Skocz do zawartości




Zdjęcie

Religijny ateizm


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
78 odpowiedzi w tym temacie

#46

Mr. Mojo Risin'.
  • Postów: 988
  • Tematów: 23
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Donie, rozśmieszyło mnie Twoje zdziwienie, jakby ktoś Cię tutaj "atakował bez powodu".
  • 0



#47

Rewers.
  • Postów: 87
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Myślę że można,jeśli sie na prawdę chcę,odrzucić wszystko...
Ale moim zdaniem takie życie jest dziwne,bez sensu i niebezpieczne...
Odrzucając religię i wiarę człowiek staje się sam sobie Bogiem...
Nie uczy się,nie poznaje,nie robi jak każdy przystosowując się do ogólnoświatowych i ludzkich praw...
Uważa że systemy narzucane przez rządy i bogatych ludzi są trafne i najlepsze bez religii...
Nie wiem czy coś stworzonego przez ludzi będzie trwałe i dobre dla każdego z osobna na wieczność....
Religia nie została stworzona tylko przez jednych ludzi i tylko ludzi...
Każdy z osobna inaczej rozważa jej życiowe prawa.Każdy za pomocą emocji przeżywanych na tym świecie dosadnie odczuwanych za pomocą świadomości może choć chwile zastanowić się sam nad sobą.Co to jest religia ? i co ze sobą niesie...?Ja mam tak...nie wierze w jakąś religię z naszych czy nie naszych czasów...indywidualnie
sam odczuwam obecność Boga mojego,takiego uniwersalnego ale i dla każdego....Bóg we mnie stworzył się sam......
Kwestia świadomości....
  • 0

#48

apo5.
  • Postów: 773
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Ale moim zdaniem takie życie jest dziwne,bez sensu i niebezpieczne...
Odrzucając religię i wiarę człowiek staje się sam sobie Bogiem...
Nie uczy się,nie poznaje,nie robi jak każdy przystosowując się do ogólnoświatowych i ludzkich praw...
Uważa że systemy narzucane przez rządy i bogatych ludzi są trafne i najlepsze bez religii...


Nie prawda. Ateiści nie są wcale złymi ludzmi nie przystosowanymi do życia w społeczeństwie. Owszem, zdarzają się odhyły - ale to samo dzieje się w katolicyźmie i innych religiach. Jesteśmy tylko ludźmi. Człowiek nie wierzący w Boga często jest lepszym człowiekiem niż zdewociały katolik :)
Kwestia świadomości ...
  • 0

#49

Rewers.
  • Postów: 87
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Myślę że najlepsi są ludzie którzy nie wierzą w religię ale w coś co nie należy do naszego życia w tym świecie...
Jedni nazwą Bogiem te sprawy inni jego brakiem...Bo wierzyć tylko w siebie to chyba głupie..ciężko sobie samemu poradzić w życiu...na szczęście są inni i to już zastanawia...
  • 0

#50

Bóg.
  • Postów: 8
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Myślę że najlepsi są ludzie którzy nie wierzą w religię

Najlepsi sa ludzie, ktorzy jedli kwasa.

Bo wierzyć tylko w siebie to chyba głupie

Glupota jest ocenianie czlowieka po wierze. Ateizm jak sama nazwa wskazuje jest wylacznie zaprzeczeniem idei boga. Nic ponadto. Ateista moze nawet wierzyc we wrozki, ufo i krasnoludki.

na szczęście są inni i to już zastanawia...

Wtf? Ciezko zrozumiec twoje posty.
  • 0

#51

IO.
  • Postów: 256
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Dorzucę jeszcze coś do wypowiedzi apo5:

Odsetek ateistów i agnostyków w USA
Ogólnie: 3-9%
Członkowie Narodowej Akademii Nauk: 93,2%! (przy czym 72,2% deklaruję niewiarę w Boga, zaś 21% deklaruje się jako agnostycy lub wątpiący)
Wśród więźniów: 0,2% (najwięcej siedzi katolików — 39,2%, protestantów — 35% i muzułmanów — 7,2%)

Ależ z nas straszni i zdemoralizowani socjopaci, nie? Rewers może w końcu poznał i postarał się zrozumieć jakiś ateistów, a nie ciągle trzymał się swoich bzdurnych wyobrażeń i stereotypów o nich...

Bo wierzyć tylko w siebie to chyba głupie..ciężko sobie samemu poradzić w życiu...

Widzę, że Nietzsche miał rację co do niektórych wierzących, a przynajmniej w twoim przypadku...

PS Używaj "." i "," w zdaniach. Dzięki temu innym użytkownikom łatwiej będzie zrozumieć twoje posty.
  • 0

#52

Mariush.
  • Postów: 4117
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Członkowie Narodowej Akademii Nauk: 93,2%! (przy czym 72,2% deklaruję niewiarę w Boga, zaś 21% deklaruje się jako agnostycy lub wątpiący)
Wśród więźniów: 0,2% (najwięcej siedzi katolików — 39,2%, protestantów — 35% i muzułmanów — 7,2%)

Nie wiem za bardzo, co miało na celu ukazać to zestawienie, ale mniejsza z tym...

Po pierwsze:
Zestawienie przestawia tylko dwie dość wąskie grupy społeczne i nie mówi niczego o ogóle społeczeństwa. W końcu nie tworzą go tylko naukowcy i przestępcy.

Po drugie:
Wątpliwym jest, aby w więzieniach siedziały osoby, dla których wyznawana wiara była istotnym i żywym elementem ich życia. Gdyby tak było, nie znaleźliby się w tym ponurym miejscu. Jestem praktycznie pewny, że niemal wszyscy osadzeni są wierzący tylko nominalnie, wierzący po swojemu, mający z Bogiem mniej więcej tyle wspólnego, co wspomniani ateiści. Ktoś powie: Ale mimo to faktem jest, że przynależą do danego wyznania. Ja odpowiem: I co z tego? Wielu z tych (jeśli nie większość) niewierzących naukowców nie urodziło się ateistami. Pewnie wielu z nich do dziś nie dopełniło formalności do końca i dalej figurują w listach parafialnych kościołów jako katolicy, protestanci... Pod tym względem zatem nie różnią się niczym od owych „wierzących” bandziorów.


Proponuję nie mylić realnej niewiary/wiary z jakąś tam nominalną religijną przynależnością, bo możemy dojść do błędnych wniosków i co gorsza, coś jeszcze przy tym "udowodnić". Nawet nie trzeba daleko szukać przykładu:
Ok. 90-95 % społeczności tego forum to katolicy. Czy widać to po ich wypowiedziach? No właśnie...
I tak samo jest w przypadku omawianych więźniów. :)
  • 0



#53

IO.
  • Postów: 256
  • Tematów: 6
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

No Mariuszu źle mnie zrozumiałeś. Nie miałem tu na celu ukazania wyższości ateistów nad wierzącymi, broń Boże ;) , ale obalenie mitu jakoby ogół ateistów był bardziej "zdemoralizowany". Jak widać odsetek nie jest wcale większy niż u innych światopoglądów. Możemy wieść szczęśliwe, spełnione i uczciwe życie, nie gorzej od wierzących - to chciałem pokazać.

Ale mimo to faktem jest, że przynależą do danego wyznania. Ja odpowiem: I co z tego? Wielu z tych (jeśli nie większość) niewierzących naukowców nie urodziło się ateistami. Pewnie wielu z nich do dziś nie dopełniło formalności do końca i dalej figurują w listach parafialnych kościołów jako katolicy, protestanci... Pod tym względem zatem nie różnią się niczym od owych „wierzących” bandziorów.


Zaznaczam, że nie wiemy w jaki sposób była przeprowadzana ankieta. Czy tak jak w Polsce, liczono wpisy w księdze chrztów, czy po prostu pytano samych zainteresowanych.

EDIT: Znalazłem: >>klik<<
Wygląda na to, że po prostu pytano więźniów.

Użytkownik IO edytował ten post 17.07.2008 - 20:14

  • 0

#54

Mariush.
  • Postów: 4117
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 5
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

No Mariuszu źle mnie zrozumiałeś. Nie miałem tu na celu ukazania wyższości ateistów nad wierzącymi, broń Boże, ale obalenie mitu jakoby ogół ateistów był bardziej "zdemoralizowany". Jak widać odsetek nie jest wcale większy niż u innych światopoglądów. Możemy wieść szczęśliwe, spełnione i uczciwe życie, nie gorzej od wierzących - to chciałem pokazać.

Ja bym nie przykładał tak dużej wagi do zależności między wyznaniem a poziomem przestępczości. To nie jest najistotniejszy czynnik - czynnik środowiskowy jest tu moim zdaniem bardziej istotny.

Szanuję ludzkie życiowe wybory. I wcale nie ateistów się najbardziej obawiam (a już na pewno nie ateistów ugruntowanych intelektualnie). Obawiam się czegoś bezpośrednio z ateizmem związanego, choć bardziej pojęciowo szerszego. Mianowicie rozprzestrzeniającego sie sekularyzmu - czyli zeświecczenia społeczeństwa.

Sztywne, zakotwiczone w systemach religijnych i do tej pory niezmienne granice moralności i etyki przesuwają się, a nawet zanikają. Rzeczy które wczoraj uważano za niedopuszczalne, w imię szeroko rozumianej tolerancji i wolności osobistej, stają się dziś normą. Wrodzony ludzki egoizm pozbawiony większości dotychczasowych hamulców jest coraz trudniejszy do okiełznania. Społeczeństwo nienagannych moralnie i etycznie ateistów jest moim zdaniem równie utopijne jak społeczeństwo socjalistyczne. Każ kij ma dwa końce... i ja bardzo obawiam sie tego gorszego.
  • 0



#55

może tak może nie.
  • Postów: 504
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Przepraszam że odpisuję z takim poślizgiem, ale coraz rzadziej zdaje mi się wpadać w ten zakątek internetu. W tym miejscu chciałem rozprawić się z postem Mariusza na poprzedniej stronie, choć widzę że dyskusja zawędrowała w troszeczkę inną stronę - uprzedzam tak aby nie przyklejono mi jednego z tych nowych, bajeranckich czerwonych znaczków, "off-top". Mam nadzieję że zostanie mi wybaczone, jeśli ze względu na godzinę, zajmę się jedynie połową jego postu.

I cóż mogę odpowiedzieć mojemu ulubionemu teiście? Początek, pierwszy akapit to zadziwienie nad moją sugestią naukowego szturchnięcia tematu boga, na co mój szacowny oponent odpowiada: "nie próbuję ukonstytuować wiary na racjonalnym gruncie – mnie to jest absolutnie niepotrzebne". Nazwałbym to małżeństwem z nie najpiękniejszą kobietą - jak się nie ma co się lubi...to się nie lubi czego się nie ma - już istnienie takich potrzeb nie najlepiej wpłynęłoby na fundamenty mariuszowego stanowiska. Na końcu wypowiedzi zawarta jest jeszcze inna figura metodologiczna, dowód w rozumieniu largo - dowodem istnienia boga jest wszystko co istnieje, poetycki, romantyczny postulat, który jednak trudno posądzić o nosicielstwo sprawczej dla dyskusji wartości - oznacza on m.in iż płyn pronto leżący koło mojego komputera i ciasto kopiec kreta są jakimikolwiek dowodami (sic!) na istnienie boga. Ale nie w tym rzecz. Nie racjonalizm wydeptuje ścieżki do Boga, rzecze Mariusz i o to w swoim drugim akapicie oskarża mnie, o... niestosowanie zasad naukowego procesu falsyfikacji w osądzie nie/istnienia boga. Zdradzę teraz wszystkim - nie wiem czy to przypadek czy to jakaś własność poszukiwaczy transcendencji - wczorajszy, niedzielny poranek spędziłem na dyskusji z Grzegorzem Pacewiczem, dyżurnym filozofem tygodnika "Polityka" i cóż ostatecznie zrobił Pacewicz - podobnie jak nasz Mariusz, nie mógł zdecydować się czy ważniejszy w Piśmie Świętym jest ogół czy szczegół, raz optując za tym raz za tamtym, kiedy co wygodnie. Takie intelektualne żonglerki może i przynoszą efekty, dopóki jednak dopóty nie staje się zbyt oczywiste, że dana osoba sama nosi w sobie sprzeczność swoich własnych postulatów. W tym miejscu chciałem jeszcze nadmienić, iż "argument przyszłości" a więc metodologiczna kategoria deus ex machiny nie ma nic wspólnego z opowieścią o dzieciobójcy, ponieważ nie jest ona analogią powoływania się na niemożliwy do przewidzenia rozwój wydarzeń, o który to Cię Mariuszu oskarżyłem, a przykładem przewidywania z sytuacji zastanej, wręcz logicznym wynikaniem.

Jeśli moja racjonalna i nieracjonalna koncepcja nie jest najlepsza, jak powinna zatem wyglądać - i tu mamy lekcje z pogranicza czegoś, w czym ja czuje się jak ryba w wodzie i to jak w wodzie mocno dotlenionej, obfitej w pokarm i w czego tylko rybia dusza zapragnie. Niestety, żeby poprawiać Dawkinsa, co jak wiemy nie jest szczególnie trudne, trzeba jednak zmyślnie dobierać rozmiar wiertła i przede wszystkim widzieć jak sie je zakłada. Nie wiem gdzie w taki sposób sprawdza się naukowe hipotezy. Pytanie jakie powinniśmy tu postawić to czy ta kostka w ogóle mieści się w przedziale hipotez naukowych, w naukowym rozumieniu tego słowa, w dodatku cała ta zabawa w rachunek prawdopodobieństwa znów opiera się na tym co się nie wie, a nie na tym co wie.. ehh Takie rozumowanie jest oczywiscie na rękę teistom, ponieważ tworzy porządane przez nich zmącenie - nic nie wiadomo, nic można wykluczyć, a zatem bóg istnieje. Tylko jaka to niby metodologia naukowa? Gdzie w filozofii czy w całych humanities używa się "czystego" rachunku prawdopodobieństwa? Nieprawdą jest że metody naukowe dążą do obiektywnej prawdy, pisanie czegos takiego w czasach ponowoczesnych, autodialogu i poszukiwaniu tożsamości dziedzin wiedzy jest istną herezją! Przykładowo, w nauce która reprezentuje, istnieje około 20 szkół metodologicznych i żadna z tego co mi wiadomo, do tego nie pretenduje. To samo mamy na chwilę obecną z socjologią, psychologią czy od zawsze z filiozofią. No, może nie z matematyką, ale ta o wierze mówi chyba najmniej :)
  • 0

#56

Don Corleone.

    Dispositif

  • Postów: 1116
  • Tematów: 68
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Ja bym nie przykładał tak dużej wagi do zależności między wyznaniem a poziomem przestępczości. To nie jest najistotniejszy czynnik - czynnik środowiskowy jest tu moim zdaniem bardziej istotny.


Tu nie chodzi o o zależność między wyznaniem a poziomem przestępczości, a tylko i wyłącznie (co może katolików zdenerwować) wyznaniem a poziomem inteligencji, jak wiadomo w więzieniach naukowcy nie siedzą.
  • 0



#57

Y2K12.
  • Postów: 79
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ja powiem wam drodzy nadinteligenci, że to kwestia czasu (może długiego) kiedy sprawa Boga zostanie rozwiana. Szczerze powiedziawszy sam się zastanawiałem nad tym czy Bóg istnieje czy nie, ale w drodze tych rozmyślań rozbolała mnie bardzo głowa i dlatego wam również radzę odłożyć tą sprawę na później :) . Co mam na myśli, mówiąc "kwestia czasu", otóż słowa niejakiego Alberta Einsteina:
"Nauka bez religii jest ułomna, religia bez nauki jest ślepa."
Dokładniej pomyslałem o rozwianiu kwestii powstania naszego wszechświata, co rozwieje problem Boga.

Z resztą chyba najważniezym argumentem w tej dyskusji jest dyskusja sama w sobie, myslę że dowiedzenie przyczyny dlaczego człowiek z taką wojowniczością broni swej wiary, niewiary czy swego przekonania o braku dowodów na dwa poprzedie jest w istocie dowodem na korzyść jednej ze stron.
Moim osobistym zdaniem brak sensu życia jaki przedstawia nam wizja odrzucenia istnienia osobowego Boga jest najbardziej przytłaczająca dla umysłu człowieka z trudem ogarniającego rzeczywistość taką jaka ona jest (no bo kto by chciał żyć tak psu na budę). Ponadto uważam, że religijność czy filozofia życia potrzebne są jako swoista struktura potrzbna do "uporządkowania wiedzy i myśli", no bo w końcu ciężko przyznać, że nasze istnienie jest pozbawione sensu, tak więc żadne wyższe uczucia mogą nic nie znaczyć, wszystko ma swoją logiczną przyczynę bez logicznego celu i wszystko kiedyś się kończy ;] .

Jednak mimo wszystko mam pytanie do tych, którzy odrzucili Boga jako pierwotną siłę sprawczą. Wytłumaczcie mi proszę wybierając z rzeczywistości dowolne zjawisko i zadając sobie pytanie o przyczynę tego zjawiska i dalej kontynuując zadawanie pytań o przyczynę nowo ustalonej przyczyny, jak brzmi ostatnia odpowiedź?

Zapomniałbym dodać, osobiście w życiu nie mam przyswojonych na stałe przekonań jako takich. Za to w to miejsce wtłoczyłem dwie zasady, którymi staram się analizować otaczającą rzeczywistość, którą z kolei staram się poznawać jak najlepiej. Tymi zasadami są 1. zasada kompromisu i 2. zasada całościowa
1. jeśli na temat natury danej rzeczy czy zjawiska jawią nam się kompletnie przeciwstawne definicje to z pewnością natura tej rzeczy czy zjawiska jest czymś pośrednim(jeśli jedni mówią że coś jest białe a drudzy że coś jest czarne to to z pewnością jest szare)
2. jeśli nie da się zastosować powyższej reguły to należy zastanowić się nad definicją, która przewiduje prawdziwość obu przeciwnych zdań na temat natury tej rzeczy czy zjawiska (czyli że coś jest zarówno białe jak i czarne)
  • 0

#58

może tak może nie.
  • Postów: 504
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Jednak mimo wszystko mam pytanie do tych, którzy odrzucili Boga jako pierwotną siłę sprawczą. Wytłumaczcie mi proszę wybierając z rzeczywistości dowolne zjawisko i zadając sobie pytanie o przyczynę tego zjawiska i dalej kontynuując zadawanie pytań o przyczynę nowo ustalonej przyczyny, jak brzmi ostatnia odpowiedź?

W pytaniu tym przemyciłeś niepostrzeżenie pewne założenie, że taki ciąg pytań posiadać musi jakiś koniec (rozumiem że w domyśle tą ostatnią odpowiedzią ma być Bóg). Pozycja człowieka jako obserwatora jest o tyle upośledzona, że obserwujemy jedynie mały wycinek rzeczywistości, w którym to akurat rzeczy i zjawiska zdają się posiadać bezpośrednią przyczynę. Rozciąganie środowiska danego człowiekowi na całość możliwych do obserwacji stanów jest jednak nieporozumieniem. W skalach mikro, w skalach kwantowych nie obowiązuje znane nam z codziennego doświadczenia zasady, a najmniejsze cegiełki materii posiadają cechy niemieszczące się w graniach potocznie rozumianego zdrowego rozsądku (np. możliwość istnienia w wielu miejscach jednocześnie). I odwrotnie, jeśli potrafilibyśmy wyabstrahować się z naszego wszechświata, ponad skalę kosmologicznej, być może okazałoby się że wszechświat nie ma początku, bo niby czemu miałby go posiadać? Początek który dziś potrafimy ustalić oczywiście był, nie stoi to jednak na przeszkodzie aby przed wszechświatem który znamy istniała nieskończona liczba jego poprzedników. Zresztą, na chwilę obecną to jedna z nielicznych sensownych odpowiedzi na ten problem. Oczywiście nie jestem w stanie powiedzieć czy tak rzeczywiście jest, chce jedynie wskazać że pytanie o początek, wcale nie musi posiadać odpowiedzi, a ewentualna odpowiedź może nie zgadzać się z zasadami wytyczonymi w pytaniu. Tak czy owak, osobowy Bóg jest tu chyba najmniej prawdopodobnym rozwiązanie.

Moim osobistym zdaniem brak sensu życia jaki przedstawia nam wizja odrzucenia istnienia osobowego Boga jest najbardziej przytłaczająca dla umysłu człowieka z trudem ogarniającego rzeczywistość taką jaka ona jest

Niekoniecznie. Mnie przykładowo wcale ona nie przytłacza, parę osób które pisały w tym temacie również. Konsekwencje jego nieistnienia nie wypełniają mnie trwogą, wręcz przeciwnie. Koniec jest chyba bardziej atrakcyjnym rozwiązaniem niż ewentualna możliwość wiecznych cierpieniem w piekle (bo któż z nas ma pewność że do niego nie pójdzie?). Już na poważnie, czy naprawdę ludzkie życie może mieć sens tylko wtedy kiedy trwa wiecznie? Czy nie mogę czerpać przyjemności ze zjedzenia bułki z polnym pomidorem, czy od razu jego jedzenie musi trwa wiecznie aby dać mi z tego jakąś przyjemność? Czy zjedzenie jednego pomidora nie ma również swojego uroku? Prawdziwym nieszczęściem nie są nasze blisko 100-letnie życia, ale marnowanie ich na iluzoryczne próby przedłużenia ich w nieskończoność, nie dość że niemożliwe, to w gruncie rzeczy chyba nieatrakcyjne.
  • 0

#59

shiny_toy_gun.
  • Postów: 165
  • Tematów: 8
Reputacja Kiepska
Reputacja

Napisano

Cytat z filmu:

Większość problemów, które religia i różnorodne filozoficzne ruchy...
poprzez wieki wyprodukowały...
były błędne, ponieważ brały za punkt wyjścia--
że Bóg jest odległym odseparowanym od nas bytem...
któremu muszę składać ofiary, zaskarbić sobie jego
przychylność aby zdobyć nagrodę na końcu swojego życia.
To nie jest to czym jest Bóg.
To jest bluźniercze.
Bóg jest tak pojemnym pojęciem...
którego pewne części --którego większość części
która jest związana ze zorganizowaną religią...
jest czymś przed czym się wzbraniam.
est czymś co, jak myślę, zrobiło wiele krzywd światu, kobietom
prześladowanym ludziom i doprowadziło do zniszczenia World Trade Center
Co więcej, w tym samym czasie...
mamy doskonały przykład wielkiej nauki.
Nauki, która w stopniu jak nigdy przedtem
może wyjaśnić słowa Jezusa o tym, że
cierniste nasiono jest większe niż królestwo niebieskie...
i jedyną nauką, która pasuje do tej analogi jest fizyka kwantowa.
Mamy teraz--
mamy teraz wspaniałą technologię...
od magnesów antygrawitacyjnych
i pól magnetycznych-- zerowy punkt energii--
Mamy to wszystko i wciąż mamy ten brzydki, zabobonny...
martwy koncept Boga.
Ludzie wpadli w tą pułapkę bardzo chętnie. Są zagrożeni...
przez te kosmiczne wyroki niekończącej się kary.
Lecz to nie tak Bóg działa.
Kiedy zaczniesz kwestionować to tradycyjne wyobrażenie, karykaturę Boga...
ludzie podejrzewają, że jesteś agnostykiem albo ateista...
albo burzycielem porządku społecznego.
Bóg musi być większy niż największy z ludzkimi słabościami...
i w istocie...
największych ludzkich nieumiejętności.
Bóg musi być transcendentalny wobec naszych najwybitniejszych osiągnięć...
naśladujących naturę w jej największym splendorze.
Jak mężczyzna czy kobieta może grzeszyć przeciw tak wielkiemu umysłowi?
W jaki sposób jakaś mała cząsteczka węgla...
w jakimś zakątku ziemi...
w istocie, na rubieżach Drogi Mlecznej...
może oszukać Boga Wszechmocnego?
To jest niemożliwe.
Stopień arogancji jest równy stopniowi kontroli...
tych którzy stworzyli Boga na na swoje podobieństwo.
-
Przepraszam za szyk w/w zdan
tekst jest z filmu What.the.Fuck.Do.We.Know [aka What the Bleep do we Know]
tlumaczenie z napisy.info
film byl omawiany w temacie [chyba] nauka i technika
zachecam do ogladania
  • 0

#60

Qliffot.
  • Postów: 208
  • Tematów: 5
  • Płeć:Nieokreślona
  • Artykułów: 1
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

OK, przeczytałem całość Waszych wywodów kolejny raz z rzędu na wskutek postu Może tak może nie z tego tematu. Może mam problemy ze zrozumieniem naukowego "bełkotu", który jest tu stosowany, może jestem zbyt toporny na logikę, ale proszę, spróbujcie mnie wyedukować, udowodnić mi kilkoma argumentami, powtórzyć je w sposób bardziej zrozumiały, czy cokolwiek w tym stylu, że ateizm nie jest formą wiary, religii.

O sobie samym już wspominać nie będę, gdyż jako ateista, który w nieistnienie Boga wierzy, jestem "inny", ale tak ogólnie, czy Wasza wiedza o nieistnieniu Boga na wskutek logiczności dowodów na brak dowodu (choćby sytuacja z mamutem za oknem) na pewno nie jest wiarą i jeśli tak, to dlaczego nią nie jest, poza faktem o tegoż logiczności?
Czy jest tu coś poza zdrowym rozsądkiem?

Pozwolę sobie powtórzyć niektóre argumenty zwolenników tezy o religijności ateizmu: nawracanie, dogmat (egal na czym się opiera), niepewność twierdzenia. Dla mnie istotna najbardziej jest ta ostatnia. Prawda, że liczy się tu i teraz, że obalając Boga nie należy mieszać do tego futurologii. Prawda, że na dzień dzisiejszy ateizm jest bardziej prawdopodobny i logiczny. Ale czy to daje 100% pewność, że po Wrocławiu za oknami za plecami niektórych nie grasuje cicho wielki mamut? Czy ta logika, ta dedukcja nie jest formą wiary, którą w odpowiednich warunkach nie dałoby zamienić się w pełną dogmatów sprawnie funkcjonującą nowoczesną religię? Zdaję sobie sprawę, że ostatnie pytanie również poniekąd zakrawa o tą futurologię, ale to "gdybanie" - przeciwnie do obecnych (nie)możliwości "szkiełka i oka" - odczuwam jako "teraźniejszość".
  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u