Skocz do zawartości




Zdjęcie

Philippe Petit


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1

dżek.

    Muzyka Śnieżnych Pól

  • Postów: 1196
  • Tematów: 280
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 39
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

PHILIPPE PETIT urodził się we Francji. Jako dziecko odkrył magię i nauczył się żonglować, choć nie pochodził z rodziny cyrkowców. Po raz pierwszy stanął na linie mając 16 lat. Nie miał szczęścia do nauczycieli – wyrzucono go z 5 szkół. Jest samoukiem. Nauczył się jeździć konno, szermierki, stolarstwa, wspinaczki i rysowania. Chodził też na lekcje walki z bykami.

Podczas podróży i występów w Europie, Rosji, Australii i Stanach Zjednoczonych uczył się języków. Nauczył się hiszpańskiego, niemieckiego, rosyjskiego i angielskiego. Jest też znawcą architektury i budownictwa.

Podczas ulicznych występów w Paryżu stworzył swoje artystyczne alter ego: dziką, dowcipną i milczącą postać, z którą nigdy się nie rozstał. Petit przekroczył granice teatru, muzyki, pisarstwa, poezji, rysunku i filmowania, stając się niepowtarzalnym artystą-linoskoczkiem.

Petit prowadził warsztaty na różne tematy na całym świecie. Bez niczyjej pomocy zbudował szopę w Catskills, używając metod i narzędzi XVIII-wiecznych farmerów. Jego najnowsza książka, THE ART OF THE PICPOCKET została niedawno wydana we Francji.

TO REACH THE CLOUDS, opowieść o przedsięwzięciu, którego celem był spacer na linie rozciągniętej pomiędzy wieżami World Trade Center, została zaadoptowana jako sztuka teatralna i wystawiona przez Nottingham Repertory w Wielkiej Brytanii.

Do przyjaciół, którzy przyczynili się do realizacji niektórych projektów Petita należą tak różni artyści jak: Michaił Barysznikow, Werner Herzog, Annie Leibovitz, Milos Forman, Volker Schlöndorff, Twyla Tharp, Peter Beard, Marcel Marceau, Paul Auster, Paul Winter, Debra Winger, Robin Williams czy Sting.

Petit od 30 lat mieszka w Nowym Jorku, gdzie jest artystą-rezydentem przy Cathedral of St. John the Divine, największej neogotyckiej katedrze na świecie. Otrzymał prestiżową nagrodę James Parks Morton Interfaith Award, a niedawno francuskie ministerstwo kultury nadało mu tytuł Chevalier des Arts & des Lettres.

Dołączona grafika

http://www.youtube.com/watch?v=wv05HTd6YIA

Link do Filmweb




PHILIPPE PETIT: CHWAŁA NA WYSOKOŚCI


Oto sposób, by zachęcić dzieci do wizyt u dentysty. Bo właśnie w gabinecie dentystycznym zaczęła się największa przygoda życia Philippe’a Petita, okrzyknięta później przez media „artystycznym przestępstwem stulecia” (w końcu każdy czyn musi być dziś okrzyknięty tym lub owym).

W 1968 roku na ulicach Paryża wrzało i 19-letni Philippe też miał głowę zaprzątniętą rewoltą, choć zupełnie innego rodzaju. We wspomnianej poczekalni u dentysty wziął do ręki gazetę, a w niej ujrzał modele planowanych w Nowym Jorku wież Twin Towers. Ten widok go oszołomił, ba!, wręcz opętał. Sześć lat później, po skomplikowanych przygotowaniach (o ich pasjonującym przebiegu dowiecie się z nagrodzonego Oscarem dokumentu „Człowiek na linie”, który właśnie wchodzi do polskich kin, nie ma więc sensu go tu streszczać), postawił stopę na linie łączącej dwie wieże.

Mały krok człowieka okazał się wielkim krokiem ludzkości – nikomu nie udało się powtórzyć wyczynu ubranego na czarno Francuza, który przez 45 minut balansował na rozpiętej na długość 400 metrów stalowej linie niebezpiecznie kołyszącej się na boki, w górę i w dół, a nawet wokół własnej osi. To był naprawdę niesamowity widok: maleńka sylwetka sunąca (tak chodzi się po linie – sunąc stopa za stopą) w powietrzu między gigantycznymi gmaszyskami. Żadnych zabezpieczeń, żadnych pozwoleń – performance Petita był nielegalny (do budynków chronionych przez sztab strażników jego ekipa musiała potajemnie wnieść tonę sprzętu – już samo to było nie lada wyczynem!). Do wież zaczęły się właśnie wprowadzać garnitury, hierarchie, pieniądze, biurokracja, normy; romantyczny, bezinteresowny, po prostu poetycki gest Philippe’a rzucał wyzwanie temu bezdusznemu światu.

Bezduszny świat w postaci nowojorskiej policji nie docenił francuskiego poematu – gdy tylko Petit postawił nogę na dachu, został aresztowany. Ale nie narzeka. – Teraz byłoby mi dużo trudniej – mówił w wywiadzie. – Dziś policja najpierw strzela, a potem pyta.
Z największego nowojorskiego przestępcy Petit błyskawicznie awansował do miana nowego nowojorskiego bohatera. A Ameryka, jak to ona, chciała natychmiast skonsumować ten sukces. Dobijały się do niego MGM z kontraktem filmowym i dziesiątki firm, choćby Burger King, któremu zamarzyło się, by Petit spacerował po linie nad 8th Avenue przebrany za bułkę z kotletem. – Mógłbym zostać milionerem w jedną noc – opowiadał artysta, który niemoralne propozycje odrzucił („W tym kraju to normalna praktyka, ale w moim sercu, które jest zupełnie innym krajem – nie” – mówił o zarabianiu na marzeniach).
I jak tu później zejść na ziemię? No właśnie – film Marsha kończy się tam, gdzie rozpoczyna się równie pasjonująca historia człowieka, który w wieku 24 lat osiągnął w swoim fachu szczyty. Dosłownie i w przenośni.

Artysta kieszonkowy
Wspinaczka, malowanie, języki, pisarstwo, teatr, rysunek, konie, inżynieria – to mocno skrócona lista pasji i umiejętności Philippe’a Petita. Wyrzucony z pięciu szkół, wiedzę zdobywał w paryskich cyrkach, a już jako czterolatek ćwiczył magiczne sztuczki. „Kiedy widzę pomarańcze, żongluję, kiedy widzę wieże, idę” – oto motto jego działań.

Niektóre były zresztą bardzo praktyczne – jak sam mówi, niewiele brakowało, a zostałby kryminalistą, tak dobrze szły mu kradzieże kieszonkowe (ściągnął zegarek jednemu z policjantów eskortujących go w WTC). Zawsze wyobcowany, choć nie samotny, nie widział dla siebie miejsca w żadnych instytucjach, nawet tak szczególnych jak cyrk. Podążał więc własną drogą – a w zasadzie liną. Zanim przeszedł między gmachami WTC (na wysokości 400 metrów), odbył nielegalne spacery między wieżami katedry Notre Dame (70 metrów) i pylonami mostu Harbour w Sydney (90 metrów), gdzie jego wyczyn spowodował totalny uliczny zator.

Wiele razy pytano go*, dlaczego tak kocha balansować nad otchłanią, przypisując mu pociąg do mroków śmierci. Philippe Petit przekonuje, że przeciwnie: to wielka miłość do życia pcha go ku sprawdzaniu własnych granic i ucieczce od wszelkich ograniczeń. A także od „głupich ludzi, którzy wciąż wołają: To niebezpieczne! Pora na obiad! Bądź ostrożny!”. Życie udowodniło mu zresztą, że ostrożność nie chroni od nieszczęść: choć to on ryzykuje życie, nigdy nic mu się nie stało. Za to kilka lat temu zmarła nagle jego dziewięcioletnia córka. Nie jest już z jej matką, ma kolejną partnerkę, która została jego agentką. Pasja Petita jest tak zachłanna, że można jedynie stać się jej częścią. Jak pokazuje dobitnie film, Petit dla liny porzucił kiedyś miłość i przyjaciół.

Lata ćwiczeń, miesiące przygotowań, kilkadziesiąt wędrówek po linie, około 500 aresztowań za nielegalne uliczne występy. I tylko jeden upadek, z kilkunastu metrów, podczas ćwiczeń do cyrkowego performance’u. Tak wygląda dziś bilans dokonań artysty.
Od czasu eskapady na WTC występy Philippe’a Petita były częścią niezliczonych uroczystości: 1200-lecia Frankfurtu, 200-lecia proklamowania Republiki, otwarcia stadionu Louisiana Superdome w Nowym Orleanie (to tu zebrali się poszkodowani po huraganie „Katrina”). Między żydowską i arabską częścią Jerozolimy przeszedł w intencji pokoju, nad Namour zawisł na linie dla dzieci z leukemią. I wszystko byłoby pięknie, lecz razem z nim w przestrzeni (szczególnie teraz, po oscarowym triumfie „Człowieka na linie”) zawisło coś jeszcze – oczekiwanie, że Philippe Petit powtórzy wyczyn z lat 70. i znów nas zachwyci, niespodziewanie pisząc w powietrzu kolejny poemat.

On sam ma kilka pomysłów na wyjątkowe podniebne spacery: egipskie piramidy, monumenty z Wysp Wielkanocnych. Od lat 80. zamierza przejść nad Wielkim Kanionem. Były już nawet dwie próby, zaplanowano gigantyczne eventy, żaden nie doszedł jednak do skutku. Raz ponoć sponsor wycofał się, spojrzawszy w dół urwiska, na drugi nie udało się zebrać pieniędzy – a wiedzcie, że taki spacer kosztuje ponad milion dolarów. A może Philippe Petit wcale nie chce ich uzbierać i stawać do walki z własną legendą? W końcu niedawno pytany o sprawy bezpieczeństwa powiedział: „Wciąż jestem arogancki, ale już nie głupi”.

Małgorzata Sadowska
"Przekrój" 12/2009


  • 3



#2

Profesor Proton.
  • Postów: 140
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Już niebawem, bo 2 pażdziernika premiera fabularnego filmu o tym wydarzeniu ,,The Walk. Sięgając chmur".
Odważnego Francuza gra Joseph Gordon-Levitt. Natomiast co dla mnie ciekawe - wspaniale odtworzono na komputerze World Trade Center. Osobiście czekam na ten film z niecierpliwością.

Użytkownik Profesor Proton edytował ten post 20.07.2015 - 15:53

  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u