Skocz do zawartości




Zdjęcie

Wielki poślizg Indii


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Jarecki.
  • Postów: 4112
  • Tematów: 426
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Indie były najszybszym kontynentem w dziejach. W czasach kiedy Ziemią rządziły dinozaury, oderwały się od Antarktydy, susem pokonały ocean i wbiły się w Azję, wypiętrzając Himalaje. Skąd ten ich nadzwyczajny wigor?


Jeszcze sto lat temu mało kto dopuszczał myśl, że kontynenty mogą wędrować. Dopiero niemiecki meteorolog Alfred Wegener na początku XX w. zwrócił uwagę na uderzające podobieństwa między skamieniałościami znajdowanymi na różnych lądach, które dzielą połacie oceanów. Zwykle wyjaśniano tę zbieżność tym, że dawniej istniały jakieś lądowe mosty, którymi zwierzęta mogły się przemieszczać między kontynentami. Wegener jednak wolał inną hipotezę - że dzisiejsze ziemie to fragmenty jednego kontynentu Pangei, który rozpadł się ponad 180 mln lat temu. Miał o tym świadczyć kształt linii brzegowych, m.in. Afryki i Ameryki Płd., które pasują do siebie jak fragmenty puzzli. Także złoża węgla kamiennego w Ameryce Płd. i w Europie, łudząco podobne, jakby wcześniej stanowiły jedną całość.

Idee niemieckiego uczonego zostały jednak na niemal pół wieku odrzucone przez naukowy świat. Obecnie już nikt nie kwestionuje istnienia Pangei, a także tego, że skorupa ziemska jest podzielona na kilkanaście płyt tektonicznych, które są w ciągłym ruchu.


Dołączona grafika

Wędrówka kontynentów



Szybciej, niż rosną paznokcie



Dziś tempo przesuwania się kontynentów można dokładnie mierzyć za pomocą satelitów GPS. Ale wciąż nie wiadomo, co napędza ich ruch. Jedna z hipotez mówi, że są rozpychane przez bazalt, który stale wypływa z wnętrza Ziemi, zastyga i formuje nowe dno przy oceanicznych rowach (tj. szczelinach na styku płyt). Z kolei tam, gdzie dwie płyty nacierają na siebie, jedna wchodzi pod drugą, tonie w płaszczu ziemskim i pociąga za sobą resztę.

Inna hipoteza mówi o prądach cieplnych (konwekcyjnych), które mają krążyć we wnętrzu planety. Płyty można byłoby porównać w niej do gór lodowych pchanych morskimi prądami. Na kontynentach skorupa ziemska jest starsza i grubsza niż na dnie oceanów. Jest przy tym związana z głębszymi skałami górnego płaszcza, tworząc sztywną litosferę, która korzeniami sięga na głębokość aż 200-250 km. To właśnie dzięki nim prądy konwekcyjne mogą kontynenty porywać i nieść z sobą.

Przeczy temu jednak praca opublikowana w dzisiejszym "Nature" pod kierunkiem Prakasha Kumara z Narodowego Instytutu Badań Geofizycznych w Hyderabadzie w Indiach. Grupa hinduskich i niemieckich badaczy na podstawie echa fal sejsmicznych zmierzyła grubość litosfery w Afryce Południowej, na Antarktydzie, w Australii i Indiach. Okazało się, że wszędzie przekracza ona 180 km, ale pod samymi Indiami jest dwa razy cieńsza.

Co istotne, brak głębokich korzeni nie przeszkodził Indiom w żwawej wędrówce. Z danych paleomagnetycznych wynika bowiem, że indyjski półwysep oderwał się od Antarktydy, która wtedy była częścią większej Gondwany, we wczesnej kredzie blisko 130 mln lat temu. Potem szybko się oddalał z prędkością 18-20 cm na rok, podczas gdy inne lądy przesuwały się leniwie o najwyżej 2-4 cm (to mniej więcej taka prędkość, z jaką rosną nam paznokcie).

Indie zwolniły dopiero 50 mln lat temu po kolizji z Azją, która spowodowała wypiętrzenie się Himalajów. Jak twierdzą naukowcy w "Nature", to właśnie niewielka grubość litosfery umożliwiła tak szybką podróż temu lądowi. Łatwiej mu było ślizgać się po niżej położonych, częściowo stopionych i plastycznych warstwach wnętrza Ziemi.


Pióropusze we mgle



Zagadką jest jednak, dlaczego Indie mają pod sobą cieńszy fundament niż Antarktyda, skoro wpierw były częścią tego samego prakontynentu? Naukowcy stawiają hipotezę, że zdecydowały o tym tzw. pióropusze ciepła. To bąble ciepłej magmy, które ogrzewają się głęboko na granicach ziemskiego jądra i unoszą w górę płaszcza ziemskiego niczym bąbel z ciepłym powietrzem w wodzie. Kiedy docierają do skorupy, powodują jej stopienie i wybrzuszenie. W obszarach takich plam ciepła mogły rodzić się wulkany i tworzyć łańcuchy wysp wulkanicznych, np. Hawaje i wyspy Galapagos.

Zdaniem prof. Kumara właśnie uderzenie dużych pióropuszy ciepła spod spodu spowodowało rozpad Gondwany i jednocześnie stopienie korzeni litosfery Indii. - A także zamieniło je w ferrari wśród kontynentów - komentuje prof. Dietmar Muller z Uniwersytetu w Sydney. Jednocześnie jednak podkreśla, że wciąż jest to tylko jedna z hipotez.

Jak mówił mi niedawno Mirosław Rutkowski, rzecznik Państwowego Instytutu Geologicznego: - Wiemy, że płyty się przesuwają. Potrafimy ten ruch ekstrapolować do przodu i do tyłu. Potrafimy nawet to wykorzystać w celach praktycznych, np. do poszukiwania ropy naftowej. Ale co je napędza? Uczciwa odpowiedź brzmi - nie wiadomo!
Źródło
  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u