Skocz do zawartości




Pora zaSZAReć, jako że ruszyła kolejna edycja Złotych Szaraków -- zagłosuj i Ty!


Zdjęcie

Tajemnica Doliny Jaworowej


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
14 odpowiedzi w tym temacie

#1

Cinone
  • Postów: 34
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Do dziś niewyjaśnione są okoliczności jednej z najbardziej tajemniczych tragedii tatrzańskich. Latem 1925 roku z Lodowej Przełęczy do Doliny Jaworowej w załamaniu pogody zaczęła schodzić rodzina Kaszniców – mąż, żona i syn, wraz z taternikiem Ryszardem Wasserbergerem. Dlaczego nagle, wszyscy z wyjątkiem kobiety, zaczęli umierać?



Był 3 sierpnia 1925 roku. W schronisku Téryego, w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich, rodzina Kaszniców jadła śniadanie przed wyruszeniem w góry. 46-letni warszawski prokurator Kazimierz Kasznica, jego żona Waleria oraz 12-letni syn postanowili wracać do Zakopanego przez Lodową Przełęcz. Czekała ich długa droga: najpierw podejście na wysokogórską przełęcz, a potem zejście długą i pustą Doliną Jaworową do Jaworzyny Spiskiej i na Łysą Polanę. Pokonanie przełęczy latem dla sprawnego turysty nie nastręcza trudności, mimo że znajduje się ona dość wysoko: na 2372 m.n.p.m. Obecnie jest to standardowe przejście, popularne wśród turystów tatrzańskich. Prokurator niepokoił się jednak. Jego niepokój spowodowany był załamaniem pogody oraz długością planowanej tury, a także faktem, że szlak pokonać miał z żoną oraz dzieckiem. Sam nie był doświadczonym turystą. Mimo, że był początek sierpnia, warunki panowały jesienne: było zimno, wilgotno i wietrznie. Rano padał mokry śnieg, następnie – deszcz.

Dołączona grafika
Lodowa Przełęcz od strony Dolinki Lodowej

Prokurator wypytywał o trasę poznanych w chacie Téryego polskich taterników. Był to zespół doświadczonych wspinaczy: Jan Alfred Szczepański, Alfred Szczepański, Stanisław Zaremba, oraz 21-letni wówczas Ryszard Wasserberger. Oni również postanowili ze względu na złe warunki pogodowe, wracać do Zakopanego przez Lodową Przełęcz. W przypadku tej ekipy przejście trasy nie nastręczało żadnych problemów.

Dołączona grafika
Schronisko Téryego w roku 1899

- Starszy Kasznica wypytywał Wasserbergera o drogę przez Lodową Przełęcz i - widać niezbyt pewny swej samodzielności turystycznej - prosił, by przejście odbyć wspólnie. Uczynny, zawsze gotów do opiekowania się słabszymi Wasserberger zgodził się bez namysłu. Około godziny wpół do dwunastej obie partie wspólnie wyruszyły ze schroniska – czytamy w relacji Wawrzyńca Żuławskiego („Tajemnica Doliny Jaworowej”). - Towarzysze Wasserbergera nie byli zachwyceni tym, że przypadek kazał im odbywać drogę w towarzystwie mało zaawansowanych turystów. Z Kasznicową i jej synem nie mieli na razie kłopotu. Gorzej było ze starszym Kasznicą. Deszcz zalewał mu okulary, bez których, jako krótkowidz, nie mógł się obejść. Co chwila trzeba było zatrzymać się i czekać na niego marznąc na wietrze. Nic dziwnego, że ten powolny pochód nużył taterników, którzy chcieliby jak najszybciej przebiec tę niezbyt ciekawą dla nich drogę. Tylko Wasserberger pozostawał w tyle, pomagając cierpliwie Kasznicom. Czuł się widać odpowiedzialny za połączenie tych niedobranych zespołów. Powyżej Lodowego Stawku, tam gdzie szlak biegnie w górę wprost na przełęcz, bracia Szczepańscy i Zaremba zbuntowali się. Odwołali na bok Wasserbergera i oświadczyli, że uważają za zbędne eskortowanie Kaszniców przez całą czwórkę. Wystarczy w zupełności jeden z nich do czuwania, by nie zbłądzili. Reszta pobiegnie naprzód. Zaremba zaproponował, aby wylosować tego jednego. Wasserberger zgodził się z rozumowaniem przyjaciół, odrzucił jednak pomysł losowania. On zostanie z Kasznicami. To on przecież jest do pewnego stopnia „sprawcą” tej wspólnej wycieczki.

Dołączona grafika
Dolina Zadnia Jaworowa. W tle Murań i Nowy Wierch

Zatem trójka taterników w szybkim tempie ruszyła na Lodową Przełęcz. Po południu byli na Łysej Polanie, wieczorem w Zakopanem. Tymczasem Kasznicowie z Wasserbergerem dotarli na przełęcz dopiero po ok. 3 godzinach marszu od chaty Tery’ego! Dodajmy, że według przewodników czas przejścia na tej trasie, dla turystów średniozaawansowanych, wynosi 1 godz. 15 minut (według przewodnika „Tatry Słowackie”, Józef Nyka).

Gdy Kasznicowie ze swoim opiekunem osiągnęli Lodową Przełęcz, nastąpiło całkowite załamanie pogody. Zaczęło się gradobicie, wicher wzmógł się, co zresztą jest typowe na grani. Taternik pospieszał ich, mając nadzieję, że po drugiej stronie grani, poniżej przełęczy, wiatr osłabnie i warunki będą bardziej znośne.Zaledwie weszli na przewężenie przełęczy, spotkali zaczajonego w złomach Doliny Jaworowej przeciwnika. Wściekłe uderzenia wichury zwalały z nóg. Pomiędzy nimi podnosili się i posuwali naprzód. Kilkanaście metrów poniżej grani wiatr powoli traci swą moc. Grupa posuwa się ostrożnie naprzód. Wiatr powoli słabnie, przycicha. Wydaje się, że najgorsze już minęło. Gdy docierają do niewielkiego wypłaszczenia terenu Kasznica siada na kamieniu mówiąc;

- Jestem bardzo zmęczony… Dalej iść nie mogę.

Postanawiają odpocząć na chwilę. Ściągają plecaki. Kasznica zaczyna słabnąć, majaczyć, tracić przytomność. Jego żona podbiega do młodego taternika z prośbą o pomoc. I wtedy słyszy uprzejmą odpowiedź. Jej oczy stają coraz większe, a słowa brzmią niczym wyrok.

- Czuję się także bardzo słaby. Z całego serca pomógłbym Pani, ale doprawdy nie mogę.

W obliczu śmierci kobieta stara się zachować zimną krew. Aby zapewnić choć częściową osłonę od wiatru prowadzi syna pod ogromny kamień znajdujący się przy szlaku. Pomaga przenieść się taternikowi pod wantę. Biegnie do męża, lecz ten powoli osuwa się na ziemię. Kobieta rzuca się do plecaka. Gorączkowo szuka butelki z koniakiem. Powraca do męża. Chcąc go ratować wlewa mu kilka kropli ożywczego płynu do ust. Może to ogrzeje, poruszy gasnący oddech w piersi. Jeszcze parę chwil i mężczyzna przestaje oddychać.Kobieta wraca do syna. Podaje mu czekoladę. Na jej oczach rozgrywa się tragedia. Jej syn traci przytomność, obraca się do taternika – ten majaczy w malignie, nawołuje matkę, chce wstawać, iść z przyjaciółmi w góry – to chyba Łomnica – w porannym słońcu błyszczy ściana ostatniej wspinaczki. Powstrzymuje go przed powstaniem. Wraca się do syna – jest umierający. Jeszcze chwila, dwie – ciało chłopca nieruchomieje, ponownie zwraca wzrok w kierunku taternika. Nie ma go pod wantą. Z ostatnią nutką nadziei szuka go wzrokiem… Jest kilka metrów dalej. Leży z rozbitą, zakrwawioną głową nienaturalnie przekrzywioną, zwinięty na skalnej ścieżce.Wasserberger w ostatnich chwilach, resztkami przytomności powstaje, próbuje pokonać kilka kroków. Potyka się. Upada uderzając głową w kamień.Pozostaje sama. Nie słyszy szumu wiatru. Nie czuje zimna, głodu, pragnienia. Zapada w letarg. Na przemian traci i odzyskuje przytomność. Nie odróżnia dnia od nocy. Nie wie co się z nią dzieje. Porusza się po górskich bezdrożach, kozich perciach, by wreszcie po 37 godzinach i dwóch nocach spędzonych w górach zejść w okolice Łysej Polany.

Owego dnia 5 sierpnia 1925 roku Naczelnik TOPR Mariusz Zaruski wybrał się do schroniska przy Morskim Oku. Przypadkowo spotyka półprzytomną kobietę. Dowiaduje się od niej o tragedii. Natychmiast rusza ekspedycja Pogotowia do Doliny Jaworowej. Zostają przetransportowane do Zakopanego trzy ciała. Jeśli dochodzi do wypadku zwykle po analizie wiemy dlaczego. Zwykle brak doświadczenia, a w konsekwencji: zły ubiór, panika, brawura, upadek, wychłodzenie, śmierć. Przyczyn może być wiele. Żadna z nich nie zachodzi w finale powyższego zdarzenia. Najbardziej niezwykłe jest to, że nie wiadomo dlaczego doszło do tej tragedii górskiej.

Dołączona grafika

Sekcja zwłok wykazała obrzęk płuc i zatrzymanie akcji serca z nieznanych przyczyn. Dodatkowo u Kazimierza Kasznicy ujawniono wadę serca oraz zwapnienie żył mogące w trudnych dla serca warunkach (np. podczas dużego wysiłku) prowadzić do zawału. Co więcej, początki tego samego schorzenia stwierdzono u jego syna. Wasserberger jednak – jak wykazała sekcja – był zdrowy. Co więcej, miał do czynienia ze znacznie trudniejszymi warunkami w górach. Postępowanie w tej sprawie umorzono. Dywagacje, jakie snuto w tej sprawie, były bardzo różne. Jedna z teorii podaje, że koniak był zatruty, jednak nie zatruła go Waleria. Być może Kazimierz Kasznica – człowiek wysoko postawiony, prokurator, naraził się komuś i otrzymał zatruty koniak „w prezencie”?

Informacje źródłowe, jakie się w tej sprawie ukazały, przytacza Michał Jagiełło w najnowszym, tegorocznym wydaniu książki „Wołanie w górach”. Pamiętajmy jednak, że wszelkie opisy i dywagacje, jakie się w tej sprawie ukazały, oparte są na zeznaniach jedynego świadka, jakim była Waleria.

Tajemnica tragedii, jaka rozegrała się w Dolinie Jaworowej, do dziś pozostaje nierozwiązana.


Opracowanie: Cinone
Paranormalne.pl
źródła:
http://lew.wsinf.edu...s/g_tajemn.html
http://www.wgorach.c...msg=1&lang_id=P
http://poznajpolske....erac,51425.html


Użytkownik Cinone edytował ten post 22.11.2012 - 10:54

  • 5

#2

Romczyn
  • Postów: 757
  • Tematów: 76
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Schronisko Téryego poza dobudówką i dołożeniem kolektorów słonecznych praktycznie nie zmieniło się przez 100 lat :)

Mi niezbyt podoba się teoria z koniakiem. Gdyby tak było to jak wytłumaczyć to że dzieciak też zmarł (gdyby nawet też mu dali się napić to trucizna pewnie podziałałaby szybciej), poza tym też nie wydaje mi się żeby Wasserberger jako taternik pił z nimi, ja np. w ogóle nie uznaję alkoholu w górach podobnie jak wielu innych górskich maniaków.
  • 0



#3

Partuszew

    Silent Reaper

  • Postów: 173
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

"Pamiętajmy jednak, że wszelkie opisy i dywagacje, jakie się w tej sprawie ukazały, oparte są na zeznaniach jedynego świadka, jakim była Waleria."

No i w zasadzie to tak naprawdę nieco zamyka temat do dalszych dyskusji na ten temat. Ci jego koledzy co zeszli wcześniej w ogóle się nim nie zainteresowali, że nie ma ich tyle czasu ? Coś to wszystko przysłowiowej kupy się nie trzyma. Ciekawi mnie też jakie w tamtych czasach były możliwości badań toksykologicznych jeśli chodzi o sekcje zwłok, bo przecież ciała trochę leżały zanim ją przeprowadzono.

Użytkownik Partuszew edytował ten post 22.11.2012 - 16:04

  • 1

#4

Partuszew

    Silent Reaper

  • Postów: 173
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

http://lew.wsinf.edu...s/g_tajemn.html

"Przypuszczenia co do przyczyny zgonu tych trojga były bardzo różnorodne i właściwie żadne nie wytrzymuje krytyki. Jakieś ukryte wady serca? Wykluczone. Jednocześnie u trzech ludzi w różnym wieku i o różnej sprawności fizycznej? Ostra niewydolność krążenia na skutek zmęczenia, wyczerpania i zimna? Ależ w takim razie powinien by przeżyć Wasserberger; a nie Kasznicowa. Temperatura nie spadła poniżej zera, wiatr był wprawdzie gwałtowny, ale Wasserberger przetrzymywał już większe wichry i gorsze niepogody bez żadnej szkody dla zdrowia. Jakiś kataklizm, trąba powietrzna, wytwarzająca próżnię, która po prostu udusiła nieszczęsnych? Dlaczego więc nie zabiła ona również i Kasznicowej?

Najpoważniej brzmią wyjaśnienia, których autorem jest Roman Kordys, świetny taternik sprzed pierwszej wojny światowej i świetny znawca zagadnień górskich. Twierdził on, że na skutek gwałtownego, "zatykającego", utrudniającego oddychanie wichru nastąpiło silne, choć nie zagrażające życiu, chwilowe wyczerpanie organizmu. Po godzinnym lub nieco dłuższym działaniu takiego wichru turyści, zszedłszy już tam, gdzie był on mniej groźny, czuli się trochę tak, jak topielcy wyciągnięci z odmętów na brzeg. W takim stanie nawet niewielka ilość alkoholu, nawet te kilka łyków koniaku podziałało zabójczo.

Prawda, że tylko Kasznicowa nie piła owego koniaku w momencie katastrofy. Prawda też, powszechnie znana i stwierdzona, że w chwili wielkiego osłabienia mała dawka alkoholu wystarczy, by zaszkodzić zdrowiu, a nawet może się stać przyczyną śmierci. Prawda wreszcie i to, że silny wicher, zwłaszcza wiejący wprost w twarz, ma działanie duszące.

Pamiętam, z własnych doświadczeń, że gdy w Alpach wchodziłem na Mont Blanc granią poprzez Bionnassay, zetknęliśmy się tam z wyjątkowo gwałtownym wichrem, zapewne o wiele potężniejszym niż ten z Lodowej Przełęczy. Na stosunkowo szerokim w tym miejscu grzbiecie Mont Blanc posuwaliśmy się nieomal dosłownie na czworakach. Huragan był tak silny, że gdy wiał w twarz - wtłaczał zgęszczone powietrze z mocą mechanicznej pompy. Gdy się odwracało plecami - przy twarzy powstawała niemal próżnia, z której z trudem udawało się wciągnąć do płuc rozrzedzone powietrze. W pewnej chwili jeden z moich towarzyszy upadł na ziemię nie mogąc złapać tchu. Wyciągnęliśmy płachtę biwakową, okryliśmy go i sami pod nią wleźli. Dopiero wtedy po kilku chwilach odzyskał oddech. Długi czas jeszcze leżeliśmy tak, łapiąc powietrze jak ryby wyrzucone na piasek. Być może gdybym wtedy dał towarzyszowi choćby trochę alkoholu (którego nigdy w górach nosić nie należy), mógłbym istotnie spowodować jego śmierć.

Mimo wszystko wywody Kordysa również nie są w zupełności przekonywające. Przecież z opowiadania Kasznicowej wynika, że nieszczęśliwi byli umierający, z a n i m otrzymali ów fatalny koniak. I że nie mieli objawów duszenia się - jedynie młody Kasznica dużo wcześniej skarżył się na trudności w oddychaniu, później jednak szedł jeszcze dłuższy czas. Zresztą fakt, że w ogóle mogli mówić cokolwiek, przeczy podobieństwu do naszej sytuacji na Mont Blanc. "

Przyznam, że od wczoraj gdy przeczytałem artykuł temat mnie mocno zainteresował i przekopałem internet pod tym kątem. Niestety wszędzie w zasadzie powtarza się to samo, zbyt długi okres czasu żeby jednoznacznie wskazać przyczynę.

Jeżeli sam osobiście miałbym się skłaniać do wyciągnięcia wniosków w tej sprawie na podstawie danych jakimi dysponujemy obecnie to są trzy zastanawiające aspekty w tej sprawie:

- wiarygodność zeznań Kasznicowej, na których wszystko się opiera (bo to głównie chronologiczny przebieg wydarzeń podany przez nią nie pozwala na poparcie żadnej z hipotez)

- kwestia kolegów Wasserberger'a, którzy zeszli wcześniej a potem przez prawie 3 dni nie zaciekawili się co się z nim dzieje, chyba, że po prostu tu również nie przekazano tego w artykułach

- ewentualne kwestie dotyczące tego czy sam Kasznica piastując takie stanowisko nie miał jakiś mocnych wrogów

Użytkownik Partuszew edytował ten post 23.11.2012 - 08:50

  • 1

#5

Zaciekawiony
  • Postów: 7015
  • Tematów: 75
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Przeglądając stare gazety znalazłem informację, że podczas sekcji zwłok zmarłych znaleziono u nich wady serca - u prokuratora kardiomiopatię rozstrzeniową, zwłóknienie serca i przytkane aorty, u ratownika wąską aortę i prawdopodobnie kardiomiopatię przerostową, u chłopca także kardiomiopatię oraz ropne zapaleni migdałków (powstanie wad serca to jedno z powikłań anginy u dzieci). Ich śmierć byłaby więc wynikiem zbiegu okoliczności - trzy osoby z nieznanymi wcześniej wadami serca udały się na męczącą wspinaczkę podczas złej pogody.


  • 0



#6

Partuszew

    Silent Reaper

  • Postów: 173
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Udało mi się jeszcze znaleźć kopię artykułu na ten temat z 11.09.1925

http://bc.wimbp.lodz...1925nr174bc.pdf

oraz nekrolog Kasznicowej http://www.sejm-wiel...e70d26_m500.jpg

Stare Powązki w Warszawie, kwatera 207.

 

 

Polecam bardzo dobry artykuł na ten temat. Autor rozłożył wszystko na czynniki pierwsze, włącznie z wizją lokalną na szlaku, historycznymi danymi z stacji pomiarowej z Zakopanego z pogodą z tego dnia, jak i wynikami sekcji wraz z zapiskami do niej w krakowskim UJ.

https://www.tygodnik...a-lodowej-29882

 

Reasumując.

 

Mamy 4 ofiary tej tragedii. Ostatnią jest dla mnie zdecydowanie żona Kasznicy, która była oskarżana o otrucie  całej trójki i zaszczuwana w prasie. Najprawdopodobniej przyczyniło się to, wraz z depresją po tragedii, do przedwczesnej śmierci tej kobiety.

 

Zaś sama zagadka została jak dla mnie przynajmniej ostatecznie wyjaśniona.

 

Wynikiem był splot zdarzeń i decyzji i stan zdrowia.

 

Prokurator był schorowanym człowiekiem, który oprócz serca miał także problemy z mózgiem, żołądkiem i woreczkiem żółciowy, syn miał początki gruźlicy. Nie wiemy na ile medycyna w tamtych czasach była w stanie wykryć u niego wady serca, jeśli nawet miał świadomość, że coś jest nie tak, nie zakładał zapewne, że jest praktycznie chodzącą jednostką chorobową.

 

Rodzina nie miała żadnego doświadczenia w turystyce górskiej, kolejny, akademicki wręcz przykład, ułańskiej fantazji do podjęcia się przejścia takiego szlaku.

 

Trafili wyjątkowo pechowo. W dniu, którym ruszyli, zgodnie z danymi autora artykułu, nastąpiło ogromne, nawet jak na warunki tatrzańskie, załamanie pogody w ten sierpniowy dzień. Warunki zmieniły się na wręcz zimowe z huraganowym wiatrem i gradem, który w połączeniu z specyfiką ukształtowania rejonu tragedii, mógłby i w dzisiejszych czasach doprowadzić do skraju wytrzymałości nawet najbardziej zaprawionych taterników. 

 

W latach dwudziestych nie było takiej odzieży i butów jak dziś co dodatkowo potęgowało trudność tej wyprawy. Według analizy meteo mogła się wytwarzać tam miejscami chwilowa  "próżnia", która wpłynęła na długotrwałe niedotlenienie całej czwórki.

 

W takich warunkach, nawet ludzie uprawiający ultramaratony górskie, z wybitną kondycją, zdrowiem i wytrzymałością, mające wieloletnie doświadczenie i wiedzę na temat zagrożeń w tym rejonie, mogliby nie dać rady. Jakie więc szanse mieli oni, ludzie bez doświadczenia w górach, z chorobami i brakiem kondycji.

 

Jedyną decyzją, która mogła ich być może uratować, był powrót już na etapie końcowego podejścia na przełęcz. Niestety takiej decyzji nie podjął nawet najbardziej doświadczony Wasserberger. Co do danych na temat sekcji zwłok ratownika nie znalazłem danych w artykule.

 

Wnioski z tej tragedii są aktualne i dziś i nie tylko dla wybierających się w góry.


Użytkownik Partuszew edytował ten post 19.11.2017 - 02:18

  • 0

#7

Wirowmaker

    Go Beyond! Plus Ultra!

  • Postów: 83
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Fakt faktem zaistnienie takiej sytuacji jest naprawdę nikłe ale nie jest niemożliwe, jeżeli 3 osoby z wadami serca zostały potraktowane rozrzedzonym powietrzem, to nic dziwnego, jedyne co zaskakuje w tym temacie to fakt że takie sytuacje zdarzają się tak rzadko, że oczy z orbit wychodzą.

 

Co mnie zastanawia? Fakt że przewodnik mając wadę serca prowadził ludzi po górach i nie był amatorem... ciekawe że wcześniej nie wykryto u niego nic... chyba się chłopak nie badał zbyt skrupulatnie co powinien robić będąc taternikiem ... Następna sprawa może źle czytałem ale mamusia dziecku koniaku chyba nie nalała? :D


  • 0

#8

Partuszew

    Silent Reaper

  • Postów: 173
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

W latach 20 raczej nie mnie to nie dziwi, że nie wykryli mu wady serca, kto by tam podejrzewał wtedy 21 latka o takie schorzenia. Nawet dziś w dobie kontroli lekarskich i badań okresowych zdarzają się przypadki nagłej śmierci na boisku czy maratonie, dużo nie potrzeba.

 

Bardziej dziwi mnie fakt, że nie przydarzały mu już wcześniej jakieś problemy w górach z takimi wadami, albo inaczej,  przydarzały się ale nie łączył tego świadomie z problemami zdrowotnymi, no tego się teraz już nie dowiemy. Z zapisków wynika, że uprawiał turystykę górską  i taternictwo od 4 lat przed śmiercią w 1925 roku. Czyli zakładam,że trochę po tych górach pochodził, dziwne, że nie miał żadnych problemów z sercem przy takiej zabawie ani, że nikt nie zauważył takich objawów u niego, bo chodził z doświadczonymi taternikami.

 

Co do koniaku, podała go odrobinę także synowi wraz z czekoladą. Tak czy siak moim zdaniem na etapie gdzie już stanęli i  tak nie miało to już żadnego znaczenia, bo niedotlenienie i przemęczenie układu sercowego było już tak wielkie, że nawet bez koniaku żyliby niewiele dłużej. Aczkolwiek w tej sytuacji na pewno im dodatkowo zaszkodził.


Użytkownik Partuszew edytował ten post 19.11.2017 - 21:52

  • 0

#9

Zaciekawiony
  • Postów: 7015
  • Tematów: 75
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Młody ratownik musiał dotrzymywać kroku Kasznicom, gdyby szedł sam, to przeszedłby całą trasę w dużo krótszym czasie. W efekcie sforsował się podczas wspinaczki mocniej niż zazwyczaj.


  • 0



#10

Partuszew

    Silent Reaper

  • Postów: 173
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Młody ratownik musiał dotrzymywać kroku Kasznicom, gdyby szedł sam, to przeszedłby całą trasę w dużo krótszym czasie. W efekcie sforsował się podczas wspinaczki mocniej niż zazwyczaj.

 

Raczej nie tyle sforsował co najwyżej bardziej odczuł skutki pogody, przez nadmierne wyziębienie wlekąc się z Kasznicami. Idąc swoim tempem rozgrzewałby się naturalnie bardziej i utrzymywał w miarę komfortowe, równe tempo marszu i oddechu, do którego był przyzwyczajony.

 

Nie mógł się bardziej sforsować, bo idąc z nimi dużo wolniej miał niższe tętno wysiłkowe i potrzebował mniej tlenu dla mięśni niż podczas szybkiego marszu. Sforsować się mógł bardziej tylko pod jednym warunkiem, niósł dodatkowo jakieś ich bagaże, itp. Nie zakładam, że wciągał ich za rękę pod każdy zakręt..


  • 0

#11

Arrius
  • Postów: 13
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Jeżeli informacje zawarte w gazecie są prawdziwe, to kwestia śmierci samego taternika nie jest taka oczywista. Odmrożenia które znaleziono na jego ciele wskazują, że nie umarł podobnie do reszty, lecz był wystawiony za życia na długotrwałe działanie zimna. Natomiast kobieta miała przy sobie rzeczy należące do niego- koc i maszynkę spirytusową, plus posiadała na ciele ślady walki o czym jest napisane w gazecie- podbite oko.


  • 0

#12

Partuszew

    Silent Reaper

  • Postów: 173
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Jeżeli informacje zawarte w gazecie są prawdziwe, to kwestia śmierci samego taternika nie jest taka oczywista. Odmrożenia które znaleziono na jego ciele wskazują, że nie umarł podobnie do reszty, lecz był wystawiony za życia na długotrwałe działanie zimna. Natomiast kobieta miała przy sobie rzeczy należące do niego- koc i maszynkę spirytusową, plus posiadała na ciele ślady walki o czym jest napisane w gazecie- podbite oko.

 

Tu właśnie przydaje się lektura przytoczonego przeze mnie artykułu Macieja Kwaśniewskiego. https://www.tygodnik...a-lodowej-29882

Autor wyjaśnia w nim, że taką narracje w gazetach zapoczątkował autor pierwszego tekstu na ten temat czyli  7 sierpnia w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. Dziwnym zbiegiem okoliczności autorem jego był nie kto inny jak Ludwik Szczepański. Prywatnie: ojciec Jana i Alfreda czyli taterników, którzy Kasznicowie poznali w schronisku i którzy odłączyli się od nich po rozpoczęciu wspinaczki. Według analizy tych artykułów, Ludwik chciał chronić synów, którzy porzucili kolegę i turystów, przerzucając podejrzenia na żonę Kasznicy. Umniejszał celowo trudność szlaku jak i wybitnie niekorzystne warunki pogodowe. W artykułach tych było mnóstwo bardzo szczegółowych informacji, które mógł mieć tylko od synów.


Użytkownik Partuszew edytował ten post 20.11.2017 - 18:48

  • 0

#13

Arrius
  • Postów: 13
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Dobra robota. Rzeczywiście umknął mi ten artykuł... To ma sens,że próbował wybielić swoich synów. Podobno w świecie alpinistów to jeden z najgorszych grzechów- pozostawić za sobą jednego ze "swoich". Niestety to się często zdarza, niedawno (chyba w 2014) w Alpach przy wysokości tylko 4 tyś.m a wcześniej na Broad Peak gdzie zginęli wspaniały himalaista Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski.


  • 0

#14

Partuszew

    Silent Reaper

  • Postów: 173
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Coś musiało być na rzeczy, autor w artykule powoływał się też na wypowiedzi taterników na ten temat i nie były one pochlebne, wobec nich. Ogólnie całą ta historia to temat na niezły film...


  • 0

#15

sky_driver
  • Postów: 2
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

partuszew 24.11.2017 - 22:58 napisala

 

Coś musiało być na rzeczy, autor w artykule powoływał się też na wypowiedzi taterników na ten temat i nie były one pochlebne, wobec nich. Ogólnie całą ta historia to temat na niezły film...

 

 

dokladnie

 

PS: jestem nowy i nie umiem jeszcze robic tych ramek z cytatami :>

 

 

W takim razie poprawiłem. Jednocześnie prosiłbym cię o bardziej rozbudowane wypowiedzi.

Alucard


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u