Skocz do zawartości




Zdjęcie

ASZURA: Okaleczają dzieci w imię religii! Maluchy ROZPACZAJĄ Z BÓLU!


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
73 odpowiedzi w tym temacie

#61

Eternal Moonshine.
  • Postów: 119
  • Tematów: 11
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Może to dlatego, że też grałem w Postala 2 :) Faktycznie jak myślę o przyszłości Europy, to widzę wojnę i głowice atomowe. Taki ze mnie optymista. A może muzułmanie sami odejdą jeśli wyschnie socjalne źródełko?
  • 0

#62

Monolith.

    ótta

  • Postów: 1248
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Księżom prawo kanoniczne nie pozwala ćpać i współżyć z nieletnimi.Muzułmanom prawo kanoniczne pozwala brać ślub z nieletnimi i zabijać w imię Świętej Wojny.Jeśli nie potrafisz dostrzeć tej "subtelnej" różnicy to przykro mi bardzo ale nie mamy o czym rozmawiać bo najwyraźniej nie możesz odczytać sedna problemu.

Aha. Czyli według Ciebie wszystko opiera się na prawie? Otwórz oczy. Księża nie mogą, a ile jest takich spraw. Imam "może", ale wątpię, czy każdy muzułmański kapłan odcina wszystkim wokół głowy i łazi z bombą na klacie. Nie zrozum mnie źle - rozumiem, że ich prawo jest głęboko zakorzenione w średniowiecznej tradycji miecza i topora, ale nie uogólniaj.
  • 1

#63

Shi.

    關帝

  • Postów: 997
  • Tematów: 39
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

"Wyrażam swoje zdanie w internecie, ale tylko tam, bo na zewnątrz nie mam odwagi".


Ja mam tylko jedno pytanie - czemu od razu zakładasz, że ktoś nie ma odwagi ? :> Ja np. już wiele razy miałem pewne nieprzyjemności przez to, jakie wypowiedzi zamieściłem w internecie (i nie chodzi mi o banany ale np. o naganę od rektora uczelni). Nie ukrywam też moich poglądu w życiu realnym, więc o co chodzi ?

Kup mi bilet, do tego opłać roczne zajęcia z Kali i mogę jechać głosić słowo białego człowieka nawet przed samym Allachem :P.

@Ladd

Wybacz, że nie odpisałem wcześniej na Twojego posta. Po prostu mamy inne spojrzenie na sprawę w tak fundamentalnych sprawach, że chyba dalsza dyskusja by się nie rozwinęła :) - no bo jaki można mieć kontrargument na to, że uważam takie zachowanie za patologię ;).

Użytkownik Shinji77 edytował ten post 20.02.2011 - 13:38

  • 0



#64 Gość_majkelmonster

Gość_majkelmonster.
  • Tematów: 0

Napisano

Co religia robi z ludźmi...
  • 0

#65

Erik.
  • Postów: 927
  • Tematów: 106
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Aby zrozumieć ideologię święta Aszury należy poznać podstawy religii szyitów od samej genezy jej powstania. Aby tego dokonać przedstawię cytaty z różnych publikacji zaczynając od „Szachinszach" Ryszarda Kapuścińskiego. Jest to jedna z tych książek Kapuścińskiego, która nie jest zbiorem reportaży, lecz niejako pozycją opisującą jedno konkretne wydarzenie. A mianowicie rewolucję islamską w Iranie w 1979 roku, kiedy to niejako w tle tych wydarzeń poznajemy obyczaje, powody, jak i klimaty bliskie całej tej trudnej do zrozumienia Europejczykowi kultury.
W owej zwięzłej kronice wydarzeń powiedziane jest skąd na tronie Iranu (wcześniej Persji)pojawia się „dynastia Pahlawi” oraz jak wygląda życie przeciętnego mieszkańca kraju, despotycznych rządów szachinszacha, jak i samo oblicze rewolucji, które samo w sobie niby echa z przeszłości uosabia charakter i oddźwięk święta Aszury.

http://www.990px.pl/...je-biczownikow/

„Próbuję ich zrozumieć, ale coraz to natrafiam na ciemny obszar, po którym zaczynam błądzić. Mają inny stosunek do życia i śmierci. Inaczej reagują na widok krwi. Widok krwi wywołuje w nich napięcie, fascynację, wpadają w jakiś mistyczny trans, widzę ich ożywione gesty, słyszę, jak wydają okrzyki. Przed mój hotel zajechał nowym wozem właściciel sąsiedniej restauracji. Był to przyprowadzony prosto z salonu samochodowego piękny, złocisty „Pontiac”. Zrobił się ruch, na podwórzu darły się zarzynane kury. Ich krwią ludzie najpierw spryskali siebie, a potem mazali nią karoserię samochodu. Po chwili wóz był czerwony, ociekał krwią. Był to chrzest „Pontiaca”. Tam gdzie jest krew, cisną się, aby umaczać w niej rękę. Nie umieli mi wytłumaczyć, do czego jest to potrzebne.”

„Dzieci wracają ze szkoły. Słyszą strzelaninę. Biegną prosto pod kule, tam gdzie wojsko strzela do manifestantów. Wyrywają z zeszytów kartki i maczają je w rozlanej na chodniku krwi. Trzymając te kartki w powietrzu, biegną ulicami pokazując je przechodniom. To znak ostrzegawczy- uważajcie, tam strzelają!”
  • 1



#66

Ladd.
  • Postów: 1115
  • Tematów: 49
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Wybacz, że nie odpisałem wcześniej na Twojego posta. Po prostu mamy inne spojrzenie na sprawę w tak fundamentalnych sprawach, że chyba dalsza dyskusja by się nie rozwinęła - no bo jaki można mieć kontrargument na to, że uważam takie zachowanie za patologię .


Ja również uważam takie zachowanie za patologię, ale rzecz właśnie w tym że to co ja uważam, myślę wcale nie musi być słuszne, chodzi o zdawanie sobie sprawę ze swojej niewiedzy, możliwości pomyłki lub niewłaściwego spojrzenia na problem, (ograniczonego wglądu w całą sprawę, „filtr kulturowy” że tak powiem).

Człowiek ma tendencję do szufladkowania wszystkiego do oceniania, coś jest dobre coś jest złe, coś dopuszczalne, coś innego nie, tabu i brak tabu.
Urodziliśmy się w takim kraj w którym nie musimy ranić swojego ciała w imię tradycji, religii, ale wcale to nie znaczy że jest to jednoznacznie dobre, rzecz w tym że nie możemy tego wiedzieć.
By uznać coś za dobre, bądź też złe musimy mieć wgląd w dalsze życie kaleczonych dzieci z uwzględnieniem wszystkich skutków jakie za tym idą, czego po prostu nie da się zrobić, coś może być złe względem określonego punktu w czasie (umownie złe lub dobre), coś co uznawaliśmy wczoraj za złe, nie musi być takie dzisiaj.

Możemy w przybliżeniu, tak jak nam się wydaje stwierdzić że coś jest złem lub dobrem, ale to jeszcze nie znaczy że tak w istocie jest. Ludzie zdają się mieć pociąg do walki o coś w co wieżą często zapominając o swoim ograniczonym wglądzie, rozeznaniu w daną sytuację ograniczoną naszym ego (oddzieleniem od reszty).

Ludzie tzw. „cywilizowani” wymyślają prawo by uchronić ludzi przed cierpieniem zarówno fizycznym jak i psychicznym co jest nieodłączną częścią życia i zawsze będzie miało miejsce, problem jest wewnątrz nie na zewnątrz.
Pozostaje nam albo zaakceptowanie istnienia cierpienia lub walka z nim wyolbrzymiając zło które w istocie nie musi nim być.

Takie zdanie w związku z tym tematem pozwala mi jednocześnie być przeciwnym tego typu rytuałom, ale nie idzie to z niechęcią czy nienawiścią w stosunku do tych ludzi ponieważ jestem w stanie zrozumieć też i ich światopogląd, punkt widzenia.
  • 0

#67

Erik.
  • Postów: 927
  • Tematów: 106
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

„Szyita - to przede wszystkim zaciekły opozycjonista. Z początku szyici stanowili małą grupę przyjaciół i stronników zięcia Mahometa, męża jego ukochanej córki Fatimy - Alego. Po śmierci Mahometa, który nie pozostawił męskiego potomka ani nie wskazał wyraźnie swojego następcy, wśród muzułmanów zaczęła się walka o schedę po proroku, o to, kto będzie przywódcą (kalifem) wyznawców Allaha, pierwszą osobą w świecie islamu. Stronnictwo (bo to właśnie oznacza słowo szyi'a) Alego lansuje na to stanowisko swojego przywódcę, utrzymując, że Ali jest jedynym przedstawicielem rodziny proroka, ojcem dwóch wnuków Mahometa - Hasana i Husajna. Jednakże sunnicka większość muzułmańska przez 24 lata ignoruje głos szyitów, wybierając na trzech kolejnych kalifów Abu Bakra, Umara i Utmana

W końcu Ali zdobywa kalifat, ale tylko na lat pięć, gdyż zginie zamordowany przez zamachowca, który rozpłata mu głowę zatrutą szablą. Z dwóch synów, jakich miał Ali, Hasan będzie otruty, a Husajn padnie w bitwie. Śmierć rodziny Alego pozbawia szyitów szans na zdobycie władzy (która dostaje się w ręce sunnickich dynastii Omajjadów, potem Abbasydów, wreszcie Otomanów). Kalifat, mający według wyobrażeń proroka być instytucją skromności i prostoty, zostaje przemianowany na monarchię dziedziczną. W tej sytuacji plebejscy pobożni i ubodzy szyici, których razi nowobogacki styl zwycięskich kalifów, przechodzą do opozycji.

Wszystko to dzieje się w połowie wieku VII, ale jest ciągle żywą i namiętnie rozpamiętywaną historią. W rozmowie z pobożnym szyitą na temat jego wiary będzie on stale wracać do tamtych zamierzchłych dziejów i ze łzami w oczach opowiadać wszystkie szczegóły masakry pod Karbalą, w czasie której Husajnowi odcięto głowę. Sceptyczny, ironiczny Europejczyk pomyśli w tym miejscu - Boże, jakież to dziś ma znaczenie! Ale jeżeli głośno wypowie tę myśl, narazi się na gniew i nienawiść szyity.


Los szyitów jest w istocie pod każdym względem tragiczny, a to poczucie tragizmu, krzywdy dziejowej i nieustannie towarzyszącego im nieszczęścia jest głęboko zakodowane w świadomości szyity. Są na świecie społeczności, którym od wieków nic się nie udaje, wszystko jakoś rozłazi się w rękach, co zabłyśnie promyk nadziei, to zaraz zgaśnie, wszystkie wiatry mają z przeciwnej strony, słowem - ludy te wydają się naznaczone jakimś fatalnym piętnem. Tak jest właśnie w wypadku szyitów. Może dlatego sprawiają wrażenie śmiertelnie poważnych, napiętych, zawzięcie obstających przy swojej racji i niepokojąco, nawet groźnie pryncypialnych, a także (oczywiście jest to tylko wrażenie) - smutnych.

Od chwili, kiedy szyici (stanowiący zaledwie jedną dziesiątą muzułmanów, gdyż pozostali są sunnitami) przechodzą do opozycji, zaczynają się ich prześladowania. Do dziś żyją oni wspomnieniami kolejnych pogromów, jakich ofiarą padali na przestrzeni dziejów. Zamykają się więc w gettach, żyją w obrębie własnej komuny, porozumiewają się za pomocą sobie tylko zrozumiałych znaków i wypracowują konspiracyjne formy zachowania. Ale ciosy nadal spadają na ich głowy. Szyici są hardzi, są inni niż pokorna, sunnicka większość, przeciwstawiają się władzy oficjalnej (która od purytańskich czasów Mahometa obrosła już w przepych i bogactwo), występują przeciw obowiązującej ortodoksji, a więc nie mogą być tolerowani.

Stopniowo zaczynają poszukiwać miejsc bardziej bezpiecznych, które dawałyby większą szansę przetrwania. W tamtych czasach trudnej i powolnej komunikacji, w których odległość, przestrzeń odgrywają rolę skutecznego izolatora, ściany odgradzającej, szyici starają się wynieść możliwie daleko od centrum władzy (które znajduje się w Damaszku, później w Bagdadzie). Rozpraszają się po świecie, wędrują przez góry i pustynie, krok po kroku schodzą do podziemia. W ten sposób powstaje trwająca do dzisiaj w świecie islamskim diaspora szyicka. Epopeja szyitów, pełna aktów niesłychanych wyrzeczeń, odwagi i hartu ducha, zasługuje na osobną książkę. Część tych wędrujących komun szyickich udaje się na wschód. Przeprawiają się przez Tygrys i Eufrat, przez góry Zagros i docierają na pustynną Wyżynę Irańską.


W czasie tym Iran, wyczerpany, wyniszczony wiekowymi wojnami z Bizancjum, jest świeżo podbity przez Arabów, którzy zaczynają krzewić nową wiarę - islam. Proces ten odbywa się powoli i w atmosferze walki. Dotychczas Irańczycy mieli oficjalną religię (zoroastryzm) związaną z panującym reżimem (Sasanidów), a teraz usiłuje się narzucić im inną oficjalną religię związaną z nowym (w dodatku obcym) panującym reżimem - sunnicki islam. Trochę to jak z deszczu pod rynnę.

Ale w tym właśnie momencie pojawiają się w Iranie strudzeni, biedni, nieszczęśliwi szyici, na których widać ślady całej odbytej gehenny. Irańczycy dowiadują się teraz, że ci szyici to muzułmanie, w dodatku (jak sami twierdzą) jedyni prawowici muzułmanie, jedyni nosiciele czystej wiary, za którą gotowi są oddać życie. No dobrze, pytają Irańczycy, a ci wasi bracia Arabowie, którzy nas podbili? Bracia? wykrzykują z oburzeniem szyici, toż to przecież sunnici, uzurpatorzy, nasi prześladowcy. Zamordowali Alego i zagarnęli władzę. Nie, my ich nie uznajemy. Jesteśmy w opozycji! Po tym oświadczeniu szyici pytają, czy mogą odpocząć po trudach długiej wędrówki, i proszą o dzban chłodnej wody.

To oświadczenie bosonogich przybyszów naprowadza myśl Irańczyków na bardzo ważny trop. Aha, to znaczy można być muzułmaninem, ale niekoniecznie muzułmaninem reżimowym. Co więcej, z tego, co mówią, wynika, że można być muzułmaninem opozycyjnym! I że wtedy nawet jest się muzułmaninem lepszym! Podobają im się ci biedni i pokrzywdzeni szyici. Irańczycy w tym czasie też są biedni i czują się pokrzywdzeni. Są zrujnowani przez wojnę i w ich kraju rządzi najeźdźca. Szybko więc znajdują język z wygnańcami, którzy szukają tu schronienia i liczą na gościnę, zaczynają wsłuchiwać się w ich kaznodziejów i na koniec przyjmować ich wiarę.

W tym zręcznym manewrze, jakiego dokonują Irańczycy, znajduje wyraz cała ich inteligencja i niezależność. Mają oni szczególną umiejętność zachowywania niezależności w warunkach zależności. Przez setki lat Iran był ofiarą podbojów, agresji, rozbiorów, przez wieki był rządzony przez obcych albo przez miejscowe reżimy zależne od obcych potęg, a jednak zachował swoją kulturę i język, swoją imponującą osobowość i tyle siły duchowej, że w sprzyjających sytuacjach potrafił odrodzić się i powstać z popiołów.

W ciągu 25 wieków swojej pisanej historii Irańczycy zawsze, wcześniej czy później, umieli wyprowadzić w pole tych, którzy sądzili, że będą rządzić nimi bezkarnie. Czasem muszą w tym celu posłużyć się bronią powstań i rewolucji i płacą wówczas tragiczną daninę krwi. Czasem stosują taktykę biernego oporu, ale uprawianą w sposób niebywale konsekwentny, skrajny. Kiedy mają już dosyć władzy, która stała się nieznośna, której dłużej zdecydowanie nie chcą tolerować, wówczas cały kraj nieruchomieje, cały naród znika, jakby zapadł się pod ziemię. Władza rozkazuje, ale nie ma kto słuchać, marszczy brwi, ale nikt na to nie patrzy, krzyczy, ale jest to głos wołającego na puszczy. I wówczas władza rozsypuje się jak domek z kart. Najczęściej jednak stosowanym przez nich zabiegiem jest zasada wchłaniania, asymilacji, asymilacji czynnej, takiej, która oznacza przekuwanie wrażego oręża na własną broń.

I tak też postępują wówczas, kiedy zostali podbici przez Arabów. Chcecie mieć islam, mówią do swoich okupantów, będziecie mieć islam, ale w naszej narodowej formie, w niepodległym, zbuntowanym wydaniu. Będzie to wiara, ale wiara irańska, w której wyrazi się nasz duch, nasza kultura i nasza niezależność. Ta filozofia leży u podstaw decyzji Irańczyków, kiedy przyjmują islam. Przyjmują go, ale w szyickiej odmianie, która w tym czasie jest wiarą pokrzywdzonych i pokonanych, jest narzędziem kontestacji i oporu, ideologią niepokornych, którzy gotowi są cierpieć, ale nie odstąpią od zasad, gdyż chcą zachować swoją odrębność i godność. Szyizm stanie się dla Irańczyków nie tylko ich narodową religią, lecz również ich azylem i schronieniem, formą narodowego przetrwania, a także - w odpowiednich momentach - walki i wyzwolenia.


Iran przemienia się w najbardziej niespokojną prowincję imperium muzułmańskiego. Ciągle ktoś tu spiskuje, ciągle jakieś powstania, kręcą się zamaskowani emisariusze, krążą tajne ulotki i pisemka. Przedstawiciele władz okupacyjnych - arabscy gubernatorzy - sieją terror, ale jego skutki są odwrotne od zamierzonych. W odpowiedzi na terror oficjalny irańscy szyici przystąpią do walki, ale nie frontalnie, gdyż na to są zbyt słabi. Jednym z elementów społeczności szyickiej stanie się odtąd - jeśli można użyć takiego określenia - margines terrorystyczny.

Do dziś dnia te zakonspirowane, małe, ale nieznające lęku i litości organizacje terrorystów sieją postrach w Iranie. Połowa zabójstw w Iranie, jaką przypisuje się ajatollahom, jest wykonywana z wyroku tych ugrupowań. W ogóle uważa się, że szyici pierwsi w historii świata stworzyli teorię i wprowadzili w praktyce terror indywidualny jako metodę walki. Ów wspomniany margines jest produktem walk ideologicznych toczących się wiekami w łonie szyizmu.

Jak każdą społeczność prześladowaną, skazaną na getto i walczącą o przetrwanie, tak również szyitów cechuje zażartość, ortodoksyjna, obsesyjna, fanatyczna dbałość o czystość doktryny. Człowiek prześladowany, żeby przeżyć, musi zachować niezachwianą wiarę w słuszność swojego wyboru i strzec wartości, które o tym wyborze zdecydowały. Otóż wszystkie schizmy, jakich szyizm przeżył dziesiątki, miały jeden wspólny mianownik - były to (powiedzielibyśmy) schizmy ultralewicowe. Zawsze znalazł się jakiś fanatyczny odłam, który atakował pozostałą masę współwyznawców, oskarżając ją o zanik żarliwości, lekceważenie nakazów wiary, wygodnictwo i oportunizm. Następował rozłam, po czym najgorliwsi spośród schizmatyków chwytali za broń i szli rozprawiać się z wrogami islamu, aby okupić krwią (bo sami często ginęli) zdradę i lenistwo swoich ociągających się braci.

Szyici irańscy żyją w podziemiu, w katakumbach, przez osiemset lat. Ich życie przypomina męki i niedole pierwszych chrześcijan w Rzymie rzucanych na pożarcie lwom. Czasem wydaje się, że zostaną wytępieni doszczętnie, że czeka ich ostateczna zagłada. Latami chronią się w górach, mieszkają w pieczarach, umierają z głodu. Ich pieśni, które przetrwały z tamtych lat, są pełne żalu i rozpaczy, zapowiadają koniec świata.

Ale są też okresy bardziej spokojne i wówczas Iran staje się azylem wszystkich opozycjonistów w imperium muzułmańskim, którzy ściągają tu z całego świata, ażeby wśród spiskujących szyitów znaleźć schronienie, zachętę i ratunek. Mogą też pobierać lekcje w wielkiej szkole szyickiej konspiracji.

Mogą na przykład opanować zasadę maskowania się (taqija), która ułatwia przetrwanie. Zezwala ona szyicie, jeżeli znajdzie się wobec silniejszego przeciwnika, pozornie uznać religię panującą, ogłosić się jej wiernym, byle tylko ocalić istnienie swoje i najbliższych. Mogą opanować zasadę dezorientowania przeciwnika (kitman), która pozwala szyicie w sytuacji zagrożenia wyprzeć się w oczy wszystkiego, co przed chwilą powiedział, udać durnia. Toteż Iran staje się w średniowieczu mekką wszelkiego typu kontestatorów, rebeliantów, buntowników, najprzedziwniejszych pustelników, proroków, nawiedzonych, kacerzy, stygmatyków, mistyków, wróżbitów, którzy schodzą się tu wszystkimi drogami i nauczają, kontemplują, modlą się i wieszczą.

Wszystko to stwarza w Iranie tak charakterystyczną dla tego kraju atmosferę religijności, egzaltacji i mistyki. W szkole byłem bardzo pobożny, mówi Irańczyk, i wszystkie dzieci wierzyły, że moją głowę otacza świetlista aureola. Wyobraźmy sobie europejskiego przywódcę, który opowiada, że jadąc na koniu, spadł w przepaść, ale jakiś święty wyciągnął rękę, schwytał go w powietrzu i w ten sposób uratował mu życie. Tymczasem szach opisuje taką historię w swojej książce i wszyscy Irańczycy czytają to z powagą. Wiara w cuda jest tu głęboko zakorzeniona. A także wiara w cyfry, znaki, symbole, wróżby i objawienia.


W XVI wieku władcy irańskiej dynastii Safawidów podnoszą szyizm do godności religii oficjalnej. Teraz szyizm, który był ideologią opozycji ludowej, staje się ideologią opozycyjnego państwa - państwa irańskiego, które przeciwstawia się dominacji sunnickiego imperium Otomanów. Ale z biegiem czasu stosunki między monarchią i Kościołem szyickim będą psuły się coraz bardziej.

Rzecz w tym, że szyici nie tylko odrzucają władzę kalifów, ale również ledwie tolerują wszelką władzę świecką. Iran stanowi unikalny przypadek kraju, w którym społeczeństwo wierzy jedynie w panowanie swoich religijnych przywódców - imamów, z których - w dodatku - ostatni, według racjonalnych, ale nie szyickich kryteriów, zeszedł ze świata w IX wieku.

Tu docieramy do istoty doktryny szyickiej, głównego aktu wiary jej wyznawców. Szyici, pozbawieni szans na kalifat, na zawsze odwracają się plecami od kalifów i odtąd uznają przywódców tylko własnego wyznania - imamów. Pierwszym imamem jest Ali, drugim i trzecim jego synowie - Hasan i Husajn - i tak aż do dwunastego. Wszyscy ci imamowie zginęli śmiercią gwałtowną, zamordowani albo otruci przez kalifów, którzy widzieli w nich przywódców groźnej opozycji. Szyici jednak wierzą, że ostatni, dwunasty, imam - Mohammed nie zginął, lecz zniknął w jaskini wielkiego meczetu w Samarra (Irak). Stało się to w roku 878. Jest to imam Ukryty, Wyczekiwany, który zjawi się w odpowiednim czasie jako Mahdi (prowadzony przez Boga) i ustanowi na ziemi królestwo sprawiedliwości. Potem nastąpi koniec świata. Szyici wierzą, że gdyby ów imam nie istniał, gdyby nie był obecny, świat uległby zagładzie.

Wiara w istnienie Wyczekiwanego jest źródłem siły duchowej szyitów, z tą wiarą żyją i za nią giną. Jest to bardzo ludzka tęsknota społeczności skrzywdzonej i cierpiącej, która w tej idei znajduje otuchę i przede wszystkim - sens życia. Nie wiemy, kiedy ten Wyczekiwany przyjdzie, ale przecież może zjawić się w każdej chwili, bodajby i dzisiaj. A wówczas skończą się łzy i każdy dostanie miejsce przy stole obfitości.

Wyczekiwany jest jedynym przywódcą, któremu szyici gotowi są w pełni się podporządkować. W mniejszym już stopniu uznają swoich religijnych sterników - ajatollahów, a w jeszcze mniejszym - szachów. O ile Wyczekiwany jest przedmiotem kultu, jest Wielbiony, to szach mógł być zaledwie Tolerowany.

Od czasu Safawidów w Iranie istniała swoista dwuwładza - monarchii i Kościoła. Stosunki między obu siłami są różne, nigdy nazbyt przyjazne. Jeśli jednak równowaga tych sił zostaje naruszona, jeśli szach stara się narzucić władzę totalną (w dodatku z pomocą obcych protektorów), wówczas lud gromadzi się w meczetach i rozpoczyna walkę.


Meczet jest dla szyitów czymś więcej niż miejscem kultu, jest także przystanią, w której można przetrwać burzę, a nawet uratować życie. Jest to teren chroniony immunitetem, władza nie ma tam wstępu.

Nawet w konstrukcji kościoła chrześcijańskiego i meczetu można dostrzec istotne różnice. Kościół jest pomieszczeniem zamkniętym, miejscem modlitwy, skupienia i ciszy. Jeżeli ktoś zacznie rozmawiać, inni zwrócą mu uwagę. W meczetach jest inaczej.

Największą część obiektu stanowi otwarty dziedziniec, na którym można się modlić, ale także spacerować i dyskutować, a nawet odbywać wiece. Toczy się tutaj bujne życie towarzyskie i polityczne. Irańczyk, którego poganiają w pracy, który w urzędach spotyka tylko burkliwych biurokratów wyciągających od niego łapówki, którego wszędzie śledzi policja, przychodzi do meczetu, żeby odnaleźć równowagę i spokój, żeby odzyskać swoją godność. Tutaj nikt go nie popędza, nikt go nie wyzywa. Tutaj znikają hierarchie, wszyscy są równi, są braćmi, a ponieważ meczet jest też miejscem rozmowy, miejscem dialogu, człowiek może zabrać głos, wypowiedzieć swoje zdanie, ponarzekać i posłuchać, co mówią inni.

Jakaż to ulga i jakże jest to każdemu potrzebne! Dlatego w miarę jak dyktatura zaciska obręcz i coraz większe milczenie zapada w pracy i na ulicy, meczety zapełniają się ludźmi i gwarem. Nie wszyscy, którzy tu przychodzą, są gorliwymi muzułmanami, nie wszystkich sprowadza nagły przypływ pobożności; przychodzą, ponieważ chcą odetchnąć, chcą poczuć się ludźmi.

Szyita odwiedza meczet również dlatego, że jest on zawsze w pobliżu, w sąsiedztwie, po drodze. W samym Teheranie jest tysiąc meczetów. Niewprawne oko turysty zauważy tylko kilka najbardziej okazałych. Tymczasem większość meczetów, zwłaszcza w biednych dzielnicach, to pomieszczenia ubogie, które trudno odróżnić od lichej zabudowy domków, w jakich gnieździ się świat plebejski. Są zbudowane z tej samej gliny i tak wtopione w monotonny obraz uliczek i zaułków, że chodząc tamtędy, mijamy wiele tych świątyń, w ogóle ich nie zauważając. Stwarza to roboczy, intymny klimat między szyitą a jego meczetem. Nie trzeba robić kilometrowych wypraw, nie trzeba odświętnie się ubierać, meczet to codzienność, samo życie.

Pierwsi szyici byli to ludzie miejscy, drobni kupcy i rzemieślnicy. Zamykali się w swoich gettach, gdzie budowali meczet, a obok stragany i sklepiki. W tym samym miejscu rzemieślnicy otwierali swoje warsztaty. Ponieważ muzułmanin powinien umyć się przed modlitwą, zaczęły tu działać również łaźnie. A ponieważ po modlitwie muzułmanin chce napić się herbaty albo kawy czy też zjeść - ma pod ręką także restauracje i kawiarnie. Tak powstaje fenomen irańskiego pejzażu miejskiego - bazar (bo tym słowem określa się to barwne, stłoczone, hałaśliwe, mistyczno-handlowo-konsumpcyjne miejsce).

Jeśli ktoś mówi - idę na bazar, nie oznacza to, że musi brać ze sobą siatkę na zakupy. Na bazar można iść, żeby się pomodlić, żeby spotkać przyjaciół, załatwić jakiś interes, posiedzieć w kawiarni. Można pójść, żeby posłuchać plotek i wziąć udział w zebraniu opozycji. W jednym miejscu - na bazarze - nie potrzebując biegać po mieście, nie potrzebując nigdzie się ruszać, szyita zaspokaja wszystkie potrzeby ciała i ducha. Tu znajdzie to, co jest niezbędne do ziemskiej egzystencji, i tu również, przez modły i ofiary, zapewnia sobie żywot wieczny.

Najstarsi kupcy, najbardziej utalentowani rzemieślnicy oraz mułłowie bazarowego meczetu tworzą elitę bazaru. Ich wskazań i opinii słucha cała społeczność szyicka, gdyż oni decydują o życiu na ziemi i w niebie. Jeżeli bazar ogłosi strajk i zamknie swoje bramy - ludzie umrą z głodu i nie będą też mieli dostępu do miejsca, w którym mogą pokrzepić ducha. Dlatego sojusz meczetu z bazarem jest największą siłą, która zdolna jest rozprawić się z każdą władzą.

W miarę jak walka przybierała na sile, szyici czuli się coraz bardziej w swoim żywiole. Talent szyity przejawia się w walce, a nie w pracy. Urodzeni malkontenci i kontestatorzy, ludzie wielkiej godności i honoru, niezmordowani opozycjoniści, stając do boju, znaleźli się znowu na znanym sobie gruncie.

Dla Irańczyków szyizm był zawsze tym, czym dla naszych konspiratorów w dobie powstańczej szabla przechowywana za belką na strychu. Jeżeli życie było w miarę znośne, a siły jeszcze niezorganizowane, szabla leżała w ukryciu owinięta w naoliwione szmaty. Ale kiedy rozległ się sygnał bojowy, kiedy przychodziła pora, żeby stawać w potrzebie, słyszało się skrzypienie schodów prowadzących na strych, a potem tętent koni i świst ostrza przecinającego powietrze.” Z książki „ Szachinszach” R. Kapuścińskiego.
  • 2



#68

Xellos.
  • Postów: 1090
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Ja też bym nie przesadzał z oburzeniem, czyli coś jak @Ladd :)

Spojrzałem na to z innej strony, ojcowie tych dzieci też kiedyś byli okaleczeni przez swoich ojców. Dzisiaj żyją dalej, pracują, mają własne rodziny i dzieci.

Ciąg DNA nie został zniszczony, nie można więc uznać tej społeczności za wadliwą.

Wadliwa jest taka co prowadzi do wymarcia, nacinanie czoła dziecka nie przeszkadza w przetrwaniu tego gatunku. Trudno więc obiektywnie to skrytykować, skoro jest ciągłość.


Innymi słowy zagorzały przeciwnik tych praktyk, zabił by takiego ojca...a w odwecie to niby okaleczane dziecko wpakowało by mu topór między oczy. Bo dla niego to normalny rodzic i kochany ojciec.


Zresztą chyba w ich religii nie ma zapisu typu "pojedź do Polski i nacinaj czoła napotkanym na ulicy dzieciom" prawda ?
  • 0

#69

Shi.

    關帝

  • Postów: 997
  • Tematów: 39
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ja również uważam takie zachowanie za patologię, ale rzecz właśnie w tym że to co ja uważam, myślę wcale nie musi być słuszne, chodzi o zdawanie sobie sprawę ze swojej niewiedzy, możliwości pomyłki lub niewłaściwego spojrzenia na problem, (ograniczonego wglądu w całą sprawę, „filtr kulturowy” że tak powiem).


Chciałbym dać każdemu wybór, naprawdę - jednak tego nie da się zrobić w ten sposób. Jestem ograniczony jak to powiedziałeś "kulturowo" dokładnie tak samo jak oni - dla nich zabieg ten ma same plusy, dla mnie jest bez sensu i działa na szkodę najmłodszych. W końcu dochodzimy do tego, że pomimo że znajdujemy się po przeciwnej stronie barykady to jesteśmy na tym samym poziomie "ograniczenia". I tak jak oni uważają, że robią dobrze tak jak uważam, że robią źle - myślę, że w drugą stronę działa to zupełnie tak samo.

Trochę to zagmatwane ale mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi :). Każda akcja powoduję reakcję i każdy z nas musi się z tym liczyć.

Możemy w przybliżeniu, tak jak nam się wydaje stwierdzić że coś jest złem lub dobrem, ale to jeszcze nie znaczy że tak w istocie jest.


Powiedz mi w takim razie kiedy możemy to stwierdzić ? Kiedy ktoś wyciąga pistolet w moją stronę to już jest złe czy mam poczekać aż do mnie wyceluje ? W pewnych kwestiach człowiek musi posiadać swoje własne zdanie - szczególnie człowiek wolny.

Ludzie tzw. „cywilizowani” wymyślają prawo by uchronić ludzi przed cierpieniem zarówno fizycznym jak i psychicznym co jest nieodłączną częścią życia i zawsze będzie miało miejsce, problem jest wewnątrz nie na zewnątrz.


Nikt nie tworzy "matrixa". Przejedź się przez Kraków w nocy po osiedlach to zobaczysz, że z tym cierpieniem to nie do końca tak jest. Człowiek zawsze chciał poczuć się bezpiecznie - dlatego tworzył broń, rozpalał ogniska, czy też schował się do jaskini - całe życie uciekamy przed cierpieniem ponieważ instynktownie kojarzy się nam ze śmiercią.

Użytkownik Shinji77 edytował ten post 22.02.2011 - 22:05

  • 0



#70

Ladd.
  • Postów: 1115
  • Tematów: 49
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Powiedz mi w takim razie kiedy możemy to stwierdzić ? Kiedy ktoś wyciąga pistolet w moją stronę to już jest złe czy mam poczekać aż do mnie wyceluje ?


Skoro nie wiesz czym tak na dobra sprawę jest śmierć, to jak możesz stwierdzić że jest to jednoznacznie złe? Wiem że to brzmi niedorzecznie, ale jednak. Ludzi zakładają że śmierć jest czymś złym, ale jakby nie patrzeć każdego ona czeka i nikt nie może stwierdzić jak tam jest więdz nie można ocenić tego jako zmiana na złe czy dobre. Można jedynie przypuszczać. Wiem że to dość dziwnie brzmi, ale jeśli rozpatrujemy tego typu zagadnienie nie możemy stawiać sobie granicy w postaci swoich norm.
Śmierć kogoś może być czymś złym dla nas, dla obserwatora, ale dla doświadczającego być może czymś wręcz przeciwnym tego nie wiemy, jedynie przypuszczamy i to już wystarczy, by nie zakładać pewnych spraw na pewno.

Rozumiem że ty Shinji77 dobro rozumiesz jako przedłużenie gatunku i jednocześnie przy jak najmniejszym nakładzie cierpienia, w takim razie masz rację.

Nikt nie tworzy "matrixa". Przejedź się przez Kraków w nocy po osiedlach to zobaczysz, że z tym cierpieniem to nie do końca tak jest. Człowiek zawsze chciał poczuć się bezpiecznie - dlatego tworzył broń, rozpalał ogniska, czy też schował się do jaskini - całe życie uciekamy przed cierpieniem ponieważ instynktownie kojarzy się nam ze śmiercią.

Nie popadajmy w skrajność, zdaje sobie z tego sprawę, ale użyłeś tu ważnego słowa „instynktownie”.

Temat jest właściwie nie do rozstrzygnięcia ponieważ dotyka zagadnień które nie można zdefiniować w sposób jednoznaczny. By określić swoje stanowisko w tej sprawie człowiek musi odnieść się do swoich wartości, do tego co uznaje za najwyższe dobro. Jak wiadomo każdy ma inne przekonania, wartości przez co dla każdego dobrem jest co innego.

Uważasz że możesz, a nawet powinieneś walczyć za to w co wierzysz, a pewne rzeczy są niedopuszczalne i koniec.
Ja uważam że mogę, a nawet powinienem wałczyć za to w co wierzę, a pewne rzeczy są niedopuszczalne.
  • 1

#71

Shi.

    關帝

  • Postów: 997
  • Tematów: 39
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Skoro nie wiesz czym tak na dobra sprawę jest śmierć, to jak możesz stwierdzić że jest to jednoznacznie złe?


Normalnie, zabrała mi tylu kumpli, że przy najbliższym spotkaniu właduje jej kosę w tą łysą czachę. Wiem, że może to co piszę wygląda dość śmiesznie ale rozpatruję wszystkie sprawy w odniesieniu do swojej osoby. Dobrze pamiętam ile ta *cenzura* przysporzyła mi cierpień i nie mam jej za co dziękować.

Rozumiem że ty Shinji77 dobro rozumiesz jako przedłużenie gatunku i jednocześnie przy jak najmniejszym nakładzie cierpienia, w takim razie masz rację.


Ten przykład nie jest taki zupełnie bez sensu - jednak takie życie było by (dla mnie) po prostu zbyt nudne. Jeżeli komuś pasuję to czemu nie ? Nie widzę w takim podejściu nic złego.

Temat jest właściwie nie do rozstrzygnięcia ponieważ dotyka zagadnień które nie można zdefiniować w sposób jednoznaczny. By określić swoje stanowisko w tej sprawie człowiek musi odnieść się do swoich wartości, do tego co uznaje za najwyższe dobro. Jak wiadomo każdy ma inne przekonania, wartości przez co dla każdego dobrem jest co innego.


No właśnie o tym ostatnio pisałem, ale Ty jednak potrafiłeś to dużo ładniej ubrać w słowa, tak żeby wszyscy zrozumieli o co chodzi :mrgreen:

Miło się dyskutuje więc łap plusa :)

Użytkownik Shinji77 edytował ten post 22.02.2011 - 23:40

  • 1



#72

McNugget.
  • Postów: 562
  • Tematów: 10
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Tu chodzi o to że krzywdzą kogoś wbrew jego woli - dzieci ! Rodząc się tam nie mają wyboru religii.
A myślisz że w Polsce do 18 roku życiu i wyrobienia dowodu to wszystkie dzieci mają wybór?

Kurde, nienawidzę grania na uczuciach w internecie, to już jest na Komixxach, Demotach i Piekielnych, widzę że na Paranormalne się przeniosło... Gdyby nazwać temat "Nietypowy muzułmański rytuał" zamiast ten tytuł z rozpaczającymi maluchami... Czy ktoś z was na żywo widział te dzieci? Czy w ogóle je spotkacie? Znacie ich rodziny? Możecie coś zrobić? Zmienić rytuał? Nie.

Te dzieci na zdjęciach niektóre wyglądają wręcz powiedziałbym nawet na uspokojone. U nas jest inne postrzeganie normalności... A odruch współczucia bardzo łatwo stępić i w ciągu roku bardzo drastycznie zmienić poglądy i podejście.

Niemal każdego rusza zdjęcie plączącego dziecka z krwią na głowie, do tego nie trzeba być jakoś okropnie współczującym człowiekiem.
Mnie nie rusza zdjęcie poćwiartowanej małej Chinki wrzuconej do kanału i obdartej ze skóry. Więc jak już widzicie, pojęcie "zdjęcie dratyczne" jest względne.

"Masz rację. Chrzest jest przemocą psychiczną. W którym miejscu?"
Dziecko chrzczone nie wie gdzie jest, jak się nazywa i co się dzieje, a potem ma problem bo jak już zostało ochrzczone to w większości przypadków wypada wysłać je do komunii, bierzmowania, a opiekunów wali co dziecko na ten temat sądzi. Bo przesiesh tsheba je wychować po katolicku. A podobno z apostazją może być trudno, i tak wkręci się dziecko w coś, z czego może nie wyjśc... Poza tym przymus chodzenia do kościoła może wpływać na napięcie mięści gładkich ze stresu. Wiem z autopsji :P

Umówmy się, że kobietą w tym przypadku nazywamy dziewczynki w wieku 10 – 14 lat. To, że dla nas to są dziewczynki, nie oznacza takiej samej postawy u obywateli niektórych plemion afrykańskich. Otóż poddają oni swoje „kobiety” obrzezaniu szkłem, czy co tam się do tego jeszcze według nich nadaje, czyli w skrócie wycięciu, zaszyciu, słowem bestialskiemu rytuałowi od blisko 2000 lat. Niestety, mają przy tym blade pojęcie dlaczego.
Podobno po to, by dziewczyna zachowała czystość aż nie będzie mieć męża, na którego wybór zresztą mały ma wpływ...

jedyną pamiątką tego sakramentu są fotografie, VHS/DVD w domowej filmotece, tudzież jakieś wdzianko, etc. Nie blizna na głowie.
A do tego wstręt psychiczny do kościoła, uczucie dławienia się po wejściu do niego, lęki, no rzeczywiście, cudownie...
  • 0

#73

zakrwd.
  • Postów: 51
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Precz z religiami. W jakiejkolwiek formie, przynoszą więcej złego niż dobrego.
  • 1

#74

owerfull.
  • Postów: 1275
  • Tematów: 5
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

To już palenie żywcem ludzi ma więcej wspólnego z islamem niż ta praktyka. To jest tylko głupia tradycja i takie okaleczanie się nie jest praktykowane tylko przez szyitów - zresztą, ogromna część szyitów to potępia.


  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u