Skocz do zawartości




Zdjęcie

Ciemna strona psychologii.

pranie mózgu korea północna psychologia CIA

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Zbeeanger.
  • Postów: 504
  • Tematów: 67
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 9
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Komuniści piorą mózgi.

 

Na ten ciekawy artykuł natrafiłem w wyborczej... ciekawy i przerażający. Zapraszam do przeczytania bo warto.

Zbeeanger

 

north-korea-is-best-korea_zpsf8bc8d1e.jp

 

Wracający z wojny koreańskiej amerykańscy jeńcy twierdzili, że byli poddawani praniu mózgu i właśnie dlatego w obozach wygadywali bzdury o Ameryce i kapitalizmie, a nawet przepraszali za to, że walczyli z komunistami. Sceptycy podejrzewali, że pranie mózgu to amerykańska propaganda. Nie mieli racji.

 

Rok 1954. Do punktu wymiany jeńców wojennych na 38. równoleżniku rozgraniczającym Koreę Północną i Południową podjeżdżają ciężarówki z Amerykanami, którzy po kilku latach gehenny w chińskich obozach jenieckich wrócą do domów. Wysiadają prawie wszyscy z wyjątkiem grupki młodych mężczyzn trzymających w rękach białe płótno z napisem: "Zostajemy dla pokoju".

 

z14757174Q28-stycznia-1954-r--Po-reeduka

 

Dwudziestu Amerykanów i jeden Brytyjczyk odmawiają powrotu do ojczyzny i wybierają komunistyczne Chiny. Jest wśród nich 27-letni James Veneris z Pensylwanii, który uśmiecha się i macha na pożegnanie. Decyzja Venerisa i innych wstrząsnęła Amerykanami.

 

Prawdziwa wojna zimnej wojny

 

Trzyletnia wojna w Korei kosztowała życie 1,2-2,5 mln ludzi (szacunki są rozbieżne). Zaangażowało się w nią ponad 20 krajów i teoretycznie trwa nadal, bo wciąż obowiązuje tylko rozejm podpisany 27 lipca 1953 r.

 

Genezy konfliktu należy szukać w początkach XX w. W 1910 r. Półwysep Koreański anektowała Japonia, która uprzednio uczyniła go swoją strefą wpływów i umocniła się w tym rejonie po zwycięskiej wojnie z carską Rosją w latach 1904-05. W sierpniu 1945 r. Związek Radziecki przyłączył się do wojny z Japonią prowadzonej dotąd głównie przez USA i zdążył zająć m.in. północną część półwyspu do 38. równoleżnika. Z czasem na północ od 38. równoleżnika pod auspicjami Stalina powstało komunistyczne państwo koreańskie, na południu zaś wspierana przez USA Korea Południowa.

 

Gdy w 1949 r. komuniści Mao Zedonga wygrali wieloletnią wojnę domową w Chinach, przeganiając przywódcę sił nacjonalistycznych Czang Kaj-szeka na Tajwan i proklamując w Państwie Środka komunizm, rządzący Koreą Północną Kim Ir Sen postanowił zbrojnie anektować Południe.

 

Za przyzwoleniem Stalina, który zastrzegł, że wojska ZSRR nie wejdą do akcji, i z obietnicą Mao, że Północ wesprą "ochotnicy chińscy", 25 czerwca 1950 r. armia Korei Północnej przekroczyła 38. równoleżnik. Zajęła Seul i błyskawicznie spychała na południe słabe siły przeciwnika.

 

Agresję potępiła Rada Bezpieczeństwa ONZ (przedstawiciel ZSRR wyszedł z sali obrad, a Chiny głosowały "za", bo reprezentował je rząd Czang Kaj-szeka) i uchwaliła interwencję militarną w obronie Południa pod flagą Narodów Zjednoczonych.

 

Główny ciężar interwencji wzięli na siebie Amerykanie wsparci przez siły południowokoreańskie i oddziały kilkunastu innych państw. Okupujący Japonię Amerykanie zdążyli przerzucić stamtąd wojska, które powstrzymały komunistów i nie dopuściły do zajęcia całego Południa. Wojna, w której Północ na wielką skalę wsparli żołnierze chińscy, toczyła się ze zmiennym szczęściem i w końcu front ustabilizował się na linii 38. równoleżnika. Rozpoczęte w 1951 r. rokowania doprowadziły ostatecznie do rozejmu w lipcu 1953 r.

 

Wojna w Korei - dokument

 

Marsz śmierci

 

Na początku wojny żołnierze Kim Ir Sena rannych bądź słabszych fizycznie jeńców zazwyczaj zabijali, a resztę pędzili na północ, w kierunku rzeki Yalu, gdzie znajdowały się przygotowane dla nich obozy. Dowódcą jednego z konwojów był oficer, którego ze względu na okrucieństwo jeńcy nazywali Tygrysem.

 

James Veneris został schwytany w listopadzie 1950 r. Podczas wymiany ognia zgubił swój oddział i schronił się w jamie osłoniętej drzewami, skąd obserwował chińskich żołnierzy stacjonujących w jednej z południowokoreańskich wiosek.

 

Widziałem, że dobrze traktują rolników, którym zapłacili nawet za żywność, i doszedłem do wniosku, że i mnie nie zrobią krzywdy. Więc się poddałem. Chińczycy zabrali mnie do obozu jenieckiego nad rzeką Yalu - opowiadał potem.

 

Wędrówkę na północ wzięci do niewoli nazwali Marszem Śmierci Tygrysa - w ciągu dziewięciu dni tysiące jeńców musiało w marznącym błocie pokonać 300 km, a nadzorcy nie dawali im prawie nic do jedzenia.

 

Wielu żołnierzy za pomocą kamieni zdzierało sobie martwą skórę z odmrożonych palców - wspominał Amerykanin Thomas Lyke, który trafił do obozu na samym początku wojny. - Nie mieliśmy wody, więc jedliśmy śnieg leżący na polach ryżowych. I bezustannie cierpieliśmy na dyzenterię.

 

Drugiego dnia - relacjonował inny jeniec Wayman Simpson - któryś z chłopaków poprosił Tygrysa, żeby zwolnił tempo, bo ludzie nie dają rady. W odpowiedzi usłyszał, że mają maszerować, dopóki nie padną.

 

W tym marszu śmierci zmarło co najmniej 500 jeńców.

 

Gehenna w chińskich obozach

 

Kim Ir Sen oddał pieczę nad obozami jenieckimi chińskim sojusznikom - szacuje się, że ponad połowa jeńców ich nie przeżyła.

 

W obozie spędziłem ponad trzy lata - wspominał Simpson. - Przez kilka miesięcy nie mogłem się wykąpać, ogolić czy obciąć włosów. Przez dwa lata rany na nogach nie chciały się goić i w końcu zacząłem je polewać gorącą wodą i w ten sposób się wyleczyłem.

 

Złapany podczas próby ucieczki sierżant David Sharp był wielokrotnie przesłuchiwany. Chińczycy najwyraźniej nie byli zadowoleni z moich odpowiedzi, bo w końcu postawili mnie przed plutonem egzekucyjnym - opowiadał BBC News. - Ale nie spełnili swych gróźb i zamiast mnie zabić, związali mi ręce, a następnie wrzucili do bunkra pod ziemią, gdzie spędziłem 28 dni. Co jakiś czas wyciągali mnie, przesłuchiwali i znów wrzucali do bunkra. Któregoś dnia obwiązali kabel telefoniczny wokół jego kciuka, szyi i kostki u nogi, a koniec zawiesili pod sufitem. Nie zabijemy cię - usłyszał. - Jeśli upadniesz, sam popełnisz samobójstwo.

 

Za swoją niezłomną postawę w niewoli sierżant Sharp dostał awans na majora.

 

Film nakręcony jesienią 1950 r.

 

Inny weteran, Brytyjczyk Ted Beckerley, pisał, że w chińskim obozie jeńcy dostawali raz dziennie dwie garście ryżu i miskę wodnistej zupy. Beckerley zapamiętał też bochenek twardego chleba tak gęsto oblazłego robactwem, że wyglądał, jakby był pokryty ziarnami sezamu. Robaki były martwe i głodni jeńcy bez namysłu zjedli chleb.

 

Uboga w witaminy dieta powodowała tak dotkliwe pieczenie stóp, że jeńcy nie byli w stanie stać na nogach. Aby temu zapobiec i dać organizmowi jakiekolwiek witaminy, zaczęliśmy gotować i zjadać rosnące w obozie rośliny podobne do paproci. Nie smakowały źle, trochę jak szpinak, ale nagle okazało się, że zaczynamy po nich puchnąć. Po kilku dniach wyglądaliśmy jak ludziki Michelina - wspominał Beckerley.

 

Reedukacja

 

Po roku od rozpoczęcia wojny warunki w obozach nieco się poprawiły - jeńców zaczęto szykować do programu reedukacji, którego celem było nawrócenie ich na komunizm.

 

Pomagało tysiące młodych ochotników zmobilizowanych przez Chińczyków do pracy w obozach jenieckich. Jeden z nich wspominał: Dowódca kazał mi czytać jeńcom regulamin, zaczynając od słów: "Drodzy studenci". Byłem zdziwiony, bo przecież oni byli więźniami, ale dowódca wytłumaczył mi, że oni są studentami, a my ich instruktorami.

 

Podczas wielogodzinnych apeli, "wykładów" i "rozmów" jeńcy nazywani teraz studentami mieli uwierzyć, że komunizm jest jedyną właściwą drogą rozwoju ludzkości.

 

Wzywali nas na przesłuchania - pisze Ted Beckerley - i pytali, dlaczego walczymy w wojnie, która przecież nie jest naszą wojną. I dlaczego wstąpiliśmy do armii. Starali się udowodnić, że nie rozumiemy słowa "komunizm". Zadawali mnóstwo pytań, co nam się nie podobało w naszym kraju. A my odpowiadaliśmy. Przecież to normalne, że czasem coś ci się w twoim kraju nie podoba, prawda? Nie domyślaliśmy się jeszcze, czemu to ma służyć.

 

Krytyczne uwagi przesłuchiwanych o USA były spisywane, a potem ogłaszane publicznie, tak żeby wszyscy jeńcy mogli je poznać. A skoro jeden skrytykował swój kraj, to czemu inni nie mieliby pójść w jego ślady?

 

Łamanie pilotów

 

Chińczykom szczególnie zależało na złamaniu 36 pilotów, których samoloty zostały zestrzelone. Byli trzymani w izolacji i mogli się kontaktować tylko z przesłuchującymi. Jeden z lotników spędził w osamotnieniu 10 miesięcy, inny 13. Godzinami byli zmuszani do przyjmowania nienaturalnych i bolesnych pozycji - jeden z jeńców musiał przez 33 kolejne dni siedzieć na brzegu stołka po 15 godzin dziennie. Kiedy indziej stał przez 30 godzin z rzędu.

 

dadb291_zps99cd71db.jpg

Sekretne zdjęcie wykonane przez węgierskiego fotografa w koreańskim obozie jenieckim. Ryzykował życiem robiąc to zdjęcie ( towarzyszył inspekcji Czerwonego Krzyża). Zdjęcie przedstawia złapaną załogę samolotu B-29. Od lewej stoją  Marvin King (Right Gunner), 1st Lt. Unknown (ECM Operator), George Millward (Gunner), Bill Hanneman (Left Gunner) and Daniel Oldewage (Tail Gunner).

 

Byli także zamykani w drewnianych kontenerach, tak małych i wąskich, że siedzieli zgarbieni z podkulonymi nogami.

 

Rozmowa z byłym jeńcem Ardenem Rowleyem

 

Amerykański pilot pułkownik Frank Schwable mówił: Nie poddawano mnie torturom fizycznym, byłem dręczony w bardziej wyrafinowany sposób, np. któregoś dnia zostałem zmuszony do publicznego załatwienia się. Byliśmy traktowani jak zwierzęta - strażnicy potrafili na nas szczekać i warczeć, wycierali o nas buty, robili wszystko, żeby nas upokorzyć. Przesłuchania trwały wiele godzin dziennie, a następnego dnia zaczynały się od nowa i padały te same pytania. I tak tygodniami. W końcu zacierała się granica pomiędzy tym, co sami mówiliśmy, a tym, co nam mówiono. Nie wiadomo było, co jest prawdą, a co fantazją. W stanie skrajnego wyczerpania nie mieliśmy już siły się opierać i przyznawaliśmy się do niepopełnionych czynów.

 

Udręczeni piloci zeznawali, że celowo bombardowali obszary zamieszkane przez cywilów, a USA stosowały w Korei broń biologiczną. Składali samokrytykę, przepraszali za swe zachowanie narody krajów komunistycznych i potępiali kapitalizm.

 

images_zpsb07c13ab.jpg

 

Po powrocie do kraju major William Harris tak tłumaczył, dlaczego oskarżał swój kraj, choć nie był torturowany: Nawet nie muszą kłaść ręki na twoim ramieniu, żeby zrobić z ciebie najbardziej żałosną istotę. Wolałbym, żeby mnie codziennie bili, niż przesłuchiwali.

 

Za odpowiednią postawę jeńcy dostawali papierosy, lepsze jedzenie, cieplejsze ubranie, prawo do umycia się. Aby pokazać, jak dobrzy potrafią być komuniści, Chińczycy organizowali nawet zawody, w których rywalizowali jeńcy z różnych obozów.

 

Chińska tortura

 

Tak właśnie wyglądało łamanie psychiki w chińskich obozach jenieckich - pisał Edward Hunter, szpieg CIA, który przebywał w Korei pod przykrywką dziennikarza. To on jako pierwszy użył sformułowania "brainwashing", czyli pranie mózgu, w artykule z 7 października 1950 r. opublikowanym w "Miami News". Przekonywał, że jeńcy, często bardzo młodzi ludzie, mogli nie zdawać sobie sprawy, że są manipulowani, a tok ich rozumowania i emocje z czasem zmieniały się tak, jak planowali oprawcy.

 

Jak tłumaczą psychologowie, o tym, jak człowiek myśli, decyduje również fizjologia, i jeśli cokolwiek zaburza funkcjonowanie ciała, dzieje się to ze szkodą dla sprawności myślenia. Dlatego właśnie jeńcy poddawani byli cięższym, a potem lżejszym, ale długotrwałym torturom polegającym m.in. na: pozbawianiu snu, odbieraniu posiłków, zakazie mycia się i wyczerpujących wielogodzinnych przesłuchaniach, podczas których wzbudzano w nich niechęć do własnego kraju. W efekcie dręczeni zaczynali wierzyć, że to ich oprawcy mają rację.

 

James Veneris zaczął nie tylko rozumieć, ale też popierać działania wroga. Mówił, że przecież Korea ostrzegała USA, aby nie przekraczały 38. równoleżnika, bo to nie ich sprawa.

 

Pewnego dnia podczas apelu strażnik zaczął wykrzykiwać nazwiska przywódców: Truman!... Eisenhower!... Chodziło o to, by pokazać różnicę pomiędzy tymi, którzy są bezpieczni w Waszyngtonie, i jeńcami wojennymi w obozach.

 

Inny amerykański jeniec, Clarence Adams, który również uwierzył w komunizm, zapewniał, że w obozie dostał wszystko, o co prosił - mógł grać w baseball i jeść ulubione amerykańskie posiłki przygotowane przez jeńców. Jako "student" zrobił takie postępy, że po wojnie został zwolniony z obozu i skierowany na dalsze szkolenie. Po kilku miesiącach wrócił, żeby prowadzić wykłady dla jeńców na temat kapitalizmu i imperializmu.

 

Powrót do domu

 

Program reedukacji więźniów trwał od początku wojny koreańskiej do operacji "Big Switch", czyli wielkiej wymiany jeńców, która ciągnęła się przez rok od podpisania zawieszenia broni.

 

Wywiady z weteranami

 

Chińczycy nalegali, aby jeńcy z obu stron 38. równoleżnika wrócili do swoich krajów, natomiast Amerykanie chcieli dać im wybór. W rezultacie 22 tys. Chińczyków zamiast do Chin udało się do USA albo pozostało w Korei Południowej. Władzom amerykańskim zapewne nie przeszło przez myśl, że obywatele USA mogą wybrać komunistyczne Chiny. A jednak kilku tak właśnie zrobiło.

 

Komuniści zwolnili 12 tys. 733 jeńców z oddziałów wszystkich państw walczących pod flagą krajów ONZ. 21 z nich uwierzyło, że to Mao Zedong zbuduje lepszy świat, i dostało do namysłu 90 dni. Po tym namyśle większość z nich zmieniła zdanie i postanowiła wrócić, zanim furtka się zamknęła, a reszta prosiła o zgodę na powrót w następnych latach, zapewniając, że woli więzienie w USA za zdradę niż życie w komunistycznych Chinach.

 

Wrócili nawet ci, którzy nie przestali wierzyć w komunizm, a jedynym wyjątkiem był James Veneris. W Chinach założył rodzinę i pracował w fabryce przetwarzającej szmaciane buty na papier toaletowy. I choć widział na własne oczy, jak ogłoszony przez przewodniczącego Mao ''Wielki skok naprzód'', a potem rewolucja kulturalna pochłaniają życie milionów ludzi, to w wywiadach mówił: Może i chińskie władze z początku trochę namieszały, ale znalazły właściwą drogę. Chiny przecież budują pokój.

 

Efekt indoktrynacji

 

Badania nad wpływem chińskiej indoktrynacji na psychikę jeńców prowadzili niezależnie od siebie dwaj Amerykanie: psychiatra Robert Jay Lifton i psycholog społeczny Edgar Schein. Doszli do tych samych wniosków: zjawisko prania mózgu jest jednym z najsilniej działających mechanizmów przemocy psychicznej, ale manipulowanie ludzką psychiką przynosi tylko przejściowe efekty. Gdy ustają represje, poddawany im człowiek wraca do dawnych poglądów i nawyków.

 

Najpierw więc jeńcy składali w obozach samokrytykę, potępiali kapitalizm i mówili, że komunizm im odpowiada, ale po powrocie do kraju przepraszali za zdradę. I wcale nie musiało to być tylko podyktowane strachem przed konsekwencjami, ale powrotem do normalnych warunków życia bez stałego zagrożenia.

Powrót jeńców do USA

 

Koreańska lekcja CIA

 

Po powrocie do Stanów byli jeńcy trafiali często z deszczu pod rynnę, bo w kraju nie wszyscy uwierzyli w pranie mózgu. Niektórzy przedstawiciele władz bali się, że Chińczycy odesłali za ocean wyszkolonych szpiegów, którzy przy najbliższej okazji zwrócą się przeciwko USA.

 

Inni twierdzili, że to w Ameryce wymyślono bajki o praniu mózgów po to, by poprawić nastroje obywateli zaniepokojonych pogłoskami o rzekomej współpracy żołnierzy z wrogiem.

 

Atmosferę podgrzewał Edward Hunter, głosząc, że komuniści, manipulując ludźmi, używali narkotyków i hipnozy, a "despotom z Kremla" chodzi o rzucenie Ameryki na kolana.

 

Twierdzenia Huntera i relacje jeńców skłoniły CIA do poszukiwania odpowiedzi, jak daleko może być posunięta ingerencja w wolną wolę człowieka. W latach 1950-62 CIA wydała miliony dolarów na badania nad technikami przesłuchań. Ich plon to ukończony w 1963 r. tajny dokument zatytułowany "KUBARK", będący formą instrukcji dla oficerów kontrwywiadu o skutecznych metodach przesłuchań. Został odtajniony w 1996 r. i dziś jest dostępny w internecie.

 

Autorzy tego podręcznika wyszli z założenia, że więzień ujawni przesłuchującym to, co wie, i zgodzi się współpracować, kiedy zda sobie sprawę, że opór jest bezskuteczny. Musi być przy tym absolutnie przekonany, że oprawcy są wszechmocni.

 

Podstawowymi narzędziami przesłuchujących są: wzbudzanie w jeńcu strachu, dezorientowanie go i izolowanie. Pozbawiając więźnia snu, zadając mu ból, wywołując strach, wzbudza się poczucie bezradności, słabości i uzależnienia. Wielu więźniów wchodzi wtedy w stan będący rodzajem szoku i paraliżu psychicznego. Stają się podatni na wszelkie sugestie i skłonni do podporządkowania się.

 

Amerykanie wykorzystali koreańską lekcję i wiedzę, jak działa mózg pod wpływem represji, zastosowali podczas wojny w Wietnamie.

 

Marta Grzywacz

Korzystałam z: "The Washington Post", Joseph Margulies "The More Subtle Kind of Torment"; U.S. POWs in the Korean War - Centre for Research on Globalization

 

Koreańczycy z południa wspominają wojnę

 

http://wyborcza.pl/a...iora_mozgi.html


  • 12




Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: pranie mózgu, korea północna, psychologia, CIA

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u