<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2" ?>
<rss version="2.0">
<channel>
	<title>nowy wygląd</title>
	<link>http://www.paranormalne.pl/blog/78-nowy-wyglad/</link>
	<description>nowy wygląd Syndication</description>
	<pubDate>Mon, 18 Apr 2016 21:01:24 +0000</pubDate>
	<webMaster>admin@paranormalne.pl (Paranormalne.pl)</webMaster>
	<generator>IP.Blog</generator>
	<ttl>60</ttl>
	<item>
		<title>komentarze do mojej paranormalnej książki</title>
		<link>http://www.paranormalne.pl/blog/78/entry-678-komentarze-do-mojej-paranormalnej-ksiazki/</link>
		<category></category>
		<description><![CDATA[tu mo&#380;na wpisywa&#263; swoje pytania opinie i recenzje. <img src='http://www.paranormalne.pl/public/style_emoticons/default/smile2.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' />]]></description>
		<pubDate>Fri, 15 Apr 2016 21:29:00 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.paranormalne.pl/blog/78/entry-678-komentarze-do-mojej-paranormalnej-ksiazki/</guid>
	</item>
	<item>
		<title>moja paranormalna książka</title>
		<link>http://www.paranormalne.pl/blog/78/entry-677-moja-paranormalna-ksiazka/</link>
		<category></category>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich <img src='http://www.paranormalne.pl/public/style_emoticons/default/smile2.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />Pisz&#281; ksi&#261;&#380;k&#281; i z racji tematyki, chcia&#322;abym si&#281; podzieli&#263; jej cz&#281;&#347;ci&#261; (konkretnie pierwsz&#261; ksi&#281;g&#261;, i pomy&#347;limy co dalej je&#347;li b&#281;dziecie bardzo ciekawi dalszych tre&#347;ci), ze wszystkimi wielbicielami czarnych komedii paranormalnych- z piek&#322;a rodem<br />&#160;<br />mam jednak dwie pro&#347;by<br />&#160;<br />1- do moderator&#243;w- Potraktujcie to prosz&#281; jako jeden wielki cytat lub form&#281; sztuki, i postarajcie si&#281; przymkn&#261;&#263; oko na niekt&#243;re bardziej dobitne wyra&#380;enia. Bez nich dialogi stan&#261; si&#281; suche, sztywne i odrealnione. A chodzi przecie&#380; o to, by ksi&#261;&#380;ka sprawia&#322;a wra&#380;enie &#380;e jest opisem prawdziwych zdarze&#324;.<br />&#160;<br />2- do os&#243;b niepe&#322;noletnich- jak chcecie czyta&#263;, nie mam wam jak odci&#261;&#263; dost&#281;pu, ale tre&#347;&#263; mo&#380;e okaza&#263; si&#281; dla was zbyt ci&#281;&#380;ka.<br />je&#347;li chcecie, czytajcie, ale nie wi&#324;cie mnie je&#347;li b&#281;dziecie mie&#263; koszmary.<br />&#160;<br />B&#281;d&#281; wrzuca&#322;a tu co jaki&#347; czas po jednym rozdziale.<br />&#160;<br />Ale zanim poka&#380;&#281; wam pierwszy- kr&#243;tki wst&#281;p:<br />&#160;<br />W&#261;tek psychologiczny, zawiera tre&#347;ci na temat przypad&#322;o&#347;ci z kt&#243;r&#261; sama si&#281; borykam, i z racji tego, &#380;e do mojego "skrzywienia" czy "niepe&#322;nosprawno&#347;ci" podchodzi si&#281; z takim samym dystansem jak do tr&#261;du albo AIDS, g&#322;&#243;wna bohaterka postrzega &#347;wiat w taki spos&#243;b jak i ja, a jej historia opiera si&#281; cz&#281;&#347;ciowo na moich do&#347;wiadczeniach. My&#347;l&#281; &#380;e przez t&#261; to&#380;samo&#347;&#263;, ksi&#261;&#380;ka mo&#380;e zyska&#263; na wiarygodno&#347;ci, ale chodzi&#322;o mi bardziej o to by przekaza&#263; ludziom, reaguj&#261;cym histerycznie na wiadomo&#347;&#263; &#380;e co&#347; mi dolega, te&#380; co&#347; o sobie,<br />mianowicie- nie &#347;lini&#281; si&#281;, nie wygl&#261;dam dziwnie i nie zara&#380;am. <img src='http://www.paranormalne.pl/public/style_emoticons/default/biggrin3.gif' class='bbc_emoticon' alt=':D' /><br />&#160;<br />&#380;ycz&#281; mi&#322;ej lektury <img src='http://www.paranormalne.pl/public/style_emoticons/default/smile2.gif' class='bbc_emoticon' alt=':)' /><br />&#160;<br /><span class='bbc_underline'>MARSZ PRZEZ KR&#280;GI PIEKIELNE</span><br />&#160;<br />Ksi&#281;ga pierwsza- wpiek&#322;owst&#261;pienie<br />&#160;<br />Rozdzia&#322; I -tunel<br />&#160;<br />Wyprawa para-archeologiczna na kt&#243;r&#261; si&#281; wybra&#322;am, od pocz&#261;tku bawi&#322;a mnie i dra&#380;ni&#322;a jednocze&#347;nie.<br />Dlaczego &#8222;para&#8221;-archeologiczna?<br />Bo ci&#281;&#380;ko by to by&#322;o nazwa&#263; prawdziw&#261; ekspedycj&#261;, skoro ekipa sk&#322;ada&#322;a si&#281; z os&#243;b kt&#243;rym tylko wydawa&#322;o si&#281; &#380;e wiedz&#261; co robi&#261;.<br />Byli tu dwaj synowie&#160; archeolog&#243;w, by&#322; ch&#322;opak ze szko&#322;y przetrwania, by&#322; te&#380; doktor historii kt&#243;ry z racji kryzysu wieku &#347;redniego, postanowi&#322; spe&#322;ni&#263; swoje marzenie o dowodzeniu tak&#261; wycieczk&#261;, no i wreszcie- by&#322;am ja. Jedyna dziewczyna w grupie i domoros&#322;y spec od demonologii.<br />Nazywali mnie tu Emo.<br />Nie wiem czy to bardziej dla tego &#380;e mia&#322;am zawsze dok&#322;adnie zakryte grzywk&#261; prawe oko i jedn&#261; trzeci&#261; twarzy, czy przez to &#380;e chodzi&#322;am w glanach&#8230; Chocia&#380; swoj&#261; drog&#261;, taki rodzaj obuwia w g&#243;rach nie powinien nikogo dziwi&#263;, nawet je&#347;li te moje by&#322;y ozdobione po bokach kawa&#322;kami grubego &#322;a&#324;cucha.<br />Lubi&#322;am &#322;a&#324;cuchy. Chodz&#261;c brz&#281;cza&#322;am troch&#281; jak dusza pot&#281;piona. Bawi&#322;o mnie to, jak bardzo takie brz&#281;czenie pasuje do moich zainteresowa&#324;.<br />Moj&#261; specjalizacj&#261; by&#322;a obrz&#281;dowo&#347;&#263; i legendy, moj&#261; pasj&#261;, mimo zadeklarowanego ateizmu, by&#322;y religie i wierzenia &#347;wiata, moimi ulubionymi tematami, starodawne pismo, j&#281;zyki i talizmany, a moj&#261; pi&#281;t&#261; achillesow&#261;- kontakty mi&#281;dzyludzkie.<br />Pewnie nikt inny z zespo&#322;em Aspergera nie zakwalifikowa&#322;by si&#281; na wypraw&#281; w kt&#243;rej trzeba si&#281; stale dogadywa&#263; z grup&#261;, ale ja by&#322;am jej sponsorem, wi&#281;c grupa nie bardzo mia&#322;a jaki&#347; wyb&#243;r w kwestii tego czy mnie zabra&#263;.<br />Mia&#322;am tylko rozpoznawa&#263; rzeczy kt&#243;re oni mo&#380;e, przez przypadek&#160; wykopi&#261;, wi&#281;c nie nastawia&#322;am si&#281; na brak nudy- a tu prosz&#281;, mimo &#380;e z miejscem wykopalisk nie kojarzy&#322;o si&#281; nawet p&#243;&#322; legendy, mia&#322;am r&#281;ce pe&#322;ne roboty przy coraz to dziwniejszych obiektach, cudem wykopywanych ze starych, zapomnianych, tysi&#261;cletnich ruin niewielkiego zamku, z kt&#243;rego zosta&#322;o ju&#380; tylko kilka niewysokich murk&#243;w i kupa kamieni.<br />Siedzia&#322;am trzymaj&#261;c nogi na blacie sto&#322;u i odchylaj&#261;c si&#281; na tylnych nogach jedynego porz&#261;dnego krzes&#322;a w bazie.<br />I To by&#322;o moje krzes&#322;o&#8230;<br />Okupowa&#322;am je ju&#380; od pierwszego dnia wyprawy, a kiedy kto&#347; inny na nim usiad&#322;, bez ostrze&#380;enia go zrzuca&#322;am, wyci&#261;gaj&#261;c mu mebel z pod ty&#322;ka.<br />Tak wiem, &#380;e inne dziewczyny tak by nie zrobi&#322;y i mo&#380;e rzeczywi&#347;cie ma&#322;o to by&#322;o kobiece, ale nigdy nie interesowa&#322;y mnie typowe babskie sprawy .W g&#322;&#281;bokim powa&#380;aniu mia&#322;am zakupy, mod&#281; i makija&#380;, kt&#243;ry robi&#322;am czasem, tylko i wy&#322;&#261;cznie z nud&#243;w.<br />Bardziej interesuj&#261;ce by&#322;o dla mnie to co trzyma&#322;am w d&#322;oni- najnowsze znalezisko koleg&#243;w d&#322;ubaczy;<br />ci&#281;&#380;ki, okr&#261;g&#322;y, z&#322;oty medalion z wielkim odwr&#243;conym pentagramem i znakami runicznymi wyskrobanymi wsz&#281;dzie gdzie tylko si&#281; da&#322;o, kt&#243;re mozolnie odczytywa&#322;am sk&#322;adaj&#261;c zbitki znacze&#324; w logicznie brzmi&#261;ce zdania i przepisywa&#322;am te t&#322;umaczenia w odpowiednie miejsca na rysunku medalionu w moim szkicowniku.<br />A my&#347;la&#322;am &#380;e b&#281;d&#281; rysowa&#263; tylko g&#243;rskie krajobrazy&#8230;<br />Straci&#322;am jednak zainteresowanie medalionem ju&#380; po paru minutach gdy dowiedzia&#322;am si&#281; kto by&#322; przedmiotem westchnie&#324; dawnego w&#322;a&#347;ciciela niepor&#281;cznej ozdoby.<br />Westchn&#281;&#322;am ci&#281;&#380;ko i machn&#281;&#322;am r&#281;k&#261; na kierownika wyprawy kt&#243;ry siedzia&#322; opodal i drapa&#322; si&#281; po brodzie z niecierpliwo&#347;ci. Swoj&#261; drog&#261;, go&#347;&#263; ca&#322;y czas drapa&#322; si&#281; po tej brodzie jak naj&#281;ty, a&#380; zacz&#281;&#322;am podejrzewa&#263; &#380;e ma tam wszy. Nie powiedzia&#322;am mu o tym wprost ale profilaktycznie, pilnowa&#322;am by zawsze utrzymywa&#263;&#160; odpowiedni dystans.<br />-To sekta Belzebuba- powiedzia&#322;am z wyczuwaln&#261; nut&#261; rozczarowania w g&#322;osie- Uwaga, geneza obiektu- zacz&#281;&#322;am gdy ju&#380; usiad&#322; bli&#380;ej mnie na sto&#322;ku polowym- medalion jest r&#281;cznie zrobiony ze z&#322;ota albo poz&#322;acany, ten kamie&#324; na &#347;rodku, mo&#380;e by&#263; rubinem,&#160; wi&#281;c w sk&#322;ad sekty wchodzi&#322;a pewnie bogata arystokracja. U&#380;ywany prawdopodobnie we wczesnym &#347;redniowieczu, kiedy jeszcze nie bardzo wiedzieli o co z tymi anio&#322;ami i demonami chodzi. Belzebub by&#322; znany od samego pocz&#261;tku bo by&#322; wyj&#261;tkowo obrzydliwy nawet jak na demona i jego imi&#281; by&#322;o stosowane na zmian&#281; z imieniem Szatana. Znaki runiczne s&#261; wydrapane bardzo dok&#322;adnie wi&#281;c my&#347;l&#281; &#380;e by&#322;y z sk&#261;d&#347; przepisywane, przez kogo&#347; kto si&#281; na nich nie zna&#322;. Tre&#347;&#263; wn&#281;trza dw&#243;ch g&#243;rnych rog&#243;w pentagramu to &#8222;archanio&#322; piekie&#322;&#8221; i &#8222;dow&#243;dca armii piekielnych&#8221; &#8211; tytu&#322;y kt&#243;re pasuj&#261; do wi&#281;kszo&#347;ci pot&#281;&#380;niejszych demon&#243;w, trzecie ramie gwiazdy &#8222;w&#322;adca much&#8221; precyzuje o kogo chodzi. Obrzydliwy w&#322;adca kupy g&#243;wna- Belzebub&#8230; fuj&#8230;&#160; Poza tym jest jeszcze napis na &#347;ciance wok&#243;&#322; medalionu &#8222;Belzebubie, nasz panie, zbaw nas, chro&#324; nas, daj nam moc&#8221; druga linijka to &#8222;Belzebubie, nasz panie, niewiernych spal, niewiernych dr&#281;cz, niewiernych obr&#243;&#263; w proch&#8221;. My to wyznawcy Belzebuba, niewierni to wszyscy z poza sekty.&#160; Reszty nawet nie chce mi si&#281; czyta&#263;.- podsumowa&#322;am rzucaj&#261;c ci&#281;&#380;ki medalion na st&#243;&#322;.<br />-NIE RZUCAJ TYM! &#8211;wydar&#322; si&#281; gdy metal brzd&#261;kn&#261;&#322; o blat<br />-Spoookoooojnie, to z&#322;oto, nie jest zardzewia&#322;e nie pot&#322;ucze si&#281;.- powiedzia&#322;am, by&#263; mo&#380;e lekko kpi&#261;cym tonem.<br />-Masz si&#281; z tym obchodzi&#263; delikatnie! I odczyta&#263; to do ko&#324;ca!- krzycza&#322;.<br />Wsta&#322;am z krzes&#322;a. By&#322;am troch&#281; wy&#380;sza od chuderlawego doktora i wykorzysta&#322;am ca&#322;e swoje metr siedemdziesi&#261;t pi&#281;&#263; wzrostu by spojrze&#263; na niego z g&#243;ry.<br />-Po pierwsze, nie tym tonem, panie Trakowski, bo nie zobaczy pan wyp&#322;aty- powiedzia&#322;am cicho ale wyra&#378;nie.- Po drugie, ta wyprawa to dla mnie urlop, a je&#347;li urlop przestanie mi si&#281; podoba&#263;, zabior&#281; swoje rzeczy i odjad&#281;, a wtedy &#380;ycz&#281; powodzenia przy szukaniu kogo&#347; kto potrafi odczytywa&#263; runy. Po trzecie, nikt inny nie wy&#322;o&#380;y&#322;by kasy na t&#261; pa&#324;sk&#261; ekspedycj&#281;, a ja zrobi&#322;am to tylko dla tego &#380;e a&#380; &#380;al mi by&#322;o pana samego puszcza&#263; z &#322;opat&#261;, na jakie&#347; zapomniane przez boga zadupie.- m&#243;wi&#322;am nachylaj&#261;c si&#281; nad wierc&#261;cym si&#281; na sto&#322;ku m&#281;&#380;czyzn&#261;, wci&#261;&#380; patrz&#261;c mu g&#322;&#281;boko w oczy. Wyprostowa&#322;am si&#281; wycofuj&#261;c z jego strefy bezpiecze&#324;stwa, usiad&#322;am&#160; na krze&#347;le, po&#322;o&#380;y&#322;am buty na stole, odchyli&#322;am si&#281; i przewr&#243;ci&#322;am kartk&#281; w szkicowniku. Kierownik ekspedycji wsta&#322; i poszed&#322; do g&#322;&#243;wnego namiotu ekspedycji udaj&#261;c &#380;e nic si&#281; nie sta&#322;o.<br />&#346;wietnie, kolejna osoba kt&#243;ra mnie nie lubi&#8230; mog&#322;am za&#322;atwi&#263; to inaczej&#8230; Na pewno mog&#322;am&#8230; jako&#347;&#8230;<br />Ale nie mia&#322;am pomys&#322;u na to co innego mog&#322;abym mu powiedzie&#263;, czy zrobi&#263; &#380;eby mnie zostawi&#322; w spokoju i przy okazji nie wytrze&#263; nim pod&#322;ogi. Odruch natychmiastowego udzielania a&#380; nazbyt wyczerpuj&#261;cych ripost towarzyszy&#322; mi ju&#380; od dziecka, tylko &#380;e dawniej mieli mnie po prostu za rezolutn&#261; dziewczynk&#281;, teraz gdy mam ju&#380; te dwadzie&#347;cia lat, powinnam zachowywa&#263; si&#281; jak doros&#322;a a zamiast tego robi&#281; z siebie potwora w ludzkiej sk&#243;rze. I znowu to zrobi&#322;am, zrozumiawszy &#380;e go urazi&#322;am dopiero gdy zobaczy&#322;am jak Trakowski odchodzi.&#160; Zagryz&#322;am z&#281;by, wsta&#322;am i rzuci&#322;am szkicownik na st&#243;&#322;. Pobieg&#322;am za nim do namiotu. Robi&#322; herbat&#281; stoj&#261;c przy stoliku na mapy.<br />-Panie Doktorze, chcia&#322;am pana przeprosi&#263;.- powiedzia&#322;am hamuj&#261;c tu&#380; przed stolikiem.<br />Popatrzy&#322; na mnie przybieraj&#261;c niezidentyfikowan&#261; min&#281;. Niezidentyfikowan&#261; dla mnie. Zazdro&#347;ci&#322;am tym wszystkim osobom kt&#243;re potrafi&#322;y trafnie odczytywa&#263; ludzkie emocje na podstawie mimiki twarzy.<br />-Przepraszam- powt&#243;rzy&#322;am. Nie m&#243;wi&#322;am &#380;e nie chcia&#322;am go urazi&#263;, bo cho&#263; by&#322;a to prawda, jeszcze nikt ze zranionych przeze mnie ludzi w to nie uwierzy&#322;.<br />Kiwn&#261;&#322; g&#322;ow&#261; ale nie wiedzia&#322;am czy przyj&#261;&#322; przeprosiny czy mia&#322; zamiar je dopiero rozwa&#380;a&#263;. Korci&#322;o mnie strasznie &#380;eby dr&#261;&#380;y&#263; temat, ale on zacz&#261;&#322; i&#347;&#263; w stron&#281; wykopalisk, jednak gdy mnie mija&#322; klepn&#261;&#322; mnie dwa razy w rami&#281;.<br />-Sprawdza&#322;em ludzi z kt&#243;rymi mia&#322;em pracowa&#263;, wiem &#380;e trzeba bra&#263; poprawk&#281; na to co pani m&#243;wi. Nawet spotka&#322;em si&#281; z pani lekarzem. Co prawda o pani schorzeniu nic mi nie powiedzia&#322;, ale zaleci&#322; zabra&#263; ze sob&#261; herbat&#281; z melis&#261;.- powiedzia&#322; i wymownie zakr&#281;ci&#322; p&#322;ynem w swoim kubku. Najpierw prychn&#281;&#322;am tylko, ale po chwili ju&#380; &#347;mia&#322;am si&#281; do &#322;ez. Kochany m&#243;j psycholog, wiedzia&#322; &#380;e &#380;ycie ze mn&#261; nie jest lekkie. Historyk po chwili &#347;mia&#322; si&#281; ju&#380; ze mn&#261;. Uzna&#322;am &#380;e konflikt zosta&#322; za&#380;egnany, a by&#322;a to mi&#322;a i rzadka niespodzianka. Kierownik wyprawy poszed&#322; w swoj&#261; stron&#281; a ja zosta&#322;am sama w namiocie.<br />Z niewiadomych powod&#243;w bardzo lubi&#322;am tu siedzie&#263;. Dach na bazie wielok&#261;ta foremnego mia&#322; jakie&#347; sze&#347;&#263; metr&#243;w &#347;rednicy, wspiera&#322;y go grube na dwa palce metalowe s&#322;upki, a z jednej strony rozci&#261;gni&#281;ta by&#322;a plandeka kt&#243;ra chroni&#322;a od wiatru. &#346;ciana kt&#243;ra powinna by&#263; po drugiej stronie gdzie&#347; si&#281; zgubi&#322;a, ale nikomu to specjalnie nie przeszkadza&#322;o. W &#347;rodku, od strony &#347;ciany sta&#322;a polowa kuchenka i kilka skrzynek kt&#243;re robi&#322;y za prowizoryczny blat, na skrzynkach miska z wod&#261; by&#322;a zlewem, a wod&#281; brali&#347;my ze strumyka kt&#243;ry p&#322;yn&#261;&#322; rzut beretem od ruin zamku. Niedaleko g&#322;&#243;wnego namiotu sta&#322; m&#243;j wytw&#243;r- prowizoryczny prysznic zrobiony z beczki z przeciekaj&#261;cym dnem, zawieszonej na drzewie tak wymog&#322;a si&#281; obraca&#263;. Patent polega&#322; na tym &#380;e najpierw nape&#322;nia&#322;o si&#281; beczk&#281; ciep&#322;&#261; wod&#261; podgrzan&#261; na kuchence, zamyka&#322;o si&#281; j&#261; od g&#243;ry przeciekaj&#261;cym dnem a potem za pomoc&#261; sznurk&#243;w przekr&#281;ca&#322;o si&#281; j&#261; do g&#243;ry nogami i z powrotem. Ca&#322;y dzie&#324; siedzia&#322;am nad &#347;ciankami z patyk&#243;w powbijanych w ziemi&#281; i po&#322;&#261;czonych od g&#243;ry i w po&#322;owie wysoko&#347;ci sznurkiem a do sznurk&#243;w przywi&#261;za&#322;am cienki koc. Podobny kawa&#322;ek koca po&#322;o&#380;y&#322;am na ziemi poni&#380;ej, &#380;eby nie sta&#263; w b&#322;ocie.<br />By&#322;am dumna ze swojego dzie&#322;a ale ch&#322;opaki od razu dali mi do zrozumienia &#380;e to mia&#322;a by&#263; m&#281;ska, brudna, &#347;mierdz&#261;ca wyprawa a ja im wszystko psuj&#281;. Zobaczymy co powiedz&#261; jak zacznie ich obgryza&#263; robactwo.<br />Nagle moje rozmy&#347;lania i monotonne stukanie m&#322;oteczk&#243;w o kamie&#324; przerwa&#322; g&#322;o&#347;ny huk.&#160; Ziemia zatrz&#281;s&#322;a si&#281; pod moimi stopami, wytr&#261;caj&#261;c mnie z r&#243;wnowagi. Tyczki namiotu powyskakiwa&#322;y z ziemi, otrze&#378;wi&#322; mnie m&#243;j w&#322;asny krzyk, kiedy ci&#281;&#380;ki dach z bia&#322;ej plandeki zacz&#261;&#322; na mnie spada&#263;. Skuli&#322;am si&#281; na ziemi, na kt&#243;r&#261; nie wiadomo kiedy upad&#322;am i zas&#322;oni&#322;am g&#322;ow&#281; r&#281;kami. Poczu&#322;am uderzenie w plecy kiedy namiot upad&#322; i przygni&#243;t&#322; mnie do ziemi. Z ulg&#261; zauwa&#380;y&#322;am &#380;e nie by&#322; tak ci&#281;&#380;ki jak si&#281; wydawa&#322;, a nawet je&#347;li, to p&#322;achta wodoodpornego materia&#322;u dzia&#322;a&#322;a jak spadochron. M&#243;j umys&#322; prze&#322;&#261;czy&#322; si&#281; na tryb kalkuluj&#261;cy, a my&#347;li przyspieszy&#322;y. Analizowa&#322;am sytuacj&#281; wymy&#347;laj&#261;c dziesi&#261;tki mniej lub bardziej wiarygodnych wyt&#322;umacze&#324; na to co si&#281; sta&#322;o. Trz&#281;sienie ziemi. Osuwisko. Nie, nie osuwisko. T&#261;pni&#281;cie. Bomba. Lawina. Gdzie lawina? Wiosn&#261;? Lawina kamieni? &#377;le, wtedy nie by&#322;oby jednego huku. Wyj&#347;&#263; ! trzeba z tond wyj&#347;&#263;! Zacz&#281;&#322;am krztusi&#263; si&#281; py&#322;em.<br />Po&#322;o&#380;y&#322;am si&#281; p&#322;asko na ziemi i powoli zacz&#281;&#322;am si&#281; czo&#322;ga&#263; w stron&#281; skraju namiotu.<br />Id&#378;, id&#378; zanim si&#281; udusisz pod t&#261; cholern&#261; gumow&#261; plandek&#261;!<br />Nagle trafi&#322;am r&#281;k&#261; w pr&#243;&#380;ni&#281;, z mojego gard&#322;a wydoby&#322;o si&#281; co&#347; mi&#281;dzy krzykiem a piskiem, serce na sekund&#281; zamar&#322;o a my&#347;li wyparowa&#322;y z g&#322;owy gdy omal nie wpad&#322;am do dziury. Zmusi&#322;am si&#281; by odetchn&#261;&#263; kilka razy g&#322;&#281;boko. Nie wpad&#322;a&#347; tam&#8230; spokojnie&#8230; - m&#243;wi&#322;am sama do siebie.<br />Wpatrzy&#322;am si&#281; dok&#322;adniej w pustk&#281; przede mn&#261; i dostrzeg&#322;am kilka ja&#347;niejszych element&#243;w, jakby odrobina &#347;wiat&#322;a wdar&#322;a si&#281; pod materia&#322; dachu namiotu spr&#243;bowa&#322;am podnie&#347;&#263; si&#281; chocia&#380; troch&#281; i unie&#347;&#263; plandek&#281; kt&#243;ra przygniata&#322;a mnie do ziemi. Okaza&#322;o si&#281; &#380;e jestem ju&#380; bli&#380;ej kraw&#281;dzi ni&#380; mi si&#281; wydawa&#322;o. Gdy unios&#322;am dach, dziura przede mn&#261; wype&#322;ni&#322;a si&#281; &#347;wiat&#322;em s&#322;onecznym, ukazuj&#261;c kup&#281; po&#322;amanych ska&#322; i lu&#378;nej ziemi. Kto&#347; krzykn&#261;&#322; z do&#322;u, zza kr&#281;gu &#347;wiat&#322;a. Zmotywowa&#322;o mnie to do spuszczenia n&#243;g w otw&#243;r w ziemi. Buty zapad&#322;y si&#281; w sypkiej glebie i zsun&#281;&#322;y si&#281; w d&#243;&#322; gdy tylko opar&#322;am na nich ci&#281;&#380;ar swojego cia&#322;a. Strasznie du&#380;o dzi&#347; piszcza&#322;am&#8230; wyl&#261;dowa&#322;am na ty&#322;ku trzymaj&#261;c jedn&#261; r&#281;k&#261; brzeg dachu namiotu, b&#281;d&#261;c ju&#380; poza nim, w pe&#322;nym &#347;wietle. Moje oczy nie musia&#322;y przyzwyczaja&#263; si&#281; do s&#322;o&#324;ca, wi&#281;c nie mog&#322;am le&#380;e&#263; tam w ciemno&#347;ciach tak d&#322;ugo jak mi si&#281; wydawa&#322;o. Rozejrza&#322;am si&#281; wok&#243;&#322;. Kto&#347; bieg&#322; w moj&#261; stron&#281;, dwie osoby pochyla&#322;y si&#281; nad g&#322;&#281;bokim, w&#261;skim, pod&#322;u&#380;nym zapadliskiem, kto&#347; krzycza&#322; z do&#322;u.<br />Krzycza&#322; o pomoc.<br />Pu&#347;ci&#322;am plandek&#281; i zacz&#281;&#322;am zsuwa&#263;&#160; si&#281; w kierunku g&#322;osu, &#322;api&#261;c si&#281; po drodze wystaj&#261;cych korzeni i hamuj&#261;c ca&#322;y czas wbijaj&#261;c pi&#281;ty w sypki gruz.<br />Niech mi jeszcze raz kto&#347; powie &#380;e mam nie chodzi&#263; w glanach. Glany s&#261;, kurde, zajebiste. Tylko dzi&#281;ki&#160; grubej sztywnej sk&#243;rze z kt&#243;rej by&#322;y zrobione uda&#322;o mi si&#281; nie po&#322;ama&#263; n&#243;g w kostkach. Gorzej mia&#322;y si&#281; r&#281;ce. Wszystko wok&#243;&#322; mia&#322;o ostre kraw&#281;dzie kt&#243;re rozcina&#322;y mi d&#322;onie.<br />-Tomek! &#8211;krzykn&#281;&#322;am gdy zobaczy&#322;am ch&#322;opaka niemal do po&#322;owy przysypanego kamieniami, dzielnie przygryzaj&#261;cego z&#281;by, &#380;eby nie krzycze&#263;. &#8211;Tomek, czekaj, ju&#380; id&#281;!<br />Obesz&#322;am go dooko&#322;a &#380;eby okruchy ska&#322; z pod moich n&#243;g go nie trafi&#322;y. Kaszla&#322; le&#380;&#261;c przysypany py&#322;em i gruzem.<br />-Mo&#380;esz czym&#347; ruszy&#263;? Uderzy&#322;e&#347;&#160; si&#281; w kr&#281;gos&#322;up?- pyta&#322;am zdejmuj&#261;c w mi&#281;dzyczasie kilka kamieni z jego koszulki. Chcia&#322;am go jak najszybciej wyci&#261;gn&#261;&#263;, boj&#261;c si&#281; &#380;e ziemia zn&#243;w si&#281; osunie i przysypie go ca&#322;ego.<br />-Nie, tylko nogi mi utkn&#281;&#322;y- j&#281;kn&#261;&#322;<br />-Bol&#261;?<br />-Nie, kurwa, wcale!- warkn&#261;&#322; pr&#243;buj&#261;c podnie&#347;&#263; si&#281; na &#322;okciu. No dobra, moja wina, zada&#322;am g&#322;upie pytanie. Pomog&#322;am mu si&#281; unie&#347;&#263;, opar&#322;am jego plecy na swoich udach a jego g&#322;ow&#281; po&#322;o&#380;y&#322;am na swoim ramieniu &#380;eby nie wisia&#322; do g&#243;ry nogami. Jedn&#261; r&#281;k&#261; przytrzymywa&#322;am go przy sobie a on korzystaj&#261;c z rzadkiej okazji wtuli&#322; twarz w moj&#261; bluzk&#281;. Zerkn&#281;&#322;am w d&#243;&#322; i westchn&#281;&#322;am ci&#281;&#380;ko. Czy facet ranny czy umieraj&#261;cy, nie przegapi okazji by wsadzi&#263; dziewczynie nos mi&#281;dzy piersi. A ja nie mia&#322;am serca go teraz za to opieprza&#263;, mrukn&#281;&#322;am tylko &#380;e ma si&#281; nie przyzwyczaja&#263; bo to pierwszy i ostatni raz. Woln&#261; r&#281;k&#261; zdejmowa&#322;am z niego mniejsze kamienie i otrzepywa&#322;am py&#322;. Wreszcie po nieca&#322;ej minucie odsun&#281;&#322;am go od siebie i z&#322;apa&#322;am popod pachami od ty&#322;u. J&#281;kn&#261;&#322; najpierw niezadowolenia, potem&#160; z b&#243;lu, a na koniec krzykn&#261;&#322;, gdy uda&#322;o mi si&#281; go wyci&#261;gn&#261;&#263;. Puste miejsce kt&#243;re zosta&#322;o w gruzowisku, tam gdzie by&#322;y jego nogi, natychmiast si&#281; zapad&#322;o tworz&#261;c mini lawin&#281;. Spojrzeli&#347;my na siebie w tym samym momencie.<br />-Dzi&#281;ki &#8211; sapn&#261;&#322; i spojrza&#322; sm&#281;tnie na swoj&#261; nog&#281;, wygi&#281;t&#261; pod kontem jednoznacznie sugeruj&#261;cym pe&#322;ne z&#322;amanie ko&#347;ci. Skrzywi&#322;am si&#281; wyobra&#380;aj&#261;c sobie jak to boli.<br />Nagle zacz&#281;&#322;y spada&#263; na nas drobne kamienie. Spojrza&#322;am w g&#243;r&#281; i wyba&#322;uszy&#322;am oczy widz&#261;c jak kierownik wyprawy jedzie do nas na twarzy.<br />-Gdzie!? Idioto! Nie tak! Bokiem! Id&#378; bokiem! Przysypiesz nas!- krzycza&#322;am spanikowana gdy spada&#322;y na nas coraz wi&#281;ksze okruchy ska&#322;.<br />-Wracaj na g&#243;r&#281;!- do&#322;&#261;czy&#322; si&#281; troch&#281; piskliwie Tomek z przera&#380;eniem w oczach, u&#347;wiadamiaj&#261;c sobie &#380;e nie b&#281;dzie mia&#322; jak uciec przed nast&#281;pnym osuwiskiem. Nadal trzyma&#322;am go pod pachami wi&#281;c spr&#243;bowa&#322;am przesun&#261;&#263; go na bok, ale by&#322; ci&#281;&#380;ki. Na szcz&#281;&#347;cie nie by&#322;o lawiny. Trakowski kozio&#322;kowa&#322;, zje&#380;d&#380;a&#322; na ty&#322;ku a potem zn&#243;w kozio&#322;kowa&#322; a&#380; z&#322;apa&#322;am go za ko&#322;nierz i wyhamowa&#322;am, sama przy tym zsuwaj&#261;c si&#281; jakie&#347; dwa metry, i zostawiaj&#261;c ch&#322;opaka wy&#380;ej.<br />-Zosta&#324; tu i pilnuj Tomka- warkn&#281;&#322;am w&#347;ciek&#322;a na historyka za jego g&#322;upot&#281;.<br />Wspi&#281;&#322;am si&#281; po korzeniu kt&#243;ry wystawa&#322; z ziemi niedaleko mnie, i ruszy&#322;am w stron&#281; kolejnego odstaj&#261;cego korzenia. W&#281;dr&#243;wka pomi&#281;dzy nimi by&#322;a bardzo wyczerpuj&#261;ca. Gdy by&#322;am ju&#380; niedaleko wyj&#347;cia dziury, kto&#347; poda&#322; mi d&#322;ugi kij i pom&#243;g&#322; mi wyj&#347;&#263;.<br />-Znajd&#378;cie jak&#261;&#347; lin&#281;. I co&#347; z czego mo&#380;na zrobi&#263; nosze, bo Tomek sam nie wyjdzie. Trzeba go wyci&#261;gn&#261;&#263; zanim ziemia si&#281; znowu osunie- wyksztusi&#322;am zdyszana, nim pad&#322;am na plecy na ziemi&#281;. Pr&#243;bowa&#322;am uspokoi&#263; oddech obserwuj&#261;c p&#322;yn&#261;ce po niebie chmury. Dopiero teraz dotar&#322;o do mnie jak bardzo wszystko mnie boli. Adrian, jeden z archeolog&#243;w, przybieg&#322; z lin&#261; i jakim&#347; kocem.<br />-Co teraz?- sapn&#261;&#322; k&#322;ad&#261;c to przede mn&#261;. Ca&#322;y dygota&#322; i kr&#281;ci&#322; si&#281; zniecierpliwiony i wystraszony. Popatrzy&#322;am na to co przyni&#243;s&#322;. Roz&#322;o&#380;y&#322;am koc, a potem zacz&#281;&#322;am sk&#322;ada&#263; go tylko wzd&#322;u&#380;, tworz&#261;c&#160; pod&#322;u&#380;n&#261;&#160; grub&#261; warstw&#281;.<br />-Przebij to po obu ko&#324;cach i przeci&#261;gnij lin&#281;. Zrobimy prowizoryczny hamak. Do &#347;rodka wsad&#378; r&#243;wnolegle kilka desek, os&#322;oni&#261; Tomka od kamieni po kt&#243;rych go b&#281;dziemy wci&#261;ga&#263;.- Powiedzia&#322;am i pad&#322;am z powrotem na plecy- i mam nadziej&#281; &#380;e ju&#380;&#160; dawno zadzwonili&#347;cie po ratownik&#243;w, jak nie, to jeste&#347;cie band&#261; idiot&#243;w.-powiedzia&#322;am zn&#243;w wpatruj&#261;c si&#281; w niebo. Po chwili us&#322;ysza&#322;am &#8222;halo? Chcia&#322;bym zg&#322;osi&#263; wypadek w g&#243;rach!&#8221; i zacz&#281;&#322;am si&#281; cicho &#347;mia&#263;. Jednak s&#261; band&#261; idiot&#243;w.<br />Adrian skleci&#322; hamak tak jak mu powiedzia&#322;am i spu&#347;ci&#322; go po zboczu, mniej wi&#281;cej w stron&#281; Tomka. Trakowski kt&#243;ry zosta&#322; na dole, pom&#243;g&#322; mu wej&#347;&#263; a potem pierwszy wdrapa&#322; si&#281; po linie na ko&#324;cu kt&#243;rej zostawi&#322; ch&#322;opaka, a gdy ju&#380; by&#322; na g&#243;rze , wsta&#322;am i razem z Adrianem i Romkiem (to ten ze szko&#322;y przetrwania) zacz&#281;&#322;am powolutku wci&#261;ga&#263; do g&#243;ry nasz&#261; ulubion&#261; ofiar&#281; losu. Po chwili na z&#322;apanie oddechu, do ci&#261;gn&#261;cych do&#322;&#261;czy&#322; te&#380; kierownik wyprawy. Gdy ch&#322;opak by&#322; ju&#380; na g&#243;rze, adrenalina opad&#322;a jak za pstrykni&#281;ciem palc&#243;w. Zachwia&#322;am si&#281; na nogach i gdyby nie to &#380;e z&#322;apa&#322; mnie kto&#347; na kogo wpad&#322;am, pewnie bym si&#281; przewr&#243;ci&#322;a. Wiedzia&#322;am &#380;e co&#347; do mnie krzyczeli ale rozumia&#322;am tylko co drugie s&#322;owo. Szepn&#281;&#322;am tylko &#380;e kr&#281;ci mi si&#281; w g&#322;owie. Kto&#347; przytrzyma&#322; mnie w pozycji p&#243;&#322;siedz&#261;cej. Tryb kalkulacyjny w mojej g&#322;owie si&#281; wy&#322;&#261;czy&#322;, automatycznie w&#322;&#261;czaj&#261;c tryb j&#281;cz&#261;cej marudy nie do wytrzymania.<br />-Wszystko mnie booooliii! Chc&#281; do dooooomuuuu! Aaaaa &#8230;.. &#378;le mi&#8230;. &#8211;j&#281;cza&#322;am<br />-Zacz&#281;&#322;o si&#281;- szepn&#261;&#322; kto&#347;, kto&#347; inny prychn&#261;&#322; ze &#347;miechu<br />-Kiedy&#347; musia&#322;o- kto&#347; zachichota&#322;.<br />-Booooooooliiiiiii!<br />Moje dalsze j&#281;ki zag&#322;uszy&#322; nadlatuj&#261;cy &#347;mig&#322;owiec ratunkowy.<br />-O, ju&#380;?- spyta&#322;am sam&#261; siebie.<br />-Jakie&#347; pi&#281;tna&#347;cie minut, szybko s&#261;.- powiedzia&#322; ten kto mnie trzyma&#322;. Adrian. Dopiero teraz dotar&#322;o do mnie &#380;e si&#281; mn&#261; zaopiekowa&#322;. Zrobi&#322;o mi si&#281; jako&#347; cieplej na sercu. Podnios&#322;am r&#281;k&#281;, lekko pukn&#281;&#322;am go w klatk&#281; piersiow&#261; i u&#347;miechn&#281;&#322;am si&#281; do niego.<br />-Dzi&#281;ki &#380;e mnie z&#322;apa&#322;e&#347;- powiedzia&#322;am przekrzykuj&#261;c helikopter. W odpowiedzi otrzyma&#322;am od niego szeroki u&#347;miech.<br />Helikopter wyl&#261;dowa&#322;, ja przy pomocy Adriana pozbiera&#322;am si&#281; jako&#347; z ziemi, ratownicy za&#322;adowali Tomka do &#347;mig&#322;owca chwal&#261;c nas po drodze za nosze (hamak?) kt&#243;re zrobili&#347;my. Po pobie&#380;nym zbadaniu ch&#322;opaka, opatrzyli rany mi a potem Trakowskiemu, i odlecieli do szpitala.<br />&#160;<br />Z r&#281;kami zabanda&#380;owanymi tak &#380;e ledwo mog&#322;am rusza&#263; palcami, przyci&#261;gn&#281;&#322;am&#160; swoje krzes&#322;o na brzeg g&#322;&#281;bokiego rowu. Nie dawa&#322;o mi &#380;y&#263; to co zobaczy&#322;am k&#261;tem oka gdy &#322;apa&#322;am dyrektora wyprawy.<br />&#321;ukowaty kamienny strop.<br />Strop tunelu g&#322;&#281;boko pod ziemi&#261;, kt&#243;ry si&#281; zawali&#322;, zostawiaj&#261;c po sobie ten g&#322;&#281;boki r&#243;w. Jak bardzo wysoki i przestronny musia&#322; by&#263; ten tunel? Co znajduje si&#281; na ko&#324;cu korytarza, pod tysi&#261;cletnimi ruinami zamku, w kt&#243;rym bytowa&#322;a sekta&#160; pot&#281;&#380;nego demona z piek&#322;a rodem?<br />Nurtowa&#322;o mnie to pytanie. Nurtowa&#322;o do tego stopnia, &#380;e siedzia&#322;am nad zapadlin&#261; do p&#243;&#378;na, a&#380; ca&#322;kiem przesta&#322;am j&#261; widzie&#263;. Ciemn&#261; noc&#261; podrepta&#322;am do swojego prywatnego namiotu na uboczu bazy, by &#347;ni&#263; o skarbach na ko&#324;cu zapomnianego tunelu.<br />&#160;]]></description>
		<pubDate>Sun, 10 Apr 2016 15:41:00 +0000</pubDate>
		<guid>http://www.paranormalne.pl/blog/78/entry-677-moja-paranormalna-ksiazka/</guid>
	</item>
</channel>
</rss>