Skocz do zawartości


Zdjęcie

Berkeley Square nr 50


  • Please log in to reply
6 replies to this topic

#1

Marcelo.
  • Postów: 96
  • Tematów: 33
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 12
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

*
Wartościowy Post

Niedaleko w znanej dzielnicy Londynu znajduje się Dom nr 50 przy Berkeley Square. Między innymi była to rezydencja Georga Canninga (11.04.1770 – 8.08.1827), minister spraw zagranicznych i na krótki czas premier Londynu, który tam też zmarł. W XIX stuleciu budynek uznawany był za najczęściej nawiedzany dom Londynu. Dziś znajduje się w nim antykwariat Magg Bros Ltd.
 

50-Berkeley-Square-N.-Chatwick-via-geogr


W roku 1872 ktoś napisał do pewnej gazety, czy można wierzyć w pogłoski mówiące o tym, że w domu straszy. Na tą wypowiedź odpowiedziało wiele czytelników i napływała niekończąca się liczba listów, które odpowiadały na pytanie. W roku 1879 niejaki W.E. Howlett napisał:


„Fenomen Berkeley Square pozostanie tajemnicą… Dom posiada co najmniej jeden pokój, w którym panuje szkodliwa i nienaturalna atmosfera zarówno dla ciała jak i duszy. Pewna dziewczyna widziała, słyszała i czuła te zło w tym pokoju, a to sprawiło, że dziewczyna postradała zmysły i już nie wyzdrowiała. Pewien mężczyzna, który nie wierzył w zjawiska paranormalne odważył się tam przenocować. Następnego dnia znaleziono go martwego na podłodze, po tym jak miał histerycznie wołać o pomoc. Pogłoski wspominają o podobnych zdarzeniach w tajemniczym pokoju,zdarzeniach, które kończyły się wariactwem lub śmiercią, albo obiema rzeczami.

Ściany budynku wydają się być „elektryczne” przy dotknięciu. Nie licząc starej pary dozorców, dom jest niezamieszkany. Nawet ta para nie ma dojścia do tego pokoju, który jest trzymany pod kluczem. Klucze są w posiadaniu tajemniczej i nieznanej osoby, która co sześć miesięcy przychodzi, zamyka małżonków na parterze i obcuje pomieszczeniu…”


Coraz więcej detali dotyczących historii wydostawało się na światło dzienne.

J.F. Meehan opublikował pewien list, w 1871 roku, który zaadresowany był do biskupa Thirlwalla. W liście była mowa pewnej rodzinie, która wynajęła dom dla zaręczonej córki, by ta zapoznała się z Londynem. Narzeczony dziewczyny został zaproszony, by mieszkać w budynku. Wieczorem przed przyjazdem pary pokojówka o północy była w tym pokoju, by przygotować go na przyjazd narzeczonych, aż nagle przeraźliwy krzyk spowił cały dom. Później znaleziono dziewczynę leżącą na podłodze. Leżała podkurczona i przerażonym spojrzeniem wpatrywała się w przeciwległy róg pomieszczenia. Pokojówkę bezzwłocznie zabrano do szpitala St. Georga. Nigdy nie dowiedziano się co zobaczyła. Wiadomo, że było to bardzo przerażające przeżycie. Następnego dnia dojechał młody narzeczony i opowiedziano mu o wszystkim tym co się wydarzyło i proszono go, by nie nocował w tym pokoju. Młodzieniec postanowił jednak przenocować w pokoju, a opowiastkę uznał za szaleństwo. Powiedział, że do północy nie zaśnie a gdyby coś miało się stać to będzie dzwonił. Dzwon zabrzmiał tylko raz, o północy i to jeszcze słabo. W bojaźni rodzina czekała kilka minut, aż dzwon zabrzmiał kilka razy i znacznie głośniej. Od razu rodzina pobiegła do pokoju i znalazła młodzieńca na tym samym miejscu co leżała służąca. On też patrzył takim wzrokiem w ten kąt… to przeraźliwe spojrzenie… Na całe szczęście młodzieńcowi udało się przeżyć to „spotkanie”, ale nie chciał się podzielić wrażeniami. Rodzina niezwłocznie opuściła budynek.

W latach 70-tych XVIII wieku sąsiedzi mówili o dziwnych szelestach wychodzących z domu – w tym czasie budynek stał pusty. Mówiono także o czymś w rodzaju płaczu. Wszystkim tym zdarzeniom towarzyszyło wędrowanie mebli i głośne trzaskanie okiennic. Zdarzało się, że książki i inne rzeczy należące do wyposażenia domu lądowały w dziwny sposób na ulicy. Zawsze gdy próbowany zbadać te zdarzenia nie zauważono nic nadzwyczajnego – wszystko było w naturalnym porządku.

Co dotyczy „elektrycznych” ścian, ukazał się w roku 1881 taki oto artykuł w jednej z gazet:
 

„Latem 1880 w sąsiednim domu nr 49 miał miejsce bal. Pewna dama z swoim partnerem siedziała plecami do ściany, która była również ścianą domu z numerem 50. Nagle nie wiadomo czemu kobieta odskoczyła od ściany, a mężczyzna chcąc zadać pytanie co się stało również odskoczył od tego muru. Po tym jak porównali swoje wersje zdarzenia okazało się, że poczuli w plecach dziwny chłód, mieli wrażenie jakby ktoś zza ściany obserwował ich.”


ISTNIEJE JESZCZE WIĘCEJ OPOWIEŚCI



Pewna dziewczynka imieniem Adela albo Adelaide miała spaść z okna, a jej ducha nie raz widziano trzymającego się i zwisającego z okna.
 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Przez pewien zakład stały gość Londynu, sir Robert Warboys niewierzący w duchy, postanowił przenocować w domu. Dla zabezpieczenia mężczyzna miał dzwonić gdyby coś niezwykłego działo się na górnym piętrze. Lord Cholmondley i John Benson pozostali w bezpiecznej odległości na parterze budynku gdy Robert udał się uzbrojony w pistolet do swojego łóżka. Około godziny 2 nad ranem zabrzmiał dzwon poprzedzony głośniejszym uderzeniem. Jeszcze gdy obaj panowie zmierzali na piętro zabrzmiał strzał z pistoletu Warboysa. Kiedy otwarli drzwi zobaczyli martwego, 30 letniego mężczyznę leżącego na swoim łożu. Bezduszne ciało leżało po skośnie na łóżku, a głowa zwisała i prawie dotykała podłogi. Jego twarz wyrażała przerażenie. Było słychać strzał, ale nigdzie nie znaleziono miejsca trafienia kuli.
 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


W wigilię 1887 roku dwaj marynarze Robert Martin i Edward Blunden, z H.M.S. Penelope, włamało się do czasowo niezamieszkanego domu by znaleźć tani nocleg. W nocy przestraszył ich szelest wchodzenia po schodach. Obaj przysłuchiwali się dźwiękom kiedy to coś nieopisanego weszło do pokoju. Robert Martin ile miał sił w nogach uciekał z budynku na drogę prosto w ręce policjanta, który tego wieczoru miał dyżur. Obaj usłyszeli śmiertelne wołanie Edwarda, który rzucił się z okna. Znaleziono go nadzianego na płocie przed domem.
 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Istniała pogłoska mówiąca o „nieopisanym przerażeniu”, które wędrowało po schodach i pozostawiało lepkie ślady za sobą.
 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


JESSIE A MIDDLETONE NAPISAŁ W THE GREY GHOST BOOK W 1912 ROKU:



„Przed laty słyszałem pewną historię mającą związek z tym domem. W tej historii duch dziecka grał główną rolę. Dziewczynka miała być molestowana i torturowana przez zarządcę domu, a to miało doprowadzić do jej śmierci. Ciągle dziecko ukazywało się domownikom, aż w końcu nikt nie odważył się tam mieszkać.”


Przez lata nie słyszano o jakimkolwiek duchu w domu nr 50, aż do roku 1969 kiedy to pewna dama zobaczyła i opisała jedynego ducha którego kiedykolwiek zobaczyła:
 

„Na początku1937 roku zamieszkałam z moją pracownicą w domu przy ulicy Charles Street, która graniczyła z Berkeley Street. Było to w nowym roku i przyszłam bardzo późno do domu. Od razu zawołała mnie dziewczyna do kuchni, a z kuchni przez okno widać budynek, który stoi naprzeciw. W oknie widziałyśmy mężczyznę w srebrzystej kurtce i z białą peruką co było normalne w tych czasach. Stał nieruchomo i z smutnym wyrazem twarzy patrzył przed siebie. Myślałam, że był na balu noworocznym i cierpi na kaca lub ma jakieś swoje problemy. Szturchnęłam dziewczyną bo wpatrywała się w mężczyznę. Później dowiedziałam się że rozchodzi się o dom z numerem 50.”


Kolejne zdarzenie miało miejsce też w sąsiedztwie domu nr 50. Małżeństwo, które się tam wprowadziło, mówiło, że są bardzo zaniepokojeni tamtymi wydarzeniami. Ciągle ich 8 letnia córka mówiła, że gdy budzi się w nocy widzi u stóp swojego łóżka stojącego mężczyznę – jej pokój graniczył z poddaszem nawiedzonego domu. Charles G. Harper napisał w 1907 roku w swojej książce „Haunted Houses” : „słynny nawiedzony dom Berkeley Square nr 50 od lat należał do najczęściej odwiedzanych zabytków Londynu. Żaden mężczyzna będący w gościnie w mieście nie śmiał nie zajrzeć do budynku.”
 

berkeley2.jpg


Nawet 40 lat po tym jak antykwariat został założony w budynku jeden z pracowników Maggs Bros powiedział, że ciagle przybywali goście, którzy pytali się o ducha. Do roku 2001 nie mogli za dużo powiedzieć o tym fenomenie:
 

„Ten słynny pokój znajduje się obok księgarni i żaden z pracowników tam pracujących nigdy nie słyszał i nie widział nic nadzwyczajnego.”


Pewnej soboty rano roku 2001 pracował w wydziale księgowym na poddaszu Julian Wilson. Nagle coś przypominającego brązowy dymek przeleciało przez pokój i tak szybko jak się pojawiło tak też szybko znikło. W tym samym roku pewna kobieta przygotowująca pomieszczenie na imprezę mówiła, że czuła jakby ktoś ją obserwował mimo iż była sama w pokoju. Podczas imprezy jednemu z gości podobno niewidzialne „coś” wyrzuciło szklankę z ręki.

Od tego momentu znajduje się przed wejściem do pokoju tabliczka mówiąca, że nie można wchodzić do „nawiedzonego pokoju.” Wprowadzono też nową regułę, która mówi, że w budynku nie możne znajdować się mniej niż dwoje pracowników. Pracownicy muszą opuszczać budynek w tym samym czasie.

Tłumaczenie: Marcelo
Źródło: GeisterNet


  • 8



#2

Hoshi..
  • Postów: 2
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Hmmm . Bardzo ciekawy artykuł myślę , że poszukam więcej informacji o tym miejscu :)
  • 0

#3

Sir Devastator.
  • Postów: 10
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

O masz Ci los, akurat jestem w Londynie ;d
Jak będe miał chwilkę czasu to może się wybiore na wycieczke w tamte rejony, porobie troszke fotek etc.
  • 1

#4

Jakplus.
  • Postów: 16
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Od tego momentu znajduje się przed wejściem do pokoju tabliczka mówiąca, że nie można wchodzić do „nawiedzonego pokoju.” Wprowadzono też nową regułę, która mówi, że w budynku nie możne znajdować się mniej niż dwoje pracowników. Pracownicy muszą opuszczać budynek w tym samym czasie.

Tak mi się przypomniał film 1408. Historia interesująca, ciekawe co naprawdę tam się dzieje.
  • 0

#5

szymonn.
  • Postów: 168
  • Tematów: 7
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja Kiepska
Reputacja

Napisano

No to jak się już tam wybierzesz ( Sir Devastator ) to zobacz wszystko dokładnie i odpisz bo interesujący temat kolega wybrał :rotfl:

Użytkownik szymonn edytował ten post 29.04.2010 - 09:43

  • 0

#6

Adennetea.
  • Postów: 11
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano


Od tego momentu znajduje się przed wejściem do pokoju tabliczka mówiąca, że nie można wchodzić do „nawiedzonego pokoju.” Wprowadzono też nową regułę, która mówi, że w budynku nie możne znajdować się mniej niż dwoje pracowników. Pracownicy muszą opuszczać budynek w tym samym czasie.

Tak mi się przypomniał film 1408. Historia interesująca, ciekawe co naprawdę tam się dzieje.



Tak, zupełnie jakby S. King inspirował się tą bajką ;)
  • 0

#7

Kronikarz Przedwiecznych.

    Ten znienawidzony

  • Postów: 2247
  • Tematów: 272
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 8
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

W jednym z pokoi czteropiętrowego, wysokiej klasy budynku na Mayfair w Londynie działy się rzeczy nieprawdopodobne. COŚ zamieszkiwało w pokoju na drugim piętrze domu numer 50 przy Berkeley Square.

Dom ten powstał w latach 40 - tych XVIII wieku i mieszkał w nim kiedyś sam George Canning, minister spraw zagranicznych, a potem premier Wielkiej Brytanii. Co mieszkało i co działo się w pięćdziesiątce, tak naprawdę, nikt nie wie - dziś, kiedy budynek ten przenumerowany został na 25 i kiedy mieści się w nim antykwariat braci Maggs, mówi się, że już nic, co uznać możnaby za niesamowite, nie zdarza się. 50 na Berkeley Square może się pochwalić wieloma przerażającymi, niewytłumaczalnymi wydarzeniami - od odgłosów o niezidentyfikowanym pochodzeniu do tajemniczych zgonów służby, mieszkańców oraz gości. Choć wiele mówiono o tej sprawie i przechodząc z ust do ust nierzadko zmieniała ona swą formę, to zawsze niezmienny pozostawał rdzeń; coś działo się w 50 i z tego też powodu przez bardzo długi okres czasu, pomimo swej atrakcyjnej lokalizacji dom pozostawał opuszczony. Nikt dokładnie nie wie, snuje się jedynie przypuszczenia co do TEGO, bowiem niewielu, którzy spotkali się z tym stworzeniem przeżyło, a ci, którym udało się to, popadali zwykle w szaleństwo. Relacje różnią się, jednakże wszyscy są pewni, iż dom numer 50 przy Berkeley Square był miejscem nawiedzonym, a ów pokój zyskał reputację przeklętego, w którym nikt nie spędziłby, a nawet nie ważyłby się spędzić nocy.

 

Nie wiadomo, kiedy miało miejsce pierwsze, potwierdzone spotkanie z TYM i jak już wspomniałem nikt tak naprawdę nie był pewien i nie jest pewien nawet dziś, czym TO jest. Istniało wiele wersji opisujących wygląd i naturę stworzenia, a także tego, jakim sposobem znalazło się pod 50. Czasami opisywano istotę jako bezkształtną, oślizgłą, emitującą dziwne, niemiłe dla uszu dźwięki poruszając się. Co najmniej jeden świadek wspomina, iż stworzenie miało macki niczym ośmiornica i poruszało się zostawiając za sobą ślad. Mówi się też o bezkształtnym, nieokreślonym, jakby bezdennym bycie zdającym się być kłębowiskiem cieni. Inni zaś mówią o zjawie o straszliwej, białej jak gips twarzy i rozwartych ustach. Widywano również inne zjawy jak duch dziewczyny czy małej dziewczynki, a niektórzy uważają, że twarze wyzierające z okien domu numer 50 to nikt inny, jak błądzące duchy ofiar TEGO.

 

Nie przypuszcza się, jakoby duch George'a Canninga nawiedzał dom, gdyż zmarł on w Chiswick. Nie wiadomo w ogóle, czy coś, co niewątpliwie nawiedzało ów dom nazwać można duchem, czy był to raczej żywy organizm. Czy w ogóle, dom ten nie miał przypadkiem kilku różnych lokatorów? A może, jak wielu podejrzewa, za powstaniem CZEGOŚ kryją się ludzie, lokatorzy domu numer 50. Nikt nie mógł tam spokojnie spędzić nocy. Straszne odgłosy, głuche uderzenia, wyzierające z okien twarze, światła i poruszające się meble przyciągały do Berkeley Square uwagę zwykłych ludzi, a także tych zainteresowanych opowieściami o duchach. Niektórzy widywali tam zjawę młodej dziewczyny, a łączono ją z historią tragicznej śmierci młodej kobiety, która wypadła przez okno starając się uciec chuciom swego lubieżnego wuja. Inni wspominali o łkającym widmie małej dziewczynki, którą w jednym z górnych pokoi tego domu pozbawiła życia zła służąca. Podejrzewa się, że za śmierć obu z nich odpowiedzialne może być COŚ, obok którego w jednym domu mieszkają niespokojne duchy ofiar zamordowanych znienacka i w okrutny sposób.

W latach 40 - tych wieku XIX, dwudziestoletni awanturnik z Berkshire, Sir Robert Warboys usłyszał w tawernie w Holborn plotki o tym, co ma miejsce w domu na Berkeley Square, który należał wówczas do pana Bensona. Słysząc wieści o przerażającej zjawie, stwierdził, iż to jedynie zabobon i sam zaoferował, że spędzić mógłby noc w nawiedzonym pokoju. Kompani Sir Roberta nie zgodzili się z nim w kwestii istnienia zjawy, przekonując go by, jeśli taka jego wola, nocował w pokoju na drugim piętrze. Sir Robert w uniesieniu wzniósł swój kielich i rzekł ponoć: „Całym sercem akceptuję wasze niedorzeczne, głupawe wyzwanie”.

Warboys odwiedził Berkeley Square, pomówił z gospodarzem i poprosił o pozwolenie na spędzenie nocy w nawiedzonym miejscu. Ten nie zgodził się początkowo, starając się odwieść go od tego pomysłu, Sir Warboys jednakże nalegał. Pan Benson, wreszcie przystał na to, jednakże pod dwoma warunkami. Pierwszy z nich był taki, że gdyby śmiałek ujrzał coś nieziemskiego, to natychmiast pociągnie za sznur dwa razy i będzie to wówczas znak, iż potrzebuje wsparcia. A po drugie, będzie on uzbrojony w pistolet. Na dole schodów czekać mieli również jego kompani.
Choć uważał warunki te za absurdalne i bezpodstawne, zgodził się na nie, chcąc pana Bensona mieć z głowy. Ten wręczył mu wkrótce potem pistolet oraz zegar wskazujący blisko kwadrans po 23, po czym wyszedł zostawiając go samego w niesławnym pokoju na drugim piętrze w domu numer 50 przy Berkeley Square w Londynie.

 

Pokój był dobrze urządzony - ponoć dwa łóżka i fotel. Sir Robert, w pokoju oświetlonym światłem świecy czekał, aż pojawi się TO. Trzy kwadranse potem, około północy, właściciel domu zbudzony został przez dzwonek, za którego sznurek Warboys szarpał wściekle. Po domu rozeszło się echo strzału z pistoletu. Wkrótce na górze znalazł się pan Benson, a za nim kompani Sir Roberta. Leżał on na łóżku, z głową zwisającą tuż przy ziemi; był martwy, na podłodze, obok jego prawej ręki leżał pistolet. Naprzeciwko była dziura w ścianie, Warboys strzelał, co było znakiem, że TO pojawiło się. Jego martwe oczy były wywrócone, zaś usta zaciśnięte i wykrzywione w grymasie; nie wiadomo z jakiej przyczyny zmarł, jednakże wszystko wskazuje, iż z przerażenia. Wkrótce okryto prześcieradłem martwe ciało młodego mężczyzny, który umarł tak jak inni, którzy widoku tego co zobaczyli nie mogli znieść.

 

W grudniu roku 1843 dwóch żeglarzy z H.M.S. PENELOPE, Robert Martin i Edward Blunden, którzy wracali z rejsu do Indii Zachodnich, będąc w drodze do domu, do Portsmouht, nie mając pieniędzy na zakwaterowanie, postanowili poszukać noclegu. Szukając miejsca do nocnego spoczynku, stanęli wkrótce przed opuszczonym domem numer 50 na Berkeley Square, do wnętrza którego weszli przez wyłamane okienko. Obchodząc ze świeczką dolne piętra, które znaleźli w gruzach postanowili usadowić wyżej, osiadając, pech chciał w niesławnym pokoju. Weszli. Robert Martin otwarł okno. Blunden czuł się jednak nieswojo i chciał już opuścić to miejsce, kiedy ten drugi pohamował go, uświadamiając, iż nie mają przecież pieniędzy na inne zakwaterowanie. By czuć się lepiej wkrótce, z kawałków drewna jakie znaleźli, a także z resztek mebli rozpalili ogień, którego płomień chwilowo rozproszył niepokój Blundena. Martin szybko zasnął, Edward jednak czuwał.

 

Blunden ocknął się wkrótce, wyraźnie słysząc jakieś dźwięki. Zbudziwszy Martina rzekł: „Słuchaj”. Słychać było odgłosy stąpania po schodach; coś wlokło się po nich i zdawało się, że jest coraz bliżej i bliżej; kroki brzmiały tak, jakby po schodach szło zwierzę z pazurami. Drzwi z piskiem otworzyły się, oni znieruchomieli ze strachu. Coś przestąpiło próg, coś bezkształtnego, przypominającego splot cieni, co zaczęło na ich oczach stawać się coraz większe. Trzęsący się Blunden szukał po omacku broni, którą Martin podparł był okno, by nie zamknęło się. Ich lęk stał się jeszcze większy, gdy znienacka, jakby znikąd u stworzenia pojawiły się dwa odnóża, wyrostki nie przypominające jednak ani rąk ani nóg a, jak mówił Martin coś jakby ptasie szpony. Istota przez chwilę stała w bezruchu, by potem powoli ruszyć w stronę Blundena. Ten krzyczał. COŚ obwinęło swe szpony wokół szyi marynarza, starając się go udusić. Martin, łapiąc okazję, nie wiedząc potem jak, uciekł z przeklętego domu i, biegnąc przez ulice, rozpaczliwie wołał o pomoc. Niedługo potem, na Picadilly wpadł na będącego na nocnym patrolu funkcjonariusza policji. Wkrótce potem policjant, początkowo odnoszący się chłodno do rewelacji żeglarza, od którego czuć nieco było alkoholem, był już na Berkeley Square. Słyszano krzyki wydobywające się z domu nr 50, dźwięki łamanego drewna i tłuczonego szkła. Blundena odnaleziono wkrótce, ze złamanym karkiem i jak twierdzą niektórzy nabitego na żelazne ogrodzenie. Jego twarz była zmasakrowana, oczy zamarły mu w przerażeniu.

 

W 1872 roku Lord Lyttleton, który doświadczył w ciągu swego życia niejednego spotkania z duchami i innych zdarzeń rodem nie z tego świata, spędził samotnie noc w owym pokoju uzbrojony w dwa pistolety. Miał prócz zwyczajnych naboi również srebrne monety, które chronić miały go przed złymi duchami. Lord Lyttleton twierdzi, iż przerażające stworzenie, o najmakabryczniejszej postaci, jaką kiedykolwiek widział, pojawiło się i zaatakowało go. Zdążył przezwyciężyć swój strach i wystrzelił srebrną monetę w kierunku istoty, która ponoć wtedy padła, a następnie wyparowała. Nie był w stanie powiedzieć co widział, jednakże twierdził, iż bezsprzecznie było to coś najbardziej przerażającego i paskudnego co widział kiedykolwiek.

 

Słychać również głosy, że pojawienie się ducha może wiązać się z kilkoma niezwykłymi lokatorami, jacy ongiś żyli tutaj. Gdzieś w tym okresie w pan Myers, ekscentryk, porzucony przez narzeczoną, zamieszkiwał dom i nocami przemierzał go ze świeczką w dłoni. Tak mogła zrodzić się legenda, jednakże kobieta, która mieszkała tam po nim, została znaleziona sparaliżowana na schodach - coś spowodowało, iż pod wpływem strachu postradała zmysły.

 

Inni twierdzą, iż w domu więziony był szaleniec, który odpowiedzialny może być za doniesienia o bladej postaci: „Dom ten, jak mówi się, zyskał swą reputację pod koniec XVIII wieku, kiedy niejaki pan Dupre z Wilton Park, uwięził swego szalonego brata w pokoju na końcu schodów, który potem zyskał sławę nawiedzonego. Ów szalony człowiek był ponoć tak niebezpieczny i agresywny, iż musiał być karmiony przez specjalny otwór w drzwiach. Jego jęki i płacze były często słyszane w tym czasie w okolicznych domach i uważa się, iż ten mężczyzna, o białej twarzy i otwartych ustach stał się przerażającym duchem domu.”

 

Nie istnieje wiele pewnych i potwierdzonych informacji na temat TEGO z Berkeley Square; zebrania i udokumentowania przypadku podjął się w 1920 roku badacz Harry Price. Przejrzał periodyki i gazety od połowy wieku XVIII, by zebrać jak największą ilość wieści o Berkeley Square. Odkrył w ten sposób, że w ostatniej dekadzie wieku XVIII jedno z mieszkań domu 50 było siedzibą gangu fałszerzy. Spekulował więc, że wymyślili oni ducha, aby ukryć prawdę o tym, co naprawdę działo się za drzwiami.

 

Gdy odgłosy pracującej prasy drukarskiej starano się przypisać duchowi, powoli mogła rodzić się legenda, jednakże nie wyjaśniało to w pełni tajemnicy Berkeley Square, gdyż tajemnicze odgłosy słyszane były jeszcze w długi czas potem jak gang ów został rozbity, a jego członkowie osadzeni w więzieniu. W 1840, jak odkrył Price, sąsiedzi numeru 50 słyszeli wiele różnych dźwięków o nieustalonym pochodzeniu. Kroki na schodach, brzęk metalowych przedmiotów ciągniętych po podłodze, pukania, brzęczenie dzwonków i odgłosy stąpania słyszane były przez wielu ludzi i wielu zastanawiało się skąd one dochodzą. Jeden z odważniejszych sąsiadów, którego irytowały i intrygowały owe hałasy, wszedł tam nocą w czasie, gdy rozpoczynała się kolejna „symfonia”. Nie znalazł jednak nikogo ani niczego.

 

W „Notes and Queries”, magazynie wydawanym w latach 70 - tych wieku XIX, W.E. Howlett pisze: „Tajemnica Berkeley Square wciąż pozostaje tajemnicą. Historia o nawiedzonym domu w Mayfair może być podsumowana w kilku słowach: dom ów zawiera co najmniej jedno pomieszczenie, w którym atmosfera jest nienaturalna, szkodliwa tak dla umysłu jak i dla ciała. Pewna dziewczyna widziała, słyszała i czuła coś, w wyniku czego dostała pomieszania zmysłów nie odzyskawszy nigdy normalności, by móc powiedzieć jak to się stało i dlaczego. Pewien gentleman, nie wierzący w duchy, odważył się nocować w 50 i został znaleziony martwy po szaleńczym szarpaniu za sznurek dzwonka. Plotki mówią o innych przypadkach tego rodzaju kończących się śmiercią lub szaleństwem, które są efektem spania lub chociaż starania się zaśnięcia w tamtym pokoju. (...) Dom jest niezamieszkały, doglądany przez starszego człowieka i jego żonę, którzy są jak jego stróże, lecz oni nawet nie mają dostępu do owego pokoju. Trzymany jest on w zamknięciu, a klucz do niego znajduje się w rękach tajemniczej, i jak zdaje się, bezimiennej osoby, która przyjeżdża tam co sześć miesięcy i przez godziny urzęduje w nim, starszą parę zamykając w piwnicy”. Price, dla którego zaskoczeniem było to, iż dom jest opuszczony pomimo bardzo dogodnej lokalizacji, nie mogąc jednoznacznie orzec do czego właściwie tam dochodzi i czy za jego opinię w rzeczywistości odpowiedzialne są plotki czy budząca przerażenie istota, którą obwinia się o śmierć tylu ludzi, orzekł, że za wszystkim stoi zapewne poltergeist, który manifestował się w pokoju na drugim piętrze w domu numer 50.

Historie o nawiedzonym domu ciągle krążyły i krążą w Mayfair jeszcze dziś. Mówi się, iż późną nocą, z górnych okien pod pięćdziesiątką wyzierają jakieś twarze. W styczniu 1937 roku pani Mary Balfour wprowadziła się do mieszkania na Charles Street, z którego roztaczał się widok na dom nr 50. Pewnej nocy jej służąca zawołała ją do kuchni, aby mogła zobaczyć co dzieje się w przeklętym domu. W jednym z okien stał ponoć ponury mężczyzna o popielatej twarzy, ubrany niemodnie, w siwy płaszcz i bryczesy. Kobiety myślały, iż to zapewne któryś z uczestników kostiumowego przyjęcia, jednakże potem, ku swemu przerażeniu dowiedziały się od kogoś, iż widziały na własne oczy jednego z upiorów spod 50. Dom wtedy był nadal niezamieszkały, a robotnicy remontujący go, jakieś dwa miesiące przed obserwacją pani Balfour widzieli w nim ducha małej dziewczynki. 50, teraz przenumerowany na 25 jest teraz antykwariatem Braci Maggs a personel mówi, iż nie zdarzają się już żadne nawiedzenie. Przez kilka dekad, w ciągu których korzystają z budynku nic ponadnaturalnego nie zostało przez nich dostrzeżone. Nikt też nie umie wyjaśnić dlaczego po okresie tak długiej i intensywnej aktywności manifestacje ponadnaturalnej siły, lub jakby nie było CZEGOŚ ustały.

 

Londyn pod tym względem jest niezwykły, wśród tłumów ludzi, w największym z miast Europy jest jeszcze miejsce dla innych, bardziej nieziemskich stworzeń, wystarczy choćby wspomnieć o CZYMŚ lub o Spring Heeled Jacku. Nikt nie wie, co tak naprawdę zamieszkiwało pokój na drugim piętrze, tajemnicę tę wiele osób zabrało ze sobą do grobu. Przypuszczano, że tajemnicza istota, która gnieździła się w tym domu obok duchów swych ofiar, przywędrowała na Berkeley Square kanałami z morza i nie dawała spokoju żadnemu z mieszkańców do czasu, aż zdechła. A kto wie, jeśli ci, którzy tak twierdzą mają rację, to być może, gdzieś pod Londynem żyją jeszcze potomkowie CZEGOŚ. Wszystko co tutaj jest napisane to zapewne niewielki fragment opowieści o Czymś z Berkeley Square... i znów nie wiadomo nic, ale to może i lepiej, bo czymże byłoby życie bez tajemnic.

Źródło: Serwis NPN


  • 1





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych