Skocz do zawartości




Zdjęcie

Dziś zapłoną rytualne ogniska


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
4 odpowiedzi w tym temacie

#1

D.B. Cooper.
  • Postów: 1178
  • Tematów: 108
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Wskrzeszają bogów Słowian



Dołączona grafika

Dziś zapłoną rytualne ogniska, przy których ludzie w białych szatach oddadzą cześć Mokoszy, Perunowi i Swarożycowi

To ci, którzy w poszukiwaniu własnej tożsamości odrzucają chrześcijaństwo i kłaniają się bóstwom przepędzonym z polskich puszcz przed tysiącem lat. Kim są i w kogo wierzą?



O zachodzie słońca wszyscy stają w kręgu. Płoną rytualne ogniska. Żerca w białej szacie zaczyna obrzęd: dziś jest dzień Jarego Święta, chwalmy Mokosz; Matkę Ziemię, by wilgocią przesiąknięta, udźwignęła plonu brzemię.

Kapłani i kapłanki kolejno oddają cześć bogom: Mokoszy, Perunowi, Swarożycowi. Miecz wbija się w miękką ziemię: to pierwsza wiosenna błyskawica boga grzmotów Peruna symbolicznie zapładnia Matkę-Ziemię. Dwóch wojów staje do pojedynku: Perun walczy z uosabiającym siły chaosu Żmijem. Jak co roku zwycięża władca gromów. Kapłani składają bogom obiatę: kołacz, malowane jajka, miód pitny. Ich śladem idą wszyscy zgromadzeni: ofiarę kładą przed posągami bóstw, wrzucają do ognia lub zakopują w ziemi. Grają bębny, miód pitny leje się strumieniami, formuje się taneczny korowód, który zatrzymuje się dopiero nad pobliskim strumieniem. Zewsząd słychać: odejdź martwe, odejdź stare, my palimy ognie jare. Podpalona słomiana Marzanna ląduje w wodzie. Bogini zimy i śmierci została przepędzona. Czas na wiosnę, czas na nowe życie.

W ten sposób neopoganie z Zachodniosłowiańskiego Związku Wyznaniowego "Słowiańska Wiara" od czterech lat świętują Jare Gody. Tak będzie i dziś na Ślęży. Rytualne ogniska zapłoną także w innych częściach Polski: rodzimowiercy będą wzywać słowiańskich bogów, składać ofiary i oddawać cześć Mokoszy , bogini opiekującej się ziemią, wodą, kobietami i płodnością. Dla nich dzień wiosennej równonocy to święty czas. Wskrzeszają bogów, którzy odeszli z polskich puszcz tysiąc lat temu.

New Age? To nie my

Znawcy tematu, pytani o liczbę polskich neopogan-rodzimowierców, z zakłopotaniem kręcą głowami. Przyznają, że niełatwo zdefiniować wyznawców religii funkcjonującej wśród Słowian przed chrystianizacją. Czy będą to członkowie jednego z trzech oficjalnie zarejestrowanych w Polsce związków wyznaniowych skupiających czcicieli słowiańskich bóstw? Czy są to osoby regularnie biorące udział w pogańskich rytuałach? A może to ci, którzy po prostu wierzą w świętość natury i czasami przyjdą na uroczystość Jarych Godów, Kupały czy Dziadów?

Scott Simpson, Amerykanin od 17 lat mieszkający w Polsce, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego i autor monografii polskich neopogan ocenia, że zadeklarowanych rodzimowierców, którzy nigdy nie zapomną o obiacie dla Świętowita i zawsze pokłonią się świętemu dębowi jest ok. 2 tys. Liczbę sympatyków ruchu rodzimowierczego może sięgać 10 tys. Czy to dużo? Zależy jaki przyjmie się punkt widzenia. Polacy budowali swoją tożsamość w oparciu o silny związek z religią katolicką. Datę chrztu Polski uznaje się za początek państwa polskiego. W takiej sytuacji odwoływanie się do wierzeń przedchrześcijańskich nie jest łatwe. Dla przeciętnego Polaka może stanowić kompletną egzotykę; mówi Simpson.

Sami rodzimowiercy za prekursora badań nad Słowiańszczyzną uznają Zoriana Chodakowskiego (prawdziwe nazwisko to Adam Czarnocki); entografa, archeologa i historyka. W swojej pracy "O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem" z 1818 r. twierdził, że chrześcijaństwo zatarło cechy Słowian, zniszczyło ich dorobek kulturowy. Elementy pogańskiej historii, religii i kultury miały przetrwać w folklorze ludowym. Twierdził, że odrodzenie duchowe narodu stanie się możliwe dzięki szeroko zakrojonym badaniom nad mieszkańcami wsi i ich obyczajami. To między innymi dzięki Chodakowskiemu wieszczowie romantyzmu w swoich dziełach mogli nawiązywać do zwyczajów i mitologii słowiańskiej. Romantyczna eksplozja ludowości sprawiła, że polskie elity intelektualne po raz pierwszy od wieków zetknęły się znów z pojęciami wywodzącymi się z kultury pogańskiej. Pojawiały się kolejne prace naukowe i popularyzatorskie.

W II RP powstały organizacje jawnie odwołujące się do pogańskiego dziedzictwa: nacjonalistyczna, tworząca własną ideologię Zadruga i skupiające się na rekonstrukcji dawnych wierzeń Lechickie Koło Czcicieli Światowida. Po wojnie neopoganie nie mogli działać oficjalnie, ale spotykali się nadal, starali się odprawiać obrzędy, przyciągali do swojego środowiska ludzi zafascynowanych słowiańską przeszłością. Władza nie zawracała sobie nimi głowy. Prawdziwym przeciwnikiem komunistów był Kościół katolicki.

Gdy po 1989 r. możliwe stało się zakładanie stowarzyszeń i związków wyznaniowych, rodzimowiercy wyszli z podziemia. Rodzimy Kościół Polski, Polski Kościół Słowiański, Zrzeszenie Rodzimej Wiary czy odwołujące się do tradycji przedwojennej Zadrugi Stowarzyszenie na Rzecz Tradycji i Kultury "Niklot" to tylko niektóre z organizacji skupiających dziś ludzi poszukujących tożsamości w wierze przodków. Ruch przeżywa rozkwit nie ma wątpliwości Igor Górewicz, zastępca naczelnika Rodzimej Wiary. Od razu jednak zastrzega: Mamy jednak do czynienia z typowym dla tego etapu rozwoju rozbiciem. Przychodzi wielu nowych ludzi. To głównie studenci, ludzie myślący, poszukujący swojej tożsamości, zafascynowani przeszłością. Pojawia się dużo nowych, działających niezależnie od siebie, inicjatyw. Tak to już jest u Słowian ; śmieje się.

Górewicz w ma 34 lata, w ruchu neopogańskim działa od kilkunastu lat. Mieszka w Szczecinie, zawodowo zajmuje się rekonstrukcją historyczną pomaga filmowcom, reżyseruje walki, organizuje festiwale historyczne. Przewodzi "Drużynie Grodu Trzygłowa" jego wojowie wystąpili w kilkunastu filmach dokumentalnych i fabularnych, m.in. w "Starej Baśni". Jego trzyletni syn Czcibor na co dzień bawi się elementami rynsztunku słowiańskich wojowników.

Górewicz, zanim został zastępcą naczelnika Rodzimej Wiary, działał w "Niklocie", stowarzyszeniu sprzeciwiającym się m.in. "mieszaniu kultur, języków, narodów i ras". To właśnie ludzie "Niklota", w tym Górewicz, brali udział w jedynym jak do tej pory flircie neopogan z polityką. Sześć lat temu dostali się do władz szczecińskiej Samoobrony i bez powodzenia kandydowali w wyborach samorządowych z jej list. Dziś Górewicz podkreśla, że ten etap ma już za sobą. To była inicjatywa kilku osób, a nie całego ruchu. Rodzimowiercy szanują tradycję, ale nie należy wiązać nas z żadną partią czy ruchem politycznym. Nie jesteśmy też sektą, nie stosujemy żadnych psychomanipulacji, nie mamy nic wspólnego z okultyzmem czy ruchami New Age. My nie tworzymy żadnych nowych religii. Odtwarzamy tylko to, co zostało zapomniane mówi.

To nie jest religia pocieszenia

Nie jest to łatwe zadanie. Słowianie praktycznie nie zostawili po sobie źródeł pisanych, materiały archeologiczne też są skromne. Mniej więcej wiadomo w co i w kogo wierzyli, ale odprawiane dziś przez rodzimowierców rytuały są raczej wyobrażeniem na temat zachowań religijnych naszych przodków niż ich wiernym odtworzeniem. Pewne elementy wierzeń pogańskich przetrwały w kulturze ludowej, ale nikt poważny nie będzie twierdził, że wie, jak dokładnie wyglądały obrzędy Jarych Godów czy Kupały ponad tysiąc lat temu mówi antropolog kultury, dr Jan Witold Suliga.

Przemysław Mrugacz, 28-letni historyk, członek zarządu Słowiańskiej Wiary tłumaczy: - Oczywiście, że nie jesteśmy w stanie dokładnie odtworzyć obrzędów Słowian, ale po to cały czas konsultujemy się z lingwistami, antropologami i archeologami, by robić to możliwie wiernie.

Każda grupa rodzimowierców posługuje się własnymi wzorami rytuałów, ale wszyscy słowiańscy neopoganie obchodzą pięć głównych świąt, opartych na kalendarzu słonecznym. Jare Gody to święto ku czci odradzającego się życia i początek słowiańskiego nowego roku. Podczas nocy Kupały (23 czerwca) czci się ogień, wodę, słońce, życie i miłość. Święto Plonów (21 września) to powitanie jesieni należy wtedy podziękować bogom za plony i poprosić ich o przychylność w następnych. W Dziady (w okolicach 2 listopada, wedle faz księżyca) przodkowie wracają do świata żywych. Rodzimowiercy wspominają zmarłych i spożywają z nimi symboliczną wieczerzę. W dzień przesilenia zimowego, 23 grudnia, obchodzi się Godowe Święto. To moment symbolicznego zwycięstwa światła nad ciemnością - zaczyna przybywać dnia, a nocy ubywać. Słoneczny bóg Swaróg znów odzyskuje władzę nad światem, niesie ludziom nadzieję, napełnia ich radością i wiarą.

Najważniejszymi elementami rytuałów jest obecność żerców, czyli kapłanów prowadzących obrzęd; palenie ognia; składanie bogom, demonom i żywiołom ofiary zwanej obiatą; zanoszenie do bóstw próśb i podziękowań; dzielenie się chlebem i miodem; wznoszenie toastów; wspólne śpiewy i tańce.

- Każde z tych świąt ma swoje znaczenie, nierozerwalnie związane z cyklem natury. Poprzez uczestnictwo w nich wyrażamy swój szacunek dla przyrody, podkreślamy jej mistyczną naturę. Jednak nie należy utożsamiać rodzimowiercy z człowiekiem, który kilka razy w roku ubierze słowiański strój i wypije w kręgu miód. Rodzima wiara to filozofia życia przekonuje Mrugacz.

I wymienia jednym tchem: - To głęboki szacunek dla swoich korzeni, przyrody i przodków. To umiejętność dostrzegania w otaczającym nas świecie elementów sacrum. To życie w sposób godny, czyli taki, który nie krzywdzi innych i prowadzi do rozwoju.

Górewicz dodaje: - Zostając rodzimowiercą trzeba przygotować się na poświęcenie. To nie jest religia pocieszenia. Nie ma objawienia, dogmatów, nie udziela odpowiedzi na wszystkie pytania. Zmusza do ciągłej refleksji intelektualnej, wspólnej dyskusji o rzeczach ostatecznych i najważniejszych.

Rodzimowierca jak katolik

Jan Witold Suliga podkreśla, że nie istnieje zwarta doktryna rodzimego neopogaństwa. Bo też Słowianie nigdy nie mieli takiej doktryny. Nie było sformalizowanego kultu, plemiona nazywały bogów w odmienny sposób. Poszczególne bóstwa Słowian miały przede wszystkim odniesienie do świata natury, a nie jak u Germanów do świata społecznego. W takich religiach nie ma mowy o przykazaniach czy świętych księgach mówi.

W co więc wierzy polski rodzimowierca? Dobre pytanie. Istnieją spore różnice między poszczególnymi organizacjami. Rodzimy Kościół Polski twierdzi, że istnieje Bóg Najwyższy, czyli Świętowit, a pozostali bogowie są jego emanacjami. Dla nich Świętowit to ten sam Bóg, któremu na swój sposób oddają cześć chrześcijanie czy katolicy. Inne grupy są natomiast zdecydowanie politeistyczne - oddają cześć wielu bogom odpowiedzialnym za poszczególne dziedziny życia i będącym źródłem życia, mocy i szczęścia mówi Scott Simpson.

Rodzimowiercy nie zastrzegają sobie prawa do posiadania monopolu na prawdę. Uznają pluralizm religijny. Żadna z grup nie prowadzi działalności misyjnej, nie poszukuje aktywnie nowych wiernych. Wyznawcy dawnych bogów nie znają pojęcia grzechu w chrześcijańskim rozumieniu. Jeżeli popełnią czyn niegodny, nie mieszczący się w ramach dopuszczalnych norm moralnych, podlegają potępieniu ze strony społeczności, ale bogowie nie mają w tej sprawie nic do powiedzenia. Nie potępią go ani nie odpuszczą win. W rodzimej wierze nie istnieją też poza ogólnym postulatem dążenia do dobra i samorozwoju - ostre kryteria moralnej oceny danego postępowania. Refleksja nad zasadami moralnymi i ich realizacją w codziennym życiu praktycznie nie istnieje. Rodzimowiercy skupiają się na obrzędowości. To pochłania ich najwięcej uwagi i stanowi główną formę uczestnictwa w życiu religijnym podkreśla Simpson. W tym względzie nie różnią się wiele od polskich katolików, którzy w zdecydowanej większości przedkładają udział w obrzędach nad moralną refleksję. Widać, że Polacy, nawet pochodzący z tak różnych religijnie światów, i tak wyznają jedną tradycję. Choć nie wiem, czy akurat świadczy to o nich najlepiej.



Jednym z takich miejsc gdzie dziś będą odbywały się rytualne obrzędy jest tzw. "Polskie Stonehenge"



Największe kamienne kręgi w Polsce, a drugie pod tym względem w Europie po sławnej brytyjskiej budowli, znajdują się Odrach, 14 km na północ od Czerska. Liczą sobie prawie dwa tysiąclecia i są fascynującą pamiątką po pobycie germańskiego ludu Gotów na dzisiejszym pograniczu kociewsko-kaszubskim.

Chociaż megalityczne cmentarzysko w Odrach od lat przyciąga poszukiwaczy czakramu, badaczy mandali, wyznawców tajemnych kultów i wszelkiego rodzaju maniaków, jego aura wynikająca z tajemniczej historii i urody tego miejsca jest wystarczająco magiczna dla każdego, kto je odwiedzi. Ten malowniczy zakątek, będący intrygującym skupiskiem archeologicznym, jest również od prawie 50-ciu lat rezerwatem przyrody*.

Na 17 hektarach przylegającego do rzeki Wdy rzadkiego boru sosnowego znajduje się 10 całych kręgów kamiennych i 2 częściowo zachowane o średnicach od 15 do 33 metrów. Na ich obwodach ustawione są kamienie (w liczbie od 16 do 29 sztuk w jednym kręgu) wystające do 70 centymetrów ponad powierzchnię ziemi. Jeden lub dwa kamienie zwane stelami znaczą także środek każdego kręgu. Oprócz tego doliczono się na tym obszarze ponad dwudziestu kurhanów usypanych z kamieni i ziemi oraz kilkuset grobów płaskich, niejednokrotnie także oznaczanych głazami.

Badane przez naukowców od ponad stu lat kręgi i kurhany są grobowcami, pod którymi odkryto groby szkieletowe oraz ciałopalne, czyli gliniane popielnice z prochami. Złoty wisiorek, zapinki, bransolety i igły z brązu, paciorki ze szkła i bursztynu, grzebienie z kości, ostrogi, a także resztki tkanin i glinianych naczyń z okresu rzymskiego to typowe znaleziska przedmiotów towarzyszących zmarłym w ich ostatniej wędrówce.


Dołączona grafika

Ścieżka przez krąg



Pierwszym z polskich archeologów badających cmentarzysko w Odrach był odkrywca Biskupina, prof. Józef Kostrzewski, który przypisał je ludności słowiańskiej. Obecnie uważa się, że na obszarze zamieszkałym przez miejscowych Słowian palących zwłoki swoich zmarłych pojawił się wędrujący ze Skandynawii germański lud Gotów. Zostawił on po sobie kręgi, kurhany i groby szkieletowe, w których ubóstwu grobów męskich towarzyszy bogate wyposażenie grobów kobiecych. Charakterystyczny jest fakt, że głowy zmarłych zwrócone są w nich ku północy. Goci, którzy pojawili się tu ok. 70 r. n.e., przebywali wśród naszych przodków zaledwie 150 lat. Cmentarzysko w Odrach jest świadectwem koegzystencji obydwu kultur w tzw. okresie wpływów rzymskich.


Dołączona grafika

Stele w centrum kręgu



Przedmiotem rozlicznych legend i domysłów jest znajdujące się na uboczu cmentarzyska "oczko straceńców", zagłębienie po zanikłym leśnym stawie. Ponoć z drewnianego pomostu, którego szczątki odnaleziono, Goci wrzucali do oczka spalone szczątki współplemieńców niegodnych lepszego pochówku. Być może dlatego kamienne kręgi w Odrach miały sporo szczęścia. Uchodziły przez wieki za miejsce naznaczone mroczną tajemnicą, więc uniknęły dewastacji polegającej na użyciu kamieni jako budulca.


Dołączona grafika

Zakręty



O wiele większym przekleństwem tego miejsca są jednak teorie dotyczące występującego tu silnego promieniowania radiestezyjnego oraz domysły kosmologiczne przypisujące budowlom rolę zegara wskazującego równonoc i przesilenie letnie. Sprowadza to do Odrów licznych dziwaków rozwiązujących swoje problemy psychofizyczne poprzez dotykanie, pocieranie lub wręcz wchodzenie na głazy. Skutkiem jest bezpowrotny zanik ostatnich występujących w przyrodzie gatunków porostów, dla których ludzka głupota oznacza po prostu śmierć.

Choć skromniejsze od Stonehenge, kamienne kręgi w Odrach są cudem podarowanym nam przez historię i zjawiskiem przechowanym przez naturę. Są także cmentarzem zasługującym na szacunek. Odwiedzając Kaszuby lub Bory Tucholskie nie przegapcie tego miejsca, bowiem jego surowego uroku nie zapomnicie nigdy. I nie dotykajcie tych kamieni pod żadnym pozorem.


*
Dołączona grafika


mapa dojazdu z Gdańska




źródłą: onet.pl
vulcan.edu.pl

  • 1



#2 Gość_Armstrong2009

Gość_Armstrong2009.
  • Tematów: 0

Napisano

Tajemniczymi zegarami? Kalendarzami? Pradawnym obserwatorium astronomicznym? A może miejscem silnego promieniowania i szczególnej energii?

Dołączona grafika


Takie pytania zadają sobie poszukiwacze niezwykłych miejsc. Od dawna buszują tam ufolodzy, astrolodzy i radiesteci. Od stuleci miejscowi tworzyli na temat tego miejsca bajkowe lub kosmogeniczne legendy. Nie bez powodu – to największe w Polsce, zaś drugie zaraz po Stonehenge w Europie skupisko kamiennych kręgów samo prowokuje takie domysły. W lesie znajduje się bowiem dziesięć całych kręgów i dwa częściowo zachowane.

Kamienne kręgi to tajemniczo wyglądający ślad pradziejów Pomorza, na których temat nie wiemy do dziś wiele. Odry to zresztą niejedyne miejsce z takim wyjątkowym zabytkiem. Takie same kamienne kręgi istnieją w pobliskim Leśnie, Grzybnicy, Babim Dole, Węsiorach – w innych miejscowościach pozostały ich szczątki. Ale Odry to największe z nich.

Idąc przez rzadki bór sosnowy nieopodal rzeki Wdy, na 17 hektarach znajdziemy kręgi składające się z kilkunastu kamieni ustawionych na obwodzie koła. Liczą od 15 do nawet 33 m średnicy, a kamienie wystają z ziemi zazwyczaj na wysokość od 20 do 70 cm. Najlepiej rozległość tego miejsca widać z platformy widokowej ustawionej w zachodniej części rezerwatu. Można także iść na dłuższy, relaksacyjny spacer. Niektórzy wręcz twierdzą, iż sam pobyt w tym miejscu powoduje, że czują się lepiej, odzyskują spokój i harmonię. Miejscowi znają nawet przypadek mężczyzny, który przez wiele lat przyjeżdżał, by wyleczyć chore stawy i... jak on sam twierdzi, udało mu się. Teraz przyjeżdża już tylko raz na rok, czysto profilaktycznie.

Według radiestetów promieniowanie w tym miejscu przekracza normy na tyle, że można je nazwać wręcz promieniowaniem boskim. W niektórych kręgach według specjalistów od różdżek znajdują się nawet miniczakramy. Inni jednak ciskają się na tych, którzy siadają na lub obok historycznych głazów, ponieważ na kamieniach rosną porosty spotykane jedynie w górach, wyłącznie w najwyższych partiach. Jest to unikat, bo roślinki te rosną jedynie 1 mm na rok, a nawet mniej. Niektóre z nich zaś pamiętają więc jeszcze wczesną epokę lodowcową.

Według badaczy i naukowców teren ten jednak nie jest ani miejscem promieniowania, ani prehistorycznym sięgającym ponad 6 tysięcy lat tajemniczym obserwatorium, tylko prawdopodobnym cmentarzyskiem Gotów z mieszkających tu w pierwszych wiekach naszej ery. Kręgi zaś i znajdujące się tu także kurhany są jedynie grobami. Odnaleziono ich tu w sumie 600, a prace archeologiczne zakończyły się sukcesem – w miejscach pochówków znaleziono bowiem cenne ozdoby: złoty wisiorek, paciorki szklane, spinki, naczynia...

Sami naukowcy nie są jednak zgodni co do praprzeszłości kręgów, mają więc różne koncepcje dotyczące ich powstania. Być może kręgi były najpierw miejscem zebrań ludów pierwotnych, w chwili zaś, kiedy ktoś z rady starszych zmarł, stawiano w tym miejscu ku czci kamień. Inni uważają, że miejsce to wcale nie ma nic wspólnego z Gotami. W czasie wojny kręgi przeszły nawet do dziedziny propagandy politycznej: Himmler, który uznał to miejsce za teren pragermańskiej kultury, planował zrobić zeń niemal „niemiecką Jasną Górę". Pielgrzymki mieszkańców III Rzeszy miały więc regularnie wędrować tu w zgodzie z ówcześnie panującą myślą, iż gockie pochodzenie kręgów miało być dowodem na odwieczną niemieckość terenów Pomorza.

dziennik.pl
  • 0

#3 Gość_radoslaw

Gość_radoslaw.
  • Tematów: 0

Napisano

...fragment z książki APOKALIPSA KOSMOSU autorstwa Zbigniewa Kozłowskiego, by każdy z nas mógł troszeczkę zastanowić się nad jego treścią...
(...książka została wycofana z naszego rynku gdyż zawiera treści obraźliwe zdaniem niektórych ludzi... za to jest dostępna na targach M.N. i sprzedawana przez samego autora.)



PIAST KOŁO DZIEJÓW TOCZY


Z mroków pierwszego tysiąclecia 2000 ery pozostały tylko strzępy śladów Słowiańskich. Ale i te, gdy zna się mowę symboli kosmicznych, wiele potrafią powiedzieć.
Po najkrwawszym tysiącleciu w dziejach ludzkości na planecie, rozegranym w centrum EURO wydawało się, że po prawdziwych słowianach pozostała jedynie nic nie znacząca legenda: jakiś tam Popiel - zjedzony zresztą przez myszy oraz informacja o pięciu Słowianach z tysiąclecia poprzedzającego wspólne dzieje Europejczyków Zachodnich i Wschodnich: Piast, Chościszko, Lesko, Siemowit i Ziemomysł jakoby wyłonili się z prymitywnej puszczy, by dać początek dynastii Piastów i w ten sposób móc dorównać lepiej rozwiniętym narodom zachodnim.
Pierwszy - jeszcze lekceważony przez historię opiekun rodu Polan to PIAST - KOŁODZIEJ. Na pewno był kmiecego stanu: "Przed progiem swej lepianki wiejskiej sprawuje swój trud kołodziejski jakimś kruszwickim czarem owiany"(Staff-Poezje).
Kosmiczna wymowa symbolu PIASTA - KOŁODZIEJA jest prosta i jednoznaczna: Piasta - centralna część koła, oznacza rdzeń tej konstrukcji, a więc wskazuje rolę trzech zasad, jaką miały pełnić w stosunku do innych rodów słowiańskich trzy: Polanie, Czesi i Słowacy. W rejestrze dziejów tylko w historii Polan ostała się nazwa: PIAST, to oznacza, że funkcję rdzenia udało się utrzymać tylko w reprezentacji tego rodu.
PIAST jako piastun - to opiekun pola dziejów, które toczą się w czasie i przestrzeni. Poszczególne części tego koła to identyfikacja i udział w tej rzeczy poszczególnych rodów słowiańskich. Wiedza, synteza wszelako tej rzeczy skupiona jest w części centralnej - piaście. Piasta to skupisko energii białej - wiedzy całościowej, bo sumy kolorystycznej wszystkich części koła.
Wywiedzione na zachód i wschód z centrum EURO rody słowiańskie - po krzyżówkach z Hebrajczykami zerwały komunikację z rdzeniem; stworzyły języki komunikacji wewnętrznej. Podzielone konkurencją, stały się sobie obce. By utrzymać pozycję przewagi konieczne były teorie o wyższości kultur zachodu. To służyło odwróceniu uwagi od zainteresowania autentycznym rodowodem Ziemian. Dlaczego jednak tej "lepszej" Europie, na przestrzeni dziejów, zawsze zależało na panowaniu nad centralną częścią EUROPY. Skoro rolniczy ród zajmujący ten obszar nie wadził nikomu, chciał tylko hołubić swój wieśniaczy styl bycia.
Realizatorzy wolnej woli na planecie ziemia od zarania dziejów doskonale wiedzieli o konstytucji energetycznej tego obszaru. Wzbudzenia energetyczne tego miejsca to życiodajne siły napędzające rozwój indywidualny człowieka. Korzystne jest więc przebywanie na tym obszarze z jednoczesnym utrzymaniem w stanie zależności - żywych nośników tej energii - Polan. Logiczne więc, z punktu widzenia konstruktorów wolnej woli, było wprowadzenie do ostatniej cywilizacji ludzkości na terenie EURO wojen, podziałów, zamętu filozoficznego, wieloreligijności, bo to uniemożliwiało dotarcie do prawdy o istnieniu człowieka.
Spójność, nawet w obrębie jednej religii, jednego systemu filozoficznego, politycznego może zbliżać ludzi do siebie, a więc przypominać wzór pierwszych wspólnot słowiańskich.
Historię słowian, a szczególnie Polan, usiłowano wymazać z ludzkiej pamięci. Zdeprecjonować ją, gdy wybrzmiewała w przełomach dziejowych. Jednak aura wyjątkowości i tak funkcjonuje. Osobliwości tej nie należy upatrywać w przynależności do narodu, a w wielości i różnorodności doświadczeń i doznań będących udziałem Polan.
Mroki pokrywające dzieje Środkowej Europy w pierwszym tysiącleciu ostatniej ery, to czasy najkrwawszych zajść, najokrutniejszych udręk, zadawanych całemu ciału ludzkiemu. Szczególne tortury były przeznaczone dla Polan. Ród Polan był nieugięty. Posłannictwo piastunów roli pełnili z heroicznym oddaniem. Dręczeni, zdobywali twarde szlify kosmicznej edukacji. Pozostawiony po tysiącleciu zmagań -Popiel- symbol spopielałego unicestwienia prawa, odradza się w symbolice rodu Piastów. Chrześcijaństwo w zasadzie złamało rodową strukturę Piastów, przymuszając ich do bycia dynastią królewską, zgodną z manierą Zachodu. Zdołano w końcu Piastom, odpowiedzialnym za toczenie koła dziejów, wtłoczyć koronę na głowę -symbol hebrajskiej lepszości- wyznacznik arystokratyzmu. Udało się zaszczepić ambicje, aspiracje, które znalazły wyraz w przyjęciu godła narodowego w postaci orła. Zmysłu praw, mimo wiekowych udręk, konstruowanych w tym obszarze, nie udało się wyeliminować.
Obszar Środkowej Europy wyposażony jest w siedem naturalnych zbiorników energetycznych ( Są to czakramy - aktualnie zmieniające sie w centra mocy ) i dotąd te skupiska energetyczne funkcjonują. Będzie to rejon wzbudzeń, bez względu na to czy wiedza o energiach jest respektowana. Najwymowniej zaświadczają o tym dzieje Europy. Funkcja jej, jak pieczęć kosmicznego programu, wypływa na wierzch co jakiś czas, zaświadczając o wyjątkowości tego miejsca na Planecie.
Symbol PIASTA - KOłODZIEJA, powołany do życia kiedyś jako wyznacznik określonej funkcji w dziele kosmicznym, teraz przy rozliczeniu siódmej cywilizacji ziemskiej musi być uświadomiony uczestnikom zdarzeń.
Przez wieki słowo "kołodziej" funkcjonowało jako nazwa rzemiosła - specjalisty wytwarzającego koła do wozów lub całe wozy. Jednak zatarcie znaczeniowe wyrazu nie zdołało odebrać temu słowu energetycznej rangi i funkcji. Koło dziejów toczyło się w różnorodnych skrajnościach, by w finale wrócić do pierwotnego wzorca.
Wszechświat jest całością - spójnym następstwem faktów. Dzisiaj dochodzimy do finału dzieła noszącego miano EURO, rozumianego jako uniwersalizacji ciała ludzkiego i planety.
Toteż o KOŁODZIEJU - w innym znaczeniu - przyjdzie nam usłyszeć. Jesteśmy mieszanką wszystkiego ze wszystkim, bo człowiek zbliżający się do Uniwersalnego bytu musi mieć w sobie ślady wszystkich możliwych ludzkich zachowań i reakcji. Musi zawierać w sobie pewny fundament i odruchową umiejętność bycia w dowolnym zakątku Wszechświata. Taką bazę może dać wiedza o całości. Tę zdobywaliśmy myślą od zawsze, a w fizycznym przejawie, ścieraliśmy wcześniej nabyte cechy właśnie w ostatnich ośmiu miliardach lat.
Z pozycji uniwersalizującego się człowieka można mówić wyłącznie o zestawach cech, które kojarzą się z jednymi lub drugimi. Przewaga którychś w jednostce ludzkiej sprawia, że mamy więcej zdolności, umiejętności posługiwania się materią lub myślą. Jest to tylko wskazanie, że do pełnej uniwersalizacji trzeba popracować nad cechą oswojoną w mniejszym stopniu.
KOŁO DZIEJÓW zatacza ostatni krąg i jednostki Polaków wypracowują w sobie uduchowienie tak, aby być przyciągniętym do rdzenia EURO.

źródło
  • 2

#4

hm0.
  • Postów: 69
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

To nie wiara a zwykła moda. Uczestnicy mają o czym rozmawiać w poniedziałkowe przedpołudnia w pracy. Już nie wystarcza spędzić weekend w galerii (handlowej) albo na 4x4 czy łódkach. Zaczyna się nonszalanckie wchodzenie w tzw. duchowość i epatowanie. Znam to z doświadczenia (nie własnego - za mądry jestem na takie rzeczy :) ).
  • 0

#5

Seboolek.
  • Postów: 239
  • Tematów: 13
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Byłem kilka razy na takim czymś z ZADRUGĄ. To nie moda hm0 ... to tak jak byś napisał ze chrześcijaństwo to moda żeby stare mohery miały co robić i mogły poplotkować jakie kto miał futro czy płaszcz w kościele. Wiara jak wiara tyle że teraz juz odtrącona przez tą żydowską wiarę Syjonu. Na terenach w których żyjemy wszyscy wierzyli w tych Bogów takich jak Perun. Przyszło chrześcijaństwo i zrobili z tego pośmiewisko. Na pewno kazdy z was słyszał jak jakas stara babcia mówi "Oj Pierun jasny..." albo "Pierunie Ty.." to właśnie pozostałości.
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u