Skocz do zawartości




Poszukiwana jest osoba (w miejsce Zbeeangera) chętna do dokończenia debaty: "Czy ateizm to filozofia zła?". Szczegóły tutaj.

Zdjęcie

Inny punkt widzenia


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
45 odpowiedzi w tym temacie

  #1 Cahir

Cahir
  • Użytkownik+
  • Postów: 1195
  • Tematów: 74
  • PłećMężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano 29.04.2008 - 10:53

Wstęp

Kamuflaż, oszustwo i pasożytnictwo w przyrodzie są podstawą przeżycia.
W społeczności ludzkiej nie powinno tak być. Nie powinno, ale jest,
ponieważ wywodzimy się z tej przyrody i jesteśmy jej cząstką.
Chcąc uniknąć niekorzystnych dla nas sytuacji, nie możemy liczyć
na wspaniałomyślność innych, bo się pomylimy. Musimy, tak jak to jest
w całej przyrodzie, sami zadbać o siebie, w przeciwnym przypadku,
wprawdzie nie będziemy zjedzeni, ale będziemy wykorzystywani finansowo
przez innych. Nie tylko będziemy, ale już jesteśmy i nawet o tym nie wiemy.
Dlaczego? Bo jedni są bardzo sprytni, a inni bardzo łatwowierni.
Tam, gdzie jest oszust, musi być i ofiara. Aby nie być ofiarą,
musimy posiadać wiedzę. Pomoże nam ona odróżnić fałsz od prawdy.
Ale tę wiedzę trudno jest zdobyć. Przeciwnie, zasypywani jesteśmy
ogromem fałszu, tak wielkim i tak częstym, że przyjęliśmy go za prawdę.
Wszystkie czasopisma drukują to, co czytelnik chce czytać, czyli, za co
chce zapłacić. A większość chce sensacji, więc ją otrzymuje. Tworzy się
błędne koło niewiedzy.
Usiłuję przerwać to koło niewiedzy, dając tę książkę do przeczytania,
ale nie do odłożenia na półkę jako przeczytaną, lecz do systematycznego
analizowania poruszanych w niej problemów i wyciągania własnych wniosków.
Warto sprawdzić
„Spotykamy się z zadziwiającą cechą psychiki ludzkiej,
rzeczy i zjawiska bardzo różne „od normalnych” są często pomijane
milczeniem, bądź też niechętnie badane i jeszcze niechętnej
przyjmowane do wiadomości ”
To nie cytat z psychologii. Słowa te pochodzą z książki o
planetach Układu Słonecznego. Jeżeli niechęć do zmiany poglądów
dotyczy również naukowców, to znaczy, że jest powszechna.
Rzeczywiście, zachowujemy się tak, jak byśmy nie chcieli wiedzieć
nic więcej nad to, co już wiemy. Tak jak byśmy chcieli być
oszukiwanymi ofiarami sprytniejszych od siebie. Oszustów uznajemy
za autorytety. Nie podejrzewając oszustwa, nie sprawdzamy go.
Proponuję więc, sprawdźmy to, co wiemy, czy rzeczywiście jest
zgodne z nauką. Od Arystotelesa do Galileusza, czyli prawie dwa
tysiące lat, przyjmowano jako oczywiste, że kamień cięższy spada
szybciej od lżejszego. Było to tak oczywiste, że nikt tego nie
sprawdzał. Galileusz był tym, który nie ufał przyjętym powszechnie
poglądom. Sprawdził i okazało się, że nie było to prawdą!
W 1957 r dwaj naukowcy, Lee i Yang ,otrzymali nagrodę Nobla
z fizyki. Za jakie osiągnięcie naukowe? Otóż przez pół wieku wszyscy
fizycy byli pewni, że "jest tak" (dotyczy rozpadu beta). Nikt nie
podejrzewał, że może być inaczej, gdyż było to zbyt oczywiste.
Sprawdzili i okazało się, że jest inaczej. 15 stycznia 1957 r.
na okładce New York Timesa ukazał się tytuł "Doświadczalnie obalono
podstawowe założenie fizyki"
Za swoje osiągnięcia naukowe otrzymali nagrodę Nobla. Doświadczenie
to uczyniło naukowców ostrożnymi. I dobrze - bo okazało się, że jeszcze
w tym samym roku musieli połknąć następną gorzką pigułkę.
"Fizycy .....byli oszołomieni faktem, że aż dwa razy
grunt usunął im się spod nóg"
Tobie również, Czytelniku, wielokrotnie grunt usunąłby się spod nóg,
gdybyś sprawdził przyjęte i powszechnie akceptowane poglądy
pod kątem ich zgodności z naukę i historią, a także, czy mają związek
przyczynowo-skutkowy, nie są wewnętrznie sprzeczne, czy są logiczne itp.
A jeśli okażą się niezgodne? Czy potrafisz krytycznie spojrzeć na to,
co uznajesz za prawdę? Czy to zmieni Twoje przyzwyczajenia?
Przykładów, zmuszających nas do zmiany powszechnie przyjętych
opinii, można podać więcej.
Igły po wykonaniu zastrzyku sterylizowano we wrzątku. Przyjmowano
powszechnie, ze w temperaturze 100 0 C. nie może istnieć życie.
Okazało się to błędem. W temperaturze 110 0 C. życie ma się doskonale.
Jest faktem, że wszystko, co nowe, tzn. inne niż utrwalone w
naszej pamięci, nie może być natychmiast przyjęte. Potrzebujemy czasu,
by „nowe” znalazło miejsce po usunięciu „starego”. Jedynie w
przypadku, gdy mamy wątpliwości co do słuszności „starego”, „nowe”
zastępuje z łatwością stare.
Istnieje więc konieczność wracania do przeczytanych tematów, by
przyzwyczaić się do nowych myśli, nowego spojrzenia na stare tematy
i naukowego patrzenia na rzeczywistość.


Dlaczego, gdzie i jak jesteśmy oszukiwani?

Dlaczego? Bo nie znamy praw materii, tzn. fizyki, chemii, biologii,
nie znamy w wystarczającym stopniu historii i nie mamy czasu na
przemyślenia.
Usprawiedliwia nas to, że nie mamy dostępu do materiałów
naukowych i historycznych. Popularne czasopisma nie dbają o zgodność
z nauką. Drukują artykuły, jakie czytelnik zaakceptuje, by zwiększyć
nakład i powiększyć zysk.
Gdzie jesteśmy oszukiwani? We wszystkich dziedzinach naszego
życia. Ponieważ najważniejsze dla nas jest zdrowie, życie doczesne
i życie wieczne, dlatego w tych dziedzinach jest najwięcej oszustów.
Jak jesteśmy oszukiwani? Oczywiście w najprostszy sposób.
Ucięty z drzewa patyk, czyli różdżka, „wykrywa" cieki wodne.
Ciężarek na nitce, czyli wahadełko, „wykrywa” niemal wszystko,
od chorób po minerały w ziemi.
Woda z kranu, nazwana wodą energetyzowaną, „leczy" niemal
wszystkie choroby, a woda święcona „wygania" diabły, "sprowadza"
błogosławieństwo i wszystko, co zechcesz, Czytelniku.
Cel oszustwa? Oczywiście pieniądz. Chcesz znać swoją przyszłość?
Zapłać a będziesz ją znał, nawet przez telefon. Poszukujesz zaginionego?
Przyślij zdjęcie i nie zapomnij o pieniądzach.
Podaję podstawy naukowe, umożliwiające oddzielenie oszustwa od faktu.
Daję do ręki czytelnikowi przystępnie podane zasady i prawa
rządzące materią, przyrodą, historią oszustw religijnych, wszystko po to,
by samodzielnie mógł rozpoznać oszustwo i wycofać się z niego.
Duże znaczenie ma logiczne myślenie. Wystarczy kierować się rozsądkiem,
by uniknąć pewnych oszustw. Oto przykład: Dlaczego jasnowidzowie i wróżbici
nie korzystają z ofert policji o wypłaceniu dużych sum za wskazanie przestępcy
lub porwanego, skoro świadczą takie usługi innym za dużo mniejsze pieniądze?
Pamiętam, że ogromne pieniądze oferowano za jakikolwiek ślad, umożliwiający
odnalezienie porwanego Aldo Moro we Włoszech. Nie było ani jednego jasnowidza,
radiestety i wróżki w całym świecie, którzy udzieliliby jakiejkolwiek informacji.
A warunki ku temu były. Przetrzymywano go w miejscu mało zaludnionym,
na brzegu morskim (po jego śmierci w kieszeni znaleziono piasek).
Nie była to jedyna okazja, Podobne propozycje dla jasnowidzów powtarzają
się często. Nawet dzisiaj w roku 2005 są szczególnie aktualne.
Ale nikt na tych nagrodach nie bogaci się. Dlaczego?



My - to nasz zapis w mózgu

Nasz mózg możemy porównać do komputera. Komputer ma wprowadzone programy,
według których wykonuje polecenia. Bez wprowadzonego programu nie jest zdolny
nic zrobić.
W naszym komputerze osobistym, czyli w naszym mózgu, też mamy zapisany program
i według tego programu postępujemy. Wszystko, co jest inne od zapisanego programu,
nasz komputer osobisty uzna za obce i odrzuci. Nie jest ważne, czy zapis
jest logiczny, zgodny z prawami przyrody, tzn. fizyki, chemii i wszystkimi
innymi naukami, jedynie ważne jest to, byśmy nie zastanawiając się nawet,
podświadomie, uznawali go za słuszny. Jesteśmy więc niewolnikami programu,
który mamy wprowadzony do mózgu. Wolną wolę, owszem, mamy, ale podporządkowaną
zapisowi.
Takimi jesteśmy, jaki mamy ukształtowany zapis, czyli program w naszym mózgu.
Jeżeli ktoś jest innego zdania, może przekona go poniższy przykład.
Europejczyk wzdryga się na widok karalucha lub innego, wzbudzającego odrazę,
owada. Ale dla niejednego Afrykanina, lub chłopa z Bangladeszu, jest to tylko
smaczny pokarm, na widok którego reaguje tak, jak my na schabowego.
Dlaczego? Bo w jego mózgu jest zapisany od dziecka taki program, a my mamy inny.
Każdy mózg porównuje informacje wzrokowe, słuchowe, smakowe, i wszystkie inne,
do wzorca
w mózgu i odpowiednio do tego wzorca reaguje. Jeżeli bodźce wzrokowe,
smakowe, i wszystkie inne, są identyczne lub zgodne z istniejącym
w mózgu zapisem, nasz mózg zareaguje pozytywnie, uznając je za dobre,
słuszne i prawdziwe. Jeżeli nie pasują do wzorca, uzna za obce, odrzuci
i wytworzy barierę nie do pokonania.
Nasz mózg jest strukturą nadrzędną. Ciało jest podporządkowane tej
nadrzędnej strukturze w sposób dla nas niezrozumiały. Na przymuszanie
do zjedzenia pokarmu, który jest inny niż zapisany w naszym mózgu wzorzec,
mózg nasz zareaguje, wytwarzając odruchy wymiotne. To nie ciało nasze
decyduje o tych odruchach. To bodźce wzrokowe i smakowe nie pasują do
zapisanego wzorca. Wzorzec jest inny od widzianego pokarmu i mózg go
nie akceptuje. Mózg go odrzuca, broniąc się przed czymś obcym, innym.
Tak postępuje nasz mózg we wszystkich przypadkach. Dosłownie we wszystkich.
Obce nam poglądy napotykają barierę. Nie pasują do już istniejącego
w mózgu wzorca i są odrzucane, bez udziału naszej świadomości,
czyli automatycznie, jak niechciany pokarm. Nie będzie przesadą, jeśli powiem,
że jesteśmy niewolnikami zapisanego wzorca. Jeśli uświadomimy sobie,
jak ważny jest zapisany w naszym komputerze osobistym, czyli w mózgu,
program, wówczas zadbamy, by ten zapis nie był przypadkowy, nierozsądny,
fałszywy. Ten przypadkowo wprowadzony program do naszego komputera,
czyli mózgu, możemy i powinniśmy sprawdzić.
Jeżeli w naszym mózgu mamy zapisane informacje zasłyszane od autorytetu,
to takie informacje zapisywane są jako słuszne i prawdziwe. Autorytetem
może być matka, nauczyciel, ksiądz, książka i środowisko, w którym żyjemy.
Nie jest ważne, czy informacje z tych źródeł są słuszne i prawdziwe.
Wystarczy, jeśli zapisaliśmy je jako słuszne i prawdziwe. Od tej pory one
będą naszym wzorcem, od którego nie sposób uciec.
Jak się rozejrzysz, Czytelniku, to ze zdumieniem stwierdzisz,
że mechanizm zapisanego wzorca jest uniwersalny.
Dziecko rodzi się bez zapisanego programu. Ten program pisze mu
początkowo matka. To ona, jako pierwszy i najważniejszy autorytet,
wprowadza do jego rozwijającego się komputera program taki,
jaki ona posiada i jaki wprowadziła jej matka, a matce babka itd.
Wskazując na obrazek i mówiąc - „to jest Bozia” - podnosi obrazek do
świętości, bo to jest jej świętość. Inna matka wskaże na Buddę
i powie to samo, bo to również jest jej świętość. Wszystkie matki
na całym świecie robią to samo. Wprowadzają dziecku program,
który mają, gdyż one ten program uważają za słuszny i prawdziwy.
Programy te nie dotyczą tylko zasad wiary czy moralności. Dotyczą
całej hierarchii wartości i całej wiedzy życiowej.
Rodzice niechętnie akceptują zmianę wprowadzonego programu, przez
dorastające dzieci, a przecież program rodziców sięga daleko wstecz,
do czasów, gdy nauki w naszym zrozumieniu nie było. Więc nie postępują
logicznie, stojąc w miejscu i zabraniając potomstwu pójścia o krok dalej.
A przecież rozwijająca się nauka dostarcza wystarczająco dużo dowodów,
uzasadniających zmianę starego programu. Dlatego obserwujemy, na całym
świecie, sięganie po nowoczesność a jednocześnie głęboko zakorzenioną
tradycję, nawet zabobon, wróżby, horoskopy, pseudonaukę, wiarę w absurdy
godne średniowiecza, a nie trzeciego już tysiąclecia.
Przez stulecia w Indiach umierało wielu ludzi z głodu, ale kilkadziesiąt
milionów świętych krów było, i jest, nietykalnych. Dlaczego?

Bo taki mają zapisany wzorzec, czyli program. My widzimy ich absurdy,
czyli nierozsądne postępowanie, a oni widzą nasze. Tu Czytelnik
zaprotestuje: oni tak, ale my nie! My też, tylko nie widzimy własnych
absurdów, bo ich widzieć nie możemy, ponieważ zapisane są w naszym mózgu
jako słuszne i prawdziwe, a jakiekolwiek porównanie z innymi wzorcami
nie wchodzi w rachubę, bo jest inne od istniejącego wzorca w mózgu
i automatycznie odrzucane. Możemy przeżyć życie i o tym nie wiedzieć,
tak jak Hindus przeżyje życie i nie będzie widział swojego absurdalnego
postępowania.
Zauważ, Czytelniku, że jest to bardzo trwały zapis! Czy nie jesteśmy
niewolnikami tego zapisu?
Czy wobec tego jest jakiś wzorzec uniwersalny, słuszny, logiczny,
prawdziwy? Tak! Jest taki wzorzec. Wzorcem tym jest nauka i nasz rozsądek.
Czy jakiś pogląd, doktryna, czyjeś zdanie, jeśli jest nielogiczne,
może być słuszne? Czy nie oburzamy się mówiąc: „W tym nie ma logiki”?!
A jeśli naukowo jest udowodnione, że człowiek żyje już na Ziemi
kilkadziesiąt tysięcy lat, dlaczego wielu obstaje przy stworzeniu Adama?
Rozumiemy, taki mają zapisany program. Ale czy myślą logicznie?
Oczywiście że nie. Jednak według nich to my jesteśmy w błędzie.
Logiczne myślenie musi mieć podbudowę naukową, bo nie mając wiedzy
naukowej, trudno jest myśleć logicznie. Przyjąć nowy zapis wzorca,
opartego na nauce i logicznym myśleniu, nie jest możliwe bez wymazania
fragmentów starego zapisu. Jeśli zachwieją się fundamenty
starego wzorca, łatwo zapiszemy nowy. Zależy to wyłącznie od nas.

Przeanalizuj, Czytelniku, podane Ci myśli i koniecznie się do nich
ustosunkuj Nie stracisz wówczas czasu, który przeznaczyłeś na czytanie.
Jeśli uznasz za słuszne, przyjmij je, jeśli nie, analizuj dalej. Zadbaj,
by Twój program był pisany przez Ciebie, a nie przez innych dla Ciebie,
Przyjmij to, nad czym się zastanawiałeś, co rozważałeś, co potwierdza nauka.
Wszystko można przyjąć „na wiarę” lub „na rozum”. Kierując się rozumem,
sam napiszesz, Czytelniku, swój program. Przyjmując „na wiarę”, przyjmujesz
czyjś program. Wielu chce podporządkować Twój umysł swoim interesom,
i już podporządkowało. Dostrzeżesz to w dalszej części tej książki.


ENERGIA

Bardzo ważne dla dalszego zrozumienia wielu analizowanych w tej książce
procesów jest znajomość praw i zasad rządzących energią. Zrozumienie ich
jest proste, mimo że energia ma różne oblicza. Podobnie różne oblicza ma
światło. Posiada cechy fali, ale i cząstki.
Codzienne życie zmusza nas do pracy. Energię, którą tracimy na pracę,
musimy uzupełniać. Dlatego istnieje cały łańcuch pokarmowy, a początkiem
tego łańcucha są rośliny zielone, czerpiące energię ze Słońca.
98 % energii produkowanej przez Słońce, pochodzi z łączenia się jąder
wodoru w hel 4. Masa końcowa materii biorącej w tym procesie udział,
jest o 0,7% mniejsza od masy początkowej, czyli 0,7% masy zamienia się na
energię. Oznacza to, że w każdej sekundzie 4 miliony ton materii Słońca
zamienia się na energię wg wzoru xE = yM c2 . Oczywiste jest, że
energia ta będzie ważyła też 4 miliony ton, ponieważ zamiana „czegoś”
w „coś”, nie oznacza zniknięcia ciężaru. Dodać należy - i to jest bardzo
ważne - że proces zamiany materii na energię jest jedynym źródłem energii
we wszechświecie. Wniosek, jaki z tego wyciągniemy, jest następujący:
energia jest materią tylko w innej postaci, tak jak para wodna jest wodą,
tylko też w innej postaci. Energia posiada masę możesz czytać, Czytelniku
- wagę, tak jak para wodna też ma wagę. Z pary wodnej możemy otrzymać wodę,
tak jak z energii materię. Jest to bardzo trafne porównanie i łatwe
zrozumienie określenia "innej formy" tej samej materii. Inna forma tej samej
materii jest w przyrodzie powszechna. Np. lód jest inną formą wody,
a diamenty - inną formą węgla. To, co dostarcza naszym zmysłom wrażenie
materii, jest w rzeczywistości wielką koncentracją energii w stosunkowo
małej przestrzeni.
Znajomość praw fizyki jest bardzo ważna i trudna do przecenienia
Energia ze Słońca dociera do nas w postaci promieniowania. Promieniowanie,
padające na przedmioty, np. blaszany parapet okienny, zostaje przez niego
pochłonięte. W rezultacie nagrzewa go. Wniosek następny: przedmiot gorący
jest cięższy po nagrzaniu się, ponieważ pochłonął energię.
Dla łatwiejszego zrozumienia używam najprostszych określeń, niemniej
jednak należy wyjaśnić, że bardziej naukowe jest określenie masa,
a bardziej zrozumiałe - waga. Masa równa się wadze, ale tylko na Ziemi.
W przestrzeni kosmicznej nie ma ciążenia, czyli wagi, ale pozostaje masa
jako miara bezwładności ciała. Czytając, np. masa jednego kilograma,
możemy rozumieć jako waga jednego kilograma, ponieważ opisujemy zjawiska
na naszej Ziemi.
Wszystkie pierwiastki promieniotwórcze i izotopy zamieniają swoją masę
na energię. Oznacza to, że energia, tak jak materia, nie może być zniszczona
lub wytworzona z niczego. Nie jesteśmy w stanie do istniejącej w całym
kosmosie energii dodać najmniejszej jej cząstki, czyli kwanta, tak jak nie
jesteśmy w stanie dodać nawet jednego atomu materii, nie zużywając na to
oczywiście energii. Jesteśmy w stanie zamienić energię na materię i materię
na energię, ale nie potrafimy jej stworzyć i unicestwić.
Aby czytelnik nabrał większego zaufania, podam przykład z „Fizyki” :
„energia kinetyczna może być zamieniona na masę spoczynkową. Zwykle, gdy
cząstka o dużej energii kinetycznej zderza się z jądrem atomu, lub
z pojedynczym protonem, są produkowane nowe cząstki". Użyty zwrot
„dużej energii kinetycznej” należy rozumieć jako dużej szybkości.
Anihilacja to 100 % -owa zamiana materii na energię, ale jeżeli jeden
gram materii ulegnie anihilacji, to energia, wytworzona w tym procesie,
będzie ważyła też jeden gram!. Oczywiście z tej energii natychmiast
powstaną inne elementarne cząstki materii, ale to już wykracza poza
zakres tej książki.
Jakikolwiek przedmiot, leżący na podłodze naszego pokoju,
podniesiony przez nas i położony na stole, będzie ważył więcej, ponieważ
dołożyliśmy do niego energię, podnosząc go. Jeżeli ten przedmiot spadnie
na podłogę, powróci do swojej wagi, a energia, którą włożyliśmy
wykona pracę, np. potłucze płytkę lub zagniecie dywan. Wykonując pracę,
energia nie ginie, ponieważ jest wieczna, tak jak wieczna jest materia.
Jest przecież materią w innej postaci. Zmienia się tylko jej forma,
będzie ciepłem wydzielonym przy upadku tego przedmiotu. Ciepło jest więc
energią. Ale ciepło nie pozostaje w potłuczonym kafelku, zagniecionym
dywanie czy nagrzanym przez nas przedmiocie, ono zostaje natychmiast
wypromieniowane w postaci fali elektromagnetycznej. Fala ta,
natrafiając na inne przedmioty, przyjmuje z powrotem formę ciepła.
Proces się powtarza.
Zapalona latarka na baterię wyśle wiązkę światła, czyli falę
elektromagnetyczną. Ta fala elektromagnetyczna jest czystą energią,
a więc posiada masę, czyli wagę. Wniosek: bateria po wysłaniu światła
waży mniej! Czytelnik rozumie, że ubytek masy jest niewyobrażalnie
znikomy i oczywiście nie ma wagi by go wykazać. Światło z tej latarki,
czyli energia, będzie istnieć wiecznie, zmieniając tylko formę.
Przedmiot w spoczynku ma masę (wagę) mniejszą od tego przedmiotu
będącego w ruchu. Dlaczego? - Nie będziesz miał trudności, Czytelniku,
odpowiedzieć na to pytanie, jeżeli zrozumiałeś, co to jest energia,
promieniowanie elektromagnetyczne, światło, ciepło. Podpowiem tylko,
że wszystko to jest materią, jaka nas powszechnie otacza.
Nawet piorun jest materią, bo to ruch m. in. - elektronów.
Nie dostrzegam nic wokół nas, co by nie było materią i tylko materią!
Dodać należy, że słowo "promieniowanie" jest bardzo szerokim
pojęciem i można dodawać do niego różne przymiotniki, które zmieniają
w zasadniczy sposób znaczenie tego słowa. Jeżeli do słowa „promieniowanie”
dodamy przymiotnik „elektromagnetyczne”, wówczas będzie obejmowało
fale radiowe, częstotliwości telewizyjne, światło widzialne,
promieniowanie rentgena, promieniowanie cieplne, czyli całe widmo
tego promieniowania. Podkreślam to bardzo mocno: promieniowanie
elektromagnetyczne jest energią!
W promieniowaniu z przymiotnikiem "kosmicznym" mieścić się będzie:
wyżej opisane promieniowanie elektromagnetyczne, plus różne materialne
cząstki pędzące ku nam z dużą prędkością. Cząstki te niosą energię,
którą nabyły w momencie ich wyrzucenia w przestrzeń kosmiczną.
W przypadku natrafienia na jakąkolwiek przeszkodę, niesiona
przez te cząstki energia zamieni się w ciepło, identycznie jak fala
elektromagnetyczna. W słowniku fizyki można znaleźć różne przymiotniki,
dodawane do słowa "promieniowanie", nie ma tylko przymiotnika
"radiestezyjne". Wszystkie te przymiotniki, łącznie z podstawowym
wyrazem "promieniowanie", mają wspólną cechę. Są materią. Nie ma więc
promieniowania niematerialnego, choćbyśmy wymyślali najrozmaitsze
przymiotniki! Nie precyzując słowa „promieniowanie” przymiotnikiem,
wyrażamy tylko pseudonaukowy bełkot. Np. „Ja wyczuwam tu promieniowanie”
lub „energię”. Powtórzę najważniejsze zdanie: Wszystko, co nas otacza,
jest materią i tylko materią!
Energia jest niezniszczalna. Energia również się nie zużywa tak, jak
nie zużywa się materia. Jeśli płacimy za „zużytą” energię elektryczną czy
cieplną, to jest określenie umowne, techniczne, powszechnie stosowane,
ale niewłaściwe. Sama jednak energia pozostała, jej nie ubyło. Ona się
nie zużyła. Powinniśmy określać: pobraną energię, zamiast zużytą. Często
się zdarza, że powszechnie przyjęte i używane określenia pod względem
naukowym, są nieprecyzyjne. W książce tej używam tych określeń właśnie
ze względu na ich rozpowszechnienie, jednak uzupełniam naukowym określeniem.
Sumując powyższe, można powiedzieć: promieniowanie elektromagnetyczne
jest jedyną formą czystej energii - bez materialnego nośnika -
poruszającą się z prędkością 300 000 km na sekundę. Nie istnieje w spoczynku!
Inną formą przemieszczania się energii jest przenoszenie jej przez
materialny nośnik. Może więc istnieć w spoczynku. Nośników tych jest dużo
i mogą poruszać się z dowolną prędkością.
Dla łatwiejszego zrozumienia podzielmy sobie źródła energii na
pierwotne, do których zaliczymy Słońce, pierwiastki i izotopy promie-
niotwórcze oraz reakcje jądrowe, wywołane przez człowieka i wtórne, które
zmagazynowały wytworzoną w powyższy sposób energię i oddają ją w postaci
promieniowania cieplnego, stygnąc do temperatury otoczenia.

Energia i praca

Cechą energii jest zdolność do wykonania pracy, czyli mówiąc
humorystycznie, aczkolwiek zgodnie z prawdą, nie można wziąć energii
i nabić nią komuś guza. Dlaczego? Ponieważ cechą energii jest
zdolność do wykonania pracy. Aby energia mogła wykonać pracę, musi
być nośnik energii, czyli materialny czynnik, którym energia tę pracę
wykona. Takim nośnikiem energii jest np. woda spadająca z wodospadu
i poruszająca łopaty koła. Powiemy wówczas: spadająca woda niesie
z sobą energię która wykona pracę. Bez wody, czyli nośnika energii,
energia nie może wykonać pracy.
Ciepło jest formą energii i w maszynie parowej do wykonania pracy
musi mieć nośnik energii w postaci nagrzanej pary. W silniku spalinowym
nośnikiem energii, zawartej w benzynie, są gazy naciskające na tłok.
W silniku elektrycznym nośnikiem energii są elektrony płynące w przewodach
od elektrowni do silnika elektrycznego.
Z kosmosu dociera do nas dużo cząstek o bardzo wysokich energiach,
ponieważ mają dużą prędkość. Im szybciej porusza się cząstka i im większą
ma masę, czyli wagę, tym większą niesie energię. Widzimy więc, że
energia to po prostu waga, a dokładniej - masa pomnożona przez prędkość.
Dla zainteresowanych podam wzór. Jeżeli ciało o masie m. porusza się z
prędkością v, to jego energia kinetyczna (ruchu) jest równa mv2/2.
Energia potencjalna to energia zmagazynowana np. w sprężynie. Rozumiemy
już dlaczego nie możemy wziąć energii i nabić nią komuś guza,
ponieważ nie ma materialnego nośnika tej energii. Musimy wziąć kamień,
czyli materialny nośnik, nadać mu pewną szybkość, a wtedy cel osiągniemy.
Jeżeli trafimy tym kamieniem w płot, to w miejscu uderzenia energia,
którą niósł kamień, wykona pracę i zamieni się w ciepło. Trąc ręce jedna
o drugą, wykonujemy pracę, która zamienia się w ciepło.
Nośnik energii powoduje skutek, a przyczyną jest energia.
Np. w momencie wybuchu bomby atomowej nośnikiem energii staje się
metalowy korpus bomby, który wyparował, czyli zamienił się w gaz.
Jest on z ogromną prędkością rozszerzany we wszystkich kierunkach,
czyli niesie z sobą wyzwoloną energię z uranu. Nośnika energii ciągle
przybywa, ponieważ otaczające powietrze, sprężane i rozszerzane, niesie
ze sobą otrzymaną energię, niszcząc wszystko dokoła.
Energia w postaci fal elektromagnetycznych, np. światła widzialnego,
dociera przed falą uderzeniową i we wszystkich przedmiotach, budynkach
i ludziach przechodzi w inną formę energii - ciepło. Koncentracja
energii, czyli ciepła, jest ogromna. Nie można powiedzieć, że ciepło
jest "jakąś ostatnią formą energii". Nie ma "jakiejś ostatniej", czyli
końcowej formy energii, ponieważ ciepłe czy gorące przedmioty
promieniują energię w postaci fal elektromagnetycznych, które z kolei
w innych przedmiotach przechodzą w ciepło, a one również promieniują.
Energia pokonuje przestrzeń w postaci fali elektromagnetycznej.
W przedmiotach, pochłaniających fale, staje się ciepłem. To zdanie
należy zapamiętać, jeżeli chcemy zrozumieć radiestezję i bioenergoterapię.
Jeżeli usłyszysz, Czytelniku, od radieszustów czy bioszustów,
o "innym promieniowaniu", to możesz być pewny, że nie jest to prawda.
Promieniowanie elektromagnetyczne jest energią a energia - materią.
"Inne promieniowanie" musiałoby pochodzić z innej materii. Czy znasz,
Czytelniku, inną materię niż ta, z której zbudowany jest nasz
wszechświat? Z tego też powodu nie może być wykryte w przyszłości
"inne promieniowanie", o cechach nam nie znanych i którego nie
wykryją nasze przyrządy pomiarowe.
W dalszej części tej książki przeczytasz, Czytelniku, jak radieszuśći
lub bioszuści, nie znając tej podstawowej zasady, lub nie licząc się z nią,
tworzą „promieniowanie kształtu” a bioszuści przekazują w dodatku „dobrą”
energię innym.
Możemy przypuszczać, że część radieszustów i bioszustów doskonale zna
prawa rządzące energią i ma świadomość oszustwa, ale chęć zysku
powstrzymuje ich od zrezygnowania z tego zawodu. Możemy również przypuszczać,
że część bioszustów rzeczywiście wierzy w swoje zdolności. Faktem jest,
że efekty czasem są, ale na jakiej zasadzie „ to” działa, opiszę dalej.
Radiestezyjne promieniowanie kształtu jest najbardziej niedorzecznym
stwierdzeniem. Wg tej teorii, kształty, które są niematerialnymi pojęciami,
wyrzucają promieniowanie, czyli materię. Skąd by ją brały?


Energia i promieniowanie w skrócie

Energia to inna forma materii. Może przemieszczać się w czystej postaci
- bez materialnego nośnika - jako fala elektromagnetyczna z prędkością
300 000 km/sek. lub być przenoszona przez materialny czynnik np. rzucony kamień.
Słowo „promieniowanie” obejmuje:
a) promieniowanie elektromagnetyczne. Jest to energia rozchodząca się
w postaci fal elektromagnetycznych, czyli pola elektrycznego i magnetycznego,
wysyłanych przez układ materialny. Energię tę można traktować również jako
strumień fotonów, poruszających się z prędkością światła;
b) strumień różnorodnych cząstek, poruszających się z dużą prędkością,
niosących energię proporcjonalną do ich masy (wagi) i prędkości np.
promieniowanie kosmiczne.

„Promieniowanie” jest szerokim pojęciem i powinniśmy je dokładnie
precyzować. Służą do tego dodawane przymiotniki. Stwierdzenie:
„tu wyczuwam promieniowanie”, nie precyzując jakie promieniowanie lub:
ruchami rąk „zgarniam energię”, świadczy o nieznajomości zagadnienia.
Każdy wyczuwa promieniowanie elektromagnetyczne, czyli cieplne, z
gorącego żelazka w czasie prasowania. Każde ciało, powyżej zera
bezwzględnego, emituje to promieniowanie. Tak więc każdy z nas
wysyła do otoczenia promieniowanie cieplne, rozchodzące się z
prędkością 300 000 km/sek.. Detektorem tego promieniowania jest
noktowizor i kamera termowizyjna.
Promieniowanie kosmiczne, na które często powołują się bioszuści,
to wysoko energetyczne cząstki, poruszające się z wielką szybkością.
Zdecydowaną część promieniowania kosmicznego stanowią protony, czyli
jądra wodoru. Znajdują się również elektrony i pozytony, czyli
antycząstki elektronu, neutrina i fotony promieniowania gamma.
Należy jeszcze dodać, że im większa częstotliwość fali
elektromagnetycznej, tym większą energią jest takie promieniowanie,
a tym samym jest bardziej przenikliwe. Dużą energią jest
promieniowanie rentgenowskie. Przenika ono nasze ciało, kliszę
fotograficzną i zatrzymuje się dopiero na betonowych ścianach budynku.
Jeszcze większą energią jest promieniowanie gamma, zatrzymywane
dopiero przez warstwę ołowiu.
Nie ma promieniowania nieznanego nauce, którego nie możemy
wykryć lub zmierzyć jego parametrów. Przypomnę, że właściwości
promieniowania elektromagnetycznego są zależne od częstotliwości.
Również zasadą jest, że ciała, które pochłaniają fale
elektromagnetyczne nagrzewają się. Znamy ten efekt z kuchenki
mikrofalowej. Natomiast odbijające promieniowanie (lustro) lub
przewodzące jak np. powietrze, światłowody, nie nagrzewają się.
Mając tę podstawową wiedzę, do której będziemy się wielokrotnie
odwoływać, możemy przystąpić do analizowania radiestezji.


Przyroda nie jest ciągła

Przyroda jest cząstkowa - to ważne odkrycie XX wieku i bardzo ważne
dla naszego rozważania. Co to znaczy, że przyroda jest cząstkowa,
a nie ciągła? Gdyby była ciągła, znaczyłoby to, że każdą, nawet
bardzo małą, cząstkę energii – materii, można byłoby podzielić
na dowolnie małe cząstki, a te z kolei na jeszcze mniejsze itd. Wówczas
radieszuści mieliby podstawę do twierdzenia, że odbierają promieniowanie
mniejsze od wykrywalnego przez przyrządy pomiarowe. Nikt nie byłby
w stanie udowodnić, że nie jest to prawdą.
Ponieważ przyroda jest kwantowa, tzn. najmniejsze cząstki energii
są niepodzielne i mogą być tylko jedna, dwie, trzy, cztery, itd.,
a nie może być np. jedna czwarta kwanta czy półtora, dlatego niemożliwe
jest odbieranie czy odczuwanie promieniowania mniejszego od wykrywalnego
przez przyrządy, ponieważ nie istnieje. Promieniowanie najmniejsze jest
wykrywalne. Foton to najmniejsza cząstka światła, czyli pola
elektromagnetycznego, a kwant - energii. Kwant to minimalna ilość,
o jaką może zmieniać się energia.
Obecnie niemożliwe jest jakiekolwiek twierdzenie, którego nauka nie
zakwalifikowałaby do prawdy lub fałszu. Wszystkie zjawiska są ze sobą
powiązane zależnościami i stanowią całość. Nie ma więc zjawisk
niezależnych, czyli nie ma nieznanego nauce, promieniowania którego
nie możemy wykryć lub zmierzyć jego parametrów.


RADIESTEZJA

Radiesteta, biorący zapłatę za usługę, zgodnie ze stanem wiedzy
naukowej - jest radieszustem.
Czytając jakąkolwiek książkę lub artykuł, wydany przez radiestetów,
należy zawsze pamiętać, że nie ma miernika zjawisk i skutków
przypisywanych oddziaływaniu geopatycznemu, czyli żaden przyrząd
pomiarowy nie wykrywa „radiestezyjnego promieniowania” i „jego”
skutków. Radieszuści twierdzą, że tylko oni posiadają zdolność
to promieniowanie wykryć własnymi zmysłami.
Wnioski możemy opierać tylko na pomiarach, faktach i prawach
naukowych. Według obowiązujących zasad w fizyce klasycznej, efekty
doświadczeń, których wyniki nie są powtarzalne, nie mogą być wiarygodne.
Z tych więc względów radiestezyjne twierdzenia nie mają podstaw naukowych.
Cała radiestezja zbudowana jest na kilku filarach.
1. Istnienie w ziemi żył wodnych i ich promieniowanie.
2. Promieniowanie kształtu, przedmiotów czyli wszystkiego.
3. Wykrywanie anomalii, nawet chorób, metodą mentalną.
Zdecydowana większość radieszustów skupia się na żyłach wodnych
i ich szkodliwym promieniowaniu dla ludzi i przedmiotów oraz
ich neutralizacji. Wspólną cechą wszystkich filarów jest „promieniowanie
radiestezyjne”. Promieniowanie bliżej nieokreślone, którego nie
wykrywają przyrządy pomiarowe, a - jak twierdzą radieszuści - tylko oni
"to promieniowanie" są zdolni wykryć. Należy wyjaśnić, że radiestezyjne
promieniowanie jest umownym sformułowaniem, które tylko w ich gronie nie
wymaga dodatkowego wyjaśnienia. Jest to sformułowanie asekuracyjne,
ponieważ w tym pojęciu można zmieścić wszystko, co w danej chwili wymyślimy.
Jednak według radieszustów radiestezyjne promieniowanie niesie energię
szkodliwą dla człowieka i otoczenia, przenika warstwy ziemi, ściany
i stropy budynków.
Promieniowanie o tych cechach byłoby wykryte przez przyrządy
pomiarowe, nie może więc być nazwane „radiestezyjne”. Z punktu
naukowego jest obojętne, jakich użyjemy zakamuflowanych słów,
bowiem prawa dotyczące promieniowania, przez to się nie zmienią.
Przez wypowiedziane czy napisane słowa nie stworzy się
„radiestezyjnego promieniowania” z prawami nieznanymi nauce.
Dlatego rozpatrywanie „radiestezyjnego promieniowania” o innych prawach
byłoby nierozsądne. Będziemy analizowali radiestezyjne promieniowanie
według znanych praw naukowych. Radieszuści potrafili wmówić innym
tak absurdalne, że aż żenujące w swej niedorzeczności, teorie.
Nie mają podstaw naukowych ich rady a sukcesy i zdolności
wyolbrzymione. Inni tych cech nie mają, czyli automatycznie
podporządkowują ich sobie. Wszystko oczywiście dla zysku.
Obecnie jednak można udowodnić każdy szczegół tych teorii, że
nie jest zgodny z wiedzą przyrodniczą. Zacznijmy od podstawy
różdżkarstwa, czyli żył wodnych.


Czy w Ziemi są żyły wodne?

Jako fachowiec, mam pełne prawo zabrania głosu w sprawie istnienia
w ziemi żył wodnych. Ojciec mój przez ponad 45 lat produkował kręgi
betonowe i kopał studnie, a brat, mimo zdobytego wykształcenia, ze
względów finansowych, kontynuował ten zawód. Kopanie studni i
wiertnictwo wykonywane były przez dwa pokolenia, od powrotu mego ojca
z Francji około 1925 r, do śmierci brata w 1994 r. Do września 1939 roku
ojciec mój wykonywał dla Instytutu Geologicznego w Warszawie tzw.
szybiki, czyli kwadratowe studnie do głębokości około 20m.
Badania prowadził inż. Kobyłecki (imienia nie pamiętam). Po 1945 r
wznowiono te prace dla Instytutu Geologicznego w Krakowie.
Prowadziła je p. Kokoszyńska (jej imienia również nie
pamiętam). Ojciec był więc znanym i cenionym fachowcem.
Oceniam, że łącznie z bratem wykonali kilka tysięcy studni, przyjmując
średnio tylko jedną wykonaną studnię na tydzień. Pomagałem w tym ojcu
jako młody chłopak, później wprowadziłem nową technologię zagłębiania
w dno studni filtrów przy pomocy wibratorów. Byłem więc w centrum
problemów związanych z zakładem. Znam dobrze ukształtowanie warstw
wodonośnych i wszystkie problemy z tym związane w powiatach Piotrków
Tryb., Tomaszów Maz., Rawa Maz. i Opoczno.
Na podstawie wieloletnich doświadczeń mogę więc z całą
odpowiedzialnością stwierdzić: nie ma w ziemi opisywanych przez
radieszustów żył wodnych czy cieków wodnych. Są to twory zmyślone,
nie występujące w przyrodzie. Gdyby żyły wodne były, pierwszy
wykorzystywałbym je, a obecnie opisywał. Nie ma również „wejść do
źródeł wody”, bo i o takich tworach wyobraźni radieszustów czytałem
w ich książkach.
Radieszuści nanoszą na plany budynków, zamieszczane w ich książkach,
nawet pięć i osiem zaznaczeń domniemanych żył wodnych na powierzchni
jednorodzinnego budynku. Niektóre krzyżują się, dodając charakterystyczny
szczegół - "dziecko śpi na tym skrzyżowaniu! W podtekście - bardzo
niebezpieczne miejsce, tylko my możemy je wykryć.
Żyły wodne lub cieki wodne, wg radieszustów, to płynąca pod powierzchnią
ziemi woda. Szerokość cieku określają na 40 - 60 cm, szersze na 80 cm.
Płyną na głębokości kilku metrów. Cieki czyli żyły wodne, często się krzyżują.
Radieszuści twierdzą, że określają ich położenie, by na nich usytuować
studnie. Twierdzą, że są one wydajne w wodę. Jaka jest głębokość takiego
cieku? Radieszuści nie podają. Przypuszczam, że jeżeli studnia ma słup wody
w piachu 1 do 2 m. to głębokość cieku też powinna mieć 1 do 2 m. A jeżeli
zagłębimy w dno studni rurę perforowaną z siatką, w celu większego dopływu
wody, np. 3 m, długą, to głębokość "radiestezyjnego cieku" wzrasta do 5 m.
Na rysunkach, zamieszczanych w książkach, ciek wodny ma zaledwie 20 do 30 cm.
głębokości, a wynika to z proporcji szerokości do głębokości narysowanej żyły
wodnej, czyli niezgodnie z ich twierdzeniem. Jeżeli radieszust powie Wam,
szanowni Czytelnicy, że przez wasze mieszkanie na głębokości 7 m płynie ciek
wodny i on promieniuje, to płynąca woda musiałaby:

a) posiadać jakieś nieprzepuszczalne podłoże, które nie może być
płaskie, bowiem woda rozlałaby się na dużą powierzchnię, musi więc płynąć
jakimś korytem;
b) mieć jakiś spadek powierzchni, po której mogłaby płynąć, czyli
przeciskać się przez drobny piasek;
c) spadek tego koryta musi być dość duży, by woda płynęła w piachu.

Przyjmijmy tylko 10 cm na 1 mb., w poziomie, zauważymy wówczas, że w
odległości 70 m od Waszego mieszkania radiestezyjna żyła wodna wychodzi
już na powierzchnię ziemi. Musiałby ktoś stać w tym miejscu i bez przerwy
wlewać wiadrami wodę, by mogła płynąć, płynąć i płynąć. A gdzie jest miejsce,
do którego wlewa się woda?
Wody z opadów nie mamy dużo. Po padającym deszczu np. jedną godzinę,
w naszym ogródku ziemia nasiąknie tylko kilka cm. Większość wyparuje, część
pobiorą rośliny. Skąd radiestezyjna żyła wodna miałaby brać wodę?
A jeżeli, wg radieszustów, żyły wodne krzyżują się i jest ich tak dużo,
że pod powierzchnią domku jednorodzinnego płynie kilka, to kto w ziemi
wykonał te koryta i wlewa wodę, by mogła płynąć? Rradieszuści twierdzą,
że wyszukują "żyły wodne", by na nich budować studnie czyli, "radiestezyjne
żyły wodne" muszą być, wg ich sugestii wydajne w wodę.
Takich tworów w Ziemi nie ma. Są natomiast warstwy wodonośne, mające
wiele kilometrów długości i szerokości, czyli piaski z warstwami żwiru,
nasączone wodą, poprzedzielane poziomo iłami.
Ponieważ zasadą tej książki jest umożliwienie Czytelnikowi wyciągnięcie
własnych wniosków, proponuję zapoznanie się z budową płytkich warstw
geologicznych, w których znajdują się warstwy wodonośne.
Prawie całą powierzchnię Polski - i jej płytko położone warstwy -
kształtowały lodowce, które kilkakrotnie w ciągu ostatniego miliona lat
spychały z północy masy ziemi i skał. W okresach topnienia i cofania się
lodowców olbrzymie ilości wody przejmowały funkcje kształtowania terenu.
Iły wypełniały doliny, a żwiry i piaski, jako mniej podatne na
przemieszczanie, pozostawały wyżej i w korytach płynących rzek.
Tworzył się więc układ warstwowy. Jedynie na terenach górskich, na
skutek pękania skał i zjawisk krasowych w skałach wapiennych,
mogą istnieć podziemne cieki, zasilane wodą z opadów.
Są one jednak w większości znane, gdyż stanowią atrakcję turystyczną.
Te ogromne masy wody, z topniejących lodowców, utworzyły 10 000 lat temu
stały poziom na głębokości kilkunastu metrów. Z powodu istnienia warstw
nieprzepuszczalnych - iły, gliny, margle, ścisłe skały - utworzyły się
działy wodne, tzn. stały poziom wody znajduje się na różnych głębokościach.
W przybliżeniu od 10 do 25 m a w przypadku iłów sięgających głębiej,
po przewierceniu ich, woda wzniesie się, wyrównując poziom - stały poziom
wód gruntowych, czyli poziom hydrostatyczny.
Wierceniem lub kręgami betonowymi sięga się tego poziomu, i wkopując
poniżej jeden lub kilka kręgów, tworzymy ujęcie wody, mówiąc prościej - tak
powstaje studnia. Poniżej poziomu wód gruntowych nie mogą istnieć żadne
cieki wodne, ponieważ oprócz dążenia wody do wyrównania poziomu nie ma
mechanizmów powodujących przepływ wody, takich, jakie istnieją w prądach
morskich. Powyżej poziomu wód gruntowych też nie mogą istnieć żadne cieki
wodne, ponieważ woda z opadów (topniejący śnieg!) wsiąka grawitacyjnie
(pionowo), zasilając stały poziom wód gruntowych.
Różnica wydajności różnych studni spowodowana jest usytuowaniem dna
studni w różnych grubościach piasków warstwy wodonośnej. Warstwa wodonośna
rozciąga się na wiele kilometrów, a jej grubość waha się od kilkunastu
centymetrów do kilku i kilkunastu metrów. Cienkie warstwy wodonośne spotyka
się między warstwami iłu a skałą lub innego rodzaju iłami. Struktura
warstwy wodonośnej też jest zróżnicowana. Znajdują się w niej cienkie
warstwy żwiru grubości od około 20 - 30 cm do jednego metra i więcej.
W pozostałej części warstwy wodonośnej przeważają piaski. Bardzo
drobnoziarniste piaski w warstwie wodonośnej noszą nazwę kurzawki.
Dno studni wówczas jest niestabilne i podnosi się wraz z poborem wody.
Wymaga więc co kilka lat pogłębiania. Kurzawka w ziemi nie przemieszcza się.
Drobnoziarniste piaski, występują w zasadzie w dolnych partiach warstwy
wodonośnej i stopniowo przechodzą w białą glinkę, a następnie w ścisły ił.
W takim przypadku w płaszczu studni, nad warstwą kurzawki, ale pod poziomem
wody, montuje się siatki filtracyjne, znacznie poprawiające wydajność studni.
W przypadku natrafienia w warstwie wodonośnej, składającej się w
większości z piasku, na warstwę żwiru i pozostawienie dna studni w żwirze,
wydajność jest wówczas największa. Ale nie zawsze ta warstwa żwiru
przebiega poziomo. U sąsiada, np. z prawej strony, warstwa żwiru,
przebiegająca skośnie, wypadła nad poziomem wody i została
przekopana. Wówczas dno studni z konieczności pozostawiono w piasku.
Wydajność tej studni jest mniejsza. Natomiast u sąsiada z lewej strony
nie było możliwości kręgami betonowymi dokopania się do tej warstwy żwiru,
gdyż znajduje się głębiej i dno studni pozostawiono również w piasku.
Można jednak w dno tej studni zagłębić filtr 2-3 m i natrafić na tę warstwę
żwiru, co znacznie zwiększy wydajność studni. Po upowszechnieniu wykonywania
filtrów metodą wibrowania znacznie zwiększyliśmy wydajność wielu studni.
Jeżeli filtrem nie natrafiliśmy na grubszy piasek czy żwir, to zwiększając
powierzchnię dopływu wody, zwiększyliśmy znacznie wydajność.
Wniosek jest oczywisty. Wydajność studni, czyli dopływ wody, zależy od
grubości piasku lub żwiru w warstwie wodonośnej, a nie od domniemanych żył
wodnych. Woda w warstwie wodonośnej w zasadzie się nie przemieszcza.
Może się jeszcze zdarzyć, że skośnie przebiegająca warstwa iłu rozdzieli
warstwę wodonośną i połowa wsi będzie miała studnie płytkie, a połowa -
głębsze. Jest to tzw. dział wodny. Należy głębiej wyjaśnić zachowanie się
wody z opadów. Przesącza się ona przez czarnoziem, piasek i zatrzymywana
jest na warstwie iłu lub płytko pod powierzchnią na czerwonej glinie.
W żargonie studniarzy wody te nazywane są zaskórnymi. Występują od 2 do 5 m
pod powierzchnią i są często wykorzystywane w gospodarstwie. Jeżeli wsiąkająca
woda z opadów natrafi na skośnie przebiegającą warstwę gliny, sączy się po niej i
czasem wypływa na powierzchnię jako źródełko. Sączenie się wody deszczowej
nie ma nic wspólnego z radiestezyjną żyłą wodną. Według radieszustów
domniemane żyły wodne, czyli cieki wodne, są wąskie. Szerokość ich wynosi
około, 40 do 80 cm i są wydajne w wodę. Warstwy czerwonych glin ciągną
się kilometrami. Skośne warstwy glin nie występują często. Przesączalność
wierzchnich warstw jest bardzo mała. Zgodnie z wiedzą geologiczną wynosi
10 cm na dobę. Sączenie się wody po skośnej warstwie gliny jest więc
rzadkie i w małej skali. Z tego powodu źródełek nie ma dużo.
Skała też jest warstwą wodonośną, gdy znajduje się poniżej poziomu
wody gruntowej, ponieważ jest w niej dużo szczelin kilkumilimetrowych
oraz różnego rodzaju przesączalnych wkładek, a nawet piasku do 1 cm
grubości. Jest to całkowicie wystarczające, by uzyskać dobrą wydajność
studni. Woda w warstwie wodonośnej utrzymuje w zasadzie poziom.
Jednak, zasilana wodą z opadów, może okresowo nieznacznie go zmieniać,
a tym samym na małą skalę przemieszczać się. Popatrzmy na rysunek
warszawskiej niecki artezyjskiej, a zorientujemy się,
jak rozległe są warstwy wodonośne. I jeszcze cytat „ Woda
z opadów wsiąka w ziemię, dopóki nie natrafi na warstwę nieprzepuszczalną,
na której się zatrzymuje i tworzy poziom wodonośny. Na niżu, zasłanym
kilkakrotnie powtarzającymi się warstwami nieprzepuszczalnych
glin oraz przepuszczalnych piasków i żwirów, wody podziemne występują
często w kilku nad sobą występujących poziomach. Pod samą powierzchnią
występują wody zaskórne. Wartość ich praktycznie jest niewielka, zarówno
z powodu słabego dopływu jak i zanieczyszczenia".
Zestawiając tę geologiczną wiedzę z własnym doświadczeniem, mogę
stanowczo stwierdzić: różdżkarstwo, przynajmniej w poszukiwaniu wody,
jest oszustwem, ponieważ „żyły wodne” nie istnieją. Natomiast
powoływanie się na tzw. „promieniowanie radiestezyjne” tych żył jest
świadectwem nieznajomości elementarnych zasad fizyki. Twierdzenie
o szkodliwości tego promieniowania dowodzi, że podstawą tego oszustwa
jest chęć zysku, ponieważ tylko radiesteci „to promieniowanie” wykrywają
i tylko oni mogą mu zapobiec.

Rys.1 Radiestezyjne "żyły wodne i ich promieniowanie".

Dołączona grafika



To, co widzisz, Czytelniku, na zamieszczonym rysunku, przedstawiającym
"żyły wodne i ich promieniowanie", nie jest prawdą.

Promieniowanie to sprzeczne jest z zasadami fizyki. Radiestezyjne
promieniowanie przypomina wiązkę lasera. W przyrodzie nie ma takiego
promieniowania. Promieniujący przedmiot, np. rura neonowa, promieniuje
z każdego punktu we wszystkich kierunkach. Jeżeli radieszuści twierdzą,
że „ich” promieniowaniem rządzą inne prawa fizyki, to się ośmieszają.
Rozważaliśmy to już wcześniej. Wniosek - żyły wodne są zmyślone a
„promieniowanie” sprzeczne z zasadami fizyki.
W każdej książce, wydanej przez radieszustów, znajdziesz, Czytelniku,
nie charakterystykę tego promieniowania, bo przyrządy pomiarowe nie
wykrywają go, ale tylko opis. Radieszuści zwracają uwagę na wyjątkowo
silne oddziaływanie szkodliwe tych miejsc na powierzchni, pod którymi
występują w kilku poziomach cieki wodne, a zwłaszcza w przypadku
krzyżowania się ich. „Generalnie szkodliwe dla materii ożywionej.
Działa destrukcyjnie na materię nieożywioną”. To stwierdzenie powtarza
się wielokrotnie w książkach radiestezyjnych. Przyczyny takich sugestii
łatwo się domyślić. Zapłać, a wskażemy ci miejsce szkodliwe, zapłać,
a zabezpieczymy cię przed jego skutkami.
Zastanówmy się, dlaczego taki absurd, jak istnienie w ziemi żył
wodnych czy cieków wodnych, jest przyjmowany za fakt. A ile takich
zmyślonych, niczym nie popartych absurdów, jest uznawanych, za
prawdziwe? Na szczęście, o braku „żył wodnych, czy cieków wodnych”,
może nas poinformować każdy fachowiec studniarz, z wyjątkiem wiejskiego
samouka, który za wynagrodzenie „na piwo” wskaże „żyłę wodną”.
Potwierdzą to wykonujący wiertnictwo studzien oraz każda książka
z geologii lub z hydrologii. Oczywiście, książka nie będzie nas
przekonywała, że nie ma żył wodnych. Naukowcy nie opisują tego,
czego nie ma, ale opisują warstwy wodonośne, których charakterystyka
nie odpowiada „radiestezyjnej żyle wodnej”. Przeanalizuj, Czytelniku,
rysunek „warszawskiej niecki artezyjskiej” a dostrzeżesz różnicę
między radiestezyjną żyłą a warstwą wodonośną. Geologia i hydrologia
nie używają określenia „żyła wodna” lub „ciek wodny”, ponieważ nie
stwierdzają ich istnienia.
Gdyby autorzy książek radiestezyjnych obserwowali kopalnie
odkrywkowe, które są w każdej okolicy, zaobserwowaliby, że nie ma
w nich żadnych cieków wodnych, mimo że sięgają kilka lub kilkanaście
metrów w głąb ziemi oraz zajmują wiele hektarów powierzchni.
Głębsze kopalnie dokopują się do warstwy wodonośnej, eksploatując
złoże poniżej poziomu wody gruntowej, np. kopalnia Biała Góra w
Tomaszowie Maz. Czy możesz sobie wyobrazić, Czytelniku, wyrobisko
piasku głębokości kilkunastu metrów i sączącą się, lub wręcz cieknącą
ze ściany piasku wodę z przerwanej przez koparkę żyły wodnej? Woda
z opadów wsiąka w piasek i grawitacyjnie spływa do poziomu gruntowego.
Nie ma żadnych możliwości płynięcia w poziomie, dodatkowo jeszcze
w różnych poziomach, krzyżujących się. I jakby tych absurdów było mało,
to „żył wodnych” jest tak dużo, że na powierzchni jednorodzinnego
budynku „płynie” pięć, siedem a nawet osiem.
Również cegielnie, eksploatujące czerwone gliny, nie odkrywają
żadnych cieków we wnętrzu złoża. Kilkumetrowej grubości czerwone gliny
zostały sprasowane przez kilku kilometrową grubość lodowca, bez
możliwości płynięcia w nich „cieku wodnego”. Z pionowych ścian
wyrobiska też nie wypływają cieki wodne. Również szare iły są
sprasowane, bardzo drobnoziarniste, bez możliwości jakiegokolwiek
poziomego przepływu wody. Wszystkie rzeki w Polsce płyną dolinami.
Można obserwować wiele wąwozów prostopadłych do koryta rzek.
Powstały przez dopływy już nieistniejące. Tu również nie zauważamy,
by ze ścian wypływała woda w postaci cieków wodnych. Prawa fizyki,
jak choćby grawitacja, najlepiej obserwowana w piasku, uniemożliwiają
istnienie żył wodnych.
Również nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości zachowanie
kurzawki, którą często obwinia się o niczym nieuzasadnione ruchy.
Kurzawka, czyli drobnoziarnisty piasek poniżej poziomu wody, nie
przemieszcza się. Jest w ziemi tak samo stabilna, jak żwir i piasek.
W przypadku dokopania się kręgami betonowymi do kurzawki, nie skręca
ich i nie przemieszcza. Obiegowych opinii nie potwierdza praktyka.
Obserwacja szaty roślinnej nie jest wskazówką istnienia żyły
wodnej. Jeżeli na głębokości metra lub większej rozpoczyna się warstwa
czerwonej gliny i posiada naturalne wgłębienie, w miejscu tym będzie
gromadziła się woda z opadów i szata roślinna będzie bogatsza.
Nie należy jednak w tym miejscu kopać studni z kilku przyczyn:
ilość sączącej się wody nie jest wystarczająca i w okresie suszy
może jej nie być. Utrudnia ona wykonanie studni z wodą gruntową
i po wykonaniu, zwłaszcza wiosną, będzie sączyć się po kręgach
i zanieczyszczać ją. Dodatkowo woda powierzchniowa jest
zanieczyszczona bakteriami. Stare płytkie studnie na wodę
powierzchniową (zaskórną) są wydajniejsze, ponieważ napływająca
woda niesie z sobą bardzo drobny piasek (muł) i po wielokrotnym
czyszczeniu, czyli wybieraniu go, powiększają się kanaliki
wyżłobione w glinie, zwiększając dopływ. Nie jest więc prawdą,
że stare studnie były usytuowane na żyłach wodnych.
Wiele razy kopaliśmy studnie w miejscu całkowicie nieodpowiednim,
w stosunku do zabudowy, jeśli gospodarz nie dał się przekonać, że
różdżkarstwo jest oszustwem. Gospodarz, ufając radieszustowi,
często stwierdzał - „bo różdżkarz powiedział, że tam jest ciek wodny".
Oczywiście, zawsze poziom wody był na spodziewanej przez nas głębokości.
Doskonale wiedzieliśmy, na jakim poziomie w danej okolicy jest warstwa
wodonośna.
Pamiętam studnię kopaną przez brata w dużym sadzie, pół metra o granicy
sąsiada. Właściciel sadu nie dał się przekonać, że nie jest to miejsce dla
niego odpowiednie. Również dla brata kopanie głębokiej studni przy płocie
było dużym utrudnieniem. Ale właściciel polegał na różdżkarzu, który
określił żyłę wodną na głębokości ośmiu metrów. Studnia miała ponad
dwadzieścia metrów. Znając teren, dobrze wiedzieliśmy, że taka będzie
jej głębokość. Po zakończeniu budowy powiedział: „po co mi ta studnia na
skraju mojego sadu? Tyle rur i wykopu muszę włożyć więcej". Zrozumiał,
że jeżeli warstwa piasku ciągnie się np. 10 km, to zawsze poziom wody
będzie jednakowy, a głębokość studni zależy wyłącznie od ukształtowania
powierzchni. Istnienie jakichkolwiek żył wodnych, usytuowanych powyżej
poziomu hydrostatycznego, nie może być brane pod uwagę. Ten radiestezyjny
pomnik absurdu długo jeszcze będzie o tym świadczył. Oczywiście,
zacietrzewiony radieszust powiedziałby: "ja zrobiłbym to lepiej". Nie
zrobiłby lepiej, bo szukałby cieku wodnego, którego nie ma. Na terenach
równinnych każde miejsce na kopanie studni jest trafne, bo woda utrzymuje
w ziemi poziom do miejsca, w którym natrafi na warstwę iłu, mogącą
rozdzielić warstwę wodonośną.
W kwestii żył wodnych wyjaśniłem to, co da się udowodnić, czyli
- „obiegowe opinie” nie są prawdziwe. Jednak brak „sygnału radiestezyjnego”
można udowodnić jedynie prawami fizyki. Z naukowego punktu widzenia,
nie istnieje żaden sygnał radiestezyjny. Jeżeli jednak radieszust twierdzi,
„ja odbieram sygnał radiestezyjny”, więc jak udowodnić, że „sygnał” ten
istnieje tylko w jego wyobraźni jako autosugestia i jest cechą osoby,
a nie przyrody? Udowodnienie jego realności przejmuje radieszust.
Twierdzenie, „ja go odbieram” nie jest dowodem. Bez możliwości udowodnienia
pozostanie jako istniejący w wyobraźni. Wielu ludzi ma subiektywne odczucia,
nie tylko radiesteci.
Z zasady ludzie są łatwowierni, wierzą nie tylko radieszustom, ale
przyjmują słowa innych „ na wiarę” nie analizują zgodności z zasadami
naukowymi. Wierzą oszustom i są przez nich oszukiwani. Żyły wodne są
tego najlepszym dowodem. Nie istnieją, a wielu przyjmuje ich istnienie
za fakt. W kwestii istnienia żył wodnych nie ma miejsca na interpreację.
To nie są twory paranormalne. Nie można interpretować w stylu "no tak,
ale"...... Gdyby istniały, byłyby tworami materialnymi łatwymi do
udowodnienia. Albo "to coś materialne jest", albo "tego" nie ma. Innej
możliwości też nie ma.
Zauważ Czytelniku, że warstwa nasączona wodą, czyli piaski
oligoceńskie, ciągnie się około 250 km., od Międzyrzecza - aż prawie do
Łowicza. Porównaj to z radiestezyjnymi żyłami wodnymi, których na
powierzchni domku jednorodzinnego "płynie" pięć a nawet osiem.

Rys 2. Warszawska niecka artezyjska wg. Lewińskiego
Rysunek na podstawie książki Środowisko geograficzne Polski
J. Kostrowicki.


Dołączona grafika


Radiestezyjne promieniowanie

Przed przystąpieniem do analizowania „radiestezyjnego
promieniowania” zapoznajmy się z jego charakterystycznymi cechami,
podawanymi przez radiestetów w wydanych książkach.
Promieniowanie radiestezyjne:
a) niesie energię szkodliwą dla żywych organizmów i wpływa
destrukcyjnie na materię nieożywioną;
b) charakteryzuje je częstotliwość;
c) może być pochłaniane, odbijane, wchodzić w interferencję z inną falą;
d) nie jest wykrywalne przez przyrządy pomiarowe;
e) wykrywają tylko radiesteci;
f) brak źródła energii wysyłającej to promieniowanie;
g) przenika kilkudziesięcio metrową warstwę ziemi;
h) zatrzymywane jest przez słomę owsianą, muszelki, szkieletki piramidek,
konstrukcje z olejem silnikowym i wymyślone przez radieszustów ekrany.
Byłoby to promieniowanie o kilku nawzajem wykluczających się cechach.
Takiego promieniowanie nie ma!
Autor książki (Radiestezja stosowana) usiłuje podać źródło energii dla radiestezyjnego
promieniowania, posuwa się więc do błędnego uogólnienia niektórych zjawisk
z „mikroświata” i tworzy „fale promieniowania materii”.
To, że z doświadczeń Broglie’a wynika, iż materialne cząstki mikroświata
- w pewnych warunkach - wykazują właściwości fal, nie znaczy,
że istnieją „fale promieniowania materii”!
Prawa mechaniki kwantowej nie mają zastosowania w „naszym” świecie
i zjawiska zachodzące w mikroświecie, również nie można uogólniać
na nasz świat.
Fale promieniowania materii stworzył autor książki dla potrzeb
radiestezji. Nie znający dobrze zagadnienia, zarzucony naukowymi
określeniami, jest skłonny je przyjąć. Brak podstaw naukowych, do
dalszej podbudowy swej teorii zmusza autora do zmyślania zjawisk
nie występujących w przyrodzie. Celem moim jest wskazanie Czytelnikowi
również tych miejsc.
W książce tej czytamy: „z każdą masą m. jest związana energia E.
zgodnie z równaniem Einsteina E=mc2 ”. Słowo „związana” jest użyte
niefortunnie - źle. „Związanie” rozumiemy jako połączenie minimum dwu
elementów. W tym przypadku nie mamy dwóch elementów, jest tylko jeden:
albo materia, albo z tej materii energia.
Zgodnie z obecną wiedzą powinno być: każdą materię (masę) m możemy
zamienić na energię E zgodnie z równaniem Einsteina E=mc2 .
Rozumiejąc w przenośni "związanie" jako możliwość wytworzenia z materii
energii, można to jeszcze zaakceptować. Jednak wniosek, wyciągnięty
z tego „związania” oraz z doświadczeń Broglie’a, jest błędny. Brzmi on:
"każdy materiał i materia posiadają indywidualne, ściśle określone,
charakteryzujące je fale promieniowania. Fale charakteryzuje częstotliwość
drgań", a z dalszej treści książki wynika że - również energia.
Jest to pierwsze, niezgodne z prawami fizyki, proponowane przez autora,
„radiestezyjne promieniowanie”. Drugie - cytuję niżej.
"Opierając się na (tej) teorii promieniowania pierwiastków, możemy
się zastanowić, czy właśnie promieniotwórczość nie jest tym oddziaływaniem,
które odbiera swym organizmem radiesteta”.
Przypomnę: promieniowanie pierwiastków - przytoczone przez autora
- wykrywa wiele przyrządów, np. licznik Geigera-Mullera a "radiestezyjne
promieniowanie” - nie. Więc nie warto się zastanawiać, bowiem nie jest tym
promieniowaniem.
Dalej autor pisze: "Promieniowanie pierwiastków charakterystyczne dla
danej substancji” ..... Pierwsza część tego zdania jest prawdziwa,
- rozumiemy, że dotyczy pierwiastków promieniotwórczych w określonej
„substancji”. Druga natomiast, nie jest prawdziwa - „charakterystyczne dla
danej substancji” ..... dotyczy bowiem każdej „substancji”- również
niepromieniotwórczej. Następnie czytamy: „emitowane jest w całą nieskończoną
przestrzeń". Dodam tylko że: promieniowanie rozchodzi się równomiernie
w całą nieskończoną przestrzeń.
"Kiedy radiesteta stoi nad miejscem zawierającym skupisko kruszcu lub
minerału (złota czy srebra) zintensyfikowane promieniowanie........" -
przerywam myśl autora, by wyjaśnić, że nie ma w ziemi mechanizmu
powodującego "zintensyfikowanie" promieniowania, podobnego do działania
soczewki skupiającej światło. Wracamy do cytatu autora: ".....tego
pierwiastka powoduje powstawanie rezonansowych drgań cząstek złota czy
srebra obecnych w organizmie radiestety". Nie stwierdzono takiego zjawiska!
Dodatkowo - promieniowanie ze śladowych ilości pierwiastków
promieniotwórczych na głębokości np. 15 m nie wydostanie się na
powierzchnię, zamieni się w ciepło. Nie spowoduje również promieniowania
złota i srebra.
Dalej autor pisze: "Daje to impuls do powstania specyficznego prądu
........i włókna mięśniowe spowodują w końcu poruszenie wahadełka".
Nasuwa się pytanie: czy różdżki też? - przecież działają tu inne mięśnie.
Twierdzenie również bezpodstawne.
Następny cytat: "Umiejętność dostrojenia się radiestety do tej
indywidualnej fali promieniowania materii, decyduje o powodzeniu badań”.
Nauka nie stwierdza istnienia "indywidualnej fali promieniowania
materii”. I dalej: "każda forma materii ożywionej - człowiek, zwierzęta,
związki biologicznie czynne - ma także swoją indywidualną falę o ściśle
określonej częstotliwości". To również nie ma podstaw naukowych, więc nie
może być prawdziwe i oczywiście prawdą nie jest.
Pozostańmy jeszcze przy tych rozważaniach, by lepiej zrozumieć to
podstawowe dla radiestezji poszukiwanie, za wszelką cenę, jakiegoś źródła
energii dla ich promieniowania.
Autorzy książek radiestezyjnych wiedzą, że bez źródła energii nie ma
promieniowania. Mimo to tworzą promieniowanie kształtu, wiedząc, że
abstrakcyjne pojęcia nie są materialne i nie mogą promieniować,
czyli mówiąc obrazowo - "wyrzucać" z siebie materii.
Wg Einsteina materia zamienia się w energię, czyli albo istnieje materia,
albo z tej materii energia. Nigdy nie występują razem jako "związane".
Znane powszechnie jako "masa m jest równoważna energii E". Nie mam
wątpliwości, że autor doskonale zna zagadnienie równoważności, masy
i energii. Nie wiem jednak, dlaczego to zagadnienie przedstawił sprzecznie
z wiedzą naukową. Nawet bezpodstawne „związanie” masy z energią nie daje
możliwości tworzenia promieniowania kształtu, indywidualnej fali
promieniowania materiału i materii, każdej formy materii ożywionej,
zintensyfikowanego promieniowania pierwiastków promieniotwórczych na
powierzchni Ziemi, powodującego powstawanie rezonansowych drgań cząstek
złota czy srebra obecnych w organizmie radiestety i promieniowania
nie istniejących żył wodnych.
Rzecz przedstawia się tak. Są w ziemi i w powietrzu pierwiastki
promieniotwórcze i izotopy. Ich rozpad uwalnia energię kosztem masy
wg wzoru Einsteina, czyli materia wagowo maleje. Ubytek masy, węższe
określenie - wagi, zamienia się w energię.
Dodatkowo warto zapamiętać, że ten proces uwalniania energii
występuje tylko na Słońcu, w promieniotwórczym rozpadzie, w elektrowniach
atomowych i w czasie wybuchów nuklearnych.
W drewnie, w rudzie żelaza lub w ropie naftowej znajdują się śladowe
ilości pierwiastków promieniotwórczych i izotopów. One oczywiście
promieniują, ale oddzielmy promieniowanie izotopów od promieniowania
przedmiotów. Promieniowanie izotopów jest, a promieniowania przedmiotów,
kształtów, czyli wszystkiego, nie ma, ponieważ ani przedmiot, ani
kształt nie wytwarzają energii. Każde promieniowanie, nawet najsłabsze,
i każdy nośnik informacji nie może obejść się bez energii.
Najważniejszym, decydującym czynnikiem o słuszności istnienia
promieniowania, jakiegoś oddziaływania na osoby
lub przedmioty, jest źródło energii tego oddziaływania o intensywności
(mocy) minimum równej wywołanym skutkom (prawo zachowania energii.)
Bez możliwości zasilania energią nie może istnieć jakiekolwiek
promieniowanie i jakikolwiek jego skutek.
Następnym, całkowicie błędnym twierdzeniem radieszustów, jest
utrzymywanie, że „ich" promieniowanie przenika kilkunastometrową
warstwę ziemi, ściany i stropy budynków, na dodatek szkodzi ludziom
i przedmiotom. Ogromną energią byłoby takie promieniowanie. Niestety,
nie ma źródła tej energii i dodatkowo - nie można go wykryć.
Taka warstwa ziemi i betonu zabezpieczyłaby człowieka nawet przed
skutkami wybuchu bomby atomowej, a według radiestetów nie chroni ona
przed „promieniowaniem radiestezyjnym”. Natomiast według autorów
książek radiestezyjnych „promieniowanie to" zatrzymuje np. słoma owsiana.
Z braku źródła tej radiestezyjnej szkodliwej energii i z braku
możliwości jej wykrycia nie może ona być poważnie traktowana.
Nie ma podstaw, by „indywidualne fale promieniowania materii
i materiału" uznać za istniejące w przyrodzie. Mogą „istnieć"
jedynie w psychice uznających je za fakt jako sugestia i autosugestia.

„Promieniowanie” spirali. Spirala może być wykonana z drutu
miedzianego lub mosiężnego o średnicy kilku mm - twierdzą radieszuści.
Ich zdaniem spirala prawoskrętna promieniuje w sposób pozytywny dla
człowieka, a spirala lewoskrętna w sposób negatywny.

Rys. 3

Dołączona grafikaDołączona grafika


Oczywiście, nie jest to prawdą. Zauważ, Czytelniku, że nie ma spirali
prawoskrętnej i lewoskrętnej. Spirala jest jedna. Spirala prawoskrętna
staje się lewoskrętna w zależności od tego z której strony na nią patrzymy.
Nawet autorzy książek radiestezyjnych powtarzają przyjęte zasady od uznanych
w ich światku autorytetów, bez analizowania czy prawdziwe. W książkach ich
znajdują się dwie obok siebie spirale - "prawoskrętna" i "lewoskrętna".
Jest oczywiste, że skrętność rozważamy zawsze z ustalonego końca drutu.
Zmiana końcówki drutu powoduje zmianę skrętności. O tym, że nie ma spirali
prawoskrętnej i lewoskrętnej dodatkowo jeszcze możemy przekonać się,
nawijając dwa kawałki drutu na ołówek. Jeden nawińmy w prawo, drugi w lewo
a następnie rozszerzmy, by utworzyć spiralę płaską, jak na rysunku. Nie
poznamy, którą spiralę nawijaliśmy w prawo, a którą w lewo. Obie będą
jednakowe.
Dlaczego więc gwint jest prawy i lewy? Nawińmy płaską spiralę jak na
rysunku. Nie będzie ani prawa, ani lewa, to już wiemy. Trzymając w rękach,
obracajmy tak, jak byśmy wkręcali śrubę. Odwróćmy spiralę i również wkręcajmy.
Raz się stanie śrubą lewoskrętną a po odwróceniu - prawoskrętną. Jest to
oczywiste, skoro prawo - i lewoskrętność zależy, od której strony patrzymy
i który koniec drutu uznajemy za początek spirali.
Śruby są prawoskrętne i lewoskrętne, a to dlatego, że zmieniając
płaszczyznę, zmieniamy również koniec spirali. Ta podwójna zmiana tworzy
punkt wyjściowy (prawo - lewo, lewo - prawo) czyli pozostaje kierunek
wykonania gwintu. Określona skrętność muszli spowodowana jest brakiem
możliwości obserwacji z drugiej strony.
Jeżeli to, Czytelniku, sprawdzisz, postąpisz tak jak Galileusz.
Przekonasz się, że obiegowe opinie nie zawsze są słuszne. Nabierzesz
podejrzeń do innych utrwalonych "prawd" radiestezyjnych i przekonasz się,
że jeszcze wiele razy będziesz musiał swoje zdanie zmienić.
Ustaliliśmy, że nie ma spiral prawoskrętnych i lewoskrętnych a
prawoskrętność i lewoskrętność zależy tylko od punktu obserwacji. Skoro
spirala jest jedna, więc może promieniuje w jedną stronę pozytywnie,
a w drugą negatywnie - podpowiadam radieszustom. Zawsze można wybrnąć
z sytuacji i stworzyć nową teorię.

Autorzy, w książkach radiestezyjnych,
nie podają parametrów pozytywnego promieniowania „prawoskrętnej” i
negatywnego „lewoskrętnej” spirali, więc i w takim przypadku, dla wygody,
można byłoby te cechy pominąć. Promieniowanie elektromagnetyczne cechuje
tylko długość fali i amplituda. Promieniowanie jest szerokim pojęciem.
Używanie słowa „promieniowanie”, bez przymiotnika o jakim promieniowaniu
mówimy, jest niesensowne. Radieszuści i bioszuści nie precyzują tego
pojęcia, wyrażają więc pseudonaukowy bełkot. Przymiotniki „pozytywne”
i „negatywne” nie precyzują istoty promieniowania.
Analizujmy jednak dalej, wg standardu radieszustów. Czy promieniuje
drut, czy spirala.? Jeżeli prosty drut nie promieniuje, to dlaczego ma
promieniować zwinięty? Kształt, czyli spirala, to pojęcie. A według
radieszustów pojęcia, które są niematerialne - promieniują, czyli
wyrzucają w przestrzeń materię, ponieważ promieniowanie to materia,
tylko w innej formie. Jest to oczywisty absurd, a na dodatek
promieniowanie to jest szkodliwe dla zdrowia.
Kształt jest związany z każdym przedmiotem i człowiekiem, jak np.
uroda z kobietą. Czy uroda też promieniuje? Jest kształtem. A może
brzydsza kobieta promieniuje jak spirala lewoskrętna? Przecież od
kształtu, wg radieszustów zależy pozytywne i negatywne promieniowanie.
Przypuszczalnie tak, bo mężczyźni wolą te ładne.
Jeżeli radiestezyjne promieniowanie jest tak silne, że przenika
warstwy ziemi i betonowe stropy, to musi być ogromną energią.
Przyrządy pomiarowe wykrywają najmniejszą cząstkę energii, czyli kwant.
Dlaczego nie można „tej" energii wykryć przyrządami pomiarowymi?
Dlatego, że ona nie istnieje w przyrodzie, a jedynie tylko w psychice
ludzi uznających to za prawdę. Ale o tym w innym rozdziale.
Promieniowanie kształtu rozciągają radieszuści na promieniowanie
wszystkich przedmiotów. Nie tylko promieniują żyły wodne, których nie ma.
Promieniują uskoki, rowy, nawet pustki w ziemi. Pustek w ziemi też nie ma.
W skałach są oczywiście groty, ale nie słyszałem, by radieszust odkrył
jakąś grotę. Nie odkryte groty na pewno są, ale radieszuści wykrywają
żyły wodne, których w ziemi nie ma.
Radieszuści chwytają się najróżniejszych sposobów, by podbudować
radiestezję prawami fizyki. Czasem twierdzą, że to oni promieniują,
a potem odbierają odbite promieniowanie tak, jak radar i nietoperze.
Czasem źródła energii szukają w ziemi, np. w izotopach i pierwiastkach
promieniotwórczych, w falach akustycznych, występujących w ziemi i
promieniowaniu cieplnym. Wielu radieszustów odwołuje się do promieniowania
kosmicznego, które odbija się w głębi ziemi od wody, minerałów,
przedmiotów, uskoków, a potem oni odbierają tę odbitą falę. Wielu twierdzi,
że to bliżej niezidentyfikowane promieniowanie, którego przyrządy
nie wykrywają, a wykrywają tylko oni. Oczywiście te twierdzenia nie
mają podstaw naukowych.
Po co szukać przeróżnych możliwości źródeł energii dla „ich”
promieniowania, skoro czołowy polski radiesteta stworzył na użytek
radieszustów "indywidualne fale promieniowania materii” z takimi cechami,
jak częstotliwość i energia? Najwyraźniej nie traktują tych wywodów
poważnie i szukają innych, bardziej "wiarygodnych" podstaw.
Dokładną analizę, głoszonych przez radieszustów teorii,
przeprowadzili dwaj naukowcy, a wyniki opublikowali w miesięczniku
„Wiedza i Życie” (1997), nr. 2, s. 34, art. „Radiestezja a nauka”.
Autorami artykułu są: dr Przemysław Kiszkowski Instytut Fizyki
Uniwersytetu Poznaniu, oraz prof. dr hab. Henryk Szydłowski z tego
samego instytutu
Przytoczę kilka ich opinii: „ Radiesteci w swej literaturze podają
wiele hipotez, które mają tłumaczyć mechanizm reakcji radiestety.
Tylko kilka z nich nie pozostaje w jawnej sprzeczności z wiedzą
przyrodniczą. Branie pod uwagę fal nie znanych fizyce jest nie do
przyjęcia. Dotyczy to również wspomnianych przez radiestetów fal
grawitacyjnych, które są generowane w kosmosie, lecz są bardzo słabe
i dlatego dotąd ich nie wykryto". „Wśród fal elektromagnetycznych
jedynym możliwym nośnikiem informacji radiestezyjnej mogłyby być bardzo
długie fale elektromagnetyczne, słabo tłumione prze ziemię".
„Sytuację komplikuje fakt, że w naszej epoce fale elektromagnetyczne,
wytwarzane przez nadajniki radiowe, sieć energetyczną są wszechobecne.
Otaczające nas pole elektryczne ma widmo ciągłe w przedziale
częstotliwości od l do 50 Hz , a w prze-dziale 50 do 1000 dominują
składowe harmoniczne sieci. Natężenie zmienia się o rzędy wielkości,
w zależności od środowiska wieś-miasto”. "Zasadą jest, że sygnał słabszy
od zakłócającego nie może być odebrany. W tym przypadku sygnał
radiestezyjny byłby słabszy o całe rzędy wielkości (tysiące i
dziesiątki tysięcy) od przemysłowego. Uzyskane przez nas wyniki
wykluczają, naszym zdaniem, zarówno istnienie "żył wodnych"
w formie, którą przypisują jej radiesteci, jak i związane z nimi
promieniowanie, oraz możliwości jego detekcji. Domniemane prawa
radiestezji są sprzeczne z prawami fizyki.
Pozwolę sobie na przytoczenie jeszcze dwóch ich stwierdzeń.
"Zastraszenie czytelnika informacjami o ujemnym wpływie zdrowotnym
promieniowania, przed którym tylko oni mogą go uchroni
, nie należy
do rzadkości." Najważniejsze zdanie autorów artykułu. „Trzeba niestety
powiedzieć, że możliwość czerpania poważnych zysków z ludzkiej
naiwności i dążenie do ratowania zdrowia i życia za wszelką cenę, miały
i mają istotny wpływ na popularność radiestezji." Czego naukowcy
spodziewają się po ogłoszeniu tego artykułu? Oto ich słowa: „Mamy
nadzieję, że nasz artykuł zainspiruje wielu Czytelników do bardziej
krytycznego spojrzenia także na inne, ostatnio modne, koncepcje
paranaukowe". Czy wydana kilka lata temu książka dr Przemysława
Kiszkowskiego a coś zmieniła? Niestety nie. Oszustwo ma się dobrze
w wielu dziedzinach. Radieszuści wydają znacznie więcej książek
i czasopism, trafiają do znacznie szerszej publiczności niż
publikacje popularnonaukowe.

Środki ochrony przed „radiestezyjnym promieniowaniem”

Warto przeczytać ten rozdział dla orientacji, jak nielogiczne,
absurdalne, pozbawione nawet pozoru prawdy, brednie przyjmowane są
bezkrytycznie i jeszcze wielu za nie płaci.
Podstawą „działania" odpromienników jest zjawisko promieniowania
kształtu, które jest "wykorzystywane" do neutralizacji promieniowania
geopatycznego, czytaj - radiestezyjnego. Są to krążki, płytki miedziane,
trójkąty lub inne elementy płaskie o wymiarze do 15 cm. Malutkie modele,
lub same szkielety piramidek, omówione wcześniej spirale, pierścienie
miedziane o śr. około lO cm z przerwą kilkumilimetrową. Radieszuści
zalecają, by elementy układać wzdłuż cieku wodnego, co l m lub w dwóch
końcach pokoju, a modele brył geometrycznych ustawiać w rogach pokoju,
natomiast pierścienie miedziane - przy ścianach.
Można z książek radiestezyjnych jeszcze długo przytaczać
najwymyślniejsze „odpromienniki" odchylające „to" szkodliwe promieniowanie
nie istniejących w przyrodzie, żył wodnych.
Odpromienniki absorpcyjne należą do drugiej grupy radiestezyjnego
arsenału środków w walce ze „szkodliwym” promieniowaniem. Jak sama nazwa
wskazuje, mają pochłaniać promieniowanie radiestezyjne. Są to: guma,
szyba, blachy i płyty miedziane oraz, oczywiście, ekrany znajdujące się
w sprzedaży. Co zalecają radieszuści?
„Stosowanie odpromienników pochłaniających wymaga ciągłego, stałego
dozoru doświadczonego radieszusta.....". Jest to oczywiste, wmówić
zagrożenie i czerpać z tego zysk, dodatkowo bez żadnej odpowiedzialności,
ponieważ nikt nie udowodni, czy „ekran" działa, czy nie, bo nie ma
obiektywnego miernika, za pomocą którego stwierdzilibyśmy: było „tyle",
a obecnie jest mniej, więc się zmniejszyło - jest bezpieczniej.
Następna grupa to odpromienniki interferencyjne. Są najczęściej
dość złożonymi urządzeniami i bywają chronione patentami. Są to różne
konstrukcje metalowe oraz metaloszklane. Nawet wypełnione olejem
silnikowym. Ponieważ od jakości i czystości oleju zależy pochłanianie,
autor zaleca nie stosować oleju regenerowanego, a tylko selektol!
To nie żart z mojej strony, takie jest zalecenie autora. Różne są
sposoby ustawienia odpromienników i zalecają: „powinien to robić
doświadczony radieszust" Oczywiście zalecenie dla zysku.
Naturalizatory neutralne zalecane przez radieszustów. Dobrym,
i jednocześnie prostym sposobem neutralizacji promieniowania, twierdzą
radieszuści jest słoma owsiana, jęczmienna, żytnia i pszenna, oraz
świeże gałązki brzozy, jesionu, czeremchy, pestki brzoskwini, moreli,
łupiny orzecha włoskiego, czosnek, chrzan, łupiny jaj, kasztany, muszle
powinno się ustawiać spiralnym ostrym zakończeniem w kierunku ściany.
Skutecznym środkiem jest 20-to cm warstwa gliny ułożona i ubita
w piwnicy. Czy autor zapomniał, że to „radiestezyjne" promieniowanie
przeszło kilkumetrową warstwę gliny, nim wydostało się na powierzchnię?
Czy tak przenikliwe promieniowanie, które przeszło kilkunastometrową
warstwę ziemi, zatrzyma słoma owsiana, kasztan, skorupki jaj i wcześniej
wymienione krążki, płytki, szkielety piramidek, guma, szyba, konstrukcje
metaloszklane z olejem silnikowym (warunek nie regenerowanym)? Zauważ,
Czytelniku, że radieszuści próbują podbudowywać radiestezję prawami
naukowymi, podczas gdy w praktyce wcale się z prawami fizyki nie liczą.
W świetle nauki absurdalność pomysłów jest oczywista. Nie ma
promieniowania znanego nauce o „takich", czyli radiestezyjnych cechach
i nie ma żadnych naukowych podstaw, by zalecenia radieszustów uznać
za wiarygodne.
Oto inne sprzeczności w teoriach radieszustów. Twierdzą, że mają
zdolność odbierania promieniowania. Różdżka czy wahadełko jest ich
wskaźnikiem, czyli detektorem jest radieszust. Tymczasem, niemal
w każdej książce, wydanej przez radieszustów, można przeczytać o
warunkach pracy i przechowywaniu wahadełka. Jeśli radieszust odbiera
„to" promieniowanie, logiczne jest, że wahadełko nie ma tu żadnego
wpływu, jest tylko wskaźnikiem, ponieważ jego ruchy są zależne od
ruchów ręki radieszusta.
Wahadełko na statywie nie wykona żadnego ruchu. To ruch ręki
radieszusta wprowadza wahadełko w ruch, przyznają radieszuści. Więc
obojętne jest, jaki ciężarek zawiesimy na nitce, rozumiemy,
że niezbyt ciężki. Tymczasem wahadełko powinno być rozgrzane,
nie w przenośni, ale dosłownie, „.......bo zimne nie spisuje się
dobrze", „ a najlepiej by je nosić przy sobie". Co za różnica,
czy ciężarek ma 5° czy 20°C. jeżeli ręka radieszusta wprowadza go
w ruch. Każde wahadełko, bez względu na to, z jakiego materiału
jest wykonane, powinno być przechowywane bez dostępu światła
dziennego lub słońca - zalecają radieszuści. Po co? Przecież to
radieszust odbiera promieniowanie, a nie wahadełko. Dlaczego
mosiężnemu ciężarkowi przeszkadza światło? Przecież ręka
radieszusta kieruje jego ruchem. Według radieszustów wahadełko
powinno być przechowywane w pojemniku, najlepiej z naturalnego
materiału - drewna, skóry, sukna i bez kontaktu z innym wahadełkiem.
Zalecają, aby nie oddawać wahadełka innym osobom. Jeżeli ktoś inny trzymał je,
należy wahadełko oczyścić z obcego promieniowania strumieniem wody.
Ręka człowieka nie promieniuje nic, oprócz ciepła, czyli
promieniowania podczerwonego. Czy ciepło szkodzi wahadełku?
Przecież, jak twierdzą, ma być rozgrzane, „bo zimne nie
spisuje się dobrze". Ciepło jest jedno. Z jakiego "obcego"
promieniowania ma oczyszczać woda?
Istnieją, dziesiątki typów wahadełek.. Każde o „innych”
cechach i przeznaczeniu. Np. wahadełko typu „karnak" w rękach
niedoświadczonego radieszusta „może być nawet groźne dla jego
zdrowia". Oczywiście przestroga jest po to, by początkujący
poszedł na kurs i zapłacił.
Również „wahadełko wprawione w ruch, bez określonego celu,
emituje groźne dla życia promieniowanie." Oczywisty absurd.
Skąd materiał, z którego wykonano wahadełko, np. mosiądz, aluminium,
czy drewno bierze energię? Jeżeli energia pochodziłaby z ruchu
wahadełka, znaczyłoby to, że każdy ruch wytwarza „szkodliwe
promieniowanie", co byłoby następnym absurdem.
Cały dział jest tak absurdalny i sprzeczny z podstawowymi
prawami fizyki i z wiedzą przyrodniczą, że trudno zmusić się do
czytania. Dodatkowo brak konsekwencji. Raz „ich" promieniowanie
jest normalnym, znanym nauce, innym razem jakimś bliżej
nieokreślonym, rodem z science fiction. Wahadełko stało się
przedmiotem radiestezyjnego wróżenia.

Dlatego nie widzę potrzeby dalszego analizowania absurdów.
Zachęcam do prostego eksperymentu z wahadełkiem. Siedząc opieramy rękę na
stole. W palcach trzymamy jakiekolwiek wahadełko. Po kilkunastu sekundach
wahadełko rozpocznie pierwsze ruchy. Amplituda może osiągnąć nawet 1O cm.
W stawie łokciowym tętnica dostarcza energii i dłoń wykonuje rytmiczne
drgania, przenoszone na wahadełko. Amplituda wzrasta, przy
odpowiedniej długości wahadełka, drgania mogą być zsynchronizowane.
Serce nasze dostarcza rytmicznych skurczów, które są przenoszone na
całe ciało. Nasza pozycja - stojąca, siedząca, w marszu itp. - powoduje,
że rytmiczne skurcze nakładane są na przypadkowe drgania i wychylenia
naszego ciała, co powoduje chaotyczność, ale na skutek rytmiczności
ustala się kierunek wahnięć. Statystycznie jednak jest on całkowicie
przypadkowy. I pomyśleć, że ta przypadkowość decyduje, czy gospodarz
będzie miał studnię w miejscu dla niego korzystnym czy niekorzystnym,
bo do warstwy wodonośnej zawsze można się dokopać.
;

Metoda mentalna

Polega na tym, że radieszust zadaje pytanie, dotyczące różnych
zagadnień, a jego podświadomość odpowiada wahaniem wahadełka.
Rozpoczyna się od ustalenia wahnięcia wahadełka na „tak", tzn. pytamy,
jaki ruch wahadełka będzie na „tak” i jeżeli wahadełko wykona jakiś
ruch, uznajemy ten ruch jako odpowiedź „tak". Ruch pod kątem 90 stopni
uznajemy na „nie". Kręcenie się wahadełka, np. w prawo - na „nie wiem"
a w lewo - „nie chcę powiedzieć". Tak „przygotowany” radieszust zadaje
np. pytanie: Czy żyła wodna jest na głębokości 5 m? Jeżeli wahadełko
powie „nie", to radieszust zadaje pytanie: Czy żyła wodna jest na
głębokości 6 m? Jeżeli odpowiedź jest negatywna, ponawia pytania, aż
do skutku. Wielu radieszustów tą metodą „wykryło" i „określiło
głębokość" cieku wodnego, którego w ziemi nie ma. Pomyśl, Czytelniku!
Tę metodę stosuje się w diagnozie wszystkich chorób. Przeraża mnie
diagnoza oparta o przypadkowość. „Tą metodą można czerpać informacje
od innych osób" i nawet tego nie wiedzą, że udzielają informacji,
nawet od „otaczającej rzeczywistości, sięgać w przeszłość i przyszłość"
- twierdzą radiesteci. „Metoda mentalna i fizyczna to podstawowe
metody wszelkich prac radiestezyjnych".
Skąd nasza podświadomość ma znać przeszłość i przyszłość?
A skąd ma wiedzieć, na co jest chory stojący przed nami, „badany"
człowiek? Te założenia nie mają najmniejszego sensu. Oczywiście, nie
potwierdza tego praktyka. A znajdowane żyły wodne, i ich głębokość,
skoro ich nie ma, czy nie świadczą o radiestezyjnym absurdzie?
Ale to nie koniec radiestezyjnych absurdów, istnieje ogromna
ilość metod, praw, hipotez. Np. teleradiestezja – czytaj teleoszustwo
- to szukanie przy pomocy mapy lub planu miasta stref geopatycznych,
ujęć wody, zaginionych ludzi i wszystkiego, za co zapłacisz Czytelniku.
Telediagnoza - to diagnoza na podstawie fotografii. Radieszust
trzyma wahadełko nad fotografią i pyta - czy choruje na serce? Jeśli
wahadełko „powie" nie, to pyta - czy choruje na wątrobę?
Ale chorób serca może być dwadzieścia, wątroby np. piętnaście,
a nerek dziesięć. Radieszust nawet nie wie, o co pytać?. Ponieważ
sama zasada jest absurdalna, nie ma podstaw do dłuższej analizy.
Przypomina rozmowę dziada z obrazem.
Dlaczego żaden radieszust czy wróżbita, posługując się tą metodą,
nie wskaże miejsca pobytu poszukiwanych terrorystów? Otrzymałby
bardzo dużą nagrodę!
Moim zdaniem diagnoza oraz tzw. ekspertyzy terenów pod budowę
osiedli przynoszą najwięcej szkód. Brak jakiegokolwiek uzasadnienia
naukowego dyskwalifikuje radiestezję w całości i stawia ją w rzędzie
oszustw na równi z wróżeniem - jako wróżenie z wahadełka..

Siatka szwajcarska.

Radieszuści wymyślili tzw. siatkę szwajcarską. Siatka szwajcarska
to pokrywające cały glob linie promieniowania, które mają grubość
od 10 do 15 cm i są usytuowane zgodnie z południkami i równoleżnikami.
Te „szkodliwe” linie promieniowania oddalone są od siebie o 2 m i
o 2,5 m tworząc prostokąty 2 m na 2,5 m. Radieszuści twierdzą, że
jej istnienie łączy się z promieniowaniem kosmicznym. Oczywisty bezsens.
Szczególnie niebezpieczne jest nałożenie się promieniowania ścianki
(10 do 15 cm) lub węzła (linii przecinających się) na promieniowanie
żył wodnych. Ale to nie koniec groźnej siatki, każda siódma linia
siatki tworzy siatkę II stopnia. Co siódme, tak tworzone pasmo,
tworzy następne - III stopnia - o szerokości promieniowania od
60 do 80 cm, "porównywalnego z dużą żyłą wodną". I to jeszcze nie koniec
dziwactw. Istnieje również „szkodliwa" dla człowieka „siatka diagonalna",
której linie przebiegają ukośnie w stosunku do siatki szwajcarskiej,
w odległości 3 i 4 m. Oprócz tego istnieją linie mocy i szczególne
miejsca, zwane czakranami. Oczywiście wszystko szkodliwe.
Papier przyjmie wszystko. Opisanych linii nie wykrywają przyrządy
pomiarowe, tego można było się spodziewać, jedynie wykrywają to
radieszuści przyrządem pomiarowym o nazwie wahadełko. Promieniowanie
kosmiczne, na które powołują się radieszuści, jest chaotyczne,
nieuporządkowane. Nie ma mechanizmów w ziemi ani w wodzie, które
niesioną energię porządkowałyby w linie, i w dodatku, co siódma
linia - jak twierdzą - jest mocniejsza, (II stopnia) a siedem takich
mocniejszych linii, czyli co 49 linia, jest najmocniejsza,
(III go stopnia). Zbyt wielki absurd by tracić czas na jego udowodnienie.
Mam nadzieję, że Czytelnik sam wyciągnie słuszny wniosek.
Każdy radieszust dodaje „swoje mądrości" do istniejącej gmatwaniny
hipotez, często tak absurdalnych, jak „zasada pierwszego spojrzenia"
w poszukiwaniu „żyły wodnej" opisanej w książce.(„ W kręgu radiestezji”
Autor ten narysował żyłę wodną (rys.45) zaznaczając strzałką „nurt podziemny cieku".
Jest to rodzaj korytka podziemnego, w którym poziomo płynie woda.
Typowe dla radieszustów wyobrażenie cieku wodnego. Takiego tworu
wyobraźni radieszustów w ziemi nie ma.
Dla mnie, fachowca w tej branży, wywołuje to uśmiech politowania
i jednocześnie oburzenie. Dlaczego autorzy książek, radieszuści, nie
zasięgną rady fachowców studniarzy lub hydrologów i powielają brednie
wymyślone kiedyś w przeszłości. Jedyną odpowiedzią na to pytanie może
być kierowanie się chęcią zysku czerpanego z oszustwa. Nie jest ważne
czy świadomego, czy nie.
Inny radieszust wprowadza nowe określenie - „wejście do źródła wody"
- pisząc, że każda choroba nowotworowa jest efektem przebywania w
„miejscu, nad wejściem do źródła wody". Tak jak nie ma żył wodnych,
tak nie ma wejść do źródła wody. Z dalszego tekstu wynika, że w ziemi
istnieją „źródła wody" dość powszechne, bo - jak sugeruje autor -
"Choroba jest zależna od zajmowanej pozycji nad wejściem do źródła wody.
Chorobą może być nowotwór, lub paraliż nóg”. Po przeczytaniu tej
radiestezyjnej książki niejeden zechce sprawdzić swoje miejsce pracy
i radieszust parę złotych zarobi Tylko po co za fałsz płacić?

Radieszuści informują, że sam piorunochron nie wystarczy, ponieważ
nie zapewni bezpieczeństwa w przypadku usytuowania domu na skrzyżowaniu
cieków wodnych. Zalecają przeprowadzić ekspertyzę radiestezyjną.
Radieszust „wykryje” żyły wodne i wskaże miejsce „bezpieczne”.
Zmyślono cieki i ich skrzyżowania, wejścia do źródła wody, szkodliwe
siatki ......, i udaje się. Płacą nie tylko indywidualne osoby, ale
i niektóre biura projektowe, jak wyczytałem w ich książkach:
„zmieniono usytuowanie bloków po ekspertyzie radiestezyjnej".
Oszustwo skuteczne! Nawet wypadki na drogach radieszuści przypisują
podziemnym żyłom wodnym. Nie nawierzchni, nie ostrym łukom, nie
natężeniu ruchu, ale żyłom wodnym, których nie ma. A jaką dają radę?
„Jezdnia powinna być zabezpieczona kamieniem wapiennym". Przecież
każda jezdnia ma warstwę kamienia!
Brak w ziemi żył wodnych jest oczywist
. Jestem w tej branży
fachowcem, nawet ze wzglądu na rodzinną firmą, istniejącą przez dwa
pokolenia. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, to niech wyobrazi sobie stolarza,
któremu elektryk wmawia, że deska nie jest sosnowa, a np. dębowa.
Komu, Czytelniku, byś uwierzył? Skoro nie ma żył, to nie ma
promieniowania. Na „dobrym" promieniowaniu zarabiają już bioszuści.
Trzeba było wymyślić „złe" promieniowanie, bo to jest uniwersalna zasada
- zastraszyć, a ludzie zapłacą. Bez piekła też dochody byłyby marne.
Nie ma promieniowania kształtu, bo kształt nie tworzy energii.
Umawianie się z wahadełkiem wygląda na żart, ale, niestety, jest
stosowany przez radieszustów. Życie weryfikuje radiestezyjne zdolności
Pieniądz, pieniądz i pieniądz - to jedyny cel, reszta to środki,
a dla celu tworzy się środki.
Dodatkowo między prawdą a fałszem i rzeczywistością a fikcją
nie ma w przyrodzie stopni pośrednich.
Żyła wodna, gdyby istniała, byłaby namacalnym materialnym tworem.
Wszelkie dyskusje w stylu - "no tak, ale" - nie miałyby zastosowania.
Dlatego właśnie napisałem, że "między rzeczywistością a fikcją" nie
ma stopni pośrednich, a żyły wodne są fikcją.
Jeśli przedstawione dowody przekonały Cię powiedz innym, że
różdżkarstwo jest w 100 % oszustwem. Może uchronisz kogoś przed
bezsensowną stratą.
Przepraszam czytelników za „twardy" styl, który przyjąłem w tej
książce. Zmusza mnie do tego powszechnie stosowane oszustwo, które
jest bezwzględne w stosunku do wykorzystywanych.
Obserwuję powszechną niechęć do uznania istnienia prawdy
obiektywnej. Jest to skutek głęboko zakorzenionego fałszu w każdej
dziedzinie naszego życia. Ulegamy wpływom fałszu, ale i stosujemy go.
Zakłamanie jest więc powszechne.



Fragmenty książki "Naukowy punkt widzenia".
  • 1



  #2 holi

holi
  • Użytkownik+
  • Postów: 457
  • Tematów: 7
  • PłećMężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 29.04.2008 - 11:55

Z zasady ludzie są łatwowierni, wierzą nie tylko radieszustom, ale
przyjmują słowa innych „ na wiarę” nie analizują zgodności z zasadami
naukowymi. Wierzą oszustom i są przez nich oszukiwani.


Kwintesencja artykułu. ;)
  • 0

  #3 Gość_radoslaw

Gość_radoslaw
  • Gość
  • Tematów: 0

Napisano 29.04.2008 - 13:45

Nieźle się uśmiałem. Facet powinien dostać nobla!!! Różdżkarze to często gęsto prości ludzie łażący z różdżką po polu i gdy ta się wygina, woda jest. Całą resztę dorobili schizofremicy pokroju autora artykułu próbując wytłumaczyć to zjawisko...
  • 0

  #4 Cahir

Cahir
  • Użytkownik+
  • Postów: 1195
  • Tematów: 74
  • PłećMężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano 29.04.2008 - 14:01

Tak było kiedyś, pamiętam jeszcze jak to wyglądało w Polsce w połowie lat '90, przynajmniej w moim regionie.
Dziś ludzie płacą za takie rzeczy, bo 'fachowcy' wyczuli niszę, która daje dobre pieniądze.
To nawet nie wina radiestetów bym powiedział ale ludzi, że tacy głupi bo wierzą i płacą.

Zresztą holi to podkreślił.
  • 0



  #5 Gość_radoslaw

Gość_radoslaw
  • Gość
  • Tematów: 0

Napisano 29.04.2008 - 14:39

Możliwe że istnieją jacyś naciągacze, ale faktem jest także że istnieją prawdziwi różdżkarze. Wiem bo znam 2 - z ich usług korzystałem nie raz bo zdarzało mi się budować ludziom to i tamto. Ani jeden ani drugi nie pisał żadnych książek ani nie mówił o tajemniczym promieniowaniu - po prostu brali różdżkę w łapę i znajdowali wodę w parę sekund.
Nie brali za to jakichś strasznych pieniędzy i ani razu (na jakieś 15-20razy) się nie pomylili.
Tłumaczenie różdżkarstwa fizyką jest chore - robią to Ci którzy nie mogą znieść że coś działa nie wiadomo jak...
  • 0

  #6 GPNS

GPNS
  • Użytkownik
  • Postów: 125
  • Tematów: 1
  • PłećMężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 29.04.2008 - 15:05

Tłumaczenie różdżkarstwa fizyką jest chore - robią to Ci którzy nie mogą znieść że coś działa nie wiadomo jak...


Nie czytałem artykułu, ale jestem skłonny raczej powiedzieć, że nietłumaczenie różdżkarstwa fizyką jest chore:) serio wierzysz w istnienie tajemniczych energii? nawet jeśli takowe istnieją- są to jakieś zależności fizyczne. Nie musimy koniecznie jeszcze wiedzieć jak one działają- kiedyś ludzie o magnetyzmie mówili, że jest jakąś przedziwną niewidzialną energią, a dzisiaj o dziwo jest fizyką.
  • 0

  #7 pazuzu

pazuzu
  • Użytkownik+
  • Postów: 753
  • Tematów: 6
  • PłećMężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 29.04.2008 - 16:32

a mnie bardzo sodobalo sie to zdanie:

Bez piekła też dochody byłyby marne.


niestety tacy sa ludzie
jeden patrzy na drugiego i zastanawia sie jak by go tu wydymac :)
  • 0

  #8 Aidil

Aidil
  • Użytkownik+
  • Postów: 3065
  • Tematów: 50
  • PłećKobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano 29.04.2008 - 21:23

A dlaczego radiesteta za swoją pracę ma nie brać pieniędzy ?
Wojska rzymskie zanim osiadły gdzieś sprawdzały teren pod względem promieniowania. W naszej kulturze również sprawdzało się teren pod zabudowę.
  • 0



  #9 bolek

bolek
  • Użytkownik
  • Postów: 203
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 30.04.2008 - 01:33

Aidil'

A dlaczego radiesteta za swoją pracę ma nie brać pieniędzy ?
Wojska rzymskie zanim osiadły gdzieś sprawdzały teren pod względem promieniowania. W naszej kulturze również sprawdzało się teren pod zabudowę.



40 lat temu odkryto ropę naftową w okolicach Ostrów Wielkopolski- Odolanów. Mieszkała tam moja rodzina wynajmująca pokoje poszukującym ropy, więc znam szczegóły.
Otóż wpierw pojawili się różdżkarze w asyście urzędnika, sporządzającego dokładne szkice według wskazań różdżkarzy.
Zapłacono im nie za znalezienie ropy a za rozładowanie wagonów towarowych, aby nigdzie nie było śladu zatrudnienia różdżkarzy do tej pracy.
Następnie zjechała mała grupka rzekomych "naukowców" ze skrzynkami mającymi udawać mądre aparaty do poszukiwań.
Robili także wybuchy, co miało na nich zwracać uwagę, przeciągali długie druty i takie duperele ale zawsze tam gdzie różdżkarze wcześniej ropę znaleźli .
Zaledwie po dwóch tygodniach tych "naukowych" spacerów,- rewelacja na całą Polskę;
"Polscy NAUKOWCY odkryli ogromne złoża ropy naftowej w okolicach Odolanowa" ;)

Oczywistym faktem jest, że polscy różdżkarze jako najlepsi bardzo szanowani są u arabów gdyż słyną z precyzji nie tylko ustalenia miejsc złóż ropy ale także ich zasobów, jakości, głębokości i innych parametrów.

Ponadto, różdżkarstwo nie jest niczym nadzwyczajnym i znanym jak długo ludzkość istnieje.
Nawet Biblia opisuje Mojżesza w roli różdżkarza.

Ciekawe też jest, że ponad 90 % ludzi ma te zdolności i zapewne autor w/w artykułu także, nie zdając sobie z tego sprawy.
Wystarczy wziąć jakieś nawet zardzewiałe druty z płotu, zagiąć końce mniej więcej pod kątem prostym i różdżki gotowe.
Teraz trochę cierpliwie potrenować w terenie czy w pokoju i sam stwierdzisz, jakie to proste.
Długa praktyka czyni mistrza.,

Wahadełko wymaga dużo dłuższej praktyki i wiedzy i wśród wahadełkarzy robiących rozmaite diagnozy jest najwięcej oszustów jak np; na stronie "Mojrzesz" przez "RZ" - po 5 zł wahnięcie.

Według naukowców, czego nie umieją naukowo wyjaśnić, to nie ma prawa istnieć

Nie istniało radioaktywne promieniowanie przed wynalezieniem miernika zwanego "Geiger"

Do dziś nawet fizyka kwantowa nie wie, na czym polega różnica pomiędzy materią i energią, nie ma definicji czasu, z czego powstaje ropa naftowa,..................... no i najprostsza rzecz czego żaden naukowiec do dziś nie wie" DLACZEGO JABŁKO SPADA NA ZIEMIĘ", A JEDNAK NICZEMU TO NIE PRZESZKADZA SPADAĆ,
JAK I RÓŻDŻKARZOM ZNAJDYWAĆ, -CZEGO SZUKAJĄ.


Gdyby ktoś zadał sobie trud czytania doktoratów, czy referatów naukowych, za które naukowcy kasują od zapisanej strony i jest ich źródłem dochodu, szybko zmieniłby zdanie o wartościach tych naukowców i ich osiągnięciach., czego przykładem jest w/w urywek "naukowych" bzdur.
  • 0

  #10 vkali

vkali
  • Użytkownik+
  • Postów: 701
  • Tematów: 9
  • PłećMężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 30.04.2008 - 08:04

[Nie czytałem artykułu, ale jestem skłonny raczej powiedzieć, że nietłumaczenie różdżkarstwa fizyką jest chore:)


..prawda

serio wierzysz w istnienie tajemniczych energii? nawet jeśli takowe istnieją- są to jakieś zależności fizyczne.



..po co tylko wierzyć w coś co jest i co daje wymierne efekty,..istnieją...są to jak najbardziej fizyczne zalezności,.ale oczywiście nie wg tej absurdalnej wspólczesnej fizyki, reprezentowanej przez podobnych mariushowi absurdalnych fizyków,..którzy miast pozbyć się absurdalnosci i ewidentnych absurdów ze swoich własnych umyusłów, woleli przezwać świat asurdalnym oraz przezwać absurdalnym wszystko co się w nim pomieszcza oraz w nim dzieje,..i nie dziw, że od kiedy ci absurdalni wodzą światu, świat jest tak absurdalnie traktowany

Nie musimy koniecznie jeszcze wiedzieć jak one działają- kiedyś ludzie o magnetyzmie mówili, że jest jakąś przedziwną niewidzialną energią, a dzisiaj o dziwo jest fizyką.



..tak pogrążmy sie jeszcze bardziej w Nieświadomości [Nad i Pd], a świat wraz z sobą powierzmy jeszcze mocniej w wodzenie absurdalnym,..kto cię tak zauroczył, że nawołujesz do jeszcze wiekszej i jeszcze mocniejszej nieświadomiości, niż już jest na ziemi oraz już wystarczająco absurdalnie króluje, zarówno nią samą jak i wszystkimi co są [czasowo] jej i [czasowo] z niej.
  • 1

  #11 Cahir

Cahir
  • Użytkownik+
  • Postów: 1195
  • Tematów: 74
  • PłećMężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano 30.04.2008 - 09:50

bolek, możesz to w jakiś sposób potwierdzić czy mam wierzyć na słowo jak większości ludzi w tym dziale? :)

Mówisz, że jak czegoś nie umiemy wytłumaczyć to tego nie ma.. są zjawiska,
których natury nie znamy, a ich istnienie nie jest negowane.
Wiara w istnienie wamiprów też istnieje bardzo długo jak i inne zabobony,
które o wiele dłużej towarzyszą ludziom.

Nie istniało radioaktywne promieniowanie przed wynalezieniem miernika zwanego "Geiger"


* Dobre sobie..Henri Becquerel [jego nazwiskiem nazwano zresztą jednostkę radioaktywności 1Bq] odkrył coś co
nazywamy promieniowanie radioaktywne (XIX wiek), którym są m.in. promienie x [wykorzystywane już pod
koniec XIX wieku, zdawano sobie sprawę z plusów jak i minusów tegoż wynalazku.]. Hans Geiger pracował nad
zagadnieniamy związanymi z radioaktywnością lata przed opracowaniem swojego licznika z Walterem Müllerem.
O Skłodowskiej-Curie nie wspomnę.

Licznik Geigera nie odkrył promieniowania tylko pozwolił zmierzyć jego wartość.

Dlaczego jabłko spada na ziemię?

* Jak ma być kwantowo to wymienia z jabłkiem grawitony [teoria kwantowa grawitacji].
Jest cząstką hipotetyczną, udowodnienie jego istnienia będzie niezwykle kłopotliwe bo siły grawitacji są
niezwykle słabymi siłami, najsłabszymi z 4.
Jak ma być klasycznie zajrzyj z łaski swojej pod dział grawitacja.

Do dziś nawet fizyka kwantowa nie wie, na czym polega różnica pomiędzy materią i energią..


* Zacznijmy od tego, że fizyka kwantowa jest dość młodą nauką, ok 100 lat.
Idąc tokiem rozumowania, o nieistnieniu wychodzi, że skoro nie umiemy wyjaśnić to te rzeczy nie istnieją.


* Istnieją koncepcje czasu, ale moim zdaniem po co definiować super dokładnie czas skoro jest względny?
Płynie różnie dla poruszającego się i dla obserwatora [dylatacja czasu].

* Ropa naftowa, są dwie teorie jednak masa dowodów przemawia za teorią organiczną.




vkali chętnie posłucham co ma do powiedzenia w tej sprawie eterofizyka.
Tylko proszę konkretnie bez zbędnego wodolejstwa.

#Edit
Wyprzedzę zarzut, że nie myślę samodzielnie tylko opieram się na szarlatanach-pierdo*ach fizykach.
Ja na szczęście swoich fantazji jak zresztą masa ludzi nie wypuszczam poza obręb mojej głowy :)
  • 0



  #12 vkali

vkali
  • Użytkownik+
  • Postów: 701
  • Tematów: 9
  • PłećMężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 30.04.2008 - 10:05

vkali chętnie posłucham co ma do powiedzenia w tej sprawie eterofizyka.


..w czym?.. doprecyzuj ..bo juz tutaj niejednokrotnie mówiłem,
... zarówno o tzw masie [spoczynkoweej] i energiach wewnetrznych wraz ze związanych z nimi nieumiejętnościami wspólczesnej fizyki, jak również
...o bzdurnych dwubytach kwantówki mącących wszelkie zrozumienie rzeczywistosci
również.

..natomiast o grawitacji dosyć jasno jest na stronie eterofizyki, ...ponadto na forum eterofizyki jest nawet bajeczka dosyć dobrze obrazująca, nawet czteroletniemu dziecku, samą grawitację jak równiez niektóre odczuwalne powszechnie jej efekty

Wyprzedzę zarzut, że nie myślę samodzielnie tylko opieram się na szarlatanach-pierdo*ach fizykach.
Ja na szczęście swoich fantazji jak zresztą masa ludzi nie wypuszczam poza obręb mojej głowy



..nie musisz uprzedzać to widać,...ponadto zgadzam się również nie można poza obręb głowy wypuścić tego czego w niej nie ma,..choć to nie we wszystkim to prawda, bo absurdalni wspólczesni fizycy "wiedzą" i co gorsza uczą o tym czego w rzeczywistości nie ma,..rozumiem, że mówiłeś o tych fantazjach wspólczesnych fizyków w twojej głowie

Edit: Asieńka vkali proszę licz się ze słowami, bo użytkownicy czuja się obrażani. Miałam tu napisać o ostrzeżeniu ale znając Cię vkali wiesz, że nie muszę.
  • 0

  #13 Cahir

Cahir
  • Użytkownik+
  • Postów: 1195
  • Tematów: 74
  • PłećMężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano 30.04.2008 - 10:07

No jak eterofizyka tłumaczy promieniowanie żył wodnych ;)


#Edit

Holi skąd wiedziałeś? :D

Oj vkali ;) W przeciwieństwie do Ciebie mam trochę kultury i nie będę komentował Twoich wycieczek personalnych z braku argumentów do dyskusji z innymi lub dziur w eterofizyce.
  • 0



  #14 holi

holi
  • Użytkownik+
  • Postów: 457
  • Tematów: 7
  • PłećMężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano 30.04.2008 - 10:08

vkali chętnie posłucham co ma do powiedzenia w tej sprawie eterofizyka.


Pewnie to co zwykle, czyli dowiesz się, żebyś się nie wypowiadał "o rzeczach o których nie masz pojęcia". Ewentualnie jeszcze jakaś mierna próba obrazy ;) . Np:

nie wypowiadaj się o rzeczach oraz nierzeczach na których się kompletnie nie znasz, w dodatku co do których badania brakuje ci podstawowych narzędzi


po cóz sie wypowiadasz na temat. którego ani nie rozumiesz, ani nie masz pojęcia, ani też nie nasz najmniejszej wiedzy by cokolwiek z tutaj powiedzianego zweryfikować,..takie małe zawistne ludzkie null


-------------

Odnośnie różdżkarstwa, był jeden odcinek "Usterki" gdzie testowali różdżkarzy. Mieli znaleźć dobre miejsce na studnię na działce. Każdy wskazał inne miejsce. Ostatni zrobił taki sam teatrzyk, a później powiedział że dobre miejsce na studnię jest na całej działce, bo w tej okolicy jest wysoki poziom wód gruntowych.
  • 0

  #15 vkali

vkali
  • Użytkownik+
  • Postów: 701
  • Tematów: 9
  • PłećMężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano 30.04.2008 - 10:51


http://www.paranorma...t...st&p=261268

Oj vkali ;) W przeciwieństwie do Ciebie mam trochę kultury i nie będę komentował Twoich wycieczek personalnych z braku argumentów o dyskusji z innymi.


..czy tego rodzaju przykład "kultury argumentu" masz na myślii?
http://www.paranorma...t...st&p=261282
  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u