<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2" ?>
<rss version="2.0">
<channel>
	<title>Arkadiusz albo żywota obserwacyje</title>
	<link><![CDATA[http://www.paranormalne.pl/index.php?app=blog&module=showblog&blogid=9]]></link>
	<description>Arkadiusz albo żywota obserwacyje Syndication</description>
	<pubDate>Sat, 14 Nov 2009 12:19:39 +0000</pubDate>
	<webMaster>admin@paranormalne.pl (Paranormalne.pl)</webMaster>
	<generator>IP.Blog</generator>
	<ttl>60</ttl>
	<item>
		<title>Silniki lotnicze czyli Arkadiusz kontra ideologia</title>
		<link><![CDATA[http://www.paranormalne.pl/index.php?app=blog&blogid=9&showentry=25]]></link>
		<category></category>
		<description><![CDATA[Jak wiele osób wie, jestem wielkim fanem lotnictwa. Skąd to się wzięło? Od zawsze ciągnęło mnie do rzeczy nietypowych. W dzieciństwie wielokrotnie wizytowałem podradomski Piastów, a kiedy dzieciaki kolegi ojca szalały po otwartym terenie, ja wolałem zamęczać chłopaków w hangarze pytaniami "a co to?" "a na co to?". Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z prawdziwą pasją - tych ludzi moje pytania zupełnie nie męczyły i godzinami potrafili opowiadać o co chodzi w tym wszystkim, co moje oczy aktualnie widzą. Mało tego, oni wprost namawiali, aby pytać i tych pytań się nie wstydzić. Moim największym osiągnięciem było tam odpalenie starego An-2 tzn. mi wolno było przesunąć dźwigienkę startera . Dalej pamiętam tylko jazgot rozrusznika, chmurę spalin i potworny warkot silnika. Radzieckie maszyny są nieco toporne :) <br />
<br />
Mijały lata, a ja o lotnictwie jakoś zapomniałem. Miłość odżyła w wieku ok. 14-15 roku życia. Dostępu do Internetu nie posiadałem, wydawałem więc masę pieniędzy na miesięczniki typu "Przegląd lotniczy", przeczytałem wszystko, co było dostępne w bibliotece i choć zawsze byłem tzw. noga z nauk ścisłych, to wyliczenia z fachowych książek jakoś do mnie przemawiały, bo pozwalały uzyskać konkretne dane i stwierdzić czy tyle i tyle to mało, czy dużo :) <br />
Na tym etapie ujawniło się także moje zainteresowanie językiem rosyjskim, bo właśnie w tej mowie było bardzo dużo publikacji z dziedziny lotnictwa. Nie rozumiałem wszystkiego, ale np. przez dzieło jakiegoś radzieckiego inżyniera pod tytułem "&#1040;&#1074;&#1080;&#1072;&#1094;&#1080;&#1086;&#1085;&#1085;&#1099;&#1077; &#1076;&#1074;&#1080;&#1075;&#1072;&#1090;&#1077;&#1083;&#1080;- &#1084;&#1086;&#1085;&#1086;&#1075;&#1088;&#1072;&#1092;&#1080;&#1103;" ("Awiaczionne dwigatieli - monografia" czyli "Silniki lotnicze - monografia") przebrnąłem. Była to publikacja wyjątkowa, a indoktrynacja zaczynała się już na wstępie, który mówił, że książka którą akurat trzymam w ręku jest efektem wytężonej pracy człowieka, który poświęca się dla idei tow. Stalina, który to z kolei rzekł... (tu ponad strona przemówienia wspomnianego tawariszcza, gdzie o samej awiacji pada raptem dwa słowa) i pomoże mi zrozumieć nie tyle zasadę działania silników lotniczych, co właśnie potęgę pracy ludzi radzieckich. Cholera, pomogło :) Większość opisów konkretnych modeli zaczynało się od przydługiej mowy o tym, jak pełni ducha socjalizmu inżynierowie odpowiadając na wezwanie Stalina... :) Odpowiednio dużo było też o tym, że parszywie fałszywe są zarzuty mówiące o tym, aby człowiek radziecki kopiował pomysły zachodu (A Ił 62 aka Vickers VC 10 to co? Diabeł?) "My nie kopiujemy, my jedynie usprawniamy chybione pomysły, którymi karmi nas zepsuty, burżuazyjny zachód" Z książeczki owej dowiedziałem się także, że elementy silników maszyn amerykańskich są produkowane przez zniewolonych Murzynów, co przesądza o ich niższej jakości względem silników radzieckich, które jak pisał autor są tworzone "wolną ręką, wolnego człowieka, w wolnym państwie" Ogólnie cyrk na kółkach, a może na... skrzydłach? :) Takie były jednak realia ZSRR.<br />
Na szczęście późniejsza literatura była trochę mniej natchniona ideologicznie i udało mi się z niej zaczerpnąć trochę więcej wiedzy. Internet był prawdziwą bramą do zasobów informacyjnych.<br />
<br />
Oprócz samolotów jako maszyn interesuję się także tematyką katastrof lotniczych, w szczególności tych, które wydarzyły się na terenie Polski. Wielki wpływ miała na mnie książka "Cisza po życiu" opisująca katastrofę polskiego Iła 62M, który rozbił się w Lesie Kabackim. Zawsze kiedy jestem w Warszawie staram się odwiedzić miejsce wypadku i zapalić tam znicz. Co myślał Pawlaczyk na sekundy przed uderzeniem w ziemię? Czy się bał? To oczywiste, mówi się, że tylko głupi się nie boi. Jak wielką świadomość śmierci mieli ludzie na pokładzie odrzutowca? Na te pytania nie odpowie nikt. Ludzie bardzo różnie patrzą na symbolikę i tradycję - modlitwę czy palenie zniczy. Ja jednak wiem, że załodze "Kościuszki" się to po prostu należy. I oby coraz rzadziej czarne skrzynki rejestrowały wyłowiony spośród krzyków wyraźny tekst: "Do widzenia!, dobranoc!. Cześć! Giniemy!" Blue sky panowie!]]></description>
		<pubDate>Fri, 13 Nov 2009 21:08:00 +0000</pubDate>
		<guid><![CDATA[http://www.paranormalne.pl/index.php?app=blog&blogid=9&showentry=25]]></guid>
	</item>
	<item>
		<title>Paranormalne.pl czyli jak to się zaczęło</title>
		<link><![CDATA[http://www.paranormalne.pl/index.php?app=blog&blogid=9&showentry=15]]></link>
		<category></category>
		<description><![CDATA[Mamy możliwość posiadania blogów. Więc posiadajmy je i piszmy na potęgę, a świat niech stanie się lepszy i ziemia zacznie rodzić :)<br />
<br />
A teraz na poważnie. Na forum trafiłem dość dawno. Zanim jednak się to stało był w moim życiu błogi czas. Czas w którym internet był mi rzeczą obcą. Czytało się wtedy książki, trochę fotografowało. W tym właśnie okresie bawiłem się trochę w elektronikę. Nie było dla mnie fajniejszej rzeczy jak przeczytać potwornie mądrą książkę, a potem bawić się w prywatnej kanciapce w doktora Frankensteina i ożywiać lub puszczać z dymem wytwory polskiej i radzieckiej myśli technicznej. Metoda prób i błędów, strzelające kondensatory, radość, kiedy po włączeniu zasilania bezpieczniki nie wyskoczyły, radyjko gada, a w TV ukazuje się czarno-biała głowa znanego polityka... To było życie! :) Obiektów do ćwiczeń miałem sporo, bo oto na początku tzw. lepszych czasów i w latach kolejnych szpanem było posiadanie telewizora kolorowego lub zachodniej wieży Hi-Fi, więc o radiowo-telewizyjne pozostałości po PRL nie było trudno. Moim zabawom towarzyszył zawsze asystent w postaci przywróconego do życia Śnieżnika R-502, z którego płynęła muzyka albo nawijka pana redaktora, który w radiowym studio poruszał palące problemy nowej wersji Polski. Któregoś razu problemy okazały się na tyle palące, że niemal poczułem na własnej skórze ich temperaturę, aby więc uniknąć poparzenia postanowiłem zmienić stację. Pokręciłem gałką i... usłyszałem tzw. dziwne. Przestało szumieć, czyli coś jest. Problem w tym, że nikt nic nie mówi, a nadawana jest bez przerwy kilkutonowa melodyjka. Nie przypominała mi dżingla żadnej ze znanych mi rozgłośni. Słuchałem zaciekawiony, kiedy nagle melodyjka urwała się i ktoś zaczął mówić. Niezbyt wyraźnie. Pomyślałem "No, taaa... coś z zachodu złapałem" Gość jednak nie mówił logicznie: "Attention! one zero one seven one five." Przerwa i znów: "one zero one seven one five six" Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to taka, że słucham właśnie wyników jakiegoś angielskiego lotto :) Tyle, że to lotto jakieś dziwne. Facet nie czyta jak redaktor, ale jak automat. Później podobne audycje znajdowałem bardzo często, każda o podobnej "tematyce". Mijały miesiące, ja nie miałem zbyt wiele czasu na elektronikę, zaczęła się pasja pod nazwą "lotnictwo" i wtedy też pojawił się w moim życiu mr. Internet. Z niego chłonąłem ciekawostki z lotniczego świata. Szukałem akurat czegoś związanego z radiokomunikacją, gdy na jednym z forów ktoś poruszył temat dziwnych audycji. To było to! Tam też trafiłem na odnośnik do paranormalne.pl, gdzie rzekomo wiedzą coś więcej. Wiedzieli :) I tak oto jestem...]]></description>
		<pubDate>Wed, 11 Nov 2009 22:04:00 +0000</pubDate>
		<guid><![CDATA[http://www.paranormalne.pl/index.php?app=blog&blogid=9&showentry=15]]></guid>
	</item>
</channel>
</rss>