Skocz do zawartości




Zdjęcie

Mitomania


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

#1

Arkadiusz.

    Pilot in command

  • Postów: 757
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

"Mitomania, pseudologia (łac. mitomania) lub też kłamstwo patologiczne, zespół Delbrücka –patologiczna skłonności do kłamania, mijania się z prawdą i opowiadania nieprawdziwych historii, przedstawiających najczęściej opowiadającego w korzystnym świetle. Pseudologia różni się tym od zwykłego kłamstwa, że osoba opowiadająca sama nie jest w stanie oddzielić prawdy od własnej fantazji" za Wikipedią, wolną encyklopedią.

Tematem tej choroby zainteresowałem się jakiś rok temu. Po głębszej obserwacji kilku znanych mi osób, uchodzących za tzw. bajkopisarzy stwierdziłem, że ich kłamstwa mogą mieć charakter patologiczny. Notka encyklopedyczna nie oddaje w żadnym stopniu rozmiarów zjawiska i krzywd jakie mitoman jest w stanie wyrządzić przez swoją chorobę.
Każdemu z nas zdarza się czasem zmienić prawdę. Kłamiemy, bo tak jest wygodnie, żeby nie zranić, nie urazić. To podły, ale normalny ludzki odruch. Wyobraźcie sobie jednak, że owe mijanie się z prawdą tworzy wasz świat. Aby poczuć się dobrze musicie skłamać, aż w pewnym momencie kłamiąc jesteście praktycznie pewni, że przedstawiana przez was historia jest prawdą. Na bierząco potraficie stworzyć opowieść w której wszelkie zjawiska i sytuacje naprawdę mają sens i wiążą się logicznie ze sobą, a słuchacze nie kiwają z politowaniem głową, ale naprawdę wierzą. Nie zastanawiacie się - mówicie tak, jakbyście opowiadali o prawdziwym wydarzeniu. Trudne? Dla osoby zdrowej tak. Na pewno zaczęlibyśmy nagle gubić się w swojej historii, dawać niewerbalne sygnały oznaczające dyskomfort, odczuwać stres. Mitoman zaś robi to na zasadzie odruchu bezwarunkowego. Poniżej przedstawię dwa opisy naprawdę poważnych kłamstw, jakich używali znani bezpośrednio, lub pośrednio przeze mnie ludzie, prawdopodobnie dotknięci pseudologią.

Pierwszy z moich znajomych był osobą bardzo towarzyską. Na imprezach nie można było się z nim nudzić. Sypał żartami, ciekawie opowiadał, zabawiał towarzystwo. Jednak bardzo często się spóźniał. To nic wielkiego, każdemu z nas zdarza się przybyć w umówione miejsce z pewnym opóźnieniem. Najcześciej podajemy prawdziwą przyczynę, bądź nieznacznie zmieniamy prawdę. Tu jednak prawda była zmieniana wprost drastycznie. Któregoś razu kolega z kłamstwem przesadził, a ten właśnie przypadek skłonił mnie do zainteresowania się pseudologią jako chorobą. Otóż zaproszono go któregoś razu na spotkanie w gronie przyjaciół. Ludzie czekali, jednak "dusza towarzystwa" nie przybywała. Stwierdziwszy, że komórka milczy, a wysłany do jego domu "zwiadowca" spotkał zamknięte drzwi, postanowili rozpocząć zabawę bez niego. Pomimo beztroski każdy zastanawiał się w duchu co też mogło być przyczyną nieobecności człowieka tak lubianego. Sam przecież jeszcze kilka dni wcześniej dziękował za zaproszenie i obiecywał przybycie. Impreza trwała w najlepsze, kiedy zadzwonił telefon jednego z bawiących się. Ten odebrał, i natychmiast nakazał ściszyć muzykę, na bieżąco zaczął też przekazywać informacje, które słyszał. Okazało się bowiem, że X jest w szpitalu, miał bardzo poważny wypadek i czeka właśnie na ciężką operację ratującą mu życie. Zapytany o szpital w którym przebywa, nie potrafił udzielić odpowiedzi, po czym nagle rozmowa urwała się. Wśród bawiących się była jego kuzynka, która rzekomo była bliska omdlenia. Oczywiście nastrój prysł, półprzytomna ze strachu krewna zaczęła dzwonić po szpitalach, aby zlokalizować miejsce, w którym facet się znajduje. Dramatyzm podkreślała nagle urwana rozmowa. Czy tylko wyczerpała się mu bateria? A może stracił przytomność, lub co najgorsze opuścił świat żywych? Wypity alkohol tylko przysparzał czarnych myśli. Próby uzyskania jakiejkolwiek informacji nie przynosiły skutku - żaden ze szpitali tego wieczoru nie przyjął ofiary wypadku o podawanych danych. Nikogo nie dziwiło też, że zadzwonił do znajomego, z którym nie utrzymywał jakichś bliższych kontaktów, choć mógł przecież poinformować kuzynkę... W grobowej ciszy odezwał się telefon. Dzwonił X, informując niezwykle słabym głosem, że w Radomiu nie mogą go zoperować, za chwilę będzie odwieziony śmigłowcem do Warszawy, więc chciał się ze wszystkim w razie czego pożegnać. Tu podał informację, która zagłuszona szokiem odbiorców mogła po prostu do nich nie dotrzeć: miał zostać przekazany załodze śmigłowca na lotnisku Radom-Sadków (lotnisko wojskowe, tam gdzie odbywają się co dwa lata pokazy AirShow). Tymczasem obok wojewódzkiego szpitala na Józefowie istnieje lądowisko dla śmigłowców medycznych, i stamtąd zawsze są zabierane osoby wymagające hospitalizacji, której nie mogą im zapewnić placówki dostępne w mieście. Nikt na to nie zwracał jednak najmniejszej uwagi, kilka osób zapakowało się w taksówkę i... popędziło pod bramę jednostki wojskowej na Sadkowie. Uznali, że choć duchowo będą towarzyszyć przyjacielowi. Wyobraźcie sobie zdziwienie i zaciekawienie żołnierza pełniącego służbę w biurze przepustek, kiedy ujrzał wysiadającą z taksówki grupę zapłakanych młodych ludzi, chodzących nerwowo i spoglądających w ulicę Lubelską, która bezpośrednio prowadzi do bramy lotniska. Sprawa musiała go zainteresować, bo zawołał jednego z członków "ekipy", w celu uzyskania informacji czemu stoją tu pośrodku nocy, i zaglądają to za ogrodzenie, to w kierunku ulicy... Na wyjaśnienie odpowiedział jasno, że Sadków jest lotniskiem wojskowym, a śmigłowce medyczne przyjmuje Józefów, bądź w wyjątkowych sytuacjach podradomski Piastów (lotnisko sportowe) No cóż... Znajomi rozjechali się z grobowymi minami do domów, usprawiedliwiając naszego mitomana szokiem itp. Najgorsza rola przypadła kuzynce, która pod wpływem emocji pojechała do rodziców "rannego", aby dostarczyć im tą hiobową wieść. Otworzył jej nie kto inny jak... X. Cały, zdrowy i mocno zdziwiony. Nie muszę mówić jakie były tego późniejsze efekty - facet stracił znajomych, a zaufanie do niego zostało bardzo mocno zachwiane. Oczywiście nie uniknął też komentarzy dotyczących jego zdrowia psychicznego...

Ta historia bardzo dobrze opisuje umiejętność mitomana do manipulowania otoczeniem i kontrolowania na bieżąco nieprawdziwej sytuacji, a także przewidywania zachowań. Często jednak jest tak, że mit przerasta tworzącą go osobę. X chciał przetestować przyjaciół i znajomych, sprawdzić ich reakcję na własną krzywdę. Przecenił jednak swoje możliwości i nie sądził, że ktoś uda się we wskazane przez niego miejsce. Liczył, że wywoła żal nad sobą i zainteresowanie. Z tego, co opowiadała później jego kuzynka wiem, że nagminne kłamstwa zdarzały mu się praktycznie od dzieciństwa, a były one o tyle charakterystyczne, że przyjmowały formę niezwykłych opowieści, w które ktoś nie wiedzący o skłonnościach bohatera wierzył od razu. Łgarstwo z wypadkiem było ukoronowaniem jego poczynań, a szczera rozmowa X ze wspomnianą kuzynką ujawniła, że X kłamiąc doznawał dużej przyjemności psychicznej. W pewnym momencie przez jego mózg przejeżdżał pociąg wypełniony nowymi pomysłami, więc i pomysły na rozwijanie sytuacji spływały jeden po drugim. Wiem także, że nasz bohater jest teraz pod opieką psychologa.

Kolejna historia jest bardzo podobna. Y jest człowiekiem niezwykle popularnym w swoim środowisku. Znajomi garną się do niego, cieszy się niezwykłym wśród nich szacunkiem. Y uchodzi w swoim środowisku za człowieka pewnego siebie i z zacięciem dążącego do celu. Nikogo nie dziwi więc jego wysoki status materialny. Status, którego można pozazdrościć, sukcesy które odnosi z wielką łatwością, do tego piękna żona i dwójka dzieci. Y jednak nie unosi się dumą. Choć chętnie opowiada o sobie, nie ma w tych opowieściach cienia pychy. Swoje powodzenie tłumaczy niezwykłą ilością wkładanej w nie wcześniej pracy. Z jego historią zaznajomił mnie krewny, którego przyjaciel miał spore kłopoty z zarejestrowaniem sprowadzonego z USA samochodu. Y miał opinię człowieka, który potrafi załatwić wszystko. Drogi przyjaciela kuzyna i Y skrzyżowały się na weselu ich wspólnych znajomych. Przyjaciel nie mógł się wprost nadziwić, jak tak niepozorny człowiek przyciąga do siebie rzesze. Przy jego stoliku siedziało bowiem ponad dziesięć osób i słuchało z zapartym tchem opowieści o nowej inwestycji, której Y miał zamiar się podjąć w najbliższych dniach. Miała być to największa w mieście hurtownia wielobranżowa, tak wielka, że rzekomo jego spółka podopisała nawet umowę z MPK na uruchomienie nowej linii mającej dowozić pracowników oraz klientów detalicznych. Problemów było z tym dużo, ale nasz zaradny bohater postanowił sfinansować dla MPK zakup dwóch oryginalnych londyńskich piętrusów, które będą zachętą dla potencjalnych kupujących. Jak mówił, miejskiemu przewoźnikowi podniesie się prestiż, on zaś wykorzysta pojazdy do promocji własnej firmy. Na pytanie, jak ustalone są trasy nie potrafił jednak odpowiedzieć, bo tym zajmuje się sztab ludzi związany z promocją firmy. To trochę dziwne, że prezes spółki wie niewiele o tak wielkiej akcji promocyjnej. Pod naciskiem ciekawych współbiesiadników zadzwonił jednak "na osobności" do odpowiedzialnej osoby i za chwilę wszyscy wiedzieli, że linia pokrywa się w dużym stopniu z najbardziej obciążoną w mieście. Wielu to ucieszyło, bo w pojazdach obsługujących tą linię w godzinach szczytu odgrywały się niejednokrotnie dantejskie sceny. Ponadto nasz bohater uznał, że skoro wszyscy na tej imprezie są dla niego tacy mili, to on się odwdzięczy i dogada się z MPK w sprawie biletów wolnej jazdy dla wszystkich obecnych tutaj. Poprosił tylko o kartkę i długopis, a następnie wytrwale notował dane. Wyglądało to zabawnie - wesele, zabawa, a w kącie lekko grubawy facet spisuje informacje z kilkudziesięciu dowodów osobistych.
Przyjaciel kuzyna był pewien, że ma do czynienia z człowiekiem o wielkich możliwościach, a zaobserwowana sytuacja jeszcze go w tym poglądzie utwierdziła. Wcześniej znał Y dość słabo, jednak dochodziły go pogłoski o niezwykłych czynach i wielkim sercu tego mężczyzny. Postanowił działać. Wstyd było mu przyznać, że "tylko" sprowadził samochód z USA, w który włożył sporą część oszczędności swojego życia, uznał więc, że jeśli zagra biznesmena, który takim importem zajmuje się zawodowo, w oczach wielkiego Y natychmiast "urośnie", a sprawa zostanie potraktowana poważniej. W końcu pomiędzy ludźmi biznesu powinna panować solidarność...
Rozmowa przy kieliszku została nawiązana ekspresowo. Samochód miał być przeznaczony dla syna, ogólnie mówiąc kłamstewko małe i w założeniu skuteczne. Y nawet nie chciał słyszeć o jakiejś prowizji tytułem pozytywnie załatwionej sprawy. Kimś ważnym do spraw komunikacji w urzędzie miejskim jest jego dobry przyjaciel z liceum i studiów, któremu niejednokrotnie uratował skórę, a tak szczerze mówiąc gdyby nie Y, to ów człowiek nie zdałby matury. Ich drogi się co prawda rozeszły, ale o starych znajomych się nie zapomina, szczególnie jeśli ma się wobec nich dług wdzięczności. Przyjaciel kuzyna był niezwykle szczęśliwy. Sprawa miała zostać załatwiona już we wtorek. Y wspomniał, że będą z tego dodatkowe korzyści - napiją się dobrego alkoholu, wypalą cygara i nieźle się zabawią. Wszystko z okazji tego spotkania po latach.
Wtorek się zbliżał, przyjaciel kuzyna już niemal czuł jak jeździ ulicami miasta w swoim pięknym amerykańskim wehikule... We wskazanym dniu miał podjechać swoją maszyną we wskazane przez Y miejsce, aby już razem mogli odwiedzić urząd. Bał się trochę prowadzić niezarejestrowany pojazd, jednak strach minął gdy pomyślał o możliwościach swojego nowego dobrego znajomego. "Ten gość pewnie i z policją ma układy" pocieszał się w duchu. Wytoczył więc cacko z garażu i pojechał. Miejscem spotkania było totalne pustkowie za miastem. Z daleka zauważył mężczyznę w kurtce brodzącego w błocie po pustym nieużytku... Zaciekawiony zwolnił, i ujrzał, że to Y. Przywitali się serdecznie. Na pytanie, co ów tu robi usłyszał wprost potok odpowiedzi. Otóż to pustkowie, to miejsce gdzie ma powstać rzeczona wielka inwestycja, a przywiozła go tu żona, bo jego auto jest akurat w naprawie. Miał czekać na geodetów, jednak Ci zawiedli. Ruszyli w kierunku miasta, kiedy Y spytał, czy może poprowadzić tak fajny wóz. Facet nie potrafił odmówić, był wdzięczny, że oto już niedługo będzie mógł jeździć legalnie. No i zaczęło się... Woził przyjaciela kuzyna po całym mieście pokazując mu miejsca, w których mają być filie jego inwestycji. Podjechali także do urzędu pracy, gdzie Y miał jakieś ważne sprawy do omówienia. Polecił czekać w aucie. Nagle zadzwoniła komórka. Y przepraszał, ale wypadła mu jakaś niezwykle pilna sprawa. Przyjaciel kuzyna miał się niczym nie martwić, bo jego sprawa na pewno zostanie załatwiona szybko, jednak nie dziś. Lekko zdenerwowany wrócił do domu, jadąc z duszą na ramieniu, pozbawiony "ochrony" swojego protektora. Kiedy wysiadał w garażu, zauważył na siedzeniu kierowcy... bilet na podmiejski autobus. Zdziwił się, bo nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek musiał korzystać z podmiejskiej komunikacji.
Mijały dni, a Y milczał jak grób. Przyjaciel zaczął się już denerwować, bo nadal był uziemiony, jednak nie miał śmiałości przypominać o sobie tak wielkiemu człowiekowi. W końcu górę wzięła desperacja. Zadzwonił i... zgłosiła się poczta głosowa. Działo się tak rano, w południa i wieczorem. Zrezygnował... Uznał, że taki gość jak Y ma prawo nie mieć czasu. Jednak po ok. tygodniu dostał sms z prośbą zadzwonienia pod wskazany numer, wiadomość podpisana była nazwiskiem naszego prominenta. Przyjaciel zadzwonił i usłyszał, że jego protektor jest właśnie na Okęciu, ma pilny wyjazd w interesach, natomiast poleca iść do urzędu i poprosić pana o podanych danych, a jako polecającego przedstawić Y. Pewność siebie przyjaciela przekroczyła normy. Udał się jeszcze tego samego dnia pewnym tonem żądając załatwienia od ręki jego sprawy, bo jeśli nie, to pan Y może coś na to poradzi, a na pewno jego przyjaciel - tu nazwisko. Urzędnicy zrobili wielkie oczy, jednak nie był to strach, a zdziwienie. Przyjaciel domagał się tymczasem osobistego spotkania z panem o danych, które wymieniał. W tym momencie kilka osób zaczęło dyskretnie pokazywać sobie przy skroni kółeczko. Wezwano więc owego tajemniczego jegomościa. Do pomieszczenia wszedł... ubrany w drelich, zarośnięty gość i wychrypiał "Siegho posieba sianownemu panu?" Był to nikt inny jak tutejszy konserwator... Po raz kolejny nie muszę opisywać wściekłości przyjaciela kuzyna, który publicznie zrobił z siebie głupka.
Poprzysiągł, że znajdzie Y i wymierzy mu po swojemu sprawiedliwość.
Ofiara zemsty zapadła się pod ziemię. Pytał, szukał. Każdy wiedział jednak tyle co on - wielki biznesmen, wielkie interesy, milionowe konto. Kiedy przytaczał swoją opowieść, oczy rozmówców przypominały pięciozłotówki. Ktoś w końcu dał mu adres, który wskazywał, że posiadłość znajduje się za miastem. Udał się tam. Nie ujrzał willi ze stadniną koni, nie ujrzał też japońskiego ogrodu. Zastał zaś brudne podwórko, chałupę z pustaków. Żona "prominenta" akurat zamiatała na bosaka podwórko. Myślał, że to kompletna pomyłka, jednak ładna kobieta, która akurat wzniecała miotłą tumany kurzu, faktycznie okazała się żoną... byłą żoną. Rozmawiali długo... Okazało się, że były mąż omamił ją swoimi wizjami, naobiecywał cudów-niewidłów, a kiedy powiększyła się rodzina, ściągnął wszystkich na wieś, do domu po jego zmarłym ojcu. Była od niego sporo młodsza jeszcze naiwna. Wierzyła, że te wszystkie chore myśli to wielkie plany, które uczynią z niej panią sytuacji. Przerwała dla niego studia. Obiecywał, że "ty tylko nogę wystawisz, a pięć służących ci będzie paznokcie malowało" "Patrz pan jak malują" wskazała na niemiłosiernie zakurzone stopy... Na początku współpracowała z mężem. Kryła jego kłamstwa, indukując się powoli paranoją. Jednak "pod bramę" przyjeżdżali coraz to nowi dłużnicy z pretensjami. Kiedy ktoś którejś nocy powybijał im w oknach szyby, nie wytrzymała, wystąpiła o separację. Na weselu była z przymusu, groził jej, a po skończonej imprezie podarował flaszkę ukradzioną z magazynku, jak powiedział "za dobre sprawowanie". Pytanie o studia Y wywołało uśmiech żony. "Panie, on nawet nie ma zawodówki skończonej..."


Mam nadzieję, że te dwie historie przybliżyły wam psychikę kłamcy patologicznego i rzeczy do których jest zdolny. Czy Wy spotkaliście się kiedyś z podobnymi przypadkami? Zapraszam do dyskusji...
  • 0



#2

lunatyk.
  • Postów: 214
  • Tematów: 9
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

owszem i to nie raz, chodzi do mojej szkoły taki typek który to dzień w dzień opowiada historie na temat sporowadzanych aut z Niemiec, jest przyjacielem dobrym od dziecka mojego kolegi, więc zaciekawiony jego opowieściami zapytałem kolegi co to za typ. Okazało sie ze prawda wyszła na jaw jakis rok temu, opowiadał że jedzie pracować do warsztatu(ten mitoman), Tata jego przyjaciela akurat gadał z Tatą mitomana, okazało się że jedzie on do dziadków na "wakacje", a jakież to ździwienie było znajomych, przecież on- znawca aut, wielki człowiek, młody biznesmen który sprowadza auta za 300tyś. z niemiec... . Kiedy się o tym dowiedziałem byłem również zdziwiony, gdyż był on niesamowicie przekonujący. Teraz nikt nie traktuje go poważnie a on nadal te bajki opowiada;/

Znam też ludzi bez kręgosłupa którzy kłamią nałogowo żeby komuś się przypodobać, nie wiem czy to podchodzi pod mitomanie
  • 0

#3

taght.
  • Postów: 275
  • Tematów: 10
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Masakra obie historie. To trochę dziwne bo u nas mitomani są znani tzn. wiadomo, że Ci ludzie kłamią bo jak ktoś kto całe życie kłamie może to ukrywać? Kłamstwo słynie z tego że zawsze wychodzi na jaw. Poza tym nie nazywał bym tego chorobą, bo jak do cholery można nie wiedzieć, że się kłamię?! Po prostu Ci ludzie mają jakieś kompleksy które chcą nadrobić kłamstwem lub okazują brak szacunku kłamiąc nam prosto w oczy.
  • 0

#4

lunatyk.
  • Postów: 214
  • Tematów: 9
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

taght może tak samo jak w przypadku shizofreni fikcja = rzeczywistość

tutaj nasuwa się znana maxyma = kłamstwo powtarzane tysiąckroć staje się prawdą:..
  • 0

#5

Asieńka.

    Wiedźma

  • Postów: 979
  • Tematów: 28
  • Płeć:Kobieta
  • Artykułów: 1
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

taght widzisz problem ten wynika właśnie z tego, że ludzie zdrowi nie są w stanie pojąć tego, że można kłamać nie będąc tego świadomym.

Czy Wy spotkaliście się kiedyś z podobnymi przypadkami? Zapraszam do dyskusji...

Sama nie spotkałam się z typowym mitomanem, natomiast znam osobę, która dzięki kłamstwu budowała swój świat i podporządkowywała sobie ludzi. Może się wydawać że to bliskie mitomani, natomiast kłamstwo jest również częścią zachowań osoby o osobowości antyspołecznej. Trudno się z kimś takim żyje, a jeszcze trudniej gdy wszyscy dookoła ulegają manipulacjom i kłamstwom tej osoby. Zapewniam, że nikt by nie chciał stać po drugiej stronie barykady. Odkrycie tego, że bliska mi osoba jest poważnie chora nie zmieniło nic na lepsze. Na nic były moje starania o to by poddał się leczeniu, a wszyscy którzy mogli by mu pomóc ulegli jego kłamstwom. Nieświadomość i brak wiedzy nawet osób wykształconych i lekarzy może doprowadzić do tego, że takie osoby prowadzą swoje działania niszcząc dookoła życie innych ludzi, doprowadzając niekiedy do tragedii. Taki socjopata, czy tez psychopata, poprzez swoje kłamstwa i manipulacje może doprowadzić do tego, że jego ofiara w oczach innych ludzi będzie oprawcą, bądź spowoduje w niej takie zachowania, które będą stanowiły podstawy do tego by inni uznali ją za chorą psychicznie. Kiedy takiej osobie powiesz, że ma problemy ze sobą, gdy odkryjesz jej tajemnicę stajesz się wrogiem, którego należy wyeliminować, a sposoby są tak zaskakujące, że trudno zachodzić w głowę skąd tacy ludzie czerpią pomysły i skąd w nich takie umiejętności.
W tym przypadku kłamstwo jest bardzo świadome wręcz planowane, a wszystko to po to by w oczach ludzi uchodzić za kogoś porządnego, mądrego, miłego i dobrego i by ukryć wszystkie swoje niecne uczynki.
Poniższy opis doskonale pasuje do osoby którą znam:

http://quantumfuture.net/pl/psychopath_2.html
CHARYZMATYCZNI PSYCHOPACI
są czarującymi, pociągającymi kłamcami. Zazwyczaj są obdarzeni takim czy innym talentem i wykorzystują go do osiągania korzyści manipulując innymi ludźmi. Przeważnie szybko mówią i posiadają prawie demoniczną zdolność przekonywania innych, by wyzbyli się wszystkiego, co posiadają, nawet własnego życia. Na przykład przywódcy sekt religijnych i kultów mogą być psychopatami, jeśli doprowadzają swoich wyznawców do śmierci. Ten podtyp często zaczyna sam wierzyć w swoje fikcje. Nie sposób się tym ludziom oprzeć.


  • 0



#6

LS-D.
  • Postów: 132
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Można to podciągnąć także pod niestworzone historie, rożnych osób na temat ufo...
  • 0

#7

Bobek.
  • Postów: 476
  • Tematów: 30
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Hm, mi się wydaje, że mitoman kłamie, żeby zwrócić na siebie uwage osób słuchających.
Wiedzie nieciekawe życie, więc nie ma co opowiadać, jak nie ma co opowiadać, to da się ponieść wyobraźni, żeby nie siedzieć cicho w towarzystwie.
Natomiast kłamca to zbliżone pojęcie do mitomana, lecz nie takie samo.
Wszyscy kłamią i są od tego uzależnieni, kłamstwo jest potrzebne bo bez niego powstawało by wiele konfliktów w relacjach międzyludzkich, z tego powodu, iż szczerość często może przeradzać się w obrażenie drugiej osoby, która w efekcie może czuć się poniżona i czuć chęć zemsty wobec osoby 'szczerej' w stosunku do niej.

A wracając do mitomanii, na przykładzie, który tutaj kolega Lunatyk wymienił można wywnioskować, że ten człowiek stworzył swój własny świat w oczach innych ludzi, chciałbyć kimś kim nie był, żeby poprostu mieć o czymś rozmawiac, bo przecież mówienie o wakacjach spędzonych u dziadka nie jest ciekawe, ludzie unikają rozmów o czymś nieciekawym...i wcale nie podwyższyła by taka opowieść jego oceny w oczach kolegów/koleżanek.
A czy podpiąć mitomanie pod chorobe ? nie wiem, gdyby mitoman wiódł życie, jakie sobie wymarzył, mówił by prawde...
  • 0

#8

Arkadiusz.

    Pilot in command

  • Postów: 757
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Owszem, mitomania jest schorzeniem wynikającym ze złej samooceny. W psychologii zastępowanie negatywnego stanu działaniem mającym poprawić samopoczucie nazywa się kompensacją. Potrzeba kompensacji jest czasem tak silna, że chory w pewnym momencie przestaje kontrolować te opowieści. Wynikają z tego różne przykre dla niego i otoczenia konsekwencje. Opowiadając mitoman czuje się ważny, doceniany. Nie chce wychodzić z tego świata, więc w nim pozostaje cały czas go rozbudowując. Jak wykryć mitomana? Wystarczy wtrącić w jego opowieść swoją obecność i pewne fakty potwierdzić, a innym zaprzeczać. Mitoman rzadko kiedy opowiada swoje historie ludziom, którzy mogliby odkryć prawdę i być świadkami niezwykłych wydarzeń. Wszystko działo się "za granicą", "kiedyś", "jakiś czas temu". Można też zwrócić uwagę na sposób opowiadania o przykrych zdarzeniach - im bardziej barwny, tym mniej prawdziwy. Chodzi o to, że zdrowy takie wydarzenia wypiera ze swojej świadomości, nie chce o nich zbyt wiele mówić.
  • 0



#9

Paweł.
  • Postów: 1000
  • Tematów: 22
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Czy Wy spotkaliście się kiedyś z podobnymi przypadkami? Zapraszam do dyskusji...

Spotkałem się nie raz. Nie były to jednak tak ekstremalne sytuacje jakie wyżej opisałeś, tylko dalekie znajomości z kolegami ze szkoły. Nie przyjaźniłem się z takimi osobami. Nie chciałem mieć takich przyjaciół. Traktowałem ich opowieści z obojętnością. Kiedy coś opowiadali, przytakiwałem, a w myślach zastanawiałem się dlaczego kłamią. O dziwo prawie zawsze wiedziałem kiedy oszukiwali, ale przeważnie nie reagowałem. No, chyba, że miałem dobry humor i chciałem się podroczyć z takim osobnikiem. Innym razem pracowałem z chłopakiem, który był niewiele starszy ode mnie. Kłamał jak najęty. Codziennie w pracy przez pół dnia opowiadał jak to on zna się na wszystkim, gdzie był, co robił, ile dziewczyn miał, itp. Czasem z innym znajomym robiliśmy prowokacje, na których go demaskowaliśmy. Nie pomagało. Gdy ktoś wytknął mu kłamstwo, ten tylko robił głupawą minę i jechał od początku. Poznałem nawet jego rodzinę. Okazało się, że nie daleko pada jabłko od jabłoni. Synuś udał się w rodziców, którzy to również lubili opowiadać bajki.
  • 0



#10

prawdziwe.
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Chciałabym podzielić się z Wami moją historia. Mitomana poznałam 7 miesiecy temu. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z taka osobą, dlatego wszystko co się działo, każde wypowiadane przez niego słowo było dla mnie prawdziwe. Zakochałam się. Chłopak przystojny, miły, dżentelmen w każdym calu. Aż nie wierzyłam w szczęście które mnie spotkało. Nie mogłabym wyobraźić sobie bardziej idealnej osoby. Odpowiadał mi pod każdym względem. Bardzo inteligentny, czarujący, szarmancki. Trenował boks, były zawodnik futbolu amerykańskiego, podobno znany w niemieckiej lidze. Nie domyślałam się niczego. Zaczeliśmy spotykać się jak kazda normalna para. Każda kolejna randka była dla mnie ogromym zaskoczeniem. Był bardzo oryginalny i pomysłowy. Świetnie się bawiliśmy a jeszcze lepiej rozumieliśmy. Mogłam go słuchać godzinami. Zacznijmy od tego, że w czasie naszych spotkań i rozmów powiedziałam mu o swojej chorobie. Czekałam na zabieg w Szpitalu, oczywiście w kolejce na NFZ. Tak bardzo przejął się tą wiadomością...Zaproponował że zapłaci za mój zabieg w prywatnej klinice. Czułam się bardzo niezręcznie, ale dolegliwoąci związane z chorobą były bardzo bolesne. Chciałam, żeby w końcu ból ustapił, chciałam żyć normalnie. Mnie nie było stać na tą operację, a On twierdził, że takiej kwoty nawet nie odczuje. Długo się zastanawiałam, trudno było mi uwierzyć, że ktoś chce bezinteresownie pomóc, ale on nie chciał słyszeć odmowy. Po kilku dniach odbył się zabieg. Cały czas był przy mnie. Nawet wziął urlop w pracy, żeby być w momencie kiedy otworze oczy. Byłam taka szczęśliwa. Zabiegł przebieg pomyślnie, on był ze mną, opiekował się mną troskliwie. Wszyscy mi zazrościli...Koleżanki widząc nas twierdziły, że warto czekać na kogoś takiego. Po przyjeździe ze szpitala zaproponował moim rodzicom, że przeniesiemy się do jego mieszkania. Miał ich kilka.Wynajmował je jak każdy kto posiada kilka nieruchomości tego typu. Dorobił się jako zany zawodnik niemieckiej ligi. Rodzice zgodzili się bez oporów, choć ledwo mogłam się poruszać. Bardzo go polubili. Umiał zrobić dobre wrażenie. W mieszkaniu spędzilismy ok 2 tygodni. Zproponował mi mały wyjazd w celu rekonwalescencji. Zakopane... spacery, długie rozmowy, romantyczne wieczory. Poczułam że to jest On. Chłopak z którym chcę spędzić resztę życia. Traktował mnie jak księżniczkę, powtarzał, że jestem jestem dla niego najważniejsza, widziałąm, że czuje to co ja. Byłąm taka szczęsliwa. Wrócilismy do domu. Wcześniej zarezerwował i opłacił dla mnie i dla mamy weekend w spa dlatego po przyjeździe przespałąm się kilk godzin u rodziców i zaczęłam szykować się na wypoczynek z mama. Usłyszałam telefon, odebrałam. Powiedział ze musimy pilnie się spotkać. Głos miał drżący, przerażony. Do wyjazdu zostały 2 godziny ale bardzo chciałam wiedzieć co się stało. Kiedy się spotkaliśmy zaczął płakać. Powiedział, że chce być ze mną szczery bo naprawdę mnie kocha a nie może być między nami żadnych tajemnic. Zaczął opowiadać swoją historie, o tym, że był 3 lata w więzieniu, że wyszedł miesiąc przed naszym spotkaniem, że teraz ciągle dzwonią do niego ,,źli ludzie" i chcą żeby dla nich pracował. Jeśli tego nie zrobi, to zabiją jego córkę. A córkę kochał bardzo, choć nie miałam jej jeszce okazji poznać. Nie wiedziałm co mam robić, kompletna dezorientacja, niemoc, nawet nie wiem jak mam nazwać uczucie które mna wtedy zawładnęły. Powiedział ze mam jechać z mamą a on to jkoś załagodzi. Bo na miejscu i tak nic nie pomogę. Pojechałam. Jechałyśmy jakieś 2 godziny. Cały czas myślałam, łezki napływały do oczu. Bardzo się o niego bałam. Na miejscu Pani w recepcji powiedziała że rezerwację anulowano, gdyż nie wpłynął żaden przelew, a nie można było skontaktować się z rezerwującą osobą. Głupia sytuacja...Niedawno sprzedałam działkę i miałam n koncie pieniążki, dzięki którym chciałm opłacić rok studiów z góry. Zadzwoniłam do Niego. Powiedział, że mafia ma w kieszeni policję. Poblokowali mu konta i przelew nie przeszedł. Prosił, żebym zapłaciła a On odda po powrocie. Tak zrobiłam. Cały wyjazd pamietam jak przez mgłę. Cały czas zapłkana. Każdy kolejny telefon przynosił gorsze widomości. Powidzieli że jak nie bedzie współpracował skrzywdzą jego córkę i mnie. Powiedział że ucieka, ale i tak wie że go znajdą. Musiałam wracać, spakowałam siebie i mamę i szybkoruszyłyśmy domu. Nie chciałam jej mówić o co chodzi, ona wciąż pytała, martwiła się, widziała jak płaczę. Powiedziałam że mój wybranek wplątał się w jakieś kłopoty i ze później jej opowiem. Okazało się, że uciekł ponownie do Zakopanego. Nie mogłam spać. Kolejne rozmowy i jeszce gorsze wieści. Konta cały czas zablokowane. Kończy mu się gotówka...Wsiadłam w najbliższy pociąg i pojechałam do niego. Mówił że mam tego nie robić, że sobie poradzi. Ale jak mogłabym bezczynnie siedzieć i czekać. Kiedy dojechałam czekał na stacji. Zapłakani wpadliśmy sobie w ramiona i szybko udalismy sie do domu. Dostał smsa że wiedzą gdzie jest, że jechali za mną. Byłąm przerażona. Twierdził że ma znajomości. Ciągle gdzieś dzwonił, rozmawiał, negocjował. Po 2 dniach stwierdził ze idzie na spotkanie. Ze musi isc. Ze chodzi o jego córkę. Zostałam na Gubałówce. Cały czas byliśmy w kontakcie, aż nagle telefon umilkł. Odzywa sie poczta. Dzwoniłam chyba co minutę, płakałm, cała się trzęsłam. Nie wiedziałam co robic. Po 2 godzinach zobaczyłam jego imię na wyświetlaczy dzwoniącej komórki. Powiedział. Uciekaj. Mi już nie pomożesz. To koniec. I znów cisza...Zaczęłam się dusić. To był jakiś koszmar. To sie nie działo naprawdę. Zadzwoniłam do brata. Powiedział ze do mnie jedzie, że mam zmienic miejsce, szybko sie przeniesc gdzie indziej bo bedzie nie wczesniej niz za 10 h. Tak zrobiłam. Okazało sie ze nasz domek był niezapłacony wiec uregulowałam naleznosci iszybko sie ukrylam. Myślałam ze zwariuje. Nagle zadzwonil telefon. Cud to On. Żyje. Podobno pobiła się z 2 mężczyznami którzy mu gozili i uciekł. Zabrali mu dowód i pieniadze. Spotkalismy sie. Twierdził, ze kontakty o których wspominał wcześniej okazały się strzałem w dziesiątkę i na nastepny dzień miał przyjechać do Zakopanego ktoś ważny, kto mu pomoże w negocjacjach z bandytami. Zostawiłam resztkę pieniedziy które mi zostały. Brat przyjechał nad ranem. Spakowal mnie w samochód i ucieklismy. To był najgorszy dzień w moim życiu. Co dalej?? Wróciłam do mieszkania które wynajmowałam z koleżanką. Byłam kłębkiem nerwów. Nie mogłam jeść, nie mogłam spać. Z ukochanym mieliśmy cały czas kontakt. wszystko szło dobrze. Minęło kilka dni. Powiedził, że moze wracac. Tak bardzo chciałam go uściskać. I tak się stało. Wszystko mi opowiedział. Miało juz być dobrze. Ale dla pewności został u mnie kilka dni, bo przecież gdyby coś miało być nie tak to zaczną go szukać u niego. Dni się przeciągały. Minął miesiąc. Zaczęłam się już niepokoic. Zbliżał się termin wycieczki którą mój wybranek miał wykupioną jeszce zanim się poznaliśmy. W między czasie dopisał mnie do Vouchera i czekalismy na ten wyjazd razem. Wylot zaplanowany był na 12 w południe. Dziewiąta rano, już po śniadanku dzwoni telefon. Ojciec Mu umarł. Chorował na serce. Ojciec był wojskowym, emerytowanym dowódcą...straszna tragedia. Bardzo to przeżyliśmy. Pogrzeb miał być za 5 dni, pojechał do domu. Do mamy. Tak bardzo mu współczułam. Nawet nie zdążyłam poznać jego rodziców. Chciałam jechać z nim ale nie chciał mnie narażać..Każdy kolejny dzień to smutek i żałoba. Był bardzo dzielny. Czekaliśmy na pogrzeb. Dziwnie się czułam mając poznać jego mamę i cókę która była pod jej opieką w taki dzień. Próbowałam przygotować się do tego psychicznie. Codziennie z nimi rozmawiał przez telefon. Tyle ciepłych słów w stosunku do mojej osoby. Wszystko mi powtarzał. Każdą rozmowę, każde zdanie. Nadszedł dzień pogrzebu.Między nami panowała cisza, ale ciągle się przytulaliśmy, byliśmy razem. Wspierałam go jak mogłam. Nagle telefon. Dzwoni jego mama. Policja jest pod domem. Szukają go...Nie muszę chyba tłumaczyć, że na pogrzeb nie pojechaliśmy. Znowu ukrywanie się..Miałam dosyć. Zaczęłam coś podejrzewać. Przecież to wszystko jest niemożliwe. Przecież to materaiał na książkę kryminalną, najstrszniejszy horror. Ale wszystkie fakty pasoawały. Dzwoniły mu telefony, słyszałam rozmowy, widziałąm jak to przeżywa i płacze. Targały mną mieszane uczucia. Zaczęły się kłotnie. Kompletnie bez sensu, nie związane z tą całą koszmarną historią. Ktoś do mnie napisał na facebooku, koleżanka poprosiła o spotkanie, zapomniałam o jakiejs ważnej dla niego rozmowie... Czułam że zaczynam wariować, ale mimo tych kłótni cały czas byliśmy blisko siebie. Zapewniał mnie o swojej miłości. Całował, przytulał. Mówił, że tyle przeszliśmy, że nic nie jest w stanie nas rozdzielić. Ze marzył o takiej osobie jak ja....Pewnego dnia powiedział, że musi wyjść, jeśliby nie wrócił, to mam zadzwonić do jego mamy. Ona mi wszystko wytłumaczy. Ledwo zamknęły się drzwiwzięłam za telefon. Odebrała jego mama, przedstawiłam się...tego się nie spodziewałam. Ta kobieta nie wiedziała kompletnie kim ja jestem. złożyłam jej kondolencje a ona zamarła, nie wiedziała o co mi chodzi. Powiedziała ze ponad 3 miesiace temu jej syn wyszedl z domu i więcej go nie widziała. Przeżyłam szok. Dzwoniłam do Niego, ale nie odbierał. Dostałam za to bardzo długiego meila, w którym wyjasnia, ze cały czas kłamał. że jest mitomanem i że juz tak dłużej nie może. Kocha mnie najbardziej na świecie i nie może beze mnie żyć, ale nie wie jak to naprawić. Skłamał raz, każde moje pytanie generowało kolejne kłamstwo.Pieniądze na operację pożyczył. Nie chciał mnie starcić, nie wiedział co robić...Moje życie wywróciło się do góry nogami. Serce pekło na milion kawałków......Nie chciałam go widzieć. Nigdy więcej!!! A On? Codzień wysyłał mi meila z przeprosinami, poszedł do moich rodziców, rozmawiał, przepraszał, tłumaczył. Tak minął miesiąc. W końcu maja mama zaczęła ze mną rozmawiać. Mówiła, że każdy w życiu zasługuje na 2 szanse, że widzi jak cierpię, jak się zmieniłam, zamknęłam w sobie. Powiedziała, że nigdy nie widziała, żeby mężczyzna tak traktował kobietę jak on mnie, że to coś wyjatkowego i mam sobie to jeszcze raz przemyśleć. Spotkałam się znim. Długo rozmawiliśmy...Wszystko wytłumaczył. Powiedział, że już nigdy mnie nie kłamie, że chce ze mną spędzić życie. Spotykaliśmy się znowu jak normalna para, choć mi nie było łatwo. Trzymałam dystans. Ale po jakimś czasie zaczęłam się do niego przekonywać. Widziałam że się stara, że mówi prawdę. Postanowiliśmy spróbować zamieszkać razem. On dostał dobra parcę, mieszkanko było naprawdę urocze. Codzień opowiedał jakies nowinki, co się działo, co robił, z czego się szkolił. Znałam imiona jego kolegów z pracy, szefowej..Z opowieści wydawali się na prawdę sympatyczni. Wreszcie wszysko było tak jak być powinno. Przyniósł umowe z pracy, cerfyfikaty ze szkoleń, mieszkanko było opłacone. Pewnego dnia zaczeła spóźniać mu się wypłata a właściciel miał przyjśc po czynsz. Przelałam mu pieniązki na mieszkanko i po pracy mielismy się zobaczyć. Jak zawsze. Jeszcze w ten dzień był u mnie w pracy 2 razy. Przyniósł mi tebletki na brzuszek bo mnie bolał, drugi raz miętę. Pochwalił się nowymi butami które kupił, bo wynagrodzenie wpłynęło mu późnym popołudniem. Po zakończeniu zmiany dostałam smsa, że spotkamy się w domu...W domu czekał na mnie właściciel. Z niezapłaconym rachunkiem za 2 miesiące. Telefon już nie odpowiadał. W pracy o nim nie słyszeli, umowy sfałszowane. Więcej go nie widziałam...

Użytkownik prawdziwe edytował ten post 18.12.2012 - 01:03

  • 3

#11

Po_prostu.
  • Postów: 264
  • Tematów: 2
  • Płeć:Kobieta
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Tylko, że to akurat nie wyglądało na mitomanię jako taką, tylko po prostu OSZUSTWO, żerowanie na zakochanej, co tu dużo mówić, naiwniarze.
  • 1

#12

Mika’el.
  • Postów: 810
  • Tematów: 34
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja Zła
Reputacja

Napisano

Tylko, że to akurat nie wyglądało na mitomanię jako taką, tylko po prostu OSZUSTWO, żerowanie na zakochanej, co tu dużo mówić, naiwniarze.

bredzisz.

Mnie się świetnie czytało, pomijając fakt, że nie było takiego momentu gdzie bym zaczął wierzyć :mrgreen:
najnormalniej, nie ma pośród żywych aż takiego głupca co by sobie dał tyle wmówić. Nie zaprzeczam, że ludzie z fantazją jak w powyższym tekście są, noo znałem gostka podobnego do tego z fabuły i jego możliwości kręcenia ludźmi widziałem, ale bez przesady
...dostało się cwaniakowi w ryło nie raz.

Dobrze napisane, ale na mój gust zbyt szybka akcja.
  • 0

#13

Po_prostu.
  • Postów: 264
  • Tematów: 2
  • Płeć:Kobieta
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Tomorrow, oj zdziwiłbyś się i to mocno, jak bardzo zaślepienie niektórych zakochanych kobiet nie zna granic... Poczytaj sobie o niejakim "Tulipanie" albo.... Spójrz tutaj:
http://sympatiaity.w...ci-na-sympatii/ pod tekstem są tam dwa linki. Pokazują historię naiwnej, zakochanej kobiety, która skończyła się niestety wyjątkowo tragicznie. A facet wciskał jej kity równo. Takich historii jest mnóstwo, oszustów matrymonialnych jest całe zatrzęsienie ;)
  • 0

#14

GuardAngel.
  • Postów: 373
  • Tematów: 37
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Jak myślicie, ile procent urzytkowników na tym forum, to mitomani lub bajarze ect ?
wg mnie z 20 %.
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u