Historia, która miała miejsce już prawie 10 lat temu (bez 2-óch miesięcy...):
Był czerwiec 2002, bodajże piątek w godzinach (chyba) między 13 a 15. W każdym razie w tym czasie odbywał się mecz Polska - USA na MŚ w Korei i Japonii. Byłem w domu wraz moją babcią, rodzice byli w pracy. Oczywiście jako poedekscytowany kibic footballu tamtego dnia wszystko miałem podporządkowane tamtemu spotkaniu, niestety już tylko o honor Biało-Czerwonych. Gdy po 5 minutach wygrywaliśmy z Jankesami 2:0, zadzwonił do mnie mój najlepszy kumpel mówiąc, że wpada do mnie na mecz, że niby będzie ciekawiej oglądając go w dwójkę (też kibic piłki kopanej). Wpadł bardzo szybko, z racji iż mieszkamy w tym samym bloku. W pewnym momencie do pokoju, gdzie oglądaliśmy mecz weszła moja babcia i powiedziała, że się wybiera do lekarza (minęła może połowa połowy, czyli jakieś 1/4 meczu). Zamknęła drzwi od pokoju, a my nerwowo przeżywaliśmy meczyk. Gdy nastała przerwa, stwierdziłem, że przejdziemy do większego pokoju aby się nam lepiej oglądało. No i oglądamy tak sobie drugą połowę, w międzyczasie strzeliliśmy 3 bramkę, a my z racji iż jesteśmy sami to nieco "przesadzaliśmy" z tym "kibicowaniem". Miałem wówczas tylko 14 lat, kolega 15, więc oczywiście było bezalkoholowo, zajadaliśmy się cukierkami Kopiko przy czym strasznie się darliśmy i rzucaliśmy łaciną, bo nie było dorosłych w domu. W pewnym momencie usłyszałem jakby ktoś w łazience (która się mieści za ścianą za moimi plecami) używał dezodorantu. Bardzo się zdziwiłem i zapytałem kumpla, czy coś słyszał w łazience. Stwierdził tylko, żebym już przestał "wpierniczać" Kopiko bo mi źle na mózg działają. I niemal od razu po jego kwestii było słychać to samo drugi raz, nieco dłużej i dwa razy z krótką przerwą, takie "pssssssssss psssssssss". Odwróciłem się do kolegi, patrzę, a on wgnieciony w fotel, zupełnie nie wiedział, co jest grane. Nie zdążyłem zadać mu ponownie tego samego pytania, ale widać było po jego reakcji, że słyszał to co ja, gdy... Usłyszeliśmy głośny huk spadających perfum, dezodorantów, szamponów itp. z półki na podłogę i wannę. Byliśmy przerażeni, nie zdążyłem nic wyksztusić z siebie gdy kumpel uciekł do kuchni, a ja za nim. Zamknąłem drzwi cały czas trzymając je za klamkę. Kolega powiedzmy w lekkim szoku zaczął nerwowo przeszukiwać szafki, gdy zapytałem co robi odpowiedział: "Gdzie masz ku*wa noże???" W końcu je znalazł i wręczył mi do ręki taki duży do pieczywa a sam wziął nieco mniejszy, ząbkowany do mięsa. Pamiętam, że chciałem uciec z domu na klatkę schodową i zawołać jakiegoś sąsiada, że mam włamywacza w łazience. Mimo to żeby wyjść ode mnie na klatkę trzeba przejść przez koło drzwi do łazienki... Wtedy jak już byliśmy w przedpokoju patrzę, a drzwi wyjściowe są zamknięte! Pierwsza myśl była jaki włamywacz się włamuje i zamyka za sobą drzwi na zamek? Ale najgorsze było, gdy zobaczyłem, że w łazience się nie świeci... Mam drzwi z szybą na górze, więc jak się świeci to widać blask, lecz tym razem było zupełnie ciemno! W dodatku parę dni wcześniej, jak w każdą niedzielę oglądałem odcinek "Nie do wiary" i wtedy pamiętam był taki schizujący, o opętaniach. Mając 1000 myśli w głowie stwierdziliśmy, że wchodzimy do tej łazienki, będąc uzbrojonymi. Idę pierwszy, Konrad pół kroku za mną, już prawie chwytam za klamkę o łazienki gdy słyszę... Głos babci: "Marcin, jesteś tam?" TO było dla mnie równie niespodziewane, jak te dźwięki, które nas z początku przeraziły.
CO SIĘ OKAZAŁO: Moja babcia szła do lekarza dopiero po kąpieli, a te huki i psikania to jej zasługa. To tłumaczy zamknięte drzwi i nie skrojone rzeczy w przedpokoju oraz przede wszystkim to, że wydawało się że jest zgaszone światło w łazience (zawsze przezornie nakłada na to okienko ręcznik przez co wygląda jakby było w środku ciemno i temu mnie to zmyliło). Podsumowując:
- byliśmy przez ok. 1h przekonani, że moja babcia już poszła do tego lekarza i że jesteśmy sami więc trochę rozrabialiśmy (do teraz się dziwię, że mnie nie opieprzyła za tą łacinę, a przecież musiała słychać co się dzieje za ścianą)
- ostatnie minuty meczu oglądaliśmy pokornie będąc nadal przymulonymi
- zjadłem prawie naraz całą paczkę dużych Kopiko gryząc je z nerwów zamiast muldać
- umówiliśmy się, że nikomu tego nie powiemy, lecz po czasie to było tak śmieszne że musiałem się tym podzielić i teraz z mojego otoczenia każdy o tym wie
- kumpel stwierdził że jestem (lekko mówiąc) głupi i żebym go więcej nie straszył
To tak na poprawę humoru

Nie dawałem tej historyjki do tamtych, bo w przeciwieństwie do nich ta jest na 200% nieporozumieniem (choć nie ręczę o autentyczności każdej z wymienionych w piewszym poście tego wątku). To też przykład autosugestii: oglądanie NDW, więc to może/musi być duch. Dlatego też bywam sceptyczny, mimo, że wierzę w zjawiska "paranormalne"
Użytkownik fioletowy88 edytował ten post 16.04.2012 - 20:42