Skocz do zawartości




Zdjęcie

Czy dojdzie do kontaktu z cywilizacją pozaziemską do końca XXI wieku? - debata zawieszona


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
6 odpowiedzi w tym temacie

#1

+......

    Wędrowiec

  • Postów: 710
  • Tematów: 125
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 1
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Debata na temat: Czy dojdzie do kontaktu z cywilizacją pozaziemską do końca XXI wieku?

Forma debaty: 1 vs 1

Zasady debaty:

- Każdy uczestnik posiada prawo do 5 wpisów (przy czym pierwszy wpis powinien mieć formę wprowadzenia, a ostatni być konkluzją, czyli podsumowaniem)

- Na kolejne wpisy uczestnicy debaty mają maksymalnie 7 dni czasu

- Za każdy kolejny dzień zwłoki (po przekroczeniu limitu 7 dni) naliczane są 2 punkty karne.

- O kolejności wpisów zadecyduje rzut monetą


Uczestnicy debaty:

- Herme5 – wg którego w tym stuleciu dojdzie do kontaktu z cywilizacją pozaziemską

- może tak może nie – opowie się za brakiem kontaktu z cywilizacją pozaziemską


Opiekun debaty:

+.....


- W rzucie monetą wyłoniono osobę, która rozpocznie debatę, a jest nią może tak może nie. Debata rozpocznie się w dniu 9 sierpnia (wtorek) o godzinie 20:00. Wtedy to, temat zostanie odblokowany i od tej chwili może tak może nie będzie miał 7 dni na pierwszy wpis.

- Debata jest dostępna publicznie, jednak bez możliwości komentowania w tym wątku dla osób postronnych. Za każdy wpis w tym temacie osoby, która nie bierze udziału w debacie przysługuje 1 ostrzeżenie. Debatę należy komentować wyłącznie w Kuluarach

- Po zakończeniu debaty komisja przyzna oceny zgodnie z systemem oceniania i odbędzie się podsumowanie.

Komisja oceniająca:

sędzia limonka
sędzia Mike
sędzia mylo


  • 0



#2

może tak może nie.
  • Postów: 504
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Nasz rodzimy ufolog Zbigniew Blania napisał we wstępie do jednej ze swych książek: niech ten kto wątpi w istnienie cywilizacji pozaziemskich wyjdzie w bezchmurną noc na otwartą przestrzeń i przygnieciony ciężarem rozgwieżdżonego nieba powie, że nie ma w nich cywilizacji, a poczuje się jak kłamca schwytany na gorącym uczynku. Któż z nas nie rozważał tej opcji pijąc ze znajomymi gdzieś pod gołym niebem. Jeśli zawierzymy pierwszemu, romantycznemu odczuciu już prawie widzimy wycelowane w nas teleskopy kosmicznych braci. Gwieździste niebo robi wrażenie na zwykłych zjadaczach chleba. Astronauci którzy widzą na orbicie 10 razy więcej gwiazd, a te gwiazdy które widać z Ziemi są 10 razy jaśniejsze, widząc przy tym świecące Słońce, Księżyc i Ziemie, doświadczają wręcz mistycznych wrażeń, kosmos wydaje się aż krzyczeć. W takich okolicznościach teza której będę bronić wydaje się okrutna i lodowata. W rzeczywistości niewiele rzeczy pragnąłbym mocniej, niż mylić się w tym temacie. Mój udział w debacie po tej stronie ma swą analogie w stawianiu na przeciwnika naszej ukochanej drużyny. Jeśli wygra nasz zespół cieszymy się z jego wygranej. Jeśli przegra wygrywamy zakład obstawiwszy wcześniej rywala – tak czy owak wygrywamy. W debacie tej stawiam na moim zdaniem mocniejszego konia, jednak nie jego w głębi serca chciałbym widzieć pierwszego na mecie.

Wiem, że nie jest zadaniem wstępu dostarczać argumentów i mam nadzieje, że uda mi się to jakoś zbilansować. To co chciałbym aby zostało z tego zapamiętano to to, że nasze oczekiwanie na nawiązanie kontaktu jest o wiele dłuższe niż zwykło się sądzić. Moment w którym się znajdujemy nie jest wyjątkowy i wiek XIX czy XVIII był na to równie dobry. Jak na razie historia naszego kontaktu z obcą cywilizacją to historia s-f. Począwszy od „Prawdziwej Historii" Rzymskiego pisarza Lukiana z Samosat, którego bohater ląduje na Księżycu, gdzie jego mieszkańcy prowadzą wojnę ze Słońcem (i rozmnażają się poprzez zakopywaniu swojego lewego jądra w ziemi) po „Kontakt” Carla Sagana, arcyklasyka gatunku. Pomiędzy nimi znajduje się oczywiście multum innych dzieł opisujących perspektywę pierwszego spotkania. Za dzieło które pierwsze odniosło się stricte do naszej debaty, uważa się nowele Murraia Leinstera „First Contact" z lat 40-tych XX wieku. W Polsce najbardziej cenimy w tej materii jest oczywiście „Solaris” Stanisława Lem – opisujący bardziej niemożność kontaktu za sprawą zbyt wielkich różnic, niż sam kontakt. W kulturze popularnej najmocniej odcisnęła się historia naszego pierwszego spotkania wylansowana przez film Star Treka. Naiwna opowieść, w której niejaki Zefram Cochrane po raz pierwszy osiąga prędkość warp, co zwraca uwagę mówiących po angielsku Wolkan.

Przez wieki spekulowano też na ten temat na gruncie „naukowym”, oczywiście jak na standardy naukowości zamierzchłych czasach. Po tej stronie mamy Selenitów Keplera i mierzących kilometr wysokości Syrian Woltera. Najbardziej kosztowną fantazją na temat mieszkańców innych systemów planetarnych były marzenia Giordano Bruno, za które zapłacił życiem. Pierwszą analizą możliwości istnienia życia na innych światach opartą na faktach, była publikacja Camille Flammarion „Wielość zamieszkanych światów” z roku 1862 i mniej więcej od wtedy też na poważnie myśli się nad sprokurowaniem kontaktu z obcą cywilizacją. Najbardziej znanym pomysłem z tamtych czasów był projekt Frederyka Gaussa. Był on rozwinięciem tego, co proponował wspomniany wcześniej Kepler, który możliwość nawiązania kontaktów z Selenitami widział w roznieceniu tysięcy ognisk układających się we wzór widoczny z Księżyca. Gauss chciał posunąć się dalej wycinając ogromny trójkąt równoboczny w lasach Syberii. Motyw matematycznych podstaw kontaktu z inną cywilizacją kosmiczną będzie powracać od tej pory nieustanie. Krótko po Gaussie pojawia się kolejny pomysł, tym razem francuskiego wizjonera Charlesa Crosa, autora działa z 1896 „Etude sur les moyens de communication avec les planetes” („Metody porozumiewania się z innymi planetami”). Cross przekonany, że widzi pochodzące z Marsa sygnały świetlne starał się pozyskać od rządu Francuskiego pieniądze na stworzenie ogromnych zwierciadeł wysyłającego „zajączki” na Czerwoną Planetę. W owych czasach nie tylko myślano nad pokazaniem się, ale i rozglądano się czy aby ktoś nie stara się pokazać się nam. Pewnego roku, najprawdopodobniej w wyniku burzy piaskowej, powierzchnia Marsa oglądana przez teleskop przypomina wielką literę M. W społeczeństwie euforia, Marsjanie witają się z Ziemię, M jak Mars. Chwile później konsternacja, a może to nie M ale W, W jak „War”, Mars wypowiada nam wojnę – trąbiły gazety tamtych czasów. Możemy się teraz z tego śmiać, ale nic nie wskazuje na to aby za 100 lat ktoś nie miał się śmiać z naszych obecnych metod nawiązywania kontaktu. Ludzie wydają się mieć tendencje do myślenia, iż wynalazek który w danej chwili jest na topie, w danej chwili uznawany jest za krzyk nowoczesności, to bez wątpienia cały kosmos musi się nim posługiwać. Zgodnie z tą zasadą, wraz z rozpowszechnieniem się radia, zaczęto wyobrażać sobie kosmitów obsadzonych antenami, czaszami i masztami. Nie wiele osób wie, że kosmiczny podsłuch prowadzony jest na Ziemi już od blisko stu lat! Sam ojciec łączności radiowej Guglielmo Marconi próbował namierzyć jakąś galaktyczną rozmowę. Zorganizował nawet kilka wypraw w latach 20-tych na Morze Śródziemne i Kordyliery gdzie prowadzony był nasłuch ewentualnych sygnałów z kosmosu układających się w jakąś logiczną całość.

W następnych wpisach zapewne powrócimy, a przynajmniej ja powrócę do poszukiwań kontaktu drogą radiową w 2 poł XX wieku, które niedawno zresztą zamrożono. Mam nadzieje, że wspólnie z Herme5 zastanowimy się dlaczego ta metoda okazała się nieefektywna, gdzie może tkwić jakiś podstawowy błąd w założeniach i jakie inne metody mogłyby dać upragniony cel. Z mojej strony kilku tematów możecie być pewni. Nie uciekniemy tu przed najnowszymi wyniki badań kosmosu i egzobiologią która jest kluczem do spekulacji nad prawdopodobieństwem kontaktu. Nie wiem czy będę mówił o realiach podróży wśród bezmiaru kosmosu, być może, zależy to też od mojego przeciwnika. Natomiast po raz pierwszy uraczę czytelników swoimi własnymi teoriami, nie są one super-przemyślane więc na pewno będę tego żałował. Każda debata to po części intelektualna zabawa, więc tego sobie i wam życzę.
  • 5

#3

Herme5.
  • Postów: 425
  • Tematów: 1
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

PROLOG
D (dziecko), T (tata).

D: Tato! Tato! Patrz spadają ca gwiazda!
T: Nie synu, to meteor, świecący ślad, jaki zostawia po sobie spalający się w górnych warstwach atmosfery meteoroid.
D: Meteor ?
T: Okruchy skalne.
D: Spalający się ? To jak kosmici tacy jak w filmach przylatują na Ziemię ?
T: Bardzo ładnie to określiłeś - tacy jak w filmach, ponieważ jak do tej pory nie udało nam się nawiązać kontaktu z żadną obcą cywilizacją.
D: Obcą cywilizacją ? To znaczy z kosmitami ?
T: Dokładnie tak. Opowiem Ci teraz jak to jest z tymi kosmitami.
Człowiek od zawsze patrzy w gwiazdy i podświadomie wie, że przy tym ogromie kosmosu jest nieprawdopodobne, abyśmy byli sami we Wszechświecie. W zamierzchłych czasach to właśnie tam: w kosmosie, nazywanym często potocznie "niebem" upatrywaliśmy miejsc skąd pochodzą Bogowie. Jak się stało jasne, że w "niebie" nie ma Bogów, to rozpoczęliśmy próby nawiązania kontaktu z jakąś na tyle rozumną rasą, która byłaby w stanie odpowiedzieć na nasze sygnały. Do tej pory nic takiego nie nastąpiło.
Naszą wyobraźnię na możliwy kontakt wyostrzały publikacje i filmy w roli głównej z obcymi rasami, raz dobrymi pomagającymi ludziom, innym razem agresywnymi próbującymi nas zniewolić lub zniszczyć. Każdy niezidentyfikowany obiekt w powietrzu lub zjawisko było przypisywane jako UFO i często utożsamiane z kosmitami. W dalszym ciągu oczekujemy, aż obca cywilizacja zawita na Ziemi lub "puści" do nas wyraźny sygnał "hello". Co prawda nie jestem ekspertem, ale w związku z dynamiką rozwoju ludzkości, to my możemy być tą rasą, która jako pierwsza zainicjuje kontakt, tą bardziej rozwiniętą. Synu przy aktualnym tempie rozwoju medycyny nie powinno być problemu, żebyś dożył do końca wieku. Wystarczy teraz cofnąć czas o te 89 lat i zobaczyć jak wyglądał świat w dwudziestoleciu międzywojennym i jak duży nastąpił postęp technologiczny. Poza tym od kilku wieków ślemy niezliczoną ilość niezamierzonych sygnałów w kosmos. Jeśli jest tam rasa przemierzająca wszechświat lub bardziej rozwinięta od nas, to z powodów różnic kulturowych nasze "celowane" sygnały mogą być dla nich niezrozumiałe, ale właśnie ta duża ilość emitowanych niezamierzonych sygnałów da "im" odpowiedź: tam "coś" jest, odpowiedzmy ich lub sprawdźmy.
Oczywiście trzeba by było założyć wiele czynników, które nie tylko miałyby ułatwić taki kontakt, ale go nie utrudnić. Wybuch III Wojny Światowej przy użyciu broni nuklearnej cofnie nasz rozwój jako całej planety. Z drugiej strony patrząc ogólnoświatowy konflikt przy użyciu tylko broni konwencjonalnej znacznie przyspieszyłby rozwój mieszkańców Ziemi, wystarczy przyjrzeć się dwóm wojnom światowym. Problemem okazać się mogą fundusze ...
D: ... (Odgłos płytkiego oddechu)
T: O usnąłeś. W takim razie jutro dokończę.

Tak pewnie wyglądała by moja rozmowa z moim synem, ale póki co oprócz własnych słów wychodzi mu tylko mama i tata. Podejrzewam, że jeśli nic złego się nie wydarzy, to powinien do końca wieku dożyć. Czy przyjdzie mu żyć w czasach, kiedy nawiążemy kontakt - to się okaże. Celem debaty z mojej strony będzie próba oszacowania możliwości takiego wydarzenia. Tutaj raczej pewne zwycięstwo ma strona przeciwna. Sam jestem sceptykiem, ale chciałbym jeszcze przed śmiercią wiedzieć, że nie jesteśmy sami ... nie możemy być sami.
  • 2

#4

może tak może nie.
  • Postów: 504
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Powszechną praktyką łatwiejszych filmów dokumentalnych o kosmosie, jest szafowanie liczbami których żaden widz, ani nawet twórca tych filmów nie ogarnia. Film zbliża się ku końcowi i presja aby zrobić wrażenie na konsumencie rośnie. Na finiszu podaje się zatem liczbę gwiazd w naszej galaktyce i mnoży przez liczbę galaktyk, zasiawszy idee do przemyślunku „czy to możliwe że jesteśmy na tym świecie sami”? Setki miliardów gwiazd w Drodze Mlecznej razy setki miliardów galaktyk w obserwowanym Wszechświecie i wychodzi nam liczba której nie będę się nawet silić nazwać, po prostu ogrom! Nie wiem czemu ale wydaje mi się że na tym kończą się jakkolwiek naukowe argumenty za kontaktem. Z tych większych przesłanek, w zasadzie to by było na tyle. To zapewne przesada, w końcu Herme5 musi zapełni czymś swoje następne 4 wpisów, ale myślę, iż zgodzi się, że ilość potencjalnych światów to jeden z tych największych argumentów.

Ilość gwiazd ma tu jakoś determinować ilość potencjalnych cywilizacji pozaziemskich. To znaczy zbiór miliarda gwiazd ma według tej logiki zawierać więcej cywilizacji niż gromada 100 mln gwiazd, a ta zawiera ich tymczasem więcej niż gromada gwiazd licząca sobie milion sztuk. Czy rzeczywiście tak jest? Być może. Szczególnie, że przy większej ilości systemów planetarnych życia ma „większe pole do popisu”, że tak to ujmę. Aby powiedzieć o tym coś więcej nauka nauka wspięła się na niespenetrowany do tej pory stopień spekulatywności. Zaczęto wyrzucać z kołnierza liczby ile tych cywilizacji w naszej galaktyce się czai. Największe (prze)szacowanie jakie znalazłem to wyliczenia Bilsa, który wypreparował liczbę 10 miliardów cywilizacji w Drodze Mlecznej. Nastepnie Shapley 600 milinów, Sagan 80 mln( później zszedł do 1 miliona), Cameron 10 milionów, Fiesenkow 4 miliony cywilizacji, Szkłowski 900 tysięcy, czy Hoerner 40 tysięcy cywilizacji. Często pojawia się też liczna 1, Ziemi jako jedynej cywilizacji i aby od razu była jasność – nie jestem tego zwolennikiem. Opcje iż jesteśmy sami nie tylko w galaktyce ale i we wszechświecie odstawiam na razie na bok, kiedyś do niejj wrócę. Na nieszczęście mojego przeciwnika, w literaturze przedmiotu można zauważyć stały regres tych liczba i nawet autorzy którzy kiedyś szacowali ilość obcych cywilizacji na miliony, dziś sa o wiele bardziej ostrożni. Na przykład naukowcy z Planetary Society szacują dziś liczbę cywilizacji w naszej galaktyce na 4 tysięcy. Znaczyłoby że statystycznie co kilka tysięcy lat świetlnych jest jakaś cywilizacja. Mój przeciwnik wspomina:

od kilku wieków ślemy niezliczoną ilość niezamierzonych sygnałów w kosmos

Nie wiem o jakich sygnałach pisze Herme5, ale sygnały cywilizacyjne, w tym przypadku emisje radiową ślemy od roku 1985, a więc nie od wieków tylko od 126 lat. Chyba, że nie wiem, chodziło o światła ognisk (taki głupi żarcik). Wydaje się czymś nieprawdopodobnym, by te pierwsze sygnały mogłyby zostać przechwycone gdzieś w odległym kosmosie, ale niech stracę, liczmy od tej daty. Do końca wieku XXI od pierwszych zabaw z nadajnikiem radiowym jest około 210 lat. Sygnał musi jeszcze jednak wrócić, a zatem obca cywilizacja znajdować musi się w promieniu 105-110 lat świetlnych. Ilu musi być mniej więcej cywilizacji w Drodze Mlecznej, aby czysto statystycznie udał się ten zabieg? Okazuje się, że 6 do 8 milionów! Chyba najbardziej tłuste dzisiejsze oszacowania to te Roberta Zubrina prezesa Mars Society, który mów o… 5 milionach cywilizacji galaktycznych

Skąd w ogóle biorą się tak ogromne liczby i czemu szacowania są tak różne? W dyskusji na temat kontaktu Równanie Drake pojawić się niestety musi. Jest to równanie opracowane w roku 1961 przez tzw „zakon delfina” pół-tajną grupę 10 naukowców, w tym laureata Nagrody Nobla Melvina Ellisa Calvina.

N = R* razy Fp razy Ne razy Fl razy Fu razy Fc razy L

N oznacza tu liczbę liczba cywilizacji pozaziemskich, z którym może się skomunikować. R to liczby nowych gwiazd, które co roku powstają w naszej Galaktyce. Fp to odsetek gwiazd, które mają planety. Ne to średnia liczba planet znajdujących się w ekosferze gwiazdy, tj. na których może powstać życie. Fl to odsetek planet w ekosferze, na których życie powstanie. Fc to odsetek planet na których z życie rozwinęła się do inteligencji FC to odsetek cywilizacji, które rozwinęły umiejętność nadawania i odbierania wiadomości za pomocą promieniowania elektromagnetycznego i robią to regularnie. L średnia ilość lat przez jakie cywilizacje wysyłają sygnały o swoim istnieniu – nie wiem czemu, zwykle utożsamiany z długością życia owej cywilizacji. Jak widać wzór jest wysoce spekulatywny, niektóre z czynników to czysta zgadywanka. Idąc od lewa do prawa kolejne liczby stają się coraz mniej znane. Napisałem jednak wcześniej, że ilość potencjalnych cywilizacji jest stale redukowana, skąd ta zmiana? Otóż w ciągu ostatnich 50 lat poznaliśmy przybliżone liczby blisko lewej strony i co raz więcej możemy powiedzieć o tych środkowych. A zatem do rzeczy.

Dołączona grafika

Tabelkę tą wytrząsnąłem z książki z lat 80-tych lezącej u mnie gdzieś na półce. Nie jest to nic w co warto się wczytywać. Gwiazda, jak daleko jest od nas, data odkrycia dookoła niej planet, ich masa itd. Każdy kto posiada w tym temacie podstawową wiedze już zapewne widzi tu paradoks. Jak do jasnej anielki może istnieć taki diagram, skoro pierwszą planetę odkryto w 1992?! W dekadach w których krystalizowała się idea kontaktu z obcą cywilizacją na bazach naukowej wiedzy, astronomowie dysponowali wieloma tablicami opisującymi obce planety. Od lat 40-tych stosowano metodę wykrywanie planet za pomocą analizy ruchu gwiazdy, charakterystycznego chybotania się gwiazdy. Nie do konca prawdziwe są przekazywana w szkole informacja ze wszystko w Układzie Słonecznym kręci się dookoła Słońca. W rzeczywistości tym kluczowym punktem jest środek ciężkości Układu Słonecznego (barycentrum) który w XXI wieku (jak sprawdziłem) przez 63% czasu znajdować będzie się poza granicami naszej gwiazdy (ale też niezbyt daleko niej). Astronomom wydawało się, iż są w stanie dostrzec te małe różnice wokół czego kręci się odległa gwiazda. Nie byli, wszystko to okazało się bzdurą. Nawet dziś trudno nam osiągnąć takąj precyzje. Poszukiwania na których oparto założenia były fałszywe.

Do 16 sierpnia 2011 roku odkryliśmy 573 planet. Pisząc odkryte mam na myśli potwierdzone wcześniej przyjętymi narzędziami do metody którą je poszukiwano. Dziś jest ponad 500 planet, jednak jeszcze 3 lata temu było to trochę ponad 300, więc liczby dość szybko pną się w górą. Szczególnie, że bomba jest już odbezpieczona. Najskuteczniejszą metodą poszukiwania planet jest w tej chwili metoda wykorzystująca efekt Dopplera, jednak jeśli tylko dane zostaną potwierdzone (na co NASA daje 90%) już niedługo wszystkich zainkasuje metoda tranzytu stosowana przez Teleskop Kosmiczny Keplera. Z wielomiesięcznej pracy tego teleskopu mamy ten oto obraz 1235 gwiazd – choć teleskop ten nie robi zdjęć, zbiera dane z których owe obrazy wygenerowano.

Dołączona grafika

Patrząc na te zdjęcie mniej więcej widać na czym polega zasada poszukiwań planet przy pomocy tranzytu. Obserwując gwiazdy szuka się tymczasowego ściemnienia ich blasku, będący wynikiem nasunięcia się na ich tarczę krążącej wokół niej planety. To co jednak interesuje nas w tych danych, to także czym są odkrywane planety i jak daleko gwiazdy krążą. Dookoła każdej gwiazdy mamy do czynienia z tzw ekosferą, będącą pasmem przestrzeni dookoła gwiazdy, gdzie temperatura na powierzchni krążącej w sferze planety daje szanse podtrzymania życia. Nie jest tu super ścisły typ definicji stąd nie ma zgody jak szeroka jest ekosfera nawet w naszym Układzie Słonecznym, a co dopiero mówić o innych systemach planetarnych, nie mniej takie mniej więcej „od do” można jakoś tam nakreślić. Przyjmuje się, iż w naszym systemie planetarnych e ekosferze znajdują się 3 planety Wenus, Ziemia i Mars. Wykres poniżej przedstawia jak sprawa wygląda wśród wspomnianych 1235 kandydatów na planety. Na zielono zaznaczono te które leżą w ekosferach swoich gwiazd. Oś y to wielkość planet zaczynając od najmniejszych u dołu. To co rzuca się w oczy na sam początek to to, że ogromna większość planet znajduje się poza ekosferami. Nasz Układ Słoneczny okazuje sie ponadprzeciętnie bogaty w planety dające szanse na życia ze względu na swe położenie od macierzystej gwiazdy. Drugi problem to taki, że nie każda planeta w ekosferze do czegokolwiek się nadaje. Wiele z tych planet to tzw ciepłe gazowe olbrzymy. Tymczasem zgodnie hipotezą Dole’a, aby ciało niebieskie było zdolne do długoterminowego podtrzymywania życia powinno mieć masę od 0,4 do 2,35 masy Ziemi, de facto mieć średnice od 0,78 do 1,25 średnicy Ziemi. Gdybyśmy znaleźli życie na którymś z księżyców Jowisza czy Saturna hipoteza ta zostałaby sfalsyfikowana, na razie jednak dane obserwacyjne wskazują, iż coś jednak kryje się w tych wyliczeniach. Także Mars nie zmieścił się w tych wymiarowych widełkach i jak wiemy okazał się planetą zbyt małą aby jego atmosfera nie wyfruneła w przestrzeń kosmiczną na przestrzeni setek milionów lat. Przyczyn tego a nie innego stanu Czerwonej Planety doszukać możemy się oczywiście i w innych przyczynach, na pewno jednak mała masa i skąpa grawitacja w tym wypadku nie pomogła. Wracając jednak do skali kosmosu, ile ze 1235 potencjalnych planet ma optymalne rozmiary? Wykres nie chce pokazać inaczej – 1! Słownie jedna. Jedna planeta dająca szanse, bo do życia to jeszcze długa droga, dająca tylko szanse z… 145 tysięcy gwiazd jakie Kepler obserwował by ją znaleźć!

Dołączona grafika

Obecne badania Keplera to już coś więcej niż rozgrzewka jednak większość danych jeszcze przed nim. Teleskop przewidziany jest na minimum 3,5 roku pracy, jednak po tym jak się sprawuje ocenia się nieśmiało czas jego pracy na 11 lat. Poza tym dostrzegamy jedynie planety które znajdują się pomiędzy nami a swoją gwiazdą, tymczasem krążyć mogą także i w innych płaszczyznach. Pomnóżmy zatem ich liczbę powiedzmy przez 100. Nie jest to mój dobry gest, tak nakazywałaby uczciwość. Mamy zatem 100 arcyciekawych planet. Nasza wiedza o kosmosie którą już posiadamy, zmusi nas niestety za moment, aby z takim trudem otrzymane 100 planet znów podzielić przez 100. Otóż nasze Słońce nie jest typową gwiazdą w Galaktyce jak zwykło się mówić, tzn jest tak typowe jak wzrost 205 cm jest typowym wzrostem wśród społeczeństwa. Dominującym typem gwiazd są czerwone karły, małe gwiazdy świecące słabym światłem. Krążące dookoła niej planety muszą być bardzo blisko swojej gwiazdy aby pozostać w jej ekosferze. W ten sposób wpadają niestety w grawitacyjną pułapkę. Mamy na to przykład w Układzie Słonecznym, gdzie Markury znalazł się zbyt blisko Słońca i te „utrudnia mu” mu się obrócić. Jeśli ruch dookoła własnej osi zsynchronizował się z ruchem po orbicie (tak mamy w przypadku Księżyc i Ziemi) po jednej stronie planety zawsze będziet jasno zaś od drugiej zawsze ciemno. Planety w ekosferach czerwonych karłów mają miały dokładnie ten właśnie problem. Nie jest to sytuacja szczególnie stymulująca życie, kiedy po jednej stronie planety sypie niemiłosiernym żarem, zaś po drugiej w nieprzeniknionych ciemnościach panuje wieczny mrok. Obecne przyjmuje się, iż powstanie i rozwój życia dookoła czerwonego karła będzie skrajnie utrudnione. Wciąż trwają tu wyliczenia, jednak na teraz (niedawne wydanie Scientific American) przyjmuje się, iż czerwone karły stanowią 95% wszystkich gwiazd! 5% w których zmieściło się nasze Słońce również nie jest idealne. Gwiazdy większe od Słońca żyją bardzo krótko, ułamek tego co Słońce. O jakim cywilizacji można mówić, skoro od narodzin do swego wybuchowego końca gwiazda ma kilkaset milionów lat życia. Jest to czas w którym zastygała Ziemie po uformowaniu – nie szukajmy na takich planetach rozwiniętych cywilizacji, wyzwaniem byłoby znalezienie tam czegokolwiek poza litą gorącą skalą. A tak cieszyliśmy się z tych 100 planet, tymczasem szansa że trafią na sprzyjająca gwiazdę która je ukocha okazują się mniej więcej 1;100. W rzeczywistości myślę iż jest to więcej niż jedna planeta, zawsze zdarzają się jakieś anomalia. To jednak i tak dramat każdego miłośnika kontaktu, skoro wśród 140 tysięcy gwiazd okazuje się być kilka planet, których struktura i położenie dookoła odpowiedniej gwiazdy macierzystej umożliwia życie. Co gorsza dla pasjonatów kontaktu tym razem nie są to czyste spekulacje, a dane, To dane są największą bronią na mnożenie miliardów przez miliardy którymi się nas mami. Bo jeżeli wyciąć badany przez Keplera fragment nieba z setką tysięcy gwiazd i przełożyć go na nasze otoczenie, najdelikatniej mówiąc trudno byłoby z takiego środowiska oczekiwać kontaktu w XXI wieku. Cywilizacja nie musi oczywiście rezydować na planecie, może siedzieć sobie gdzie indziej, nie wiem po co ale może. Gdzieś jednak musiała się narodzić i wyewoluować, i zapewne miejsce to było obiektem naturalnym typu. W następnym odcinku co zrobiono już dla idei kontaktu, gdzie nasłuchiwano i jakie były tego efekty. Zdradzę nawet zakończenie swojego następnego wpisu – szukano wszędzie, nie znaleziono nigdzie. O tym następnym razem.
  • 8

#5

Herme5.
  • Postów: 425
  • Tematów: 1
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Oczywistą oczywistością (cytując klasyka) jest to, że muszę się posiłkować naukowymi hipotezami o ilości istniejących cywilizacji w naszej galaktyce. Natomiast jednym zdaniem można zamknąć dalszą próbę wyliczania cywilizacji we wszechświecie. Przyjmę, o ile przeciwnik się zgodzi, że do końca wieku nie ma szans na kontakt z cywilizacją z poza naszej galaktyki i taki kontakt, to już są raczej rozważania wykraczające "dużo" ponad obrane przez nas ramy czasowe. Specjalnie pominę spekulacje dotyczące ilości przekraczające milion cywilizacji. Przykładowe szacowanie w wykonaniu Sebastiana von Hoernera (czemu jego?, może dlatego, że urodził się tak blisko polskiej granicy, a może dlatego, że był znanym astrofizykiem i radioastronomem) w ilości 40 tysięcy cywilizacji, czy też dziesięciokrotnie mniejsze szacowanie Planetary Society - w końcu są zdecydowanie większymi autorytetami w tych sprawach niż mój oponent, ukazują w pewien sposób możliwość istnienia takich cywilizacji w większych ilościach, a co za tym idzie, zwiększają możliwość kontaktu.
"może tak może nie" ma własne wyliczenia na podstawie dotychczasowych obserwacji i założeń, do których z miłą chęcią się odniosę, a nawet osobiście jestem bliższy jego wyliczeniom niż hipotezom szacunkowym, ale o tym zaraz po tym jak odbiję "piłeczkę".

Nie wiem o jakich sygnałach pisze Herme5, ale sygnały cywilizacyjne, w tym przypadku emisje radiową ślemy od roku 1985, a więc nie od wieków tylko od 126 lat. Chyba, że nie wiem, chodziło o światła ognisk (taki głupi żarcik).


W formie żarciku, można napisać, że kolega ma problemy z matematyką, jednakże dalsze wyliczenia są nienaganne, więc muszę się z tej "teorii" wycofać (żart).
Rozumiem, że chodziło tutaj o pierwszy odbiór fal radiowych przez Marconiego w roku 1895. Mając na uwadze, że był to wiek IXX, a obecnie mamy XXI wiek, to daje przedział IXX-XXI (3 wieków). Jeśli sformułowanie kilka wieków, a kilka to zaimek liczebny nieokreślony, ale z reguły większy niż para (2), to chyba dość jasne, że nie chodziło mi o światła ognisk, ale np. o równą (50/60Hz) falę elektromagnetyczną prądu przemiennego np. już tak, chociaż to już też byłoby za duże naciąganie.

Wracając do wyliczeń kolegi i ilości planet możliwych do rozwinięcia cywilizacji. Faktycznie na dzień 16.08.2011r. sklasyfikowanych było 573 planet, do końca roku (odkrywamy średnio jedną planetę na tydzień) ta wartość przekroczy 600 planet. W przeciągu 3 lat ta liczba zostanie podwojona, wraz z postępem technologicznym w 2054 roku liczba odkrytych planet powinna przekroczyć 10 milionów. W stosunku do 100-300 miliardów gwiazd w Drodze Mlecznej, to zaledwie ułamek tego co można będzie zaobserwować w latach jeszcze późniejszych. Informacyjnie tylko podam, że przy zastosowaniu takich samych wyliczeń (wyliczenia własne), czyli podwojenia ilości planet w przeciągu 3 lat, do końca wieku powinniśmy odkryć około 6 bilionów planet (pewnie już z planetami z poza naszej galaktyki). Nawet stosując technikę, którą zobrazował "może tak może nie" o możliwościach planet do rozwinięcia życia na podstawie ich wielkości, tutaj zrobię ukłon w stronę przeciwnika i nawet zastosuje przelicznik 1:2000 (zamiast 1:1235 przebadanych kandydatów), to w 2054 roku powinno być 5 tysięcy arcykandydatów. Co prawda od warunków umożliwiających życie, a do rozwinięcia cywilizacji jeszcze daleka droga, to muszę się odnieść do dalszych wyliczeń mojego oponenta co do nietypowości naszej gwiazdy. Przyjmując, że można wywalić 95% gwiazd „na śmieci” jako niemożliwe do "spłodzenia" życia, to te 5% daje w naszej galaktyce wartości od 5 do 15 miliardów gwiazd podobnych do naszej gwiazdy.

Chciałbym podkreślić, iż te obliczenia są tylko i wyłącznie odpowiedzią na wyliczenia "może tak może nie”, mieszczące się w ekosferach wokół odpowiednich typów gwiazd i bazujące na odpowiedniej wielkości planet. Jednakże są to ekosfery określone przez nas w ramach życia na naszej planecie, a warunki rozwoju życia we wszechświecie, a następnie cywilizacji mogą znacząco odbiegać od naszego pojmowania świata. Dlatego jakiekolwiek dzielenia i mnożenia, czy w stronę optymizmu rozwoju organizmów na innych obiektach - obiektach, bo mowa do tej pory była o samych planetach wydaje mi sie też tylko czystą spekulacją, odkrywamy gazowe giganty, pewnie za parę lat będziemy odkrywać ich księżyce wielkości ziemi lub nawet większe - czy w stronę pesymizmu, są niepotrzebne - te 5 tysięcy planet można dalej dzielić i dzielić (niech będzie już przez te zaproponowane 100). Niech nawet wyjdzie tylko 5 planet z wynikiem tam na 100% musi być życie, a będę bardzo zadowolony. Odnosząc się jeszcze do określania ekosfery - inaczej strefy warunków sprzyjających powstaniu życia, z których najistotniejszym warunkiem jest istnienie ciekłej wody, to została ona również zastosowana w równaniu Drake'a - przytoczonym przez "może tak może nie"powyżej i też może być nieadekwatna do warunków rozwoju życia wykraczających poza nasze pojęcie. Poprzez ewolucję organizmy "obce" mogły dostosować się do promieniowania, braku tlenu, czy wody, ale póki co pozostaje nam poruszanie się ślepo w ramach opisanych przez naszą dotychczasową wiedzę. Szybkość ewolucji też może być zmienna, błędem jest stosowanie wzorca tego jak mogą się rozwijać cywilizacje w porównaniu do naszej planety.
Czy 500 milionów życia gwiazdy to dużo, czy mało ? Czy to za mało, żeby wyrosła w tym czasie na planecie wokół takiej gwiazdy cywilizacja, która technologicznie by nas wyprzedzała o millenia i już dawno opuściła swój układ gwiezdny ? Nie wiem i pewnie się nie dowiem, ale przesłanki na negację takiej teorii, są tak samo mocne jak za przyjęciem, że tak może być. Ludzie chodzą po ziemi zaledwie 1/100 tego czasu.
Hipotetyczne wyjście poza ramy warunków ziemskich, czy pojęcia ekosfery zwiększa również wielokrotnie szansę na rozwój organizmów żywych, jak i samych cywilizacji.

Zakres czasowy debaty niestety wymusza na nas sytuację, że taka cywilizacja pozaziemska musi być cywilizacją o wyższym stopniu rozwoju niż nasza i to jest większy problem niż spekulacje, czy są one w ogóle, czy ich nie ma.
W pewien sposób denerwuje mnie przestawianie "kosmitów" jako humanoidów. Nie wiem, czemu przyjmuje się, że tak właśnie mają "oni" wyglądać, a dwunożność, to jakiś przywilej ras, które mogą ewoluować do poziomu założenia cywilizacji. Zresztą nie zdziwiłbym się, jakby pierwszy kontakt był z IA stworzoną przez "obcych".

Zdradzę nawet zakończenie swojego następnego wpisu – szukano wszędzie, nie znaleziono nigdzie.


Mam nadzieję "może tak może nie", że nie ograniczysz następnego wpisu do naszych poszukiwań, bo nie wychodzi nam to za dobrze. Stosując formę odpowiedzi na posty przeciwnika debaty pewnie w następnym wpisie pojawią się informację o SETI, radioastronomii czy sygnale WOW!
  • 3

#6

może tak może nie.
  • Postów: 504
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Każdy uczestnik debaty z niecierpliwością oczekuje, kiedy będzie mógł odnieść się do argumentów przeciwnika. Wszyscy jesteśmy leniwi, a wtedy własnie chociaż na chwile można przestać silić się na wymyślanie swoich racji i zając się podważaniem racji przeciwnika. Podważanie czyiś argumentów jest łatwiejsze i niebotycznie przyjemniejsze niż żmudne konstruowanie własnego uzasadnienia, zatem każdy, ja też, wyczekuje na tą sposobność. Jest to mój trzeci wpis i niestety wciąż się tego przywileju nie doczekałem. W ostatnim tekście starałem się oszacować ilość potencjalnych siedlisk dla cywilizacji rokujących nadzieje na kontakt. Korzystałem przy tym jedynie z powszechnie dostępnych danych możliwych do sprawdzenia na oficjalnych stronach agencji badawczych. Wziąłem pod uwagę jedynie 3 rzeczy: co, gdzie i dookoła czego krąży. Zależało mi tylko aby mówiąc o planetach z inteligentnym życiem, nie mieć na myśli gazowego olbrzyma krążącego dookoła gwiazdy neutronowej w odległości roku świetlnego. Uwierzcie, nie można zredukować tych czynników bardziej, jest to nastawienie ultraoptymistyczne do kontaktu. Ilość czynników które składają się na wypadową Ziemię - planetę przez miliardy lat podtrzymującej na swej powierzchni życie - jest ogromna. Są to chemiczne, fizyczne, geologiczne, i inne „iczne” uwarunkowania, gdzie odejmując choćby jedną z nich nasza planeta byłaby pustynią, a jedynym na niej życiem mógłby być szlam kilometr pod jej powierzchnią. Wyszło. że w interesującej nas przestrzeni dającej nadzieje na kontakt w przeciągu kilkudziesięciu lat jest ich garstka. Dosłownie garstka, a proszę spojrzeć ile jeszcze elementów w równaniu Drake znajduje się pomiędzy planetą umożliwiającą życie a nawiązaniem kontaktu z cywilizacją pozaziemską. Jeśli jest ich więcej niż garstka, oczekiwałem usłyszeć gdzie w tych wyliczeniach jest błąd, a jest na pewno jako, że jesteśmy na wczesnym etapie badań innych systemów planetarnych. Od swojego przeciwnika dostałem natomiast to przed czym ostrzegałem od samego początku debaty, według mnie trochę prymitywnego wymnażanie nie zważające do końca uwagi na na dane, fakty i obserwacje.

Do końca roku ilość odkrytych planet przekroczy 600. W przeciągu 3 lat ta liczba zostanie podwojona, wraz z postępem technologicznym w 2054 roku liczba odkrytych planet powinna przekroczyć 10 milionów. (…) Informacyjnie tylko podam, że przy zastosowaniu takich samych wyliczeń (wyliczenia własne), czyli podwojenia ilości planet w przeciągu 3 lat, do końca wieku powinniśmy odkryć około 6 bilionów planet

Jest godzina 18, w ciągu ostatnim 3 godzin temperatura za oknem spadła o 2,5 stopni. Idąc tym tropem wyliczyłem, że koło 9 września życie na ziemi zniknie bo temperatura osiągnie minus 200 stopni Celsjusza. Nie można narysować sobie średniej u początku, kiedy bardzo często na wczesnym etapie coś jest podwajane w krótkim okresie czasu i ciągnąć jej przez sto lat. Gdyby utrzymać rozwój w pozyskiwaniu energii w czasach kiedy w Anglii rozkwitła budowa kół młyńskich, dziś latalibyśmy do innych gwiazd. Gdyby utrzymać 3% przyrost produkcji energii jaki to mieliśmy w Polsce w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, za 800 lat na Ziemi produkować będziemy tyle energii ile produkuje nasze Słońce, zaś za 1500 lat tyle ile produkuje dziś cała Galaktyka! Fenomenem jest tu Prawa Moore'a mające zastosowanie w elektronice i utrzymujące się już prawie od 50 lat. Jednak za 600 lat musielibyśmy już zaparzać do liczenia całą obserwowaną we wszechświecie materie, a co póżniej? Pisze to aby uczulić mojego przeciwnika i czytelników na takie ogłupiające „przewidywania”, których pełno w mediach, w dyskusjach od ekonomii po ochronę środowiska. 6 bilionów znanych nam planet za 90 lat oceniam na mało prawdopodobne, jest to jednak nieistotne. Bo cóż te ogromne liczby mówią nam na temat kontaktu w XXI wieku? Przypomnę, „moja” garstka planet jest garstką nie tylko po uwzględnieniu tego co odkryliśmy, ale także tego co możemy okryć. Jest to interpolacja przebadanego obszaru na obszar nieprzebadany, z założeniem że na nieznanym nam obszarze częstotliwość planet jest podobna. Może jest większa, może mniejsza, ja zakładam że mniej więcej taka sama. W tym miejscu nie bardzo interesuje mnie co jest na drugim końcu Mlecznej Drogi. Jaka jest szansa, że 100 000 lat temu jakaś cywilizacja z drugiego końca naszej galaktyki wytypowała nasz Układ Słoneczny a dokładnie Ziemie i w ciemno, z nieznanego powodu wysłała do nas sondę lecącą z prędkością światła, które pojawi się akurat teraz? Proszę mi podać te prawdopodobieństwo. Jednak i takie kąski postaram się jeszcze poruszyć w tej debacie.

Prawdopodobne jest natomiast, że możliwość kontaktu nie zawsze sprzęgnięta jest z innymi planetami. Nasz pierwszy kontakt wcale nie musi być z inną planeta. Poza tym może istnieć cywilizacja która nie czeka na to aż usłyszy coś od nas i wcześniej nadaje o swoim istnieniu. Wiedząc o tym na Ziemi już od wielu lat nasłuchujemy całe niebo w nadziei na kontakt. Nie wiem, czy jest sens opisywania co jak i kiedy, ważne aby wynieść zrozumienie samej idei i skali. Było i jest tego naprawdę sporo. Projekt Ozma, Projekt Fenix, Projekt Argus, Projekt META, META II, Projekt BETA, MOP, samych SERENDIP’ów mieliśmy 5 edycji. Są do tego projekty ściśle ze stajni SETI jak SETI@home czy SETI Net. Słowa te pisze jeden z uczestników projektu seti@home. Tak, tak, człowiek który sceptycznie odnosi się do kontaktu z inteligencją pozaziemską, liczył kilka lat temu na swym komputerze paczki danych od setiego - błędy młodości :) Wertuje teraz w głowie historie nauki i nie przychodzi mi do głowy nic, co było drążono tak jak przeszukiwanie nieba za kosmitami. Widziałbym najmniej kilka przyczyn popularność tej dziedziny nauki. Po pierwsze, jest to niezwykle romantyczne bajkowe wręcz przedsięwzięcie, o nieprzecenionych konsekwencjach w razie powodzenia. Chyba na żaden inny projekt naukowy (poza medycyną) nie wyciągnięto z rąk prywatnych tyle kasy co na poszukiwania obcych cywilizacji. Jedna z sieci anten która służy do poszukiwań nosi nazwę Allen Telescope Array na cześć Paula Allena, współtwórcy Microsoftu który wyłożył na to grube miliony ( nie jest to jedyny projekt jego imienia który sponsoruje, ten pan już tak ma). Gdy uniwersytety i agencje kosmiczne odwracają się od finansowania tych badań (zaraz o tym czemu to robią), dość łatwo znaleźć dla tych idei niepubliczne finansowanie. Na początku debaty wspominał chyba o hibernacji SETI za sprawą braku pieniędzy, a dziś czytam, iż ktoś wyłożył już pieniądze i od września SETI wraca do gry. Drugą przesłanką za popularnością tych badań jest ich stosunkowa łatwość prowadzenia, nie przesadzając wystarczy porządna antena na podwórku i możemy zaczynać zabawę. Pod koniec lat 60-tych świat naukowy trwał w wielomiesięcznym przekonaniu, ze sygnał od obcej cywilizacji został już odebrany. Tym regularnym źródłem radiowym okazał się później pulsar, nazwany zresztą LGM - little green men. Do obserwacji pulsarów nie potrzebna jest ani antena ani radio, wystarczy telewizor! Wystarczy nastawić na wolny kanał i wpatrywać się w śnieżący obraz. Jeśli będziemy mieli szczęście co 5 minut najdzie na niego mocniejsze śnieżenie tak na 1/3 ekranu - to odkryty przez Davida Richardsa pulsar z Mgławicy Kraba. Na dole jego obraz z Teleskopu Hubble.

Dołączona grafika


Najważniejszym czynnikiem jest jednak niemożliwość ukończenia tych badań! Coś tak elementarnego jak określenie przebiegu, ewentualnych wyników i konkluzji, w przypadku poszukiwań kontaktu z cywilizacją pozaziemską nie miało miejsca. Od zarania badań wszyscy zgadzali się, że jeśli obcy chcą wysłać do nas sygnał i mają rozeznanie w tym nie mniejsze od naszego, sygnał nadawany będzie na częstotliwości około 1420 MHz. W tym miejscu mniejsza z tym czemu, wszyscy byli jednak zgodni, że taka długość fal radiowych jest idealna. Kiedy jednak przebadano niebo w tym paśmie mało kto uderzył się w piersi mówiąc, ok nic nie znaleźliśmy znaczy się tam nic nie ma, tudzież nic co jesteśmy w stanie wykryć. Jak myślisz czytelniku ile po tym niepowodzeniu sprawdzono jeszcze częstotliwości, 2, 10, tysiąc? W jednym tylko przedsięwzięciu projekcie BETA szukano, teraz werble, na 250 milionach kanałów!

W programach poszukiwania obcych cywilizacji nigdy nie wytyczono warunków których spełnienie oznaczałoby fiasko eksperymentu, bo jak widać nie znalezienie obcych tym warunkiem nie jest. Dziś spiritus movens tych akcji, Frank Drake opowiada w wywiadach, iż pierwszego kontaktu, zakładając kontynuowania inicjatyw poszukiwania obcych, spodziewa się w XXII lub nawet w XXIII wieku (czy Herme5 to czyta?). Drake nie wymaże jednak z naszej pamięci swoich wcześniejszych przewidywań jeszcze z lat 60tych, kiedy sukces czaić się miał tuż za rogiem. Następne co 10 lat przekładano te przewidywania o następne 10 lat. W jego książce „Is anyone out there” wydanej w 1992 czytamy, cytuje: „według mego najgłębszego przekonania odkrycie inteligencji pozaziemskiej nastąpi przed rokiem 2000”. Kiedy stałe przekładanie daty stało się odrobinę żenujące, wyciągać zaczęto z kapelusza trochę odleglejsze daty. Obecny szef SETI Seth Shostak w przeciwieństwie do Drake, walcząc o pieniądze sponsorów nie może pozwolić sobie na perspektywę kilku wieków, bo coś co nie daje szans ziszczenia się za życia ofiarodawców raczej nie wzbudzi ich wielkiej aprobaty. W 2005 Shostak ogłosił, iż spodziewa się kontaktu do roku 2025 roku a więc gruntownie przebadać chce następne miliony gwiazd. Dziś twierdzi, że jeśli po tym nic nie znajdzie da za wygraną, czy będzie tak twierdzić po fakcie – dotychczasowa historia tego przypadku każe w to wątpić.

Kiedy mowa o naukowych staraniach w kierunku kontaktów mówi się jedynie o Amerykanach. Tymczasem także poza USA próbowano w tym swoich sił i to nie na byle jaką skalę. W Związku Radzieckim anteny do poszukiwań były rozstawione na długości 8 tys km, ciągnąc się dosłownie przez cały kraj, od Japonii po Finlandie. Rosjanie kilkukrotnie zwoływali konferencje iż nawiązali kontakt, raz był to kwazar innym razem amerykańska satelita szpiegowska. W ogóle historia doniesień o nawiązaniu kontaktu jest tak stara jak historia poszukiwań, bo już pierwsze badania w ramach projektu Ozma w roku 1960 skutkowały odebraniem sygnału od innej cywilizacji – jak się później okazało samolotu. Za najsłynniejszy, najbardziej medialny uchodzi sygnał z 1977 „sygnał wow!”, zaś za najciekawszy, 2004 opisywany przez prestiżowe czasopisma naukowe sygnał z radioźródła SHGb02+14a. Są to doniesienia o tyle interesujące o ile prawdziwe jest porzekadło „na bezrybiu i rak ryba. Żadne poważne środowisko naukowe nie uznaje ich za prawdziwy kontakt od cywilizacji pozaziemskiej i mówimy o nich chyba tylko dlatego, że nie możemy mówić o niczym ciekawszym. Pierwszy kontakt zatem przed nami.

Przede wszystkim jeśli ktoś optuje za kontaktem w XXI wieku musi mieć na niego pomysł. Wszystkie znaki na niebie i ziemi podpowiadają, że radioastronomia tym pomysłem nie jest. Innym wielkim działem poszukiwań inteligencji pozaziemskiej są poszukiwania sygnałów optycznych, impulsów laserowych od ewentualnej cywilizacji. Jest to cała historia, dużo osobnych akcji i na razie żadnych wyników o których można by napisać. Istnieją też bardziej fantazyjne inicjatywy, nastawione na poszukiwania cywilizacji o wiele nas przewyższających. Zainicjowali to chyba Rosjanie szukając promieniowania cieplnego od wielkich instalacji jakie mogliby budować obcy. Dokąd sięgnąć uzbrojonym okiem (a sięgamy naprawdę daleko), żadnych wielkich obcych nie doświadczmy. Nie ma energetycznych otoczek takich jak ta która w Star Treku holowała do domu V'Gera, wielkości kilkudziesięciu jednostek astronomicznych. Nie ma wielkich tuneli o których w „Fizyce Rzeczy Niemożliwych” pisze Michio Kaku otwierających bramy do równoległych wszechświatów długości roku świetlnego. Nie ma potężnych kardaszewowskich cywilizacji, które trzymałyby pod galaktycznym butem wszystko co tylko da się jakkolwiek wykorzystać. Sfery Dysona – ogromne konstrukcje umożliwiające dosłownie wyssanie całej energii gwiazdy, które najprawdopodobniej są realne do wykonania przez odpowiednio zaawansowaną cywilizacje były szukane na Fermilabie i niestety nic. Jeśli szukanie sfer Dysona to s-f, co powiedzieć o poszukiwaniach jasnych strug promieniowania gamma, jakie powinny widnieć na niebo po przelotach statków napędzanych antymaterią? O ile rozpoznano niezliczone emisji tego promieniowania, żadne nie miała w sobie poszukiwanej charakterystyki z przelatujących statków. Niestety we wszechświecie nie widać takich zaawansowanych cywilizacji, cywilizacji pełną gębą


Dołączona grafika



To co widzimy u góry to jeden z najmniej znanych i najciekawszych przekazów jakie wysłaliśmy w kosmos. Przekaz ten dotrze do zamieszkałej planety za 8 milionów lat. Tą planetą będzie Ziemia. Plakieta ta została zamontowano na sondzie LAGEOS wystrzelonej w latach 70-tych, która powróci na Ziemie w czasach w których nikt nie będzie o nas pamiętać – jeśli w ogóle będzie miał kto pamiętać. Jest to dziś ostatni podpunkt o którym warto wiedzieć – o świadomym wysyłaniu fizycznych oznak zamieszkiwania przez Ziemie inteligentnego gatunku. Najbardziej znanym obraz jest wizerunek kobiety i mężczyzny jaki wyleciał poza Układ Słoneczny na pokładzie sond Pioneer 10 i Pioneer 11. O wiele bardziej nasycono danymi Voyager Golden Record, która poleciał w bezmiar kosmosu na pokładach sond Voyager. Jako ciekawostkę dodam, że w stronę odległych gwiazd poleciał też polski akcent, słowa pozdrowienia nagrane przez Marie Nowakowską-Stykos. Kupiłem sobie kiedyś na allegro dokumentacje tego wszystkie co poleciało na Voyagerach i musze powiedzieć, że słowa nagrane po polsku są…. najdziwniejsze. „Witajcie istoty zza światów” Hmm, że skąd, z zza światów? Nie ważne. Za sprawą wielkich odległości pomiędzy gwiazdami i relatywnie niewielkich prędkości ziemskich sond, zaopatrzenie je w przekaz jest czysto symboliczny. Czymś innym było Wiadomość Arecibo wysłana w 1974 roku przez największą czasze radioteleskopu na Ziemi w kierunku gromady kulistej w Herkulesie. Miną tysiące lat zanim przekaz dotrze, co jest i tak czasem niebotycznie krótszym niż to co leci na sondach kosmicznych. Poza tym wiadomość dotrze prawie jednocześnie do kilkudziesięciu tysięcy gwiazd na raz. To co kiedyś wydawało się przemawiać właśnie za wyborem tej gromady, dziś raczej przemawia przeciwko niej. Kierunek dla sygnału z Arecibo nadano ze względu na ilość tamtejszych gwiazd a także ich zaawansowany wiek. Dziś po pierwsze powątpiewa się, czy w takich gromadach systemy planetarne są czymś powszechnym, czy w ogóle tam są. W takich obszarach nie ma prawie ciężkich pierwiastków, jest tam tylko wodór i hel, Większość tych gwiazd jest tak stara jak wszechświat, jest to obszar mało dynamiczny, bardzo mało super-nowych które mogłyby wytworzyć pierwiastki na skaliste planety. Po drugie wadzi ilość tych gwiazd na stosunkowo małym obszarze. Najprawdopodobniej uniemożliwia utrzymanie ewentualnych planet na stabilnych orbitach. Odziaływanie grawitacyjne innych gwiazd będzie wyrzucać planety z ich orbit. Jest to kolejne zobrazowanie tezy z mojego ostatniego wpisu, iż planety z dogodnymi warunkami do życia nie są kosmicznym standardem.

Następny wpis – egzobiologia. Co nauka może powiedzieć dziś o ewentualnym życiu i ewentualnej pozaziemskiej inteligencji. Mam nadzieje, że bardziej naukowo i mniej sztampowo niż to co czyta się o tym w Focusowopodobnych gazetach. W następny wpisie postaram się także odpowiedzieć na argument Herme5 czemu ja (i chyba cały świat nauki) raczej nie przewiduje inteligencji wokół liczących kilkaset milionów lat gwiazd.
  • 3

#7

+......

    Wędrowiec

  • Postów: 710
  • Tematów: 125
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 1
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Debatę zawieszam do momentu pojawienia się Herme5 i określenia się w temacie lub pojawienia się chętnego do kontynuowania debaty zamiast niego. Na zgłoszenia czekamy w tym wątku.
  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u