Skocz do zawartości


Zdjęcie

Historie zasłyszane od rodziny i znajomych


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
24 odpowiedzi w tym temacie

#16

okusiek.
  • Postów: 50
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Witam :) Bardzo Ciekawe historie i co dziwniejsze kilka przypadkow opisywanych tu opowiadala mi moja babcia ktorej wydarzylo sie kilka dziwnych rzeczy. Zauwazylem takze ciekawa zbierznosc, mianowicie osoba ktore nie do konca ale juz chociaz podswiadomie wierza w rzeczy paranormalne czesciej tym osoba sie przytrafiaja. Skad taka sugestia ? Jak bylem mlodszy (14-15 lat) Mialem okres w ktorym nie potrafilem uwierzyc w Boga. a tym bardziej w paranormalne sprawy. Babcia opowiadala mi np jak to jest mama ( moja prababcia ) Przychodzila dosc czesto w snie do niej i ostrzegala, wspomagala babcie. Przed smiercia prababcia zostala napadnieta w domu przez swoja rodzine, jak sie pozniej okazalo, z tego powodu na pewien okres mieszkala u mnie, a potemprzeniosla sie do babci ze wzgledu negatywnego podejscia mojego ojca do niej. W nocy gdy prababcia umarla we snie ktos lub cos powiedzialo mi ze prababcia nie zyje, gdy obudzilem sie ktos zapukal do drzwi domu i wszedl wujek. Gdy moja mama sie dowiedziala weszla do mnie do pokoju wtedy ja powiedzialem jej ze wiem co sie stalo i ze prababcia nie zyje. Dziwna sprawa ale coz....zapomnialem dodac ze wtedy mialem 4-5 lat. Potem losy moje potoczyly sie tak ze przestalem w takie rzeczy wierzyc i wymazalem z pamieci to zdarzenie. Po tym nigdy nic podobnego nie mialo miejsca, gdy babcia opowiadala mi potem o dziwnych trzaskach w domu, dziwnie peknietych szklankach i o odwiedzianch we snie prababci, wysmiewalem sie twierdzac ze to jej wyobraznia. ( teraz zaluje swojego postepowania bo to moze byc prawda ) Tak samo miala sie sprawa gdy w dziecinstwie kolega powiedzial mi jak to do domu jej babci wlecial piorun i wylecial przez okno. Dokladnie historii nie pamietam ale wiem ze cos takiego mialo miejsce, gdy przeczytalem Twoja historie znowu zaluje ze z niego sie nabijalem twierdzac ze klamie. No coz w zyciu popelnia sie bledy na ktorych trzeba sie uczyc. DOdam jeszcze dwa identyczne sny ktore potwierdzaja ze bez wiary w takie zdarzenia nic nie doswiadczymy.
Snilo mi sie ze umiem latac, co dziwne gdy zaczynalem biec i odbijac sie podstakiwalem coraz wyzej az w koncu zczynalem latac. Gdy tylko pomyslalem ze to nie mozliwe spadalem. Kilka razy zauwazylem ze gdy przestaje wierzyc to spadam az w koncu nauczylem sie plynnie latac. W drugim snie to samo mialo miejsce tylko ze latwiej bylo mi latac, lecz takze czasem jeszcze spadalem. Spotkalem we snie mojego kolege ktory chcial mnie zaprowadzic do kolezanki, on szedl ja lecialem nad nim bez problemu. Okolica byla mi znajoma i identyczna jak w rzeczywistosci. Gdy spotkalem kolezanke stwierdizlem ze musze "leciec" do domu i wtem sie obudzilem.
Przepraszam was za brak polskich znakow, pisze to na szybko poniewaz jest piekna pogoda a obiecalem dziecia wyjsc na dwor pograc w pilke. Lecz tak poruszyly mnie te historie ze musialem napisac to wszystko. Pozdrawiam i do nastepnego razu :)

Użytkownik okusiek edytował ten post 24.03.2012 - 14:01

  • 0

#17

Drummer.
  • Postów: 24
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Co do 6 historii. Mojej babci i dziadkowi przydarzyło się coś takiego , że w wakacje 39' widzieli na niebie wielki czarny krzyż i płomienie po lewej i prawej stronie od tego krzyża. Więc w tą historię jak najbardziej wierzę, na dodatek wiele innych osób pisze, że ich dziadkowie widzieli podobne zjawiska: jak nie krzyż to np. zakonnika sunącego po niebie.
  • 0

#18

fioletowy88.
  • Postów: 26
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Wracając do meritum - ten sen, o którym wspomniałem:

PS W nocy z tego piątku na sobotę miałem kolejny sen, w którym ktoś umarł. Nie ukrywam, że właśnie to on był nijako bodźcem podzielenia się tu z Wami z tymi historiami. Mam nadzieję, że się nie sprawdził - wczoraj żadnych złych wiadomości nie dostałem, i niech tak pozostanie.

na szczęście nie przyniózł nic złego. Co więcej, okazało się że osoba ta dostała ładne odszkodowanie za złamaną rękę (urazu doznała parę tygodni przed moim snem) i 250 funtów z dawnej pracy, bo po jakiś tam czasie okazało się, że jeszcze tyle mu oni wiszą (on o tym nic nie wiedział). A więc spotkała go miła niespodzianka ;)

Za to 2 dni temu śniła mi się śmierć sąsiadki. Wczoraj ją widziałem, nawet się ukłoniłem. Nie wiem co to ja mam za sny skopane.

Dziękuję wszystkim za komentarze :) Szczerze, to ta historia z 1939 r. wydawała mi się najmniej prawdopodobna (nie, że nie wierzę babci, wydawało mi się, że mogło się jej przewidzieć, w końcu była mała). A tu okazuje się, że więcej osób widziało dziwne zjawiska na niebie w lecie '39 roku.
  • 0

#19

szczyglis.
  • Postów: 1174
  • Tematów: 23
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Historia ze znakami na niebie w '39 jest jak najbardziej autentyczna.
Moja (nieżyjąca już) babcia również kilka razy opowiadała nam o tym, że tamtego roku niebo nad Polską było jakby "zalane krwią" i że na tym niebie pojawił się ogromny krzyż, który według wszystkich miał zwiastować coś bardzo złego. Pamiętam, że zawsze średnio wierzyłem w te opowieści, ale gdy z biegiem czasu dowiaduję się, że wiele innych osób też to widziało, to ja już sam nie wiem, co o tym wszystkim sądzić.
  • 1



#20

Agnieszka81.
  • Postów: 323
  • Tematów: 29
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Ja również słyszałam od znajomej mojej cioci ciekawą historię dotyczącą znaków na niebie w roku '39. Niestety szczegółów nie pamiętam już, ale wiem, że działo się to jakoś pod koniec sierpnia w małej miejscowości w woj. małopolskim. Znajoma wracając z pola spotkała sąsiada, z którym przystanęła i chwilę rozmawiali o różnych sprawach. Wtem zauważyli, że wszystko dookoła nich ,,zastygło'' w bezruchu: drzewa nie szumiały, trawa nie szeleściła, nawet ptaków nie było słychać. Martwa cisza... Jednak prawdziwe przerażenie pojawiło się, kiedy oboje spojrzeli w kierunku domostw. Tam z komina jednego z nich ulatywał dym...który według słów znajomej również ,,zstygł''. Po prostu opisała go ona jakby dym pionowo i nieruchomo stał w miejscu. Mężczyzna chwilę potem stwierdził, że to zły znak. Dwa tygodnie później wybuchła wojna...
Moja historia Rozegrała się ona w roku 2004 w styczniu, kiedy byłam na pierwszym roku studiów. Zmarł wówczas nagle (na zawał serca) mój wujek (chrzestny), z którym świetnie się dogadywałam i w którym zawsze miałam poparcie. Jego śmierć wszystkich nas zaskoczyła i wszyscy byliśmy zdruzgotani. Jednak wydarzenie, które chcę opisać wydarzyło się w dniu pogrzebu. Właściwie było już po pogrzebie, wieczorem. Zajęta jakimiś swoimi sprawami w pewnym momencie usłyszałam, że dzwoni moja komórka. Chwyciłam telefon i na wyświetlaczu pojawił się numer telefonu zmarłego wujka, a w zasadzie podpis: wujek Tadek. Zmieszana i nieco przestraszona odebrałam telefon, ale po drugiej stronie usłyszałam jedynie trzask i ciszę. Potem nastąpił już normalny sygnał...jakby ,,zajęte''. Odłożyłam telefon i nie powiedziałam rodzinie o tym zdarzeniu.
Kilka dni później miałam okazję spotkać się z kuzynostwem (dziećmi zmarłego wujka) i zapytałam kto teraz ma telefon wujka. Kuzyn powiedział, że nikt, bo leży on od jego śmierci nieużywany w szufladzie. Jak to określił, ,,telefon jest rozbrojony'', czyli karta wyciągnięta, no i sama bateria niedziałająca już. Nikt się niestety nie przyznał do tego, czy po śmierci wujka ktoś się nim bawił. Tak więc zostaję w niewiedzy...może głupi żart kuzynowstwa (choć wątpię, aby w tym okresie stać ich było na takie wygłupy) albo może próba pożeganania się wujka (???)
Nie wiem. W sumie uważam to za czysty przypadek, ale z racji tego, że nie mam dowodów na zabwę telefonem przez członków rodziny, jak i żadnych dowodów na to, że był to jakiś telefon z zaświatów, wydarzenie to traktuję jako swoistą ciekawostkę.
  • 0

#21

Konrad11.
  • Postów: 37
  • Tematów: 6
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Odnośnie głuchych telefonów, to wiem cos o tym więc jak najbardziej Ci wierzę. Było coś podobnego, po kilku dniach od pogrzebu dziadka, który tez miał tel. kom. do mojego brata dzwoni telefon, na wyświetlaczu było napisane że dzwonił dziadek, brat myślac ze to moze ojciec lub matka dzwoni odebrał telefon, powiedział "halo", ale po drugiej stronie nie było żadnego odzewu (nie pamiętam czy byłą to cisza w eterze czy pojawił się głos ze "zajęte", muszę się brata zapytać). On nic sobie z tego nie zrobił, myślał ze to ktos z rodziców dzwoni i nie mógł sie dodzwonić. Tego samego dnia spytał się nas wszystckich którzy mogli bawić sie wtedy telefonem dziadka tj: rodziców, mnie i siostrę. Ale nikt z nas nie dzwonił i nie posiadał wtedy telefonu dziadka, on sobie spokojnie lezał na półce. W ciągu następnych kilku dni telefon zadzwonił jeszcze 2 razy, ale tak jak wcześniej, w eterze była cisza.
A co do tej historii z "zatrzymaniem czasu", jeśli można to tak nazwać, to faktycznie ciekawe. Z tego co udało mi się ustalić, dziwne zjawiska/znaki można było zauważyć także przez I WS.
Wcześniej opisałem podobną, a co do innych dziwnych wydarzeń które mogłyby przepowiadać rychły wybuch wojny, czyli: płacząca krwią figurka Matki Boskiej czy tajemniczy "jasnowidz" który pojawił się znikąd w rodzinnej wiosce mojego dziadka opisałem w swoim temacie w "Nasze historie".
  • 0

#22

Agnieszka81.
  • Postów: 323
  • Tematów: 29
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Historii z takimi telefonami jest bardzo wiele i nie ukrywam, że od czasu swojego przypadku zainteresowałam się tym tematem. Jednak na chwilę obecną nikomu nic podobnego się nie przytrafiło z mojego najbliższego otoczenia. Także mój telefon był ,,jednorazowy'' i podobnych przypadków już nie doświadczyłam.
Przypomniała mi sie dziś rano jeszcze jedna historia, którą opowiedziała mi kilka lat temu nieżyjąca już babcia. Wprawdzie przyznam, że traktują ją niejako z przymrużeniem oka, ponieważ jest to relacja z ust babci i nie miałam nigdy okazji jej dokładnie usłyszeć od osoby, której się ta historia przytrafiła, ponieważ zmarła ona jeszcze przed moimi narodzinami.
Chodzi mi o przygodę, jaką miał mój wujek. Było to w latach 50. a dokładniej w nocy z 31 października na 1 listopada. Wujek po pracy spotkał się ze znajomym i popili u niego w domu. Około 24 wujek postanowił się zbierać do domu. Mieszkał w oddalonej o jakieś pół godziny drogi części miasta (wówczas było tam dosłownie 5 domów na krzyż; dziś jest pokaźne osiedle blokowe - sic!). W tamtych latach dosłownie przez środek miasta przechodził cmentarz, a właściwe dwa, które oddzielała jedynie droga: po jednej stronie był cmenatrz żydowski, a po drugiej niemiecki. Droga powrotna przechodziła właśnie obok cmenatrzy. Według słów babci, która usłyszała historię od wujka, idąc do domu usłyszał za sobą kroki, obrócił się, ale nie zobaczył nikogo. Także na śniegu nie było żadnych śladów i szedł dalej. Sytuacja powtórzyła się dwukrotnie, ale jako, że nikogo nie widział, nie zawracał sobie tym głowy. Przeraził się w tedy, kiedy w pewnym momencie poczuł, jak ktoś chwyta go za ramię i próbuje odwrócić do tyłu. Wówczas to zaczął dosłownie uciekać. Wszystko rogrywało się na wysokości właśnie obu cmentarzy, tak więc albo przypiszemy to zmęczeniu i kilku procentom albo... :)
  • 0

#23

fioletowy88.
  • Postów: 26
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Historia, która miała miejsce już prawie 10 lat temu (bez 2-óch miesięcy...):

Był czerwiec 2002, bodajże piątek w godzinach (chyba) między 13 a 15. W każdym razie w tym czasie odbywał się mecz Polska - USA na MŚ w Korei i Japonii. Byłem w domu wraz moją babcią, rodzice byli w pracy. Oczywiście jako poedekscytowany kibic footballu tamtego dnia wszystko miałem podporządkowane tamtemu spotkaniu, niestety już tylko o honor Biało-Czerwonych. Gdy po 5 minutach wygrywaliśmy z Jankesami 2:0, zadzwonił do mnie mój najlepszy kumpel mówiąc, że wpada do mnie na mecz, że niby będzie ciekawiej oglądając go w dwójkę (też kibic piłki kopanej). Wpadł bardzo szybko, z racji iż mieszkamy w tym samym bloku. W pewnym momencie do pokoju, gdzie oglądaliśmy mecz weszła moja babcia i powiedziała, że się wybiera do lekarza (minęła może połowa połowy, czyli jakieś 1/4 meczu). Zamknęła drzwi od pokoju, a my nerwowo przeżywaliśmy meczyk. Gdy nastała przerwa, stwierdziłem, że przejdziemy do większego pokoju aby się nam lepiej oglądało. No i oglądamy tak sobie drugą połowę, w międzyczasie strzeliliśmy 3 bramkę, a my z racji iż jesteśmy sami to nieco "przesadzaliśmy" z tym "kibicowaniem". Miałem wówczas tylko 14 lat, kolega 15, więc oczywiście było bezalkoholowo, zajadaliśmy się cukierkami Kopiko przy czym strasznie się darliśmy i rzucaliśmy łaciną, bo nie było dorosłych w domu. W pewnym momencie usłyszałem jakby ktoś w łazience (która się mieści za ścianą za moimi plecami) używał dezodorantu. Bardzo się zdziwiłem i zapytałem kumpla, czy coś słyszał w łazience. Stwierdził tylko, żebym już przestał "wpierniczać" Kopiko bo mi źle na mózg działają. I niemal od razu po jego kwestii było słychać to samo drugi raz, nieco dłużej i dwa razy z krótką przerwą, takie "pssssssssss psssssssss". Odwróciłem się do kolegi, patrzę, a on wgnieciony w fotel, zupełnie nie wiedział, co jest grane. Nie zdążyłem zadać mu ponownie tego samego pytania, ale widać było po jego reakcji, że słyszał to co ja, gdy... Usłyszeliśmy głośny huk spadających perfum, dezodorantów, szamponów itp. z półki na podłogę i wannę. Byliśmy przerażeni, nie zdążyłem nic wyksztusić z siebie gdy kumpel uciekł do kuchni, a ja za nim. Zamknąłem drzwi cały czas trzymając je za klamkę. Kolega powiedzmy w lekkim szoku zaczął nerwowo przeszukiwać szafki, gdy zapytałem co robi odpowiedział: "Gdzie masz ku*wa noże???" W końcu je znalazł i wręczył mi do ręki taki duży do pieczywa a sam wziął nieco mniejszy, ząbkowany do mięsa. Pamiętam, że chciałem uciec z domu na klatkę schodową i zawołać jakiegoś sąsiada, że mam włamywacza w łazience. Mimo to żeby wyjść ode mnie na klatkę trzeba przejść przez koło drzwi do łazienki... Wtedy jak już byliśmy w przedpokoju patrzę, a drzwi wyjściowe są zamknięte! Pierwsza myśl była jaki włamywacz się włamuje i zamyka za sobą drzwi na zamek? Ale najgorsze było, gdy zobaczyłem, że w łazience się nie świeci... Mam drzwi z szybą na górze, więc jak się świeci to widać blask, lecz tym razem było zupełnie ciemno! W dodatku parę dni wcześniej, jak w każdą niedzielę oglądałem odcinek "Nie do wiary" i wtedy pamiętam był taki schizujący, o opętaniach. Mając 1000 myśli w głowie stwierdziliśmy, że wchodzimy do tej łazienki, będąc uzbrojonymi. Idę pierwszy, Konrad pół kroku za mną, już prawie chwytam za klamkę o łazienki gdy słyszę... Głos babci: "Marcin, jesteś tam?" TO było dla mnie równie niespodziewane, jak te dźwięki, które nas z początku przeraziły.
CO SIĘ OKAZAŁO: Moja babcia szła do lekarza dopiero po kąpieli, a te huki i psikania to jej zasługa. To tłumaczy zamknięte drzwi i nie skrojone rzeczy w przedpokoju oraz przede wszystkim to, że wydawało się że jest zgaszone światło w łazience (zawsze przezornie nakłada na to okienko ręcznik przez co wygląda jakby było w środku ciemno i temu mnie to zmyliło). Podsumowując:
- byliśmy przez ok. 1h przekonani, że moja babcia już poszła do tego lekarza i że jesteśmy sami więc trochę rozrabialiśmy (do teraz się dziwię, że mnie nie opieprzyła za tą łacinę, a przecież musiała słychać co się dzieje za ścianą)
- ostatnie minuty meczu oglądaliśmy pokornie będąc nadal przymulonymi
- zjadłem prawie naraz całą paczkę dużych Kopiko gryząc je z nerwów zamiast muldać
- umówiliśmy się, że nikomu tego nie powiemy, lecz po czasie to było tak śmieszne że musiałem się tym podzielić i teraz z mojego otoczenia każdy o tym wie
- kumpel stwierdził że jestem (lekko mówiąc) głupi i żebym go więcej nie straszył


To tak na poprawę humoru :) Nie dawałem tej historyjki do tamtych, bo w przeciwieństwie do nich ta jest na 200% nieporozumieniem (choć nie ręczę o autentyczności każdej z wymienionych w piewszym poście tego wątku). To też przykład autosugestii: oglądanie NDW, więc to może/musi być duch. Dlatego też bywam sceptyczny, mimo, że wierzę w zjawiska "paranormalne" ;)

Użytkownik fioletowy88 edytował ten post 16.04.2012 - 20:42

  • 0

#24

fioletowy88.
  • Postów: 26
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Mała aktualizacja, niestety…

21. Niestety niedawno zmarł mój dziadek. Był schorowany, ale nikt nie przypuszczał że stanie się to, co się stało – wcześniej wielokrotnie wychodził z ciężkich operacji, zawałów. Od paru tygodni przed jego śmiercią mojej mamie, babci (nie żonie tylko swatowej) śniły się złe sny. Mojej mamie śniło się, że staliśmy nad rozkopanym grobem pradziadków. Grobem, w którym spoczął później mój dziadek… Babci śniły się cmentarze i (chyba) jakieś bagna. Sąsiadce drugiej babci (żony dziadka) śniło się, że mój wujek (syn dziadka) niósł urnę i chciał ją umieścić na kolumnie, których było łącznie trzy. Na najwyższą nie sięgnął, na średnią też nie, zdołał jedynie ją usadzić na taką niską. I koniec snu. Teraz z perspektywy czasu sobie myślę, że te kolumny symbolizują kolejno: pradziadka, prababcię i dziadka w kolejności zgonów.
Mi też niestety się źle śniło, już od paru miesięcy – mi i temu wujkowi wypadały zęby, a w jego przypadku to sobie je wyciągał ręką jak na tasiemce, wszystkie górne zęby jednym pociągnięciem. Albo pogrzeb jego kolegi w kościele, w którym pogrzeb miał parę miesięcy później mój dziadek. Więcej nie pamiętam.

22. Na 2 dni przed śmiercią dziadka w szpitalu wydawało się mojej babci, że kichnął w pokoju. Tyle że od paru dni nie było go w domu, zapytała synowej czy też to słyszała, bo tak się jej wydawało. Ostatnio zaś dzwoniła, że w nocy się obudziła i usłyszała jak ją wołał po imieniu, tak jak zawsze. Skoczyła na równe nogi, obudziła wujka czy to on ją wołał. Mówił, że to nie on. Prawdopodobnie się jej to śniło, ale mówi, że to było tak bardzo realne.

23. Przy pogawędkach babci się przypomniało, jak kiedyś do drzwi zapukał jakiś facet. Młody synek, przeraźliwie chudy, w kurtce i kapturze na głowie. Poprosił o coś do jedzenia. Poszła na 2 minuty do kuchni, zrobiła parę kanapek i mu je dała. Tak się jej przykro zrobiło, że stwierdziła żeby poczekał jeszcze 5 minutek to mu jakąś lepszą kurtkę da po wujku czy dziadku (wtedy jeszcze żył, to było ładnych parę lat temu), w której już nie chodzą. Podziękował i powiedział że poczeka. Wróciła do niego przed dom po paru minutach, ale już go nie było. Obeszła ogród dookoła, wyszła na ulicę, zaczęła się pytać sąsiadów, czy nie widzieli takiego synka, który przed chwilą przechodził. Nikt go w okolicy nie widział, a przecież jak nie w ogrodzie to w oknach ludzie czatują. Ksiądz jej powiedział że to może jakiś znak, próba, czy jest dobrym człowiekiem – najwyraźniej ją przeszła, skoro nie odmówiła pomocy a zaoferowała nawet więcej, niż była proszona.

24. Inne historie dotyczą znajomej. Mieszka w pokoju na poddaszu w starym, ale ładnie wyremontowanym domku. Kiedyś w nocy chciała iść do ubikacji i gdy przechodziła z pokoju na klatkę schodową zauważyła w lustrze naprzeciwko jakąś postać. Była ona w kącie, sama twarz jakieś starszej kobiety. Najdziwniejsze jest to, że nie zdążyła zaświecić jeszcze światła, a coś w lustrze było widać (jakim prawem?). Zdygana nawet teraz nie pamięta, czy pobiegła schodami w dół do ubikacji, czy z powrotem do łóżka.

25. Kolejna sytuacja tej znajomej. W okolicach godziny 22-23 w te wakacje wychodziła z łazienki. Udawała się na górę i gdy wchodziła po pierwszych stopniach schodów kątem oka zauważyła że babcia siedzi w kuchni (po prawej stronie, a schody są po lewej). Więc jak wchodziła po nich to była odwrócona do niej plecami na 3-4 sekundy. W międzyczasie spytała ją czemu jeszce nie śpi, czy coś w tym stylu. Gdy się po tych 3-4 sekundach odwróciła, nikogo tam nie było. Z jej relacji wynika, że babcia nie zdążyłaby w 3-4 sekundy się zebrać i się jej stracić z pola widzenia. W dodatku w kuchni było ciemno (widziała tylko sylwetkę tęgiej kobiety z długimi, kudłatymi włosami) więc pomyślała, że to nie mama a babcia. Gdy jednak ta postać znikła, znajoma czym prędzej pobiegła na górę do siebie do łóżka. Rano pytała babci i mamy - obie wtedy już spały.
W ogóle wspominała mi też, że ma czasami wrażenie że coś chodzi po dachu w nocy. Że atmosfera jest ciężka, a ludzie w okolicy są bardzo niemili i że rzucają (wg jej babci) uroki i źle życzą. Może coś w tym jest, albo jest ona przewrażliwiona.
  • 0

#25

yggdrasil.
  • Postów: 17
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Uwielbiam tą historię o dziewczynce , która "wydoroślała". Można zejść na zawał.


  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 4

0 użytkowników, 4 gości oraz 0 użytkowników anonimowych