Skocz do zawartości




Zdjęcie

Hitler i tajny kult satanistyczny w samym sercu nazistowskich Niemiec


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
11 odpowiedzi w tym temacie

#1

Ivellios.

    ÓSMY ZMYSŁ

  • Postów: 1625
  • Tematów: 401
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 109
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Hitler i tajny kult satanistyczny w samym sercu nazistowskich Niemiec. Historia Towarzystwa Vril

Dołączona grafika


Na pierwszy rzut oka duży okrągły pokój w piwnicy zamku Wewelsburg wygląda dość niewinnie. Podłoga wyłożona jest gładkimi, starannie wyciętymi kamieniami. Lśniące, kamienne, łukowate ściany majestatycznie sięgają wysokiego sufitu.

Na samym środku pokoju leży zapadnięty kamienny ołtarz z wypastowanymi stopniami prowadzącymi wzdłuż wypalonego i popękanego kamienia. Stąd widać trzynaście świec migocących na pochylonych ścianach. Ale gdy tylko spojrzysz w górę, znaczenie tego pokoju staje się przerażająco oczywiste. W pośrodku kopuły znajduje się ogromna swastyka.

Ten pokój stanowił główną twierdzę satanistycznego kultu, który stworzył i kierował niemiecką partią nazistowską. To tak zwane Towarzystwo Vril zrzeszało wielu współpracowników Hitlera, w tym Himmlera, Bormanna i Hessa. W centrum całego kultu był Hitler, który, jak wierzono, był psychicznym medium kontaktującym się z potężnymi siłami, które mogły stworzyć wszystko podbijający naród aryjski. Niektórzy upatrywali w Hitlerze Mrocznego Mesjasza.

Historycy mieli skłonności do bagatelizowania okultystycznych fundamentów nazizmu, obawiając się trywializacji jego przerażających przestępstw wojennych, jednak wyemitowany ostatnio przez Discovery Channel film dokumentalny ujawnił historię tajemniczej religii w samym sercu nazistowskich Niemiec.

Co dziwne, uważa się, że ta religia oparta była na dziewiętnastowiecznej powieści fantastycznonaukowej, w której przewidziano latające spodki, rasę kosmitów mieszkających wewnątrz Ziemi i tajemniczą siłę zwaną Vril.

"Mity okultystyczne odgrywały w nazizmie najważniejszą rolę", mówi historyk Michael Fitzgerald. "Przez kontrolę partii nazistowskiej towarzystwo dokonało największych aktów zła XX wieku".

"Okultyści z Vril pracowali w ścisłej tajemnicy, robiąc wszystko, by wypromować siłę aryjską. Działania bezpośrednie obejmowały zabójstwa na tle politycznym, przez wywoływanie duchów zmarłych, składanie ofiar z ludzi po wzywanie tajemniczych energii - lub Vril - za pomocą orgii seksualnych", wyjaśnia Fitzgerald.

By zrozumieć, dlaczego partia nazistowska miała obsesję na punkcie okultyzmu i satanizmu, musisz się cofnąć do czasów wiktoriańskich. Pod koniec XIX wieku zarówno Niemcy jak i Wielka Brytania przeżywały okultystyczną obsesję. Był to czas, kiedy każdy szanujący się gospodarz domu mógł jedynie pomarzyć o obiedzie bez odbywającego się po nim wieczorem seansu spirytystycznego.

Istniało również spore zainteresowanie wschodnim mistycyzmem, a "prorocy" religii okultystycznych, jak np Madame Helena Bławatska, byli znani w każdym domu. Bławatska wierzyła, że Europejczycy pochodzili odrazy istot przypominających anioły, zwanych Aryjczykami. Sądzono, że Aryjczycy użyli tajemniczych sił psychicznych do budowy piramid, Atlantydy i sieci miast pod Antarktydą. Co więcej, ich potomkowie odnajdywani byli w Himalajach, a znakiem ich była swastyka - w hinduizmie symbol oznaczający szczęście.

Te i wiele innych mitów zostało skrystalizowanych w powieści science-fiction "Nadchodząca rasa" (The coming race). Jej autor, Edward Bulwer-Lytton, opowiadał o dziwnych ludziach zwanych Vril-Ya, którzy żyli wewnątrz Ziemi. Dysponowali fantastyczną mocą, używając tajemniczej siły zwanej Vril, której używali również do napędzania latających spodków.

"Nadchodząca rasa" i towarzyszący tej powieści szalony mistycyzm mogłyby utonąć w odmętach zapomnienia, gdyby nie I wojna światowa. Pod koniec wojny Niemcy nurzały się w brutalnej anarchii, a cały tłum ekstremistycznych polityków i przywódców sekt łamał prawo i walczył o władzę. Prym wiodła grupa okultystyczna Towarzystwo Thule - z działającą wewnątrz niej sektą Towarzystwo Vril.

Towarzystwo Vril znane było z urządzania orgii w celu przyzwania energii okultystycznych - a także w celu ojcowania "rasie panów" dzieci, które miały ponownie zaludnić zniszczone Niemcy. Mówi się, że kobiety biorące udział w takich orgiach miały być opętywane przez duchy i zaczynać mówić w wielu językach. Ich proroctwa zaś były traktowane śmiertelnie poważnie.

"Najmroczniejszym aspektem Vril było jednak składanie ofiar z małych dzieci", mówi Michael Fitzgerald, autor książki "Stormtroopers ofSatan". "Ranili je ostrym narzędziem w klatkę piersiową i podrzynali im gardła".

"W okresie największego rozkwitu Vril w latach dwudziestych w Monachium zaginęły setki dzieci. Podejrzewa się, że wiele z nich zostało zabitych przez sektę, by przyzwać energię Vril. To stwierdzenie może się wydać dziwne, jednak gdy rozważysz to, co ci ludzie zrobili w Trzeciej Rzeszy, składanie ofiar z dzieci wygląda przy tym jak normalne zachowanie", mówi Fitzgerald.

Głównym celem Towarzystwa Vril było poszukiwanie Niemieckiego Mesjasza, który poprowadziłby Aryjczyków do dominacji na świecie i eksterminacji wszystkich innych ras - w szczególności Żydów. Jego przyjście zostało zapowiedziane przez ducha nazywającego samego siebie "Bestią z Księgi Wyjścia".

Podczas seansu, w którym brali udział członkowie sekty Alfred Rosenberg i Dietrich Eckart, duch miał oznajmić, iż człowiek nazwiskiem "Hitler" przejmie "Włócznię Przeznaczenia" i doprowadzi Aryjczyków do władzy.

I już w niecałe kilka tygodni później płomienny młody mężczyzna o zaniedbanym wyglądzie zaczął się pojawiać na spotkaniach Towarzystwa Thule. Nazwisko jego brzmiało Adolf Hitler.

Towarzystwo szybko dostrzegło potencjał Hitlera i zaczęło wykorzystywać jego niesamowity osobisty magnetyzm. Potrafił przemienić tłumy ludzi w histerycznych wielbicieli i hipnotyzować nawet najsilniejszych mężczyzn. Siła wydawała się podążać za nim wraz z falami emocji, unoszącymi się wokół niego aż do szaleństwa. W takich chwilach wydawał się być opętany.

Hitler był zafascynowany okultyzmem. Był entuzjastą astrologii, numerologii, psychicznego mediumizmu, hipnozy i wróżenia z wody. Krótko mówiąc, młody Adolf mógł próbować wszystkiego, co pozwoliłoby mu przepowiedzieć przyszłość lub dałoby mu nad kimś kontrolę.

To właśnie w Towarzystwie Thule Hitler poznał tych, którzy pomogli mu przejąć kontrolę nad Niemcami i rozpętać II wojnę światową. Członkami towarzystwa mieli być Rudolf Hess, Heinrich Himmler, Martin Bormann, Dietrich Eckart, Alfred Rosenberg i Hermann Göring. To właśnie oni posłużyli się Towarzystwem Thule – i działającą w nim sektą Towarzystwo Vril - by stworzyć i wypromować partię nazistowską.

Ale nawet wewnątrz tej złowieszczej grupy istniało wewnętrzne jądro, które było nawet jeszcze gorsze, niż mogłoby się wydawać.

"Bormann był zagorzałym satanistą", mówi Michael Fitzgerald. "Bormann, wspólnie z Rosenbergiem i Himmlerem, chciał zniszczyć chrześcijaństwo i zastąpić je prawdziwie okultystyczną religią, którą sami tworzyli. Wspólnie z Towarzystwem Thule stworzyli partię polityczną, przy pomocy której mogliby tego dokonać".

Gdy w 1933 roku Hitler doprowadził partię nazistowską do władzy, członkowie sekty okupowali wszystkie najważniejsze stanowiska. Hess został Zastępcą Führera, Rosenberg objął funkcję Ministra Trzeciej Rzeszy, Bormann został szefem NSDAP, Himmler był przewodniczącym SS i Gestapo, Göring zaś został dowódcą Luftwaffe. Tylko zmarły Dietrich Eckart, któremu Hitler zadedykował "Mein Kampf" (moja wojna), nie dołączył do tego grona.

Wkrótce po zdobyciu władzy naziści zaczęli się przygotowywać do światowej dominacji. Pierwszym ich celem była odbudowa armii - tym samym złamanie postanowień Traktatu Wersalskiego, który formalnie zakończył I wojnę światową. Pomimo głośnych i donośnych protestów ze strony Francji i Wielkiej Brytanii, Hitler prawidłowo odgadł, że Alianci będą próbowali uciekać od wojny.

W 1938 roku Hitler przyłączył Austrię do Niemiec. Znów został zaspokojony. Wciągu następnego roku większość Europy znalazła się pod jego kontrolą, a jednym z kolejnych celów stała się Wielka Brytania.

Głównym elementem ideologii nazistowskiej było ustanowienie Tysiącletniej Rzeszy. Chciano tego dokonać poprzez wypaczenie historii i stworzenie nowej religii opartej na aryjskiej mitologii - tej samej, którą propagowali wiktoriańscy okultystyczni "prorocy" i fantastycznonaukowa powieść "Nadchodząca rasa".

Aby tego dokonać, Himmler pod skrzydłami SS założył biuro do spraw badań okultystycznych, zwane Ahnenerbe. Miało ono udowodnić wyższość rasową Niemiec poprzez łączenie ich z mityczną rasą starożytnych Aryjczyków. Himmler miał również nadzieję odkryć starożytne magiczne przedmioty, takie jak Święty Graal i Włócznia Przeznaczenia. Ta druga, jak pamiętasz, była włócznią użytą do zabicia Jezusa Chrystusa po tym, jak został ukrzyżowany.

"Możliwe również, że poszukiwali w Etiopii Arki Przymierza", mówi Michael Fitzgerald. "Mieli nadzieję użyć jej rzekomych magicznych mocy do własnych celów".

Ahnenerbe zorganizowało serię wypraw w poszukiwaniu starożytnych miast aryjskich ukrytych w Himalajach, na Środkowym Wschodzie oraz w Boliwii. Organizacja plądrowała starożytne obiekty na całym świecie. Nie jest więc niespodzianką, iż Ahnenerbe stanowiło inspirację dla nazistowskich archeologów w "Poszukiwaczach Zaginionej Arki".

Ahnenerbe wkładało dużo wysiłku w zgłębianie zjawisk paranormalnych takich jak ESP, psychokineza, wróżenie z wody, astrologia i czarna magia. W rzeczy samej, organizacja wydała na badania sumę równą 10miliardów obecnych funtów brytyjskich. To mniej więcej tyle samo, ile Alianci wydali na program budowy bomby atomowej.

Niewiele owoców pracy Ahnenerbe znajdowało zastosowanie na wojnie, mimo to niemiecka marynarka wojenna miała korzystać z usług jasnowidzów w poszukiwaniu alianckich okrętów wojennych i konwojów na Północnym Atlantyku.

"Początkowo robili to całkiem dobrze", mówi Michael Fitzgerald. "Później jednak byli tak przepracowani, szczególnie pod koniec wojny, że zaczynali zawodzić".

Przepowiadanie przyszłości było głównym zajęciem nazistów. Ahnenerbe zatrudniało astrologów, wróżbitów runicznych i całą masę osób obdarzonych zdolnościami psychicznymi, by poznać i zbadać przyszłość. Jeden z astrologów, Karl Krafft, szybko zyskał uznanie po tym, jak prawidłowo przepowiedział w Monachium w 1939 roku próbę zamachu nażycie Hitlera.

Hitler wierzył, że astrologiczna przepowiednia i jego ocalenie były dowodem na to, że okultystyczni bogowie popierali jego "Ostateczne Rozwiązanie". Wprawiło go to w stan mistycznej egzaltacji.

Z błyskiem w oczach wykrzyknął: "Teraz jestem zadowolony! To Opatrzność czuwa, bym mógł osiągnąć swój cel".

Poprzez Ahnenerbe naziści zaczęli tworzyć okultystyczną cywilizację, by wyprzeć naszą, chrześcijańską.

"Zaczęli indoktrynować Hitlerjugend, stosując ideologie satanistyczne", mówi Michael Fitzgerald. "Dzieci przyszłych dowódców SS uczono, że współczucie jest słabością. Zaczęto obchodzić pogańskie święta i odprawiać okultystyczne ceremonie".

"Himmler nazywał siebie Czarnym Jezuitą - i był nim. Miał w planach wybudowanie w Niemczech po wojnie pogańskich świątyń. Miały one zastąpić kościoły. Na każdym ołtarzu miał leżeć egzemplarz hitlerowskiego "Mein Kampf"", mówi Fitzgerald.

Planowano budowę nowego religijnego miasta skupionego wokół zamku Wewelsburg. Miał to być okultystyczny Watykan, poświęcony wszelkiemu złu. Kolegia miały uczyć przyszłych przywódców Niemiec okultyzmu, w tym psychicznego mediumizmu, hipnozy i dywinacji. Muzea i galerie miały zawierać takie eksponaty jak ŚwiętyGraal, Włócznię Przeznaczenia oraz Arkę Przymierza. Miały być również prowadzone badania laboratoryjne poszukujące nowych energii - takich jak Vril -by napędzać lecące ku gwiazdom statki kosmiczne.

Dziś nazistowskie zajmowanie się okultyzmem wydaje się całkowicie obłędne. Czy byli oni tylko chorzy umysłowo, czy może działało tutaj coś bardziej złowieszczego? Aż kusi, by napisać, że byli obłąkani, niektórzy sądzą jednak, że Hitlera naprawdę opętały złe moce.

Hermann Rauschning, przyjaciel Hitlera i autor jego przemówień, powiedział: "Jest jedna rzecz, która nie pozwala nie nazwać Hitlera medium – medium jest opętane. Nie ulega wątpliwości, że Hitler był opętany przez siły, które miały nad nim władzę i dla których taka indywidualność zwana Hitlerem była jedynie tymczasowym narzędziem".

Danny Penman, NewsMonster.com
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios, http://www.paranormalium.pl/

Zdjęcie wspomnianej w artykule komnaty zamku Wewelsburg można znaleźć tutaj:

http://www.paranorma...27,artykul.html

Najmocniej przepraszam za ewentualne literówki. Gdy wstawiałem ten artykuł na Paranormalium, obyło się bez błędów, niestety w przypadku VRP edytor jest skopany i w dłuższych tekstach zjada spacje bądź umieszcza je tam, gdzie ich być nie powinno :/
Poprawiałem ten artykuł kilkukrotnie, niestety praca moja poszła na marne - edytor i tak pousuwał sobie spacje tam, gdzie se chciał. Normalnie to badziewie demotywuje do pisania...

Ivellios

  • 6



#2

shiki.
  • Postów: 54
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Super, bardzo ciekawy artykuł. :)
Moim zdaniem Hitler był opętany. Albo przynajmniej chory psychicznie. Bo jak wytłumaczyć to, że w jego głowie powstał taki plan?
Albo jeśli nie powstał sam, a na bazie fantastycznonaukowej powieści?
No i dziwi mnie jedno - to, że ludzie tak bardzo w niego/jemu wierzyli, że dał sobą manipulować prawie cały naród.
W ogóle to co się działo jest poza moim pojęciem.
  • 1

#3

kapuchy.
  • Postów: 591
  • Tematów: 10
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Całe zło nazizmu generalnie się wiąże z Hitlerem, a zapomina się, że tak naprawdę siłą sprawczą holocaustu, metod terroru, masowych zbrodni były całe setki ludzi opetanych po prostu manią wielkości, którzy jednak byli na tyle inteligentni, ze potrafili wykorzystać nastroje społeczno-polityczne w czasie wielkiego kryzysu. Hitler - poza tym, że był typem schizoidalnym - miał jednak charyzmę i potrafił pociągnąć za sobą cały naród, a nawet doprowadzić do fanatyzmu na swoim punkcie. W jakiś sposób był geniuszem, choć obrócił ten geniusz ku tak straszliwym metodom i celom. Jego osobowość była przez takich ludzi jak Himmler, Bormann, Goering, Goebels i cała reszta wykorzystywana do zbijania własnego kapitału politycznego i materialnego.
Fascynacja okultyzmem na granicy wręcz opętania rzeczywiście opanowała najwyższe kręgi władzy w III Rzeszy, na wszelkie sposoby szukali uzasadnienia dla swoich czynów - to raz, dwa - obsesyjnie poszukiwali dowodów czystości rasy aryjskiej, trzy - szukali całkowicie nowych technologii i sposobów uzyskania przewagi militarnej i gospodarczej.
Nadawanie temu wszystkiemu otoczki mistycznej dodatkowo budowało atmosferę wielkości tych ludzi, którzy tak naprawdę byli moralnymi karłami.
Historia tajnych stowarzyszeń nazistowskich - jak i wszelakich innych - jest jednak fascynująca i kryje wciąż wiele tajemnic, których mnóstwo śladów można znależć i w Polsce, a szczególnie na Dolnym Śląsku. Tym bardziej, ze w jakiś sposób jest powiązana z bądź co bądź spektakularnym skokiem technologicznym i osiągnięciami naukowymi.
  • 2

#4

shiki.
  • Postów: 54
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Moim zdaniem Hitler był opętany.


Dodam tylko, że nie chodziło mi o 'standardowe' opętanie (a tak to zabrzmiało), ale o opętanie jedną myślą, jakimś chorym pomysłem.

Fascynacjao kultyzmem na granicy wręcz opętania rzeczywiście opanowała najwyższe kręgi władzy w III Rzeszy, na wszelkie sposoby szukali uzasadnienia dla swoich czynów - to raz, dwa - obsesyjnie poszukiwali dowodów czystości rasy aryjskiej, trzy - szukali całkowicie nowych technologii i sposobów uzyskania przewagi militarnej i gospodarczej.


Mniej więcej o to mi chodziło. Hitler (i władze Rrzeszy) opętany myślą o czystości i wyjątkowości rasy aryjskiej 'odrywa się od rzeczywistości', zupełnie traci resztki człowieczeństwa zlecając i planując masowe mordy.
  • 1

#5

Paweł.
  • Postów: 1000
  • Tematów: 22
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

"Najmroczniejszym aspektem Vril było jednak składanie ofiar z małych dzieci" (...) "Ranili je ostrym narzędziem w klatkę piersiową i podrzynali im gardła". (...) "W okresie największego rozkwitu Vril w latach dwudziestych w Monachium zaginęły setki dzieci. Podejrzewa się, że wiele z nich zostało zabitych przez sektę, by przyzwać energię Vril.

Czytając to przypomniałem sobie, że chyba z pół roku temu oglądałem film dokumentalny o okultyzmie, rasie aryjskiej, itp. w Trzeciej Rzeszy. Ciekawostką było to, że podczas niemieckiej okupacji w Polsce, hitlerowcy, a dokładniej SS masowo odbierało polskie dzieci rodzicom - z myślą o nich jako przyszłych rekrutach tej zbrodniczej organizacji. Wybierano zwłaszcza te, które posiadały cechy aryjskie.
Nie wykluczone, że również niektóre z nich mogły paść ofiarą wyżej wymienionych grup...
  • 0



#6

shiki.
  • Postów: 54
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Możecie podać tytuły tych filmów?
Chętnie bym obejrzała, bo to naprawdę ciekawy temat.
  • 0

#7

NoMeansNo.
  • Postów: 1534
  • Tematów: 8
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Ciekawostką było to, że podczas niemieckiej okupacji w Polsce, hitlerowcy, a dokładniej SS masowo odbierało polskie dzieci rodzicom - z myślą o nich jako przyszłych rekrutach tej zbrodniczej organizacji. Wybierano zwłaszcza te, które posiadały cechy aryjskie.
Nie wykluczone, że również niektóre z nich mogły paść ofiarą wyżej wymienionych grup...

To dosyć znana sprawa - odbierana rodzicom dzieci o cechach aryjskich i oddawano je do adopcji/wychowania przez rodziny niemieckie. Dzieci musiały posiadać określone cechy, o ile chodzi o "standardowy" aryjski wygląd. Szczególnie chętnie odbierano dzieci najmłodsze, które łatwiej było w ten sposób poddać "zniemczeniu". Istniały specjalne ośrodki w których początkowo przebywały takie dzieci. Po wojnie miały często problem z powrotem do swych rodzin gdyż np. nie mówiły już w języku polski.
  • 0

#8

norainbow.
  • Postów: 64
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

jeżeli interesujecie się okultyzmem i germańskością, lubicie czytać , to jak najbardziej w temacie
'' Szatan i swastyka - okultyzm w partii nazistowskiej '' Francis King /Wyd. Axis '96/
'' Książka ta ukazuje wpływ rozmaitych trendów okultystycznych na ideologię Trzeciej Rzeszy. Napisana z ogromną erudycją, a miejscami ze sporą dozą gorzkiego humoru, ujawnia zadziwiające kulisy wielu zdarzeń i powiązania osób z kręgu Adolfa Hitlera. Opisuje szczegóły funkcjonowania licznych ugrupowań i stowarzyszeń okultystycznych, których związki z rodzącym się faszyzmem były nie przypadkowe - to one bowiem w znacznej mierze wpłynęły na ukształtowanie się faszystowskiej ideologii rasizmu.''

''Wszechświat nieskończony jest żydowską abstrakcją. Skończony, zaokrąglony wszechświat jest wyobrażeniem całkowicie aryjskim.

Peter Bender



Lodowa teoria wszechświata, w formie zaakceptowanej przez Hitlera i Himmlera, została - bardziej niż jakakolwiek inna teoria okultystyczna - oficjalnie włączona do nazistowskiej ideologii Trzeciej Rzeszy. Jednak jeszcze jedna teoria okultystyczna dotycząca natury wszechświata, chyba jeszcze bardziej dziwaczna niż teoria Hörbigera, była aktywnie popierana przez pewną liczbę wysokich urzędników hitlerowskich. Należał do nich Goering, dowódca nowego niemieckiego Luftwaffe z jego siejącymi przerażenie stukasami i messerschmittami - człowiek, który kontrolował życie gospodarcze kraju, sprawując pieczę nad realizacją planu czteroletniego *[Plan ten, który miał przygotować niemieckie siły zbrojne do ofensywy na Zachodzie, oparty był na haśle "Armaty zamiast masła" i częściowo stanowił odpowiedź nazistowskich Niemiec na radziecki plan pięcioletni wprowadzony przez Stalina.] oraz był "wielkim łowczym Rzeszy"; w błyszczących mundurach własnego projektu prowadził zagranicznych dygnitarzy na polowania w zasobnych w zwierzynę niemieckich lasach.

Teoria, która zyskała specjalną protekcję Goeringa i przynajmniej częściowe jego oddanie, nazywała się doktryną pustej Ziemi. Jej rosnąca popularność i związki z nazistami ilustrują, jak odrzucone przez świat nauki teorie ewoluują w kierunku kultu i są wchłaniane w zasób idei i poglądów, które utrzymują się w specyficznej intelektualnej atmosferze okultystycznej kontrkultury. Ukazują też, w jaki sposób nawet najbardziej ekscentryczne odmiany takich odrzuconych teorii zyskują poparcie przynajmniej części okultystów. Nic ma wątpliwości, że antyortodoksja narodowego socjalizmu skłoniła niektórych nazistów do przyjęcia idei i poglądów tak dziwacznych, że ich orędownicy sprawiać mogą wrażenie ludzi niespełna rozumu.

Choć, jak zobaczymy, doktryna pustej Ziemi zaowocowała jednym z najdziwniejszych wydarzeń drugiej wojny światowej i śmiercią kilku członków NSDAP w obozach koncentracyjnych, jej początki były wielce szacowne. Wszystko zaczęło się od artykułu opublikowanego w roku 1692 w "Philosophical Transactions", piśmie brytyjskiego Royal Society - wtedy, jak i dziś, najbardziej poważanego z angielskich towarzystw naukowych.

Autorem artykułu był astronom Edmund Halley, ten sam, którego imieniem nazwano sławną kometę. Halley był zaprzyjaźniony z wielkim Izaakiem Newtonem i w gruncie rzeczy to dyskusja miedzy obu tymi uczonymi mężami skłoniła ostatniego z nich do napisania epokowego dzieła Principia, w którym zawarł matematyczne formuły będące podstawą wszystkich współczesnych osiągnięć techniki, od samochodu do rakiety kosmicznej.

Halley zgadzał się całkowicie z przedstawionymi w Principiach teoriami i częściowo finansował nawet ich wydanie drukiem. Sądził jednak, całkiem słusznie, że fizyka Newtonowska, która trafnie i kompetentnie tłumaczy zjawiska tak różnorodne, jak ruchy planet i trajektorie lotu kuł armatnich, nie rozwiązuje jednak pewnych problemów związanych z Ziemią. Jednym z nich były niezrozumiałe magnetyczne odchylenia i fakt, że bieguny magnetyczne Ziemi - te, które wskazuje igła kompasu - nie pozostają na jednym miejscu i zmieniają nieznacznie swoją pozycję.

Halley w artykule z 1692 roku próbował podać matematyczne uzasadnienie tego zadziwiającego zjawiska. Jeśli przyjąć rozumowanie, że Ziemia nie jest - jak się powszechnie uważa - szczelnie wypełniona materią, ale jest pusta w środku i składa się z trzech koncentrycznych skorup jak trzy zewnętrzne warstwy cebuli, z których zewnętrzna jest zamieszkana przez ludzkość, wtedy przyczyna magnetycznych odchyleń jest łatwa do wyjaśnienia. Właściwie pozostaje już tylko wniosek, że bieguny magnetyczne są w rzeczywistości usytuowane na jednej lub obu wewnętrznych skorupach Ziemi, i że te wewnętrzne skorupy obracają się wokół swojej osi z nieco odmienną prędkością niż skorupa zewnętrzna.

Poglądy Halleya wywołały spore zainteresowanie po pierwszej ich publikacji, ale wkrótce emocje opadły i większość matematyków i fizyków zapomniała o tej teorii.

A jednak przynajmniej jeden człowiek stał się zagorzałym zwolennikiem hipotezy Halleya dotyczącej pustej w środku kuli ziemskiej. Tym człowiekiem był Cotton Mather, purytański duchowny z Massachusetts. Pastor ów pisywał na temat czarnej magii, czarnoksięstwa i opętania przez diabła i za jego to głównie sprawą doszło do histerii towarzyszącej skazaniu domniemanych czarownic podczas pamiętnego procesu w Salem w 1692 roku.

Komentarz Mathera do teorii pustej Ziemi Halleya zachował się w jego dość dziwacznej spuściźnie literackiej, co sprawiło, że wiedza o tej hipotezie przetrwała - prace Mathera są bowiem nieprzerwanie studiowane przez tych, których fascynują opowiadania o duchach, goblinach, demonach i innych zjawach nocnych. To nieustające zainteresowanie pismami Mathera doprowadziło w dziewiętnastym wieku do odrodzenia wiary w możliwość, że Ziemia jest pusta w środku, a w naszym stuleciu - do zaangażowania się w nią nazistów.

Przed owym dziewiętnastowiecznym odrodzeniem powstała jednakże jeszcze jedna odmiana tej teorii i ona również zasługuje na krótką wzmiankę. Teoria ta została sformułowana przez sir Johna Lesliego, szkockiego fizyka, który twierdził, że Ziemia składa się z masywnej i litej zewnętrznej powłoki grubej na setki mil, otaczającej pustą przestrzeń, w której krążą dwa "wewnętrzne słońca" obracające się wokół wspólnego środka grawitacji. Leslie był tak pewny istnienia swych miniaturowych słońc, że posunął się nawet do nadania im nazw: pierwsze od greckiego boga podziemi nazwał Plutonem, drugie zaś Prozerpiną od półbogini, która według mitologii była żoną Plutona przez sześć miesięcy każdego roku.

Człowiekiem, który zapoczątkował odrodzenie teorii Halleya, następnie rozwinął ją i nadał jej rozgłos był John Cleve Symmes, urodzony w 1780 roku potomek długiej i wybitnej linii pastorów z Nowej Anglii, z których najwcześniejszy, Zachariasz Symmes, angielski purytanin, wyemigrował do Massachusetts w roku 1634.

Przodkowie Symmesa znali się dobrze z rodziną Matherów, nabywali egzemplarze wszystkich dzieł Cottona Mathera i przechowywali je jako schedę rodową. To właśnie lektura jednej z tych książek przemieniła młodego Johna Symmesa - a był on nienasyconym czytelnikiem - w zwolennika teorii zakładającej, że Ziemia jest wewnątrz pusta i złożona z kilku koncentrycznych skorup.

Symmes rozwinął ową teorię jeszcze przed trzydziestką. Uważał, że bieguny Ziemi są otworami prowadzącymi do wnętrza jej pustej skorupy. Doszedł do tego dziwnego wniosku w wyniku głębokich studiów nad dziełem Laplace'a, francuskiego astronoma i matematyka. Laplace wykazał, że Ziemia na równiku jest wybrzuszona, co trafnie uznał za wynik obrotów kuli ziemskiej wokół swej osi, i sugerował, że z tej samej przyczyny musiały powstać zagłębienia na biegunach. Zagłębienia Laplace'a, twierdził Symmes, są takiej głębokości, że prowadzą aż do wnętrza Ziemi.

Symmes nie spisał wyników swoich dociekań w jakiś zborny sposób i aby otrzymać zbliżony obraz jego kosmologii, trzeba się przyjrzeć zamieszczanym w czasopismach sprawozdaniom z jego wykładów, wywiadom z nim, a także działalności jednego z jego uczniów, który podjął się popularyzacji poglądów mistrza, oraz pamiętnikom spisanym przez syna Symmesa wiele lat po śmierci ojca.

Być może najlepszym streszczeniem poglądów Symmesa jest jego list otwarty, który napisał w 1818 roku, a następnie dał do druku i rozesłał do wszystkich kongresmanów w Stanach Zjednoczonych i do każdego naukowca w Europie.



St Louis, Missouri

Ameryka Północna

10 kwietnia, AD 1818



Do całego Świata:

Ogłaszam, że Ziemia jest wewnątrz pusta i możliwa do zamieszkania. W jej wnętrzu znajdują się twarde koncentryczne kule, jedna w drugiej, otwarte u biegunów na 12 do 16 stopni. Ręczę swoim życiem, że to prawda i jestem gotów przeprowadzić badania tego wnętrza, jeśli Świat udzieli mi poparcia i wspomoże w tym przedsięwzięciu.

Cleve Symmes z Ohio,

emerytowany kapitan piechoty

PS. Mam już przygotowaną do druku rozprawę na temat głównych założeń w tej sprawie.... Wzywam setkę dzielnych towarzyszy, z dobrym ekwipunkiem, aby wyruszyli z Syberii w porze jesiennej w zaprzęgach z renów na lody otwartego morza: Ręczę za to, że gdy idąc w kierunku północnym przekroczymy 80 stopień szerokości geograficznej, odnajdziemy krainę ciepłą i bogatą, pełną zwierzyny i roślinności, a może nawet ludzi. Powrócimy do domów wiosną następnego roku.

JCS



Pomimo powagi, z jaką Symmes bez wątpienia traktował swoją teorię i propozycję eksploracji północnego otworu Ziemi, nie znalazło się wielu takich, którzy podzielali jego opinie. Gazety pisały o owym arktycznym otworze, nazywając go "dziurą Symmesa". Żaden z naukowców, do których Symmes wysłał kopie swego listu otwartego, nie potrudził się nawet, aby potwierdzić jego otrzymanie. Co gorsza, większość ludzi uznała go za pomyleńca - pomimo medycznych zaświadczeń dowodzących zdrowia psychicznego, które wysyłał swoim korespondentom.

Symmes umarł w roku 1829, wyczerpany kampanią mającą przekonać świat do jego teorii i rozczarowany brakiem zrozumienia Kongresu Stanów Zjednoczonych dla jego prośby o przyznanie funduszy na zaplanowaną ekspedycję polarną.

Symmes pozostawił jednak po sobie kilku uczniów. W 1868 roku pewien człowiek nazwiskiem Lyons, podający się za "profesora", opublikował książkę zatytułowaną A HolIow Globe, w której nie tylko objaśniał rozwinięcie teorii Halleya dokonane przez Symmesa, ale utrzymywał, że to właśnie Symmes jest jej wyłącznym twórcą. Pięć lat później, w maju 1873 roku, "Atlantic Monthly" zamieścił nadzwyczaj fachowo napisany artykuł przychylny teorii Symmesa.

Jeszcze w 1914 roku Marshall B. Gardner, zainteresowany aeronautyką wyznawca teorii Symmesa, napisał A Journey to the Earth's Interior, Or, Have the Poles Really Been Discovered? (Podróż do wnętrza Ziemi albo o tym, czy bieguny rzeczywiście zostały odkryte), w której zaprzeczał, by Peary i Amundsen kiedykolwiek dotarli na bieguny. Sugerował, że obaj polarnicy po prostu kręcili się wokół biegunowych otworów, prowadzących do wnętrza Ziemi. On sam, pisał, poradziłby sobie z tym problemem, wykorzystując samolot. Właściwie potrzeba tylko jakiegoś wrażliwego na sprawy publiczne milionera, który by nabył dla niego, Marshala B. Gardnera, przystosowany do warunków arktycznych statek i maszynę latającą...

Wszelkie tego typu pomysły mogą się wydawać - delikatnie mówiąc - zwariowane, ale trzeba wiedzieć, że to właśnie rozsądek i zdrowie psychiczne utorowały drogę tym teoriom w nazistowskich Niemczech. Najpierw założenia teorii zostały przeniesione do Niemiec za sprawą Petera Bendera, pilota myśliwskiego cesarskich sił lotniczych w latach pierwszej wojny światowej. Bender był bliskim przyjacielem innego pilota o nazwisku Goering, następcy "czerwonego barona" (von) Richthofena na stanowisku dowódcy najwybitniejszej formacji lotniczej tamtych czasów, a ponad dwadzieścia lat później pierwszego (i ostatniego) człowieka, który nosił tytuł marszałka Rzeszy.

Goeringowi poszczęściło się jako pilotowi. W listopadzie 1918 roku powitał zakończenie wojny jako najbardziej znany z żyjących pilotów myśliwskich i w dodatku jako człowiek wolny. Bender miał mniej szczęścia. Liczba zestrzelonych przez niego samolotów nawet nie zbliżyła się do liczby, którą szczycił się jego przyjaciel, a w dodatku sam został zestrzelony przez Francuzów i ostatnie dwa lata wojny przesiedział w obozie jenieckim.

Literatura wszelakiej maści zawsze jest witana z radością przez nudzących się w zamknięciu więźniów. Bender nie był wyjątkiem, a ponieważ potrafił czytać w języku angielskim, z zainteresowaniem studiował jakieś stare egzemplarze amerykańskiego czasopisma, które przypadkiem znalazł w obozie.

Czasopismo, które odnalazł, nazywało się "The Flaming Sword" (Płonący Miecz) i od prawie trzydziestu lat propagowało pewną odmianę teorii pustej Ziemi, która była, całkiem dosłownie, przenicowaną teorią Symmesa. Tak, grzmiały wstępniaki i artykuły redakcyjne pisma, oczywiście, że Ziemia jest w środku pusta - tylko Symmes pojął wszystko opacznie. My, rasa ludzka, zamieszkujemy wewnątrz pustej w środku kuli ziemskiej, a nie po jej zewnętrznej stronic.

Ojcem tej teorii był samozwańczy "prorok Koresh", założyciel i w praktyce redaktor naczelny "The Flaming Sword". Prorok ów urodził się w roku 1839 w hrabstwie Delaware, w stanie Nowy Jork, jako Cyrus Reed Teed, syn niejakiego Jesse Teeda. Później, kiedy był już przekonany, że jest Wybrańcem spośród Najdostojniejszych, Koresh zaczął przywiązywać wielką wagę do imienia swego ojca, cytując z wielką powagą fragment z biblijnej Księgi Izajasza: "l wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni".

Przed trzydziestką Teed praktykował jako lekarz, a w wolnych chwilach zajmował się czymś, co nazywał "alchemią" - jak się zdaje, używał tego słowa dla określenia medytacji nad istotą wszechświata, nie zaś dla nieortodoksyjnej chemii.

Jego alchemia, bez względu na jej wartość była, jak się zdaje, wystarczająco skuteczna dla uzyskania tego, co Koresh uważał za "nadzwyczajne objawienie". Gdy którejś nocy w 1869 roku pracował w swoim "organo-alchemicznym laboratorium" (tak je nazywał), nawiedził go - pod postacią pięknej kobiety - duch przysłany prosto od Boga. Zjawa najpierw zwróciła się do niego imieniem Horos - imieniem, które Teed zanotował, ale go nie wyjaśnił - po czym nazwała go prorokiem Koreshem. Jako prorok, oznajmił anielski gość, Koresh musi zawładnąć mądrością wszechrzeczy. Teed natychmiast doznał objawienia. Jak pisze: "objawiła mi się wiedza całkowita wszystkich rzeczy, którą tylko boski pomazaniec mógł posiąść". Jednym ze składników tej wiedzy było to, co Koresh nazywał kosmogonią komórkową: "że powierzchnia, na której zamieszkuje ludzkość jest diametralnie odmienna od tego, co mówią na ten temat współczesne teorie naukowe, i Ziemia jest wklęsła..." Mówiąc innymi słowy chodziło mu o to, że żyjemy po wewnętrznej stronie pustej w środku Ziemi Symmesa.

Drogi życiowe Bendera i jego starego przyjaciela Goeringa po zawieszeniu broni w 1918 roku były bardzo różne. Ten ostatni został pilotem akrobatycznym i oblatywaczem prezentującym możliwości szwedzkich samolotów na zlecenie producenta. Poślubił następnie szwedzką arystokratkę, a wkrótce potem został czołową figurą w monachijskim oddziale raczkującej partii nazistowskiej. Odegrał sporą rolę w nieudanym puczu monachijskim w listopadzie 1923 roku, w czasie którego został poważnie ranny. Rana wymagała kilku operacji chirurgicznych, a pamiątką po niej był tak silny ból, że Goering stał się nałogowym morfinistą. Wprawdzie został wyleczony z uzależnienia od narkotyków, lecz niemal do końca życia zmuszony był zażywać niewielkie ich dawki. Pod koniec lat dwudziestych powrócił jednak do aktywnego uczestnictwa w politycznej działalności partii nazistowskiej. Wraz z Hitlerem doszedł do władzy, a w 1933 roku był już drugim pod względem znaczenia człowiekiem w Rzeszy. 20 czerwca Hitler formalnie wyznaczył go swoim następcą. Przez wszystkie te lata Goering zachował uczucie przyjaźni dla Petera Bendera i od czasu do czasu spotykał się ze starym znajomym.

Bender zainteresował się komórkową kosmogonią Teeda, dopracował ją i rozwinął. W broszurach, książkach, listach i artykułach w czasopismach okultystycznych zajął się walką propagandową o obalenie klasycznych nauk geograficznych i zastąpienie ich tym, czego już nie nazywał teorią, ale doktryną pustej Ziemi.

Bender twierdził, że cały widoczny wszechświat jest o wiele mniejszy, niż się powszechnie uważa. Ludzkość żyje po wewnętrznej stronie skorupy próżnej w środku Ziemi; w jej wnętrzu znajduje się ciemna sfera niebieska, wokół której obracają się luźno z nią połączone punkty świetlne. Tworzy to w rezultacie, tzw. wszechświat ułudny (będący czystym złudzeniem). "Gwiazdy" widziane na niebie są oczywiście niewielkimi punktami światła przymocowanymi do sfery niebieskiej tego ułudnego wszechświata. Słońce, czerwona kula rozgrzanej skały, ma zaledwie czterysta kilometrów średnicy, planety zaś, bardzo małe, krążą wokół centralnej sfery. Noc zapada wtedy, gdy Słońce znajduje się po drugiej stronie tego "wszechświata", a to, czy widoczny jest na nocnym niebie Księżyc i planety, zależy po prostu od ich położenia względem obserwatora i sfery centralnej.

Po dojściu nazistów do władzy, zwolenników doktryny Bendera nie dotknęły represje, jak innych okultystów, i chociaż ich publikacje stały się trudno dostępne, nie spotkał ich los wielu innych prac ezoterycznych - na przykład propagujących teozofię czy magię seksualną Aleistera Crowleya.

Głównym powodem tej względnej nietykalności była bez wątpienia długoletnia przyjaźń pomiędzy Peterem Benderem, głównym rzecznikiem doktryny, a Goeringiem, który nie tylko bronił swojego przyjaciela przed wrogością należących do SS wyznawców lodowej teorii wszechświata, ale nawet wierzył, że może istnieć niewielka szansa, iż owa doktryna jest prawdziwa.

Taki bezstronny i otwarty stosunek Goeringa do tej teorii wydaje się na pierwszy rzut oka dość zaskakujący. Człowiek ów, który zawsze wykazywał skrajny polityczny i gospodarczy realizm (pomijam tu jego odrażającą ideologię), był chyba ostatnią na świecie osobą, która wytknęłaby Peterowi Benderowi - nawet z żartobliwą ironią - jego szczególny rodzaj wariactwa.

W rzeczywistości jednak ten - nieomal poważny - stosunek Goeringa do doktryny pustej Ziemi był całkowicie zgodny z jego psychologiczną strukturą. Podsumował to zresztą celnie Hitler, często wnikliwy i złośliwy obserwator cech charakteru swych bliskich współpracowników *[Pomimo sporadycznych dowodów nieznajomości charakteru jakiegoś człowieka, jak w wypadku Ribbentropa, niedorzecznego i zacietrzewionego ministra spraw zagranicznych, którego nazwał "drugim Bismarckiem".]. Odpowiadając na zarzuty dotyczące stylu życia Goeringa, podobno powiedział: "To człowiek renesansu, musicie o tym pamiętać."

Hitler miał rację: Goering, bardziej niż ktokolwiek inny w jego czasach, przypominał książęta i polityków z piętnastego i początków szesnastego wieku. Wspaniałe mundury ze złotymi galonami, często osobliwe, nieznane medale i ordery na jego piersi, cały ten krawiecki splendor (jak jego słynne futro, w którym wyglądał na krzyżówkę gangstera z luksusową dziwką), który na kim innym wydawałby się raczej dowodem skłonności homoseksualnych, u Goeringa wskazywał natomiast na heteroseksualną męskość, iście pawią dumę i rozkoszowanie się w materialną stroną życia. Podobnie renesansowa była autentyczna miłość Goeringa do sztuki, chociaż jego gust był dość tandetny - miał zamiłowanie do wszystkiego, co przeładowane ozdobami i krzykliwe, uwielbiał kamienie szlachetne i swą prywatną armię pierwszorzędnych skoczków spadochronowych z Luftwaffe, dla których wojna ograniczyła się do bezsensownych parad w wiejskiej posiadłości Goeringa.

Tak jak kultura i obycie renesansowych książąt, ich mecenat nad sztuką i miłość do literatury klasycznej nic wykluczały gotowości do przemocy, morderstw i najobrzydliwszych okrucieństw, również artystyczna wrażliwość Goeringa szła w parze z całkowitą bezwzględnością i brakiem miłosierdzia wobec osobistych wrogów i zupełnym brakiem zainteresowania tym, aby choć opóźnić, nie mówiąc już o ukróceniu, prowadzoną przez nazistów eksterminację europejskich Żydów

Większość książąt epoki renesansu nie była pewna swej religijnej przynależności. Odeszli już od bezwzględnego i ślepego katolicyzmu swych średniowiecznych przodków, a filozoficzny poganizm świeżo odkrytych pism hermetycznych późnego okresu klasycznego, choć oddziaływał na nich, nic zdołał jednak okiełznać ich uczuć i emocji. W rozterce często zwracali się ku tej lub innej formie jasnowidztwa czy wróżby; ci sami ludzie, którzy czytywali Platona w oryginale, konsultowali swe decyzje z wróżbitami, czarownicami i wiedźmami. Tę samą niepewność religijną połączoną ze skłonnością do zabobonów nietrudno dostrzec w osobowościach wielu renesansowych artystów. Dlatego Cellini, być może największy rzeźbiarz i złotnik, jakiego kiedykolwiek wydała ludzkość, nie tylko był artystą i żołnierzem. Nieraz padało na niego podejrzenie o herezję, a jak zanotował w Żywocie własnym, zadawał się też z czarnoksiężnikami i brał udział w magicznych obrzędach, których celem było wywoływanie demonów i nadawanie im cielesnej postaci.

Połączenie doświadczenia wojskowego i artystycznej wrażliwości Celliniego z religijnym zagubieniem tak rozpaczliwym, że gotów był nawet eksperymentować z czarami, było odbiciem psychologicznej postawy Goeringa. Uwielbiał sztukę, blichtr i paradność życia wojskowego, ale brakowało mu autentycznej wiary w jakąkolwiek polityczną czy religijną ideę - nawet jego oddanie nazizmowi było raczej sprawą wygody i wyrachowania niż głębokiego przekonania. Choć bez wątpienia żywił głęboką nienawiść do niemieckich lewicowych rewolucjonistów (wpłynęły na to pewne osobiste przeżycia z okresu po zakończeniu wojny), to Żydami - jak się zdaje - raczej pogardzał niż ich nienawidził. Natomiast jego stosunek do obcych, w odróżnieniu od niemieckich komunistów, był dość obojętny, tak że od samego początku miał wiele wątpliwości co do planu zaatakowania Rosji.

Człowiek ten, bez żadnych głębszych filozoficznych przemyśleń i uczuć, był - co wynikało z samej natury jego duchowej pustki niemalże zmuszony bez uprzedzeń ustosunkować się do teorii pustej kuli ziemskiej Petera Bendera.

Pierwszym powodem tolerancji okazanej przez nazistów owej doktrynie była zatem przyjaźń Goeringa z Benderem oraz gotowość tego pierwszego do przyjęcia założenia, że teoria Bendera nic musi być niezgodna z rzeczywistością.

Drugim powodem wyrozumiałości nazistów był fakt, że doktryna pustej Ziemi została zaakceptowana i przyjęta przez wysoko postawione osoby w niemieckiej marynarce wojennej.

Marynarka wojenna - z trzech rodzajów sił zbrojnych Rzeszy - była nastawiona najbardziej nazistowsko. Już w czasach cesarstwa jej oficerowie znani byli ze swej brawury i fanatycznego oddania Niemcom. Pamiętajmy, że to oni stali się bezpośrednią przyczyną niemieckiej rewolucji w 1918 roku, kiedy - dla zachowania honoru - zapragnęli wyprowadzić flotę na otwarte morze i stoczyć z aliantami ostatnią desperacką bitwę.

W 1919 roku, po podpisaniu traktatu wersalskiego, którego postanowienia ograniczały niemiecką flotę wojenną do minimalnych rozmiarów, zwolniono ze służby tysiące marynarzy oraz oficerów i pozostali w niej tylko ci, którzy byli najbardziej nacjonalistycznie nastawieni. W okresie demokratycznej Republiki Weimarskiej, czyli od 1919 roku aż do dojścia do władzy Hitlera, marynarka wojenna była zaniedbywana, finansowo i pod każdym innym względem, co w połączeniu z nacjonalizmem oficerów stworzyło we flocie silne pronazistowskie podłoże *[Fakt, że w marynarce byli też wysocy rangą oficerowie, tacy jak admirał Canaris, nastawieni antynazistowsko nie może oczywiście przesłaniać ogólnej sytuacji.]. Po obaleniu systemu weimarskiego nurt ten ujawnił się, a wzmocniły go pomyślne negocjacje Hitlera prowadzące do angielsko-niemieckiego układu morskiego z 1935 roku. Traktat ów formalnie ograniczał wielkość niemieckiej marynarki do 35 procent sił morskich imperium brytyjskiego. Ponieważ jednak pozwalał Niemcom na zachowanie stuprocentowego parytetu w rozwoju floty podwodnej i milcząco odchodził od ustaleń z Wersalu, które były podstawą stosunków pomiędzy Wielką Brytanią a Niemcami, został z zadowoleniem przyjęty przez korpus oficerski niemieckiej marynarki wojennej.

Prestiż nazistów generalnie, a Hitlera w szczególności wzrósł jeszcze bardziej, kiedy po podpisaniu traktatu natychmiast ogłoszono wprowadzenie programu rozbudowy i przezbrojenia floty. Do wybuchu wojny w 1939 roku weszły już do służby dwa pancerniki, cztery krążowniki, siedemnaście niszczycieli i czterdzieści siedem łodzi podwodnych, ponadto rozpoczęto budowę, a częściowo dozbrajano, kolejne dwa pancerniki, cztery krążowniki, lotniskowiec, pięć niszczycieli i siedem łodzi podwodnych.

Niektórzy z najbardziej entuzjastycznych hitlerowców pośród wysokiej rangi oficerów marynarki wojennej wierzyli w okultystyczne teorie w ogóle, a w teorię Petera Bendera w szczególności - w rezultacie marynarka była bardziej przygotowana zająć się praktycznym zastosowaniem technik okultystycznych niż reszta niemieckich sił zbrojnych. Oficerowie marynarki, którzy byli sympatykami okultyzmu, nie tylko popierali działania Goeringa zapewniające ochronę Benderowi, ale także wierzyli, że jego dziwaczna doktryna pomoże Niemcom wygrać wojnę na morzu. Ich argumenty były następujące:

Jednym z największych problemów dowódców sił morskich jest precyzyjna lokalizacja sił nieprzyjaciela. Od czasów okrętów żaglowych aż do pierwszej wojny światowej wiedza o pozycji i zmianach kursu okrętów przeciwnika była ograniczona do sytuacji, kiedy flota nieprzyjacielska znajdowała się w zasięgu pokładowych przyrządów optycznych. Rozwój lotnictwa, a zwłaszcza lotniczego zwiadu morskiego oraz wynalezienie radaru spowodowało olbrzymi postęp w tej dziedzinie, ale wcale nie zlikwidowało problemu. Samolot bowiem - pomijając już kwestię narażenia samotnych samolotów na działania przeciwnika - zmuszony był patrolować tysiące mil kwadratowych oceanu i z łatwością mógł przeoczyć okręt wroga. Możliwości radaru też były bardzo ograniczone z powodu jego niewielkiego zasięgu. Potrzebna była zatem metoda, która rozszerzyłaby zasięg wykrywalności obiektów przez radar do setek, a nawet tysięcy mil.

Przyjmując, że teoria pustej Ziemi jest zgodna z rzeczywistością, można by to osiągnąć kierując antenę odpowiednio silnego urządzenia radiolokacyjnego nie w kierunku horyzontu ale w górę, w niebo. Fale radiowe dotarłyby wówczas do wewnętrznej powłoki pustej kuli ziemskiej, po czym zostałyby odbite w kierunku swego źródła dając echo, które przetworzone na obraz na lampie elektronopromieniowej, wskazałoby, co dzieje się w tym miejscu wklęsłej powierzchni Ziemi, w które antena została wycelowana.

Należało zatem, kontynuowali swój wywód orędownicy doktryny pustej Ziemi, przeprowadzić serię eksperymentów z morskim radarem. Takie eksperymenty byłyby zarówno powtórzeniem, jak rozwinięciem doświadczeń prowadzonych przez proroka Koresha za pomocą urządzenia zwanego przez niego rektylineatorem. Koresh mianowicie wyznaczał nim linię prostą, równoległą do poziomu morza, prowadzącą od wybrzeży Florydy w ocean, a linia ginęła w wodzie. Miał to być oczywisty dowód, że poziom wody jest dalej wyższy od poziomu lądu stałego, co oznacza, że ziemia jest wklęsła - chyba że urządzenie to nie nie było tak sprawne, jak twierdził jego użytkownik.

Co ciekawe, argumentacja zwolenników teorii pustej Ziemi z niemieckiej marynarki wojennej była tak przekonująca, że udało im się doprowadzić do przeprowadzenia doświadczeń z radarem. W roku 1942, kiedy wysiłek wojenny Niemiec nie pozwalał na marnowanie czasu, energii i materiałów, wysłano nad Bałtyk niemiecką ekspedycję naukową wyposażoną w najlepszy dostępny sprzęt radarowy, celem sprawdzenia, czy w założeniach teorii Petera Bendera kryje się jakaś prawda. Ustawiono stację radarową, a jej antenę wycelowano w niebo pod kątem 45 stopni.

Pełni entuzjazmu zwolennicy teorii pustej Ziemi oczekiwali na sygnał, że fale radiowe zostały odbite w punkcie znajdującym się w odległości jednej ósmej drogi mierzonej wokół wklęsłej powierzchni globu.

Niestety, jak można się spodziewać, takie echo nie zostało odebrane. Pomimo przestrajania radaru i kolejnych desperackich prób pokonania jego "niewłaściwego funkcjonowania", urządzenie zachowywało się zawsze zgodnie z konwencjonalną wiedzą na temat rozmiarów i kształtu świata.

Kierownictwo partii hitlerowskiej było prawie zawsze bezlitosne wobec tych, którzy zawiedli pokładane w nich zaufanie. Fiasko programu radarowego wyznaczyło granicę hitlerowskiej tolerancji dla doktryny pustej Ziemi. Jej orędownicy zostali zamknięci w obozach koncentracyjnych, pomimo że byli to przeważnie oddani sprawie narodowi socjaliści. Wśród ofiar znalazł się Peter Bender - wpływy Goeringa nie były już wystarczająco duże, by mógł go uratować.

Wielu więźniów umarło w obozach. Ludzie, którzy podjęli próbę połączenia swych nieortodoksyjnych poglądów kosmologicznych z polityczną nieortodoksyjnością narodowego socjalizmu, mieli wiele powodów, by żałować swojej decyzji *[Wystarczająco duża ich liczba przeżyła jednak prześladowania, aby z kolei zapewnić przeżycie samej doktrynie pustej Ziemi. Jeszcze w 1948 roku niejaki Karl E. Neupert wydawał broszury wychwalające geniusz Petera Bendera i jego nauki. Nawet dziś niektórzy z wierzących w latające spodki zapewniają, że obiekty te przybywają z wnętrza Ziemi, dostając się do atmosfery przez otwory w biegunach - innymi słowy, ponownie odgrzewają "dziury Symmesa".]. ''


miłej lektury
  • 1

#9

Paweł.
  • Postów: 1000
  • Tematów: 22
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Możecie podać tytuły tych filmów?
Chętnie bym obejrzała, bo to naprawdę ciekawy temat.

Znalazłem na YouTube :] Film nazywa się "Naziści - Spisek okultystów" i pasuje do tematu.
Podaję linki:





Miłego oglądania.
  • 0



#10

Quirel.
  • Postów: 17
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Świetne wypowiedzi, jeden z najciekawszych wątków dotyczących hitlerowskich Niemiec, jaki kiedykolwiek czytałem :]
W dobry sposób pokazuje działalność NSDAP oraz działania Niemiec do wygrania wojny, gdzie uciekali się nawet do najbardziej niedorzecznych twierdzeń pseudonaukowych, które już wówczas mogły być obalone przez większość ludzi.
  • 0

#11 Gość_Dolg

Gość_Dolg.
  • Tematów: 0

Napisano


Ciekawostką było to, że podczas niemieckiej okupacji w Polsce, hitlerowcy, a dokładniej SS masowo odbierało polskie dzieci rodzicom - z myślą o nich jako przyszłych rekrutach tej zbrodniczej organizacji. Wybierano zwłaszcza te, które posiadały cechy aryjskie.
Nie wykluczone, że również niektóre z nich mogły paść ofiarą wyżej wymienionych grup...

To dosyć znana sprawa - odbierana rodzicom dzieci o cechach aryjskich i oddawano je do adopcji/wychowania przez rodziny niemieckie. Dzieci musiały posiadać określone cechy, o ile chodzi o "standardowy" aryjski wygląd. Szczególnie chętnie odbierano dzieci najmłodsze, które łatwiej było w ten sposób poddać "zniemczeniu". Istniały specjalne ośrodki w których początkowo przebywały takie dzieci. Po wojnie miały często problem z powrotem do swych rodzin gdyż np. nie mówiły już w języku polski.




ciekawa twoja opinia a wiesz może dokładnie w jakim zamku te obrzędy były wykonywane.?
można by tam się z bractwem wybrać na badania.;)
  • 0

#12

Erik.
  • Postów: 927
  • Tematów: 106
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Historia ma wiele oblicz i tak jak mawiali tyrani i psychopaci tacy jak J. Stalin, W. Churchill, czy A. Hitler- "Historię piszą zwycięzcy", lub- "Nikt nie będzie pytał zwycięzcy, czy mówi prawdę” . Poszczególni ludzie rzadko wyciągają prawidłowe wnioski z historii, zaś narody jako takie nie uczą sie tych lekcji w zasadzie nigdy. Można więc dowolnie się zastanawiać czy ważniejsza jest obnażająca nasze słabości i niedociągnięcia surowa historyczna prawda, czy też ważniejsza jest nasza nawet pisana dla pokrzepienia serc i lepszego narodowego samopoczucia gloryfikacja nieprawdy? George Orwell ten od "Roku 1984" mawiał, że-: "Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”. Historia jest więc nie tylko powieścią, która się zdarzyła, ale też jak to mówią historia lubi się powtarzać, i się powtarza, zapętla. Niemiecki filozof i twórca nowoczesnego systemu idealistycznego Georg Hegel też powiadał, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, co najmniej dwukrotnie, dzieje się zaś tak dlatego, gdyż nasze scenariusze życiowe często mają ograniczoną ilość opowiadanych przez nie tragedii i fars.. Nic jednak nie jest proste ani jednoznaczne do czasu kiedy ktoś tego wszystkiego nie traktuje jedynie jako grę. W innym przypadku w każdej sprawie, zdarzeniu czy sytuacji będą przewijać się kontrowersje często o zależności ich słuszności czy postrzegania prawdy jedynie od strony, która o danej sprawie świadczy. Nawet patrząc w miarę sprawiedliwie i bezkrytycznie na tak kontrowersyjną kwestię jak II Wojna Światowa, inaczej będzie osądzana ona przez pryzmat widzenia indywidualnych dramatów poszczególnych ludzi często nawet niezależnie od zawsze priorytetowej opinii zwycięscy nad przegranym. Dlatego też ja osobiście staram się podchodzić do życia jak chirurg, który będąc chirurgiem nie może sobie pozwolić na sentymenty czy rozczulanie się nad potencjalnym pacjentem kiedy powinien postrzegać go jedynie pragmatyczno instrumentalnie. Starając się widzieć wszelkie a nie tylko popularnie konwencjonalne opinie na temat przyczyn i skutków wszelkich sytuacji i zdarzeń staram się też podchodzić do tej kwestii w miarę z analitycznej i obojętnej od emocji czy utartych poglądów strony, często analizując sytuację na długo wcześniej niż ogólnie przyjmuje się, że ona się zaczęła. Wiedząc, iż podstawą cywilizacji jest pewna potrzeba , możliwość jej zapewnienia jak nauka z jej zdobyczami a dopiero dalej kultura czy scalające to wszystko wierzenia lub zasady społeczno etyczno moralne. Ważna też zawsze była wojna, i choć początkowo tak ta zaczepna jak i obronna dotyczyła ona tylko możliwości przetrwania, gdzie np. w sanskrycie nie oznacza to słowo działań zbrojnych lecz ewentualność zdobycia większej ilości krów. Później dopiero wojna zaczęła pozornie oznaczać coś innego niż zapewnienie sobie bytu czy przetrwania. I tak np. gdyż tak jak naprawdę II Wojna Światowa nie zaczęła się 1 września 1939 roku napaścią Niemiec na Polskę, ale np. tylko w kwestiach nowożytnych Wojen Światowych rozsądniej było by przyczyny tego zbiorowego i samonapędzającego, współzależnego konfliktu odnajdywać w konflikcie tzw. Wojny jiawu, czyli chińsko japońsko koreańskiej wojny z lat1894-1895. W konfliktach tego typu gdzie ofiary stają się w kolejnym etapie agresorami i na przemian trudno jest w cyklach wiecznych zemst i odwetów powiedzieć, że ktoś jest ogólnie lepszy od kogoś innego, lub, że aktualna ofiara postrzegając ją nacjonalistyczno narodowościowo nie jest winna zemsty czy popełnionego na niej odwetu jakiegoś oprawcy. I oczywiście, że milej było by gdyby ktoś całkowicie wymazał religijno nacjonalistyczne, cały czas nota bene podsycane animozje, lecz udało by się to jedynie całkowicie wynaradawiając wszystkich ludzi na Ziemi. Tworząc zaś jeden wspólny pozbawiony narodowościowo religijno językowych podziałów świat trzeba było by sobie uświadomić, że taka utopia przy znajomości ludzkiej psychiki i konieczności przynależenia ludzi do rodziny, stada, plemienia, religii nacji itp jest tak bardzo nieprawdopodobna, że aby przeprowadzić takie demokratyczne podstawy, poza długim okresem przeprowadzania takich zmian i tak należało by z góry nastawić się na zróżnicowanie i podzielenie tych przystosowanych już do nowych podziałów ludzi, może pod względem granic i zakresów ilorazu inteligencji IQ, czy zdolności lub ilorazu emocjonalnego IE.Tak więc trzeba czasem też powiedzieć, że tak naprawdę to nie np. Adolf Hitler - a przynajmniej na początku nie on i nie on sam był powodem i przyczynkiem do wojny, ale generałowie, którzy po podpisaniu ich zdaniem hańbiącego ich honor i pozycje Niemiec za sprawą Traktatu Wersalskiego, który zakładał redukcje armii jedynie do 100 000 osób zaczęli swą tajną politykę restrukturyzacji armii od 1922 roku (aby nie rozwlekać zagadnienia posłużę się kilkoma filmami, które świadomemu widzowi mogą to uświadomić). Tak więc przynajmniej w aspekcie składającego się na to wszystko myślenia racjonalistycznego z zakładanej i docelowo planowanej ilości 3250 000 żołnierzy, za czasów Trzeciej Rzeszy i wykorzystanego do celów spowodowania wojny Hitlera, z pewnych innych powodów niebawem armia niemiecka liczyła już ok. 18 000 000 żołnierzy z czego w trakcie II Wojny zginęło ok. 6 000 000. Ale 102 dywizje w czasie wybuchu wojny to było właśnie to co przygotowano i czekało na objawienie się kogoś takiego jak właśnie Adolf Hitler, którego przygotował do swej przyszłej misji, o której początkowo Hitler nie miał jeszcze pojęcia, ani w pełni swej podświadomej wiedzy. Jednym z bohaterów tej intrygi był, np. taki ktoś jak generał Karl Ernst Haushofer . Generałowie nie przewidzieli jednak tylko tego, iż Hitler przechytrzy ich intrygę i z czasem sam stanie na czele armii. Karl Ernst Haushofer (ur. 27 sierpnia 1869, zmarł a właściwie popełnił rytualne samobójstwo 10 marca 1946) był najmłodszym w owym czasie nominowanym niemieckim generałem, a przy tym też zakochanym w dalekim wschodzie geografem, podróżnikiem i geopolitykiem. Nie bez przyczyny też jednym z jego studentów był Rudolf Hess, za którego pośrednictwem idee Haushofera oddziałały na ekspansjonistyczną strategię Adolfa Hitlera. Co początkowo zaowocowało oprócz nienawiści do bolszewizmu zmotywowaniem Hitlerowi również idei antysemityzmu i w zasadzie podyktowaniem Hitlerowi idei zawartych w " Mein Kampf". Choć oficjalnie Haushofer nigdy nie był członkiem partii nazistowskiej, to jednak uważany jest za człowieka, który w dużym stopniu przyczynił się do wybuchu II wojny światowej, poczynając od nieudanego puczu monachijskiego 8 listopada 1923 (inaczej pucz piwiarniany) gdy Hitler został 1 kwietnia 1924 skazany na pięć lat więzienia, z możliwością zwolnienia warunkowego po sześciu miesiącach i osadzony w więzieniu w Landsbergu (1924). Tam właśnie razem i wraz z Rudolfem Hessem Hitler napisał swa książkę "Mein Kampf "(Moja walka), w której dopiero wtedy sformułował program ruchu nazistowskiego, zaś książka stała się swoistą "biblią” narodowych socjalistów, i już do 1939 została przetłumaczona na 11 języków, a jej nakład osiągnął 5 mln egzemplarzy, mimo iż  podstawy tej książki pochodzą od wydanej w Anglii kilka dekad wcześniej książki pod tytułem "Nadchodząca rasa". . Jednak znów autorem książki " The Coming Race " "Nadchodząca rasa" z 1871 roku, która zainspirowała idee nazizmu i była powodem do napisania pod dyktando Haushofera i Hessa oraz skłoniła do napisania  "Mein Kampf ",był Edward George Earle Lytton Bulwer-Lytton, 1. baron Lytton (ur. 25 maja 1803 w Londynie, zm. 18 stycznia 1873 w Torquay) – brytyjski polityk, poeta i pisarz, członek Partii Konserwatywnej, minister kolonii w drugim rządzie lorda Derby’ego  Haushofer też poprzez swe kontakty dyplomatyczno polityczne przyczynił się  do uczestnictwa w pakcie tzw. "Osi" również i Japonii.


Użytkownik Erik edytował ten post 22.07.2018 - 18:13

  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u