Skocz do zawartości




Tajemnice Egiptu


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
135 odpowiedzi w tym temacie

#1 Gość_Muhad

Gość_Muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

Tajemnice Egiptu


Zainspirowani „nieznanoświatowym” cyklem artykułów na temat piramid egipskich postanowiliśmy zabrać także swój głos w tej sprawie – Wielkiej Piramidy, mniejszych piramid i kilku innych egipskich tajemnic.

Egipt, to kolebka jednej z najstarszych i niezaprzeczalnie największych kultur i cywilizacji świata. Jedna z nielicznych, gdzie upływały wieki i tysiąclecia, a tam... czas bał się zaglądać.



Wszystko, co żyje boi się czasu, a czas boi się piramid – taka myśl kołacze się nam po głowie, kiedy stajemy pośród potężnego kompleksu budowli w Gizie pod Kairem, a całego tego kompleksu strzeże tytaniczna bryła dostojnego i pełnego tajemnic Sfinksa.

Zaiste tajemnicza to rzeźba! – czy raczej budowla, a tak po trosze to i jedno i drugie... Dla nas pełna tajemnic przede wszystkim dlatego, że jak nam się wydaje, jest on jedynym obiektem w całym kompleksie jakby „oderwanym” od całości, ze względu na figuralny czy też zoomorficzny charakter budowli, pośród pozostałych, mających przecież charakter brył geometrycznych. Czego czy kogo on strzeże? A może to jego wnętrza ma strzec moc piramid?

Niektórzy widzą w Sfinksie pomnik tryumfującego Imperium Atlantydy, której potęga 12.000 lat temu szła w głąb Morza Śródziemnego od Słupów Heraklesa na wschód. Ciekawe jest to, że patrząc na Sfinksa ze wszystkich stron widzimy go zawsze na tle piramidy! Jakby nosił ją na grzbiecie – dlaczego? Czy było to świadomym zamierzeniem jego Twórców? Inni zaś widzą ogromny pomnik upamiętniający przejście zodiakalnej Epoki Panny w Epokę Lwa – bo to Sfinks ma twarz dziewczyny, ale całe ciało lwa – więc pasowałoby to do tej hipotezy. Gdybyż tak było, to pomnik ów powinien był powstać około 12.850 lat temu , tzn. gdzieś około roku 10848 p.n.e. ± 100 lat. Tak czy owak, zbieżne jest to z katastrofą, która pogrążyła wyspę Atlantydę w otmętach Atlantyku, kiedy to: nadszedł jeden dzień i jedna noc okropna – jak napisał Platon w „Timajosie”. Nasuwa się teraz taka dziwna konstatacja: pół platońskiego roku temu doszło do katastrofy, w wyniku której znikło z powierzchni Ziemi najpotężniejsze ówcześnie Imperium Atlantydzkie. Czy historia nie powtórzy się znowu? – nie zapominajmy, że historia powtarza się tyle razy, ile tylko może, a wielu wizjonerów przewiduje straszliwe kataklizmy związane z nadejściem nowej Epoki zodiakalnej, nowego miesiąca platońskiego – Epoki Wodnika... Niby to my, XXI-wieczni racjonaliści nie wierzymy w przepowiednie i zbiegi okoliczności, ale te wszystkie kataklizmy i katastrofy, których ilość lawinowo rośnie w miarę zbliżania się do granicy Wielkiego Przełomu w latach 2016-2026, dają dużo do myślenia... Jeżeli jest to tylko przypadek, to bardzo, ale to bardzo dziwny.



Ale co tam Epoka Wodnika! Wracajmy do piramid. Wiemy dobrze, jak ogromną wiedzą, precyzją, a także umiejętnością przewidywania wykazywali się starożytni budowniczowie. Z pewnością kompleks ten musiał się zrodzić z jakiejś lub dla jakiejś idei czy ideologii – to leży poza dyskusją. Ideologii na tyle mocnej i usankcjonowanej prawem i obrosłej tradycją, iż po zakończeniu opracowywania planów, ich Twórcy musieli sobie zdawać sprawę z tego, że konkretyzacja tychże planów, a więc budowa, będzie trwać co najmniej trzy pokolenia. Zaiste, jakaż pewność siebie i swych poddanych musiała cechować władcę owego narodu, boż to nikt inny, tylko właśnie naród miał ponieść wszelkie konsekwencje finansowe tego monstrualnego w rozmachu przedsięwzięcia! Ciekawe, co tak naprawdę było główna inspiracją? Jaki to główny czynnik przeważył: Polityczny? Religijny? Militarny? Tektoniczno-geologiczny? A może wszystkie po trosze???...

Na pewno nie było to żadne obserwatorium astronomiczne, jak wmawiają to nam różni nawiedzeni uczeni. Istniały bowiem obserwatoria megalityczne, których wiek określa się na 6,5 tys. lat – chodzi o obserwatorium w Nabta, leżące ok. 100 km na zachód od Abu Simbel w egipskiej części Nubii. Odkryto je w roku 1998. Wygląd tego obserwatorium, jego układ przestrzenny przypomina w miniaturze Stonehenge. Wydaje się zatem, że obie te konstrukcje wyszły spod jednej ręki – wielkich Braci Budowniczych.

Od jakich czynności zaczynali nasi wielcy budowniczowie? Przede wszystkim od wyboru miejsca zgodnie z jego przeznaczeniem. Jako – jak to dzisiaj sądzimy – zespół świątynno – nekropolitarny należało go umieścić zgodnie z religią, tzn. na zachodnim brzegu Nilu, czyli tam, gdzie on faktycznie się znajduje i gdzie znajduje się astronomiczny zachód Słońca – Ra.



Kolejny problemem było to, skąd i jak trzeba było transportować i magazynować wielkie bloki o masie kilkudziesięciu ton. Nie wydaje się możliwe to, że po każdym ułożeniu bloku czekano, aż obrobią i przetransportują z odległego kamieniołomu następny blok. To bez sensu. Wygląda na to, ze bloki obrabiano i transportowano seriami, które potem układano dokładnie według z góry założonego, opracowanego i realizowanego planu.



Trzecim problemem jest kanał, który doprowadzał nilową wodę aż pod sam plac budowy. Grunt pod budowę piramid i Sfinksa był dokładnie zniwelowany, utwardzony i przygotowany, a to pozwala przypuszczać, że bloki kamienne były dostarczane niemal do końca drogą wodną, a przynajmniej dwie warstwy z najbardziej masywnych bloków – od których masy, twardości i ułożenia zależała cała stabilność budowli – bloki niedokładnie obrobione, kruche czy mające ukryte wady po prostu rozkruszyłyby się pod naciskiem górnych warstw kamiennych bloków, jak kostki cukru w herbacie – zestawiane były wprost z barki na zalany teren i odpowiednio zabezpieczony rampami. Następnie po spuszczeniu wody i osuszeniu gruntu – co w tamtym klimacie z upałami do +70oC w letnim słońcu nie trwa długo – metodą „hej rób!” wyciągano bloki i układano kolejne warstwy, aż do 150 metra w górę. Ale to jeszcze nie wszystko, bo na boki piramidy nakładano oblicowanie z lustrzanie wypolerowanych płyt wapiennych, którego ślady zachowały się na Wielkiej Piramidzie (Piramidzie Cheopsa) . NB, z tych płyt wybudowano większość budynków w Kairze...



Mogło być także na odwrót – jeżeli już potrzebujemy hipotez szalonych, a tylko takie nam pozostają, bo wszystkie normalne wzięły w łeb – najpierw zbudowano wodoodporną rampę w kształcie ścisłego czworoboku, naokoło spiętrzono wodę, a potem bloki zestawiano z barek na dół, jak z dźwigu...

Co było pierwsze? Wiemy, że przy budowach wielkich kompleksów wszystko zaczyna się od budowy największej, a co za tym idzie – najdroższej inwestycji. Czy było tak w tym przypadku – trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, jeżeli tam miały odbywać się obrzędy religijne, to w pierwszej kolejności musiała powstać świątynia. Przecież gdzieś musiano się modlić, prosić, dziękować, leczyć, balsamować i co najważniejsze – składać ofiary, bez których postęp dalszych prac byłby niemożliwy.

A może nie była to świątynia?

W Egipcie i Nubii znajduje się 110 piramid, NB - ostatnią odkryto w roku 2002 nieopodal Piramidy Cheopsa. Ich masa wynosi kilkadziesiąt milionów ton. Czy gra ona jakąś rolę w rozwiązaniu ich zagadki? – jesteśmy przekonani, że tak. Te kilkanaście milionów ton stwarza przecież anomalię grawitacyjną – coś na kształt księżycowego maskonu - a zatem miejsca, gdzie pole grawitacyjne wytwarzane przez masę piramid dodaje się do pola grawitacyjnego Ziemi. A coś takiego może być tylko użyteczne dla kogoś, kto obserwuje np. ruch sztucznego satelity Ziemi, który przelatuje nad Egiptem – jego ruch powinien być szybszy w spotęgowanym polu grawitacyjnym planety... Jest to zatem grawitacyjny kierunkowskaz, którego drugim elementem jest regularny kształt piramid – przesyłający ewentualnym podróżnikom kosmicznym komunikat: „Jesteśmy tutaj!” No, a potem byłoby tak, jak w tym wierszyku:

Spójrzcie-no egipskie dzieci,

Ten talerzyk, co tam leci.

Namiar na nas sobie bierze,

Kupę gruzu w sobie wiezie.

O! Wysypał – to rzecz brzydka!

Ale fajna piramidka!

„Konzum” z niej zrobimy duży,

żarcie się w niej trzyma dłużej.

Adaeniken się zastanawia,

Kto ich tyle tu nastawiał?...

Jest jeszcze inna hipoteza dotycząca utylitarnej roli tych regularnych pryzm z bloków kamiennych. Dawno, dawno temu – około 50 mln lat p.n.e. w Trzeciorzędzie, kontynent afrykański zaczął pękać wskutek działania dwóch „gorących punktów” pod Płytą Afrykańską. Pierwszy z nich działa pod tzw. Trójkątem Afarskim, zaś drugi pod Kongiem. Efekty znamy – najpierw Półwysep Arabski odjechał na wschód i powstało Morze Czerwone, potem odpłynął od Afryki Madagaskar i powstał Kanał Mozambicki. Ale to nie wszystko, bo przy akompaniamencie trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów – a jest ich trochę w tym rejonie, że wspomnę Kilimandżaro (5.895 m n.p.m.), Meru (4.565 m), Ruwenzori (5.119 m ) Mt. Elgon (4.321 m), Mt. Kenia (5.199 m), Karisimbi (4.113 m), Muhowura (4.507 m) czy ostatnio bardzo aktywne Nyiragongo (3.470 m) i Njamalagira (3.056 m), które zalały Gomę potokami lawy w latach 2000-2002 – zaczął się tworzyć Wielki Rów Afrykański. Wygląda na to, że trzy kolejne wielkie wyspy odpłyną na Ocean Indyjski za jakieś kolejne 50 mln lat...

Tak przewidywano jeszcze kilkanaście lat temu, ale... Okazało się, że to nie jest takie oczywiste, bowiem uskok tektoniczny tworzący Rów jest nieaktywny – martwy! To tzw. Trójzłącze Afaru ma to do siebie, że jego dwa aktywne uskoki – pierwszy stanowiący Morze Czerwone i drugi biegnący w kierunku Sokotry poszerzają Ocean Indyjski. Trzeci – biegnący poprzez Rów i jego podługowate i bardzo głębokie jeziora: Tana (1.830 m głębokości) na północy, Abbaja, Turkana (Jezioro Rudolfa, Bassa Narok), Jezioro Alberta, Rutanziga (Jezioro Edwarda), Kiwu, Tanganika, Meru, Rukwa i Malawi (Niassa) na południu – jest martwy. Coś zatrzymało procesy tektoniczne tam przebiegające – ale co? Tego uczeni nie wiedzą. Tego nikt nie wie.

Ale wiedzieli o tym budowniczowie piramid. Ich wiedza pozwalała im przewidzieć, że kataklizm może w pierwszym rzędzie uderzyć w Nubię i kraj Kusz – dzisiejszy Sudan – z którego pochodziło gros surowców sprowadzanych przez Egipcjan. Wydaje się, że postawienie piramid stanowiło tamę, która powstrzymała rozpad Płyty Afrykańskiej w kierunku północnym.



Oczywiście ktoś od razu zaprzeczy, że Starożytni nic nie widzieli o tektonice płyt! Czyżby? Wspomniany już tutaj Platon pisał, że: Ziemia przypomina piłkę zszytą z dwunastu kawałków skóry. Uważano to za przenośnię czy porównanie homeryckie. Dziś wiemy, że Platon miał rację – Ziemia de facto składa się z dwunastu płyt kontynentalnych i oceanicznych! Pytanie za 64.000 € brzmi: skąd Platon o tym wiedział na trzy stulecia przed naszą erą???... Być może od mędrców Egiptu, a oni albo od nieznanych Nauczycieli, albo od... Kosmitów!



Te kilkaset milionów ton kamiennych bloków poukładanych w ściśle określonych miejscach są tym języczkiem u wagi, który utrzymuje kruchą równowagę kier litosferycznych. Egipt jest obszarem pensejsmicznym – czego dowodem są obalone trzęsieniem ziemi rzeźby faraonów z pierwszych dynastii, a zatem Egipcjanie, chcąc – nie chcąc, musieli zająć się i tym problemem. I poradzili sobie, zapewniając jednocześnie spokój w tym rejonie planety na wiele tysiącleci. Przynajmniej na tak długo, jak długo będą istniały piramidy... Można to z czystym sumieniem nazwać pokazem praktycznym ziemskiej akupunktury czy akupresury. Nie zapominajmy, że Egipcjanie byli doskonałymi geomantami i stawiali swe budowle tam, gdzie prądy telluryczne i promieniowania geopatyczne stwarzały dobre warunki do życia i mieszkania przez czas dłuższy. Potrafili oni także robić na odwrót – w miejscach niekorzystnych dla życia stawiali swoje nekropolie...

Jest jeszcze coś, o czym zaczyna się dopiero mówić. Chodzi o tektonikę Marsa. Uczeni doszli do wniosku, że Mars jest martwą planetą, bo nie stwierdzono na jej powierzchni istnienia tarcz kontynentalnych i płyt oceanicznych, które byłyby w ciągłym ruchu – jak na Ziemi. Nie stwierdzono także istnienia uskoków transformacyjnych i rowów oceanicznych – wyjątkiem tutaj jest ogromny Kanion Coprates i system gigantycznych pęknięć marsjańskiego gruntu Noctes Labirynthus – obie te formacje leżą w strefie równikowej tej planety. Dowodem na stagnację tektoniczna Marsa są cztery ogromne wulkany: Olympus Mons (Nix Olympica) – NB, jest to najwyższa góra w Układzie Słonecznym, która mierzy prawie 26.000 m ponad średni poziom Marsa! Dalej idą mniejsze wulkany tarczowe: Arsia Mons, Ascraeus Mons, Pavonis Mons i Elysium Mons. Każdy z nich jest wyższy od Everestu i Mauna Kea razem wziętych! Liczą sobie około 100.000 lat istnienia i to właśnie one – ich emisje – spowodowały efekt cieplarniany, który początkowo odparował oceany Marsa, a potem doszło tam do totalnego wychłodzenia i spadku temperatur do –100oC. Coś takiego, tylko że na mniejszą skalę znamy na Ziemi. Ostatnie 2 mln lat w życiu naszej planety, to epoki glacjalne i interglacjały. Co je mogło spowodować?

Na Marsie znajdują się całe pola piramid – jak dowiodły tego poszukiwania ekipy TMM i jej szefa - R. Hoaglanda. Na Marsie znajduje się również woda – jak dowodzą tego badania wykonane przez orbitery umieszczone przez Amerykanów na stacjonarnej orbicie wokółmarsjańskiej. Są całe oceany wody, a zatem przyczyna zamarcia ruchu kontynentów tamtej planety musiała być inna. U nas, na Ziemi, takim „smarowidłem” umożliwiającym ruch płyt, a dokładniej ich subdukcję jest właśnie woda. Na Marsie jest woda, ale kry litosferyczne tkwią w bezruchu – co umożliwiło powstanie gigantycznych wulkanów nad „gorącymi punktami”. A zatem co zatrzymało ruch kier na Marsie?

Odpowiedź jest prosta – piramidy. Nie wiemy, jaki jest fizykalny mechanizm oddziaływania piramid na litosferę i astenosferę, ale on istnieje. Dowodzi tego przykład Egiptu i marsjańskich kontynentów. 100.000 lat temu nieznany Ktoś spowodował katastrofę ekologiczną na Marsie – czyżby się pomylił w swych obliczeniach i przedobrzył z ogrzewaniem tamtejszej atmosfery? To zagadka, którą rozwiążemy wtedy, kiedy wylądujemy na Czerwonej Planecie!

Kolejna sprawa – sprawa oświetlenia wnętrza piramid i świątyń. Zawsze śmieszyło nas to, że uczeni nie mogli dać sobie rady z tym problemem. No bo to rzeczywiście śmieszne: wszystkie lampki, kaganki oliwne czy łojowe, pochodnie, itd. itp. kopcą – wydzielają węgiel w niemal najczystszej postaci – sadzy, która to sadza osadza się na wszystkim, co znajduje się w pomieszczeniach. A w piramidach czy megalitycznych świątyniach jakoś nie... Kopeć i sadza pochodzi z wieków późniejszych, kiedy chrześcijanie odbywali tam swe obrzędy i właśnie palili świece, pochodnie, etc. etc. – jak np. w Karnaku i Luksorze, gdzie takowe ślady znaleziono. Ale nie w piramidach! No i problem – czym Egipcjanie oświetlali te pomieszczenia?



Pewien mędrzec myślał, myślał aż wymyślił – Egipcjanie stosowali do oświetlenia frontu robót w piramidach całego systemu tarcz lustrzanych – albo przynajmniej wypolerowanych – które odbijały światło słoneczne i kierowały je poprzez system korytarzy do sal, gdzie rzucane na ściany oświetlały malarzom miejsca na ścianach, gdzie tworzyli oni polichromie. Wygląda to efektownie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Rzecz w tym, że musieliby oni mieć lustra odbijające 100% światła słonecznego, a takich nie ma nawet w XXI wieku. Po drugie – takie słoneczne zajączki byłyby trudne do utrzymania w jednym miejscu i wymagałyby stałej korekty położenia zwierciadeł i Słońca, co mniej więcej 1-2 minut. Wielokrotnie odbite światło słoneczne byłoby – mówiąc żargonem fotografów – zbyt miękkie i po prostu uniemożliwiłoby malarzom sporządzenie prawidłowych odcieni barwników użytych do farb, którymi owe polichromie malowali... To jest już kwestia nie tylko oświetlenia, ale mechanizmu widzenia ludzkiego oka! To wszystko byłoby bardzo niewygodne w użyciu, więc czy nie lepiej byłoby wprowadzić do komór piramid, grobowców w Dolinie Królów i Dolinie Królowych oraz świątyń po prostu oświetlenie elektryczne? Ale Egipcjanie nie znali elektryczności!

Znali, znali – tylko uczeni o tym nie wiedzą, tzn. wiedzą, ale nie dopuszczają do siebie tej myśli. Pomyśl Czytelniku na moment. Malarze pracowicie pokrywają ściany świątyń czy innych budowli pismem i malunkami al fresco (jak w Faras!) i chciałby je obejrzeć faraon oraz jego świta, kapłani i wreszcie prosty lud, który w końcu płacił za te wszystkie faraońskie czy kapłańskie zachcianki. I co? Kapłani ustawiają tarcze, które odbijają światło, które idzie z kolei systemami korytarzy i wreszcie pada na ściany, które podziwia faraon ze swą świtą, stoją z gębami otwartymi w niemym zdumieniu, podziwiając pracę artystów i niewolników...

Kulą w płot.

Egipcjanie musieli znać elektryczność i potrafili ją stosować. Nie musieli mieć generatorów czy prądnic – wystarczyła chemia, a nie zapominajmy, że alchemia i chemia wywodzi się właśnie z Egiptu – obie mają w rdzeniu słowo „khem” – al-khemeia – z Egiptu, bowiem taka jest jego prawdziwa nazwa... Ogniwa chemiczne są bajecznie łatwe do skonstruowania – wystarczy gliniane naczynie, dwie płytki metalowe: np. z miedzi i cynku – a oba te metale Egipcjanie znali i stosowali – druty miedziane czy srebrne jako przewodniki no i elektrolit – w postaci kwasu siarkowego, siarkawego, solnego, azotowego, czy od biedy kwasów organicznych: octowego albo cytrynowego. Badania dowodzą, że Egipcjanie znali sposób produkcji kwasu azotowego i siarkawego. Wystarczyło wlać trochę kwasu i można było otrzymać w takim ogniwie napięcie rzędu 1-1,5 V. Sceptyk powie, że to za mało. No pewnie, że za mało! No to dodamy do tego drugie, trzecie, czwarte i tysięczne ogniwo. No i co? No i mamy napięcie odpowiednio: 2-3 V, 3-4,5 V, 4-6 V... 1.000-1.500 V prądu stałego, a to już – proszę sceptyka - wystarczy, by oświetlić wnętrze komory piramidy przy pomocy łuku elektrycznego! Ile takich ogniw mogli wyprodukować Egipcjanie? Nawet kilka milionów...

Ale po co stosować oślepiające światło łuku elektrycznego, jak po sporządzeniu bańki z dwoma elektrodami i wypełnionej obojętnym gazem, pokrytej od wewnątrz luminoforem – np. siarczkiem cynku – można uzyskać najzwyklejszą w świecie świetlówkę! I to dającą światło białe – zbliżone do widma światła słonecznego! Egipcjanie znali szkło (także kwarcowe) i sekrety jego obróbki, więc w czym problem? Oczywiście sceptyk wrzaśnie, że nikt nie znalazł świetlówek w piaskach Egiptu. A my odpowiemy pytaniem na pytanie: Kto i kiedy ich tam szukał??? Ogłupieni żądzą złota, pogonią za sensacją i taniutkim racjonalizmem archeolodzy rabujący grobowce w stylu Indiany Jonesa? Nie dorośli do zrozumienia tego problemu i będą wymyślali coraz to bardziej karkołomne teorie, byle nie dopuścić do siebie myśli, że wynalazki z XIX i XX wieku znane już były kilka tysięcy lat temu...

Wracając do elektrolitów, to Egipcjanie mogli je otrzymywać ze znanych nam i pospolitych minerałów metodami opisanymi przez Juliusza Verne’a w „Tajemniczej wyspie”, do lektury której PT Sceptyków odsyłamy. Zapewniamy jedynie, że otrzymanie kwasów nieorganicznych w Egipcie było do zrobienia, i nie jest to wcale takie trudne – trzeba tylko chcieć. A Egipcjanie bardzo tego chcieli i stosowali z powodzeniem. Jak ktoś nam nie wierzy, to niech przejedzie się do Egiptu i zbada rzecz in situ.

W ten sposób Egipcjanie mogli sterylizować także mumie swoich zmarłych. Po prostu promieniowanie ultrafioletowe mogli uzyskać właśnie dzięki łukowi elektrycznemu. A nie ma lepszego środka sterylizującego od promieniowania UV, które zabija wszystkie bakterie i wirusy – łącznie z Lassą, Ebolą i HIV. Zabija także grzyby i ich zarodniki...



No właśnie – klątwa faraonów została wyjaśniona tym, że ludzie umierali wskutek zakażenia organizmu zarodnikami grzyba z gatunku Aspergillus aureus. Kolejne 64.000 € i kolejne pytanie – czy nie było to celowe zabezpieczenie wprowadzone przez kapłanów przeciwko wszelkim hienom cmentarnym? Osobiście wyobrażamy to sobie tak: po ceremoniach pogrzebowych z krypty faraona Tutenchamona wychodzą wszyscy jej uczestnicy. Wreszcie w krypcie zostaje jeden z kapłanów i kilku świątynnych niewolników, którzy z maskami na twarzach malują ściany specjalnym roztworem zawierającym zarodniki śmiercionośnego kropidlaka. Grobowiec się zamyka i pieczętuje. Gdyby teraz ktokolwiek wszedł do niego, to po kontakcie z zakażoną ścianą dochodzi do infekcji organizmu. Infekcja jest niewidzialna i niewyczuwalna, ale wystarczy jakieś przeziębienie, ukąszenie moskita czy inny czynnik osłabiający na moment siły obronne organizmu, a uaktywnione spory kropidlaka zaczynają swe letalne działanie – jest to coś w rodzaju AIDS. No i delikwent szybciutko przenosił się na pola Ozyrysa, by tam ponieść straszliwą karę za świętokradztwo... Dlatego nasza dobra rada brzmi – po wyjściu z każdego grobowca myj i dezynfekuj ręce, albo najlepiej nie dotykaj niczego, a szczególnie ścian. Małe czarne kropki na nich, to właśnie są kolonie grzybków-zabójców, które są – jak mawiają Anglosasi – SBD czyli silent but deadly... To kolejna z mrocznych tajemnic krainy Khem.

Nawiasem mówiąc, to należałoby jeszcze wspomnieć o infekcjach wirusowych, które tak gnębią Ludzkość. Wiele mówi się ostatnio o chorobach takich, jak gorączki krwotoczne Lassa, Ebola, Hanta czy pandemii AIDS wywołanej wirusem HIV. Badania wykazały, że wirusy te pochodzą z lasów deszczowych Afryki. Ciekawe jest to, że ta puszka Pandory została otwarta stosunkowo niedawno – 12.000 lat temu. Wirusy są wybitnie pasożytniczymi formami życia, które nie mogą istnieć bez swego żywiciela-ofiary. Wciąż rodzi się pytanie: czy nie zostały one celowo stworzone przez człowieka przeciwko człowiekowi? Rzadko kiedy szkodzą one zwierzętom, które chorują, ale przebieg choroby jest łagodny, natomiast człowieka uśmiercają z letalnością rzędu 90%! Na 10 ludzi 9 musi umrzeć! To samo dotyczy także innych wirusów: odry, żółtej febry, ospy czarnej czy prionów BSE/nCJD – bardziej znanej jako choroba wściekłych krów... Ostatnie badania historyków pracujących dla amerykańskiego CDC wskazują na to, że w Starożytności miała miejsce pandemia gorączki krwotocznej i to w Atenach!

I tak na zakończenie pozwolimy sobie Czytelniku na małą dygresję ŕ propos Atlantydy i problemu jej istnienia. Otóż wspomniany tutaj niejednokrotnie Platon pisze, że na Atlantydzie żyły zwierzęta, które mają największy wzrost i najwięcej zjadają. Wszyscy komentatorzy „Timajosa” i „Kritiasa” od razu twierdzą, że mowa jest oczywiście o słoniach i przechodzą ponad tym faktem do porządku dziennego.

A to jest błąd.

Czy to nie jest dziwne, że Egipski kapłan z siriadzkiego Sais, który opowiada o Atlantydzie mędrcowi Solonowi, a ten Platonowi używa tak skomplikowanego określenia, by nazwać zwierzę, które wszyscy trzej na pewno znali? Dla nas to jest bardzo dziwne. Przecież Platon mógł Kritiasowi Młodszemu powiedzieć po prostu „na Atlantydzie żyły także m.in. słonie” – nieprawdaż? Ale nie – on powiedział „zwierzęta, które mają największy wzrost i najwięcej zjadają” – właśnie tak.



To oczywiste – nie chodziło tutaj o słonia afrykańskiego – Loxodonta africana czy słonia indyjskiego – Elaphas maximus albo legendarnego leśnego słonia karłowatego – ale o największego słonia wszech czasów – o mamuta – Mammonth (Elaphas) primigenius! Mamut musiał pożreć codziennie około 160-200 kg trawy, by móc utrzymać się w dobrej formie. Zaś masa jego ciała mogła sięgać do 12 i więcej ton. Dorosły mamut mierzył 5-6 m w kłębie, a więc miał największy wzrost wśród zwierząt lądowych! Mógł to być równie dobrze jakiś przedstawiciel trzeciorzędowych Dinotheriae (dinoteriów), pierwotnych trąbowców, ale nie były one tak duże, jak mamuty. Mogły to także być mastodonty, które też zaliczają się do trąbowców. Znany amerykański autor Peter D. Ward twierdzi w swych pracach, że tzw. mega-fauna Trzeciorzędu została wymordowana przez ludzi. To prawda, ale nie cała, bowiem wiele wskazuje na to, że ogromne leniwce patagońskie – Neomylodony i szczerbaki były traktowane przez ludzi, jak zwierzęta hodowlane – o czym pisze m.in. prof. Bernard Huevelmans. Tak zatem ogromne ssaki mogły być traktowane na Atlantydzie, jako bydło domowe!... Nie mówiąc już o tym, że ten fakt rozwala w gruzy wizje pisarzy takich, jak C. Auel, J. Rosny’ego Starszego, sir Arthura Conan Doyle’a, W. Obruczewa, E. Štoicha i wielu innych, którzy pisali m.in. o światach zaginionych i ssaczej mega-faunie Trzeciorzędu i Czwartorzędu.

Implikacje tego faktu są ważkie. Wychodzi na to, że nie uczeni, ale angielska pisarka Edith Nesbit miała rację, kiedy umieściła mamuty wśród fauny Atlantydy . Oznacza to, że Atlantyda mogła istnieć 12.000 lat temu, na co dowodem są zasiedlające je mamuty – i to na średnich oraz wysokich szerokościach geograficznych! Oba warunki są spełnione na wysokości Wysp Brytyjskich. Ani Egipcjanie, ani obaj Grecy nie mogli spotkać się z mamutami w IV w p.n.e. – stąd ta skomplikowana nazwa zwierzęcia w ich relacjach przypominających powieść szkatułową. A to oznacza, że o mamutach mogli się oni dowiedzieć tylko i wyłącznie z relacji o Atlantydzie spisanej już po jej zatonięciu w wodach Oceanu Atlantyckiego, bo z Europy nie mogli mieć żadnych danych na temat tych zwierząt. Ich kości uznawali – a jakże! – za kości Tytanów, Gigantów i Cyklopów. To już nie jest poszlaka, ale dowód wprost na istnienie Atlantydy...

Ile jeszcze t a k i c h tajemnic kryje ziemia Egiptu?

Postscriptum:

Kiedy po wpisaniu na dysk twardy mojego komputera tego materiału chciałem go wysłać pocztą elektroniczną do redakcji „Nieznanego Świata” stwierdziłem ku swemu zdumieniu, że jest to niemożliwe. Obsługujący nas serwer Wirtualnej Polski po prostu odrzucał tą wiadomość lub reagował tak, jakby jej w skrzynce nadawczej w ogóle nie było!... Wreszcie wysłałem cały materiał „normalną” pocztą na dyskietkach. Po otwarciu koperty w redakcji okazało się, ze urzędniczka na poczcie tak mocno walnęła w nią stemplem, że dyskietka nadawała się tylko do kosza... Czyżby Starożytni działali zza grobu i dali wyraz swej dezaprobacie? Jeżeli idzie o Egipcjan, to po lekturze „Faraona” Bolesława Prusa, „Egipcjanina Sinuhe” Miki Valtariego i sensacyjnych powieści z cyklu faraońskiego Christiana Jacqa jestem w stanie w to uwierzyć...

Wiktoria Leśniakiewicz

Robert K. Leśniakiewicz


źródło: http://www.sm.fki.pl...=Z_Archiwum_H_X
  • 3

#2 Gość_Muhad

Gość_Muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

Tyle wyświetleń i zero postów?
Dobra, można mnie nie lubic, ale to tylko tekst :)
  • 1

#3

Mariush.
  • Postów: 4035
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Spokojnie Muhad.
Poczytam, przeanalizuję i na pewno coś napiszę. :)

A teraz tak na szybko:

Oczywiście ktoś od razu zaprzeczy, że Starożytni nic nie widzieli o tektonice płyt! Czyżby? Wspomniany już tutaj Platon pisał, że: Ziemia przypomina piłkę zszytą z dwunastu kawałków skóry. Uważano to za przenośnię czy porównanie homeryckie. Dziś wiemy, że Platon miał rację ? Ziemia de facto składa się z dwunastu płyt kontynentalnych i oceanicznych! Pytanie za 64.000 ? brzmi: skąd Platon o tym wiedział na trzy stulecia przed naszą erą???... Być może od mędrców Egiptu, a oni albo od nieznanych Nauczycieli, albo od... Kosmitów!

Hmm... Z tego, co się orientuję płyt nie jest 12. Rzuć okiem choćby tutaj. A platońska dwunastka? No cóż, liczba 12 to dość popularna, symboliczna liczba, z którą można spotkać w przeróżnych okolicznościach.
  • 0



#4 Gość_Muhad

Gość_Muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

płyty kiedyś mogły popękac i podzielic się na mniejsze z różnych przyczyn :)
oj jak Ty lubisz omijac pewne szczegóły.
  • 1

#5

Rukius.
  • Postów: 359
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Bardzo ciekawy artykuł, aczkolwiek obawiam się czy np. starożytne egipskie żarówki to nie lekka nadinterpretacja.
Chociaż wszyskto jest możliwe, nam jak narazie pozostają tylko domysły.
  • 0

#6

Mariush.
  • Postów: 4035
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

płyty kiedyś mogły popękac i podzielic się na mniejsze z różnych przyczyn :)
oj jak Ty lubisz omijac pewne szczegóły.

Nie omijam żadnych szczegółów.
Platon żył ok. 2500 lat temu. W tym czasie nie doszło do żadnych spękań w obrębie płyt litosfery. Zresztą, takie procesy zachodzą w o wiele dłuższej skali czasowej. Na powstanie sugerowanych przez Ciebie pęknięć trzeba milionów, a nawet dziesiątek milionów lat.
  • 0



#7

Ill.

    Nawigator

  • Postów: 1654
  • Tematów: 40
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Bardzo ciekawy artykuł, aczkolwiek obawiam się czy np. starożytne egipskie żarówki to nie lekka nadinterpretacja.
Chociaż wszyskto jest możliwe, nam jak narazie pozostają tylko domysły.

Każdą żarówkę trzeba czymś zasilić. O ile ciężko sobie wyobrazić starożytną egipską żarówę, to ogniwo elektryczne zrobić mogli. Dwie płytki z różnych metali np. miedź i żelazo (oba wtedy powszechnie znane) wsadzamy do glinianego naczynia, zalewamy jakimś kwaśnym sokiem (np. z cytryny) i bateryjka gotowa. Swoją drogą prędzej czy później załapaliby, że potrzeba kwaśnego elektrolitu. Kwas cytrynowy jest słaby, ale Egipcjanie znali kwas siarkowy i kilka innych mocnych kwasów.
Materiały mieli, konstrukcja też nie jest skomplikowana.

Poza tym, co do żarówek... W pewnej części piramid, głównie tych starszych w miejscach, gdzie są malowidła nie ma śladów sadzy z okresu ich na sufitach. Hmmm...
Jest też "prostsze" rozwiązanie niż żarówki - łuk elektryczny. Jakby tak wziąć parę tysięcy ogniw cytrynowych, połączyć szeregowo....

Wystarczy fantazjowania/domysłów.

A co do płyt tektonicznych. Liczba 12 jest liczbą mistyczną, baaardzo często pojawiającą się w różnych tekstach starożytnych. Jak dla mnie to jest to coś podobnego do trzech babilońskich (?) żółwi, które utrzymywały dysk świata i innych takich.
  • 0

#8 Gość_Muhad

Gość_Muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

wiecie, po tylu latach to my sobie możemy gdybac co oznacza co itd.
nie wiemy co 12 określa tak naprawdę.
  • 1

#9 Gość_radoslaw

Gość_radoslaw.
  • Tematów: 0

Napisano

STAROŻYTNE MIASTO POD PIASKAMI GIZY

Płaskowyż Gizy i dawny Kair poprzecinane są siecią podziemnych korytarzy, szybów, naturalnych jaskiń, jezior i komór zawierających zadziwiające artefakty, lecz władze Egiptu wzbraniają się przed ujawnieniem tych faktów.

ZAGINIONA HISTORIA PIRAMID

Aby w pełni zrozumieć sekretne informacje zawarte w Biblii, należy poznać zasięg systemu podziemnych tuneli i towarzyszącego im układu komór istniejących pod Płaskowyżem Gizy, ponieważ to właśnie tam rozwinęły się główne elementy nauk szkół tajemnic. To, co działo się tysiące lat temu pod piaskami, nie ma żadnego odzwierciedlenia w obecnych podręcznikach historii, co potwierdzają dokonane w ostatnim osiemdziesięcioleciu odkrycia.

Rejon oazy Fajum położony w odległości zaledwie kilku kilometrów od granicy pierwszego nomu ze stolicą Memfis stanowi przedmiot niezwykłego zainteresowania. To właśnie w tej porośniętej bujną roślinnością żyznej dolinie faraonowie, którzy przypisywali sobie tytuł "mistrzów królewskich łowów" łowili ryby i polowali z pomocą bumerangów. Jezioro Moeris, wzdłuż którego brzegów rozciągała się niegdyś Oaza Fajum, było wówczas słynnym Labiryntem, o którym Herodot napisał "według mnie nieskończony cud". Labirynt zawierał 1500 pomieszczeń i taką samą liczbę podziemnych komór, do których temu greckiemu historykowi nie pozwolono zajrzeć. Według kapłanów Labiryntu "korytarze były mylące i skomplikowane", zaplanowane tak, by zapewnić bezpieczeństwo licznym zwojom, które, jak twierdzą, przechowywano w podziemnych pomieszczeniach. Ten ogromny kompleks wywarł ogromne wrażenie na Herodocie, który wyrażał się o tej konstrukcji z podziwem:

Widziałem tam dwanaście pałaców regularnie rozmieszczonych, które były ze sobą połączone tarasami rozmieszczonymi wokół dwunastu sal. Trudno uwierzyć, że są one dziełem rąk ludzkich. Ściany pokryte są rzeźbionymi figurami, a każdy dziedziniec jest wykonany z białego marmuru i otoczony kolumnadą. W pobliżu narożnika, gdzie kończy się labirynt, znajduje się piramida o wysokości 74 metrów przyozdobiona wielkimi figurami zwierząt oraz podziemne przejście, przez którem można do niej wejść. Oświadczono mi, że podziemne komory i przejścia łączą tę piramidę z piramidami w Memfis.

Piramidy w Memfis to piramidy w Gizie, ponieważ Giza to dawniejsze Memfis. Wielu starożytnych pisarzy podtrzymuje dane podawane przez Herodota odnoszące się do podziemnych przejść łączących główne piramidy i tym samym poddają w wątpliwość Wiarygodność powszechnie prezentowanej historii Egiptu. Krantor (3 wiek p.n.e.) podawał, że w Egipcie były podziemne kamienne słupy, na których umieszczono zapis prehistorii, ustawione wzdłuż przejść łączących piramidy. W swoim słynnym studium W Sprawie Tajemnic, szczególnie Egipcjan, Chaldejczyków i Asyryjczyków Jamblich z Syrii, przedstawiciel aleksandryjskiej szkoły nauk mistycznych i filozoficznych, zapisał poniższą informację o wejściu wiodącym przez ciało Sfinksa do przejścia prowadzącego do Wielkiej Piramidy:

Wejście to, w naszych czasach zasypane piaskiem i śmieciami, wciąż można prześledzić między przednimi łapami przykucniętego kolosa, Kiedyś było zamknięte brązowymi wrotami, których tajemny zamek potrafili otworzyć jedynie Mędrcy. Bramę chronił powszechny szacunek i pewien rodzaj religijnego strachu, które utrzymywały jej nienaruszalność lepiej niż jakiekolwiek uzbrojone straże. W brzuchu Sfinksa były wykute galerie prowadzące do podziemnej części Wielkiej Piramidy. Galerie te były tak pogmatwane w drodze do Piramidy, że ktoś kto wkroczył do nich bez przewodnika, zawsze wracał do punktu początkowego.

Na starożytnych sumeryjskich pieczęciach cylindrycznych było odnotowane, że tajemny dom Anunnaki znajdował się w "podziemnym pałacu... do którego wchodziło się tunelem. Wejście ukryte było w piaskach i czymś, co nazywano Huwana.. o zębach smoka i twarzy lwa". Ten doniosły starożytny tekst, znany niestety tylko we fragmentach, informował również, że "[Huwana] nie jest zdolny do poruszania się do przodu ani do tyłu", że wczołgiwali się na niego od tyłu i że w tym momencie droga do "tajemnego domu Anunnaki" nie była już zablokowana. Ten sumeryjski tekst mówił prawdopodobnie o Sfinksie w Gizie z głową lwa. Jeśli posąg tego wielkiego stworzenia wybudowano, aby strzegł zamaskowanego wejścia do rozciągającego się pod nim podziemnego kompleksu, to jego symbolizm był jak najbardziej właściwy.

Dziewiętnastowieczne miejscowe legendy arabskie mówią o istniejących pod Sfinksem tajnych komorach zawierających przedmioty obdarzone magiczną mocą. Wierzenia te znajdują potwierdzenie u rzymskiego historyka z 1 wieku, Pliniusza, który podał, że głęboko pod Sfinksem jest ukryty "grobowiec władcy imieniem Harmakhis, który zawiera ogromne skarby". Co ciekawe, Sfinks był określany kiedyś jako "Wielki Sfinks Harmakhis, który stoi na straży od czasów wyznawców Horusa". Rzymski historyk z 4 wieku, Ammianus marcellinus, podaje dodatkowe informacje na temat podziemnych korytarzy, które zdają się prowadzić do wnętrza Wielkiej Piramidy:

Inskrypcje, które, jak zapewniali starożytni, były wykute na ścianach podziemnych galerii i korytarzy zbudowanych w głębokich i mrocznych wnętrzach w celu zachowania starożytnych mądrości od zniszczenia w czasach powodzi.

Przechowywany w Muzeum Brytyjskim manuskrypt skompilowany przez arabskiego pisarza Altelemsani mówi o istnieniu długiego, prostokątnego, podziemnego przejścia między Wielką Piramidą a Nilem, przy czym od strony Nilu przejście blokuje "dziwny obiekt". Manuskrypt zawiera też opis następującego wydarzenia:

W czasach Ahmeda Ben Toulouna pewna grupa weszła do Wielkiej Piramidy tunelem i znalazła w bocznej komorze szklany kielich rzadkiego koloru i tekstury. Kiedy wychodzili, jeden z członków grupy zagubił się. Kiedy zawrócili po niego, wyszedł do nich nagi i śmiejąc się oświadczył "Nie idźcie za mną i nie szukajcie mnie"- po czym pobiegł z powrotem do Piramidy. Jego przyjaciele odnieśli wrażenie, że rzucono na niego czar.

Po poznaniu dziwnych wydarzeń, jakie miały miejsce pod Piramidą, Ahmed Ben Touloun postanowił zobaczyć ten kielich. Badając go, napełniono go wodą i zważono. Następnie wodę wylano i zważono go ponownie. Historyk pisze, że "okazało się, iż kielich ważył tyle samo, kiedy był wypełniony wodą i kiedy był pusty". Jeśli ta kronika jest dokładna, ten barak dodatkowego ciężaru stanowi pośredni dowód na istnienie nadzwyczajnej wiedzy w Gizie.

Jak podaje w 10 wieku Masoudi, podziemnych galerii pod Wielką Piramidą strzegły mechaniczne statuy o zadziwiających możliwościach. Jego sporządzony tysiąc lat temu opis przypomina skomputeryzowane roboty pokazywane dziś w filmach science fiction. Masoudi twierdzi, że automaty były zaprogramowane na nietolerancyjne zachowania, jako, że niszczyły wszystko, "z wyjątkiem tych, którzy ze względu na swoje postępowanie byli godni zaakceptowania". Masoudi utrzymuje, że "pisemne przekazy Mądrości oraz osiągnięcia z różnych dziedzin sztuki i nauki były głęboko ukryte, tak by przetrwać ku pożytkowi tych, którzy potrafią je zrozumieć i wykorzystać". To fantastyczna informacja, albowiem jest mozliwe, że od czasów Masoudiego "głośne" osoby widziały te tajemnicze podziemne komnaty. Masoudi wyznaje:

Widziałem rzeczy, których nikt nie odważyłby się opisać z obawy, że ludzie zaczną wątpić w jego poczytalność... niemniej widziałem je.

W tym samym stuleciu inny pisarz, Muterdi, przekazał opis dziwnego wydarzenia w wąskim przejściu pod Gizą, kiedy grupa ludzi została przerażona widokiem kamiennych drzwi roztrzaskujących jednego z jej członków- drzwi wysunęły się nagle ze światła przejścia i zamknęły leżący przed nimi korytarz.

Herodot powiada, że egipscy kapłani recytowali mu od dawna przechowywaną legendę o "formowaniu podziemnych apartamentów" przez pierwotnych budowniczych Memfis. Najstarsze inskrypcje sugerują, że pod powierzchnią obszaru otaczającego Sfinksa i piramidy istniało coś w rodzaju rozległego systemu korytarzy.

Te stare zapiski zostały potwierdzone, kiedy w roku 1993 odkryto za pomocą przeprowadzonych na tamtym terenie badań sejsmicznych obecność wielkiej pustej podziemnej przestrzeni. O tym odkryciu poinformowano w filmie dokumentalnym The Mystery of the Sphinx (Tajemnica Sfinksa) pokazanym 30-milionowej widowni przez stację telewizyjną NBC w końcu tego samego roku. Istnienie pomieszczeń pod Sfinksem jest dobrze znane.Władze Egiptu potwierdziły w roku 1994 kolejne odkrycie. Informacje o nim podała nawet jedna z gazet w artykule "Tajemniczy tunel w Sfinksie":

Robotnicy regenerujący niedomagającego Sfinksa odkryli nieznane przejście prowadzące w głąb korpusu tego tajemniczego posągu. Główny konserwator zabytków Gizy, Zahi Hawass, oświadczył, że ten tunel jest bez wątpienia bardzo stary, niemniej pozostaje zagadką, kto go zbudował, po co i dokąd on prowadzi.. Zahi Hawass oświadczył, że nie planuje usunięcia głazów blokujących wejście do niego. Tajemniczy tunel zagłębia się w północną część Sfinksa, mniej więcej w połowie odległości między jego wyciągniętymi łapami a ogonem.

Bardzo popularne przypuszczeniem że Sfinks stanowi faktyczne wejście do Wielkiej Piramidy przetrwało z zadziwiającą konsekwencją. To przekonanie utwierdzają liczące sobie sto lat plany sporządzone przez wtajemniczonych masonów i Różokrzyżowców, które ukazują Sfinksa jako ornament zwieńczający hol, który łączył się ze wszystkimi piramidami poprzez wybiegające z niego promieniście podziemne korytarze. Plany te zostały sporządzone na podstawie informacji pochodzących od rzekomego założyciela Zakonu Różokrzyżowców, Christiana Rosenkreuza, który podobno odwiedził "tajemniczą podziemną komorę" i znalazł tam bibliotekę wypełnioną księgami opisującymi wiedzę tajemną.

Te szkice wykonano na podstawie informacji uzyskanej od archiwistów szkół wiedzy tajemnej jeszcze przed rozpoczęciem prac oczyszczających z piasku przeprowadzonych w roku 1925, które ukazały ukryte drzwi do dawno zapomnianych komnat recepcyjnych, małych świątyń i innych pomieszczeń.

Wiedza szkół tajemnic została wzmocniona przez całą serię doniosłych odkryć dokonanych w roku 1935, które dostarczyły dowodu na istnienie dodatkowych przejść i komór przeplatających obszar pod piramidami. Kompleks w Gizie dowodzi, że jego główne elementy, takie jak Sfinks, Wielka Piramida i Świątynia Słońca, są ze sobą bezpośrednio związane i łączą się, zarówno nad, jak i pod ziemią.

komory i korytarze wykryte przy pomocy specjalnych sejsmografów oraz w ostatnich latach radarów penetrujących grunt (Ground Penetrating Radar) potwierdziły dokładność planów. Egipt również z powodzeniem stosuje zaawansowane techniki satelitarne do wykrywania stanowisk położonych pod powierzchnią Gizy oraz w innych miejscach. Na początku roku 1998 wprowadzono najnowszy system śledzenia i przy jego pomocy ustalono dokładną lokalizację 27 nowych dotychczas nie eksploatowanych stanowisk archeologicznych. Dziewięć z nich znajduje się na wschodnim krańcu Luksoru (Teby), a pozostałe w takich miejscach jak Giza, Abu Rawasz, Sakkara i Dahszur. Wydruki z terenu Gizy ukazują ogromną sieć tuneli i komór oplatających cały ten obszar, krzyżujących się i splatających wzajemnie niczym rozciągająca się na całym płaskowyżu kratownica. Wykorzystując śledzenie z kosmosu egiptolodzy są w stanie określić przed rozpoczę ciem prac wykopaliskowych lokalizację głównego stanowiska, prawdopodobnego wejścia oraz rozmiar komór. Szczególna uwagę poświęca się trzem konkretnym stanowiskom: obszarowi na pustyni położonemu kilkaset metrów na połudnoiwy zachód od miejsca położenia Czarnej Piramidy, wokół której jest obecnie budowany potężny system betonowych ścian o wysokości siedmiu metrów otaczających teren o powierzchni ośmiu kilometrów kwadratowych, starożytnej drodze, która łączyła świątynię w Luksorze z Karnakiem, oraz "Drodze Horusa" biegnącej w poprzek północnego Synaju.

WIADOMOŚCI Z PIERWSZYCH STRON GAZET

Wśród mistyków i członków egipskich szkół tajemnic panował ugruntowany pogląd, że Wielka Piramida była z wielu względów znakomitością. Pomijając fakt, że do roku 820 nikt do niej nie wszedł, tajemne szkoły przedchrześcijańskiego Egiptu utrzymywały, że rozkład wnętrza jest im dobrze znany. Ich adepci niezmiennie twierdzili, że nie jest to grobowiec ani krypta grobowa, i podkreślali, że posiada ona jedną symboliczną komorę grobową będącą elementem inicjacyjnego rytuału.

Według mistycznych przekazów do wnętrza wchodziło się stopniowo przez podziemne korytarze przechodząc różne etapy. Mówiono, że na końcu każdego z nich znajdują się różne komory, zaś najwyższy i ostateczny stopień wtajemniczenia symbolizuje pomieszczenie zwane obecnie Komorą Królewską.

Przekazy szkół tajemnic były stopniowo weryfikowane przez odkrycia archeologów, zaś w roku 1935 uzykano pewność, że istieje połączenie między Sfinksem i Wielką Piramidą oraz że inny tunel łączy Sfinksa ze starożytną świątynią zlokalizowana po jego południowej stronie (zwaną dziś Świątynią Sfinksa).

W roku 1935, wraz ze zbliżającym się ukończeniem jedenastoletniego przedsięwzięcia archeologicznego Emile'a Baraize'a, światło dzienne ujrzały niesamowite historie na temat odkryć dokonanych w trakcie jego realizacji. W napisanym i opublikowanym w roku 1935 przez Hamiltona M.Wrighta artykule była mowa o nadzwyczajnym odkryciu dokonanym pod piaskami Gizy, któremu obecnie się zaprzecza. Artykuł ten ilustrowany oryginalnymi fotografiami dostarczonymi przez doktora Selima Hassana, kierownika zespołu badawczego z Unowersytetu Kairskiego, który dokonał tego odkrycia. W artykule tym czytamy:

Odkryliśmy podziemne przejście używane przez starożytnych Egipcjan 5000 lat temu, które przebiega pod groblą położoną między drugą piramidą a Sfinksem i pozwala na przechodzenie pod groblą z Piramidy Cheopsa do Piramidy Chefrena. W tym podziemnym przejściu odkopaliśmy serię szybów prowadzących w dół na głębokość 38 metrów z obszernymi dziedzińcami i bocznymi komorami.

Mniej więcej w tym samym czasie międzynarodowe środki masowego przekazu ogłosiły dalsze szczegóły tego odkrycia.

Podziemny kompleks łącznikowy wybudowano początkowo między Wielką Piramidą i Świątynią Słońca, jako że Piramida Chefrena została wybudowana później i płyciej posadowiona. Podziemne przejście i znajdujące się na jego trasie komory były wydrążone w litej skale, co jest doprawdy niezwykłym osiągnięciem, biorąc pod uwagę, że zostało zrealizowane tysiące lat temu.

Jest jeszcze więcej szczegółów dotyczących historii podziemnych komór w Gizie, ponieważ gazety rozpisywały się o odkopaniu podziemnych przejść między Świątynią Słońca a płaskowyżem i Świątynią Sfinksa w dolinie. Przejście to odkopano kilka lat przed opublikowaniem tego artykułu.

Te odkrycia doprowadziły dra Selima Hassana i innych do publicznie ogłoszonego wnoisku, że mimo iż wiek Sfinksa był zawsze sprawą enigmatyczną, mógł on być częścią wielkiego architektonicznego zamierzenia, które zaplanowano i zrealizowano z rozmysłem w ramach budowy Wielkiej Piramidy.

Archeolodzy dokonali w tym czasie jeszcze jednego ważnago odkrycia. Mniej więcej w połowie drogi między Sfinksem a Piramidą Chefrena odkryto cztery ogromne pionowe szyby, każdy o przekroju około 0,75 metra kwadratowego, prowadzące pionowo w dół poprzez litą skałę wapienną. Na różnokrzyżowych i masońskich planach to miejsce nosi nazwę "Grobowca Cambella". "Ten kompleks szybów" kończy się według dra Selima Hassana "obszernym pomieszczeniem, w środku którego znajduje się kolejny szyb, który opada na obszerny dziedziniec oflankowany siednioma komorami". Niektóre komory zawierały ogromne zapieczętowane sarkofagi wykonane z bazaltu i granitu o wysokości 5,5 metra.

Odkrywcy posuwali się dalej i okazało się, że w jednym z siedmiu pomieszczeń znajdował się trzeci pionowy szyb prowadzący jeszcze głębiej, do znacznie niżej położonej komory. W czasie gdy ją odkryto, była zalana wodą, która częściowo zakrywała pojedynczy biały sarkofag.

Komorę tę nazwano "Grobowcem Ozyrysa" i została pokoazana jako "otwarta po raz pierwszy" w sfałszowanym telewizyjnym filmie dokumentalnym w marcu 1999 roku. W trakcie poszukiwań na tym terenie w roku 1935 dr Selim Hassan oświadczył:

Mamy nadzieję znaleźć ważne dzieła sztuki po wypompowaniu wody. Głębokość tej serii szybów wynosi ponad 40 metrów... W trakcie oczyszczania południowej części podziemnego przejścia znaleziono piękną głowę statuy o bardzo wyrazistych rysach twarzy.

jak podawał artykuł w innej gazecie z tamtych czasów, statua była doskonale wyrzeźbionym popiersiem królowej Nefretete i została opisna jako "piękny przykład rzadkiego rodzaju sztuki wprowadzonej w czasach panowania Amenhotepa". Obecnie nie jest znane miejsce pobytu tego popiersia.

W doniesieniu podano również opis innych komór i pomieszczeń zlokalizowanych pod piaskami. Wszystkie one były połączone ze sobą tejemnymi i bogato zdobionymi korytarzami. Dr Selim Hassan podał, że są tam nie tylko wewnętrzne i zewnętrzne dziedzińce, ale że odnaleziono również pomieszczenie nazwane "Kaplicą Ofiarowania", które wycięto w ogromnej skalnej wychodni między Grobowcem Cambella a Wielką Piramidą. W środku kaplicy znajdują się trzy bogato zdobione pionowe filary stojące na trójkątnej podstawie. Filary te stanowią ważny punkt odniesienia w jego badaniach, ponieważ ich istnienie zostało odnotowane w Biblii. Wysnuty stąd wniosek mówi, że Ezra, którego uważa się za autora Tory (około 397 roku p.n.e.) znał rozkład podziemnych korytarzy i komór, zanim napisał Torę. Ta podziemna konstrukcja była prawdopodobnie pierwowzorem trójkątnej kompozycji wokół głównego ołtarza loży masońskiej. Żyjący w pierwszym wieku naszej ery Józef Flawiusz (Josef Ben Matatia) napisał w swoim dziele Dawne dzieje Izraela, że Henoch, wybitna postać Starego Testamentu, zbudował podziemną świątynię składającą się z dziewięciu komór. W głębokiej piwnicy w jednej z komór z trzema pionowymi kolumnami umieścił trójkątną złotą płytę z wypisanym na niej absolutnym imieniem Boga. Opis komór Henocha jest podobny do opisu Kaplicy Ofiarowania znajdującej się pod piaskami na wschód od Wielkiej Piramidy.

Przypominający do złudzenia komorę grzebalną przedsionek, który był "niewątpliwie pomieszczeniem inicjacyjnym i rececepcyjnym", znaleziono wyżej na płaskowyżu, bliżej Wielkiej Piramidy i górnej części skośnego korytarza wyciętego głęboko w skale z północno-zachodniej strony Kaplicy Ofiarowania (między Kaplicą Ofiarowania a Wielką Piramidą). W środku komory znajduje się sarkofag o długości 3,6 metra wykonany z białego wapienia Turah oraz zbiór pięknych naczyń alabastrowych. Ściany przyozdobione są pięknymi scenami, inskrypcjami i emblematami wyobrażającymi głównie kwiaty lotosu. Inskrypcje na alabastrowych naczyniach i emblematy wyobrażające kwiaty lotosu zdradzają duże podobieństwo do przedmiotów znalezionych w roku 1904 przez Sir Williaama Petrie w warsztatach świątynnych na Górze Synaj (Horeb).

Ponadto odkryto dodatkowe podziemne komnaty, komory, świątynie i hole, niektóre z pionowymi, okrągłymi kamiennymi kolumnami wspierającymi stropy a inne przyozdobione rzeźbami zwiewnych postaci bogiń ubranych w piękną odzież. Doniesienie dra Selima Hassana opisywały inne wspaniale wyrzeźbione postacie i wiele kolorowych fryzów. Wykonano ich fotografie, a jeden z autorów i badaczy, który je widział, różokrzyżowiec H.Spencer Lewis, odnotował, że te wizerunki wywarły na nim "głębokie wrażenie". Nie wiadomo, gdzie obecnie znajdują się te rzadkie okazy i zabytki sztuki. Wtajemniczeni mówią, że niektóre z nich zostały przeszmuglowane z Egiptu przez bogatych prywatnych kolekcjonerów.

Przytoczone szczegóły stanowią zaledwie część tych, które podano w obszernej dziesięciotomowej pracy dra Selima Hassana opublikowanej w roku 1944 przez kairskie wydawnictwo Government Press pod tytułem Wykopaliska w Gizie. Jest to jednak zaledwie fragment całej prawdy dotyczącej tego, co znajduje się pod piramidami. W ostatnim roku akcji usuwania piasków robotnicy dokonali zadziwiającego odkrycia, które wprowadziło w osłupienie cały świat i przykuło uwagę mediów.

Archeolodzy kierujący pracami byli "oszołomieni" tym, co wyłoniło się spod ziemi, i stwierdzili, że to miasto zostało zaplanowane najpiękniej, jak tylko można sobie wyobrazić. Jest pełne światyń, pastelowych malowideł przedstawiających siedziby rolników, warsztatów, stajen i innych budynków, w tym pałacu. Wyposażone w podziemne wodociągi, posiadało doskonały system odprowadzania wody oraz nowoczesne urządzenia komunalne. Pytanie, które nie daje spokoju, brzmi: Gdzie jest to miasto obecnie?

Jego sekretne położenie zostało ostatnio podane wybranej grupie ludzi, którym udzielono pozwolenia na jego eksplorację i nakręcenie filmu. Istnieje w ogromnym kompleksie naturalnych jaskiń rozciągającym się pod płaskowyżem Gizy i biegnącym w kierunku wschodnim pod Kairem. Główne wejście znajduje się we wnętrzu Sfinksa. Wykute w skale schody prowadzą do pieczary połozonej pod skalistym dnem Nilu.

Ekspedycja zabrała ze sobą generatory i nadmuchiwane tratwy i podrózowała podziemną rzeką, która prowadziła do podziemnego jeziora o średnicy jednego kilometra. Miasto jest usytuowane na jego nadbrzeżach, a stałe oświetlenie zapewniają mu duże kryształowe kule osadzone w ścianach i suficie jaskini. Zapasowe wejście do niego stanowią schody prowadzące do piwnic koptyjskiego Kościoła w starym Kairze (Banilonie). Na podstawie opisów "ludzi żyjących w Ziemi" podanych w księgach Rodzaju, Jaszera i Henocha można sądzić, że jego oryginalna nazwa brzmiała Gigal.

Prace ekspedycji rejestrowano kamerami filmowymi, po czym nakręcono film dokumentalny zatytułowany Chambers of the Deep (Komory głębin) [zobacz link na końcu tekstu - L.], który pokazano wybranemu audytorium. Początkowo zamierzano przedstawić ten film całemu społeczeństwu, ale z jakiegoś powodu zrezygnowano z tego.

Z miasta wyniesiono wielościenny obiekt krystaliczny rozmiarów piłki futbolowej, którego nadnaturalny charakter zaprezentowano niedawno na konferencji w Australii. Głęboko wewnątrz niego znajdują się hieroglify, które przewracają się powoli, jak kartki książki, kiedy zażąda się tego w myślach, bez względu na to, kto go trzyma. ten niesamowity przedmiot zawiera w sobie nieznaną technologię i został ostatnio przesłany do NASA w celu poddania go analizie.

Historyczne dokumenty podają, że w 20 wieku dokonano w Gizie i na Półwyspie Synaj oszałamiających odkryć, o których jeszcze się nie mówi, zaś krążące w Egipcie pogłoski informują o kolejnym podziemnym mieście położonym w promieniu 45 kilometrów od Wielkiej Piramidy. W roku 1964 na terenie starego tureckiego królestwa Kapadocji odkryto ponad 30 ogromnych, wielopoziomowych podziemnych miast. Tylko jedno z nich zawierało ogromne jaskinie, pomieszczenia i korytarze, które według archeologów były zdolne pomieścić aż 2000 gospodarstw zapewniających warunki życia dla 8 d0 10 tysięcy ludzi. Ich istnienie dowodzi, że na Ziemi jest wiele takich podziemnych światów, które czekają na swoich odkrywców.

Wykopaliska w Gizie ujawniły istnienie podziemnych przejść, świątyń, sarkofagów oraz co najmniej jednego wewnętrznie połączonego podziemnego miasta, zaś wyjaśnienie, że podziemne korytarze łączyły Sfinksa z piramidami, stanowi kolejny krok w kierunku udowodnienia, że cały kompleks został starannie zaplanowany.

OFICJALNE ZAPRZECZENIA

Ze względu na wykopaliska dra Selima Hassana oraz nowoczesne techniki śledzenia z kosmosu, zapiski i podania egipskich starożytnych szkół wiedzy tajemnej, które utrzymują, że przechowują starożytną wiedzę o płaskowyżu Gizy, zyskują mocno na wiarygodności. Jednym z najbardziej zastanawiających aspektów odkrycia podziemnych obiektów w Gizie są wielokrotnie powtarzane przez oficjalne władze Egiptu i ośrodki akademickie zaprzeczenia w sprawie ich istnienia. te zaprzeczenia są tak zdecydowane, że społeczeństwo zwątpiło w oświadczenia szkół tajemnic i zaczęło podejrzewać, że zmyślono je w celu wzbudzenia zainteresowania turystów odwiedzających Egipt. Stosunek środowiska naukowego do tej sprawy najlepiej odzwierciedla publiczne oświadczenie przedstawicieli Uniwersytetu Harvardzkiego z roku 1972:

Nikt nie powinien zwracać uwagi na niedorzeczne oświadczenia dotyczące wnętrza Wielkiej Piramidy lub domniemanych korytarzy i nieodkopanych świątyń i komnat znajdujących się pod piaskami w rejonie piramid głoszonych przez ludzi związanych z tak zwanymi tajnymi kultami lub stowarzyszeniami wywodzącymi się z Egiptu lub Orientu. Wszystko to istnieje tylko w wyobraźni tych, którzy pragną przyciągnąć poszukiwaczy tajemnic. Wiemy też, że im bardziej będziemy zaprzeczać istnieniu tych obiektów, tym bardziej społeczeństwo będzie podejrzewało, że staramy się ukryć wielkie tajemnice Egiptu. Lepiej będzie jeśli zaczniemy je ignorować zamiast zaprzeczać im. Wszystkie nasze prace wykopaliskowe prowadzone na terenie wokół piramid nie doprowadziły do odkrycia jakichkolwiek podziemnych korytarzy lub pomieszczeń, świątyń, grot lub czegokolwiek, z wyjątkiem jednej świątyni przylegającej do Sfinksa.

Tego rodzaju stanowisko w tej sprawie wystarczyło naukowcom, lecz w następnych latach ukazały się oficjalne oświadczenia stwierdzające, że nie ma żadnej świątyni łączącej się ze Sfinksem. Zapewnienia, że każdy centymetr kwadratowy powierzchni wokół Sfinksa i piramid został dokładnie i dogłębnie zbadany okazały się nieprawdziwe, kiedy w końcu odkopano z piasku świątynię łączącą się ze Sfinksem i udostępniono ją do zwiedzania. W sprawach wykraczających poza oficjalną politykę wydaje się istnieć ukryty czynnik w postaci cenzury, którą wprowadzono w celu ochrony religii, zarówno zachodnich, jak i wschodnich.

WIECZNIE PŁONĄCE LAMPY

mimo zadziwiających odkryć naga prawda wygląda tak, że początki dziejów Egiptu pozostają w zasadzie nieznane i stanowią białą plamę. Nie jest więc możliwe wyjaśnienie, w jaki sposób były oświetlane kilometry podziemnych przejść i komór pod płaskowyżem Gizy, przy czym jest pewne, że musiały być jakoś oświetlone, chyba że starożytni mieli zdolność widzenia w ciemnościach. To samo dotyczy wnętrza Wielkiej Piramidy- egiptolodzy zgadzają się, że nie stosowano płonących pochodni, ponieważ w takim przypadku sufity byłyby okopcone.

Z tego, co obecnie wiemy o podziemnych przejściach pod płaskowyżem z piramidami, wynika, że istnieje tam prawdopodobnie co najmniej 5 kilometrów korytarzy, które sięgają na 10 d0 12 pięter w dół, poniżej poziomu gruntu. Zarówno Księga Umarłych jak i Teksty Piramid wspominają o "Twórcach Światła", co może odnosić się do ludzi odpowiedzialnych za oświetlenie podziemnych pomieszczeń.

Jamblich podaje fascynujący opis, który odkryto w jednym z bardzo starych egipskich papirusów przechowywanych w meczecie w Kairze. Była to część historii nieznanego autorstwa pochodzącej z 100 roku p.n.e., która dotyczy grupy ludzi, którym udało się wejść do podziemnych komór pod Gizą w celach badawczych. Oto jak opisali swoje przeżycia:

Weszliśmy do komory. kiedy weszliśmy, komora automatycznie rozświetliła się światłem napływającym z cienkiej tuby grubości ręki człowieka [około 15cm] stojącej pionowo w narożniku. Kiedy zbliżyliśmy się do tuby, zaczęła świecić jaśniej... niewolnicy przestraszyli się i uciekli w kierunku, z którego przyszliśmy! Kiedy dotknąłem jej, zgasła. Robiliśmy wszystko, żeby tuba zaświeciła znowu, ale nie dostarczyła już więcej światła. W niektórych komorach tuby działały , a w innych nie. Rozbiliśmy jedną z tub i wypłynęła z niej ciecz w postaci szeregu srebrzystych koralików, które toczyły się szybko po podłodze i równie szybko znikały w jej szczelinach [rtęć?].

Z upływem czasu tuby powoli przygasały i kapłani wyjmowali je i składali w podziemnej piwnicy specjalnie do tego celu zbudowanej na południowy wschód od płaskowyżu. Wierzyli, że świetlne tuby zostały stworzone przez wielbionego przez nich Imhotepa, który kiedyś wróci i sprawi, że znowu będą działały.

Powszechną praktyką wczesnych Egipcjan było zamykanie zapalonych lamp w grobowcach zmarłych w charakterze ofiary dla ich boga i aby ułatwić zmarłym znalezienie drogi na "drugą stronę". W grobowcach usytuowanych w pobliżu Memfis 9oraz w grobowcach braminów w Indiach) znajdowano działające lampy w zapieczętowanych komorach i naczyniach, lecz nagłe wystawienie ich na działanie powietrza wyczerpywało je lub powodowało odparowanie paliwa.

Później zwyczaj ten przyjęli grecy i Rzymianie, po czym przyjął się on powszechnie, tyle że nie w kwestii palących się lamp- do grobu ze zmarłymi wkładano miniaturowe terakotowe kopie lamp. niektóre z nich wkładano w celu ich ochrony do okrągłych naczyń. Były przypadki znajdowania oryginalnego oleju zachowanego w lampach po ponad 2000 lat. Istnieje wiarygodny dowód pochodzący od naocznych świadków, którzy twierdzili, ze lampy paliły się w momencie zamykania grobowca, z kolei ich późniejsi odkrywcy zapewniali, że lampy wciąż paliły się, kiedy setki lat później otwierali te krypty.

Możliwość wyprodukowania paliwa, które odnawiałoby się w tym samym tempie, w jakim było zużywane, stała się przedmiotem wielkich sporów między średniowiecznymi autorami i istnieje wiele dokumentów zawierających przytaczane przez nich argumenty. Po zaznajomieniu się z dostępnymi danymi wydaje się prawdopodobne, że starożytni egipscy kapłani-chemicy wywarzali lampy, które paliły się, jeśli nie w nieskończoność, to przynajmniej przez znaczny okres czasu.

Na temat wiecznie palących się lamp wypowiadało się wiele autorytetów. Wynn Westcott szacuje ich liczbę na 150, a H.P. Bławatska na 173. Podczas gdy wnioski, do których doszli poszczególni autorzy, bardzo się różnią, większość przyznaje, że te niezwykłe lampy istniały. Jedynie kilku utrzymuje, że lampy paliły się w nieskończoność, natomiast wielu przyznaje, że mogły zostawać zapalone przez wiele stuleci bez uzupełniania paliwa.

Powszechnie sądzono, że knoty tych wiecznych lamp były wykonane ze splecionych w warkocz lub utkanych włókien azbestowych, zwanych przez pierwszych alchemików "wełną salamandry". Paliwem wydawał się być jakiś produkt badań alchemicznych, być może wytwarzany w świątyni na Górze Sybaj. Zachowało się wiele przepisów na paliwo do lamp, a we wnikliwej pracy H.P.Bławatskiej zatytułowanej Isis Uveiled znaleźć można dwa skomplikowane przepisy, pochodzące od wcześniejszych autorów, na paliwo, które "po wykonaniu i zapaleniu będzie palić się wiecznym ogniem, zaś lampę taką można postawić w dowolnym miejscu".

Niektórzy uważają, że takie wieczne lampy świątynne są chytrymi mechanicznymi urządzeniami i czasami podawano bardzo zabawne wyjaśnienia ich działania.

W Egipcie znajdują się bogate złoża asfaltu i ropy naftowej i niektórzy utrzymują, że kapłani łączyli jeden koniec azbestowych knotów z tajnymi kanałami prowadzącymi do złóż ropy naftowej, a drugi wprowadzali do jednej lub całego zestawu lamp. Inni sądzili, że wiara w nieskończone palenie się lamp w grobowcach była wynikiem wydobywania się w niektórych przypadkach z wejść do świeżo otwartych grobów oparów przypominających dym. Grupy, które wchodziły później do środka, znajdowały lampy rozrzucone po podłodze i zakładały, że to właśnie one były źródłem tych oparów. Istnieją też dobrze udokumentowane historie opowiadające o odkryciu świecących się wiecznie lamp nie tylko w Egipcie, ale i w innych częściach świata.

De montfaucon de Villars podaje fascynujący opis otwarcia grobu różokrzyżowca Christiana Rosenkreuza. Kiedy członkowie jego bractwa wkroczyli do krypty 120 lat po jego śmierci, znaleźli w niej zwisającą z sufitu jasno świecącą wieczną lampę. "Była tam statua ubrana w zbroję [robot?], która zniszczyła lampę, kiedy otwarto grób". Ten opis do złudzenia przypomina opisy arabskich historyków, którzy utrzymują, że galerii znajdujących się pod Wielką Piramidą strzegły automaty.

Siedemnastowieczny opis przedstawia jeszcze jedną historię z robotem. W środkowej Anglii znaleziono dziwny grobowiec zawierający automat, który poruszał się, kiedy intruz stawiał stopę na określonym kamieniu krypty. W tym czasie spory dotyczące różokrzyżowców osiągnęły apogeum, w związku z czym uznano, że grób należał do adepta tego bractwa. Grobowiec odkrył mieszkaniec wsi, który wszedł do środka i znalazł się w jasno oświetlonym lampą zwisającą z sufitu wnętrzu. Kiedy zbliżył się do lampy, wywarł swoim ciałem nacisk na kamienie podłogi i siedząca postać w ciężkiej zbroi z miejsca zaczęła się poruszać. Uniosła się do pozycji stojącej i uderzyła w lampę żelazną pałką niszcząc ją zupełnie. W ten sposób zapobiegła odkryciu tajnej substancji podtrzymującej płomień. Nie wiadomo, jak długo paliła się ta lampa. Raport podaje, że musiało to być wiele lat."

źródło: http://thetruthse.we....pl/prawda.html
  • 2

#10 Gość_Muhad

Gość_Muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

Fajny artykuł :)

Zastanawiam się, co będzie kiedy już oficjalnie zostanie wszystko potwierdzone.
Myślę, że jeśli okaże się to prawdą, to wtedy wszystkie teorie związane z Egiptem (te dotychczasowe) legną w gruzach.
  • 1

#11 Gość_radoslaw

Gość_radoslaw.
  • Tematów: 0

Napisano

Muhad dotychczasowe teorie wydrukowane w mądrych książkach które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością nigdy nie podniosły się ponad poziom gruzów.
W ŻADNEJ piramidzie nie znaleziono mumii, wszyscy wielcy władcy Egiptu byli pochowani w Dolinie Królów - jakie są więc przeslanki za tym że były to grobowce? Kto w nich leżał? Służący tych z Doliny Królów?
Oficjalna teoria zbudowania piramid i ich przeznaczenia jest dla myślącego samodzielnie człowieka śmieszna i pozbawiona jakichkolwiek podstaw.
Pozdrawiam
  • 1

#12 Gość_Muhad

Gość_Muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

No otóż to. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że składali je (tj. teorie) Ci co wierzą w rozum i naukę. Zbyt mocno trzymali się materii. Niestety dla nich - to są tylko teorie. Tyla.
  • 1

#13

Lynx.
  • Postów: 2210
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

W ŻADNEJ piramidzie nie znaleziono mumii, wszyscy wielcy władcy Egiptu byli pochowani w Dolinie Królów

Pochówki w Dolinie Królów pochodzą z okresu Nowego Państwa, a więc z czasów o tysiąc lat późniejszych niż piramidy. Leżą tam władcy czterech (z dwudziestu sześciu) dynastii, więc sugestia, jakoby byli to wszyscy wielcy Egiptu jest po prostu śmieszna. Najwyraźniej jej autorowi nie chciało się zapoznać z podstawową chronologią starożytnego Egiptu.

jakie są więc przeslanki za tym że były to grobowce?

Istotną przesłanką są sarkofagi w komorach grobowych, imiona władców wyryte w piramidach, czy tzw. teksty piramid znajdowane w komorach grobowych będące modlitwami za zmarłego faraona. Brak mumii nie jest niczym dziwnym. Piramidy były rabowane wielokrotnie i często już po krótkim czasie od ceremonii pogrzebowej. Podobny proceder jest znany z Doliny Królów.
  • 0



#14

Brivion.
  • Postów: 282
  • Tematów: 13
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Spójrzcie-no egipskie dzieci,

Ten talerzyk, co tam leci.

Namiar na nas sobie bierze,

Kupę gruzu w sobie wiezie.

O! Wysypał – to rzecz brzydka!

Ale fajna piramidka!

„Konzum” z niej zrobimy duży,

żarcie się w niej trzyma dłużej.

Adaeniken się zastanawia,

Kto ich tyle tu nastawiał?...


o co z tym chodzi?
  • 0

#15 Gość_Muhad

Gość_Muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

O niekonwencjonalnej metodzie budowania piramidy.
  • 1


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u