Skocz do zawartości




Zdjęcie

(Moje rodzinne) Historie o duchach/ zjawach


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
39 odpowiedzi w tym temacie

#31

Kaja___.
  • Postów: 7
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Mi tez zdarzyła się paranormalna przygoda i jak na razie nikt nie umiał jej logicznie wytłumaczyć. Mam nadzieje, że rozwikłacie zagadke :).

A więc bez większych ogrudek opowiadam. Kiedys kupiłam sobie kości do gry na targu na Ukrainie. Były one dosyc charakterystyczne, ponieważ miały mały rozmiar i żółte zabarwienie, na dodatek trzymałam je w matriałowym woreczku uszytym przez moją mamę. Wziełam je ze sobą na obóz gdzie 1 dnia obozu graliśmy nimi. W grze brało udział 7 osób. Gdy chcieliśmy zagrać znowu nigdzie ich nie było. Pomyslałam że to normalne po prostu się zgubiły, lecz przeszukaliśmy cały pokój, wyciąneliśmy wszystko z walizek i nigdzie ich nie było. No trudno gdzieś się zawieruszyły więc zaniechaliśmy poszukiwań. Po obozie całkiem o nich zapomniałam aż do czasu gdy znalazłam je w starej torbie szukając czegoś na strychu. Ucieszyłam się i jednocześnie przestraszyłam. Skąd one się tam wzieły ?? Czy ktoś mi może to logicznie wytłumaczyć ??


  • 0

#32

olcia123.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ostatni moja pani opowiadała nam historię o tym jak wywoływała ducha Anny Jantar. Było to tak: gdy była w akademiku to wymyśliła wraz z koleżankami, że wywołają ducha (właśnie Anny Jantar). Na talerzyku napisały litery alfabetu. Położyły łyżeczkę na talerzu i w pewnym momencie zatrzęsły się firanki. Z tablicy zaczęły odczytywać litery i powstały takie zdania " Głupi dzień, w którym zginęłam" potem "Mam córkę", a jeszcze potem " Kochajcie ją"... po czym firanki ponownie się zatrzęsły.

Moja pani wraz z koleżankami wybiegły z krzykiem z tego pomieszczenia. Potem bały się wracać i spały w pokoju obok.

Pani mówi, że do tej pory jak to opowiada ma ciarki na plecach ;p  :>


Użytkownik olcia123 edytował ten post 21.06.2014 - 17:10

  • 0

#33

Krzycho112.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Witam chciał bym opowiedzieć historię której sam byłem świadkiem z 5lat temu. Mam 27lat i jak to w wakacje urlop to całą rodziną wybraliśmy sie do rodziny w Łatanicach jechaliśmy samochodem z Górnego Śląska i postanowiliśmy jechać leśnymi drogami bo przyjemniej jedziemy drogą i zbieraliśmy sie do niestrzeżonego przejazdu kolejowego mieliśmy do niego z jakieś 12km droga spokojna nikt nią nie jeździł tylko czasami Autokary. Jedziemy a za nami ostatni autokar z ludźmi jadącym do uzdrowiska jedziemy tak spokojnie bo wiadomo jak to drogi w polsce. I w pewnym momencie z lasu wyszła kobieta w białej koszulce i czarnych spodniach. W pierwszym momencie myśl była ze prostytutka ale za jakieś 15m zaczęła machać i zobaczyliśmy ze koszulkę ma całą w krwi. Wiadomo strach czy się zatrzymać czy nie lecz postanowiliśmy sie zatrzymać autokar też się zatrzymał. Ja w raz z moim ojcem i dziadkiem wyszliśmy z samochodu kierowca autokaru też i podeszliśmy do tej kobiety była cała we krwi i była jak nieboszczyk i powiedziała tylko żebyśmy jechali szybko na ten przejazd bo pociąg uderzył w samochód z dzieckiem i kobietom. Ja z dziadkiem ojcem i kierowcą autokaru weszliśmy do naszego samochodu i pojechaliśmy kobieta została z moją mamą babcią i ludźmi z autokaru którzy wezwali pogotowie. Dojechaliśmy na miejsce i okazało się że rzeczywiście katastrofa maszynista chba nie przytomny bo się nie ruszał a samochód z przodu cały zmiażdżony. Wezwaliśmy straż i pogotowie i podeszliśmy do samochodu i jakie wielkie bylo nasze zdziwienie gdy zobaczyliśmy kierowcę. Kierowcą była ta sama kobieta która wyszła z lasu i poprosiła nas o pomoc. Zadzwoniliśmy do mojej mamy i mowimy jej ze znaleźliśmy ten samochód i streszczamy jej na szybko całą sytuację mama powiedziała na cały głos że znaleźli ten samochód i w tym momencie z tego co mówi mama ta kobieta weszła w las i powiedziała "Dziękuję" i znikła gdzieś w lesie. Po przyjeździe straży i pogotowia okazało się ze kobieta nie żyje a dziecko miało tyle szczęścia że przeżyło wypadek z paroma złamaniami. Strażacy powiedzieli że gdybyśmy nie jechali tamtą drogą to dziecko też by mogło zginąć. Powiedzieliśmy im jak o tym się dowiedzieliśmy to stwierdzili ze doznaliśmy szoku tylko zdziwiło ich to że obcy dla nas facet (kierowca autokaru) też to potwierdza. Od tego czasu zawsze gdy jedziemy do rodziny w tamte strony zapalamy dwa znicze jeden w lesie gdzie zbiliśmy krzyż z drzewa gdzie spotkaliśmy ów kobietę i drugi przy krzyżu przy torach.
  • 0

#34

pishor.

    sceptyczny zwolennik

  • Postów: 4740
  • Tematów: 275
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 16
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To fajna historia tyle, że wasz udział w niej miał niewielkie znaczenie dla szczęśliwego ocalenia dziecka:

cyt. Strażacy powiedzieli że gdybyśmy nie jechali tamtą drogą to dziecko też by mogło zginąć.

- ergo -

pojawienie się "zjawy" kobiety nie było konieczne, żebyście dotarli na miejsce wypadku, bo:

cyt. postanowiliśmy jechać leśnymi drogami bo przyjemniej jedziemy drogą i zbieraliśmy sie do niestrzeżonego przejazdu kolejowego mieliśmy do niego z jakieś 12km (rozumiem, że nie "zbieraliśmy się", tylko "zbliżaliśmy się").

 

Inaczej mówiąc - zjawa kobiety pojawiła się zupełnie nadaremno, bo tak, czy siak:

- jechaliście już tamtą drogą

- musieliście trafić na miejsce zdarzenia

- dotarlibyście tam niekoniecznie spóźnieni, żeby dziecko uratować, bo trochę czasu zmarnowaliście na rozmowę ze "zjawą"

- dziecko, tak, czy siak wyszło bez większego szwanku z wypadku, więc czas waszego przyjazdu nie miał zasadniczego znaczenia dla jego stanu

 

Pomijam tu fakt, że nie wspominasz nic o akcji reanimacyjnej (dziecka) podjętej przed przyjazdem służb ratowniczych, natomiast czytam, że

cyt. dziecko miało tyle szczęścia że przeżyło wypadek z paroma złamaniami.

Parę złamań, to nie jest stan zagrażający życiu - nawet w przypadku dziecka.

 

Nie wiemy też, kto jeszcze jechał pociągiem (to był pociąg towarowy, osobowy?), a chyba nawet w towarowych, w elektrowozie jest więcej niż jedna osoba (ale tu zgaduję, bo tak było dawniej - nie wiem, jak jest teraz)

 

Pytanie zatem brzmi: "PO CO pojawiła się zjawa kobiety"?

I to jest dla mnie dużo ciekawsze, niż opisana historia.

 

P.S.

Swoją drogą, prostytutka na leśnej drodze?

W białej koszulce i czarnych spodniach?

Obawiam się, że nie zarobiłaby na utrzymanie - no chyba, że trafiłaby na wycieczkę chutliwych grzybiarzy zakładowych.

Ale to tylko tak na marginesie, żeby zaznaczyć,że nie każda kobieta w leśnym rejonie, od razu musi uprawiać najstarszy zawód świata.


  • 0



#35

Wszystko.
  • Postów: 9459
  • Tematów: 72
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Rozumiem, że cały czas jechaliście przez las? Ciekawa trasa. W Polsce jest dużo lasów ale nie myślałem że aż tyle.



#36

shizuka_ni.
  • Postów: 3
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Podpinam się do tematu, jako że mam kilka historii "z pierwszej ręki". Nie wszystkie są związane z moją rodziną, aż tak "paranormalni" nie jesteśmy;) Zwykle zaczynamy interesować się zjawiskami nadprzyrodzonymi, gdy się z nimi zetkniemy. Tak było i w moim przypadku.Nie lubię podkolorowanych opowieści typu "piąta woda po kisielu" i nikt już nie wie, jak to naprawdę było.  W każdym razie przytaczam historie, których byłam świadkiem, bądź słyszałam o nich od osób, których bezpośrednio dotyczyły i nie wydają mi się naciągane. To, czy dacie im wiarę, pozostawiam w Waszej gestii;)
Pierwsza "dziwna" historia ma związek z domem, w którym moja babcia mieszkała od piątego roku życia. Jest to stary poniemiecki budynek w malutkiej wiosce na Dolnym Śląsku. Rzecz jasna w dzieciństwie, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, spędzałam tam sporo czasu. Dni wspominam bardzo mile, gorzej noce. Otóż podobno nawet kiedy nie miałam nawet roku, nie mogłam tam zasnąć i płakałam wniebogłosy;) Problem ten nie miał miejsca w żadnym innym miejscu, w którym nocowaliśmy "poza domem", natomiast tam płakałam do momentu, kiedy rodzice, często już zrezygnowani, praktycznie w nocy, postanawiali zapakować mnie do auta i wrócić do domu. W domu zawsze czułam się raczej nieswojo, towarzyszyła mu dziwna "ciężka" atmosfera.  Od kiedy pamiętam budziłam się nagle, zwykle około 1-2 w nocy. Totalnie rozbudzona, oczy szeroko otwarte i zero senności, tylko znane uczucie bycia obserwowanym i ogólnego silnego niepokoju, co czasem uniemożliwiało mi ponowne zaśnięcie aż do świtu. Nadal chętnie odwiedzałam rodzinę, jednak przestałam spędzać tam noce. Do rzeczy. Wraz z powiększeniem rodziny na dolnym piętrze zaczęło robić się ciasno i postanowiono zaadaptować strych pod pokoje mieszkalne. Miałam już wtedy  ponad 20 lat i zostawiłam daleko w tyle dziecinne lęki. Zostałam na noc i spałam na górze w jednym z nowoutworzonych pokoi. Już pierwszej nocy powtórzył się scenariusz z dzieciństwa. Znowu gwałtowna pobudka (bez paraliżu przysennego, nic z tych rzeczy), i dużo silniejsze uczucie bycia obserwowaną przez "coś nieprzychylnego". Zasnęłam z trudem i miałam bardzo realistyczny sen, którego byłam obserwatorem. Mianowicie przedstawiał dom babci, ale w nieco innym układzie, trochę inaczej ułożone budynki gospodarcze, drzwi pomiędzy kuchnią i pokojem prababci, które za moich czasów były już zamurowane czy wysoki próg w sieni. Dwie osoby w tym śnie zwróciły moją szczególną uwagę: mężczyzna w średnim wieku w mundurze wojskowym i kobieta trzymająca naręcze dzikiego czarnego bzu. O ile mężczyzna nie budził we mnie lęku, o tyle kobieta z pewnością "nie życzyła mi dobrze". Mężczyzna skinął na mnie głową i poszłam za nim poza dom, aż pod las, poza granicę działek, gdzie jak się okazało była zbiorowa mogiła. Wtedy wbił szpadel w ziemię, a ja zorientowałam się, że on też nie żyje. W tym momencie urwał się sen. Był bardzo realistyczny, co sprawiło, że nie mogłam usnąć do rana. W końcu to tylko sen, jednak nie przespałam tam kolejnej nocy. Wywarł na mnie naprawdę duże wrażenie, jednak opowiedziałam o nim tylko przyjaciółce. Minęły jakieś dwa lata. Znowu spędzałam czas u babci, jednak nie z zamiarem nocowania;) Wymówka: "nie ma to jak w domu";) Jednak ciocia i babcia zdawały się podzielać moją niechęć zwłaszcza do spania "na górze". Kuzynka, młodsza ode mnie o rok, uczestniczyła w rozmowie. Wyjaśniły, że przerobienie strychu wiązało się z wyburzeniem jednej ze ścian i ustawieniem jej w innym miejscu. Znalazły tam metalową puszkę po ciastkach, a w niej drobne pamiątki rodzinne, żadnych kosztowności, stara broszka itp., zdjęcie, najprawdopodobniej schowane w czasach wojennych. Wiele słyszy się w tych stronach o takich skrytkach i nie budzą dużego zdziwienia. W każdym razie po przebudowie, kiedy jeszcze nie było na górze właściwie nic prócz telewizora i foteli, w godzinach wieczornych, dzieci spały a starsi siedzieli na dole, gadali i grali w karty. Nagle usłyszeli, jak ktoś przebiegł przez pokój na górze. Ciocia była pewna, że któryś z dzieciaków poszedł na tv;) Właściwie nie ma możliwości, żeby minęli się po drodze, niestety, stary, nieprzemyślany układ pokoi;) Weszła na górę i nikogo tam nie było. Potem zjawiska powoli przybierały na sile i co ciekawe, dawały się we znaki wszystkim domownikom. Nie będę zagłębiać się w szczegóły, ale rzeczy zmieniały miejsce, kroki były coraz wyraźniejsze i natarczywe, np. już leżąc w łóżku, ciocia usłyszała, jak ktoś wchodzi po schodach, powoli, aż w końcu tak jakby ostatnie schody "coś"pokonało w biegu, i trzasnęły drzwi naprzeciwko. W środku dnia, na oczach jej i syna. Kuzynka słyszała tuż przy uchu męski głos wypowiadający kilkukrotnie jej imię, gdy była sama na górze. W końcu postanowiła pomimo "dojrzałego wieku" i własnego pokoju spać z siostrą. Widywały ciemną postać przy łóżku. W końcu zostawiały zapalone światło na noc. Coś ściągało z nich kołdrę, po kilka razy w ciągu nocy. Postanowiły nagrać zjawisko, jednak ustawiona na noc kamera rozładowywała się pomimo pełnej baterii. Raz za razem. Poprosiłam, żeby pokazały mi puszkę, którą znaleźli przy remoncie. Niestety, okazało się, że ksiądz, którego w końcu poprosili o pomoc odprawił w domu mszę i kazał usunąć ją z domu, zakopać albo najlepiej spalić zawartość (co niestety zrobiły). Poświęcił dom, odmówił modlitwy i wszystko na pewien czas ustąpiło. Rozmawiałyśmy właśnie już "po wszystkim". Z czasem jednak powróciły dziwne zdarzenia i nasilały się. Po powrocie do domu postanowiłam zapytać taty, który jednak spędził tam znaczną część życia, czy i jemu zdarzały się tam podobne historie. Powiedział, że na strychu tylko raz wystraszył go ptak, który się tam zagnieździł;) Ale potem już poważniejszym tonem dodał, że mimo, że nie zna "paranormalnych opowieści" związanych z tym domem, to jednak może mi opowiedzieć jego historię. Otóż moja prababcia została tam przesiedlona zaraz po wojnie, kiedy wojska radzieckie wypierały Niemców z tych terenów. Przed nimi mieszkał tam kowal z żoną. W czasie wojny mężczyznę i trzech synów wcielono do wojska. Nie jestem na 100% pewna, co stało się z synami, najprawdopodobniej zginęli a kobieta nie chciała opuścić domu, bo czekała na powrót męża. Powiedziano jej, że mąż zginął na froncie i musi opuścić dom, zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po tym kobieta powiesiła się za domem  zaraz przy czarnym bzie. Okazało się też, że rozkład zabudowań z mojego snu pokrywa się ze wspomnieniami babci i taty a w miejscu pod lasem pochowano zamordowanych członków orkiestry wojskowej. Niby nic, a jednak mam przeczucie, że to nie jest zwykły zbieg okoliczności.
Kiedy doszło do tego, że na górze nikt nie chciał już spać ani nawet zostać sam w pokoju, uznali, że czas się wynieść a dom wystawili po obniżonej cenie, licząc na szybką sprzedaż. Historia ta rzecz jasna w małej miejscowości była dosyć powszechnie znana, jednak znalazł się kupiec. W tej chwili, około pół roku po transakcji, dom znów stoi pusty. Historię opisałam w największym możliwym skrócie, pomijając mniej ważne fakty.
Sama nie przepadam za opowieściami związanymi ze snami, głównie dlatego, że trudno je udowodnić. Jednak ze zjawiskami paranormalnymi jest tak, że zwyczajnie daje się im wiarę lub nie. Jeśli macie ochotę, mogę opisać kolejne znane mi historie.


  • 0

#37

ekspertAleksandra.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

 

Dopiero po porcji kropel na uspokojenie była w stanie powiedzieć nam, co się stało. W kuchni stał Dziadziuś i jak gdyby nigdy nic, robił sobie herbatę... Siostra do dziś zarzeka się, że nic podobnego nie miało miejsca

Czyli najpierw opowiada wam o dziadku, a potem twierdzi, że go tam nie było? Albo z tymi kroplami było coś nie tak, albo twoja historia trochę się kupy nie trzyma.
Co do opowieści piątej, to co dziwnego jest w nagłym spadku temperatury? Nie ma w tym nic paranormalnego.

 

Niektóre duchy pobierają energię z otoczenia, m.in z temperatury. A wiem to z własnego doświadczenia. Nie raz było tak że w ciągu kilku sekund temperatura spadła o mniej więcej 6 st.C a w zamkniętym pomieszczeniu w którym są zamknięte okna jest to niemożliwe. Pozdrawiam 


  • 0

#38

Wszystko.
  • Postów: 9459
  • Tematów: 72
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Jak zmierzyłaś tak szybki spadek temperatury?



#39

kkuuii210.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Wszystkie historie są ciekawe


  • 0

#40

Zaciekawiony.
  • Postów: 7681
  • Tematów: 80
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Historia Krzycho112 jest na prawdę ciekawa. Tyle tylko, że to znany od lat miejski mit o duchu kobiety ratującym dziecko:

http://atrapa.net/legendy/wypadek.htm


  • 0




 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u