Skocz do zawartości




Zdjęcie

Obyś cudze dzieci uczył


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
43 odpowiedzi w tym temacie

#16

Master Zgiętonogi.

    Capo di tutt'i capi

  • Postów: 323
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

 

Klienci u ciebie nie rozumieja pewnych rzeczy (a powinni), podobnie jak rodzice. Czy to twoim zdaniem ich usprawiedliwia? Vzy moze raczej powinni zrozumiec i ogarnac kilka podstawowych rzeczy, ktore dla nas, ciebie i mnie, sa oczywiste?

To jest moja praca, od tego jestem by oni nie musieli rozumiec, a zebym im pomagal. Placa mi za to wiec owszem, niestety ich to usprawiedliwia. Gdyby oni wszystko wiedzieli i wszystko rozumieli... To po co bylbym ja? Kazdy chce oczywiscie "wychowac" sobie klienta (rodzica) - jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej, a niektorzy sa po prostu niereformowalni.

 

 

Ktos sie drze ze Pawelek znowu sie nie nauczyl i nie zrobil zadan mimo ze grozi mu nieklasyfikacja i juz wiesz ze dzis znowu przyleci mama Pawelka i bedzie straszyc kuratorium i tym, ze znecasz sie nad jej dzieckiem. Januszek wybil zeba Mateuszkowi, a Anetka probuje wyjsc ze szkoly w trakcie godzin lekcyjnych. Po lekcjach sluchasz wrzaskow mamusi wedlug ktorej MUSISZ przepuscic Pawelka, to nic ze nie spelnia nawet najbardziej podstawowych, niemal zerowych wymagan w klasie III. Wracasz. Powinienes miec wolne i z glowy, ale nie. Dzwonia rodzice do 20, olewajac fakt ze masz zycie prywatne. Ech, a mozna bylo nie dawac im numeru. No ale trudno. Odbierasz, olewajac wnerwionego meza i krewnych. Czasu nie masz, a uzerac sie z nimi trzeba. Dobrze ze maz gotuje i zajmuje sie domem i jest na emeryturze, chociaz podstawowe zadania z glowy.

Dlatego tak jak wspominalem nalezy najpierw okreslic i zreformowac obowiazki oraz prawa nauczycieli. Inna sprawa, ze wiekszosc pracy nauczyciela to wlasnie zarzadzanie ludzmi (tego juz nikt nie pojmuje, w ogole umowmy sie wiekszosc wiedzy pdostawowki moglby przekazac kazdy nie potrzebujac do tego specjalnych studiow i papierkow, a i tak najwazniejszy bedzie sposob w jaki ta widze podaje, jak zarzadza dzieciakami oraz rodzicami, cechy z jakiegos powodu totalnie ignorowane przy zatrudnieniu w szkole mam wrazenie) i pewne rzeczy powinien sobie ustabilizowac i okreslic, choc fakt jest to trudne bo wiem jacy sa obecnie rodzice. Dlatego system nalezy zreformowac, ale nadal nijak to sie ma w mojej glowie do roszczen o podwyzke 1000 zlotych. Jezeli jest jakas patologia to nalezy ja wyleczyc. Podnoszac pensje patologia dalej jest pielegnowana, po prostu za wieksze pieniadze. Za 10 lat bedzie trzeba zwiekszyc place o kolejny 1000 zlotych bo patologia nadal bedzie rozwijana. Jak juz ustalone zostana prawa, obowiazki, w zasadzie caly nowy system to wtedy nalezy pomowic o zarobkach i zastanowic sie czy w nowym wydaniu nalezy je podniesc. 

 

 

Tu jest duza odpowiedzialnosc i tu. Tylko ze na Ciebie i twoj zawod nie ma takiej nagonki spolecznej i politycznej. Tobie jest ciezko i tam jest ciezko, ale osobiscie wcale nie dziwie sie ze jednak istnieja postulaty o lepszych zarobkach, ale przede wszystkim postulaty o zmianie warunkow pracy.

Zgadza sie. Bo gdyby mi moja praca nie odpowiadala to bym ja zmienil. To jest w zasadzie klucz do poprawy zarobkow w jakimkolwiek sektorze. Liczba uczniow przypadajacych na nauczyciela spada, liczba stazystow rosnie, podnoszenie plac z perspektywy pracodawcy (panstwa) to jakis kompletny absurd i nonsens, jak brutalnie to nie brzmi. Jezeli rzad bedzie mial luzne 1000pln na kazdego nauczyciela to nie da tych pieniedzy nauczycielom tylko np. lekarzom bo tak jak wspominalem za nimi stoja realne liczby.

 

 

Gdybys protestowal, powiedzialabym ze rozumiem. Gdybys uwazal ze slusznie protestujesz, zyczylabym powodzenia i trzymalabym kciuki, zeby ci sie udalo ;) kazdy zasluguje na lepsze warunki i lepsza szanse.

Protesty sa najgorszym sposobem poprawienia swoich warunkow. Dziekuje za wsparcie, ale mi by sie to nie zdarzylo. Niestety w rzeczywistosci taki fenomen sprawiedliwego swiata, ze kazdy zasluguje na lepsze warunki i lepsze szanse jest mitem. Albo inaczej - kazdy ma szanse na lepsze warunki i szanse, ale zeby z nich skorzystac musi podjac decyzje i te szanse wykorzystywac, nic sie nam z gory nie nalezy... szczegolnie jezeli nie jest poparte faktami i liczbami. Nie obraz sie i nie traktuj tego personalnie bo nauczycielem jest Twoja mama i ja nie chce nikogo osobiscie obrazac, ale fakty sa niestety takie, ze nauczyciele to najczesciej naukowe odrzuty ze studiow. Po moim roku tez bylo to widac, wiekszosc szla na nauczycielska specjalizacje bo nie miala innego wyjscia. Takich zapalonych nauczycieli, ludzi, ktorzy to planowali mozna bylo policzyc na palcach jednej reki, ale oni chyba tez zdawali sobie sprawe na co sie pisza, znali warunki tej pracy i zarobki. Niewielu matematykow czy biologow studiuje z mysla, ze chce byc nauczycielem... Tak samo jak chlopaki w budowlance chca byc operatorami koparek, projektantami, kierownikami budowy, a nie ukladaczami kostki brukowej czy konserwatorami powierzchni plaskich. Jaka jest rzeczywistosc i gdzie konczy wiekszosc wiemy.

 

 

Moze wynika to z mojej mentalnosci, nie wiem - ale wydaje mi sie, ze kurcze, zawod w ktorym nie masz prawie wcale czasu prywatnego, a ponosisz taka odpowiedzialnosc, powinien niesc za soba chociaz taka rekompensate jak zarobki. I widzisz, nauczyciele nie maja problemu ze swoja praca. Tylko czy chcialbys pracowac bez prywatnosci dla siebie, bez czasu dla siebie, za zwykle 1.8-2.5k, maja wiecznie nad soba grozbe kuratorium/dyrekcji (za byle pierdole podadza cie do szefa/sadu mimo braku dowodow - i wiesz ze nawet jak masz racje i swiadkow to wszyscy uwierza i tak komu innemu)? Bo ja nie. 2.5k to za malo.

Jakie jest zrodlo danych tych 1.8-2.5k? Bo ja podalem swoje zrodla i sa odmienne, tam sa konkretne liczby i fakty. Tylko dobrze by bylo opierac sie na czyms innym niz to co mowi mama czy kolezanka. Nie chcialbym tak zarabiac, dlatego w pore zrezygnowalem ze studiow i poszedlem szukac szczescia gdzies indziej. W dodatku argument o pracy 24/7 nauczyciela do mnie nie trafia w dalszym ciagu bo moje dowody anegdotyczne swiadcza o czyms totalnie innym. Moze to tez zalezec od szkoly, regionu i tak dalej... No, ale coz. Panstwowka i uczenie rownosci i, ze wszystkim sie nalezy tak samo, po rowno (komuno wroc) wiec nie da sie w odpowiedni sposob modyfikowac zarobkow. Twoja mama powinna zarabiac wiecej przy takich obowiazkach, klasach integracyjnych itd. Z drugiej strony pensja w okolicach 4000 brutto dla mojej nauczycielki matematyki z gimnazjum (pozdro Magda) to jest jakis skandal i nonsens. Glownie z tego wzgledu, ze najwiekszym naszym osiagnieciem i zadaniem bylo stworzenie ogromnego samolotu z papieru rozmiaru A2, a nie np. dobre poznanie tw. pitagorasa. Tutaj problem rozbija sie o panstwowke. Dobry nauczyciel moze dobrze zarobic w prywatnej szkole i udzielajac korepetycji.

 

 

Co do bezuzytecznosci - realia 35, 20, 10 lat temu byly inne. To nie jest bezuzyteczny zawod, tak jak twoj. Kazdy ma prawo protestowac - gorzej tylko kiedy inni uwazaja, ze nie masz do tego prawa i nie powinienes upominac sie o swoje

Wiem, ze byly inne... Nie mialem na mysli Twojej mamy na przyklad. Bardziej chodzilo mi o przyklad kolezanki, ktora robi jakies studia plastyczne w Wypizdowku Mniejszym wierzac w American Dream i rozwoj kariery malarki totalnie nie majac na to perspektyw i mozliwosci. W zasadzie tez chcialbym zostac hodowca lemurow i bananow, ale w zwiazku z tym, ze mamy polowe Kwietnia, a za oknem panuje sniezyca to raczej nie mam takiej opcji takze moj tok rozumowania jest nieco inny. Po prostu tego nie robie zamiast robic na przekor wszystkiemu, a pozniej dopominac sie, ze w sumie to banany kiepsko rosna, lemury zdychaja to dajcie mi wiecej kasy bo nie mam.

 

No i tutaj dochodzi jeszcze aspekt moralny aktualnie czyli wykorzystywanie dzieci jako tarczy, zakladnikow i usilne proby zatrzymania egzaminow, robienie bydla pod szkolami przeszkadzajac dzieciakom czy wyzywanie "zastepcow" tzw. "łamistrajków".


Użytkownik Master Zgiętonogi edytował ten post 12.04.2019 - 09:33

  • 0

#17

Arkansas.
  • Postów: 51
  • Tematów: 0
  • Płeć:Nieokreślona
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

(mam nadzieję, że uda mi się wklepanie cytowania...)

 

 

Kazdy chce oczywiscie "wychowac" sobie klienta (rodzica) - jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej, a niektorzy sa po prostu niereformowalni.

 

A, widzisz. Płacą ci... im niby też, ale coś nie do końca wychodzi. Niereformowalność to jedno, ale ciągłe grożenie kuratorium albo dyrekcją - sam przyznasz - jest trochę przesadą. Jest to zrozumiałe jeśli sprawa faktycznie jest gruba, a nauczyciel nie ma żadnego wyjaśnienia na swoje działanie, postępowanie. Tymczasem dziś groźby tego typu są na porządku dziennym. A kuratorium jest jak skarbówka - przyjdzie i będzie tak grzebać, żeby tylko coś znaleźć, nawet jeśli to nie dotyczy nauczyciela i tej sprawy bezpośrednio. Chodzi o cokolwiek. Dziś ludzie już nadużywają tego prawa. To stało się ich koronnym argumentem. Jak urzędnik jest nietykalny, tak na lekarza mało kto wezwie prokuratora (chyba że sprawa jest naprawdę poważna i nie pozostawia żadnych wątpliwości). A nauczyciel? Pawełek dostał jedynkę, zgłoszenie do kuratorium za znęcanie się psychiczne nad uczniem. Słyszałam. To rzeczywiście niereformowalny rodzic, ale wydaje mi się, że jednak nie powinien mieć takiej możliwości grożenia kuratorium czy dyrekcją, jeśli tej możliwości nadużywa. A dziś to norma. Niereformowalnych jest coraz więcej, rośnie więc poczucie zagrożenia. 
 

 

Dlatego tak jak wspominalem nalezy najpierw okreslic i zreformowac obowiazki oraz prawa nauczycieli. Inna sprawa, ze wiekszosc pracy nauczyciela to wlasnie zarzadzanie ludzmi (tego juz nikt nie pojmuje, w ogole umowmy sie wiekszosc wiedzy pdostawowki moglby przekazac kazdy nie potrzebujac do tego specjalnych studiow i papierkow, a i tak najwazniejszy bedzie sposob w jaki ta widze podaje, jak zarzadza dzieciakami oraz rodzicami, cechy z jakiegos powodu totalnie ignorowane przy zatrudnieniu w szkole mam wrazenie) i pewne rzeczy powinien sobie ustabilizowac i okreslic, choc fakt jest to trudne bo wiem jacy sa obecnie rodzice. Dlatego system nalezy zreformowac, ale nadal nijak to sie ma w mojej glowie do roszczen o podwyzke 1000 zlotych. Jezeli jest jakas patologia to nalezy ja wyleczyc. Podnoszac pensje patologia dalej jest pielegnowana, po prostu za wieksze pieniadze. Za 10 lat bedzie trzeba zwiekszyc place o kolejny 1000 zlotych bo patologia nadal bedzie rozwijana. Jak juz ustalone zostana prawa, obowiazki, w zasadzie caly nowy system to wtedy nalezy pomowic o zarobkach i zastanowic sie czy w nowym wydaniu nalezy je podniesc.

 

Zgodzę się, że trzeba określić i zreformować obowiążki i prawa nauczycieli. Krzyczy się o podwyżkę głównie dlatego, że można protestować albo właśnie o podwyżki, albo o zmianę (lub podniesienie?? nie pamiętam dokładnie, tu nie będę kłamczyć) warunków pracy. 

 

Jeśli chodzi o zarządzanie to po części też się zgodzę. Z drugiej strony zarządzanie ludźmi to nauki wchodzące w zakres zarządzania i administracji (a takie studia muszą mieć głównie dyrektorzy czy osoby aspirujące do stanowiska dyrektora lub wicedyrektora). Na niższych szczeblach pokroju nauczycieli to też jest istotne, ale takie osoby mają wiedzę zdobytą bardziej "na czuja", z doświadczenia i tego, co wypracowali z dziećmi i rodzicami (a każda klasa jest inna). Paradoksalnie też wiedza z podstawówki, o której mówisz że nie wymaga papierków, nie zawsze jest taka łatwa. Czy pamiętasz podstawowe zasady ortografii, gramatyki, przyrody i innych rzeczy? Bo ja nie. Na studiach uczysz się nie tylko wiedzy którą musisz przekazać, ale też o tym, jak ją przekazać. Fakt faktem, najważniejszy jest sposób przekazywania wiedzy - co do tego zgoda. 

 

(Taka mała dygresja odnośnie przekazywania wiedzy: w szkole z klasami integracyjnymi nauczyciel musi też wiedzieć, jak pracować z dziećmi niepełnosprawnymi (jak nauczyciel wspomagający - więc głównie z tej perspektywy będę pisać). Kiedyś przyszłam do mamy do klasy. Była dziewczynka, na pozór normalna, zwyczajna - miałam ją ubrać (chodziło o nałożenie na nią kurtki). Nie miałam zielonego pojęcia jak się za to zabrać, bo stała nieruchomo jak kołek, ani be, ani me, ani słówka nie piśnie, a ja nie domyśliłam się w ogóle, co ja miałam zrobić (nie przyniosła kurtki ani nic). Takie dzieci mają problemy nie tylko z czytaniem, pisaniem, liczeniem, ale także rozumieniem i funkcjonowaniem w normalnym świecie. Do tego jednak jest potrzebna wykwalifikowana kadra, a takie kierunki jak np. oligofrenopedagogika są jednak trudne i wymagają trochę bardziej specjalistycznej wiedzy niż nas obojga, twojej czy mojej) 

 

Ponadto zapomina się, że w podstawówkach nie chodzi też tylko o przekazanie wiedzy (i znów: przeładowany program, brak możliwości poświęcenia uczniom czasu - np. znajomi nauczyciele często uskarżali się, że nie mogą zająć się uczniami jak trzeba i muszą równać wszystko w dół, a wtedy, nie ukrywajmy, cierpią też dzieci), ale także integrację i uczenie dzieci współdziałania w grupie, funkcjonowania wśród innych rówieśników i nie tylko. Myślę, że to nie jest coś, co dałaby radę zrobić osoba bez kwalifikacji i bez studiów czy papierków. Ale już nawet nie mówmy o integracji. Wiedzę, samą wiedzę, bez kształtowania rzeczy pobocznych, też mimo wszystko trudno przekazać - osobiście sama nie umiałabym tego zrobić i nie sądzę, że osoba z ulicy, bez papierka, też by dała radę. Dlaczego? Ano, trzeba mieć umiejętność do nauczania innych. Doświadczyłam tego sama, kiedy musiałam nauczyć swoich znajomych obsługi kilku programów - na pozór prostych, a jednak się okazało, że tłumaczenie tego wszystkiego jest żmudne, skomplikowane i pod koniec tych "zajęć" miałam ochotę tłuc głową w ścianę i krzyczeć. I nie mówię tu o jakiejś bardzo specjalistycznej wiedzy, raczej coś typu "co musisz włączyć, co od czego jest i dlaczego nie powinieneś naciskać tego czerwonego krzyżyka". Mimo to trzeba wszystko było gruntownie wyjaśnić od podstaw. Najbardziej podstawowych podstaw, które każdy powinien zrozumieć. 

"Nie naciskaj czerwonego krzyżyka". "Ale dlaczego?" "Bo w ten sposób wyłączysz program i..." "Aha. (wyłącza czerwony krzyżyk) ŁOLABOGA DZIEJO SIE RZECZY NIESTWORZONE A CO JEŚLI MI SIE NIE ZAPISAŁO I W OGÓLE TO TWOJA WINA BO NIE MÓWIŁAŚ". 

 

 

Protesty sa najgorszym sposobem poprawienia swoich warunkow. Dziekuje za wsparcie, ale mi by sie to nie zdarzylo. Niestety w rzeczywistosci taki fenomen sprawiedliwego swiata, ze kazdy zasluguje na lepsze warunki i lepsze szanse jest mitem. Albo inaczej - kazdy ma szanse na lepsze warunki i szanse, ale zeby z nich skorzystac musi podjac decyzje i te szanse wykorzystywac, nic sie nam z gory nie nalezy... szczegolnie jezeli nie jest poparte faktami i liczbami. Nie obraz sie i nie traktuj tego personalnie bo nauczycielem jest Twoja mama i ja nie chce nikogo osobiscie obrazac, ale fakty sa niestety takie, ze nauczyciele to najczesciej naukowe odrzuty ze studiow. Po moim roku tez bylo to widac, wiekszosc szla na nauczycielska specjalizacje bo nie miala innego wyjscia. Takich zapalonych nauczycieli, ludzi, ktorzy to planowali mozna bylo policzyc na palcach jednej reki, ale oni chyba tez zdawali sobie sprawe na co sie pisza, znali warunki tej pracy i zarobki. Niewielu matematykow czy biologow studiuje z mysla, ze chce byc nauczycielem... Tak samo jak chlopaki w budowlance chca byc operatorami koparek, projektantami, kierownikami budowy, a nie ukladaczami kostki brukowej czy konserwatorami powierzchni plaskich. Jaka jest rzeczywistosc i gdzie konczy wiekszosc wiemy.

 

No i o to też się protestuje: o zmianę systemu. Pod tym względem to też popieram i nie uważam, że protesty są złe (aczkolwiek rozumiem, dlaczego uważasz inaczej). Z drugiej strony w jaki sposób miałby zostać zreformowany system, jak miałby się obecnie prezentować po zmianach, bez protestów, bez niczego? Różnica między nauczycielem a lekarzem jest też taka, że lekarz może wyjechać, znajdzie pracę gdziekolwiek indziej... nauczyciel niekoniecznie. Większość z nich nie będzie w stanie się przebranżowić ani przenieść do innych miejsc. Znajoma nauczycielka (matka mojego dobrego kolegi) ostatnio mówiła mi, że rozglądała się za pracą w przyległych miejscowościach do naszej i wspominała, że najwięcej nauczycieli szukały ambasady, a to wiązałoby się z wyjazdem, znajomością języka używanego przez Polonię (np. powiedzmy, węgierskiego)... i tak dalej. Nie zawsze każdy może sobie pozwolić. Ponadto mówiła, że ceny rosną, pensje zostają takie same, bez zmian - czy 30 lat temu wiedziała na co się pisze i że 30 lat później nie będzie jej stać na podstawowe rzeczy? Niekoniecznie. Raczej mało kto przewiduje, że 30 lat później jego stawki zostaną takie same, zamrożone, podczas gdy ceny trzykrotnie wzrosną.

 

A skoro prośby, petycje (rodziców czy nauczycieli) nic nigdzie nie dały... to prędzej czy później trzeba tupnąć nóżką i pokazać, że jednak nie zawsze jest tak różowo. Ludzie zawsze wolą mieć klapki na oczach i udawać, że trawa po stronie sąsiada (nauczyciela, oświaty) jest bardziej zielona. Proszono, próbowano rozmawiać, rodzice wnosili petycje, prośby. Nic. O kant stołu to można było potłuc. Wszystko zostało wyrzucone do kosza. To pozostaje tylko protest. A kiedy protestować, jak nie teraz? W wakacje? To byłoby bez sensu. 

 

 

Nie obraz sie i nie traktuj tego personalnie bo nauczycielem jest Twoja mama i ja nie chce nikogo osobiscie obrazac, ale fakty sa niestety takie, ze nauczyciele to najczesciej naukowe odrzuty ze studiow. Po moim roku tez bylo to widac, wiekszosc szla na nauczycielska specjalizacje bo nie miala innego wyjscia

 

To prawda że nic się nie należy z góry za samo bycie np. nauczycielem, ale można - i warto - protestować jeśli system jest wadliwy i nie jest z nim w porządku.
Na moim roku (filologia) część osób poszła na specjalizację nauczycielską. Z czystej pasji, chęci nauczania innych. Czy ktoś został po tym nauczycielem? Nikt. Po zajęciach w szkole większość zmieniła zdanie, część zmieniła kierunek i specjalizację póki tylko mogła. Ba, nauczycielskim groziło nawet zamknięcie (bo nie uzbierały się do tego osoby). Te osoby uświadomiły sobie problem jaki jest w obecnej oświacie, dlatego miały szansę zmienić swoją sytuację. Uprawnienia pedagogiczne mają, ale dziś już zajmują się czymś innym. 
Ogólnie zawsze sporo zostaje pasjonatów, sporo zostaje odrzutów - w moim odczuciu, znając te osoby, znając też nauczycieli z pasją, trudno wszystkich wrzucać do jednego wora :) niekoniecznie to najczęściej odrzuty (ale może podeprzesz się swoimi statystykami - ile jest w tych statystykach odrzutów itp? Czy powstały takie badania? Osobiście chętnie bym je poznała, bo to jednak interesujący temat). Myślę jednak, że wszystko zależy od punktu widzenia i środowiska, w jakim się wychowywaliśmy. Sądzę, że stanowimy świetny kontrast jeśli chodzi o ocenę i opinie odnośnie protestu, nawet jeśli po części się ze sobą zgadzamy odnośnie reform, mimo że mamy zupełnie inną mentalność i inne podejście. 

 

 

Jakie jest zrodlo danych tych 1.8-2.5k? (...)Nie chcialbym tak zarabiac, dlatego w pore zrezygnowalem ze studiow i poszedlem szukac szczescia gdzies indziej. (...) Z drugiej strony pensja w okolicach 4000 brutto dla mojej nauczycielki matematyki z gimnazjum (pozdro Magda) to jest jakis skandal i nonsens.

 

Jeśli pytasz o źródło danych odnośnie tych pensji, odpowiem tak - mam wgląd w konto swoich rodziców, znajomi też pokazywali mi swoje wycinki pensji.
I to też jest różnica - dziś łatwiej się przebranżowić i przekwalifikować osobom młodym, starszym jest już trudniej.
4k brutto, marzenie... Cóż, powiem tak - są nauczyciele którzy uczyć potrafią (mimo tego że nie mają tej pasji), i są ci z pasją, i są odrzuty. Tylko jak ich oceniać? Przez ankiety ewaluacyjne spotykane w np. urzędach?
(generalnie jest coś takiego - urzędnik na koniec pewnego okresu wypełnia kartę, gdzie ocenia swoje osiągnięcia, swoje umiejętności itp., później ocenia go kierownik departamentu z tego co pamiętam. Ale naraź się kierownikowi... nie masz wtedy co liczyć na to, że dostaniesz pozytywną ocenę, widziałam parę takich ankiet siłą rzeczy; nie od dziś było wiadomo, że dane osoby miały na pieńku z kierownikami, później widziałam ich wypowiedzenia, urlopy i tak dalej...). Ogólnie mam wrażenie, że ciężko byłoby wypracować sensowny, uczciwy system, który by nie polegał na prywatnych sympatiach dyrektora lub innych nauczycieli bądź rodziców/dzieci. Jak sądzisz? 

 

 

Dobry nauczyciel moze dobrze zarobic w prywatnej szkole i udzielajac korepetycji.

 

Szkoła prywatna to dobra opcja, ale nie każdy ma taką możliwość. Może gdyby stawki za nie były niższe, może więcej osób by się zdecydowało na wybór systemu szkół prywatnych (tworząc w ten sposób miejsca pracy dla innych nauczycieli poza państwówką). Ale sektor prywatny zawsze był, jest i będzie lepiej dofinansowywany niż państwówka (a porównuję to na podstawie tego, co widziałam będąc w kadrach urzędu + przebywając w środowiskach szkolnych). Tak czy inaczej w państwowych szkołach, z przepchanym i przepełnionym systemem wymagań i wypchanymi do szczytu możliwości klasami (w moich klasach, odkąd się uczyłam, było ok. 28 osób (klasy 1-6), 32 (1-3 gimnazjum), 34 (liceum). I to było za dużo. Wszystko trzeba było równać w dół i nikt z niczym nie nadążał. Prywatny sektor może stworzyć nawet więcej mniejszych klas i też byłoby nawet ok. Mniejsze klasy - łatwiej się skupić na konkretnych uczniach. Ale co ma zrobić człowiek z państwówki, gdzie ma wszystko z góry narzucone i radź sobie sam, a wymagania zmieniają się jak w kalejdoskopie i żyjesz w ciągłym zagrożeniu i dostaniesz za byle co po dupie? 

 

 

Bardziej chodzilo mi o przyklad kolezanki, ktora robi jakies studia plastyczne w Wypizdowku Mniejszym wierzac w American Dream i rozwoj kariery malarki totalnie nie majac na to perspektyw i mozliwosci. (...) Po prostu tego nie robie zamiast robic na przekor wszystkiemu, a pozniej dopominac sie, ze w sumie to banany kiepsko rosna, lemury zdychaja to dajcie mi wiecej kasy bo nie mam.

 

Perspektywy i możliwości to jedno, a z drugiej strony jeśli szuka się takich osób (nauczycieli plastyki i muzyki), to ktoś prędzej czy później się znajdzie na to miejsce. Ale czy to znaczy, że powinien się godzić na stawkę 1.8k? Sądzę, że niekoniecznie, nawet jeśli to Wąchock Górny, Wypizdówek Mniejszy a Warszawa. Jeśli pracodawca szuka - znajdzie. Tylko aby się nie dziwił, że pracownik zacznie protestować po pewnym czasie, jeśli nie będzie w stanie inaczej wywalczyć sobie podwyżki, a przebranżowić się nie może z racji wieku, miejsca zamieszkania, zobowiązań (np. choroby krewnych, która uniemożliwia nawet stopniowe przejście z jednej pracy do drugiej - problem koleżanki od plastyki). Wiele jest osób o takim problemie, ale nie znamy wszystkich motywów i motywacji. Łatwo jest nam obecnie osądzać i mówić, że "powinni wybrać inne studia" lub że byli po prostu naiwni. Myślę, że wybierając taki zawód, nie zakładali że wszystko się ułoży w taki sposób. Biorąc pod uwagę tamtejsze realia i tamtejsze zarobki, trudno mi dziś powiedzieć, że nauczyciele "wiedzieli na co się piszą". Bo nie wiedzieli. Dopiero od niedawna zaczęły robić się takie absurdy, np. wydłużenie ścieżek awansu zawodowego (na 10-15 lat - kto chciałby zarabiać przez bite 10 lat jako stażysta 1.8k i móc awansować - a więc dostać podwyżkę - dopiero PO 10 latach?). 

 

 

No i tutaj dochodzi jeszcze aspekt moralny aktualnie czyli wykorzystywanie dzieci jako tarczy, zakladnikow i usilne proby zatrzymania egzaminow, robienie bydla pod szkolami przeszkadzajac dzieciakom czy wyzywanie "zastepcow" tzw. "łamistrajków".

 

Osobiście też nie postrzegam obecnej sytuacji jako "wykorzystywanie dzieci jako zakładników". Ten okres, jaki był (i jest) to okres powtórek, nie nauka nowego materiału, więc dziecko tak czy owak i tak musi powtórzyć materiał w swoim własnym, prywatnym zakresie. Nie ma większej różnicy. Ten materiał dziecko już zna i powinno było go sobie przyswoić.
A nauczyciele już wcześniej ostrzegali - rząd nie zareagował, więc siłą rzeczy to następstwo olanych uwag, próśb i sugestii. Protestowano zresztą już od dłuższego czasu na nowe warunki Ministerstwa, nowy system nauczania. Krzyczenie, że bierze się "dzieci na zakładników" w moim odczuciu jest bezsensowne. Tak samo przecież zrobiły pielęgniarki i lekarze z pacjentami - odeszli od ich łóżek, mimo że to też służba publiczna, też równie kiepsko opłacana i też są równie mocno potrzebni (wbrew temu co się sądzi, wiedza nauczycielska i wiedza medyczna też mimo wszystko wymagają kwalifikacji, nawet jeśli nie są równoważne rzecz jasna - ale kto kształci lekarzy?). Czy wtedy krzyczano, że bierze się pacjentów na zakładników? Ano, tak. Ale dopiero właśnie wtedy ludzie zaczęli otwierać oczy i rozumieć, jaka jest zła sytuacja i co jest nie tak. W tym kraju dopóki nie zaczniesz protestować na poważnie, ludzie dopóty będą cię olewać i myśleć, że tak naprawdę nic nie zrobisz. Bo przecież nie robisz. A jak odejdziesz od pacjenta, od ucznia, zaczynasz COŚ robić, to ooooo... jakiś ty zły człowieku... nagle okazuje się, że ludzie nie potrafią sobie poradzić bez nauczyciela (albo niańki), bez lekarza, bez pielęgniarki, bez górnika. 

 

Aspekt moralny zawsze będzie dyskusyjny w sprawach dotyczących godności człowieka. Jeśli nie wolno tak traktować dzieci, to jak wolno traktować w ten sposób nauczycieli? Dużo zależy od mentalności i środowiska, a także doświadczeń własnych ze szkołą. 

 

Jeśli chodzi o rzeczy bardziej przyziemne typu robienie bydła pod szkołami i wyzywanie zastępców od łamistrajków, to powiem tak - świadkiem takich zachowań nie byłam, nie jestem, ale jeśli rzeczywiście się wydarzyły to zdecydowanie nie powinno to mieć miejsca. Z drugiej strony nastroje społeczne są złe - nic dziwnego więc, że konflikt eskaluje coraz bardziej, zwłaszcza w obliczu postawy niektórych osób. U nas np. przyszedł ksiądz i się wymądrzał, że nauczyciele nie powinni strajkować bo to tamto. To nic, że zarabiał  znacznie więcej niż większość nauczycieli... 
(nie ma co kryć, w miejscowościach małych, w zamkniętych społecznościach stawki ogólnie nie są większą tajemnicą, zawsze ktoś będzie szeptać za plecami, że a bo ksiądz X zarabia tyle a tyle, a ta od geografii to się o stawkę kłóci i ostatnio z krzykiem przyszła, że ta od matmy więcej zarabia...). 


Użytkownik Wrath edytował ten post 12.04.2019 - 15:00

  • 1

#18

Zaciekawiony.
  • Postów: 7559
  • Tematów: 77
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ojciec mojej przyjaciółki w tym roku przeszedł na emeryturę.Był polonistą w małej miejscowości pod Warszawą.Pracował po 18 godzin tygodniowo,dwa razy był na rocznym urlopie zdrowotnym-pobierał wtedy normalne wynagrodzenie.Obecnie ma do ręki 3500 emerytury.

No to wychodzi na to, że od razu po lekcjach wychodził do domu. 18 godzin to pensum, czyli czas spędzany w trakcie lekcji z uczniami, a nie czas pracy.


  • 1



#19

Panjuzek.
  • Postów: 1959
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie

Autorem tych słów jest Kanclerz Jan Zamoyski. Napisał je 400 lat temu.

 I to jest właśnie meritum sprawy. Dobry nauczyciel, to nauczyciel dobrze opłacany. Taki który zamiast martwić się skąd wziąć kasiorę na zapłacenie rachunków, może spokojnie przygotować się do zajęć. Tak jak było to już poruszane, praca nauczyciela to nie tylko stanie przy tablicy. Wiele czynności, takich jak na przykład: sprawdzanie klasówek,  nauczyciele robią w domu. Powodem nie jest ich lenistwo, tylko struktura szkoły, która nie jest w stanie zapewnić nauczycielowi odpowiedniego stanowiska pracy, czyli chociażby biurka i komputera na nim stojącego. Pokój nauczycielski to nie biuro. Zawód nauczyciela, należy do jednego z zawodów społecznego zaufania. Powierzamy tym ludziom nasze dzieci i ich przyszłość. Nauczyciel może ukierunkować młodego człowieka w jakiejś dziedzinie, lub zupełnie zniechącić go do nauki. I dla tego ważne jest aby nauczyciel mógł się skupić na nauczaniu, a nie martwić się o pieniądze. Oczywiście że są nauczyciele z powołania, dla których kasa nie gra roli. ale na to ni powinniśmy liczyć. Na edukacji nie można oszczędzać. Chyba że zależy nam na eksporcie taniej siły roboczej.


Użytkownik Panjuzek edytował ten post 13.04.2019 - 08:12

  • 3



#20

Zaciekawiony.
  • Postów: 7559
  • Tematów: 77
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Do obowiązków nauczyciela należą też spotkania z rodzicami i godziny wychowawcze, które są wykonywane w szkole ale nie wliczają się do pensum, a także odbywanie różnych szkoleń w związku z ciągle zmieniającymi się przepisami i zagadnieniami. Dodatkowe lekcje poza tym wymiarem to nadgodziny, które formalnie nie są liczone jako pensum danego nauczyciela (a zatem nie ma ich w statystykach liczących tylko średnie pensum). Dodajmy do tego, że często mają godzinne okienka w ciągu dnia, na które nie ma sensu wychodzić, i wychodzi na to, że nauczyciel mający danego dnia tylko cztery lekcje przychodzi do szkoły na siódmą a wychodzi po czwartej.

https://samorzad.inf...auczycieli.html


  • 3



#21

Aidil.

    Są ci co wstają z łózka, i ci co ewentualnie wstają z kolan.

  • Postów: 4297
  • Tematów: 78
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Większość na forum ale także w dyskusjach prasowych zachowuje się jak obserwatorzy lub konsumenci systemu. W mojej rodzinie również byli i są nauczycielele i wiem, że pod koniec lat 50 tych nauczyciel w tygodniu miał 40 godz etatu, takie było wówczas pensum. Zmniejszało się z czasem aż do dzisiejszych 18 tu godzin. Ciekawe dlaczego tak się stało. Może za dużo kształcono nauczycieli i chciano wszystkim dać pracę. Nieprzypominam sobie by nauczyciele wymuszali zmniejszanie swoich godzin pracy. Praca nauczyciela jest specyficzna, jest to praca z dziećmi i nie jest to zabawa tylko codzienne zmaganie z matriałem ludzkim jakim są dorastające, często niesforne dzieci i coraz częściej roszczeniowi rodzice. Ale nie o tym chcę pisać. Postawmy się w sytuacji, w której nie  musimy wyłącznie komentować i opisywać zjawiska jakim są strajki nauczycieli, reforma jaką podjął rząd i działania wszystkich stron oczywistego konfliktu. Stańmy się kreatorami, jak w grze komputerowej w której możemy pokierować akcją urządzania Państwa a dokładnie sektora tego Państwa jakim jest Edukacja i Szkolnictwo.

 

W moim idealnym państwie zastanowiłabym się najpierw do czego ma służyć obywatelowi szkoła i nauczanie jego dzieci. Najprościej można by odpowiedzieć, że chciałoby się aby dzieci były mądre i przygotowane do życia dorosłego. Następnie, żeby to kształcenie wzięło na swoje barki Państwo tak abym np ja mogła spokojnie pracować  a dzieci byłyby bezpieczne i pozostawały w dobrych rękach. Szkoła powinna być otwarta dla dzieci już np od 7 rano i sprawować opiekę nad nimi do np 17 godziny. Idąc do pracy zostawiam dziecko w szkole a wracajac odbieram je ze szkoły. W szkole dziecko ma zajęcia związane z nauczaniem ale też zajęcia rekreacyjne, odrabia lekcje, może uczestniczyć w kołach zainteresowań, zjada obiad. Jest cały dzień pod opieką kadry przygotowanej do tego. Mogę sobie wyobrazić, że znajdą się rodzice, którzy zechcą odbierać dziecko wcześniej i chyba mieli do tego prawo.

Na początek można by zrobić program pilotażowy i wyznaczyć do tego np 20 szkół w Polsce. Dać nauczycielom stawkę godzinową a nie etat tygodniowy, dać na godzinę powiedzmy 35 - 80 zł. Taką reformę, wraz z permanentną dyskusją nad nią, mozna wprowadzać do coraz to większej liczby szkół i niech to trwa np 20 lat.

Rodzice w dużym procencie nie potrafią zająć się wychowywaniem dzieci z powodu przeciążenia pracą. Modelem teraz nie jest rodzina wielopokoleniowa, gdzie rodziców odciążały babcie i dziadkowie. Dzieci i rodzice są przemeczeni, sfrustrowani nawałem obowiązków i często ich proces wychowawczy kończy klęskami tak po stronie rodziców jak i dzieci.

 

Długie wakacje również są przyczyną złości do nauczycieli (nie wiem kto wymyslił takie wakacje ale to przecież nie jest winą nauczycieli). W pierwszy miesiącu wakacji można by zająć się wyrównywaniem szans na zajęcich w grupach tematycznych z tymi uczniami którzy mieli słabsze wyniki i nienadążali z jakiś powodów. Nie wiem czy miałyby to być zajęcia obowiązkowe czy nie obowiązkowe ale wiem, że powinny takie być. Szkoła przez całe wakacje powinna prowadzić zajęcia świetlicowo rekreacyjne dla dzieci, które się zechcą na takie zajęcia zgłosić. To byłoby działanie na rzecz rodziców którzy nie mają urlopów i tych którzy nie mają co z dziećmi zrobić w wakacje a nie chcą by w tym czasie uczyły się np palić papierosy.

Dyskutowanie o ciężkiej pracy lub niewdzięcznosci i roszczeniach  nauczycieli nie ma sensu. Szkoły należy zorganizować, pracę nauczycieli też należy przeorganizować i napisać dobre programy nauczania doppasowane do dzisiejszych realiów. Jest to  rola ekspertów i Państwa. Szkoła powinna służyć Państwu jak i rodzicom analogicznie jak służba zdrowia i  np policja.

 

Zbójeckim prawem pracownika jest walczyć o jak najmniejsze ociążenie pracą i o jak najwyższe zarobki ale obowiązkiem Państwa jest takie jego urządzenie by działało pro bono publico.


  • 1



#22

Damian83.
  • Postów: 64
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Nie śledzę aż tak bardzo tematu strajku nauczycieli, w związku z tym mam pytanie dlaczego ZNP odrzuca propozycje rządu o podwyżkach ?

Skoro nauczyciel dyplomowany (piszę tylko o dyplomowanych, bo jest ich najwięcej, i chyba każdy nauczyciel któremu zależy na podnoszeniu swoich kwalifikacji zawodowych idzie jasną scieżką awansu i wkońcu po paru latach zostaje mianowanym) zarabia 5000zł brutto .To po propozycji rządowej ma to wyglądać tak:

 

"Rząd przedstawił także nowy kontrakt społeczny dla grupy zawodowej nauczycieli, obejmujący podwyżki i zmianę warunków pracy. Nauczyciele zarabialiby więcej, ale również wzrosłoby pensum, czyli czas, który spędzają przed tablicami w klasach. Dziś jest to 18 godzin tygodniowo.

Jeśli pensum wzrosłoby do 22 godzin tygodniowo, pensje miałyby rosną w kolejnych latach:
2020 r. - 6128 zł,
2021 r. - 6653 zł,
2022 r. - 7179 zł,
2023 r. - 7704 zł.

W przypadku ustalenia pensum na poziomie 24 godzin tygodniowo (o ponad 30 proc. więcej niż obecnie) nauczyciel dyplomowany mógłby liczyć średnio na następujący wzrost wynagrodzenia:
2020 r. - 6335 zł,
2021 r. - 7434 zł,
2022 r. - 7800 zł,
2023 r. - 8100 zł.

 

Mało? Za parę godzin więcej tygodniowo? o takich podwyżkach inni mogą pomarzyć. Większość ludzi robi około 50h tygodniowo a o zarobią może połowę tego 8100zł brutto a większość pewnie jeszcze mniej.

Chyba, że chodzi w tej grze o co innego? Nasuwa mi się odrazu jakaś gierka polityczna z wykorzystaniem nauczycieli. Może ktoś siedzący w temacie wytłumaczy o co chodzi.


  • 2

#23

Master Zgiętonogi.

    Capo di tutt'i capi

  • Postów: 323
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Odrzucaja bo oni by chcieli na dzien dobry te 5000 najlepiej i oczywiscie bez ruszania Komunistycznej Karty Nauczyciela i ich 18 godzinowego pensum, bo przeciez podnoszac pensum nie mieliby po 30 godzin tygodniowo na sprawdzanie zeszytow i poprawianie kartkowek. :facepalm:

 

W grze chodzi o co innego. Chociaz w zasadzie ianczej. Kazdej grupie chodzi o co innego - Ci na gorze nakrecaja szopke bo zblizaja sie takie tam wybory wiec jest im to na reke. Nie ma co prawda zadnych podstaw by obarczac obecnei rzadzacych za "kiepskie" zarobki nauczycieli, ale kazdy temat jest dobry jezeli nie ma sie dobrych argumentow. No, ale na forum o polityce nie rozmawiamy wiec dalej wyjasniac nie bede. No i druga grupa to po prostu nauczyciele - oni strajkuja i beda strajkowac bo jest im to na reke. Czemu nie? Nawet gdyby mi bylo dobrze i mialbym 10.000 na reke to bylbym tam pierwszy z transparentem wiedzac, ze i tak mnie nikt za to nie rozliczy i nie ukaze, a moge jedynie zyskac... bo niestety realnie nic im nie grozi.

 

Propozycja rzadu jest calkiem sensowna i naprawde dobra, a juz porownujac do innych zawodow jest swietna. No, ale coz tak jak mowie - ktos ludziom w kraju wmowil, ze u nas sie duzo zarabia i 5000 brutto to jest nic. Przykre bo rosna takie zombi, ktorym sie nalezy, a ktorym nie bedzie mial kto zaplacic.

 

 

I to jest właśnie meritum sprawy. Dobry nauczyciel, to nauczyciel dobrze opłacany. Taki który zamiast martwić się skąd wziąć kasiorę na zapłacenie rachunków, może spokojnie przygotować się do zajęć.

 

Co za nonsens. Podnoszenie pensji w przedsiebiorstwie w momencie gdy mamy nadmiar pracownikow i kolejni chetnie naplywaja zamiast stawiania wiekszych wymagan i wiekszej kontroli jest totalnym absurdem i jakas abstrakcja. No, ale coz - przedsiebiorstwo panstwowe to i zarzadzanie w stylu panajuzka, prowadzace jedynie do poglebiania patologii, stagnacji wynikow i marnotrastwa zasobow. :beer2:

 

ps.

Jeszcze co do podejscia nauczycieli oraz moralnosci tego strajku. Rozmawialem przed momentem z siostrzenicami 15 i 17 lat jak to tam u nich i czy ida jutro do szkoly czy jak. Same biedne nie wiedza bo sytuacja wyglada tak, ze maja np. 6h zajec i z posrod tych 6 godzin 4 nauczycieli strajkuje, a 2 nie. Np. na pierwszych dwoch lekcjach jest strajk pozniej godzina zajec, pozniej 2h strajku i godzina zajec, ktore sie odbywaja normalnie. No i teraz sie zaczyna najlepsze - dzieciaki nie wiedza kto strajkuje, a kto nie, podczas kiedy jest strajk to wszyscy maja na nich wyjebane i nikt sie nie przejmuje gdzie sa, co robia, nie ma list obecnosci, niczego, a podczas 2 godzin, ktore sa prowadzone przez nie strajkujacych nauczycieli obecnosc jest normalnie wymagana, jest sprawdzana i kazda taka godzine trzeba usprawiedliwicy. :facepalm: :facepalm: :facepalm: Po prostu kurwy jednym slowem i nie mam na to innego okreslenia. :censored:


Użytkownik Master Zgiętonogi edytował ten post 14.04.2019 - 20:40

  • 0

#24

Panjuzek.
  • Postów: 1959
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

Co za nonsens. Podnoszenie pensji w przedsiebiorstwie w momencie gdy mamy nadmiar pracownikow i kolejni chetnie naplywaja zamiast stawiania wiekszych wymagan i wiekszej kontroli jest totalnym absurdem i jakas abstrakcja.

 Szkoła to nie przedsiębiorstwo. Zyski wypracowane przez nauczycieli, nie dają się przeliczyć w prosty sposób. Abstrakcją jest porównywanie szkoły do przedsiębiorstwa.  To jakiś absurd. Efektem pracy nauczycieli, nie są konkretne złotówki,  A ludzie którzy potrafią je zarobić. Produktem pracy nauczycieli jesteśmy my. Bez ich pracy, nawet buńczuczny @Master ZgiętonogI nie mógł by si ę wypowiadać na tym forum, gdyż prawdopodobnie nie potrafił by pisać i czytać. Pewnych rzeczy nie da się porównać w prosty sposób.


Użytkownik Panjuzek edytował ten post 14.04.2019 - 21:39

  • 0



#25

Master Zgiętonogi.

    Capo di tutt'i capi

  • Postów: 323
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

 

 

Co za nonsens. Podnoszenie pensji w przedsiebiorstwie w momencie gdy mamy nadmiar pracownikow i kolejni chetnie naplywaja zamiast stawiania wiekszych wymagan i wiekszej kontroli jest totalnym absurdem i jakas abstrakcja.

 Szkoła to nie przedsiębiorstwo. Zyski wypracowane przez nauczycieli, nie dają się przeliczyć w prosty sposób. Abstrakcją jest porównywanie szkoły do przedsiębiorstwa.  To jakiś absurd. Efektem pracy nauczycieli, nie są konkretne złotówki,  A ludzie którzy potrafią je zarobić. Produktem pracy nauczycieli jesteśmy my. Bez ich pracy, nawet buńczuczny @Master ZgiętonogI nie mógł by si ę wypowiadać na tym forum, gdyż prawdopodobnie nie potrafił by pisać i czytać. Pewnych rzeczy nie da się porównać w prosty sposób. Nie wszystko jest czarno-białe.

 

Efektem pracy nauczycieli sa wyniki w nauce dzieciakow, przeciez sami nauczyciele powtarzaja, ze "szkola nie jest od wychowania" zatem sami zdawac by sie moglo chcieliby byc oceniani jedynie na podstawie wynikow w nauce. Wszystko da sie porownac i ocenic, przeciez widze jak funkcjonuja szkoly i przedszkola prywatne, mam z nimi stycznosc i wiem, ze reprezentuja nieporownywalnie wyzszy poziom niz wiekszosc publicznych. Wydaje ci sie, ze w takiej szkole prywatnej nauczyciel zarabia 9000 brutto? Nie. Po prostu sa przed nimi stawiane pewne wymagania i musza zachowac pewne standardy, gdzie w panstwowce jest jak jest, nikt za nic nie odpowiada, a nawet jesli to ten najnizej w hierarchii, ktorym nikt sie nie przejmie. Podnoszenie zarobkow w celu osiagniecia lepszych wynikow w tej sytuacji jest absurdem, zwlaszcza przy tak marnej kontroli i wymaganiach. Gdyby to bylo takie proste to swiat nie mialby zadnych problemow. Nadmienie tylko po raz 25, ze nauczyciel-stazysta czy kontraktowy, na samym poczatku swojej kariery, na dzien dobry dostaje wiecej niz dominanta, po kilku latach kariery jest w 25% najlepiej zarabiajacych w tym kraju. No fajnie, ze chcieliby zarabiac tyle co chirurg z 25 letnim stazem, ja tez bym chcial, ale to idiotyzm, szczegolnie kiedy mowimy o naukowych odpadach (niech nikogo to nie urazi, w kazdej dziedzinie sa najslabsi, ja okazalem sie odpadem filologii angielskiej na przyklad i musze z tym zyc). W kazdej dziedzinie sa jednostki najslabsze i obsadzaja te najprostsze stanowiska.

 

Ten strajk jest niebywale prostym tematem do dyskusji bo nie ma nawet jednego logicznego i trafnego argumentu stojacego za nauczycielami. Kazda jedna dyskusja na ten temat to jedynie wykrzykwianie wlasnego widzimisie, argumenty anegdotyczne czy moze finalne (i najlepsze) "bo to wcale tak nie jest, bo tego sie nie da ocenic". Kazde natomiast przedstawienie sprawy w swietle faktow, liczb czy historii jest przeciwko strajkujacym. A zaslanianie sie dziecmi i wykorzystywaniem ich oraz traktowaniem jak zakladnikow jedynie pogorszyli sprawe.

 

ps.

Jak to ktos fajnie napisal - jezeli ktos wierzy, ze placac nauczycielowi 5000 netto wszelkie problemy ze szkoly znikna to zapewne wierzy tez, ze nowotwory znikna kiedy zaplacimy lekarzowi 10000.


Użytkownik Master Zgiętonogi edytował ten post 14.04.2019 - 22:08

  • 0

#26

kuba9449.
  • Postów: 169
  • Tematów: 2
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Protesty protestami, ale obciążanie nimi niewinnych dzieci, grożenie, że nie dopuszczą ich do matury to totalne chamstwo.

Druga sprawa, że 80% procent nauczycieli minęło się z powołaniem i nie powinni w ogóle zostać zatrudnieni.


  • 0

#27

Urgon.

    Młot na matolice

  • Postów: 1273
  • Tematów: 9
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

AVE...

Master Zagiętonogi, nie uważasz, że to dziwne, iż nauczyciel przez pierwsze cztery lata i 9 miesięcy pracy w szkole może liczyć na pensję niższą od świeżo przyjętego kasjera w Lidlu? I że po dwóch latach pracy kasjer zarabiać może więcej, niż nauczyciel mianowany? Czyja praca jest bardziej wymagająca Twoim zdaniem: nauczyciela czy kasjera? Czemu do czasu pracy nauczyciela nie wlicza się też tych wszystkich obowiązków dodatkowych, jak sprawdzanie klasówek, przygotowywanie planów lekcji i cała masa innej biurokracji?

Nauczyciele podwyżek nie wywalczą, ale za to do górnictwa, tego nierentownego, państwowego pasożyta, wpompują w tym roku 2,12mld. złotych, bo tak. Gdyby dać te pieniądze nauczycielom, to każdy dostałby 3028PLN z groszami do ręki. Ponad 3 mld. złotych trafia na rzecz KRK w Polsce, począwszy od pensji dla katechetów, przez Fundusz Kościelny, na różnych dotacjach i korzyściach majątkowych skończywszy. Teraz poprzez likwidację OFE do budżetu może trafić nawet 24mld. złotych w formie podatku od transferu kasy do IKE. Na podwyżkę dla nauczycieli potrzeba "tylko" 6,2mld. złotych. Ale nie będzie tych pieniędzy, bo trzeba pompować socjał, w tym 500+ które w praktyce nie zmieniło znacząco dzietności w Polsce...

Nauczyciele nie wywalczą tego, czego żądają, bo nie są znaczącym elektoratem, podobnie zresztą jak niepełnosprawni i ich rodzice, i w przeciwieństwie do górników, stoczniowców, rolników i innych grup, nauczyciele nie zablokują Warszawy, nie wysypią uczniów na tory, nie zdemolują ministerstwa oświaty, etc. Prędzej krowy i świnie dostaną 500+, niż nauczyciele osiągną swój cel...

Użytkownik Urgon edytował ten post 16.04.2019 - 20:06

  • 2

#28

Damian83.
  • Postów: 64
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Urgon. Z oficjalnych danych zarobków nauczyciela mianowanego i kasjera początkującego w Lidlu wynika co innego. Ale podobno dane są nieprawdziwe i wszyscy zarabiają mniej, zarówno kasjerzy jak i nauczyciele. Pominę to bo prawdy się chyba nie dowiem. Wiadome jest natomiast kto z nich ile ma wolnego od pracy płatnego.

Natomiast ciekawi mnie to o co pytałem wcześniej. Dlaczego ZNP odrzuca rządowe propozycje podwyżek? To chodzi w końcu o podwyżki czy nie?

Nie jestem przeciwko nauczycielom, ale ja bym osobiście takie podwyżki brał i się zabrał za pracę.

 

No i uczepiłeś się tego 500+. Praktycznie cała Europa daje socjal na dzieci ale oczywiście jak u nas dali to zaś jest źle.

Dam przykład: Jak nie było 500+ to często słyszałem jak to np w Niemczech jest fajnie mieszkać bo dają ojrosy na dzieci. A jak dali u nas 500+ to gadka szmatka że socjal jest zły (ale w kolejce po kasę itak każdy stoi). Tu tylko chodzi o to kto dał te 500+. Bo gdyby dał inny rząd niż obecny to przeciwnicy obecnego rządu byli by zachwyceni, jak to pięknie dorównujemy do Europy.

Mi też nie pasuje, że patologia też korzysta. Ale przede wszystkim korzysta wiele normalnych pracujących rodzin i ich dzieciaki mają trochę lepiej niż nam (mi?) było.

A dlaczego mamy wiecznie tylko pracować na rząd? Niech rząd też coś daje w zamian.

Wiem. Podatki obniżyć itp też można, wiele można zrobić. Ale poszło to w tą stronę a nie w inną a my wiecznie narzekamy... a szkoda bo nie jeden dzieciak pojechał na wakacje za to.


  • 0

#29

Urgon.

    Młot na matolice

  • Postów: 1273
  • Tematów: 9
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

AVE...

Co do zarobków nauczycieli względem kasjerów, to dane zarobkowe tych pierwszych pochodzą z tabelki, którą Master Zagiętonogi raczył wrzucić, zaś tych drugich z artykułu na temat podwyżek pensji kasjerów w 2018 roku. Dalej, by zostać kasjerem nie trzeba nawet mieć matury - sklepy same zapewniają szkolenia. By być nauczycielem, trzeba skończyć te 5 lat studiów. By zarabiać mniej niż świeżo zatrudniony kasjer. Co do obłożenia racą, to kasjer przychodzi na zmianę, robi swoje, wraca do domu i ma święty spokój. Nauczyciel przychodzi do szkoły, użera się z krnąbrnymi i niewychowanymi uczniami, wraca do domu, użera się ze zbędną biurokracją, i jeszcze często krąbrni i niewychowani rodzice tych uczniów mu tyłek zawracają. Wulgarnego i agresywnego klienta w takim Lidlu strażnik wyrzuci, albo wezwie Policję, by go usunęła. Wulgarnego i agresywnego ucznia bardzo ciężko ze szkoły usunąć i żaden nauczyciel sam się nie będzie o to starał, by nie mieć problemów.

Oferta rządu dla ZNP dotyczyła podwyżek tylko dla nauczycieli dyplomowanych, i to chyba nie wszystkich w dodatku. ZNP chce podwyżek dla wszystkich nauczycieli. To, że i tak tego raczej nie wywalczą, to insza inszość...

Co do 500+, to ten program mił podnieść dzietność, podobnie jak Kidergeld podnosi dzietność w Niemczech. Są tylko dwa problemy: Niemcy mają pieniądze na socjał, i ten socjał jest relatywnie wyższy względem cen, niż w Polsce. Ponadto Niemcy mają dość poważny kryzys dzietności, ich społeczeństwo się mocno starzeje, dlatego nie mają nic przeciwko pracowitym imigrantom, którzy zasilą ichnią gospodarkę w siłę roboczą. Polska ma ten sam problem na głowie, ale z tą z różnicą, że Polska nie ma kasy na socjał i nie ma kasy na utrzymanie systemu emerytalnego i nie ma niczego, co by zachęciło imigrantów do pracy i mieszkania u nas. W Niemczech przedsiębiorca jest traktowany jako coś dobrego, w Polsce jest traktowany jak złodziej i bandyta. Dlatego niemiecka gospodarka jest silniejsza od polskiej, i dlatego stać ich na socjał.

Jeszcze jedno, te pieniądze od rządu nie są od rządu. Te pieniądze są od nas wszystkich. Średnio 500+ kosztuje każdego z obywateli Polski ponad 625 złotych rocznie. To wyliczenia sprzed zmiany, która wejdzie od lipca. Lwia część kasy na socjał i obietnice przedwyborcze miłościwie nam rządzących jest wysysana z przedsiębiorców, czyli tej grupy społecznej, która odpowiada za utrzymanie naszej gospodarki w ruchu. Wielkie korporacje i tak znajdują sposoby by płacić mniej u nas, a małych graczy na takie uniki nie stać, więc ich się ciśnie mocniej. Zauważyłeś podwyżki cen w ostatnich latach? Wyższe ceny prądu, wody, gazu, paliwa, jedzenia i innych rzeczy? Część z tego to wyższe podatki i opłaty wymuszone na przedsiębiorcach by uprawiać rozdawnictwo...
  • 0

#30

Master Zgiętonogi.

    Capo di tutt'i capi

  • Postów: 323
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

 

Master Zagiętonogi, nie uważasz, że to dziwne, iż nauczyciel przez pierwsze cztery lata i 9 miesięcy pracy w szkole może liczyć na pensję niższą od świeżo przyjętego kasjera w Lidlu? I że po dwóch latach pracy kasjer zarabiać może więcej, niż nauczyciel mianowany? Czyja praca jest bardziej wymagająca Twoim zdaniem: nauczyciela czy kasjera? Czemu do czasu pracy nauczyciela nie wlicza się też tych wszystkich obowiązków dodatkowych, jak sprawdzanie klasówek, przygotowywanie planów lekcji i cała masa innej biurokracji?

W jakim sensie dziwne? Nie uwazam to za dziwne. Pracownikow typu kasjer-sprzedawca brakuje, bardzo trudno znalezc kogos do pracy, widac to golym okiem w sklepach wiec jezeli podaz pracy jest duza, a popyt niski to placa musi wzrastac. Zupelnie odwrotnie anizeli w przypadku nauczycieli - chetnych jest bardzo wielu, stoja za tym dane. Nadal rowniez bardzo wiele osob uczy sie "na nauczyciela" wiec nie zapowiada sie by w najblizszym czasie mialo sie cos zmienic w tym temacie. Dlatego nalezy podniesc wymagania i kontrole.

Nie wiem co jest bardziej wymagajace czy praca nauczyciela, ktory wyklada wiedze podstawowa, taka, ktora bylbym w stanie powierzyc mojej mamie czy nawet zwyklemu managerowi lub po prostu komus kto zajmuje sie szkoleniami, czy moze jednak kasjera w Lidlu, ktory po 20 latach pracy wyglada jak totalny wrak czlowieka. Raczej obstawilbym to drugie. Tych wszystkich obowiazkow dodatkowych? Raczysz zartowac. Sprawdzanie klasowek zazwyczaj odbywa sie podczas zajec/klasowek innych grup. Przygotowanie ich to tez nie jest szczegolnie wymagajace zajecie bo sa takie same od 10 lat i powtarzane przez nauczycieli w kazdej grupie. Nie zartujmy - sytuacja "no to przeczytajcie sobie te 34 strony w ksiazce teraz" i sprawdzanie w miedzyczasie kartkowek przez nauczyciela to standard i kazdy mial z  tym stycznosc i dalej jest to norma, cos co w ogole nie powinno miec miejsca. No, ale nie ma kontroli, nie ma wymagan to tak to wyglada w praktyce.

 

 

Nauczyciele podwyżek nie wywalczą, ale za to do górnictwa, tego nierentownego, państwowego pasożyta, wpompują w tym roku 2,12mld. złotych, bo tak. Gdyby dać te pieniądze nauczycielom, to każdy dostałby 3028PLN z groszami do ręki. Ponad 3 mld. złotych trafia na rzecz KRK w Polsce, począwszy od pensji dla katechetów, przez Fundusz Kościelny, na różnych dotacjach i korzyściach majątkowych skończywszy. Teraz poprzez likwidację OFE do budżetu może trafić nawet 24mld. złotych w formie podatku od transferu kasy do IKE. Na podwyżkę dla nauczycieli potrzeba "tylko" 6,2mld. złotych. Ale nie będzie tych pieniędzy, bo trzeba pompować socjał, w tym 500+ które w praktyce nie zmieniło znacząco dzietności w Polsce...

Widze ostry wjazd w polityke wiec nie bede komentowal i sie odnosil. Zapytam tylko - skoro na to wszystko jest tyle kasy, takie bogactwa to dlaczego u licha nikt juz 10 lat temu nie wydal tych 6.2 mld dla biednych nauczycieli?

 

 

Nauczyciele nie wywalczą tego, czego żądają, bo nie są znaczącym elektoratem, podobnie zresztą jak niepełnosprawni i ich rodzice, i w przeciwieństwie do górników, stoczniowców, rolników i innych grup, nauczyciele nie zablokują Warszawy, nie wysypią uczniów na tory, nie zdemolują ministerstwa oświaty, etc. Prędzej krowy i świnie dostaną 500+, niż nauczyciele osiągną swój cel...

Nauczyciele nie wywalcza tego czego zadaja bo nie maja jednej podstawowej i zasadniczej rzeczy, atrybutu potrzebnego przy strajku. Poparcia spolecznego. Nauczyciele zachowuja sie jak zwierzeta, duzo gorzej niz wspomniane grupy do tego traktuja dzieci jak zakladnikow. Jedna wielka zenada i brak moralnosc oraz etyki tego - pozal sie Boze - strajku. Do tego zadne liczby nie stoja za nauczycielami. Caly strajk to jedna wielka polityczna szopka zeby tacy jak Ty sie emocjonowali i nic wiecej. Nauczyciele zostali brutalnie wykorzystani i dopiero teraz zauwazyli, ze ktos sie dobral do ich tylniego wejscia i to zupelnie bez wazeliny, taka jest prawda. Broniarz nakrecil burze mimo, ze realnie strajk byl od poczatku skazany na porazke, poparcia spolecznego zadnego, liczb zadnych, tylko ichnie widzimisie i przekrzykiwanie sie oraz spiewanie piosenek o zbawiennym TVNie. Ten strajk i zachowanie nauczycieli to mistrzowski poziom zenady idacy o wiele dalej niz zachowanie chocby - wiesniakow - rolnikow. Gdyby ktos realnie chcial zorganizowac strajk majacy na celu osiagniecie podwyzek to zaczalby od zupelnie innej strony. Ale nie zaczal bo nie o to w tym chodzilo, od poczatku chodzilo o to zeby partie rzadzaca uwalic i pokazac jaka to znowu jest zla i jacy to nauczyciele sa uciemiezeni.

 

 

Ale podobno dane są nieprawdziwe i wszyscy zarabiają mniej, zarówno kasjerzy jak i nauczyciele. Pominę to bo prawdy się chyba nie dowiem. Wiadome jest natomiast

Dane co do zarobkow nauczycieli moze sprawdzic kazdy, sa i musza byc oficjalne, a znajdziesz je w BIPie.

 

 

By zarabiać mniej niż świeżo zatrudniony kasjer.

Skoro to takie latwe, proste, przyjemne i bogate zajecie... To dlaczego mamy nadmiar nauczycieli, a niedomiar kasjerow? Aha... no tak..

 

 

użera się z krnąbrnymi i niewychowanymi uczniami, wraca do domu, użera się ze zbędną biurokracją, i jeszcze często krąbrni i niewychowani rodzice tych uczniów mu tyłek zawracają. Wulgarnego i agresywnego klienta w takim Lidlu strażnik wyrzuci, albo wezwie Policję, by go usunęła. Wulgarnego i agresywnego ucznia bardzo ciężko ze szkoły usunąć i żaden nauczyciel sam się nie będzie o to starał, by nie mieć problemów.

To jest jego praca tak samo jak znoszenie wrednych i niewychowanych klientow przez kasjera, niestety. Ale fakt najlepsze i najsmieszniejsze jest jak taki nauczyciel zaczyna ze swoim "kurrrłłłą kiedys to bylo eh kurła no kiedys to bylo sie linijka przylalo i bachor spokojny byl kurłła, a teraz juz nie mozna kurła teraz to juz nic nie ma". Swoja droga ciekawe wyobrazenie pracy kasjera. :facepalm: Widzimisiujemy dalej.

 

Ostatni post juz w tym temacie bo chyba wszystko zostalo juz powiedziane, dodatkowo wszystko jest poparte liczbami i podstawamy ekonomii oraz zarzadzania. Nie ma absolutnie jednego argumentu przemawiajacego za tym strajkiem, wylaczajac te anegdotyczne i widzimisiowe. Reforma oswiaty jest bardzo potrzebna, ale nalezy zaczac od zmiany programu, systemu nauczania, karty nauczyciela i wielu innych rzeczy, byc moze konczac wtedy na zarobkach nauczycieli.

 


  • 1


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u