Skocz do zawartości




Dziękujemy za udział w Złotych Szarakach -- kolejne informacje już niebawem!

Zdjęcie

Nasze historie...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
103 odpowiedzi w tym temacie

#46

CiociaŚmigło.
  • Postów: 3
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

No to skoro inni to ja też coś przytocze:)

Czytam te wszystkie historie i postanowiłam podzielić się również swoimi. Zacznę może od tych najświeższych.

Niecały miesiąc temu zmarła mi babcia. Byłam z nią naprawdę bardzo związana, mieszkała z nami przez całe życie, pomagała mi i mojemu bratu gdy matka nie miała pracy. Zajmowała się nami gdy matki nie było w domu- można powiedzieć była dla mnie jak druga matka. Babcia umarła na raka płuc, w szpitalu siedziała niecałe 2 tyg. Po 2 tygodniach została przewieziona do hospicjum gdzie na drugi dzień zmarła. Razem z babcią mieszka też nasz dziadek. Nikt do ostatniej chwili nie mówił mu że z babcią jest bardzo źle, że ma raka i będzie przewieziona do hospicjum. Dowiedział się o tym dopiero dzień przed przewiezieniem babci do ww miejsca. Strasznie mi było szkoda dziadka, ale nie o tym chciałam mówić.


A wiec, dzień przed śmiercią babci jak i w dni po pogrzebie dosłownie każdy z najbliższej rodziny babci(babcia miała sześcioro dzieci, w tym większość osiedliła się w bliskiej okolicy od naszego domu, w związku z tym mieszkamy obok siebie i jesteśmy bardzo ze sobą zżyci) doświadczył dziwnych zjawisk.

Mojemu wujkowi(syn babci) dzień przed pogrzebem trzasnęły drzwi w kuchni( był w łazience i brał kąpiel) jego żony nie było w domu więc jej ingerencje można śmiało wykluczyć.

Mój dziadek dzień po śmierci babci robił coś w ogródku i opowiadał że 'wydawało' mu się, że kontem oka widzi coś ciemnego za sobą a po chwili biały gołąb przeleciał mu obok głowy. Nie bał się, miał pewność że to babcia chciała się z nim pożegnać.

Znowu mojej ciotce(córka babci) i wujkowi w domu dzień po śmierci babci spadły 2 razy talerze w kuchni. Nikogo wtedy tam nie było, wszyscy siedzieli w pokoju i oglądali telewizje.

Moja mama natomiast miała dziwny sen w którym ktoś chodził w środku nocy po całym domu i rozwieszał ubrania na klamki od drzwi(moja mama mówi że to niby oznacza śmierć bliskiej osoby).

Mnie też podobne incydenty nie ominęły. Parę dni przed śmiercią babci śniło mi się, że w pracy rozmawiałam ze swoją szefową(moja ciotka jest właścicielem sklepu w którym pracowałam, jednak z pewnych powodów musiałam się zwolnić). Pokłóciłam się z nią, po czym postanowiłam ją przeprosić na co ona do mnie "Nie ma o czym mówić Kamila, babcia zmarła więc Ci wybaczam".
Pare dni później babcia zmarła. Dzień przed pogrzebem zjechała się do nas rodzina ze śląska i warszawy specjalnie na pogrzeb. Siedziałam z nimi na tarasie, gdy nagle poczułam dotyk z tyłu głowy przypominający dotyk dłoni. Zdziwiona odwróciłam się, nikogo za mną nie było. Był letni upalny wieczór bez najmniejszego wiatru, więc to też mogę z czystym sercem wykluczyć. Jestem prawie pewna, że babcia chciała się ze wszystkimi po kolei pożegnać. Nikt w rodzinie komu przydarzyły się te historie nie czuł strachu. Raczej spokój i ciepło. Od siebie jeszcze dodam że od czasu śmierci babci wyraźnie czuć ją u nas w domu. Tak jakby cały czas była z nami.


To na tyle jeśli chodzi o historie związane ze śmiercią mojej babci. Przejdę teraz do opowieści związanych z moim byłym chłopakiem który poniekąd otworzył mi oczy na zjawiska paranormalne.

Otóż od zawsze pamiętam interesowały mnie sprawy związane ze zjawiskami paranormalnymi. Jednak była to czysta ciekawość, chęć dodania sobie adrenaliny i zabicia czasu. Zawsze chciałam przeżyć jakąś mrożącą krew w żyłach historie, jednak byłam sceptykiem i taką możliwość zawsze wykluczałam. Jestem typem człowieka, który nie uwierzy do końca, puki sam na oczy nie zobaczy.
Dostałam to, czego chciałam.

Mój były chłopak na początku naszej znajomości opowiedział mi swoje historie związane z wywoływaniem duchów i egzorcyzmami. Miał z tym styczność, opowiadał mi jak wywoływał razem z kolegami, jak robił wahadełka, pentagramy na podłodze u siebie w pokoju, o swoich przeżyciach po takich akcjach, gdy ni stąd ni zowąd coś go z łóżka ściągało za nogi, gdy podczas modlitwy nagle odjęło mu mowe, coś go ściskało za gardło i nie pozwalało oddychać. Myślę sobie' no Kamila, nieźle się wpakowałaś, ten koleś ma jazdy na bani i nie jest normalny'. Tak wtedy myślałam, jednak zaciekawiona tymi wszystkimi historiami któregoś wieczoru poprosiłam go o to, żeby pokazał mi zabawę z wahadełkiem. Nie powiem wam dokładnie jak to się nazywa bo zwyczajnie nie pamiętam, ale do ostatniej chwili twardo trzymałam się zdania" czysty zbieg okoliczności, przypadek i autosugestia".
Usiedliśmy sobie wygodnie na łóżku, on przygotowywał kartkę i właśnie to wahadełko. To była igła na nitce i jakieś litery na papierze. Kolejno zadawał temu 'czemuś' pytania, po czym NIBY igła po kolei wskazywała na litery układając to w zdania i gotową odpowiedź na zadane pytanie. Jednak na te wszystkie pytania mój chłopak również znał odpowiedź i mógł zwyczajnie wkręcać, więc żeby mi to udowodnić musiałam ja sama zadać pytanie na które tylko ja znam odpowiedź. Zrobiłam tak. To, jaką odpowiedź dostałam chwile później zszokowało mnie. Myślę sobie'Jakim cudem można aż tak trafić z odpowiedzią zakładając ze to wszystko to jedna wielka ściema?'. Do dziś nie wiem czy wierzyć w to czy nie, jednak wywarło to na mnie ogromne wrażenie. Dom mojego byłego to stara poniemiecka poczta. Budynek miał bardzo dużo lokatorów przez długi okres swojego istnienia. Ktoregoś razu mama mojego ex opowiadała mi, że w szopie obok zamordowano kiedyś niemca. Także babcia byłego chłopaka zmarła w tym domu. Jakie było moje zdziwienie gdy pewnej nocy usłyszałam kroki na schodach( schody są drewniane i wydają specyficzny dźwięk jak się po nich wchodziło). Myślę sobie, to pewnie jego tata, wiele razy chodził w nocy do łazienki. Z racji tego, że jego ojciec ma pokój obok pokoju mojego byłego chłopaka, czekałam aż kroki zbliżą się do drzwi jego ojca i w końcu to coś je otworzy. Tak się jednak nie stało. Kroki ustały dokładnie przed drzwiami pokoju w którym spaliśmy. Gdy opowiedziałam to mojemu chłopakowi uwierzył mi od razu i powiedział" Nie takie rzeczy słyszałem już w tym domu, ale się przyzwyczaiłem. Nie zwracaj na to uwagi". Pomyślałam wtedy, że jest to bardzo fascynujące i zaczęło mi się coraz bardziej podobać :D

Ostatnia sytuacja która już stuprocentowo zmieniła moje sceptyczne nastawienie do spraw paranormalnych wydarzyła się w nocy w lipcu zeszłego roku. Śpimy z chłopakiem w pokoju jego ojca(pracuje na morzu i często nie ma go w domu a ma bardzo duże i wygodne łóżko więc postanowiliśmy to wykorzystać :D). Okno było zamknięte. Gdy po jakimś czasie zaczęłam powoli przysypiać z nadchodzącego snu wyrwał mnie dźwięk ciągnięcia za klamkę w oknie tak realistyczny że aż zamarłam. Myślałam przez chwile że tylko mi się przesłyszało ale szybko uświadomiłam sobie że jednak nie, ponieważ chłopak po paru sekundach odwrócił się do mnie i powiedział" Też to słyszałaś?" Odpowiedziałam że tak a on na to żebym zapomniała i poszła dalej spać. Więc ja spanikowana wstałam zapaliłam światło i podeszłam do okna sprawdzić, czy klamka jest poruszona. I co? I NIC. Zero śladu po tym, jakoby ktokolwiek lub cokolwiek mogło ruszyć klamkę i ją pociągnąć. Okno w tym pokoju naprawdę ciężko jest otworzyć, zacina się przy otwieraniu a za klamkę trzeba mocno pociągnąć by móc ją przekręcić. Wiatru też nie było, więc po oględzinach od razu zakomunikowałam swojemu ex że spać idę do jego pokoju a w tym już nigdy w nocy moja noga nie postanie.

To tyle jeśli chodzi o moje skromne historie, mam ich dużo więcej ale musiałabym się naprawdę sporo rozpisać a zwyczajnie nie mam na to czasu :D Wierzcie lub nie, bo domyślam się ze w niektórych momentach to wszystko wydaje się naciągane ale z ręką na sercu mogę potwierdzić, że wszystkie z tych historii są autentyczne i nie zmyślone. To właśnie te sytuacje sprawiły że wierzę w zjawiska paranormalne i nie śmieje się z ludzi którzy coś podobnego przeżyli i opowiadają o tym.

Serdecznie pozdrawiam :)
  • 1

#47

mbbacia.
  • Postów: 61
  • Tematów: 4
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Facebook - Dziwne posty znajomego

Historia jest autentyczna, wszystko wydarzyło się wczoraj wieczorem. Być może nie jest to creepypasta, ale pasuje tutaj.

Mamy zgraną paczkę przyjaciół, zawsze razem się spotykamy, rozmawiamy, bawimy, dzielimy problemami. Jednak wczoraj jeden z naszych kolegów

Paweł prowadził nie długą lecz bardzo dziwną konwersację z nieznanym nam Danielem. Paweł był na niego za coś wściekły, a ten jedynie odpisywał

bezsensownie. Jeszcze rano widziałem się z nim i naszą przyjaciółka Agatą, był taki jak zawsze nic nie wskazywało na to, że tego wieczoru wydarzą

się takie rzeczy.. Niecałą godzinę po skończeniu tej dziwnej rozmowy postanowiliśmy całą szóstką udać się do domu Pawła. Jako że mieszkamy trochę

od siebie postanowiliśmy spotkać się pod jego domem. Niestety w środku nikogo nie było, a my martwiąc się straciliśmy poczucie czasu i tak czekaliśmy

pod jego domem około trzydziestu minut, gdy do domu wrócili jego rodzice którzy byli w kinie. Opowiedzieliśmy im o wszystkich, a oni starali się

rozwiać nasze obawy mówiąc że Paweł uprzedził ich tuż przed tym jak wyszli, że musi w pilnej sprawie wyjechać na kilka godzin. Wtedy pokazaliśmy

im tę rozmowę. Byli przerażeni podobnie co my. Niestety nie możemy nic zrobić, Paweł nie odbiera telefonów, nie wiemy gdzie jest. Dziś rano nie

pojawił się w pracy (Ja, Paweł oraz Agata pracujemy razem). Wraz z rodzicami naszego przyjaciela postanowiliśmy, że jeżeli do czwartku nie da

on żadnych znaków życia sprawę zgłaszamy na policję. Cała nasza paczka wciąż ma nadzieję, że to tylko głupi żart i Paweł szykuje jakąś

niespodziankę (niedługo urodziny Dawida, jednego z naszych przyjaciół). Póki co pozostaje się nam jedynie martwić...


Poniżej wklejam zdjęcie rozmowy z FB :

Dołączona grafika

Tutaj rozmowa się kończy. Sprawdziliśmy także konto tego Daniela, jego jedynym znajomym był Paweł, a samo konto utworzono

wczoraj wieczorem co tylko sprawia, że bardziej wierzymy iż to żart. Nawet jeżeli tak jest to PAWEŁ ODEZWIJ SIĘ!!

Użytkownik mbbacia edytował ten post 06.08.2013 - 17:55

  • -1

#48

piotrek nikt wiecej.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

To mój pierwszy post. Mam na imię Piotrek, mam 22 lata i jestem z Radomia.

Historia ta przydarzyła się 9 czerwca tego roku. Jest ona w stuprocentach prawdziwa, choć może Was zawieść - nie ma w niej odcisków na lustrach, niezidentyfikowanych głosów, czy wreszcie dziwnych wpisów na facebooku. Wracając - jak co niedzielę byłem o 17 umówiony z kolegami z osiedla na grę w piłkę, jeden z nich się wykruszył, a że to ja go w grę wkręciłem, byłem zobowiązany do załatwienia zastępstwa. Poszło szybko, Emil był jak najbardziej chętny. Mecz ładny, szybki, po meczu umówiłem się z Emilem wieczorem na piwo. Od godziny 21 dzwoniłem do niego co godzinę, w tym czasie zdążyłem trochę wypić z sąsiadem... Nieważne. Kiedy już wróciłem do domu, była godzina 1, zadzwonił Emil. Powiedział szybko, żebym przyszedł do Kamila, że to u nas na osiedlu i że to jednorodzinny dom naprzeciwko bloków na Natolińskiej. Niewiele myśląc ubrałem się i szybko ruszyłem. Po drodze wstąpiłem do sklepu nocnego, zakupiłem dwa piwa... Wieczór zapowiadał się dobrze. Kiedy już byłem niedaleko wskazanego miejsca puściłem sygnał do Emila i ten po chwili zawołał mnie z balkonu.

Tu właściwie rozpoczyna się historia. Kiedy już byłem na miejscu dowiedziałem się, że Kamil od czterech lat mieszka w Szkocji, a wrócił do Polski, ponieważ jego wujek znalazł w piątek (dwa dni przed moją wizytą tam) zwłoki ojca Kamila, który umarł tydzień wcześniej, bo tak twierdził lekarz. Nieciekawa informacja na samym starcie. Ale... Co tam. Jedno piwo jakoś poszło, choć - nie powiem, zejście do toalety piętro niżej niż pokój Kamila było dosyć dziwnym doświadczeniem. Ale nie teraz o tym. Rozmowa się klei, rozmawiamy, okazuje się, że chodziliśmy z Kamilem do jednej grupy w Przedszkolu. Telefon. Dzwoni mój ojciec, akurat był w pracy i mówi mi, że idzie straszna burza, żebym uważał na siebie i nie chodził bez potrzeby po dworze. Nie wiem, ile minęło, dziesięć może piętnaście minut i bach, grzmoty, pioruny... U Kamila w mieszkaniu padło światło. Emil wychodzi na balkon popatrzeć na burzę, a tu się odłamuje klamka od drzwi. Drzwi balkonowe trzaskają, my siedzimy przy świeczkach, na ścianach zdjęcia, teraz przy świeczkach, już ledwo widoczne... Tym bardziej przerażające.
Uwierzcie mi, że to było uczucie nie do opisania, zejścia do tolatety, trzaskające co chwilę drzwi, te zdjęcia. A dzień później, gdy się obudziliśmy okno w kuchni się rozbiło, choć ciężko było znaleźć kamień lub cokolwiek co mogłoby je rozbić. Futryna od okna moim zdaniem się trochę obsunęła i stąd to rozbicie okna, ale... Domysły zostaną.

Użytkownik piotrek nikt wiecej edytował ten post 08.09.2013 - 02:49

  • 1

#49

Kasia1988.
  • Postów: 16
  • Tematów: 4
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 2
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

To i ja dorzucę coś od siebie. Może nie są ta strasznie historie o duchach, ale na pewno bardzo ciekawe przypadki.

Moi pradziadkowie mieli duży dom w Łebie. No i jak to dzieciaki razem z moim bratem i naszą babcią jeździliśmy tam na wakacje. Ja miałam może ze 5 lat, brat 6. Dom był bardzo duży, jednak jako że był to sam środek lata większość pokoi była wynajęta turystom, a dla całej rodziny przypadły dwa pokoje. Ja spałam w pokoju z moją babcią i ciocią, a mój brat w drugim pokoju z pradziadkami. Pewnej nocy, i pamiętam to dokładnie jak dziś, w pokoju w którym spałam z babcią, nagle, niespodziewanie otworzyło się okno z ogromnym hukiem. To było takie stare, duże, drewniane okno, zamykane na takie małe klameczki, także szansa, że wiatr je otworzył jest niewielka. Okno otworzyło się do środka i strąciło doniczkę z kwiatkiem. Babcia zerwała się z łóżka, zamknęłam okno i posprzątała rozsypaną ziemię. Kiedy skończyła postanowiła zajrzeć do drugiego pokoju, w którym spał mój brat i pradziadkowie (rodzice babci). Gdy weszła, zobaczyła, że pradziadek trzyma mocno za rękę mojego brata, po czym odszedł tej nocy...

Wyżej wspomniana babcia, zmarła tragicznie w kwietniu tego roku w wypadku samochodowym. Jej pogrzeb odbył się w piękny, słoneczny i bezwietrzny dzień. W trakcie ceremonii pracownik firmy pogrzebowej wygłaszał jakąś mowę, kiedy ją zakończył i dał znać, że rodzina może podejść i sypnąć piaskiem na trumnę, w jednej chwili zerwał się ogromny wiatr, tak silny, że podwiał szaty pracowników i materiał, który leżał na trumnie. Trwało to dosłownie kilka sekund, ale miny i przerażenie uczestników pogrzebu były niesamowite.
Babcia zostawiła rodzinie w spadku mieszkanie i część domu. Niestety po jej śmierci nigdzie nie mogliśmy znaleźć dokumentów potwierdzających własność domu. Na próżno przeszukaliśmy calutkie mieszkanie i wszystkie jego zakamarki.
Byłam wtedy z moją mamą i wujkiem w mieszkaniu, kiedy zrezygnowani po kilkugodzinnych poszukiwaniach usiedliśmy w sypialni babci żeby zastanowić się co dalej. Mama usiadła na łóżku i jakoś tak bezwiednie chwyciła pierwszą lepszą gazetę, otworzyła na przypadkowej stronie, a tam... dokumenty od domu :D w gazecie... Do dziś mama twierdzi, że to babcia pokierowała jej ręką i wskazała gdzie leżą papiery ;)
  • 0

#50

adrenalinaprank.
  • Postów: 51
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Fajny temat :D to ja też dorzucę coś od siebie :P

To chyba był koniec podstawówki,siedziałam z moją siostrą 3 lata starszą,kuzynką i ich dwoma koleżankami w pokoju u siostry i zaczeła sie rozmowa o pewnym chłopaku z gim który popełnił samobójstwo od nas ze szkoły (podstawowka do ktorej chodzilam byla w tym samym budynku co gimnazjum mojej siostry),no i tak sobie rozmawiamy wspominamy aż tu nagle zrobiło się nienaturalnie głośno,wszystkie spojrzalysmy sie po sobie i nagle dziewczyny wpadły w panike zaczeły sie chować pod biurko bo radio które stało w moim pokoju (pokój dalej) podgłośniło się na full,postykowane ale pod przymusem poszłyśmy z moją kuzynką sprawdzić no i przyciszyć to radio.Teraz sie zastanawiam czy to był czysty przypadek czy może jakaś manifestacja :]

Druga historia zdarzyła się mojej ciotce i małej (może 3 letniej wówczas) kuzynce.Mieszkały one na wsi kuzynka bawiła się na dworze a ciocia patrzyła od czasu patrzyła na nią przez okno, wszystko było ok mała wróciła z podwórka no i mówi ciotce że jakiś pan przyszedł a ona nikogo tam nie widziała ,olała sprawę pomyślała że dziecko ma bujną wyobraznie czy coś ale sytuacja powtórzyła się pare razy nawet ciotka była świadkiem jak mała woła coś w stylu "dziadek"do pustych drzwi aż pewnego dnia kiedyś powiedziała ciotce że "tu przychodzi taki pan ale mówił żeby się go nie bać bo on przychodzi tylko sobie popatrzeć" mina ciotki bezcenna,dodam jeszcze że kuzynka urodziła się dopiero po śmierci naszego dziadka.

A teraz coś bardziej zabawnego.Tego lata leżałam i oglądałam tv w nocy, okno było otwarte oglądam a tu nagle słysze jakieś sapanie? charczenie potem cisza ,dość przerażające to charczenie no ale nic sobie z tego nie robię i oglądam dalej, sytuacja się powtarza , wyglądam przez okno słyszę ale nie widzę nic co by mogło te odgłosy wydawać , kłade się i zasypiam.Akcja powtarza się może z 3 noce pod rząd kiedy pewnego razu patrzę na górę na balkon sąsiadów i okazuje się żę to ich wielki dog de bordeaux śpi i mi chrapie w stronę okna (miał tak blisko pysk barierki że było w końcu widać co jest przyczyną tych dziwnych dzwięków),wyśmiałam sama siebie i już mogłam spokojnie spać bez żadnych schizów i zastanawiania się co tak charczy :D Mam jeszcze kilka historii ale to może innym razem lub w innym temacie.
  • 1

#51

Maczu Pikczu.
  • Postów: 41
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Byłem sceptykiem w tych sprawach. Do wczoraj... Jachałem busem obwodnicą Mińska Mazowieckiego i bezwiednie obserwowałem przez okno okoliczne krajobrazy. W pewnym momencie spostrzegłem jak przez pole rzepaku sunie się czarny, przezroczysty cień o sylwetce człowieka. Na pewno nie było to zwierzę i raczej nie człowiek
  • 2

#52

darula.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Czytając niektóre posty potanowiłam założyć konta bo jak słyszę że ktoś sobie wywołuje duchy dla podniesienia adrenaliny to aż mnie...
Zacznę od tego że podobnie jak pewnie większość z was interesują mnie zjawiska paranormalne, jednak nie po to aby szukać wrażeń... Po prostu miałam to nieszczęście wychowywać się pratkycznie obok nich. A teraz do wszystkich, którzy nie ważne czy wierzą czy nie wierzą w "duchy" wywoływanie ich jest naprawdę bardzo niebezpiecznie i można nie potrzebnie przysporzyć sobie z tym problemów. Dusze zmarłych na prawedę wolą mieć "święty spokój" i zajkłócanie go w jakikolwiek sposób może wam przyspożyć bezsenne noce i wieczne ciarki na plecach ale chyba nie o to chodzi?

Ale żeby nie było, że wypowiadam się na forum bez żadnego związku z tematem to może przytoczę jedną odnosząc się do swojego wstępu.

Pewnie nie jeden słyszał histrię jak to po II wojnie światowej szczątki ludzkie były znajdowane w różnych dzwinych miejscach. W mojej miejscowości (administracyjnie niewielkie podgórskie miasto na którego obrzeżach znajdują się pola uprawne) jakieś 40 może trochę więcej lub mniej lat temu podczas prac polowych znaleziono właśnie takie szczątki ludzkie odziane w coś na kształt munduru. Jak to na prostych ludzi przystału od razu pierwsze co to po księdza, żeby zwłoki poświęcić. Tak też się stało, a zwłoki przykryto ziemią i oznaczono miejsce krzyżem. W między czasie oczywiście jak to bywa w takich przypadkach wieść szybko się rozniosła po okolicy, a że ludzie słynną właśnie z chęci adrnaliny i bycia odkrywcą, znalazło się trzech miejsowych drabów, którzy postanowili sobie zdobyć jakoś pamiątkę. Udali się na owe miejsce grób odkopali i wyciągneli z niego... czaszkę, a właściwie jej połówkę i zrobili sobie z niej popielniczkę. Nie wiem dokładnie co tam się działo ( nie było mnie wtedy jeszcze na świecie i historię znam z opowieści), w każdym razie owym "wesołkom" po pewnym czasie przestało być do śmiechu. W ich kanciapie światła zaczęły się same zapalać i gasnąć, słyszeli kroki, trzaskanie drzwi. Wyparowali stamtąd przerażeni, a sytuacja powtarzała się każdego dnia. W końcu poszli do księdza przyznali się co zrobili, ksiądz tylko ich zrugał, a czaszka wróciła na swoje miejsce. Wszysko się uspokoiło ale delikwentom nie dane było doczekać spokojnej starości. Każdy z nich zginął tragicznie.

Historia jak najbardziej prawdziwa, a tym którzy szukają podobnych wrażeń zapraszam na mszę egzorcystyczną do Częstochowy. Po tej godzinnce zapene będziecie mieli dość adrenaliny do końca życia.

Użytkownik darula edytował ten post 23.11.2013 - 21:49

  • 0

#53

blackhairr.
  • Postów: 2
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Witam :)

w końcu udało mi się znaleźć forum w którym ja również mogę podzielić się swoimi historiami :)
Może zacznę od tego, że od małego fascynuję się i coś mnie ciągnie do spraw paranormalnych
Nawet rodzina to zauważyła odkąd się urodziłam :) wszystko zaczęło się od tego gdy moja mama zaszła w ciąże ze mną
nie wiedziała na początku a już zaczeły się dziwne rzeczy :) np. będąc u koleżanki rozmawiały o tym że moja mama chciałaby już zajść w ciąże to
zabawki dziecięce się same włączały itp ;) nwm może to zwykłe zbiegi okoliczności, ale sytuacja powtórzyła się pare razy ;)
gdy w końcu mama zrobiła test i wyszło że jestem w drodze, mówiła że od tamtej pory działy się dziwne rzeczy, np przy szykowaniu pokoiku dla mnie zabawki się przemieszczały, coś w nim stukało cały czas itp. I mama opowiadała że w pokoiku na stoliku stała taka pozytywka aniołek, i pewnego wieczoru zaczeła grać sama, po czym mamie odeszły wody ;) Potem mówili że to był znak ode mnie że nadchodzę, od tamtej pory mówili że jestem ich aniołkiem.
3 lata pózniej w 2000 roku, mama ponownie zaszła w ciąże, spodziewała się kolejnej córeczki z czego była niezmiernie szczęśliwa, i pewnego razu jak byliśmy u babci i dziadka, działo się ze mną coś nie dobrego, wybuchałam płaczem co chwilę i podobno nie potrafiłam im wyjaśnić o co mi chodzi, byłam smutna, i usłyszeli że siedząc sama w pokoju oglądając bajki rozmawiałam z kimś i płakałam. Za parę godzin mama była umówiona na wizyte do ginekologa, a był to już 7 miesiąc ciąży. Podobno cały czas chciałam do niej dzwonić i się o coś spytać. I w końcu się okazało, jak wróciła że łożysko się odkleiło i niestety Małgosia odeszła, wtedy wpadli na pomysł że koś lub coś musiało mi dawać jakieś znaki, i dlatego sie tak zachowywałam.
Oczywiście żałoba w rodzinie, smutek itp, i w końcu przyszedł dzień pogrzebu w którym moja mama nie mogła brać udziału, ponieważ leżała w szpitalu. Opowiadała mi to chyba już setki razy, że leżąc na sali z innymi kobietami które były świadkami tego zdarzenia, nagle wieczko od wiadra leżącego przy drzwiach odskoczyło i powolutku przetoczyło się przez całą sale aż do okien, a godzina była 16, bo specjalnie zobaczyła, potem po pogrzebie przyjechał do niej tata i spytała się o której zaczął się pogrzeb odpowiedział że o 16, po czym mama wybuchła płaczem i opowiedziała co się stało, ludzie mówili że Małgosia przyszła się pożegnać, ale oczywiście mógł być o zwykły przypadek :)
Wracając do mnie, mama opowiadała że zawsze miałam cos w sobie co ,, przyciągało" zjawiska paranormalne :) gdy ktoś z rodziny odchodził zawsze coś mi się działo, widziałam tą osobe itp :) może to jakiś dar? nwm :)
  • 1

#54

`TehPainyy.
  • Postów: 3
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

To i ja się podzielę swoim przeżyciem.

Z uwagi na to, że moją pasją jest motoryzacja, a bardziej motocykle, to posiadam crossa 125cc. Mieszkam w mieście, więc nie mógłbym nim tutaj jeździć, mam go u dziadków, którzy mieszkają w małej wiosce. Pewnego zwykłego dnia wybraliśmy się w odwiedziny, oczywiście postanowiłem przejechać się motorkiem, wybrałem się do odległej na ok. 2 km wioski, do bardzo fajnego lasu. Pojeździłem sobie tam trochę, a wyjeżdżając z lasu zauważyłem samochód zbliżający się w szybkim tempie w moją stronę, więc postanowiłem uciekać, bo gdyby to byłyby jakieś służby drogowe, czy coś takiego, to miał bym niezły bigos. Z uwagi na to, że auto jechało po drodze, z której ja przyjechałem, nie miałem wyboru i musiałem jechać drogą leśną, bo na czołówkę się nie piszę :D. Nie lubię zbytnio tam jeździć, bo w samym środku lasu, przy polnej drodze, stoi opuszczony grób jakiegoś niemieckiego żołnierza. Uciekłem dzięki temu, że z przodu wyjechała ciężarówka Lublin, a wiadomo po drodze jednokierunkowej samochód obok samochodu nie przejedzie, chociaż myślę, że i nawet bez pomocy kierowcy ciężarówki bym uciekł, bo potem trzeba jechać przez nie małe zarośla, po których osobówka z pewnością by nie przejechała, nawet ja powoli, na wolnych obrotach musiałem. No i dobra, ochłonąłem, jade sobie już na luzie, jednak w pewnej chwili uświadomiłem sobie, że będę musiał przejechać koło grobu tego żołnierza, więc dałem gazu, a tu pic cross zaczał się dusić, to odpuściłem - sprzęgło, przegazówka i dalej dupa, stanąłem przy samym grobie, ten metalowy, żelazny krzyż mnie przerażał. W panice zacząłem odpalać, jednak nic nie mogłem zdziałać, tempo narasta, adrenalina działa i wpadłem na pomysł, za który dziękuje sobie do teraz. Postawiłem motor na nóżce, kask zawiesiłem na kierownicę, uklęknąłem odmówiłem modlitwę i co? Cross odpalił za pierwszym razem! Jednak nikomu nie polecam przeżywać czegoś podobnego.. pozdrawiam

Użytkownik `TehPainyy edytował ten post 04.12.2013 - 16:46

  • 1

#55

Vespa.
  • Postów: 5
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Dorabiam jako opiekunka w domu starców. Dbamy o naszych rezydentów jak najlepiej, co nie zmienia faktu że oni nie są tam żeby im się polepszyło, trafiają do nas na ogół w końcówce życia i prędzej czy później umierają.
Kilka moich koleżanek przechwala się, czego to one nie widziały, zwłaszcza pracując na nocnej zmianie. Nie mam pojęcia na ile mogę im wierzyć (tzn. nie posądzam ich o świadome kłamstwo, raczej o wybujałą wyobraźnię), więc przytoczę tylko dwa krótkie zdarzenia których - choć sama niczego dziwnego nie widziałam - byłam świadkiem.


Kolejne z wczoraj: koleżanki kładły rezydentkę do łóżka, rezydentka normalnie jest popychana w takim wielkim fotelu na kolkach gdzie pilotem reguluje się kat nachylania oparcia i podnóżka. Pani już w łóżku, fotel stoi sobie podłączony do ładowania, pilot leży na fotelu... nagle dziewczyny słyszą ten charakterystyczny dźwięk - zzzzzt - i oparcie oraz podnóżek jednocześnie się podnoszą do pozycji z grubsza leżącej.
Malo się nie, pardon my french, posrały :D
  • 0

#56

lazuryt00.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Dzisiejsza sytuacja przekonała mnie w końcu do założenia konta i opisaniu kilku z moich historii.

Ale zacznijmy od najstarszej:

 

1. Mieszkałam w zwyczajnym bloku. Nie znałam przeszłości tego mieszkania. Lecz przez dwa lata mieszkania tam czułam, że cały czas coś przebywa w moim pokoju. Poświata zmieniająca położenie co noc mnie w tym upewaniała. Od czasu do czasu zdażyło mi się nawet to nie odezwać. Zwykłe dobranoc czy coś. Po prostu bałam się, że przez moją ignorancję może zrobić mi krzywde. Nigdy nie dawał żadnego znaku. Śmiałam się, że jestem psychiczna. Jednak w dniu wyprowadzki, gyd pakowałam ostatnie książki do worków, spojrzałam w kąt gdzie zazwyczaj zjawa przebywała. Pożegnałam się i poczułam lodowaty powiew wiatru na mojej twarzy. Był to środek upalengo lata, w domu było duszno, a okna szczelnie zamknięte.

 

2. Ta historia wydarzyła się ostatnio. Na mózg rzuciła mi się piosenka 'Uncover'. A szczególnie pierwszy wers. Biorąc gorący prysznic, zapisałam je na zaparowanych drzwiach (dla nieznających słów: Nobody sees, nobody knows, we are a secret), a dodatkowo na końcu dodałam: ok? Wychodząc i wycierająć się w ręcznik, spojrzałam przerażona na zaparowane lustro. Było tam zapisane wielkie 'OK'. Nikt do łazienki nie wszedł, ani nie był to stary napis.

 

3. A to historia z dzisiaj. W związku z 8 marca, moja mama poszła na balety do znajomych. W domu miezkam tylko ja i ona. Jako, że było już późno, postanowiłam pościelić jej łóżko, które znajdowało się przy drzwiach wejściowych. Zapalając światlo, które też się przy nich znajduje, jakieś dziwne uczucie kazało spojrzec mi przez wizjer na ciemną klatkę. Księżyc mocno świecił, więc powinnam widzieć dość wyraźnie. Śledząc uważnie klatkę zauważyłam dziwną czarną plamę postury człowieka. Zignorowałam to. Pościeliłam to nieszczęsne łóżko i znów spojrzałam kierowana jakąś dziwną energią przez wizjer. Istota zmieniła położenie. Myślałam, że to któryś z sąsiadów, więc zapukałam w drzwi. Zamiast ruchu, dostałam w odpowiedzi warczenie i charczenie. Najpierw dyło ono donośne na klatne, teraz przeniosło się pod moje okna. Mieszkam na 8 piętrze w wierzowcu.


  • 0

#57

Żyroskop.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Dzień dobry, jestem nowym użytkownikiem tego forum i chciałbym się z wami podzielić moim przeżyciem.
 
Pewnego jesiennego dnia, ok. godziny 22 usłyszałem pukanie do drzwi. Podszedłem i otworzyłem je, ale po drugiej stronie nikogo nie było. Wróciłem do swoich zajęć, ale po kilku minutach znowu usłyszałem pukanie. Podbiegłem najszybciej jak to tylko możliwe i otworzyłem je z takim hukiem, że było słychać na całej klatce schodowej. Oczywiście nikogo nie było. Trochę ********* wróciłem do swoich zajęć. Po kilku minutach znowu to usłyszałem, więc pomyślałem sobie: " ***** co się tutaj dzieje?" podbiegłem prawdopodobnie z prędkością Mach 2 (680.58 m / s) i ponownie otworzyłem drzwi, nikogo nie było.... pukanie trwa po dziś dzień... jeśli ktoś może mi wyjaśnić co to było to proszę o kontakt:
 
Ulica przeklętych hitlerowców
33-200 Warszawa
prowokacja2.gif
ban30.gif
 
A za to... urlop. Nie tolerujemy wulgaryzmów. Nie wolno edytować postów po moderatorze.
Masturbis

  • 0

#58

K90.
  • Postów: 4
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

W moim 24-letnim życiu właściwie tylko jeden raz mogę powiedzieć, że miałam do czynienia ze zjawiskiem, którego nie potrafię wytłumaczyć. To było kilka lat temu, kiedy byłam jeszcze w liceum do, którego dojeżdżałam codziennie pociągiem. Jednego dnia po szkole poszłam do siostry, która pracowała niedaleko mojej szkoły i wzięłam od niej klucze do mieszkania. Postanowiłam trochę jej pomóc i zaczęłam ogarniać jej mieszkanie, była to kawalerka przy spokojnej osiedlowej ulicy. Odkurzałam korytarzyk i kiedy znajdowałam się w wejściu do pokoju dostrzegłam ruch w kuchni. Było to szybkie mignięcie czegoś bez określonego kształtu, jakby szary dym. Wystraszyłam się tak bardzo, że momentalnie podbiegłam do drzwi wejściowych sprawdzić czy są otwarte, myślałam, że ktoś wszedł i przez szum odkurzacza niczego nie słyszałam, oczywiście drzwi były zamknięte, a w kuchni nikogo nie było. Nie wspominałam o tym nikomu, uznałam to za omam, ale później mój szwagier opowiadał, że z kuchni dobiegają czasem dziwne dźwięki tj. zapalanie kuchenki gazowej takie charakterystyczne tykanie zanim pojawi się płomień, oraz dźwięki przypominające zgniatanie plastikowej butelki. Obecnie już tam nie mieszkają, więc więcej nie mogę powiedzieć.

 

Wydarzenie, które nie wiem jak zinterpretować miało miejsce zeszłego lata, słońce powoli chyliło się ku horyzontowi, a ja jak zwykle o tej porze poszłam biegać. Jak zawsze zabrałam ze sobą swojego psa, słońce świeciło mi w plecy więc rzucałam dosyć długi cień, przebiegłam może kilkanaście metrów kiedy cień niewiele niższy od mojego szybko mignął mi za plecami. Stanęłam jak wryta i oczywiście niczego za mną nie było, wykluczam psa bo to mały kundelek, było też cicho, żadnego wiatru, a nie usłyszałam żadnego podejrzanego szmeru. Cień łatwo dał się zauważyć bo teren po, którym biegam jest pusty, z jednej strony rosły trawy, z drugiej kukurydza, żadnych drzew czy innych wysokich obiektów. Zastanawiam się czy nie przewidziało mi się, nie wywarło to na mnie żadnego wrażenia, w przeciwności do sytuacji wyżej opisanej.


Użytkownik K90 edytował ten post 16.03.2014 - 20:55

  • 0

#59

Żelka.
  • Postów: 3
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Podzielę się z wami ciekawą historią z życia mojej rodzinnej wsi. Opowiedziała mi ją babcia i dotyczy jej sąsiada "zza płotu".

 

Było to kilkadziesiąt lat temu. Moja babcia była jeszcze dzieckiem. Sąsiad zaś był od niej sporo starszy i chyba nie było we wsi człowieka, który by o nim powiedział coś dobrego. Wszyscy uważali go za złego człowieka. Był wyjątkowo chciwy, złośliwy i nieuczynny. Nie przepuścił żadnej okazji, żeby kogoś skrzywdzić i zawsze musiało być tak jak on chce. Niestety był też jak na owe czasy majętny i przez to wiele rzeczy uchodziło mu bezkarnie.

 

Ożeniono go z dziewczyna z równie zamożnej rodziny. Zostali "wyswatani sobie" tylko i wylącznie ze względu na pieniądze i wielkość gospodarki. Wtedy nie było to niczym dziwnym. Ludzie pobierali się ze "swatania" i dla umocnienia swojego statusu materialnego, choć w większości przypadków w takim związku rodziło się uczucie już po ślubie. Moi dziadkowie też wzięli ślub z namowy rodziny a kochali się i szanowali bardzo. Ale w przypadku sąsiada było inaczej. Nie byłby sobą, gdyby żył w zgodzie z żoną.

 

Żona sąsiada była podobno bardzo ładna. Wierzę w to, bo pamiętam ją z dzieciństwa. Była wtedy już starszą, zniszczoną życiem i pracą osobą, ale wciąż miała bardzo przyjemne rysy twarzy. Pamiętam ją jako kobietę łagodną i pobożną, powszechnie lubianą.

 

Żona sąsiada miala długie, piękne włosy. Tradycyjnie po ślubie powinna zacząć je upinać i chować pod chustkę. To była jakby oznaka statusu mężatki. Mąż jednak rozkazał jej, aby wlosy nosiła rozpuszczone. Nikt tak wtedy nie robił. Kobiety włosy zawsze zaplatały. Pokazać się komuś w rozpuszczonych włosach, to jakby wyjść na ulicę w bieliźnie. Sąsiadka miała do wyboru albo stać się obiektem drwin i komentarzy, albo znosić bicie, albowiem ilekroć mąż zauważył, że nie posłuchała rozkazu, okręcał sobie te jej piękne dlugie włosy wokół ręki i lał ją bez litości.

Któregoś dnia w desperacji, na jego oczach, urżnęła sobie warkocz nożem przy samej głowie. Prawie ją wtedy zatłukł na śmierć. Straciła ciążę. Pierwszą z wielu straconych w jej życiu.

 

Z latami było coraz gorzej. Babcia to określa słowami "diabeł w niego wstąpił". Sąsiadka dostawała cięgi z najbłahszego powodu. Była oblewana wrzątkiem (zupa niedobra), topiona w gnojówce, nieustannie chodziła cała w siniakach. Próbowała uciekać i czasem ktoś jej pozwalał przenocować albo się ukryć, ale raczej niechętnie, bo ludzie się bali, że jej mąż ich podpali albo w inny sposób skrzywdzi.

 

Kiedyś podobno mój pradziadek poszedł do nich po coś po sąsiedzku. Wchodzi a tam ścianie, na sznurku wisi sąsiadka. Rozpaczliwie próbuje się uwolnić, wierzga nogami, szuka punktu oparcia. Sznurek tak jakoś zawiązany, że zaciska się po trochu ale bardziej dręczy niż zabija. A przy piecu jakby nigdy nic siedzi sobie sąsiad i jabłko zajada. Nawet się grzecznie przywitał. Pradziadek skoczył i odciął szybko kobietę, na co mu sąsiad palcem pogroził, ale wyglądał przy tym na mocno rozbawionego.

 

Sytuacja zmieniła się, gdy sąsiadka jakimś cudem donosiła jedną ciążę. Urodziła syna i od tej chwili fizycznie nie tknął jej więcej. Za to swoimi dziwnymi zachowaniami odizolował ją niemal całkiem od innych ludzi.

 

W ich domu nie mogło być żadnego krzyżyka, obrazka religijnego. Wszystko kazał wyrzucić. Na chrzest syna się nie zgodził. Nie pozwalał wejść do nich nikomu, kto by miał na szyi krzyżyk lub medalik. Babcia opowiada, że poszła do nich raz po coś, gdy była już mężatką. Miała bluzkę zapiętą pod szyję, a pod bluzką jak zawsze medalik na łańcuszku. Nie było go widać, ale sąsiad wpadł w szał. Pluł na moją babcię tak długo, aż uciekła.

 

Wtedy jedyną rozrywką wieczorami, były spotkania z sąsiadami. Ludzie chętnie się odwiedzali, zwłaszcza zimą, gdy wieczory są długie. Kobiety brały kądziele i zbierały się u którejś z sąsiadek. Przędły sobie a przy tym gadały, śmiały się, śpiewały piosenki. Czasem z litości zbierały się u sąsiadki babci, by nie czuła się tak bardzo odosobniona. Babcia opowiada, że gdy przy okazji takiego spotkania, ktoś zaczął opowiadać coś związanego z religią, albo spiewać kościelną pieśń, sąsiad głośno pierdział. Raz po raz puszczał głośne bąki i śmiał się przy tym jak z najlepszego żartu.

 

Wreszcie podupadł na zdrowiu. Miał prawdopodobnie jakiś nowotwór, który go wyniszczył.

 

Wtedy ludzie umierali w domu, wśród bliskich. Przychodzili sąsiedzi, modlili się, czuwali. On już był całkiem wycieńczony. Nic nie jadł, nie mówił i nawet nie protestował gdy ktoś przy nim się modlił czy śpiewał. Spodziewano się, że umrze lada dzień.

 

Ale nie umierał. Trwał w agonii trzy tygodnie. Widać było że strasznie cierpi, choć poruszał już tylko oczami, tak był słaby. Nawet ci których skrzywdził, żałowali go i życzyli mu aby wreszcie w spokoju zmarł.

 

W tym trzecim tygodniu umierania, to już mało kto przy nim czuwał. Był koniec maja, piękna pogoda i dużo roboty w polu i gospodarstwie. Jednak moja babcia, która jest bardzo dobrym i litościwym człowiekiem, starała się co dzień pójść i odmówić przy nim rózaniec "za lekkie skonanie". I pewnego wieczora po obrządzeniu gospodarstwa poszła tak właśnie. Było przy nim jeszcze kilka starych babć, takich co to mogą cały dzień nawet w kościele siedzieć. Sąsiad był przytomny. Jak zawsze wodził bolesnym wzrokiem po wszystkim. W pewnym momencie weszła jego żona. Zapłakana bardzo, podeszła do niego i powiedziała na głos "Wybaczam ci już"

 

W tym samym niemal momencie umarł. Tak jakby czekał na takie jej słowa. Ludzie sobie to opowiadali z trwogą.

 

Zapalano mu świece, ale wiatr je ciągle gasił. Wkładano mu w dłonie krzyżyk, ale wysuwał się. Dłonie nie chciały się spleść jak do modlitwy.

 

Ksiądz bardzo niechętnie przystał na pochówek na cmentarzu, bo wiedział o jego agresji do symboli religijnych i niechęci do kościoła. Ale przepłacony zgodził się w końcu.

 

Choć był to koniec maja i przez cały czas pogoda dopisywała, w noc przed jego pogrzebem rozpętała się śnieżyca, wręcz burza śnieżna. Cmentarz był w sąsiedniej wsi, dość daleko. Rano wszystko było tak zasypane, że ledwo wyjechali wozem z trumną z podwórka. Aby ruszyć na cmentarz, musieli najpierw odkopać drogę. Z wielkim trudem dotarli na koniec wsi. Tam nie było już domów i płotów, więc zaspy sięgały wysokości człowieka. Śnieg był ciężki i mokry, padał cały czas. Ci co go odgarniali, opadali z sił, jakby je ktoś z nich wysysał. W końcu poddali się. Udało im się zepchnąć wóz nieco z drogi, wyprzęgli konie i postanowili wrócić gdy śnieg się stopi bo było dość ciepło i przewidywali, że to nastąpi szybko.

 

Rzeczywiście śnieg się w nocy stopił. Wszystko tonęło w wodzie i błocie. Okazało się, że wóz z trumną zapadł się w grunt po osie i żadna siła go nie da rady wyciągnąć. Wzięli więc trumnę na ramiona ale była namokła i bardzo ciężka. Jeden z tych którzy ją nieśli, poślizgnął się na błocie i złamał rękę.

 

Ludzie są z natury przesądni a 50 lat temu byli jeszcze bardziej. Doszli do wniosku, że święcona ziemia nie chce takiego grzesznika i musi w naszej wsi pozostać. Obok była taka mała kapliczka, jakie często stawiano na rozstajach dawniej. Wykopali mu grób obok tej kapliczki. Tam go pochowano pod zwykłym prostym krzyżem. I tam leży do dziś dnia, choć teraz już nie wiadomo gdzie dokładnie, bo krzyż nie ustał nawet tygodnia tylko gdzieś zniknął. I choć stawiali kolejne, to zawsze coś się stało z nimi - przewracały się, gniły szybko a raz nawet piorun strzelił prosto w krzyż, choć nie był wcale wysoki a obok rosły duże drzewa.

 

Gdy remontowali i poszerzali drogę, kapliczkę przenieśli w inne miejsce. Ludzie mówili robotnikom, że tam mogą się spodziewać kości ludzkich, ale wykopano tylko gliniany dzbanek pełny włosów.

 

Jego grób jest teraz po jezdnią. I od tej chwili zdarzają się tam wypadki. Raz auto potrąciło tam pieszego, zginął na miejscu. Kierowca w przerażeniu opowiadał, że to wyglądało, jakby coś pchnęło faceta na jezdnię. Obaj byli trzeźwi.

 

A sąsiadka zmarła w latach dziewięćdziesiątych dopiero. Po jej śmierci dalsza rodzina zafundowała jej murowany nagrobek i na tablicy umieszczono też jego nazwisko. Teraz to wygląda, jakby spoczywał obok niej.

 

Ich jedyny syn mieszka nadal koło mojej babci. Jest świętoszkowatym Świadkiem Jechowy. Nigdy nie był na grobie matki. Na grobie ojca już dwa razy miał wypadek samochodowy.


Użytkownik Żelka edytował ten post 17.03.2014 - 14:40

  • 4

#60

Sbayo.
  • Postów: 16
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Trochę czuję obawy przed napisaniem tej historii ale ją wam opiszę.

 

Gdy byłem mały miałem dużo zabawek w pokoju, zawsze stały na półce i były to przeróżne miśki, lalki, kaczor donald i inne. Pewnego razu zaczęły mi się śnić jak ze sobą rozmawiały i się przemieszczały, dokładnie nie pamiętam jak to było ale nie potrafiłem odróżnić tego czy to działo się naprawdę czy tylko we śnie...

 

Pamiętam jak po jakimś czasie postanowiłem je poodwracać. Ustawiłem je tak by nie mogły patrzeć na mnie plastikowymi oczami w stronę mojego łóżka, na drugi dzień wszystkie stały odwrócone do mnie jakby ktoś je poprawił i to zdawało się logicznym wyjaśnieniem do czasu... przestawiałem te lalki, lekko przesuwając je w bok, niektóre obracając inne nie i następnego dnia znów były na swoim miejscu, to samo z figurką mnicha w dużym pokoju (salonie). Ten mnich nie był zwykłym mnichem lecz karykaturą, obrazą ponieważ po naciśnięciu jego głowy wysuwał się penis. Później wszystko ustąpiło, być może to nie było nic paranormalnego.

 

 

W domu w tamtym czasie na komodzie stało też drzewko szczęścia... po kilku latach dla świętego spokoju wyrwałem tego penisa z tej lalki i pozbyliśmy się drzewka szczęścia...


  • 1




 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u