Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

Nasze historie...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
101 odpowiedzi w tym temacie

#16

ReligietoBzdury
  • Postów: 52
  • Tematów: 7
Reputacja Bardzo zła
Reputacja

Napisano

OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO ***** wlasnie przezylem cos czego nie mam zamiaru wiecej powtarzac. Siedze sobie przed komputerem pisze do jakiegos tematu mam napisane juz bardzo duzo w kartach wlaczone kilka stron m.in youtube, showup(nie polecam wchodzic) i forum paranormalne, siedze po cichu muzyka jest wylaczona, glosniki nie przyciszone, nagle slysze warczenie, glosniki rozkrecone co jeszcze bardziej napedzilo efekt. zamurowalo mnie ciary na calym ciele oczy jak 5 zl, nie ma mowy o zadnym ruchu, nagle z ciala leca krople potu, z kazda chwila przerazenie rosnie, strach jest tak wielki ze nie da sie go porownac z niczym innym, i tak siedze co kilkanascie sekund warczenie znowu sie pojawia, caly drze nie wiem co robic, mysli tysiac, napewno demon, tylko jak ingeruje w glosniki, po 30 sekundach warczenie ustaje, nadal przestraszony chwytam myszke i pokoleji sprawdzam czy aby napewno nic sie nie wlaczylo, sprawdzam kolejno youtube, 2 karta youtube, showup mysle nic nie ma
co to bylo, wchodze w ostatnia karte z nadzieja ze tam cos znajde, widze kamerke na kamerce kobieta z przystawionym microffonem, po prawdej stronie jest czat ludzie pisza "zamruccz kociaku" mowie co sie ***** dzieje?! po kilku chwilach z glosnikow znow wydostaje sie "mruczenie" i juz wszystko wiadomo. Mimo to ze wiem co to bylo, do tej pory na kazdy niespodziewany dzwiek podskakuje i pojawiaja sie ciary. przezycie nie do opisania, ale juz nigdy wiecej nie chce go zaznac..
  • -14

#17

krycha779
  • Postów: 3
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Witam .Miałem kilka takich historii jak wyżej opisanych dlatego zarejestrowałem się na tej stronie . Zaczynając kumple uważają że jestem jakiś jakby opętany . Idąc z kolegami latarnie gasną , tylko jak któryś ze mną idzie . Ale zacznę od początku . Miałem wyjazd na wakacjach do Kamienicy K.Limanowej chyba . Byliśmy tam w takim zajeździe/hotelu będąc pierwszego dnia z chłopakami zauważyliśmy na terenie tego pensjonatu opuszczony budynek ( podobno stara poczta ) i pewnego razu w nocy chcieliśmy tam wejść ale nie udało się . Smutni wszyscy siedzieliśmy w pokoju , ja niestety złapałem wtedy tzw. Doła i zacząłem wyklinać duchy gadać takie bezsensowne rzeczy np. Duchy mam was w dupie itd. jeśli jesteście dajcie nam znak . I od tego się zaczęło . Siedząc na parapecie i krzycząc nie myślałem o skutkach . Nagle w całym pensjonacie zgasło światło na ok. 5 sekund i się znowu zaświeciło . Koledzy zaczęli panicznie do mnie mówić co ja narobiłem . chwile potem przychodzi kolejnych dwóch kolegów którzy schodzili z piętra do nas po schodach . Mówili że, wtedy gdy zgasło światło a w tym czasie słuchali muzykę obydwaj na telefonach telefony wyłączyły się . Gdy zaś światło się włączyło telefony w mgnieniu oka się włączyły i zaczęły dalej grać . Bałem się spać po tym ale to mógł być zwykły przypadek , następny dzień mijał dość spokojnie , wszyscy się uspokajali po poprzednim dniu aż do wieczora . Idąc już do swojego pokoju otwierając drzwi ( przy lewej ścianie w pokoju stało krzesło ) widzę osobę , kobietę siedząca i patrzącą w moją stronę , spanikowałem strasznie . Kumple potem po spokojnym wejściu do pokoju uważali że to po prostu zwykłe ręczniki i to już zwidy . Ale jednak nie . Następny dzień . Jak dobrze pamiętam Mecz w piłce siatkowej lub piłki ręcznej Polska-Finlandia Było to 2 lata temu dla ciekawskich . Był wieczór zamykałem już okno a że tam były drewniane okna musiałem właśnie to krzesło przenieść pod okno i zamknąć górną część . Krzesło zostawiłem stojące w stronę okna . i Zaczyna się podobny przypadek co dzień wcześniej - Otwieram drzwi a kobieta siedzi na tym krześle odwrócona, siedząca , i oparta o to krzesło . Wtedy już byłem pewien że to nie żadne zwidy . Od tamtej pory czasami mam albo jakieś wrażenia albo po prostu się boję samemu w domu siedzieć
Kolejne wydarzenie jest o wiele krótsze i wydarzyło się u mnie w domu . Czasem mam tak że wstaję koło 3,4 rano i leżę chwilę i masz wyostrzony słuch . Wtedy akurat też tak było . Leżę , 4 rano i słyszę kogoś tłukącego się po kuchni, myśląc że to mama poszedłem do kuchni patrzę a tam pusto . strach nie do opisania ..
  • 0

#18

Sandra
  • Postów: 65
  • Tematów: 2
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Moja historia nie jest może mrożąca krew w żyłach, ale w stu procentach prawdziwa - sama byłam tego świadkiem. Ja oraz moi rodzice. Zdarzyło się to jakiś miesiąc temu.
Zacznę może od tego, że mieliśmy do niedawna dwa psy - boksera o imieniu Max i kundelka Mikiego. Niestety, od kilku lat Max chorował na raka i ostatnimi czasy było już z nim tak źle, że nie mogliśmy pozwolić mu się dłużej męczyć. Zdecydowaliśmy się na uśpienie. Wieczorem przyjechał więc weterynarz - w wiadomym celu. Pominę już, jak okropne było to dla nas przeżycie. Kiedy weterynarz był już u nas, postanowiliśmy, że Miki na czas usypiania Maxa zostanie w kojcu na zewnątrz, a samego Maxa uśpimy w domu, na jego posłaniu. Przez cały czas, gdy weterynarz już był i przygotowywał się do zastrzyku, Miki ujadał na podwórku. W końcu weterynarz wykonał zastrzyk - a następnie badał słuchawkami czynność serca zasypiającego powoli Maxa. W pewnym momencie usłyszałam, jak dotychczasowe szczekanie Mikiego z podwórka zmienia się w przeraźliwe wycie. Nie trwało to długo, były to dwa głośne i przeciągłe "wycia". A potem ucichł, i już nawet nie zaszczekał. Dosłownie w tym samym momencie weterynarz powiedział, że serce Maxa przestało bić. Pamiętam, że zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie, ale byłam zbyt przejęta śmiercią Maxa, żeby się nad tym zastanawiać dłużej. Dopiero po kilku dniach to do mnie wróciło i jestem wręcz przekonana, że Miki w jakiś sposób wyczuł śmierć Maxa, mimo, że nie mógł jej widzieć.
  • 16



#19

Dziecko.
  • Postów: 3
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Hmm.. Ja swoich " strasznych " przeżyć lecz mam jedną , ciekawą.

Otóż mój tato mieszkał z rodzicami w miejscowości zwanej Stefankowice. Pod lasem , wiadomo , dużo psów i tak dalej. W tym czasie kiedy większość domowników było w domu, powstał harmider wśród psów.Z rodziny brakowało dziadka, który jechał w tym czasie motorem. A więc psy zaczęły szczekać i ujadać a pies dziadka - przeraźliwie skomleć i wyć. Rodzina nie wiedziała co się dzieje , a że był już zmierzch to poukładali mojego ojca oraz wujka { mieli około 6 lat } spać. Nazajutrz z samego rana, mój tato gdy się obudził, podszedł do swojej mamy i powiedział : " Mamo , tato nie żyje. Miał wypadek ." Godzinę później zadzwonili jacyś znajomi ich z wiadomością że dziadek miał wypadek.
A potem było coś podobnego , ponieważ mój wujek { ani mój ojciec ani wujek nie wiedzieli kiedy pogrzeb } , po bieganiu po dworze , podszedł do babki i powiedział dokładną datę pogrzebu , dodając że przed chwilą powiedział mu to ojciec { dziadek } .
  • 0

#20

xdies
  • Postów: 13
  • Tematów: 2
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Historie uszłyszane i przeżyte przeze mnie ;D

historia babci:

Niedawno, jakieś 3 lata temu zmarł mój dziadek. W ich domu na komodzie zawsze stało radio, stare, bezużyteczne, którego dziadek nigdy nie mógł włączyć i nastawić, ale że ładnie wyglądało zwyczajnie sobie stało. Po pogrzebie cała rodzina wchodzi do pokoju a radio było włączone, nastawione i grało...

historia cioci:

Opowiadała mi kiedyś, że jej mama miała swoją ulubioną szafę na ubrania (ciocia mieszka sama w domu po jej mamie) i kiedy moja ciocia kiedyś ją przestawiła, poprostu przesunęła ją w bok ona w jakiś niewyjaśnionych okolicznościach wróciła na swoje miejsce... nie wiem czy to prawda ;D

moja historia:

Jak byłam mała ok.8-10 lat bawiłam się w magika. Za telewizorem mojej babci chowałam bransoletkę i robiłam "czary mary" i niby znikała. Wszystko byłoby normalne, gdyby nie to że raz naprawdę mi zginęła. Nie było możliwości żeby spadła ani wleciała za telewizor. Dziwne...

następna moja:

Po śmierci mojego dziadka śnił mi się. Nie pamiętam dokładnie co mówił, ale wiem że siedzieliśmy u niego w domu a gdy wychodziłam powiedziałam do niego: "do zobaczenia w następym śnie". Nigdy więcej mi się nie śnił...

historia mojej mamy koleżanki:

mieszka w kamienicy, dokładniej na piętrze gdzie był kiedyś strych. Podobno ktoś się tam powiesił. Ona jak jej mąż jest w delegacji i pozostaje sama w domu słyszy skrzypienie dachu...
Mówiła mi też kiedyś, że jak jest sama w domu to wyczuwa obecność swojego wuja. Nie widzi go ale wie że on obok niej stoi i kątem oka czasem zauważa go jak opiera się o ścianę.
  • 0

#21

Alex Abnormal
  • Postów: 2
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Cześć. Opowiem dziś historie, które mi się przydarzyły. Na początku mały wstęp (i przepraszam za duże nadużycie słowa 'wieś') ;]

1. Moja rodzina pochodzi z Białorusi.
Był czas II Wojny Światowej. Niemcy byli na Białorusi, siali pogrom. Był tam Stanisław - 'Pan domu', Jego żona - Jadwiga, córka Irena i jeszcze jedna... Niestety nie pamiętam jej imienia. Mieli oni dwa domy - jeden w Mińsku, drugi na wiosce (gdzie mieszkał jeszcze jeden mój krewny, Karol).
Pewnego dnia Białorusini z wioski zastrzelili Niemca. Na to reszta (lekko mówiąc) chciała się zemścić. Tego dnia Stanisław był z drugą córką w Mińsku, a Jadwiga z Ireną na wsi. Niemcy zebrali ludzi z dwóch wsi, zamknęli ich w stodole i podpalili (w tym znalazł się też Karol). Gdy to się działo Jadwiga i Irena uciekały z wioski. Stanisław następnego dnia dowiedział się o tym i postanowił ich poszukać. Znalazł je. Tylko, że były w rowie z odciętymi głowami (jak się okazało) przez Niemców.
Jadwiga w chwili śmierci miała (teraz nie pamiętam, musiałabym popatrzeć na zdjęcia, a jakoś nie mam na razie dojścia) około 47 lat, a Irena 16 (jak ja teraz). Pochowani (bo na jednym cmentarzu są: Jadwiga, Irena, Stanisław, ta druga córka i pradziadek mojej babci, Karol) są w Pierszajach (nie wiem czy dobrze napisałam).

Btw - moja babcia na początku wakacji zaprosiła mnie na wyjazd na Białoruś (koniec lipca - 6 sierpnia).

Przechodzę do zdarzeń (wszystkie miały miejsce od czerwca do sierpnia 2011):
a) Słyszałam jakieś stuki, puki, zderzenia ze ścianą w kuchni (mam pokój bezpośrednio obok), zrzucanie przedmiotów, głosy, warki (choć mogli to być sąsiedzi, mieszkam w bloku) i tym podobne.
b) Bardziej konkretne. W kuchni mam szafki otwierane do góry. Drzwiczki są ciężkie, nawet mi czasami jest ciężko je podnieść i jeszcze, żeby zahaczyły o taki dyngs. W każdym razie mój tata spał, z nim dwa koty. Mama była w łazience, myła się. Byłam w kuchni po picie, odniosłam do swojej sypialni, wróciłam, a tu szafka otwarta. Nie wiem jakim sposobem. Była zamknięta, a jak się ją otwiera, słychać charakterystyczny dźwięk, którego nie było. :o
c) Był środek lipca. Noc jak zwykle, siedzę do prawie trzeciej przed telewizorem, drzwi mam zamknięte na klucz, więc nie dało się wejść kotom. Oglądałam jakieś śmieszne rzeczy, nie byłam w nastroju na 'duchowisko'. Postanowiłam pójść spać, mimo, że nie byłam zbytnio zmęczona. Położyłam się na brzuchu 'plackiem' tak, że mała część od mojej nogi była wolna (mam łóżko jednoosobowe). Nagle słyszę puknięcie w drzwi szafy, a tu po chwili czuję jak ktoś by mi siadał przy nodze, na łóżku. Spietrałam, próbowałam zasnąć, udało mi się. Nie spojrzałam, czy ktoś tam był.
d) Zapomniałam napisać - odkąd dowiedziałam się o wycieczce na Białoruś budziłam się CODZIENNIE około 2:33. Do tego dochodziły wołania mojego imienia.
e) Byłam już na Białorusi. Moje pobudki o 2-giej się nasilały(nawet, jak babcia dawała mi tabletki nasenne, to się budziłam). W końcu zabrali mnie do tej wioski, gdzie ludzie zostali spaleni. Jest tam pomnik w miejscu tej stodoły. Myślałam na początku, że będę się tam dziwnie czuła, że będę mieć pietra, a tam za to nastał mnie taki spokój, jakby ktoś przy mnie czuwał, przytulał. Pół godziny potem pojechałam na cmentarz w Pierszajach(Od razu mówię, że byli ze mną Wujek, Ciotka, Babcia i Ciotka z Białorusi). Jak nigdy nie boję się iść po cmentarzu - tam nawet nie chciałam się oddalić o pięć metrów od mojej rodziny. Wujek i ciotki malowali na nowo ogrodzenie od grobu właśnie Jadwigi i reszty. Nagle stojąc tam poczułam jak ktoś ciągnie mnie za kaptur bluzy, mocno, dwa razy. Potem mówi do mnie po imieniu męski głos (pytałam się wujka, czy coś mówił, on na to, że nie), znów pociągnięcie, poszłam do grobu Karola, a tam stał mężczyzna(machając mi) którego nikt nie widział.. A po opisaniu okazało się, że tak właśnie wyglądał Pradziadek babci o.O
f) Ostatnie zdarzyło się przed wyjazdem,ale jest z nim powiązane. Przechodziłam przez korytarzyk z domu - z kuchni do pokoju moich rodziców. Zobaczyłam kobietę (a raczej taką ciemną postać z widoczną twarzą, zapamiętałam ją),po czym uciekłam do pokoju. Miała kapelusz na głowie, dość rozłożysty, rozpuszczone włosy, sukienka z takim a'la gorsetem i rozłożystym dołem. Przyjechałam do mieszkania ciotki na Białorusi (ona tam ma stare albumy ze zdjęciami rodziny). Nagle widzę kobietę podobną do tej z domu... Pytam się kto to. Wiecie jaką odpowiedź dostałam? Jadwiga.

2. Teraz historie z tego jak byłam młodsza.
a) Miałam z 5-6 lat. Jeździłam z pracy rodziców z nimi do domu. Na drodze Szczecin-Goleniów widziałam kobietę, ciemną postać w sukni ślubnej i welonie, patrzącą wprost na mnie(moi rodzice jej nie widzieli). Co dziwne w tym samym roku zginęła moja kuzynka, która brała ślub i tego samego dnia umarła, bo uderzyła głową o szybę (czy coś takiego) w samochodzie...
b) Szłam do babci. Jest uliczka, na której nie ma drzew w przeciągu 20 metrów od chodnika. Tak samo budynków. Idę do niej, widzę jakiegoś dziadka. Minęłam go, coś kazało mi odwrócić głowę po kilku sekundach - jego nie było...
c) Miałam około 10 lat. Leżałam w pokoju sióstr, pod kocem. Była tam wysoka i głęboka szafa, na której, przy ścianie, leżały dywany. Oglądałam w telewizji Rozmowy w toku, temat: duchy. Nagle gdy ktoś coś mówił - koce spod ściany spadły na podłogę.
d) Mam w domu bardzo duże wahania temperatury, które nie mogą zostać wyjaśnione i zaraz zanikają...

3. Każdy szanujący się Polak powinien wiedzieć kim jest Alek, Zośka i Rudy z 'Kamieni na Szaniec'. Rok temu, w styczniu przerabialiśmy tą lekturę. Ja z moją koleżanką naprawdę się w nią zagłębiliśmy, chciałyśmy sobie nawet zrobić wycieczkę, żeby zwiedzić ich groby i te miejsca w których byli. W każdym razie mam ich zdjęcia w pokoju. Mieliśmy wrażenie, że z nimi rozmawialiśmy przez nie...
a) Był wieczór. Leżałam na łóżku w pokoju, myślę o Rudym. Nagle coś puknęło w ścianę. Szepczę - Rudy, jeśli tu jesteś puknij raz jeszcze. Chwilę potem dostałam odpowiedź. Następnie poprosiłam o strącenie przedmiotu dwa razy - dwa razy się 'udało' (bluza spadła, choć była głęboko zawieszona na drzwiach szafy i chyba flaga czy coś takiego). W końcu poprosiłam, by mnie nie straszył.
b) Mojej koleżanki matka spokojnie spała. Nagle coś ją szturchnęło i to bardzo mocno w ramię, po czym jak otworzyła oczy zobaczyła białą twarz człowieka, który był łysy (Jak wiadomo Rudy miał zgolone włosy niedługo przed śmiercią) i pokaleczony...

Niestety nic więcej sobie nie przypominam, ale jakby coś, to napiszę.
I gdyby ktoś myślał, że ta historia ze stodołą i ścięciem głowy to fake, to mogę wysłać mu zdjęcia, bo specjalnie robiłam w tych miejscach. :)
Pozdrówko! Alex.

Użytkownik Alex Abnormal edytował ten post 10.06.2012 - 16:38

  • 4

#22

Wieniawa
  • Postów: 55
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Historią, która najbardziej wryła mi się w pamięć, wydarzyła się na ośrodku wczasowym mojej babci o Wdzięcznej nazwie "Janina", w miejscowości Jastrzębia Góra. Z tego co mi wiadomo to zespół budynków był niegdyś koszarami wojskowymi, ale nie jestem pewien czy to prawda.
Więc działo się to około godziny 22.00, gdy słońce już zachodziło (lato), zostałem wysłany po coś do jednej z łazienek, zajmujących pierwsze kilka pomieszczeń baraków. Z trudem otworzyłem stary zamek w drzwiach, mocno pociągnąłem odrzwia, gdyż mocno naciskały na framugę (odkształcenie starego drewna, na pewno część z was coś o tym wie) i moim oczom ukazało się dość niecodzienne zjawisko. Ok. 1,5 metra stała biała postać, nic nie robiła, tylko stała, nie byłe pewien, czy nawet zwrócona w moją stronę. Sparaliżowany strachem wpatrywałem się w nią, jednak nie dostrzegałem żadnych szczegółów, ot jakbym oglądał zdjęcie z białą skazą wielkości człowieka. W końcu adrenalina wzięła górę i zatrzasnąwszy i zamknąwszy drzwi uciekłem do rodziców. W historii tej nie ma nic niezwykłego, jednak wryła mi się w pamięć i od tamtego wydarzenia zacząłem interesować się zjawiskami paranormalnymi. No cóż, nudne to było, ale pierwszy raz się tym z kimś podzieliłem. xD
  • 1

#23

Zielona Małpa
  • Postów: 135
  • Tematów: 4
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Ja mam dwie historie z dzieciństwa, które po dziś dzień przyprawiają mnie o dreszcze.

1. To był chyba grudzień. Z okazji jakiegoś święta (pewnie Bożego Narodzenia) przyjechali do nas goście. Ja chodziłam tedy do przedszkola albo do podstawówki, nie pamiętam dokładnie. Kiedy na dworze zrobiło się ciemno, poszłam na piętro (mieszkam w dość dużym domu i dlatego mam piwnicę, parter, piętro i poddasze), ponieważ mama chciała, abym coś jej przyniosła. Kiedy tego szukałam za oknem pojawiła się blada i lekko świecąca dłoń. Szybko zbiegłam na parter, a następnie wyszłam na podwórko, aby sprawdzić, czy ktoś nie zrobił mi kawału, ale nikogo nie było. Ręki też.
Na dworze było bardzo zimno, więc wątpię, aby ktoś wyszedł. Poza tym wszyscy (poza mną) siedzieli przy stole w pokoju gościnnym. Lubię myśleć o tym jako o spotkaniu z duchem, chociaż wiem, że pewnie da się to wyjaśnić w racjonalny sposób.

2. Podobna sytuacja jak w pierwszej historii - było już ciemno i miałam gości.
Wtedy nie miałam jeszcze własnego pokoju. Lubiłam jednak przebywać w tym, który miał stać się mój. Wyjątkowe w nim było to, że dzielił ścianę z późniejszym pokojem gościnnym. W tę ścianę wbudowane były duże, trzyskrzydłowe drzwi. Były one drewniane i miały ogromne szyby. Jednak szkło nie było gładkie, miało wytopiony wzór (coś jakby kwadratowe małe kwiatki). Nie można więc było zobaczyć dokładnie co dzieje się w drugim pokoju. Muszę dodać, że poza tymi drzwiami, każdy pokój miał jeszcze własne drzwi wychodzące na korytarz.
Tego dnia poszłam do pokoju, pewnie po książkę (zawsze je kochałam). Nagle w pokoju obok, za szklanymi drzwiami ujrzałam dużą jasną postać. Nie poruszała się. Trochę spanikowałam i przez chwilę się trzęsłam. Zebrałam się jednak w sobie i oczekując mojej kuzynki ubranej w prześcieradło otworzyłam drzwi. Nikogo tam jednak nie było. W momencie, kiedy spojrzałam do drugiego pokoju, postać zniknęła.


To są moje historie, które lubię opowiadać znajomym. Czasem je lekko ubarwiam i razem się z nich śmiejemy.
Tutaj opisałam je jak najdokładniej. Nie szukam wyjaśnień:)

Pozdrawiam
  • 1

#24

milly93
  • Postów: 18
  • Tematów: 6
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Witam :)
Historie które napiszę są w 100% prawdziwe.

1. Historia sąsiadki
Moja sąsiadka uwielbiała palić kadzidełka i świeczki zapachowe, ale dziadek z którym mieszkała nie mógł znieść ich zapachu, zawsze kazał jej je zgasić. Kilka miesięcy po śmierci dziadka, sąsiadka położyła się do łóżka i zapaliła świeczkę zapachową. Przyśnił jej się dziadek, który krzyczał na nią żeby zgasiła świeczkę. Sąsiadka obudziła się przerażona, rozejrzała się a podstawka na której stała świeczka stała w płomieniach. Dziadek widocznie chciał przez sen ostrzec ją przed pożarem.

2. Historia znajomej
Znajoma ma synka w wieku jakiś 3 lat, codziennie syn mówił jej, że w nocy przychodzi do niego pewien pan i na niego krzyczy. Znajoma oczywiście nie chciała uwierzyć, bo przecież dziecko mogło sobie coś wymyślić, ale pewnego dnia oglądała album rodzinny z synkiem i rozpoznał on na zdjęciu mężczyznę który na niego krzyczał. Okazało się, że był to ojciec znajomej, którego jej syn nie mógł znać, bo umarł długo przed jego narodzinami. Dalej nie rozwiązana jest zagadka dlaczego na niego krzyczał.
  • 1

#25

Paulina1.
  • Postów: 1
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Wróciłem od kolegi bardzo zmęczony . W domu nikogo nie było . Postanowiłem odpocząć i oglądnąć jaki kolwiek film . Była godzina około 22 . Usiadłem wygodnie w fotelu w dużym i ciemnym salonie , złapałem za pilota i włączyłem pierwszy lepszy kanał . Leciał jakiś horror , ale byłem tak zmęczony że po godzinie oczy same mi się zamykały . Pomyślałem że pójdę już spać . Nie zdążyłem na pilocie nacisnąć czerwonego guzika , a prąd w całym mieszkaniu zgasł . Przez chwilę się bałem , ale pomyślałem że to jakaś awaria lub inna przyczyna . Wstałem z fotela i zrobiłem zaledwie kilka kroków a światło samo się zapaliło . To było dziwne . Poszedłem znowu je zgasić a idąc do sypialni świeciłem sobie pod nogi telefonem . Dochodząc do drzwi pokoju światło się zapaliło się zanim zdążyłem złapać za klamkę . Naprawdę się wtedy przestraszyłem , przez moment stałem bez ruchu i nie wiedziałem co mam sobie myśleć . Chciałem podejść do wyłącznika i ponownie je zgasić , ale gdy przeszedłem przez połowę salonu w jednym momecie ze ściany na której wisiało ponad 20 obrazów wszystkie spadły na ziemię w jedną sekundę . Nigdy się tak nie bałem . W domu nikogo nie było więc pobiegłem do pokoju , zamknąłem drzwi na klucz i siedziałem do samego rana nakryty kołdrą . Od tamtej pory zawsze wieczorem obracam się do tylu z dziwnym uczuciem prześladowanej osoby .
  • -2

#26

Gebol
  • Postów: 153
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

O to ja też wam opowiem historie, którą znam od rodziców.

Kiedy były moje pierwsze urodziny, minął mniej więcej rok od śmierci mojej prababci. Goście, babcia, mama, tata i ja byliśmy w pokoju babci i w pewnym momencie ktoś usłyszał trzask w kuchni. Babcia i ktoś jeszcze poszli do kuchni i zauważyli, że na podłodze leży tależ. Niby nic wielkiego ale to był taki tależ do powieszenia na ściane (sam nie wiem po co ktoś coś takiego robi ale okej). Ten tależ wisiał na takim uchwycie, z którego sam nie ruszany nie mógł spaść. Nikogo w kuchni nie było więc to troche dziwne.

I taki drugi przypadek, który ja pamiętam.
Mając jeszcze mniej niż 4 lata, przed przeprowadzką do nowego domu, w domu babci widziałem postać o wielkich, białych oczach i czarnym ubraniu. Nie wiem co oto było, ale wiem, że rodzice nie raz słyszeli jak będąc w pokoju sam mówiłem do kogoś kogo tam nie było.
  • 0

#27

Vulgivaga
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Zacznę może od tego, że jestem nowa na forum i jako że czytam je już od jakiegoś czasu, postanowiłam dorzucić swoje 3 grosze.

Jestem bardzo strachliwą osobą (za pewne rezultat naoglądania się "Omena" i "Szczęk" za dzieciaka ;)) i potrafi wystraszyć mnie każda pierdoła, z czego radośnie korzysta moje kuzynostwo, ale to już inna historia. W każdym bądź razie mimo mojej głupiej natury zjawiska paranormalne raczej się mnie nie imają, a jak już, to panicznie wręcz staram się szukać wszelkich racjonalnych wytłumaczeń.
Mieszkam w mieszkaniu, w starej kamienicy, w którym kilka lat temu zmarła moja mama, a za ścianą rok później jej dobry kolega, który też zmarł w domu, we śnie (swoją drogą, przez dwa dni spałam w łóżku przy ścianie i zaledwie 30 cm ciegieł i cementu dzieliło mnie od zmarłego :x). Pomimo tego nigdy nie miałam wrażenia, że mój dom jest "nawiedzony", chociaż czasem słychać jakieś pukanie, skrzypienie podłogi i takie fiu bździu, aczkolwiek jestem w stanie zrzucić to na wiek kamienicy, plastikowe butelki itp. Moja siostra (o której zaraz opowiem), powiedziała kiedyś, że jeżeli zmarły wiedział o tym, że najbliższa osoba jest strachliwa, to na pewno do niej nie przyjdzie, żeby nie straszyć. W sumie wydaje mi się, że coś w tym jest, bo moja mama "przyszła" do mnie zaledwie dwa razy i to we śnie. Jeden z nich był bardzo realistyczny i pokazywał jak wraca ona (miałam wrażenie, że z daleka), jednak bez żadnych walizek, czy czegoś takiego. Po prostu wróciła i była przeszczęśliwa, że po długiej rozłące może mnie i moją drugą siostrę zobaczyć, wyściskała nas, wycałowała na progu mieszkania, a potem się obudziłam.
Jednak wracając do mojej siostry (tej pierwszej), mieszka ona na wsi pod Koninem, dwa lata temu zmarł jej mąż. Mieli oni jednego syna (Brajana), który wtedy miał może z cztery latka. Rafał (imię męża siostry) przed smiercią leżał koło miesiąca w szpitalu i tam też zresztą zmarł. Oczywiście Brajanowi ani słowa o tym, że tata jest ciężko chory i do domu prawdopodobnie już nie wróci. Nawet żadne rozmowy o Rafale nie odbywały się przy małym, a jak ten pytał o tatę to siostra mówiła mu, że musiał na długo wyjechać. Może tydzień przed śmiercią męża siostry, Brajan obudził się w nocy z płaczem, oczywiście siostra do niego poszła zobaczyć co się stało. Młody powiedział jej, że miał koszmar, więc zaczęła wypytywać co się stało. Opowiedział jej, że śniło mu się, że wkładają tatę do trumny i spuszczają do ziemi. Siostra opowiadając mi to, miała łzy w oczach i do dziś nie potrafi wytłumaczyć skąd w ogóle Brajanowi przyszło na myśl coś takiego, skoro nigdy nie miał styczności z pogrzebami, czy śmiercią kogoś z rodziny.
Potem w ogóle było dziwnie, bo jakiś czas po pogrzebie jak ta już mu wytłumaczyła, że tata poszedł do aniołków, że patrzy teraz na niego z nieba, to Brajan kiedyś się bawiąc powiedział, że "buduje schody do nieba, że pójść do tatusia".
Tak oto małe dzieci zaczęły mnie przerażać xD
Po za tym jako, że Rafał był znany w całej wsi, ze względu na to, że urodził się tam pracował w ich wiejskiej Ochotniczej Straży Pożarnej i był częstym bywalcem miejscowego sklepu, ich sąsiad opowiedział kiedyś siostrze, że (już po pogrzebie) widział go wieczorem siedzącego pod zamknietym już sklepem i pijącego piwo.

Inna historia, to opowieść mojej kuzynki. Ogólnie rzecz biorąc jest ona w moim wieku, mieszka z rodzicami, starszym bratem i do niedawna naszą babcią jakieś pięć kilometrów od mojego miasta, w maleńkiej wsi. Ich dom stoi przy szosie, za domem rozciągają się pola, nieduża łąka i stawy. Gdy byliśmy młodsi to uwielbialiśmy szwędać się po polu i łące w okresie czasu od żniw do siania. Kiedyś moja kuzynka wybrała się sama z psem na spacer po polach i kiedy wracała miała wrażenie że coś rzuca w nią kamieniami (nie trafiały dokładnie w nią, ale spadały wokół niej) obróciła się pare razy, rzecz jasna nikogo nie zobaczyła. W tym samym czasie przyjechał do nich mój tata, a że wszyscy gdzieś wybyli to poszedł za dom zoabczyć czy któregoś z domowników tam nie ma. Zoabczył moją kuzynkę i zaczął ją wołać. Ta cały czas czując że ktoś w nią rzuca poszła do mojego ojca. Kiedy spotkali się pod domem mój tata pierwsze pytanie jakie jej zadał to kto za nią szedł. Ona odpowiedziała, że była sama z psem, na co tata stwierdził, że ma sobie nie robić z niego jaj, bo przecież widział, że ktoś za nią szedł. Do dziś kuzynka nie bardzo wie jak to wytłumaczyć.

Innym razem, najstarsza siostra mojego taty opowiadała nam, że kiedyś ktoś z grobu dziadka, ukradł kwiaty (problemu pewnie nie byłoby tak dużego gdyby to były jakieś tam stare wiechecie, ale to były śliczne, nowe kiwiaty która gdzieś tam kupiła młodsza z sióstr mojego taty) . Ogólnie rzecz biorąc, to dziadek leży na maleńkim wiejskim cmentarzu przy kościele, na typowej wsi, gdzie każdy zna każdego. Ciocia (ta najstarsza) rozgniewana stojąc nad grobem dziadka zaczęła mówić żeby powiedział jej kto te kwiaty ukradł to ona się z tym kimś rozprawi. Ponoć parę dni później przyśnił jej się dziadek, prawie cały nagi i próbując się zakryć powiedział coś w stylu "ten stary w oklurach mnie okradł". Ciotka poważnie nad tym snem rozkminiała i doszła do w niosku, że jest jeden stary grabarz, który pracuje na tym cmentarzu, nosi okulary i w dodatku, też tam leży ktoś z jego rodziny. Znając jego nazwisko, znalazła grób którym, grabarz się opiekuje i rzeczywiście były tam wstawione do wazonu kwiaty które były u dziadka. Ciocia zrobiła awanturę temu grabarzowi (nie pamiętam czy się przyznał czy nie), ale od tamtego czasu już nic z grobu dziadka nie zginęło ;)


Po za tym zauważyłam że jeśli chodzi o pewnego rodzaju wrażliwość na zjawiska paranormalne, to ludzie mieszkający na niewielkich wsiach są na takie rzeczy podatniejsi. Mieszczuchy są bardziej przyziemni i jak rzuci się hasłem "duch" to wszyscy Cię wyśmieją, a na wsiach wygląda to zupełnie inaczej.

Użytkownik Vulgivaga edytował ten post 08.09.2012 - 11:49

  • 4

#28

Leilong
  • Postów: 5
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Witam. Jestem nowa na forum, ale podczytuję je już od dawna. Licze się z tym, że moja historia może się okazać niewiarygodna, dlatego postanowiłam napisac w tym dziale, nie chcę żadnych wyjaśnień na temat tego co się działo... Wiem co przeżyłam i opinie na ten temat nie są mi potrzebne.

Zaczęło się nagle, przynajmniej tak mi się na początku wydawało, bo po przeanalizowaniu wcześniejszych długotrwałych sygnałów, wszystko się zespoiło.
Mam męża i synka, teraz już 5-letniego. Dokładnie 3 lata temu wprowadziliśmy się do parterowego mieszkania w kamienicy, nic specjalnego, prostokątny kształt, na dwóch końcach pokoje, w środku kuchnia, przedpokój i łazienka. Generalnie mieszkanie dosyć ciemne i zimne, jak to bywa w kaminicach, do tego na parterze... Synek miał swój pokój właśnie na drugim końcu mieszkania.

Ale do rzeczy...
Zbliżały się święta, wiadomo choinka stoi itd. Synek ze względów, które później opiszę, spędzał już noce w pokoju moim i męża, spał z nami w łózku. Był to wieczór, kiedy mąż był jeszcze na drugiej zmianie. Położyłam synka spać, posiedziałam z nim trochę, a kiedy już zasypiał wyszłam do łazienki, gdzie spędziłam trochę czasu. W pokoju panował półmrok, świeciły się tylko czerwone lampeczki na choince, niby fajny klimacik...
Siedząc w tej łazience co jakiś czas słyszałam głos swojego synka, że coś tam sobie gada (miał wtedy 2 latka). Najpierw uznałam, że coś mi się przesłyszało, bo przecież zasypiał, po jakimś czasie stwierdziłam, że mały łobuz jednak jeszcze nie śpi. Wyszłam z łazienki i już wchodząc w próg pokoju, w tym czerwonym świetle, od łóżka, na któym spało dziecko, do szafy na drugiej szerokosci pokoju przemknęło coś niskiego, ciemnego, mogło mi sięgać może do pasa. Oczywiście uznałam, że dzieć już sobie całkiem za dużo pozwala i po prostu wstał i biega sobie po pokoju. Powiedziałam do niego "dlaczego Ty jeszcze nie śpisz", po czym od razu zapaliłam światło. Mały leżał w łózku i rozbudzony patrzył na mnie tylko zaspanymi oczami nie wiedząc o co mi chodzi... Sytuację olałam, pomyślałam, że może czas udać się okulisty, z laryngologiem też nie byłby głupi pomysł...

Później nie działo się nic dziwnego do czasu, aż zaczęłam przesiadywać do późna na komputerze, siedziałam zazwyczaj do 1 w nocy. Było w naszym pokoju poznoszone trochę zabawek mojego synka, miałam je dokładnie ze dwa metry za plecami. W pewnej chwili jedna z zabawek, a dokładniej "szczeniaczek uczniaczek" (można sprawdzić np. na allegro cóż to za ustrojstwo) samoistnie się właczył i wysłuchałam sobie jednej pioseneczki śpiewanej przez rzeczonego pieska... Oczywiście nie zwróciłam na to zbytniej uwagi, ot, coś mu szwankuje i się pewnie włączył. Posiedziałąm tak jeszcze chwilę po czym spojrzałam na zegarek, była godzina 00:15, doszłam do wniosku, że licząc w tył do tego "incydentu", mogła być wtedy godzina dokładnie 00:00. Ale co się będę przejmować, zwyczajna godzina, kto tam teraz zwraca uwagę na jej "symbolikę".
Jednak trochę już zdziwiło mnie, że na drugi dzien było dokładnie to samo. Zabawka znowu zaczęła grać, znowu jedna piosenke, tym razem spojrzałam na zegarek, było kilka minut po 24. Wydało mi się to naprawdę dziwne, bo jeszcze w ciągu dnia sprawdzałam zdolności tej zabawki do samoistnego włączania się... Potrząsałam nią trochę, aż w końcu doszło do rzucania jej na łózko, nawet na podłogę i nic, nie włączyla się, chociaż wszędzie ma pełno przycisków.

Po tych dwóch nocach z rzędu był spokój kilka dni, aż do nocy kiedy obudził mnie przerażony mąż. Mówił, że nie mógł zasnąć, bo ciągle coś słyszał w kuchni. Tak jak by ktoś tam dreptał w kółko małymi kroczkami i na coś czekał, miał wrażenie, że to "coś" czekało, aż wszyscy zasną, żeby w końcu mogło wejść do pokoju. Jak trochę się to uspokoiło, to zmorzył go sen, obudził się właśnie z przerażeniem, bo poczuł jak coś przechodzi mu przez nogi na środek łóżka i już tam zostało (na środku między nami spał nasz synek). Mąż był tak przerażony, że leżał tak bez ruchu kilka minut, aż to "coś" sobie poszło. Pomyślałam sobie, że już do reszty oszalał, powiedziałam żeby przestał mnie straszyć i żeby w końcu poszedł spać. Zaczął się denerwować, że jak mogę mu nie wierzyć, że on dłużej tutaj nie wytrzyma i musimy się przeprowadzić. W tym momencie zabawka znowu zaczęła grać, jednak nie skończyło się na jednej piosence, od razu zaczęła grać znowu, i tak w kółko. Mąż w końcu wstał i wyjął z niej baterie. Aż do rana nie mogliśmy zmrużyć oczu, to wszystko było naprawdę przerażające, rano poszliśmy po księdza. Pszyszedł niechętnie, bo twierdził, że nie wchodzi do domów, gdzie małżeństwo ma dziecko, a nie mają ślubu kościelnego... Odmówiliśmy odpowiednią modlitwę, poświęcił mieszkanie, w razie czego dał wizytówkę do egzorcysty. Następne noce były już spokojne, aż po dziś dzień nic już się więcej nie działo.

A teraz wracając do tego, dlaczego przenieśliśmy synka do naszego pokoju. Otóż przez dość długi czas, budził się co noc z płaczem. Na początku chodziłam do niego i go uspokajałam, szedł spać dalej. Po pewnym czasie zaczęłam go zabierać no naszego łóżka, aż w końcu płacze ustały, ale budząc się rano synek już spał w naszym łózku, sam do nas w nocy przychodził. Kiedy można już się było z nim jakoś porozumieć (chodzić zaczął szybko, a z mową było raczej kiepsko) zapytałam go dlaczego on tak ciągle płacze w nocy, czy mu się coś złego śni. Odpowiedział z pełną powagą, i tak, jakby się już do tego przyzwyczaił, że w rogu stoi jakiś pan "i tak paćy na mnie, o tak" - i tutaj pokazał niezbyt przyjemną minę ze spojrzeniem "z byka" (pewnie każdy wie o co chodzi, że ktoś patrzy na kogoś "z byka"). Trochę mnie to wtedy przeraziło, nie powiem, ale po prostu przeniśliśmy małego do naszego pokoju i zapomnieliśmy o sprawie, do czasu aż właśnie zaczęły się dziać tamte wyżej opisane rzeczy.

Po złożeniu wszystkiego w całość naprawdę wierzę, że po prostu nie byliśmy sami. Generalnie zawsze wierzyłam w takie zjawiska. Ale nie mam pojęcia dlaczego to wszystko się działo. Nie wiem jaką historię ma to mieszkanie. W każdym razie wyraźnie widać, że to "coś" uczepiło się dziecka. Nie wiem... może dlatego, że jest nieślubne... W kazdym razie jest ochrzczone. Najważniejsze, że to wszystko przeszłość i teraz nic się już nie dzieje. Ale naprawdę nie życzę nikomu tego, co działo się u nas w tą ostanią noc, przed wezwaniem księdza.




Miałam też jedną ciekawą sytuację jak byłam mała. Miałam pokój razem z rodzicami, moje łóżko stało równolegle z ich, jednak po drugiej stronie pokoju. To było naprawdę dawno. Pamiętam, że przebudziłam się w nocy i przed łózkiem moich rodziców, dokładniej przed moją mamą klęczała jakaś postać, była jak z dymu, przezroczysta, ale było widać jej ruchy, zapamiętałam tylko, że tak klęczała i przeczesywała palcami swoje długie włosy. Nie czułam wtedy żadnego strachu, można nawet powiedzieć, że czułam naprawdę duży spokój, po prostu leżałam i patrzyłam, aż w końcu zasnęłam. Rano opowiedziałąm o tym mamie, prawie się popłakała, stwierdziła, że mógł to być duch jej mamy, która zmarła tragicznie jak moja mama miała 9 lat. Zawsze nosiła właśnie takie bardzo długie włosy i była wspaniałą dobrą kobietą. To wydarzenie wspominam jako naprawdę bardzo miłe... Chociaż z biegiem czasu przychylam się bardziej do tego, że mogło mi się to śnić, nawet jeśli dałabym sobie rękę uciąć, że naprawdę byłam wtedy rozbudzona. No ale sny czasem płatają rożne figle :)
  • 9

#29

Vespa
  • Postów: 5
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Cześć wszystkim :)

Dorabiam jako opiekunka w domu starców. Dbamy o naszych rezydentów jak najlepiej, co nie zmienia faktu że oni nie są tam żeby im się polepszyło, trafiają do nas na ogół w końcówce życia i prędzej czy później umierają.
Kilka moich koleżanek przechwala się, czego to one nie widziały, zwłaszcza pracując na nocnej zmianie. Nie mam pojęcia na ile mogę im wierzyć (tzn. nie posądzam ich o świadome kłamstwo, raczej o wybujałą wyobraźnię), więc przytoczę tylko dwa krótkie zdarzenia których - choć sama niczego dziwnego nie widziałam - byłam świadkiem.

Siedzę sobie pewnego wieczoru w pokoju telewizyjnym, pilnuję dziadków, koleżanki na przerwie, na piętrze jestem tylko z pielęgniarką (już ciemno). Dziadki przysypiają, ja też zmęczona po długim dniu więc wyjmuję sudoku i zaczynam sobie rozwiązywać, jednym okiem zerkając czy z rezydentami wszystko ok. Nagle szybkim krokiem wchodzi do pokoju pielęgniarka. Kiedy mnie dostrzega, oczy robią się jej wielkie jak spodki, otwiera usta jak by chciała coś powiedzieć, po czym wylatuje z powrotem na korytarz. No ładnie, myślę - musiała się wściec za to że "na służbie" rozwiązuję sudoku. Po chwili wraca i... wcale nie chodziło o sudoku :o Otóż pchała korytarzem wózek z lekarstwami, i zauważyła jak do pokoju jednej z rezydentek (przykutej do łóżka) ktoś wchodzi - dostrzegła tylko wysoką sylwetkę i ciemne włosy, więc z automatu uznała, że muszę to być ja. Ponieważ nasz dom ma taką politykę, że zawsze ktoś musi siedzieć z dziadkami którzy są w pokoju telewizyjnym, poleciała sprawdzić, czy faktycznie stamtąd wyszłam. No i zobaczyła mnie grzecznie siedzącą (stąd oczy jak spodki) i pomknęła z powrotem - od dostrzeżenia postaci mogło minąć w sumie ze 20 sekund - w pokoju nikogo nie było, na korytarzu też nie.

Drugi przypadek. Koleżanka niesie tacę z kolacją korytarzem. Drzwi do jednego z pokojów, gdzie również leży przykuta do łóżka pani, są zawsze otwarte, wiec odruchowo zerka, czy wszystko ok. Uuups! Kątem oka widzi, że na fotelu ktoś siedzi (chyba mężczyzna) - myśląc że to jakiś zagubiony rezydent (większość z nich ma demencję) robi jeszcze parę kroków do stolika, żeby zostawić na nim tacę, po czym wraca się do tamtego pokoju - na fotelu nikogo nie ma. Wrzask. Ja przylatuję i... dowiaduję się co się stało.

Niestety, jedyne co przydarzyło się mnie było znacznie mniej spektakularne. Pomagałam jednej pani przy toalecie w jej sypialni, byłyśmy z koleżanką bo pani leżąca. Nagle jebut - coś walnęło w drzwi ze sporą siłą. Na pukanie to nie wyglądało, więc zirytowana lecę do drzwi zobaczyć, któż to próbuje nas wkurzyć... Na całym długim korytarzu nikogo nie ma :mrgreen:

To co słyszałam od dziewczyn było dużo bardziej spektakularne, ale nie będę przytaczać, bo jak wspomniałam, aż za barwne mi się to wydaje. Wciąż jednak mam nadzieję że i ja kiedyś coś zobaczę ;)
  • 0

#30

trebmal
  • Postów: 174
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Teraz kilka moich historii. Będą one związane z moim miejscem zamieszkania w dzieciństwie, czyli domkiem na wsi.

1.Kiedy miałem ok.5-6 lat, mieszkaliśmy z rodzicami na wsi wraz z babcią i dziadkiem. Wejście do domu było na podwórzu, czyli nie od ulicy. Na przeciwko wejścia stała duża szopa na narzędzia i tzw. wygódka. Pomiędzy szopą a wygódką była przerwa, przez którą można było dość swobodnie przechodzić. Za zabudowaniami było pole.
Pewnego lata ok. godziny 21:00 siedziałem z babcią obok wejścia do domu na ławeczce. Wsłuchiwaliśmy się w granie świerszczy i rozmawialiśmy. Na polu świeciło się światło. Łuk, jaki tworzyło skąpywał przód szopy i wygódki. W przerwie pomiędzy nimi było ciemno.
W pewnym momencie, zapatrzyłem się na prawo od wygódki ( przerwa była na lewo) i wtedy właśnie coś mi w tej przerwie mignęło.
Możecie mówić, że zmyślam, ale pamiętam to tak jakby było zaledwie wczoraj.
W przerwie między szopą i wygódką, gdzieś tak w połowie wysokości unosiła się jakby kula świetlna. Na chwilę zamarłem i pokazałem babci. Babcia powiedziała że widzi, ale nie bardzo wie co to jest. Zanim zdążyliśmy się lepiej przyjrzeć, kula nabrała jakby prędkości i poszybowała za szopę. Zerwałem się i pobiegłem, ale nie byłem w stanie jej dostrzec.
Wtedy, jako dzieciak byłem z lekka przerażony. Natomiast teraz, po takim "stażu" w świecie past i zjawisk paranormalnych sądzę, że to mógł być Orb.

2.Ta historia przydarzyła się mojej babci, jej siostrze i ich mamie. Moja babcia była wtedy nastolatką, jej siostra także. W tamtych czasach nie było rozwiniętej komunikacji miejskiej, chcąc się dostać do miasta musiały przejść przez las nieopodal. Na skraju lasu z drugiej strony (tej od miasta, nie od wsi babci) jest taka bardzo wysoka, duża, stroma droga prowadząca w las. Miejscowi nazywają ją Kocim Zamkiem czy coś takiego. Nie pytajcie dlaczego akurat tak, bo nie mam pojęcia. W każdym razie, było późne letnie popołudnie, kiedy szły tamtędy ze swoim psem w kierunku wsi. Musiały naturalnie przejść obok Kociego Zamku. Kiedy były niedaleko tej drogi, pies zaparł się łapami, sierść mu się zjeżyła i zaczął warczeć. Podobo wszystkie poczuły zapach siarki, co moja babcia zdefiniowała jako pojawienie się diabła. Psa nie dało się uspokoić, zresztą kobiety były tak przerażone, że zawróciły i wróciły do domu dłuższą drogą.

3.Nie wiem ile prawdy jest w tej historii, w każdym razie po okolicy krążyła opowieść, że o północy na ww. Koci Zamek wjeżdża czarna kareta zaprzężona w czarne konie z czarnym woźnicą. Podobno wygląda to przerażająco. Pewnego razu umarł jakiś tam wujek ze strony prababci w trochę odległym mieście. Prababcia ze swoją siostrą poszły więc do miasta skąd PKS-em dostały się do owego miejsca pogrzebu. Z tego co wiem, nigdy nie lubiły pić więc i wtedy nie piły. Późno wróciły, a tu jeszcze musiały piechotą dostać się do domu. Koło Kociego Zamku znalazły się w każdym razie o północy, dzięki czemu miały nieprzyjemność potwierdzić krążącą po okolicy historię. Podobno tak się przeraziły, że biegły z tamtego miejsca do samego domu.

4.Niedaleko domu moich dziadków mieszkał pewien Pan z żoną. Był to sympatyczny jegomość. Pan pracował w cegielni na obrzeżach miasta. Tym razem nie będzie o Kocim Zamku, gdyż cegielnia była zbudowana z drugiej strony miasta, więc Pan musiał przebyć do pracy tzw. "łąki" , czyli skupisko pól poprzetykanych strumyczkami. Pewnego razu mieli jakoś więcej pracy w zakładzie i Pan wracał do domu o bardzo późnej porze. Była prawie północ, kiedy wszedł na łąki. Co było w tym dziwnego ? Pan szedł, szedł i szedł, a droga zdawała się nie mieć końca. Wyglądało to w ten sposób, że szedł on łąkami widząc światła swojej wsi, które nie przybliżały się do niego nieważne ile by nie szedł. (Trochę jak chodzenie na bieżni.) Pan wrócił do domu wczesnym rankiem, gdyż po długim czasie maratonu po prostu zawrócił i poszedł dłuższą drogą. Do dzisiaj nikt nie umie wyjaśnić tego zjawiska. Co do alkoholu, Pan nie był wtedy pod jego wpływem ( Przynajmniej on tak twierdził).

5.Historia, którą rok temu opowiedziała mojej mamie jej koleżanka, gdy im zeszło na tematy śmierci. Teść koleżanki(będę ją nazywał G.) mieszka w województwie lubelskim, my w małopolskim. Mąż G. prowadzi dobrze prosperujący przydomowy warsztat samochodowy. Teść od dawna był umierający. Pewnego dnia G. gotowała obiad, a jej mąż dłubał w samochodzie jakiegoś klienta w warsztacie. Nikogo prócz ich w domu nie było. W pewnym momencie G. usłyszała, że ktoś ją woła po imieniu. W tym samym czasie jej mąż usłyszał dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi warsztatu jakby ktoś wchodził. Odwrócił się, myśląć że to G., ale nikogo nie było. G. wbiegła do warsztatu dopiero po chwili pytając męża czy ją wołał. Oczywiście zaprzeczył, zapytał też G. o to czy była tu chwilę temu bo drzwi się otwierały i zamknęły. Odpowiedź - nie. Nagle słyszą z domu dzwonek telefonu. Dzwoni teściowa G., teść umarł...

6.Babcia, z którą mieszkałem w dzieciństwie (mama mamy) zmarła na raka 5 lat temu. Ostatni tydzień swojego życia przeleżała w szpitalu. Moi rodzice, bracia mamy jak i dziadek odwiedzali ją głównie po południu. Nawet jeśli przychodzili rano, dziadek zawsze przychodził po południu. Ja byłem wtedy chory, w piątek zostałem w domu. Siostra w szkole. Rodzice i bracia mamy umówili się pod szpitalem o 9 rano. Po chwili dziadek mówi, że tym razem pojedzie z nimi, rano, a nie jak zwykle potem. Pojechali. Po 2 godzinach dostałem telefon od mamy, że babcia umarła. Najdziwniejsze w tej historii jest to, że dziadek zwykł chodzić do niej po południu, tego dnia akurat poczuł, że pójdzie rano. Według mnie, to nie był przypadek.

7.Moja druga babcia odeszła w maju zeszłego roku. Historia podobna do poprzedniej. Z tą różnicą, że babcia leżała w domu na specjalnym łóżku. Odwiedzaliśmy ją z rodziną co niedzielę, tym razem przyjechaliśmy w sobotę. Tego samego dnia około 21. telefon - babcia nie żyje. Przypadek ? Wątpię...

Użytkownik trebmal edytował ten post 11.01.2013 - 08:26

  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u