Cześć. Chciałbym sie z wami podzielić tym, co zdarzyło się mi i mojemu koledze na cmentarzu 1.11.2008r. (Starachowice, Woj. Świętokrzyskie, ul. Polna). Szczerze mówiąc gdy czytam początek mojego postu zdaje mi się, jakby jakiś dzieciak nieudolnie próbował tworzyć klimat dla swej zmyslonej histori, ale peroszę o to, abyscie mi uwierzyli. Otóż wieczorem tamtego dnia wybrałem się z kolegą na cmetarz powspominać swych zmarłych bliskich jednak nie ukrywam, że bylismy napaleni na to by zobaczyć ducha. Lecz wydarzylo się coś zupełnie innego. Siedząc na ławeczce, przy grobie rodziny (żyjącej) prababci, spojrzałem w niebo. Na sklepieniu ujrzałem naprawdę, może nie "wielką", ale sporą i bardzo mocno świecącą gwiazdę (tak mi się na początku zdawało). Autentyczna rozmowa J-Ja, K- Kumpel
J- patrz!, pierwsza gwiazda
K- rzeczywiście, ale jak mocno świeci nie?
J- masz racje,...
tu zacząłem się jej przypatrywać i nagle stało się coś czego się nie spodziewałem. Ta rzekoma "gwiazda" zaczęła sie delikatnie poruszać w lewo (południowy-wschód). Cały zdrętwiałem. Ten poruszający się obiekt nagle zaczął przyspieszać. Jednak nie leciał cięgle w lewo lecz zaczął sie oddalać jak by od Ziemi i widoczny był jak by "przezroczystawy"(nie do końca przezroczysty:D:D) pył ciągnący się za nim. Pył ten zwężał się ku nam, a obiekt szybko malał (tak jaby coś uciekało od Ciebie w przestrzeń kosmiczną, produkując mało widoczny pył, dym). Po chwili, ani po obiekcie, ani po tm dymie nie było śladu!!!. Wtedy jak by to odrętwienie ze mnie zeszło, może dlatego, że oczekiwałem na zobaczenie czegoś takiego. Mój kolega odczuł to identycznie (również interesuje sie tematami paranormalnymi choć dużo bardziej kryptozoologią niż UFO). Od tego wydarzenia minęło już dwa miesiące jednak nie mogę o tym zapomnieć. Podzieliłem się z wami moją historią, z nadzieją iż Wy odpiszecie, czy nie mieliście podobnych doświadczeń i zaproponujecie co innego niż UFO (jako obca cywilizacja) mogło to być?








