Patrząc na niektóre posty to wydaje mi się, że ludzie niewierzący chcą się tylko wywyższyć i uważają poglądy innych za coś co można rzucić na ziemię i po prostu przydepnąć i odejść. Być może Boga wcale nie ma, być może jesteśmy tylko wybrykiem natury. Jednak nie widzę sensu rozpoczynania kolejnej bezkresnej dyskusji o istnieniu Boga. Dowiemy się po śmierci co tak naprawdę rządzi tym światem (albo się nie dowiemy). Każdy wierzy w to, co chce. Ludziom chorym na bardzo poważne choroby wiara pomaga w zwalczaniu, ale czy wierzenie w coś jest złe? Myślę, że wiara nie jest zła tak długo jak zachowuje się ją dla siebie i nie rozpowszechnia się jej fanatycznie po świecie. Ale to raczej wypowiedź do innego wątku.
Czy Boga mamy się bać? Można odpowiedzieć na to i tak i nie. Tak, bo to On może nas zbawić i bojaźń przed nim jest równa bojaźni przed popełnieniem grzechu. Nie - bo to nasz miłosierny ojciec, któremu mamy ufać bezgranicznie. Boga też określamy mianem ojca i można to w zasadzie tutaj przyrównać. Ojca się boimy jak coś przeskrobiemy (Boga jak zgrzeszymy), nie boimy się go, kiedy z nim żyjemy w zgodzie (podobnie jak z Bogiem). Zauważmy też, że Bóg jest zazdrosny, mściwy, wybuchowy (nawet bym powiedział) co sprawia, że się go boimy. Jest też miłosierny, dobry, co jest potwierdzeniem, że Boga nie trzeba się bać.


Pierwsza








