Skocz do zawartości




Zdjęcie

Szamani Czerwonej Gwiazdy


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

  #1 CacyWitkacy

CacyWitkacy

    Z nosem w ksiażkach

  • Moderator
  • Postów: 913
  • Tematów: 86
  • PłećMężczyzna
  • Artykułów: 10
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano 28.04.2013 - 18:48

*
Popularny

Masowe transfuzje krwi, krzyżowanie człowieka z małpą, telepatia. Tak rosyjska rewolucja z pomocą nauki próbowała stworzyć nowego człowieka.


Dołączona grafika


W październiku 1919 roku w laboratorium Iwana P. Pawłowa, słynnego fizjologa i pierwszego rosyjskiego noblisty, zjawił się Włodzimierz Lenin. Naukowca uprzedzono, że szef partii bolszewików chce rozmawiać o wynikach prowadzonych przez niego eksperymentów nad odruchami warunkowymi.

Pawłow nie krył zdumienia. Wokół lała się krew, Rosja stała w ogniu wojny domowej, a Lenin właśnie teraz miał zamiar zajmować się nauką? Lenin szybko przeszedł do konkretów: „Chcę, aby rosyjskie masy naśladowały komunistyczny wzorzec reagowania i myślenia. W przeszłości w Rosji było zbyt dużo indywidualizmu, a komunizm nie toleruje indywidualistycznych tendencji. Są szkodliwe. Kolidują z naszymi planami. Musimy wyeliminować indywidualizm”.



Pawłowa nie opuszczało zdumienie. "Czyżby Lenin oczekiwał ode mnie uczynienia z ludźmi tego, czego dokonałem z psami?” – pomyślał. Zapytał więc: „Chcecie sprawić, by wszyscy zachowywali się jednakowo i przewidywalnie? Kontrolować odruchy mas?”. „Tak” – odparł Lenin.

Ta rozmowa przeprowadzona w czasie krwawego połogu Kraju Rad (scenę opisał Pawłow w prywatnych notatkach, których fragmenty opublikował prestiżowy rosyjski tygodnik „Ogoniok”) była zaledwie zapowiedzią bolszewickich prób stworzenia nowego człowieka, dziecka czerwonej rewolucji. I zaczęło się: eksperymenty z transfuzją, by stworzyć komunistyczne braterstwo krwi, krzyżowanie człowieka z małpą, by bezklasowe społeczeństwo wyręczyli nowi niewolnicy – superobotnik i superżołnierz. I dalej – badania nad możliwościami ludzkiego mózgu: telepatią, psychokinezą, psychosugestią, hipnozą, jasnowidzeniem, fenomenem halucynacji zbiorowych, ludzką aurą, tajemnymi rytuałami syberyjskich szamanów, a na koniec poszukiwania ukrytej w Tybecie drogi do mitycznej krainy wnętrza ziemi – Szambali, miejsca, które skrywa moc dającą władzę nad światem.

Wszystkie te eksperymenty zaczęto przeprowadzać w poważnych akademickich i uniwersyteckich placówkach naukowych lub specjalnie stworzonych w tym celu nowych instytutach badawczych. Nad najważniejszymi kierunkami poszukiwań sprawowała bezpośrednią kontrolę wszechpotężna policja polityczna – GPU/OGPU, której szefował Feliks Dzierżyński.

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych teorii, która dała początek późniejszym wieloletnim badaniom, sformułował Władimir Biechtieriew, lekarz, profesor i członek rosyjskiej Akademii Nauk. Przed wybuchem rewolucji, w lutym 1916 roku w Petersburgu zebrani na jego wykładzie intelektualiści, lekarze i naukowcy różnych dziedzin usłyszeli: „Śmierci nie ma, panowie”. Biechtieriew głosił, że myśl ludzka to tylko pewien rodzaj energii. Nie może, ot tak, zniknąć. Jeśli zaś nie znika, to do nieśmiertelności już tylko krok.



Biechtieriew był też jednym z prekursorów badań nad hipnozą, później zaczął eksperymenty z telepatią – przekazywaniem myśli, a zwłaszcza komend na odległość. Do prób wykorzystywał zwierzęta. Podjął współpracę ze sławnym w tamtych latach treserem zwierząt Władimirem Durowem. W muzeum Durowa zachował się archiwalny film z jednym ze skeczy tresera. Dekoracje przedstawiają stację kolejową z poczekalnią, kasami i czekającym na peronie pasażerskim pociągiem. Stacja pełna jest zwierząt. Psy, borsuki, indyki, a nawet jeżozwierz niczym ludzie na dworcu siedzą w poczekalni, ustawiają się w kolejce po bilety, wsiadają do wagonów, wychylają się z okien, jakby chcieli pożegnać bliskich. Wszystko odbywa się w niewiarygodnym porządku, ani jednego potknięcia, zwierzęta chodzą jak po sznurku, jak zahipnotyzowane.

Aleksander Własow, dyrektor muzeum, koryguje: – Nie zahipnotyzowane, ale sterowane komendami myślowymi. Własow twierdzi, że film to nie tylko gag, ale zapis wspólnych osiągnięć Durowa i Biechtieriewa, pokaz ich możliwości wydawania komend na odległość.

Współpraca z Durowem była nieformalna, jednak od 1920 roku, kiedy w założonym dwa lata wcześniej Instytucie Badania Mózgu i Aktywności Psychicznej Biechtieriew zorganizował Ośrodek Sugestii Telepatycznej, badania nad hipnozą, telepatią i jasnowidzeniem zostały oficjalnie wpisane do jego zadań statutowych. Na polecenie najwyższych władz Biechtieriew i jego instytut mieli przejść od eksperymentów ze zwierzętami do pracy nad ludźmi.

Szczególnie intensywnie badano psychologię tłumu i możliwości telepatycznej kontroli mas. Biechtieriew ściągał do placówki osoby o szczególnych zdolnościach i próbował wykorzystywać je w roli kontrolerów mas. Nazywał je nosicielami psychicznych bakterii, a grupę ludzi, która znalazła się pod ich kontrolą, obiektem psychicznej epidemii. Pisał: „Sugestia może skierować masy na drogę niewyobrażalnych okrucieństw i podłości, podobnie jak czynów wielkich i bohaterskich”.

Jednym z uczniów i współpracowników Biechtieriewa był lekarz bez specjalizacji Aleksander Barczenko. Uczeń miał poglądy i teorie o wiele radykalniejsze niż mistrz. Głosił, że mózg ludzki to nic innego jak rodzaj radioaparatu nadawczo-odbiorczego. W Instytucie Badania Mózgu Biechtieriewa pracował nad – jak to nazwał – myśloformami, próbował rejestrować ludzkie myśli na kliszy fotograficznej, na przykład wyobrażoną przez uczestnika eksperymentu figurę geometryczną.

Interesował się też psychokinezą, czyli wpływem myśli na zachowanie przedmiotów materialnych. Ściągnięci do instytutu ludzie o ponadprzeciętnych zdolnościach ćwiczyli zapalanie na odległość żarówek albo doprowadzanie cieczy do stanu wrzenia.

Pewnego listopadowego wieczoru 1924 r. do drzwi moskiewskiego mieszkania Barczenki zapukało czterech oficerów GPU. Dowodził nimi cyngiel NKWD, sowiecki szpieg i mistrz wschodnich sztuk walki Jakob Blumkin. Czekiści złożyli Barczence propozycję nie do odrzucenia. Poinformowali, że jego eksperymenty zainteresowały wiadome organa i sam naczelnik Feliks Dzierżyński oczekuje raportu na temat jego osiągnięć.

Barczenko dostarczył raport osobiście i kilka tygodni później w strukturach Moskiewskiego Instytutu Energetyki pojawiła się nowa komórka – Laboratorium Neurogenetyki. Na jego czele stanęli Barczenko jako szef pionu naukowego i Blumkin jako komisarz z ramienia GPU. Było ono jednostką naukowo-wywiadowczą i zajmowało się szpiegostwem radiowym, łamaniem szyfrów, pelengacją (namierzaniem obiektów) i w końcu telepatią, tym razem rozumianą jako sposób pozyskiwania ważnych dla wywiadu informacji, czyli czytania cudzych myśli.

Barczenko nie zrezygnował jednak z rozpoczętych wraz z Biechtieriewem badań nad sugestią i zaczął prace nad hełmem telepatycznym, lustrzaną konstrukcją ze stopów różnych metali mającą wzmacniać fale mózgu i w efekcie nadawać na odległość ludzkie myśli. W zamyśle Barczenki hełm miał umożliwić telepatyczną komunikację ludziom bez żadnych nadnaturalnych zdolności. W tym celu zaprojektowano w laboratorium walce ze stali i aluminium, które miały wysyłać i pobierać ludzkie myśli z otaczającego ziemię tzw. planetarnego pola informacyjnego.

Budowę podobnych walców już po II wojnie światowej podjął Mikołaj Kozyriew fizyk, profesor i członek rosyjskiej Akademii Nauk. Eksperymenty z podobnymi konstrukcjami, zwanymi lustrami Kozyriewa, trwają w Rosji do dziś. Ich centrum stał się nowosybirski oddział Rosyjskiej Akademii Nauk.

– To szeroko zakrojone eksperymenty. W jednym z ostatnich wzięło udział 5 tysięcy osób z dwunastu krajów. Mieli odbierać losowo wybrane przez komputer symbole nadane za pomocą myśli przez siedzącego w lustrze operatora – opowiada członek nowosybirskiego zespołu badawczego dr Aleksander Trafimow. Trafimow twierdzi, że operator uzyskał 70-procentową skuteczność.

Laboratorium Neurogenetyki w warunkach czerwonego terroru na długie lata zapewniło sobie nietykalność i swobodę działania. Po pierwsze, Dzierżyński nie interesował się szczególnie badaniami Barczenki. Po drugie, laboratorium miało wysoko postawionego i zafascynowanego prowadzonymi eksperymentami protektora. Był nim jeden z najpotężniejszych czekistów, szef Oddziału Specjalnego GPU Gleb Bokij, który szybko zaprzyjaźnił się z Barczenką. Połączyła ich fascynacja mistycyzmem.

Bokij do swoich zespołów badawczych ściągał z Syberii szamanów, a muzea ogałacał z przedmiotów związanych ze wschodnimi kultami i szamańskimi rytuałami. Obaj panowie założyli wzorowaną na zachodnich lożach masońskich nieformalną organizację Jedyne Bractwo Robotnicze.

Barczenko ruszył z ekspedycją za krąg polarny do krainy syberyjskich szamanów. Wkrótce tym samym szlakiem w 1927 r. wyruszył Bokij. Ekspedycja kosztująca gigantyczne pieniądze, ok. 600 tys. dolarów, miała za zadanie odnalezienie mitycznej podziemnej krainy Szambali. Szlak poszukiwań wiódł przez Afganistan, Tybet i Indie. Barczenko na skutek intrygi Blumkina został od bezpośredniego udziału w wyprawie odsunięty przez samego szefa GPU Nikołaja Jeżowa, ale z Moskwy czuwał nad jej powodzeniem. Napisał nawet list do uczestników ekspedycji: „Towarzysze! Kontakt z Szambali jest w stanie wywieść człowieka z krwawego zaułku ślepej bezmyślności i oddać świat we władze wyższej świadomości. W ręce nowego człowieka”.

Co przywieźli uczestnicy wyprawy na Łubiankę? Wiadomo jedynie, że odwiedzili ponad 150 świątyń tybetańskich, zabrali ze sobą ponad pół tysiąca artefaktów oraz kilkaset książek i manuskryptów. Nie zachowała się jednak żadna wiarygodna relacja z tej wyprawy.

To, czego Barczenko, Blumkin i Bokij szukali w Tybecie, Aleksander Bogdanow postanowił odnaleźć w samym sobie. Bogdanow był wszechstronnym intelektualistą. Organizował sowiecką Akademię Nauk, był lekarzem, filozofem, pisarzem i głównym ideologiem Proletkultu – masowej radzieckiej organizacji komunistycznej propagującej w ramach współpracy pokoleń samodoskonalenie się robotników w dziedzinie kultury i sztuki. Bogdanow postanowił przenieść współpracę pokoleń na obszar biologiczny. Służyć temu miały masowe transfuzje krwi. Starzy mieli się dzielić krwią z młodymi, chorzy ze zdrowymi. Po jakimś czasie miał nastąpić cudowny efekt braterstwa krwi. Na młodych wraz z krwią starych spłynie rozwaga, doświadczenie, na starych zaś, napełnionych krwią młodzieży, siła, zdrowie i młodzieńczy wigor. Chorzy mieli ozdrowieć, a zdrowi nie zachorować. Na koniec zaś bardzo prawdopodobne, że wszyscy zyskają nieśmiertelność.

Bogdanow rozpoczął eksperymenty z przetaczaniem krwi w 1926 roku. W tym celu założył w Moskwie Państwowy Naukowy Instytut Przetaczania Krwi. Od władz otrzymał piękny pałac kupiecki w centrum stolicy i zgodę na eksperymentowanie na ludziach. Ochotników dostarczył Proletkult. Chociaż podobno zgłosiła się też żona Lenina, Nadieżda Krupska, Bogdanow najchętniej eksperymentował na sobie. Zanotował, że poddał się transfuzji jedenaście razy i za każdym razem czuł się lepiej. Tryskał optymizmem. Twierdził, że przestały wypadać mu włosy i poprawił się wzrok. Niestety, nie przewidział komplikacji. Zmarł po dwunastej transfuzji, kiedy przetoczył sobie krew studenta chorego na gruźlicę i malarię.

Po dojściu Stalina do władzy ZSRR zaczął się zmieniać. Utopijny optymizm gdzieś się ulotnił, zastąpił go morderczy program industrializacji. Futuryzm i awangardę zastąpił socrealizm. Człowiek nie musiał już poszukiwać sposobów samodoskonalenia. Ogłoszono, że uszlachetnić może tylko praca. Mistycyzm zaś został wypleniony przez nową religię – kult jednostki.

Autor: Igor T. Mecik
Źródło: http://historia.news...,99536,4,1.html


Temat będzie uzupełniany.


Stalin chciał skrzyżować człowieka z małpą.


W połowie lat 20. ubiegłego wieku radziecki dyktator Józef Stalin chciał wzmocnić Armię Czerwoną batalionami krzyżówek ludzi z małpami. Niewiele zabrakło, aby mu się to udało...



Dołączona grafika




Józef Stalin nie musiał obawiać się o swoją pozycję na kremlowskich salonach, bowiem dysponował aparatem represji, przy pomocy którego skutecznie eliminował wszystkich przeciwników politycznych. Ale potężny Koba chciał więcej: zapragnął przejąć władzę nad światem w czym miała mu pomóc armia małpich superwojowników. Ich hodowlą miał zająć się znany sowiecki specjalista od krzyżowania gatunków - Ilja Iwanow. Podobno Stalin powiedział do niego: "Chcę nowego, niezwyciężonego człowieka, niewrażliwego na ból, odpornego na ciosy wrogów i obojętnego na jakość przyjmowanego pożywienia". I tak oto słowo zamieniło się w czyn...

Hybrydy Iwanowa

Eugenika to pojęcie wprowadzone w 1883 r. przez Francisa Galtona (kuzyna Karola Darwina), dotyczące selektywnego rozmnażania zwierząt, mającego ulepszać gatunki z pokolenia na pokolenie, zwłaszcza gdy chodzi o cechy dziedziczne.

Negatywne konotacje pojęcia wiążą się przede wszystkim z nadużyciami eugeniki narodowo-socjalistycznej. Właśnie na fundamentalnych założeniach Galtona opierał się urodzony w 1870 r. Ilja Iwanowicz Iwanow.


Już kilka lat temu w prestiżowym "Scientific American" pojawił się artykuł opisujący kulisy makabrycznych eksperymentów przeprowadzanych przez radzieckich naukowców, których prowodyrem był Iwanow. Pierwsze zainteresowanie krzyżowaniem gatunków pojawiło się u niego jeszcze przed radziecką rewolucją październikową i nie było powiązane z ideologią marksistowską. Ukończywszy w 1896 r. studia z tytułem doktora fizjologii, Iwanow pracował z Iwanem Pawłowem - najsłynniejszym wówczas na świecie fizjologiem. Iwanow wykorzystał opracowaną przez Pawłowa metodę chirurgicznej ekstrakcji gruczołów płciowych i szybko stał się pionierem inseminacji w hodowli rasowych koni.

Tworzenie hybryd zwierząt domowych i ich dzikich odpowiedników fascynowało Iwanowa - jako pierwszy skrzyżował zebrę z koniem Przewalskiego. Swego czasu Iwanow był powszechnie szanowany w środowisku naukowym, ale - tak jak wielu mu podobnych - zaślepiła go żądza przeprowadzania kontrowersyjnych eksperymentów bez względu na ich koszty (nie tylko finansowe).

W 1910 r. Iwanow wygłosił na Światowym Kongresie Zoologów w austriackim Graz wykład, w którym podjął temat hipotetycznej hybrydyzacji człowieka z małpą. Nikt wtedy nie przypuszczał, że naukowiec będzie chciał faktycznie przeprowadzić taki eksperyment. Z czasem, teorie Iwanowa zaczęły przykuwać uwagę coraz wyżej postawionych urzędników państwowych.

W 1924 r. Ilja Iwanow otrzymał pozwolenie na korzystanie z placówki Instytutu Pasteura w Gwinei Francuskiej w celu przeprowadzenia eksperymentu, a rok później dostał finansowe wsparcie od radzieckiej Akademii Nauk (10 000 dol., co było wówczas kwotą ogromną).


Iwanow niejednokrotnie przyznawał, że jest typem uczonego odkrywcy, który chce sprawdzić różne hipotezy zasugerowane w literaturze naukowej. Jedna z nich - wysnuta w 1900 r. przez Niemca Hansa Friedenthala - dotyczyła czerwonych krwinek szympansów, goryli, orangutanów i ludzi. W toku badań serologicznych okazało się, że są one dużo bardziej do siebie zbliżone niż wcześniej sądzono.

Friedenthal zasugerował, że komórki rozrodcze małp są na tyle podobne do ludzkich, by możliwe było stworzenie międzygatunkowych hybryd. Tezę tę chcieli sprawdzić holenderski zoolog Hermann Marie Benelot Moens oraz niemiecki seksuolog Hermann Rohleder, próbując zapłodnić szympansie samice ludzkim nasieniem. Ze względu na wątpliwości natury etycznej, wyniki tych eksperymentów nigdy nie ujrzały światła dziennego.


Iwanow miał w sobie dużo więcej odwagi, zwłaszcza że korespondencyjnie był wspierany przez samego Stalina. W 1926 r. rozpoczęła się seria eksperymentów z międzygatunkowym sztucznym unasiennianiem. Pracownicy zaimprowizowanej placówki badawczej byli wrogo nastawieni do radzieckiego fizjologa, zatem zanim projekt został rozwiązany jako "bezużyteczny", udało mu się przeprowadzić próby zapłodnienia zaledwie trzech szympansic ludzkim nasieniem. Iwanow był zdesperowany, by kontynuować badania.

Zgodnie z teorią Darwina, Afrykanie byli w łańcuchu ewolucyjnym bliżsi małp niż biała rasa. Iwanow dogadał się z władzami jednego ze szpitali i podjął makabryczną próbę zapładniania nieświadomych niczego afrykańskich kobiet nasieniem szympansów. Zanim którakolwiek z nich zaszła w ciążę, barbarzyńskie procedery radzieckiego uczonego wyszły na jaw, a realizację projektu wstrzymano. Z powodu braku perspektyw i środków finansowych Iwanow był zmuszony do powrotu do ZSRR.

Uczony starał się kontynuować swoje badania na ochotniczkach (rzekomo jakieś znalazł), jednak z powodu poważnego naruszenia zasad etyki podczas eksperymentów na afrykańskich kobietach, bez ich zgody, Akademia Nauk wstrzymała dalsze finansowanie jego prac. W uzasadnieniu tej decyzji można było przeczytać, że "procedery Iwanowa mogły podważyć zaufanie mieszkańców Afryki do europejskich uczonych i lekarzy oraz stanowić przeszkodę w późniejszych rosyjskich wyprawach na ten kontynent". Kiedy makabryczne eksperymenty wyszły na jaw, nawet sam Stalin nie mógł udzielić Iwanowowi wsparcia.

O Iwanowie jeszcze przez długi czas było głośno. Początkowo zwolennicy jego eksperymentów byli napędzani polityczną propagandą, z czasem jednak naprawdę zaczęli wierzyć w ich słuszność. Zindoktrynowani marksistowską ideologią uczeni, tacy jak Herman Muller, wyrażali opinie, że eksperymenty genetyczne na ludziach i szympansach mogą pomóc rodzicom w płodzeniu lepszego potomstwa.

Genetycy mu podobni przekonywali, że takie badania doprowadzą do rozwoju eugeniki i stworzenia rasy o jednolitych, wysoce pożądanych cechach. Ale nie brakowało także głosów sprzeciwu. Charyzmatyczny biolog Trofim Łysenko przekonał Stalina, że zapędy Iwanowa prowadzą nie tylko do ekspansji eugeniki na nowe terytoria, ale ostatecznie także do faszyzmu. Stąd dosyć nagłe wycofanie wspierania eksperymentów Iwanowa przez Stalina i ściganie wszystkich interesujących się podobną tematyką naukowców.


Iwanow nie mógł walczyć bez końca. Mimo że (nieskutecznie) próbował pozyskać zwolenników, ostatecznie musiał się poddać. Porzucił go nawet jeden z jego największych naukowych adwersarzy - Orest Neyman, który oskarżył go o sabotaż afrykańskiej farmy inseminacyjnej. Jego zdaniem, próby zapłodnienia kobiet nasieniem szympansów były celowo psute przez Iwanowa. 13 grudnia 1930 r. Ilja Iwanow został aresztowany i zesłany do Kazachstanu, gdzie zmarł dwa lata później.

Co kierowało Iwanowem? Dlaczego za wszelką cenę chciał udowodnić, że stworzenie krzyżówki człowieka z małpą jest możliwe? Jak sam wspominał, osobiście nigdy nie chciał mieć potomstwa z małpami, choć do końca nie jest jasne, czyjego nasienia używał w pierwszej fazie eksperymentów. W nielicznych wypowiedziach publicznych Iwanow wyrażał pragnienie udowodnienia, że człowiek pochodzi od małpy, obalenia tym samym poglądów kreacjonistów i zadania śmiertelnego ciosu Kościołowi.

Historia zna wiele przypadków uczonych, którzy w imię nauki byli w stanie nagiąć wszelkie możliwe reguły etyki. Ilja Iwanow był jednym z tych badaczy, którzy dla pobudek ideologiczno-politycznych zrezygnowali z powszechnie obowiązujących zasad moralnych.

Mimo iż Iwanow przez długi czas był szanowanym na arenie międzynarodowej ekspertem od inseminacji zwierząt domowych, to drzemiący w nim demon pragnął pokarmu dla pytań niezadanych. Chyba w każdym naukowcu istnieje metafizyczna granica wiedzy, której nie powinno się przekraczać. Niektórzy jednak nie są w stanie oprzeć się pokusie zrobienia jednego kroku za dużo...

Historia Iwanowa skłania do zadania sobie niezwykle ważnych i jakże aktualnych pytań. Czy w imię nauki można przekroczyć wszelkie granice? Czy eksperymenty międzygatunkowe powinny być dozwolone? Co z normami etycznymi i sumieniem naukowców?

Być może to właśnie nauka wyzwala w nas trudne do kontrolowania emocje, takie, o jakich wspomniał niegdyś Albert Einstein: "Najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć, jest oczarowanie tajemnicą. Jest to uczucie, które stoi u kolebki prawdziwej sztuki i prawdziwej nauki. Ten, kto go nie zna i nie potrafi się dziwić, nie potrafi doznawać zachwytu, jest martwy, niczym zdmuchnięta świeczka".

Autor: Marcin Powęska
Źródło: Interia.pl





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u