teraz wspaniały humanizm „oddaje” je w objęcia śmierci z podobnym skutkiem, widzę powrót praktyk średniowiecznych które jak piszesz;

 

„nie podporządkowują człowieka ideologii albo egoistycznym  roszczeniom osób zdrowych, aby wypowiadać się w imieniu chorych.”

 

Mam rozumieć że śmiertelnie chore dzieci same chcą się uśmiercać i to one uchwaliły tą ustawę wraz z innymi śmiertelnie i nieuleczalnie chorymi. Rozumiem, nauka w swojej bezradności woli czasami pozbyć się problemu za pomocą strzykawki… a swoje moralne dylematy jeśli takie istnieją, tłumaczą dobrem pacjenta i jego wolą… skoro pacjent mnie prosi, to go zabiję po co ma się męczyć… humanizm.

 

P.S.

Ateistyczne ograniczenie polega na tym, że ateiści wszystko muszą mieć udowodnione. Tymczasem życie ludzkie nie składa się tylko z tego co udowodnione.

 

haha_zpse9a088c9.jpg

 


  • 2

#8

The Doctor.

    Medicus

  • Postów: 974
  • Tematów: 89
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 10
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Witam ponownie!

Debata wychodzi nam całkiem zgrabnie, z małymi niedociągnięciami tu czy tam. Aczkolwiek, zawiera w sobie ciekawą nutkę niepewności, ponieważ każdy kolejny wpis przechyla szalę zwycięstwa w drugą stronę. To trochę tak jakby debata była belką położoną na innej belce, która kołysze się z prawa na lewo, a my trącamy ją raz z prawej, raz z lewej strony. Dlatego też, wydaje mi się, że największe znaczenie będą miały ostatnie wpisy, które będą po prostu silnym uderzeniem w naszą wyimaginowaną belkę i pod naporem których, beleczka może spaść w prawo albo w lewo!
 

Zanim przejdę do wpisu chciałem za coś przeprosić. Mianowicie dzisiejszy wpis jest całkowicie nie po mojej myśli, miał zostać sformułowany inaczej i być dużo bardziej rozległy, jednakże, sprawy osobiste wzięły górę nad debatą. Winter has come, czyli sesja zaczęła się na dobre i bardzo niefortunnym początkiem, egzamin ze statystyki uwalony przy pierwszym podejściu, 59.52% a od 60% zaliczenie, w piątek poprawa. Tak więc zmuszony jestem przenieść całą siłę tego postu, cały wkład autorski we wpis trzeci, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie dałem rady przygotowywać się do przedterminów i poświęcać czas debacie. Tak więc pójdę po trochu ścieżką udeptaną przez Zbeeangera i uczynię z tego wpisu jedynie kontrę na argumenty oponentów. Co mam nadzieję zostanie mi wybaczone, kiedy pojawi się wpis trzeci.
 

Bardzo smuci mnie postawa Kpiarz w tej debacie, jej krótki i - tak mi się wydaje - napisany mimochodem wpis wstępny, który praktycznie nic nam nie mówi, ani o interlokutorze, ani o jego stanowisku w debacie. I tak o ile Zbeeanger (trochę aroganckie z mojej strony jest zaczynać zdanie od "I", Białoszewskim nie jestem, wybacz) ostatnim wpisem rozwiał moje wątpliwości co do traktowania debaty na serio, tak Kpiarz jak do tej pory mnie rozczarowuje. Kilka sztampowych formułek, traktowanie konstruktów teoretycznych jako faktów i lekka arogancja przy wygłaszaniu ich - odniosłem wrażenie, iż owe słowa były do pewnego stopnia przepełnione dumą z ich wypowiadania. Innymi słowy bardziej przypomina mi to jakąś ulotkę Jehowych albo tych wszystkich świrów od szukania swojego wewnętrznego głosu i stania się jednością, niż wpis w debacie. Proszę, wyprowadź mnie z błędu :)

 

Starają się ten przekaz ośmieszyć i naukowo wytłumaczyć jego powstanie

 

Cóż muszę przyznać, że ja też rozczarowałem się kiedy Zaciekawiony napisał „ na pewno tak było bo tak opisywała to święta, nieomylna księga" Było to troszkę niegrzeczne i raczej odebrało troszkę powagi z jego wpisu. Aczkolwiek, możemy chyba na to przymknąć oko, jeżeli widzisz w nas diabłów wcielonych :) Osobiście nie chciał bym wchodzić dywagacje nad autentycznością tych czy innych świętych ksiąg, jest to nie dość, że obszerny temat... to w dodatku bardzo stromy, bardzo łatwo polecieć dzięki niemu w dół. Nie wiem jakie plany ma Zaciekawiony co do kontynuowania tego wątku, jeżeli się w niego zapuści to i ja okażę solidarność w tej kwestii. Jednakże, z mojej strony jest to bardziej odstawianie na półkę tego "co niepotrzebne" przy tłumaczeniu pewnych zjawisk. Oczywiście ty się pewnie ze mną nie zgodzisz i masz ku temu prawo, którego nikt nie zamierza podważać. Jednak czy naprawdę chcemy dochodzić prawdomówności Biblii? Czy nie przerasta to trochę skali tej debaty i czy przypadkiem nie zmuszałoby nas do pisania książek, zamiast ostatniego wpisu? Nie chcę, żeby potraktowane to było jako odczucie strachu z mojej strony. Raczej zamknięcie drzwi, których otwarcie donikąd nas nie doprowadzi. W tej debacie my prezentujemy nasze zdanie, wy prezentujecie swoje. To jest jej główny cel, nikt z nas nie ma na chyba na celu przekonywania oponentów do swojego zdania - byłoby to chyba bezcelowe. To trochę tak jak z polityką...


Jak widzimy ateiści twierdzą, że relacje ewangeliczne zostały zmyślone, sfałszowane albo zniekształcone. Czy mają na to jakieś dowody? Oczywiście że nie, sam ten zarzut opiera się tylko na wierze.

 

Z drugiej strony, czy aż tak rażącym jest to co powiedział Zaciekawiony, kiedy przepuścimy do przez filtr katalogowania ewangelii przez Cesarstwo, odrzucanie pism gnostyckich, palenie wersji, które nie zgadzały się z opinią osób, które wraz Konstantynem zabawiły się w poskładanie Nowego Testamentu? Jeżeli dodamy do tego fakt, że ludzie wówczas ślicznie ubarwiali przekazywane sobie historie, aby dodać im wartości estetycznej, to powstają nam zapiski pustynnych nomadów, wzbogacone o przykazanie miłości i zdobione kwiatami. Nie chcę zapuszczać się w ten temat, bo chcąc nie chcąc w pewnym momencie któryś z nas napisze coś, co będzie szpilą wbitą w wasze uczucia, już nawet nie światopogląd. Więc może zostawmy ten wątek w spokoju i dajmy na końcu wypowiedzieć się Bułhakowowi. Nie wiem czy państwo czytali Mistrza i Małgorzatę, aczkolwiek, jeżeli miałbym przedstawić swój stosunek do świętych pism, byłby to z pewnością ten cytat (wybaczcie mi parafrazowanie z pamięci):
 

" Wtedy Ha Nocri odpowiedział Piłatowi - tak to byłem ja, ale to nie są moje słowa. To wszystko przez takiego jednego, Mateusza Lewitę. Chodzi ciągle za mną i spisuje wszystko co robię i wszystko co powiem. Kiedyś zajrzałem do tych jego pergaminów, ale to nie było to. On nic nie rozumie i wszystko przeinacza"
 

To ostatni krzyk mody wśród ateistów, po biologii i fizyce - ‘neuroscience’. Degradując z pozycją stuprocentowej gwarancji, osobliwość umysłu ludzkiego do procesów chemicznych i elektrycznych wyładowań zachodzących w mózgu, ewidentnie po raz kolejny próbuje się dowieść, że człowiek jest tylko wysoce rozwiniętym zwierzęciem,

 

Właściwie to opis, którego użyłeś jest bardziej adekwatny w stosunku do kognitywistyki, niż do nauronauki. To kognitywiści pragną zrobić z mózgu jedynie komputer, pozbawiając go wszystkiego - od umysłu po duszę. Są przy tym tak aroganccy, że nawet nie zauważają jak niepełna i wadliwa jest ta teoria, kiedy zestawimy ją chociażby z prawidłami głoszonymi przez neuropsychiatrię. Kognitywiści widzą mózg jako komputer, który działa, ponieważ podzielony jest na pewne obszary, z których każdy odpowiedzialny jest za pewne procesy. Problem i zabawa zaczyna się wtedy, kiedy pewnych procesów nie można zlokalizować, albo nie można przypisać im danych reakcji chemicznych. A co śmieszniejsze kiedy pewne obszary mózgu zostaną uszkodzone, albo usunięte na skutek lezji, a komputer wciąż funkcjonuje sprawnie. Kiedy jego rozruszniki już nie pracują, a wciąż działa, kiedy jego system pamięci zostaje uszkodzony, a jednak wciąż  - choć są to bardzo rzadkie przykłady - chory nie ma problemów z pamięcią. Największa arogancja kognitywistyki płynie z jej przeświadczenia, że mózg może zostać uszkodzony jedynie w skutek mechaniczny, a uszkodzeń nie da się już naprawić. Weźmy na przykład hipokamp, w świetle kognitywistyki raz uszkodzony, powinien już zawsze działać wadliwie. Jednakże! Istnieją sytuacje w których bardzo silne przeżycie - stresowe lub traumatyczne, może doprowadzić do uszkodzenia hipokampa. Przykładowo chory pamięta jak wjeżdża na górę i jak z niej zjeżdża, jednakże nie pamięta niczego co się działo przez te dwa dni. Wie, że były tam jakieś baraki i że coś się stało, ale nie ma pojęcia co ( nie ma to nic wspólnego z wyparciem czy reakcją urojoną). Pomimo tego, iż wydarzenia były tak silne i tak "bogate" w doznania, chory nie pamięta nic. Doszło do upośledzenia hipokampa. W tej sytuacji kognitywiści załamali by ręce, jednakże, przywrócenie owych wspomnień jest możliwe dzięki bardzo powolnej neuroterapii, jest to proces czasochłonny i może trwać nawet do kilku lat, jednakże skuteczny. Neuronauki wciąż są dziedzinami raczkującymi, ale tam gdzie wielcy aroganci załamują ręce, pojawiają się ze swoimi alternatywami. Takie "utożsamianie ze zwierzęciem" jest bardzo ograniczone, kiedy zestawimy je z teorią mikrogenetyczną ( w polskiej literaturze najlepiej temat opisuje Pąchalska, niejednokrotnie - jakby mnie to wewnętrznie nie frustrowało - wplata w korelacje między teorią mikrogenetyczną a osobowością filozofię, religię i doznania sakralne). Tak więc nie nazwałbym tego trendem, raczej nową drogą. Zaś fakt, że ateizm się tego uczepił i kojarzenie tego z ateizmem, jest chyba plamieniem neuronauk. Jakby to nie zabrzmiało ci postępowi ateiści mają skłonność do popularyzowania nauki i jawienia się jako jej orędownicy, nawet jeżeli do końca nie rozumieją jej założeń.

 

​Wolność woli która ustala, że w każdej dowolnej dla nas chwili możemy podjąć decyzję inną niż wcześniej zakładaliśmy, dotyczy to zarówno dobrych decyzji jak i złych.

 

Właściwie to nie możemy. Przynajmniej nie w każdej "dowolnej dla nas chwili". Gdyby tak było prawdopodobnie nie żyli byśmy na tyle długo, aby móc w ogóle rozważać takie rzeczy :)
 

Skoro odrzucamy wolną wolę człowieka (co poniekąd czynią ateiści podważający zasadność religii i światopoglądu teistycznego) i przyjmujemy stanowisko deterministyczne, nasze wybory oraz nasze działania nie są tak naprawdę naszymi, gdyż są wyłącznie sumą wyładowań i reakcji chemicznych zachodzących w mózgu.

 

Od prezerwatyw kobiety chorują na raka, a masturbacja u chłopców jest spowodowana skrzywieniem psychicznym (nawet u płodów, tak, płody się masturbują). Demonizujesz strasznie i robisz z igły widły. Mózg po prostu nie jest w stanie zawsze dopuszczać do głosu racjonalnego myślenia, ponieważ procesy świadome są zbyt czasochłonne. Spotkawszy w lesie jadowitego węża albo natknąwszy się na nieciekawych typów w ciemnej uliczce, pewnie byś nie miał okazji skończyć swojego wywodu nad tym co teraz zrobić, gdyby mózg pozwolił ci samemu się nad tym zastanowić. Dla mózgu najważniejsze jest abyś przeżył, więc w drodze ewolucji wykształcił coś co można by nazwać aparatem ochronnym. Dlatego też w sytuacjach zagrożenia nie myślisz ty, a odtwarzany jest schemat. Ciało migdałowate przejmuje funkcje działania i wysyła sygnał do nóżek, że czas szybko nimi przebierać. Racjonalne myślenie zabiera za wiele czasu i energii, aby mózg pozwalał sobie na nie za często. Większość twoich zachowań wykonywanych jest na gruncie "nawyków", wcześniejszego warunkowania czy reakcji strachu. Pomyślisz sobie o tym czy to było dobre czy złe, jak już sobie uciekniesz, albo pozbędziesz się zagrożenia. Do tego czasu pozwól, że twój mózg sam się o wszystko zatroszczy. 

Racjonalne myślenie objawia się w przestrzeni abstrakcyjnej, kiedy masz czas sobie podywagować. Dla przykładu, to co teraz pisze jest wynikiem tego, że moje sieci neuronowe utworzyły pewne zdanie. Jednakże, w trakcie tworzenia tego zdania, moje palce automatycznie wklepywały je w okno edytora (właściwie to prawej ręki, po lewą pozwalam sobie na palenie papierosa w chwili obecnej). To, że owe zdanie powstało jest procesem świadomym, aczkolwiek, to że moje palce się zginały i uderzały w odpowiednie klawisze jest zupełnie niezależne ode mnie. Zanim w mojej głowie pojawiła się myśl zgięcia palca i uderzenia w klawisz, to mózg już wysłał sygnał do mojej dłoni. Jest to wprawdzie opóźnienie rzędu kilku setnych, co wciąż nie zmienia faktu, że zanim pomyślisz o ruszeniu ręką, sygnał został już wysłany. Dlatego prosiłbym o nie mieszanie tego. Zostawmy racjonalne myślenie i wolną wolę, temu co do nich należy. Czyli podejmowaniu decyzji odnoszących się do przyszłości, albo teraźniejszości - KIEDY MAMY NA TO WYSTARCZAJĄCO DUŻO CZASU. 
 

Gdy przeczytałem ten fragment Twojej wypowiedzi, zastanowiłem się nad ideą która jej przyświecała – raju na ziemi (tak było na początku, przed poznaniem różnicy między dobrem a złem).

 

Za bardzo idealizujecie ten Żyzny Półksiężyc. 
 

To co napisałeś jest problematyczne i budzi kontrowersje, a wcześniejsze zdanie, "moralność nigdy nie była zakorzeniona w wierze, została przez nią jedynie zagarniętą) jest delikatnie mówiąc bardzo dyskusyjne

 

Gdyby moralność była nam dana przez Boga, rodzilibyśmy się z umiejętnościami rozróżniania dobra i zła. Jednakże, jedyne z czym się rodzimy to umiejętność rozpoznawania ludzkich twarzy. Jednocześnie nie byłoby sensu prowadzić tego dyskursu, gdyż wiara, przestałaby być tylko wiarą. Jednakże te pokraczne małpy nie rodziły się nigdy z ową umiejętnością, my też się z nią nie rodzimy. Wymyśliliśmy ją sobie w celu zhierarchiwizowania grupy społecznej i określania praw, które pozwoliłyby nie tylko usuwać z grupy niewygodne jednostki, ale trzymać w ryzach resztę. Swoboda i płynność z jaką na przestrzeni wieków i kultur bawimy się wiekiem upoważniającym do małżeństwa albo bycia postrzeganym za osobę dorosłą, jest tego najlepszym przykładem. Może to i aroganckie, ale myślę, że większość kobiet powinna być raczej wdzięczna za to, że to małpy kreowały moralność. Ponieważ idąc za boskim prawem, czego przykład dają nam bracia na wschodzie, tam na dole... bardzo na dole. Dzisiaj też ich nierozwinięte ciała mogły by być penetrowane przez dorosłych mężczyzn, a bycie ofiarą zbiorowego gwałtu przypłacały by ukamienowaniem. Koran wciąż jest takim przypisywaniem moralności bogu, może między innymi dlatego, jest mi niedobrze kiedy to łączę. 

Chociaż bogowie od samego początku z resztą mieli niebywałą skłonność do postrzegania kobiety jedynie jako inkubator i źródło męskiej przyjemności. Chociaż z drugiej strony czym innym wielcy prorocy mogli kusić brudnych i przepitych mieszkańców pustyni, jak nie seksem i pozycją nadaną im przez boga? 
 

Twierdzisz, że prolegomena do dyskusji pewnej formy zobrazowania swojej osoby jest niegrzeczną manierą, ale zaraz potem dochodzisz do wniosku - myślę że uczciwego, bo w przypadku tej debaty jest to jak najbardziej wskazane.

 

Jedynie atakowanie odbiorcy swoją osobą. 

Niestety nie odniosę się do Schellinga, tutaj. Za mało czasu miałem, żeby zapoznać się obszerniej z jego podejściem, przemyśleć je i skonfrontować. Poczytać, czy może ktoś już kiedyś nie napisał na ten temat czegoś mądrzejszego ode mnie. Tak więc pozwól mi odłożyć ten mały wątek na następny wpis. Swoją drogą bardzo interesujący z ciebie człowiek. Zupełnie zarzucasz dochodzenie naukowe, na rzecz filozoficznego. Jest to równie interesujące co i niebezpieczne.
 

Jednym z wielu przykładów, potwierdzającym że ateizm jest filozofią zła, są fakty które miały miejsce w Portugalii w 1910 roku. W tym roku władzę w tym kraju przejęła masoneria, elita rządząca miała zamiar zniszczyć chrześcijaństwo w przeciągu dwóch pokoleń. Od tego czasu nastąpiło okrutne prześladowanie i represjonowanie osób duchowych i świeckich w tym kraju, Prymasa Portugalii oraz najbardziej niewygodnych biskupów przepędzono z kraju. W 1915 roku Lizbona została ogłoszona ateistyczną stolicą świata, rodzina królewska została wymordowana do ostatniego dziecka. Warto bliżej zapoznać się z tymi niechlubnymi kartami historii gdzie wiara była bezwzględnie prześladowana przez ateistów.

 

Jeżeli ludzie mogą opacznie interpretować przykazania, uśmiercając innych. To dlaczego by nie mieli opacznie rozumieć odrzucenia wiary? Są tylko ludźmi. Pytanie, które się pojawia w obu przykładach, to czy jest to bardziej wynik zła czy głupoty? 

 

CacyWitkacy: „Pragnę przypomnieć, iż w średniowiecznej Europie - tej najsilniejszej ideowo zdaniem wielu wierzących - kalekie dzieci były "oddawane" morzu albo górom.”

Teraz wspaniały humanizm „oddaje” je w objęcia śmierci z podobnym skutkiem, widzę powrót praktyk średniowiecznych które jak piszesz;

„nie podporządkowują człowieka ideologii albo egoistycznym  roszczeniom osób zdrowych, aby wypowiadać się w imieniu chorych.”

Mam rozumieć że śmiertelnie chore dzieci same chcą się uśmiercać i to one uchwaliły tą ustawę wraz z innymi śmiertelnie i nieuleczalnie chorymi. Rozumiem, nauka w swojej bezradności woli czasami pozbyć się problemu za pomocą strzykawki… a swoje moralne dylematy jeśli takie istnieją, tłumaczą dobrem pacjenta i jego wolą… skoro pacjent mnie prosi, to go zabiję po co ma się męczyć… humanizm.

 

Masz mnie! Bardzo mądrze i sprytnie postawiona kontra. Nigdy nie spojrzałem na to w ten sposób. Z pewnością tego nie obalę, bo byłbym hipokrytą, musiałbym pominąć pewną część własnych przekonać. A robić to tylko po to, żeby pokazać, że to ja mam rację w debacie. Myślę po prostu, że obarczanie tym lekarzy jest trochę nie na miejscu. W przypadku osoby dorosłej albo świadomej w wystarczającym stopniu (powiedzmy te 14-15 lat, chociaż kiedy patrzę za okno to coraz bardziej w to wątpię) odpowiedzialność powinna spoczywać na tej osobie (wcześniejsze pismo upoważniające, kiedy mózg odmówi działania, a serce wciąż będzie pompować krew). Myślę, że jest to równe z samobójstwem, tyle tylko, że obarczone jest dużo większym strachem i prośbą o bezbolesną śmierć, równocześnie przekazanie odpowiedzialności na drugą osobę. Warto by się zastanowić też jak dużą rolę ma tutaj działanie afektu, czy ta decyzja jest w pełni świadoma, czy powstała na skutek niemożności dalszego radzenia sobie z bólem czy życiem, które życiem praktycznie nie jest. Czy wtedy można odmawiać takiej osobie czy zgadzać się na to, i w jednej i w drugiej sytuacji chyba nie będziemy mieli pewności co do tego, do jakiego stopnia świadoma jest ta decyzja. W latach 80-tych w Stanach - te nieszczęsne Stany - przeprowadzono badania, w świetle których palacze podświadomie pragną śmierci. Osobiście się z tym nie zgadzam, chciałem tylko zwrócić uwagę na siłę podświadomości ( myślę, że Freud by się teraz uśmiechnął, więc obrazek dla niego). Dlatego też uważam, że jest to na tyle delikatna sprawa, że treści polityczne czy religijne, powinny być ostatnimi, które mogły by do tej sfery przenikać. W przypadku dzieci nienarodzonych, albo nawet jeszcze nie w pełni wykształconych płodów, decyzję powinni podejmować rodzice. Ich decyzja, ich brzemię, ich ciężar, ich sumienie. Do pewnego miesiąca. Potem "szansa przepadła". Ale i tutaj pojawia się ryzyko, że rodzice będą nieświadomie wywoływać na dziecku presję, tak by po osiągnięciu prawnej dojrzałości, samo zadecydowało o eutanazji. Trudno mi wyrokować w tych sprawach. 

id_ego_superego.jpg

 

Ateistyczne ograniczenie polega na tym, że ateiści wszystko muszą mieć udowodnione. Tymczasem życie ludzkie nie składa się tylko z tego co udowodnione.

 

Właściwie to jest to ograniczenie idioty. Nauka jest jednym wielkim procesem dochodzenia, która składa się z teorii. Więc jeżeli ktoś mówi, że przyjęta teoria jest faktem, to jest jedynie idiotą. Gdyby tak było, nie nosiła by miana teorii. Teoria ewolucji, teoria względności, teoria mechanizmów obronnych, teoria grawitacji, teoria behawioralna, teoria mikrogenetyczna, teoria wielkiego wybuchu, teoria emocji... to wszystko są teorie. A funkcjonują tylko dlatego, że w chwili obecnej w najlepszym stopniu i przy największym prawdopodobieństwie wyjaśniają opisywane zjawiska. To nie znaczy jeszcze, że mamy sto procent pewności, co do tego, że są prawdą. Dopiero kiedy zdasz sobie z tego sprawę, że nauka to tak naprawdę obserwacje i doświadczenia, obudowane konstruktami teoretycznymi, możesz tak naprawdę wejść w nią i zacząć rozumieć, starając się wyjaśnić. Byłbym strasznie ograniczony, nie tylko jako ateista, ale także jako człowiek, gdybym opierał się tylko na tym, czego nie można obalić. Bo praktycznie, nie miałbym się na czym oprzeć. 

P.S kolejny zasłużony plusik leci do Ciebie.


  • 0



#9

kpiarz.
  • Postów: 1986
  • Tematów: 388
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ludzie cywilizacji grecko-rzymskiej,kwalifikują jako religię system wierzeń i praktyk określających stosunki między różnie pojmowaną strefą sacrum oraz sferą boskości, a określonym społeczeństwem / zbiorowiskiem ludzkim / .

Osnową każdej religii jest dogmat – osąd nie wymagający logicznie uzasadnionych dowodów. We wszystkich religiach takim dogmatem jest istnienie Boga przyjęte a`priori.

Dogmatyczną podstawą ateizmu są : negacja  istnienia Boga i przekonanie o możliwości uszczęśliwiania człowieka już w okresie jego ziemskiego bytowania.

Mówiąc obszerniej, ateiści zazwyczaj traktują wiarę jako zbiór jakichś dogmatów narzucanych ludziom przez religię. Całkowicie pomijają przy tym ten pierwotny, najważniejszy aspekt wiary, który wynika z doświadczenia egzystencjalnego, jakim jest osobiste doświadczenie Boga objawiającego się człowiekowi.

Ateiści, odrzucając wiarę, odrzucają coś, co według nich jest tylko zbiorem jakichś prawd

ideologicznych (dogmatów).

Według ateistycznych "racjonalistów" naukowe jest tylko to co jest racjonalne i  co można udowodnić.

 

Ateiści także muszą wiele rzeczy przyjmować na wiarę: np. wierzą w to że nauka odpowie na wszystkie pytania. Uwierzyli w teorię Darwina , uwierzyli w nazizm i komunizm, wierzą mediom itp. W jedno tylko nie wierzą: nie wierzą w Boga.

 

Niestety, zwykle, gdy ateiści zaczynali rządzić w jakimś kraju, dochodziło zwykle do ludobójstwa w ścisłym tego słowa znaczeniu.

 

Historia zna wiele przykładów destrukcyjnych skutków ateistycznych rządów na przestrzeni ostatnich 200 lat.

 

Pierwszym zorganizowanym i podbudowanym ideologią ateistyczną ludobójstwem / nie bójmy się tego słowa / była Rewolucja Francuska.

Rozpoczęło się wzniośle : Równość, Wolność i Braterstwo – hasła głoszonego przez ludzi, których „dobroczynna” działalność przyniosła okrutną śmierć setkom tysięcy ludzi.

Na rozkaz Robespierre, Dantona i Marata / ateistów / wymordowano znaczną część narodu francuskiego od króla począwszy a kończąc na mieszczanach i chłopach.

Również po raz pierwszy, w  zorganizowany sposób, państwo zaczęło prześladować religię jako swego rywala. Niszczono podstawy prawne, materialne, socjalne funkcjonowania Kościoła. Rozbijano jedność hierarchii kościelnej, którą chciano zaangażować w dzieło rewolucji. Wreszcie starano się zastąpić religię chrześcijańską nową religią państwową. W   1793 roku, Maksymilian Robespierre w czasie przemówienia w klubie jakobinów stwierdził, że „gdyby Boga nie było, trzeba by Go wymyślić [...] Idea Najwyższej Istoty, czuwającej nad niewinnością uciśnioną i karzącej zbrodnię tryumfującą jest ideą popularną”. Pół roku później ,  już jako dyktator Robespierre dodał: „Idea Najwyższej Istoty i nieśmiertelność duszy jest ustawicznym odwoływaniem się do sprawiedliwości, a tym samem jest socjalną i republikańską”.

 

Postanowiono zastąpić wiarę w Boga w kult  „rozumu”. Kościoły zamieniano w świątynie „rozumu”. W  1793 roku konwencja zabroniła sprawowania wszelkiego innego kultu, prócz kultu „rozumu”, postulując zamknięcie wszystkie kościołów i zamianę ich w „świątynie rozumu”.

„Kapłankami rozumu” zostawały zwykle z demokratycznego wyboru prostytutki, przez co „świątynie rozumu” stawały się miejscami orgii seksualnych.

Kult świętych starano się zastąpić kultem „męczenników” rewolucji.

 

Szczególnie Marat stał się ulubioną postacią rewolucji, ułożono specjalną „litanię o przenajświętszym sercu Marata”, wznoszono dla niego kaplice, jego ciało umieszczono w Panteonie i nie wahano się głosić: „Jeśli Chrystus był prorokiem, to Marat jest Bogiem!”.

Zniesiono liturgię katolicką, zastępując ją liturgią republikańską – z republikańskimi modlitwami, pieśniami, kazaniami i katechizmem praw człowieka. Kiedy jednak państwo zauważyło, że kult rozumu nie potrafi zastąpić ludziom religii katolickiej i prowadzi do coraz większego chaosu,

rozpusty, a nawet zbrodni, rozpoczęto popularyzację kultu „Najwyższej Istoty”.

Kult ten przyjmował istnienie „Istoty Najwyższej” i nieśmiertelnej duszy. „Najwyższa Istota” miała czuwać nad przestrzeganiem praw człowieka, takich jak nienawiść do tyranów, karanie zdrajców, ale też nad obroną słabych i wspieraniem nieszczęśliwych.

 

A jednak i ta nowa „religia” nie przetrwała swoich twórców i nie znalazła zbyt dużo wiernych. Po śmierci Robespierre, Dantona, Marata / żaden z nich nie umarł śmiercią naturalną /, lud francuski wrócił do wiary swych przodków.

 

Trudno dzisiaj ocenić, ile ofiar pochłonął pierwszy w świecie eksperyment zastąpienia wiary ateizmem, ale według ostrożnych danych mówi o liczbie pół miliona ofiar.

 

Niestety,  Rewolucja Francuska dopiero zapoczątkowała próby likwidacji religii i zastąpienia ją  ateizmem. Drugą, o wiele bardziej krwawą próbą, była Rewolucja Październikowa. Jej przywódcy, ateiści-komuniści dokonali prawdziwej rzezi w Rosji, wprowadzając ateizm siłą i terrorem. Ich pomocnym organem był Związek Wojujących Bezbożników, organizacja propagująca ateizm, powstała w ZSRR  w 1925 r.

Organizacja ta była narzędziem Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej , w walce z religią i kościołem. Jest odpowiedzialna za stosowanie przemocy w celu zwalczania różnych grup wyznaniowych, denuncjowanie osób wierzących, niszczenie obiektów sakralnych, profanację miejsc pochówku (głównie cmentarzy) i przedmiotów kultu religijnego.

 Ateizm był jednym z głównych elementów ideologii komunistycznej, zmierzającej między innymi do zlikwidowania religii.

W propagandzie ateistycznej związek położył główny nacisk na materializm, kult techniki i przemysłu - widząc w nim główną siłę która miała spowodować zmianę nastawienia społeczeństwa do religii.

 

Lenin – ateista-komunista jest odpowiedzialny za śmierć 15 mln ludzi.

 

Najprawdopodobniej sukces propagatorów ateizmu w Rosji Sowieckiej stał się zachętą do wprowadzenia ateizmu do Meksyku .Rząd meksykański, zdominowany przez ateistów, postanowił prowadzić bezpardonową walkę z Kościołem. Wojsko i policja paliły kościoły, równały z ziemią oporne wioski, przeprowadzały masowe rozstrzeliwania.

Prześladowania religijne rozpętał prezydent Plutarco Elias Calles, wraz z gen. Alvaro Obregonem w 1925 r. Prezydent  Calles powiedział otwarcie, że chce zniszczyć Kościół Katolicki, zaczynając od sprowokowania katolików, a potem ich rzezi.

Tutaj chciałabym przytoczyć cytat wypowiedzi prezydenta Callesa, który jest niewątpliwie swego rodzaju „kwiatkiem” :

 

"Każde dziecko od piątego roku życia należy do państwa. Wszystko zło

pochodzi od kleru. Bóg nie istnieje, religia jest mitem, biblia kłamstwem. Nie

potrzebujemy uznawać żadnych "bożków", tj. ani rodziców, ani osób tak

zwanych "godnych szacunku"

 

Zbrodnie dokonywane na księżach katolickich przybierały formy bezmyślnego okrucieństwa, w tym torturowania przed śmiercią, grzebania żywcem  czy bezczeszczenia zwłok nie wspominając już o gwałtach na zakonnicach.

Prześladowania Kościoła doprowadziły do wybuchu wojny domowej. Gdy wyczerpały się pokojowe metody walki, wierni chwycili za broń.

Wojna domowa w Meksyku kosztowała życie ponad 100 tys. istnień ludzkich. Taka była cena za próbę wprowadzenia ateizmu w tym kraju...

 

Do tej pory omawiałam przypadki siłowego wprowadzenia ateizmu w krajach chrześcijańskich.   Niestety, terror wprowadzony w ZSRR , zachęcił niektórych  przywódców państw azjatyckich i afrykańskich do wprowadzenia ateizmu-komunizmu jako ogólnego ustroju w swych krajach.

 

Ateizm, negujący istnienie Boga i ubóstwiający człowieka  jest ojcem komunizmu – ustroju polityczno-społecznego, który obiecał ludzkości niebo na ziemi, a przyniósł piekło.

 

Najlepszym przykładem jest Kambodża.  Czerwoni  Khmerzy i ich przywódca Pol Pot systematycznie mordowali wszystkie osoby, które miały  jakiekolwiek powiązanie z poprzednim reżimem, religią buddyjską, a także fachowców i intelektualistów – zabijano nawet za sam fakt posiadania okularów lub zbyt delikatnych dłoni. Większość źródeł podtrzymuje, że liczba ofiar ateistycznych w nic nie wierzących Czerwonych Khmerów jest w proporcji do liczby ludności wyższa niż w jakimkolwiek kraju na świecie we współczesnej historii. Najniższe szacunki tuszujące zbrodnie ateizmu mówią o 10% strat, ale częściej przyjmuje się, że liczba zamordowanych i zmarłych z głodu i chorób osób sięgnęła 20-25% całej populacji, a nawet jednej trzeciej narodu. Politykę ateistycznych Czerwonych Khmerów określa się powszechnie mianem ludobójstwa.

 

A oto dalsza lista wyznawców ateizmu, których może wiele dzieliło, ale łączyło jedno – niewiara w Boga.

 

Józef Stalin (ZSRR) - ateista-komunista - ponad 25 milionów ofiar ateistycznych zbrodni (w tym 7-8 000 000 z głodu) nie wliczając innych narodowości, wiele milionów zesłańców oraz więźniów politycznych. Zbrodnie dokonywano w latach 1924-1953(do momentu śmierci Stalina)

 

 Kim Ir Sen i Kim Dzong Il (Korea Północna)- ateiści-komuniści - w trakcie ich rządów w kraju zmarło z głodu lub w wyniku represji ponad 2-3 miliony

osób. W kraju nadal panuje terror.

 

Ho Chi Minh (Wietnam)- ateista-marksista - w latach 1954-1969 zginęło pod rządami ateistów-komunistów ponad 1 000 000 osób, a co najmniej kolejny 1000 000 zostało więźniami „bambusowego gułagu”

.

Mao Zedong  (CHRL)- ateista-komunista - w latach 1949-1976 zginęło, zmarło z głodu oraz w wyniku ”wielkiego skoku” (1958-1961), a następnie ”rewolucji kulturalnej” (1966-1976), nawet do 100 000 000 ludzi (sam „wielki skok” ponad 43 miliony). 

 

Mengystu Hajle Marjam (Etiopia)- ateista-komunista - w latach 1975-1978 w wyniku terroru ateistów-komunistów zginęło lub zmarło z głodu 1 500 000
ludzi. Obalony w roku 1991.

 

Powyżej przytoczone przypadki i dowody niezbicie świadczą, że pojedynczy człowiek, wyznający ateizm może być osobą w pełni uczciwą, szanującą prawo i bliźnich. Natomiast kiedy tworzy tłum, to staje się nosicielem zła i wyłania jednostki zbrodnicze, które stymulują zło w mniejszym lub większym stopniu aż do bestialstwa włącznie.


  • -3



#10

Zaciekawiony.
  • Postów: 7669
  • Tematów: 80
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Witajcie.

Miło było tą  debatę rozpoczynać, ale wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. W pierwszym wpisie dyskutowałem z niejasną formą tematu, w drugim pisałem o dawnych przyczynach nienawiści do ateistów. Teraz zajmę się próbą rozważenia, skąd niechęć ta bierze się dziś.

0413_bd46.jpeg

Jak wierzący odnoszą się do ateistów? Co najmniej niechętnie. Trafnie oddaje to Czesław Sikorski w swym artykule:

 

Fundamentaliści religijni odniszą się do ateistów i agnostyków na trzy sposoby. Pierwszy to współczucie, bo niewierzący uważany jest za człowieka niepełnego, pozbawionego ważnej dyspozycji, jaką jest dar wiary. Trzeba się nad nim litować i życzyć mu, aby kiedyś go otrzymał. Druga forma to lekceważenie. Ta stosowana jest najczęściej przez księży, którzy zwykli traktować swe owieczki protekcjonalnie. Ateista to ktoś, kto w swoim zadufaniu zanadto się rozbrykał i zabrakło mu pokory, aby uwierzyć. Nie można go traktować zbyt poważnie, bo jeszcze gotów sądzić, że może być partnerem dla ludzi wierzących. Wreszcie trzecia forma to agresja. Niewierzący są krzewicielami wszelkiego zła; są niemoralni, bo odrzucają moralność katolicką; nie są prawdziwymi Polakami, bo przecież Polak to katolik; są niebezpieczni, bo chcą pozbawić ludzi wierzących nadziei, która ich życiu nadaje sens. Dlatego trzeba z nimi walczyć, zepchnąć ich na margines, nie dopuścić, aby deprawowali dzieci i młodzież.

http://www.przeglad-...go-chca-ateisci

 

Gdy w latach 40. Einstein, sprowokowany częstym powoływaniem się na jego wiarę ogłosił artykuł, w którym stwierdził że jego wyznanie bliższe jest deizmowi Spinozy, zaś ideę Boga osobowego uważa za naiwną, reakcje były dosyć skrajne. Pisano do niego żądając wyjazu z Ameryki, bądź wyrażając żal że tak wcześnie wyjechał z hitlerowskich Niemiec, bo naziści powinni zgładzić takiego bezbożnego żyda.

W podobnym tonie wyrażają się listy do Dawkinsa - począwszy od łagodnych, uznających go za głupca, poprzez ostrzejsze wyrażające zdumienie że jeszcze nie pozbawiono go tytułú profesorskiego, aż po szczere życzenia ciężkiej horoby, śmierci rodziny i smażenia się w piekle.

 

Jak wyjaśnić takie podstawy u osób, które powinny się kierować chrześcijańską moralnością?

 

U części wiaże się to zapewne z emocjonalnym wymiarem wiary. To tak jakby dziecku przywiązanemu do misia powiedzieć - ale co go karmisz, on jest z pluszu, a dziecko na to - nie masz racji! i język. Zaprzeczanie temu co jest dla kogoś na różne sposoby cenne, wywołuje gniew. Emocje generowane są na zasadzie "Jak on może, przecież dla mnie to takie ważne". Pod tym względem reakcje bardzo przypominają spory między zwolennikami różnych opcji politycznych.

 

U innych powodem może być przełamywanie tradycji. Ten który nie wierzy, jest tym, który zaprzecza religijnym tradycjom pokoleń. A kto jest przeciw tradycjom narodu, jest przeciw temu narodowi.

 

Inni jak się zdaje uznają moralność za nieodłączną od wyznania, toteż gwałtowne reakcje wynikają z obaw o podważenie moralności.

 

Ale chyba u części bierze się to z retoryki nienawiści pozostałej z dawnych czasów, kiedy to niewiara godziła w utrwaloną religią strukturę państwowości; w hierarchię królów-pomazańców i duchownych-najbliższych Bogu.

 

Odniosę się teraz do wątku Ateizmu-Komunizmu który postawili oboje oponenci. W tej wyliczance "ofiar ateizmu" jest ten podstawowy szkopuł, że zbrodnie reżimów komunistycznych w większości nie były wywoływane niewiarą, a ich podstawą nie było zabijanie "w imię braku boga" tylko raczej w imię jakiejś idei,która utożsamiała pewne grupy ludności z wrogami których należy usunąć. Większość ofiar Rewolucji Francuskiej, to ofiary buntu chłopskiego, którzy stanowięc większość społeczeństwa mieli najmniejsze prawa obywatelskie. Gdy król ustąpił ruszyli na kościoły i dwory nie dlatego, że przestali wierzyć, tylko dlatego, że nie mogli już znieść opresyjnego, feudalnego ustroju. Obalenie monarchii było skutkiem nie masowej ateizacji, lecz klęski głodu za który obwiniano nadmiernie rozrośnięty dwór, a ścięcie króla było wynikiem niepotrzebnej wojny z Austrią, co do której król sądził, że obce wojska pomogą przywrócić jego władzę. Gdy zaś wreszcie nadszedł czas terroru jakobińskiego, pod gilotynę trafialy głownie członkowie drugiej niż rządząca frakcji politycznej.

Czy przyczyną tego był ateizm?

 

Podobne były przyczyny innych masowych mordów . Rewolucja z 1905 była wynikiem sprzeciwu przeciw rządom Cara. Rewolucja październikowa miała na celu przejęcie  władzy. Wielka Czystka 1938 to walka dwóch różnych frakcji  komunizmu. Rewolucja Kulturalna Mao to wynik uznania inteligencji za kozła ofiarnego.

Zaden z tych wielkich mordów nie wynikał z tego powodu, iż rządzący byli ateistami. Nie mordowano "w imię braku Boga".

 

Natomiast biorąc pod uwagę wyprawy krzyżowe i wojny z Albigensami, rzeź Beziers, walki z Katarami, Waldensami, Husytami i Protestantami śmiem twierdzić, że  pojedynczy człowiek, wyznający swą religię może być osobą w pełni uczciwą, szanującą prawo i bliźnich. Natomiast kiedy tworzy tłum, to staje się nosicielem zła i wyłania jednostki zbrodnicze, które stymulują zło w mniejszym lub większym stopniu aż do bestialstwa włącznie.


  • 3





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u