Skocz do zawartości




Zdjęcie
* * * * * 1 głosy

Dennett D. C.: Odczarowanie


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Don Corleone.

    Dispositif

  • Postów: 1116
  • Tematów: 68
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Dołączona grafika

Daniel C. Dennett

ODCZAROWANIE
RELIGIA JAKO ZJAWISKO NATURALNE


Daniel Dennett jest wpływowym filozofem amerykańskim. W swojej
najnowszej książce szuka źródeł zjawisk religijnych, traktując je jako
przejawy natury ludzkiej na równi z innymi zjawiskami społecznymi,
psychologicznymi czy politycznymi. Pyta, na jakiej psychologicznej i
kulturowej glebie wyrastają religie. Czy ich źródłem są jakieś istotne
potrzeby, o które należy dbać? Czy stanowią produkt ślepego instynktu i
ewolucji, czy też wynik racjonalnego wyboru? Czy ci, którzy wierzą w
Boga, mają po temu słuszne racje?

Książka Dennetta czerpie z wyników nauk empirycznych: biologii,
historii, psychologii społecznej i ewolucyjnej. Autor twierdzi, że aby
lepiej poznać i wytłumaczyć religie, należy zdjąć z nich pozór
tajemniczości. Jego książka nie jest jednak dziełem antyreligijnym: to
raczej trzeźwa eksploracja roli, jaką religie grają w naszym życiu
osobistym, społecznym i politycznym.


Fragment


ODCZAROWAĆ CZY NIE ODCZAROWYWAĆ?

Nauka jest niczym gaduła, która psuje film, mówiąc ci, jak on się kończy.
Ned Flanders ? fikcyjna postać z filmu Simpsonowie

Jesteś na koncercie, słuchasz z przejęciem i zapartym tchem swoich ulubionych muzyków podczas ich pożegnalnego występu; piękna muzyka porywa cię, przenosi do innego świata... i nagle zaczyna dzwonić czyjś telefon komórkowy! Czar pryska. To okropne, podle, niewybaczalne. Ten niebaczny intruz zepsuł ci koncert, ukradł cenną chwilę, która już nigdy nie powróci. Jakim złem jest niszczenie czyjegoś oczarowania! Nie chciałbym być posiadaczem tego telefonu komórkowego, a jestem świadom, że w oczach wielu ludzi będę kimś takim jako autor tej książki.
Problem w tym, że są dobre i złe oczarowania. Gdybyż tak jakiś telefon w porę przerwał narady w gujańskim Jonestown w 1979 roku, gdy lunatyczny Jim Jones polecał setkom swoich oczarowanych wyznawców, by popełnili samobójstwo! Gdybyśmy tylko mogli przełamać czar, któremu poddali się japońscy wyznawcy kultu Aum Shinrikyo, gdy rozpylali gaz sarin w tokijskim metrze, zabijając dziesiątki ludzi i powodując obrażenia u tysięcy innych! Gdyby dziś udało się rozwiać urok, który przyciąga tysiące biednych muzułmańskich chłopców do fanatycznych medres, gdzie są przygotowywani do roli męczenników-morderców, zamiast uczyć się o nowoczesnym świecie, o demokracji i o dziejach nauki! I gdybyśmy mogli zdjąć czar wywołujący u niektórych naszych współobywateli przekonanie, że Bóg nakazuje im podkładać bomby pod kliniki aborcyjne!
Kulty religijne i fanatyzm polityczny nie są jedynymi źródłami dzisiejszych złych oczarowań. Pomyślmy o ludziach uzależnionych od narkotyków, gier hazardowych, alkoholu lub dziecięcej pornografii. Potrzebują oni wszelkiej dostępnej pomocy, ale wątpię, by ktokolwiek był skłonny otoczyć ochroną takich oczarowanych i ostrzegać: ?Sza! Nie sprawiaj, by czar ten prysnął!?. Możliwe, że najlepszym sposobem zlikwidowania złych oczarowań jest upowszechnienie dobrego oczarowania, oczarowania boskiego. Może tak, a może nie. Trzeba by to sprawdzić, zanim nabierze się pewności. A może, skoro o tym mowa, warto zastanowić się, czy świat nie byłby lepszy, gdyby można było pstryknąć palcami i wyleczyć także pracoholików; ale tu już wkraczam na kontrowersyjny teren. Wielu pracoholików powiedziałoby, że ich uzależnienie jest dobroczynne, pożyteczne dla społeczeństwa i dla ich bliskich; poza tym twierdziliby oni, że w wolnym społeczeństwie mają prawo robić, co zechcą, jeśli nikomu nie wyrządzają krzywdy. Jest to zasada niepodważalna: inni ludzie nie mają prawa wtrącać się w czyjeś prywatne sprawy, dopóki można być zupełnie pewnym, że ów ktoś nikomu nie czyni nic złego. Jednakże pojawiają się coraz mocniejsze wątpliwości, czy w tym wypadku tak właśnie jest.
Ludzie przywiązują się do wielu rzeczy. Niektórzy uważają, że nie mogliby żyć bez codziennych gazet i wolnej prasy, inni są przekonani, że nie mogą obejść się bez papierosów. Dla jednych życie bez muzyki nie miałoby żadnej wartości, dla innych nic nie warte byłoby życie bez religii. Czy są to uzależnienia? A może są to rzeczywiste potrzeby, które powinniśmy starać się zaspokoić niemal za każdą cenę?
Kwestie tego rodzaju prowadzą w nieunikniony sposób do pytania o wartości ostateczne, a żadne badanie faktów nie może dostarczyć odpowiedzi na to pytanie. Najlepsze, co możemy zrobić, to usiąść i starać się dojść do porozumienia w politycznym procesie wzajemnej perswazji i edukacji, prowadzonym w dobrej wierze. Aby to jednak osiągnąć, musimy wiedzieć, jakie ewentualności są do wyboru, i mieć jasny obraz argumentów, które można wytoczyć za i przeciwko odmiennym wizjom uczestników tej debaty. Ci, którzy odmawiają udziału w niej (ponieważ we własnym przekonaniu znają już odpowiedzi), z punktu widzenia pozostałych stanowią część problemu. Zamiast uczestniczyć w naszych demokratycznych staraniach o osiągnięcie porozumienia między ludźmi, znajdują się na liście przeszkód, które w taki czy inny sposób trzeba pokonać. Jak w przypadku El Nino i globalnego ocieplenia, dyskutowanie z nimi jest bezcelowe, wszystko natomiast przemawia za tym, by poddać ich wnikliwemu badaniu, czy im się to podoba czy nie. Być może z czasem zmienią oni poglądy, przyłączą się do naszej politycznej kongregacji i pomogą nam w wyjaśnieniu, na czym opiera się ich postawa i postępowanie; jednakże niezależnie od tego, czy tak uczynią, reszta z nas powinna dowiedzieć się o nich możliwie jak najwięcej, ponieważ ludzie ci wystawiają na ryzyko to, co jest nam drogie.
Najwyższy czas, byśmy poddali religię jako zjawisko globalne tak intensywnym badaniom interdyscyplinarnym, na jakie nas stać, namawiając do tego najtęższe umysły na naszej planecie.
Dlatego, że religia jest dla nas zbyt ważna, byśmy mogli pozostać ignorantami w jej sprawie. Wpływa ona nie tylko nasze społeczne, polityczne i ekonomiczne konflikty, lecz także na znaczenie, jakie przypisujemy naszemu życiu. Dla wielu ludzi, prawdopodobnie dla większości, nie istnieje nic ważniejszego niż religia. Już choćby tylko z tego powodu powinniśmy dowiedzieć się o niej wszystkiego, co zdołamy. Takie jest, w skrócie, uzasadnienie tej książki.
DLACZEGO ZDARZAJĄ SIĘ DOBRE RZECZY

1. WYDOBYWANIE TEGO, CO NAJLEPSZE

Religijna alegoria stalą się częścią rzeczywistości. I życie w tej rzeczywistości pomaga milionom ludzi dawać sobie rade i być lepszymi ludźmi.
Langdon, bohater powieści Dana Browna Kod Leonarda da Vinci

Gdy zaczynałem pisać te książkę, przeprowadziłem wywiady z wieloma osobami, starając się zrozumieć rozmaite role, jakie religia gra w ich życiu. Nie było to naukowe zbieranie danych (chociaż i to po trosze robiłem), lecz raczej próba odłożenia na bok wszelkich teorii i eksperymentów, nawiązania bezpośredniego kontaktu z rzeczywistymi ludźmi i pozwolenia im, by powiedzieli mi własnymi słowami, dlaczego religia jest dla nich taka ważna. Były to całkiem prywatne rozmowy, prawie zawsze w cztery oczy1, i chociaż byłem w nich bardzo dociekliwy, nie wywierałem na moich rozmówców żadnej presji ani nie dyskutowałem z nimi. Podczas tych spotkań często bywałem szczerze poruszony i wiele się nauczyłem. Niektórzy znosili w życiu cierpienia, które trudno mi było wyobrazić sobie jako własne; inni znajdowali w swojej religii siłę, by podejmować i wytrwale podtrzymywać decyzje zgoła heroiczne. Wrażenie mniej dramatyczne, ale z perspektywy czasu nawet silniejsze, sprawiły na mnie osoby o skromnych talentach i osiągnięciach, które w taki czy inny sposób okazały się po prostu znacznie lepszymi ludźmi, niż można było oczekiwać ? nie tylko dlatego, że ich życie niewątpliwie miało sens dla nich samych, lecz przedewszystkim dlatego, że rzeczywiście czynili świat lepszym, podejmując wysiłki inspirowane przeświadczeniem, iż życie nie jest ich własnością, którą mogą dysponować według własnego wyboru.
Religia z pewnością potrafi wydobyć z człowieka to, co w nim najlepsze, nie jest jednak jedynym zjawiskiem, które ma tę właściwość. Często wielki wpływ na moralne dojrzewanie człowieka ma posiadanie dziecka. Wiadomo też, że czasy wojenne ? a także katastrofy przyrodnicze, jak powodzie czy huragany ? dostarczają ludziom mnóstwa okazji do zdobywania się na wspaniałe czyny. Na co dzień jednak i w ciągu całego życia prawdopodobnie nic nie jest pod tym względem równie skuteczne jak religia. Sprawia ona, że ludzie silni i utalentowani stają się bardziej skromni i cierpliwi, a ludzie przeciętni potrafią przerastać samych siebie; dostarcza też mocnego oparcia dla tych, którym niezwykle potrzebna jest pomoc w zerwaniu z alkoholizmem, narkomanią czy przestępczością. Ludzi skłonnych do egocentryzmu, bezwzględności, grubiaństwa, albo po prostu do łatwej rezygnacji, religia często wyprostowuje, nadając ich życiu perspektywę pomagającą im podejmować trudne decyzje, z których każdy z nas byłby dumny.
Oczywiście na moich ograniczonych i nieformalnych badaniach nie można opierać ostatecznych sądów wartościujących. Religia niewątpliwie przysparza takiego i innego dobra, lecz coś, co nie jest religią, mogłoby to czynić z równym lub większym powodzeniem. Przede wszystkim wiadomo, że istnieje wielu mądrych, moralnych i skłonnych do poświęceń ateistów i agnostyków. Być może badania pokazałyby, że jako grupa ateiści i agnostycy wykazują większy szacunek dla prawa, są bardziej wrażliwi na potrzeby innych i bardziej etyczni niż ludzie religijni. Na pewno nie przeprowadzono dotąd rzetelnych badań, które dowodziłyby, że jest przeciwnie. Możliwe, że największą pochwałą, na którą zasługuje religia, jest to, iż pomaga ona niektórym ludziom osiągnąć taki poziom obywatelskiej i moralnej dojrzałości, jaki jest typowy dla brajtów. Jeśli ktoś uzna to przypuszczenie za obraźliwe, powinien skorygować swój ogląd świata.
Do kwestii, które powinniśmy obiektywnie rozważyć, należy pytanie, czy islam jest bardziej, czy też mniej efektywny niż chrześcijaństwo w powstrzymywaniu ludzi przed zażywaniem narkotyków i piciem alkoholu (a także - czy w obu wypadkach złe skutki uboczne nie przeważają nad korzyściami), czy nadużycia seksualne są mniejszym, czy większym problemem wśród sikhów niż wśród mormonów, i tym podobne. Nie powinieneś zachwalać całego dobra, które przynosi twoja religia, dopóki nie zmniejszysz go skrupulatnie o całe zło, które religia ta wyrządza, i nie zastanowisz się poważnie nad tym, czy pewna inna religia, a może brak jakiejkolwiek religii nie byłby lepszy. II wojna światowa z pewnością wydobyła ź wielu ludzi to, co w nich było najlepsze, a jej jeszcze żyjący uczestnicy często mówią, że była ona czymś najważniejszym w ich życiu, czymś, bez czego nie miałoby ono sensu; z pewnością jednak nie wynika stąd, że powinniśmy dążyć do nowej wojny światowej. Ceną, jaką trzeba zapłacić za wszelkie przekonanie o zaletach własnej religii, czy jakiejkolwiek innej religii, jest gotowość do poddania tego przekonania rzetelnej analizie. Tezą, którą wygłaszam tu jako wstępną, jest stwierdzenie, że wiemy już o religii dostatecznie dużo, by przyznać, że niezależnie od rozmiarów jej skutków negatywnych ? bigoterii, zbrodniczego fanatyzmu, opresji, okrucieństwa i wymuszania ignorancji, by wymienić tylko te oczywiste ? ludzie, którzy uważają religię za najważniejszą rzecz w życiu, mają wiele dobrych powodów, by tak myśleć.
  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u