Skocz do zawartości




Zdjęcie

Deislamizacja Europy (i świata)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
79 odpowiedzi w tym temacie

#61

rainman
  • Postów: 483
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Przede wszystkim sama emigracja muzułmanów wynika z pobudek ekonomicznych i nie ma w tym nic zaskakującego, natomiast islamizacja Europy jest następstwem skali tej emigracji. Twierdzenie, że podstawowym celem życia każdego wyznawcy islamu jest ekspansja religijna to po prostu gruba przesada.
  • 0

#62

Robakatorianin
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To tak jakby prowadzić w Polsce szeroko zakrojoną akcje szczepień przeciwko malarii, ponieważ klimat się ociepla i może kiedyś przybędzie ona do naszego kraju.


Jakie może...
Przy naszej bierności na pewno! Jak pełno ich będzie w krajach ościennych to gdzie skierują swe kroki?

Zapewne podobnie myśleli Duńczycy, Francuzi, Szwedzi itp dwadzieścia lat temu. Masz może jakąś ciekawą statystykę pokazującą ilość islamistów w tamtym okresie czasu?

Trochę zaległości z Danii:
http://www.youtube.com/watch?v=IlDbGIKYB9A&feature=player_embedded
http://www.youtube.com/watch?v=1fxXkKk2CBw
  • 0

#63

hayashi
  • Postów: 232
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Ciekawy wywiad z Ayyan Hirsi Ali - pierwszy raz o niej słyszę, a to, co ma ona do powiedzenia, jest naprawdę
bardzo ciekawe. Wywiad o kulturze arabskiej, konflikcie izraelsko-palestyńskim i wielu innych sprawach.
Warto przeczytać - zastanawia mnie, dlaczego jej tak mało w polskich mediach, o ile w ogóle jest tam obecna.
Tekst długi, ale bardzo ciekawy.

"Jest coś godnego w spokojnym, zdecydowanym zachowaniu Ayaan Hirsi Ali, kiedy wstaje ze swojego miejsca
i idzie ku podium, żeby wygłosić wykład. Zawiła historia Ayyan Hirsi Ali zaczyna się w Somalii, gdzie urodziła
się w rodzinie muzułmańskiej. W wieku pięciu lat poddano ją okaleczeniu genitalnemu.

Jako nastolatka była pobożną muzułmanką. Mając dwadzieścia lat dowiedziała się o zaaranżowanym dla niej
małżeństwie, którego nie chciała, i uciekła do Holandii, gdzie poprosiła o azyl. Hirsi Ali studiowała na
uniwersytecie w Leiden i zaczęła publikować artykuły krytyczne wobec islamu, warunków życia kobiety
muzułmańskiej i tym podobne.

Napisała scenariusz do holenderskiego filmu „Poddanie” dla reżysera Theo van Gogha, którego następnie
zamordował muzułmański zabójca. Hirsi Ali wstąpiła do Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji i w
2003 r. została wybrana do parlamentu holenderskiego. Kilka lat później przeniosła się do Stanów
Zjednoczonych, gdzie została pracownikiem badawczym w American Enterprise Institute. Opublikowała
kilka książek; jej autobiografia zatytułowana Niewierna jest międzynarodowym bestsellerem. Już w 2005 r.
magazyn „Time” wymienił Hirsi Ali między 100 najbardziej wpływowymi ludźmi na świecie. Internet pełen
jest informacji o niej, jej artykułów i wideo z jej wykładami.

Bez wątpienia jest odważna: w swojej postawie przeciwko islamowi, co doprowadziło do gróźb zabicia jej,
oraz w stosunku do liberalnej elity zachodniej, której nie odpowiada krytyka multikulturalizmu i ślepoty
społeczeństwa zachodniego, głuchego na zagrożenie jego istnienia jako wolnego społeczeństwa.

Ayaan Hirsi Ali była w Izraelu jako uczestniczka niedawnej Konferencji Prezydenckiej w Jerozolimie. Publikujemy
wywiad z nią dla gazety „Israel Hayom”.

Israel Hayom: W wykładzie wiele razy nawiązywałaś do sytuacji na Bliskim Wschodzie. Mówiłaś, że ludzie
Zachodu nie rozumieją, że to, co ma miejsce na Bliskim Wschodzie, nie jest dialogiem.

Ayaan Hirsi Ali: Chodzi tu o więcej niż o jeden problem. W kontekście izraelsko-palestyńskim głównym problemem jest to, że możesz mówić o procesie pokojowym, ale to, co otrzymujesz, to proces, nie zaś pokój. A dlaczego ten proces tak się przedłuża? Ponieważ dla Izraelczyków kwestią jest terytorium. Dla negocjatorów palestyńskich zaś nie jest to problem ziemi, ale problem religijny i etniczny. Nie dotyczy to tylko Palestyńczyków, ale wszystkich Arabów. Przede wszystkim jest to problem religijny.

Z perspektywy przywódców arabskich osiągnięcie rozwiązania w postaci dwóch państw jest zdradą Boga,
Koranu, hadisów i tradycji islamu.

Israel Hayom: Mimo że są przedstawiani jako ludzie świeccy?

Ayaan Hirsi Ali: Fakty nie potwierdzają twierdzenia, że negocjatorzy palestyńscy są świeccy. Gdyby byli
świeccy, już istniałoby jakiegoś rodzaju porozumienie terytorialne. Nie ma jednak dzisiaj żadnego porozumienia, ponieważ z jednej strony jest religijny dżihad o wszystko lub nic, a z drugiej strony jest nadal kwestia terytorialna. Oczywiście wiem, że istnieją Izraelczycy, dla których jest to także problem religijny; ich liczba jednak jest bardzo mała w porównaniu ze stroną muzułmańską. Osiągnięcie porozumienia, które prowadzi do dwóch państw jest zdradą religijną — nie tylko dla przywódców, ale dla większości muzułmanów. Zachód tego nie rozumie.

Israel Hayom: Dlaczego? Po tylu latach życia na Zachodzie, jak to wyjaśniasz?

Ayyan Hirsi Ali: Pojęcie religii na Zachodzie w XX i XXI wieku różni się od pojmowania jej przez muzułmanów na
Bliskim Wschodzie. Zachód z powodzeniem oddzielił religię od polityki, ale także w tym miejscach na Zachodzie,
gdzie nie ma wyraźnego rozdzielenia, nadal pojęcie Boga i religii, nawet w XIII lub XV wieku, różniło się od
dzisiejszej rzeczywistości na Bliskim Wschodzie. Islam jest ortopraksją, islam ma cel. Jeśli jesteś prawdziwym
muzułmaninem, musisz walczyć o ten cel. Możesz osiągnąć chwilowy pokój lub zawieszenie broni, ale nie może
być on trwały. Tu nie chodzi tylko o terytorium. Terytorium bowiem nie należy do ludzi; należy do Boga. Dla
palestyńskiego przywódcy — nawet jeśli jest świecki, nawet jeśli jest ateistą — wyjście z sali negocjacyjnej z
oświadczeniem o dwóch państwach, oznaczałoby, że zostanie zabity w chwili, kiedy znajdzie się za drzwiami.

Israel Hayom: Wielu mądrych ludzi przyjeżdża tutaj, doradzając Izraelczykom, by działali racjonalnie. Czy sądzisz, że ta debata ma cokolwiek wspólnego z racjonalizmem?

Ayaan Hirsi Ali: Europejczycy i Amerykanie — nie mówię jedynie o przywódcach, ale ogólnie o ludziach — kiedy
mają problem, uważają, że musi istnieć jakiegoś rodzaju kompromis. Nie potrafią zaakceptować, że jedna strona mówi „jedynym racjonalnym rozwiązaniem jest nasze całkowite zwycięstwo”. Jeśli pominiesz sytuację izraelsko-palestyńską, zobaczysz składniki tej kultury w wydarzeniach w Syrii, w Libanie. Widać to było z Mubarakiem. Jest zwycięzca i jest przegrany. Nie może być dwóch zwycięzców.

Israel Hayom: A więc proponowany kompromis wypływa z naiwności?

Ayaan Hirsi Ali: Możesz nadać temu dowolną etykietkę. Słuchałam kogoś takiego jak Tony Blair, byłam na
dwóch lub trzech konferencjach, na których przemawiał, i nie jest on już dłużej naiwny, nie jest tym samym człowiekiem, jakim był dziesięć lat temu w sprawie tego konfliktu. Coraz więcej przywódców widzi, że ten konflikt nie zostanie rozwiązany w zachodnim stylu, a mianowicie w duchu, że wszystkie konflikty dają się rozwiązać i że nikt nie odchodzi od stołu z pustymi rękami.

W kulturze dyktowanej przez honor i hańbę — w dodatku do religii — porażka każdego rodzaju, zaakceptowanie kompromisu, oznacza wyjście z pokoju z pustymi rękami. Kompromis jest przegraną w tej kulturze. Bardzo to trudno wytłumaczyć dzisiejszym ludziom Zachodu.

Israel Hayom: Wielu liberałów na całym świecie, którzy popierają kompromisowe rozwiązanie, na ogół obwinia
także Izrael.

Ayaan Hirsi Ali: Wielu liberałów postrzega Izrael jako kraj tego rodzaju, co ich; kolejne państwo liberalne, białe,
racjonalne itd. Dlatego oczekują, że podejdziecie do sprawy w sposób, w jaki zrobiliby to oni. Ale oni podchodzą do tej sprawy w kontekście rzeczywistości w USA lub Europy, albo jakiegoś innego systemu zachodniego, gdzie są rządy prawa, arbitrzy, możliwość pójścia do sądu w wypadku niezgody. Jest sąd okręgowy, sąd apelacyjny, sąd najwyższy, a kiedy przemówią sędziowie, sprawa jest zakończona. Może
tracisz twarz, ale musisz zaakceptować porażkę.

Ci liberałowie nie rozumieją, że mówimy o fundamentalnie innym kontekście, gdzie nie istnieje taka infrastruktura sądownicza, a ci, którzy do niej aspirują, są prześladowaną mniejszością.

Niemniej jestem optymistyczna teraz, po Wiośnie Arabskiej. Widzę ludzi, choć niewielu i bardzo
zdezorganizowanych, ale takich, którzy chcą infrastruktury, gdzie religia jest zepchnięta na bok i gdzie kompromis zajmuje środek sceny. Oni tylko nie wiedzą, jak do tego doprowadzić. Brakuje im środków i instytucji, by do tego doprowadzić. Ale jest to możliwe.

Israel Hayom: Twoje poglądy nie są powszechne w liberalnych mediach ani wśród liberalnej elity intelektualnej.
Czy spotkałaś się z trudnościami głosząc je?

Ayaan Hirsi Ali: Wśród zachodnich elit liberalnych są ludzi, którzy mają rzeczywiste doświadczenie, i są tacy, którzy nie mają. Ci, którzy mają rzeczywiste doświadczenie z jakimkolwiek aspektem islamskiej kultury lub religii, którzy rzeczywiście ze wszystkich sił próbowali osiągnąć jakiś rodzaj kompromisu, wychodzą z tego —
po latach niekończących się nieudanych prób — z całkowicie inną perspektywą. Nie muszę ich przekonywać.

Wspomniałam wcześniej Tony’ego Blaira, liberała o światowej renomie, który zmienił perspektywę. Wierzył kiedyś, że zdolność znajdowania kompromisu możliwego do przyjęcia dla każdego, kto był w sali
negocjacyjnej, jest sztuką. Nie uważa już tak dziś. Mamy do czynienia z zupełnie innym zjawiskiem i dlatego potrzebujemy głosów takich jak jego, by edukować zachodnich liberałów, żeby zrozumieli dlaczego to jest inna sytuacja.

Uważam, że każdy, kto przyjmuje założenie, że wszyscy jesteśmy tacy sami i że jesteśmy w stanie to rozwiązać — jest niezainteresowany rozwiązaniem, obojętny i niedoświadczony.

Israel Hayom: Jest także pewna doza idealizmu…

Ayaan Hirsi Ali: Idealizm jest czymś dobrym. Kiedy jednak idealizm styka się z rzeczywistością, nie wolno nią
manipulować, by pasowała do twojej utopii. Musisz zaakceptować rzeczywistość. 93 tysiące ludzi zginęło w Syrii, bo siły walczące nie mogły, nie potrafiły, nie chciały pójść na kompromis. Ta liczba jest wyższa niż liczba wszystkich ofiar śmiertelnych po obu stronach w konflikcie izraelsko-palestyńskim!

Tak więc, to nieustanne zajmowanie się konfliktem izraelsko palestyńskim jest jak przyjmowanie środków
uspokajających lub palenie trawki. Po prostu czujesz się lepiej. Nie możesz stawić czoła rzeczywistości, więc
ciągle mówisz o czymś, co pozwala ci się lepiej czuć. Można także wspomnieć liczbę ludzi, którzy zginęli w Libii,
bo Kaddafi i opozycja nie potrafili znaleźć drogi do stołu negocjacyjnego. To zjawisko powtarza się w całym
regionie, nie tylko dzisiaj, ale przez całą historię. Osiągnięcie kompromisu oznacza utratę twarzy.

Israel Hayom: Czy sądzisz więc, że mówienie o negocjacjach ze strony arabskiej jest grą bez żadnych prawdziwych zamiarów? Wiemy, że bezpośrednio po porozumieniu w Oslo Arafat przemawiał w meczecie w Afryce Południowej, porównując umowy z Oslo do traktatu hudaiba, jaki Mahomet zawarł ze swoimi wrogami.
W Izraelu byli ludzie, którzy to zaakceptowali i mówili, że Arafat musi mówić dwoma różnymi językami, jednym do swoich ludzi i drugim do nas.

Ayaan Hirsi Ali: Nieustannie słyszę ten argument, także w odniesieniu do Turcji Erdogana i do Saudyjczyków. Wiesz, na czym polega błąd tego argumentu? Jeśli chcesz osiągnąć pokój, a nie wyłącznie proces, musisz zawrzeć pokój z ludźmi. Sami negocjatorzy nie są ważni. To jest kilka osób, które jutro mogą stracić władzę albo nie żyć. Musisz mieć pokój z ludźmi, z którymi jesteś w konflikcie, i jak długo nie chcą oni słyszeć innej śpiewki, nie będzie pokoju. Dopóki ludność jako całość nie jest gotowa do kompromisu, nie ma kompromisu. Dotyczy to polityki wewnętrznej każdego narodu lub polityki zagranicznej z innymi narodami, dla których
konflikt izraelsko-palestyński jest symbolem, jest widziany jako największy symbol wszystkich relacji z
arabskim światem islamskim.

Musi nastąpić zmiana postaw i zmiana w kulturze, zmiana samej kultury, i mam nadzieję, że to widzimy.

Wierzę, że prawdziwa emancypacja nie może istnieć bez wolności jednostki, bez indywidualnej przestrzeni i
indywidualnego głosu. Fakt, że indywidualizm nie ma szansy w świecie arabsko-muzułmańskim, jest związany
z przynależnością do kolektywu. Jeśli chcesz należeć i być częścią kolektywu, musisz być zwycięzcą. Jeśli nie
jesteś, jesteś źródłem hańby.

Musisz więc zadać pytanie, dlaczego reżim syryjski i jemu podobne nie są zdolne do zakończenia rozlewu krwi
po zabiciu dziesięciu osób, tysiąca lub dziesięciu tysięcy ludzi. Dlaczego? Tego nie powoduje Izrael, Amerykanie
ani nikt z zewnątrz; jest to część kultury. A żeby jakaś kultura mogła wreszcie wyrosnąć z takich zjawisk, zmiana musi przyjść od środka.

Israel Hayom: Jeśli tak jest, to czy negocjacje mają jakikolwiek sens, skoro my mówimy o pokoju, a Autonomia
Palestyńska używa antyizraelskich podręczników w szkołach, gdzie nawet nie ma nazwy Izraela na mapach?

Ayaan Hirsi Ali: Nie teraz. Nie, jak długo większość ludzi nie chce pokoju. Przywódca arabski, który naprawdę
chce pokoju, musi najpierw przekonać ludność arabską, musi otrzymać ich poparcie, a potem pójść po pokój.
Dlatego pierwszą rzeczą, nad którą trzeba pracować, są nie tyle stosunki z Izraelem, ile zmiana kultury, islamskiej i arabskiej. Ten proces nie zależy od was, chociaż możecie w nim pomóc, ułatwić go, być katalizatorem; ale nie zależy od was, ani od Ameryki, ani od reszty świata.

Israel Hayom: W związku z teorią o „zderzeniu cywilizacji”, czy w jakimkolwiek sensie widać, że Europa
zaczyna dostrzegać niebezpieczeństwo, przed jakim stoi? Mamy poczucie, że Izrael jest rodzajem kozła ofiarnego dla reszty świata. Czy uważasz, że Europa poddana jest cichemu podbojowi przez muzułmanów?

Ayaan Hirsi Ali: Tak, ale nie jest on dłużej cichy od czasu 11 Września i zamachów terrorystycznych. Ponieważ
kraje Europy i USA są demokracjami, ich obywatele mają wolność słowa. Im więcej słuchamy, tym bardziej można dostrzec skrajne rozejście się kulturowe między cywilizacjami, tak jak twierdził Huntington. Trzeba najpierw uświadomić to sobie, zanim zacznie się winić Izrael lub znajdować inne kozły ofiarne, inaczej nic się nie zmieni. I Europejczycy zaczynają się budzić.

Pierwszy raz byłam w Izraelu w 1998 lub 1999 r. i widziałam ludzi w mundurach z karabinami w autobusach,
na rynkach, na ulicach. Mój europejski przyjaciel, który był ze mną, uważał, że to bardzo dziwne. Nigdy nie
spotkasz tego w Holandii. Obecnie na wszystkich lotniskach w Europie i w USA są funkcjonariusze
bezpieczeństwa, wszyscy z karabinami maszynowymi, dokładnie tak samo, jak widziałam to w Izraelu w owym
czasie. Po zamachu bombowym na maraton bostoński, myślę, że Czwartego Lipca w tym roku będzie więcej
agentów bezpieczeństwa niż widzów.

Tak więc, kiedy te liberalne demokracje zachodnie zaczynają stawać przed takimi samymi wyzwaniami jak
Izrael, lub przynajmniej ich ułamkiem — widzisz zmianę postaw.

Israel Hayom: Czy wyczuwasz zmianę postaw wobec Izraela? Zrozumienie Izraela?

Ayaan Hirsi Ali: No cóż, niektórzy ludzie usztywnili swoje stanowisko. Nie rozumiem odmowy przyjazdu do
Izraela Stephena Hawkinga. Panuje nadal bojkot Izraela przez intelektualistów. Niemniej ludzie w Bostonie
są najbardziej liberalni w Stanach Zjednoczonych, może z wyjątkiem San Francisco, a byli naprawdę zadowoleni, że ludzie w mundurach patrolują ulice, co ogranicza ich wolności obywatelskie. Ludzie jednak
wolą uznać rzeczywistość niż tracić kończyny.

Israel Hayom: Co chciałabyś powiedzieć czytelnikom „Israel Hayom”?

Ayaan Hirsi Ali: To samo, co mówię na wykładach. Musicie być realistami i zrozumieć, że Izrael nie jest
problemem, chociaż nie jest także rozwiązaniem. Mówię o oznakach nadziei, o kobietach muzułmańskich,
które chcą lepszego życia, o homoseksualistach, o mniejszościach religijnych. Jeśli ktoś w Izraelu, włącznie ze zwykłymi ludźmi, chce być działaczem, musi nawiązać kontakty z tymi osobami na Bliskim Wschodzie, które rozwinęły coś zbliżonego do tego, czego chce Izrael.

Israel Hayom: I uważasz, że byłoby wielkim błędem oddanie terytoriów zanim zajdzie zmiana kulturowa?

Ayaan Hirsi Ali: Powiem tylko, że Izrael nie jest problemem i nie jest rozwiązaniem. Nawet jeśli oddacie całą ziemię, nie rozwiąże to problemów na Bliskim Wschodzie. Nie zlikwiduje despotyzmu, nie wyzwoli kobiet, nie pomoże mniejszościom religijnym. Nie przyniesie pokoju dla nikogo. Także jeśli Izrael nie odda ani centymetra ziemi — wynik będzie taki sam. Jeśli chcecie procesu, kontynuujcie idźcie tą samą drogą. Jeśli chcecie rzeczywistego, trwałego pokoju, musicie zmienić najpierw człowieka, rodzinę, szkołę, ulicę, edukację i politykę w muzułmańskim świecie arabskim. To nie jest problem Izraela. Musicie nauczyć się wykorzystywać okazje. Dzięki technologii sytuacja może rozwijać się szybko. Spójrzcie na Irańczyków; to, co zabrało Irańczykom trzydzieści lat, może zabrać Egiptowi pięć lub dziesięć.

Israel Hayom: Stanie się świeckim społeczeństwem?

Ayaan Hirsi Ali: Nie, po prostu, większość zbuntuje się przeciw szariatowi. Chcę to powiedzieć o muzułmanach
generalnie: muzułmanie chcą szariatu aż do chwili, kiedy go mają… Potrzebujemy stu lub więcej lat, żeby
zaszła zmiana kulturowa. Możesz wybrać dowolny czas. Mówię o długim, krwawym okresie. Ale to się w końcu
zmieni."

Źródło.

Użytkownik hayashi edytował ten post 17.07.2013 - 09:22

  • 0

#64

kamilus
  • Postów: 1231
  • Tematów: 106
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Historia Islamu będzie obowiązkowo nauczana w brytyjskich szkołach

Odkąd doszło do morderstwa na brytyjskim żołnierzu w Londynie, w kraju zaczynają zachodzić różne zmiany. Choć premier David Cameron zapowiadał, że nie ugnie się przed terroryzmem, nakazał żołnierzom by nie chodzili w mundurach poza koszarami. Zapewnił również większą ochronę dla meczetów mając nadzieję, że w ten sposób fala antyislamskich wystąpień zniknie.

Teraz władze kraju uspokajają, że nie grozi im tzw. najazd Muzułmanów a każdy kto próbuje choć zwrócić uwagę na to że problem jest realny, zostaje nazywany islamofobem. Statystyki jednak mówią same za siebie - Islam już w ciągu dekady może stać się dominującą religią w tym kraju. The Guardian również ostrzega, że islam jest trzecią najliczniejszą grupą afirmacyjną w kraju, zaraz po chrześcijaństwie i ateiźmie. Mimo wszystko, rząd wprowadza reformę dotyczącą nauki w szkołach.

Od 2014 roku Wielka Brytania wprowadza obowiązkową naukę historii islamu w szkołach podstawowych i średnich. Rząd ma nadzieję, że w ten sposób zwalczy islamofobię w kraju, ponieważ strach przed Muzułmanami jest "bezpodstawny". Oczywiście tłumaczy się to również tym, że wczesna islamska cywilizacja wniosła wiele do świata, dlatego chcą wspierać nauczanie jej jako części historii świata.

Brytyjski minister edukacji Michael Gove powiedział, że obowiązkowe nauczanie o historii islamu dodano po rewizji programu nauczania, która została przeprowadzona z powodu braku odniesienia do religii abrahamowych. Natomiast Salim Mulla, przewodniczący Rady Meczetów Lancashire jest zdania, że zmodyfikowany program nauczania pomoże ludziom lepiej zrozumieć religie oraz poszerzy dialog międzykulturowy. Znajmość chrześcijaństwa w szkołach jest dostateczna ale zdaniem Salima Mulla, chrześcijanom brakuje wiedzy w odniesieniu do islamu, co trzeba zmienić.

Zobaczymy jak ta decyzja wpłynie na społeczeństwo. Warto jednak wspomnieć o dość dziwnej sytuacji jaka miała miejsce niedawno w Charles Dickens Primary School w Portsmouth. Nauczyciel zabronił 10-latkowi napić się wody, ponieważ w jego klasie było parę młodych Muzułmanów, którzy postowali w ramach Ramadanu. Nauczyciel uważał, że napicie się wody może obrazić ich uczucia religijne. W kraju panują wysokie temperatury a chłopiec wrócił do domu odwodniony.

Źródło

No nie wiem, czy to tak naprawdę dobre posunięcie - bo jeśli więcej młodych i nieukształtowanych umysłów zapozna się z "rajem za dżihad", to raczej nic dobrego z tego nie wyniknie...
  • 0



#65

hayashi
  • Postów: 232
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Zależy od tego, czy ta 'historia islamu", nauczana w brytyjskich szkołach, będzie prawdziwa, ukazująca fałsz,
pragnienie zdobycia władzy na świecie, cofnięcia go do czasów średniowiecza, zero praw dla kobiet,
aranżowane małżeństwa, zabójstwa honorowe, poligamię, nawoływanie do morderstw tych, co mają
odwagę mówić czym tak naprawdę jest islam etc (czyli wszystko, co stoi w sprzeczności z prawami
człowieka), czy też ta historia będzie podkolorowana (o jacy my dobrzy jesteśmy i szczęśliwi, źli buddyści i chrześcijanie nie dają nam żyć, o my biedni wyznawcy "proroka", tak pokojowo nastawieni).

Użytkownik hayashi edytował ten post 19.07.2013 - 10:57

  • 1

#66

kamilus
  • Postów: 1231
  • Tematów: 106
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

@Hayashi

Przeczytaj raz jeszcze swój post - i myślę, że właśnie odpowiedziałeś na swoje pytanie. :)
  • 0



#67

hayashi
  • Postów: 232
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Ja doskonale wiem, jak to będzie wyglądać - z takimi zagrywkami spotykam się na co dzień. Tylko że na
mnie i na wielu już te bajki nie działają - a Brytyjczyków będą omamiać od lat dziecięcych. Edukacja jest
rozwiązaniem na islamizację, a większość muzułman właśnie dlatego nienawidzi nauki, historii, krytycznego
myślenia - w starciu z nauką wszystkie te bajki pryskają jak bańki mydlane. Tylko nie każdemu będzie
chciało się poszukać źródła obiektywnej wiedzy i nie każdy dowie się, ile ofiar spowodowało szerzenie
"religii pokoju" - a tych liczb nie powstydziliby się Hitler i Stalin razem wzięci...
  • 0

#68

hayashi
  • Postów: 232
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Naród, który w końcu pojął, o co chodzi, oraz minister, który wciąż stara się być ślepy na fakty.

"Wicepremier i minister polityki socjalnej w rządzie holenderskim Lodewijk Asscher martwi się tym, że część
społeczeństwa traktuje islam jako zagrożenie.

„Zwiększająca się obecność islamu w naszym społeczeństwie, z jego innym spojrzeniem na świat i tradycjami,
oraz wiązanie go z przemocą i radykalizmem spowodowała, iż część obywateli zaczęła postrzegać go jako
zagrożenie. Martwi mnie to, ponieważ zagraża stabilności i jedności naszego społeczeństwa”, pisze Asscher
w odpowiedzi na pytania Partii Wolności (PVV).

Lider PVV Geert Wilders zapytał Asschera o ocenę ostatniego badania opinii publicznej przeprowadzonego
przez agencję de Honda, które pokazało, że większość Holendrów uważa, iż nie powinno się więcej wpuszczać
do kraju imigrantów z krajów muzułmańskich. Większość ankietowanych również z radością odniosłaby się do
zakazu budowy nowych meczetów.

Asscher odrzucił te propozycje. „Holenderska konstytucja gwarantuje każdemu prawo (…) do praktyk
religijnych w świątyni lub porównywalnym miejscu. Obecny gabinet nie sprzeciwia się budowie nowych meczetów jeśli istnieje na nie społeczne zapotrzebowanie. To władze miasta decydują czy na ich terenie powstanie nowy meczet, czy nie”. Ponadto rząd nie planuje blokowania imigracji z krajów islamskich. Asscher: „Aliens Act precyzuje pod jakimi warunkami można uzyskać prawo pobytu w Holandii. Kraj pochodzenia nie
jest brany pod uwagę przy rozpatrywaniu prawa do stałego pobytu”.

Asscher powiedział także, że nie ma związku pomiędzy islamem, a ostatnimi atakami terrorystycznymi w Bostonie, Londynie i Paryżu. „Fakt, że podejrzani o dokonanie tych zamachów byli wyznawcami islamu, nic mi nie mówi o naturze islamu jako religii.”

Pytanie Wildersa o to, czy rząd uważa, że islam wzbogaca holenderskie społeczeństwo, zostało uznane przez
ministra pracy za “nie mające związku ze sprawą”. „W Holandii mamy wolność wyznania. Ludzie mogę wyznawać taką religię na jaką mają ochotę”, stwierdził Asscher."


________________



"Asscher powiedział także, że nie ma związku pomiędzy islamem, a ostatnimi atakami terrorystycznymi w Bostonie, Londynie i Paryżu. „Fakt, że podejrzani o dokonanie tych zamachów byli wyznawcami islamu, nic mi nie mówi o naturze islamu jako religii.”"

Co do tego akapitu, to polecam mu zapoznać się z historią nauczania "proroka", niechaj też dowie się, co krzyczą islamiści w chwilach zamachów.

Zmartwienie ministra: Holendrzy nie chcą islamu

Użytkownik hayashi edytował ten post 21.07.2013 - 08:18

  • 0

#69

hayashi
  • Postów: 232
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Reakcja na próby radykalizacji muzułman i szerzenia nienawiści w Czechach. Doigrali się... Myślę,
że tekst ciekawy.

"Związek Czeskich Ateistów (OSACR, Občanské sdružení ateistů České republiky) złożył do sądu
wniosek przeciw liderowi czeskich muzułmanów Muneebowi Hassanowi Alrawiemu.

Ateiści doszukują się znamion czynu karalnego w wygłoszonym przez Alrawiego kazaniu, w którym
nawołuje on muzułmanów by nauczyli swoje dzieci nienawiści do wszystkiego co jest kafir, czyli niezgodne
z islamem i obraźliwe dla Allaha. Termin “kafir”, tłumaczony jest najczęściej jako “niewierny”. Alrawi zalecił
również, by niewiernych skłonić do modlitwy biciem, jeśli sami nie mają na nią ochoty. Takie kazanie zabrzmiało
szczególnie dziwne w kraju, który jest często klasyfikowany jako jeden z najmniej religijnych w świecie
i gdzie muzułmanie stanowią niewielką część populacji.

Szokujący jest fakt, że stwierdzenia takie padły nie z ust radykała, ale przewodniczącego Centrum
Społeczności Muzułmańskich w Czechach (UMO, Ústředí Muslimských Obcí v ČR). Pełnienie tej funkcji wiąże się z reprezentacją wszystkich muzułmanów w kraju. W przyszłym roku organizacja planuje zmianę swojego statusu prawnego na wyższy – będą wówczas mogli między innymi prowadzić lekcje religii w szkołach i posługę
religijną w więzieniach.

Jednak to reakcja prokuratora Jana Petraska sprawiła, że sprawa nabrała wyjątkowego biegu. W wywiadzie
dla gazety “Rovnost” stwierdził on, że sprawa “może być precedensem, ponieważ być może w wyniku
postępowania okaże się, że islam jest zagrożeniem dla kształcenia moralności młodzieży, a Alrawi zostanie
osądzony”. Ponadto Petrasek powiedział, że plan “by zakazać wszelkich islamskich stowarzyszeń jest odważny, ale nie nierealny”. Wydaje się to uzasadnione w świetle odpowiedzi Alrawiego, który wyjaśnił, że jego kazanie było tekstem przetłumaczonym, ale jego treść jest integralną częścią islamu.

Przewodniczący związku ateistów Jan Werner powiedział: “Uważamy za niedopuszczalne, że państwo
dopuszcza do rejestracji grupę, której przywódcy regularnie wzywają do nienawiści wobec osób wyznających
inne religie. Nasze stowarzyszenie dba o rozwoju humanizmu, wartości świeckich, tolerancji i zrozumienia.
Jednak widzimy bezpośrednie zagrożenie dla tych wartości w organizacjach ekstremistycznych, takich jak UMO”.

Oto odnośny fragment kazania Alrawiego: “Twoim zadaniem w tym okresie jest go nauczyć (dziecko w wieku
od 7 do 10) kochać islam, oraz – żeby mógł stać się muzułmaninem – nauczyć go wyrażania nienawiści do
kafir. Naucz go nienawiści do wszystkiego, co niemoralne i złe. Głównie naucz go nienawidzieć niewiernych,
czyli tych, którzy nie wierzą w Allaha. (…) Naucz dzieci Salah (modlitwa) w wieku 7 lat, jeśli do 10 roku życia nie będą się modlić, możesz je bić.”"

Czechy: ateiści przeciwko związkowi muzułmanów

Użytkownik hayashi edytował ten post 29.07.2013 - 11:42

  • 2

#70

hayashi
  • Postów: 232
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Znalazłem ten artykuł na fb. Żałosna jest postawa lewackich polityków europejskich i zmuszanie chrześcijan
do poszczenia w trakcie ramadanu np. w brytyjskich szkołach, podczas gdy w Maroku i Tunezji rosną w siłę
grupy wzywające do wolności i pokazują ramadanowi i duchownym muzułmańskim "gest Kozakiewicza".

"Podczas islamskiego miesiąca ramadanu muzułmanom nie wolno jeść ani pić od świtu do zachodu słońca,
poza tymi, którzy są chorzy, w podróży, są w ciąży, karmią piersią lub menstruują. Podczas postu zabronione
jest także palenie i stosunki seksualne.

W Tunezji nie ma prawa, zabraniającego publicznego jedzenia i picia podczas dnia w tym trwającym miesiąc
święcie i nie ma prawa zmuszającego kawiarnie i restauracje do zamknięcia w godzinach dziennych; jednak
od czasu, kiedy islamistyczna partia El-Nahda zdobyła względną większość w wyborach tunezyjskich 2011 r.
wiele sklepów zamyka się na godziny postu.

Z drugiej strony w Maroku, zgodnie z artykułem 222 Kodeksu Karnego, datującego się z czasów protektoratu
francuskiego, muzułmanin, który publicznie łamie post podczas ramadanu, poza sytuacjami, na które pozwala
islam, może zostać uwięziony na jeden do sześciu miesięcy, a także obłożony grzywną.

W obu krajach prowadzone są kampanie, żądające usunięcia wszelkich restrykcji publicznych. W Tunezji ta
kampania przyjęła formę ostrego sprzeciwu wobec samozwańczego przywódcy religijnego Adela Almiego, który
żądał zmuszania do podporządkowania się ograniczeniom religijnym i groził, że będzie fotografował tych, którzy
je naruszają, podczas gdy w Maroku ruch Masayminch /Nie będziemy pościć broni praw tych, którzy wybierają
nieprzestrzeganie postu.

W reakcji na żądania Almiego 9 lipca 2013 r. rozpoczęto kampanię na Facebooku, zatytułowaną “Zdjęcia
zrobione podczas ramadanu Chmeta Fi Adel Almi” [1] ; w chwili pisania niniejszego strona ma 12 469
„znajomych” [2] . Na stronie opisowej czytamy: “Ta strona jest otwarta dla wszystkich ludzi, którzy stawiają
wyzwanie Adelowi Almiemu, w tym wypadku pójdziemy na plażę i zrobimy sobie zdjęcia”. Strona pokazuje zdjęcia
przysłane przez tunezyjskich czytelników, żyjących albo w Tunezji, albo za granicą, jak jedzą, piją, palą lub
naruszają inne zakazy ramadanu. Wiele zdjęć pokazuje twarze, a także podane są nazwiska dla pokazania,
że w pełni popierają to żądanie tolerancji i wolności."

Więcej


Coraz więcej znaków przemawiających za tym, że islam się sypie.

Użytkownik hayashi edytował ten post 12.08.2013 - 13:59

  • 0

#71

Romek
  • Postów: 23
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ja nic nie mam przeciwko mniejszościom. Niech sobie żyją, nie mam nic przeciwko czarnoskórym, czy chińczykom, wietnamczykom, itd. oni są w porządku, ale nienawidzę tego, gdy jacyś się panoszą, gdy terroryzują okolicę. Gdy nie respektują prawa państwa, do którego emigrowali.
  • 0

#72

hayashi
  • Postów: 232
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Bardzo optymistyczne wieści z Płn. Afryki i Bliskiego Wschodu - polecam przeczytać wraz z komentarzami na stronie źródłowej.

Media Afryki Północnej przewidują upadek politycznego islamu

"Publikujemy trzy artykuły z Tunezji i Maroka, analizujące zarówno obalenie prezydenta Egiptu i
funkcjonariusza Bractwa Muzułmańskiego Muhammada Mursiego, jak i protesty w Turcji przeciwko islamistycznej AKP premiera Erdogana. Artykuły omawiają naukę, jaką Tunezja i Maroko – których premierzy
są członkami partii islamistycznych – mogą wyciągnąć z niedawnych wydarzeń w Egipcie i Turcji.

* * *

“Egipt-Tunezja: Ogłoszony koniec politycznego islamu” – Rachid Barnat, portal Kapitalis

“Niektórzy narzekają i żałują, że rewolucje zrodziły rządy islamistów. Nie mają jednak racji. Rewolucje Wiosny
Arabskiej mają co najmniej tę wielką zasługę, że otworzyły oczy ludności krajów [w których islamiści doszli do
władzy], jak również oczy ludzi na całym świecie w sprawie politycznego islamu.

Dobrze się stało, że po upadku dyktatorów w Tunezji i Egipcie islamiści zostali wybrani i wyniesieni do władzy
albo przez bezwzględną, albo względną większość… Oczywiście, dla tych krajów nie było to takie dobre,
ponieważ w ciągu kilku miesięcy ci islamiści, z których wielu udawało, że są ‘umiarkowani’, doprowadzili swoje
kraje do prawdziwego upadku, szczególnie pod względem ekonomicznym i społecznym.

Wystarczy spojrzeć na dzisiejszą sytuację w Tunezji i Egipcie, żeby stwierdzić – bez potrzeby powoływania
ekspertów – rozmiary upadku spowodowanego w tak krótkim czasie. Ci islamiści, udając, że są ‘umiarkowani’,
bardzo szybko – powiedziałbym, natychmiast – przywrócili praktyki obalonych dyktatorów – to jest,
mianowanie przyjaciół i członków rodziny bez żadnej dowiedzionej kompetencji – jak również wymuszanie okupu i korupcję, instrumentalizację sprawiedliwości [by narzucić swoją ideologię i interesy] oraz ataki na swobody [obywatelskie]!

Choć wszystko to jest naprawdę złe dla tych krajów, jest także dobrodziejstwem, ponieważ ludzie mogą
zobaczyć, co potrafią zrobić islamiści, kiedy mają władzę. Ludzie zrozumieli także, że ci ‘pobożni mężowie’ są
jedynie ambitnymi hipokrytami i interesuje ich nie nadrzędny interes ich krajów, ale władza, pieniądze,
wymuszanie okupu i przysługi dla przyjaciół i rodziny.

Mówię, że była to lekcja dla wszystkich i znakomita rzecz. Gdyby islamiści nigdy nie doszli do władzy, nie tylko
mogliby nadal przedstawiać się jako ofiary, ale ludzie nadal wierzyliby w cuda, które obiecują”. “Ludzie zobaczyli ich [islamistów] u steru! I to jest dobre. Ludzie mogli także zrozumieć, że ta lekcja pozostawi ważne ślady, czyli że kiedy partia bazuje na religii, nie może być umiarkowana ani pozwolić na wolność, i że w głębi
ma naturę totalitarną, ponieważ ma rzekomo realizować słowo Boga, opierając [wszystko] na szariacie, który według islamistów jest kontynuacją [słowami Boga] jak to [zatwierdzili] ‘uczeni, którzy interpretują Koran!
Jako taki szariat jest równie niezmienny jak Koran! Ale ten sposób pomieszania słów człowieka ze [słowami] Allaha jest całkowitą herezją! (…) Islamiści niechcący promowali, jak tego nikt przedtem tego nie robił, ideę państwa świeckiego w krajach arabskich”(…) “Jestem przekonany, że islamizm zostanie pokonany bez przemocy przez proces wyborczy, albo z przemocą w wypadku, jeśli nie zaakceptuje powszechnej woli; zginie taką samą śmiercią jak nieludzkie ideologie. Zmierza na cmentarz wielkich ideologii zabijających wolność, takich jak faszyzm, komunizm, panarabizm i panislamizm. Czy nie widzimy już pierwszych oznak tego załamywania się przed końcowym upadkiem?…

Obecne wydarzenia w Egipcie z ruchem Tamarrud przeciwko islamistom reprezentują kolejną oznakę. Przewiduję dzisiaj upadek politycznego islamizmu – jutro, pojutrze, za kilka lat. Czy jest prawdopodobne, że będzie to bolesny proces? Nie wiem. Jednak taka ideologia zabijająca wolność, tak zacofana, która nie wnosi absolutnie niczego do postępu, nie może mieć przyszłości! I strzeżcie się tych, którzy dla swoich ambicji osobistych albo dlatego, że nie dorośli do tego, czego oczekuje od nich historia, są gotowi do nienaturalnych sojuszy z islamistami. Ani ludzie, ani historia im tego nie wybaczą”.

* * *

“Turcja: Czy upadek Erdogana stanowi fatalny cios dla mitu o ‘politycznym islamie’?” – portal Tunisie
Numerique

“Turcja, ze swoją AKP i swoim Erdoganem, jest wstrząśnięta. Czy jesteśmy na progu upadku mitu? Nawiasem
mówiąc, ten kraj wskazywano na początku tego, co zgodzono się nazwać ‘Wiosną Arabską’, jako przykład do
naśladowania. Ucieleśniał on możliwy, i wręcz udany, związek między politycznym islamem a obywatelskim
i demokratycznym państwem. Obecnie wiemy, że pomysłodawcy tej tak zwanej Wiosny zrobili wszystko co
mogli, żeby umieścić na tronach niestosownych przywódców arabskich, a mianowicie islamistów, twierdząc,
że wszystko, co muszą zrobić, to naśladowanie Turcji i jej polityki… Podobnie było oczywiste, że ci islamiści,
którzy zostali wyniesieni do władzy, otrzymali misję, która polegała na wprowadzeniu reform niezbędnych
do promowania tak ukochanego marzenia o nowym porządku świata – coś, czego starym przywódcom tych
krajów zupełnie nie udało się stworzyć… Ta misja, powierzona nowo mianowanym przywódcom i ten ich
program skłoniły supermocarstwa [USA i Europę], by zamknęły oczy na zbyt liczne ‘występki’ rządów
islamistycznych. W większości wypadków [supermocarstwa] ograniczały się do ‘pomniejszych’ reprymend lub
minimalnego wytargania uszu – a nade wszystko zawsze przedstawiały przykład ‘tureckiego cudu’, żeby prosić
o więcej cierpliwości w oczekiwaniu na zakończenie misji, która była ewidentnie bardzo opóźniona. Wygląda
[jednak] na to, że ci nowi przywódcy są tak zakochani w swoich nowych rolach i nieustannie powtarzają
wszystkim o swojej rzekomej ‘legitymacji’, że sami w nią uwierzyli. Rzeczywistość jest taka, że ludność nie
kocha tych islamistów tak jak myśleli oni sami i supermocarstwa. Nagle jednak, na tym etapie procesu, sam
model tych reżimów [tj. turcki] kruszy się…”

* * *

“Nauki z Kairu”– Fahd Iraqi, tygodnik “Tel Quel”, Maroko

“Wszystko wskazuje na to, że Maroko nie jest Egiptem. Z pewnością [premier Maroka] Abdelilah Benkirane
nie stoi przed ryzykiem usunięcia przez armię, jak to było w przypadku Muhammada Mursiego. Oczywiście
nie ma niemal żadnej szansy, by petycja zdobyła 22 miliony podpisów. Ponadto nie ma ryzyka, że zobaczymy
tysiące naszych rodaków koczujących na placu publicznym, jak na placu Tahrir, żeby zażądać rezygnacji
naszej wybranej głowy rządu. Nie powstrzymuje to jednak przed przeciąganiem paraleli między tymi dwoma krajami [ani nie znaczy], że Abdelilah Benkirane nie powinien wyciągnąć jakiejś nauki z ciężkich chwil przeżywanych niedawno przez jego egipskiego ‘brata’.Muhammadowi Mursiemu udało się stworzyć przeciwko sobie zjednoczony front.

Przywódca Bractwa Muzułmańskiego, który obiecał bronić ideałów demokracji rewolucji 25 Stycznia i być
prezydentem wszystkich Egipcjan, bardzo szybko pokazał swoje prawdziwe oblicze. Zabijające wolność
autorytarne posunięcia jego reżimu nadały mu wizerunek brodatego człowieka [tj. islamisty], który zamierza
porwać zdobycie rewolucji na rzecz bractwa religijnego i jego politycznych odgałęzień. Równocześnie
niedoświadczenie lub raczej niekompetencja jego drużyny oszukała ludność, która chciała większej
sprawiedliwości społecznej.W rezultacie na ulice wyszła młodzież egipska; opozycja zjednoczyła się w koalicję
przeciwko prezydentowi; przywódcy religijni Al-Azhar i Kościoła Koptyjskiego wyparli się go; i armia siłą
uwolniła go od jego obowiązków.

Niestety wydaje się, że Abdelilah Benkirane kroczy śladami swojego egipskiego odpowiednika [tj. Mursiego].
Ponadto nie jest on głową państwa – jest zaledwie głową rządu. To z pewnością chroni nas przed jakąkolwiek
próbą zdobycia hegemonii [ze strony] jego partii. Równocześnie jednak Benkirane wziął jako zakładników te
niewielkie posunięcia demokratyczne, zdobyte przez ludowe powstanie [marokańskie] 20 lutego [2011 r.]…
””Jeśli chodzi o osiągnięcia społeczno-ekonomiczne, wyniki Benkirane’a niezbyt błyszczą. Jak dotąd zachował
wielką popularność tylko dzięki wypróbowanemu i prawdziwemu rozprawianiu o byciu ofiarą. W tych
opowieściach jakieś niewyraźne [i mroczne] siły przeszkadzają mu w posuwaniu się do przodu i nie
dopuszczają do zaprowadzenia niezbędnych reform. W miarę jednak mijania czasu ta wymówka musi stać
się mniej przekonująca. Jego elektorat uzna w końcu fakt, że Benkirane i jego drużyna są niezdolni do
rozwiązywania codziennych problemów.

Nie należy zakładać, że kiedy nadejdą następne wybory, raz jeszcze wyrażą zaufanie do jego partii. Ogólnie
mówiąc, każdego dnia Abdelilah Benkirane przecina [więcej] powiązań ze swoimi zwolennikami – i zasadniczo
jest to jego wina. Podobnie jak Muhammad Mursi działa jak przewodnik bractwa religijnego [aluzja do Bractwa
Muzułmańskiego], to jest działa w celu pozostania przy władzy [tak długo, jak to możliwe] zamiast [działać]
jak głowa władzy wykonawczej, gotowa do zgromadzenia Marokańczyków wokół projektu [tj. wizji]
społeczeństwa, które reaguje na oczekiwania [ludzi] i które respektuje pluralizm.Dzisiaj zachowanie [Benkirane’a] przynosi sukces dzięki [dość] małostkowemu podejściu: unika on konfliktów z jedyną instytucją, która może go usunąć – z monarchią. Wydaje się nie pamiętać, że to mobilizacja na ulicach przez ruch 20 Lutego pozwoliła mu na rozpoczęcie procesu, który umożliwił jego partii triumf w wyborach.Drugi akt rewolucji egipskiej powinien nam przypomnieć, że ulica daje władze, ale może ją z powrotem odebrać…”"

Media Afryki Północnej przewidują upadek politycznego islamu

Użytkownik hayashi edytował ten post 13.08.2013 - 16:04

  • 0

#73

hayashi
  • Postów: 232
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Dobre wieści z Europy - partie odnoszące się krytycznie wobec islamu oraz islamizacji zyskują coraz większe
poparcie społeczeństwa co znaczy, że te właśnie społeczeństwa nie łykają tak łatwo bajek o multi-kulti
czy tych z cyklu o cukierkowej religii pokoju.

Europa otwiera oczy na islamskie zagrożenie

"Sondaże w Europie wskazują na wyraźny wzrost poparcia dla partii krytycznych wobec islamu przed
zbliżającymi się wyborami w kilku państwach.

Zjawisko to odzwierciedla coraz bardziej negatywne podejście Europejczyków do islamu i muzułmańskiej
imigracji. Nie oznacza to jednak, że w całej Zachodniej Europie eksplozja przemocy muzułmanów w stosunku
do niemuzułmanów dobiegnie końca, ani że bastiony uzbrojonych po zęby muzułmanów, które wgryzają sie
w miasta naszego kontynentu, nagle zaczną stosować się do świeckiego prawa i słuchać oficjalnych władz,
a nie imamów i domorosłych szariackich sądów. Nie oznacza to również, że islamscy terroryści porzucą plany
destabilizacji naszego społeczeństwa przy pomocy bomb, trucizn, porwań, wykolejania pociągów, ataków
w sieci, politycznego lobbowania itp.

Oznacza to natomiast, że do ostatecznego starcia pomiędzy islamem a Europą dojdzie wcześniej, niż wielu
tego oczekiwało. Moment, w którym konflikt można było zażegnać, mówiąc stanowczo „nie” muzułmańskiej
imigracji i uchodźctwu, lub represjonując meczety, w których nauczano niezrewidowanej – w związku z tym
niekonstytucyjnej – wersji Koranu, został dawno przegapiony.

Przekroczyliśmy granicę, za którą nie można już żądać całkowitego odrzucenia jakiejkolwiek formy islamizacji,
czy też liczyć na efektywne działanie policji w niespokojnych gettach. Za późno już na żądania repatriacji
imigranckich kryminalistów oraz nie posiadających pełnego obywatelstwa bezrobotnych, jak również na
obniżenie zasiłków dla ludzi nie znających języka kraju, w którym mieszkają. Za późno na ograniczenie wypłaty
świadczeń socjalnych do rodzin posiadających maksymalnie dwójkę dzieci; za późno na płatną repatriację,
na cięższe kary za powiązane z działalnością gangów zbrodnie, akty przemocy i gwałty (z możliwością
złagodzenia wyroku w przypadku emigracji do krajów nie należących do UE), bez konieczności przelewania
krwi w przypominających wojnę domową zamieszkach, w walce z islamskimi bojówkami. Szansa na tego typu
działania miała miejsce jeszcze ponad dekadę temu.

Wzrost w politycznych sondażach

Francuski Front Narodowy cieszy się obecnie takim samym poparciem jak Partia Socjalistyczna i kierowana
do niedawna przez Nicolasa Sarkozy’ego UMP. Na każdą z tych partii zagłosowałoby obecnie po 21 procent
wyborców, przy czym poparcie dla socjalistów i konserwatystów systematycznie spada, podczas gdy
akcje FN regularnie idą w górę. Przewodnicząca partii, Marine Le Pen, odrzuciła prowadzoną przez swego
ojca antysemicką i opartą na rasowych przesądach politykę, postulując w zamian wycofanie ze strefy euro
i traktując islamizację jako największe zagrożenie dla Francji.

Według sondaży, Duńska Partia Ludowa jest obecnie drugą największą siłą polityczną w Danii. Ciesząca
się 20 % poparcia partia ma większy elektorat niż socjaldemokraci i mogłaby utworzyć koalicję z liberalno-
konserwatywną Venstre, której posłowie krytycznie odnoszą się do islamu.

W Szwecji, Szwedzcy Demokraci, znani ze swoich negatywnych komentarzy na temat islamu i muzułmańskiej
imigracji, zajmują obecnie trzecie miejsce w sondażach z 11-procentowym poparciem.

W Holandii Partia Wolności Geerta Wildersa prowadzi w sondażach z 24 % głosów.

Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) w Wielkiej Brytanii, znana przede wszystkim jako
zdecydowany przeciwnik Unii Europejskiej, jest również przeciwna imigracji, a kilku spośród jej członków
wyrażało się krytycznie o islamie. UKIP może liczyć obecnie na 13 % głosów, a sondaże pokazują, iż znaczna
część stałego elektoratu socjalistów i konserwatystów poważnie rozważa zagłosowanie w przyszłych
wyborach właśnie na tę partię.

W Norwegii, Partia Postępu, kojarzona ze sceptycznego nastawienia względem islamu i muzułmańskiej
imigracji, cieszy się w tej chwili poparciem 14 % wyborców, co daje jej trzecie miejsce w sondażach.

Poparcie w sondażach dla Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) wynosi obecnie 20 %, czyniąc ją trzecią siłą
polityczną w kraju. FPÖ współpracuje z Geertem Wildersem.

W Finlandii, Partia Finów (True Finns – czyli inaczej Prawdziwi Finowie) zajmuje obecnie trzecie miejsce w
sondażach, z 19-procentowym poparciem. Jest to partia eurosceptyczna, sprzeciwiająca się islamizacji i
muzułmańskiej imigracji.

Choć w Szwajcarii próżno szukać znaczącej partii o krytycznym względem islamu nastawieniu, fakt, iż
58 % społeczeństwa głosowało za zakazem budowania minaretów w kraju, odzwierciedla bardzo krytyczne
podejście szwajcarskich wyborców w stosunku do islamu.

Warto zauważyć, że do zmiany podejścia Europejczyków doszło pomimo medialnej i politycznej – w pełni
świadomej i wszechobecnej – kampanii, mającej na celu zbagatelizowanie lub wręcz szerzenie kłamstw
w kwestii islamu i konsekwencji muzułmańskiej imigracji."

_______________


Kolejna miła wiadomość:

Rząd Kanady uważa Bractwo za terrorystów

"Minister spraw zagranicznych Kanady John Baird powiedział ostatnio podczas konferencji prasowej, że Kanada nie udzieli swojego poparcia obalonemu prezydentowi Morsiemu, który „przekształcił Egipt z reżimu demokratycznego na autokratyczny”.

Minister podkreślił, że Kanada nie zgadza się z takimi państwami jak Francja, Niemcy, Anglia czy USA, które popierają Morsiego. Kraje te opowiadają się za przywróceniem do władzy wybranego w demokratycznych wyborach prezydenta, który stał się autokratą nie liczącym się z systemem prawnym kraju.

Podczas konferencji Baird obiecał również poparcie dla prześladowanych Koptów. Minister spotkał się z kanadyjskimi Koptami w ich kościele w Ottawie i wziął udział w tradycyjnej ceremonii palenia świec. Wyraził zaniepokojenie brutalnymi prześladowaniami na tle religijnym.

George Mikhail, przedstawiciel kanadyjskich Koptów, podczas spotkania za zamkniętymi drzwiami z Bairdem wyraził zadowolenie z powodu takiego podejścia władz do kwestii egipskiej. Zaznaczył, że Kanada nie musi zawieszać wsparcia materialnego dla Egiptu, jeśli zostanie ona spożytkowana na pomoc ofiarom przemocy. Kanada rocznie wspiera Egipt kwotą 10 milionów dolarów."

Użytkownik hayashi edytował ten post 05.09.2013 - 09:39

  • 0

#74

Patrol
  • Postów: 36
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

ANGOLA DELEGALIZUJE ISLAM

Rząd Angoli zdelegalizował islam w swoim kraju. Praktykowanie tej religii jest teraz surowo zabronione. W związku z tym wszystkie meczety mają zostać zamknięte, a następnie zburzone.

Angola jest prawie 21 milionowym krajem, gdzie w 95% to chrześcijanie. Zakaz praktykowania islamu motywowany jest prześladowaniem chrześcijan przez wyznawców tej religii w innych krajach Afryki.

Zamknięcie wszystkich meczetów jest priorytetem dla rządu. Jedyne dwa meczety znajdujące się w Luandzie otrzymały już pismo ostrzegawcze od burmistrza prowincji Viano. – powiedziała minister kultury w rządzie Angoli Rosa Cruz e Silva.

„To jest definitywny koniec islamu w naszym kraju” – powiedział Prezydent José Eduardo dos Santos.

Angola jako pierwszy kraj na świecie zakazuje wyznawania tejże religii. Według International Business Times, wprowadzenie zakazu praktykowania islamu w Angoli ma na celu wykorzenienie z tego kraju ekstremizmu. Oprócz islamu zdelegalizowano tam ponad 190 religijnych sekt.


Źródło: http://wmeritum.pl/a...galizuje-islam/

Użytkownik Patrol edytował ten post 25.11.2013 - 17:09

  • -1

#75

p0lybius
  • Postów: 111
  • Tematów: 1
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Uważam że decyzja raczej zła. Jestem katolikiem, jestem przeciwko islamowi, więc teoretycznie powinienem klaskać w rączki.
Ale tutaj to już ograniczenie wolności. Delegalizacja nie jest dobrym pomysłem, dopiero teraz będą fundamentaliści wpisywać osoby z rządu angoli na swoje czarne listy, rozpocznie się dla nich święta wojna. A poza tym, burzenie świątyń i zakaz dla jednej z religii też jest złym pomysłem.
Niech się modlą, ale precz z burkami po ulicach, jeżeli są tam mniejszością. Zakaz wprowadzania prawa opartego na Koranie, czy karanie za nieobyczajne (wg. Islamu) zachowanie. Ale trochę przegięciem jest karanie za wyznawanie jakiejś religii. I wcale nie chodzi tutaj o publiczne manifestowanie poglądów, czy próba wcielania go w życie. Boje się, że to wyjdzie trochę jak z Żydami za II WŚ. Będą wchodzić do domów, i jak zobaczą jak ktoś się modli, to co, do paki? Chociaż z drugiej strony, może akurat przez to Angola uniknie wielkich problemów, do jakich zmierza dzisiejsza europa.
  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u