Skocz do zawartości




Rozdanie Złotych Szaraków odbędzie się w niedzielę 24. lutego, początek gali o godz. 20:00. Obecność obowiązkowa!


Zdjęcie

Zjawa

zjawa duch dziecko

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
9 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nox
  • Postów: 5
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Na wstępie witam wszystkich serdecznie.

Było to około roku 2000. Pamiętam dokładnie, że w sierpniu. Mój kolega dostał wtedy swój pierwszy komputer PC. W związku z tym, że mało się na nim znał, pomagałem mu zagłębić się w tajniki informatyki. Byliśmy sami w domu. Siedzieliśmy u niego w pokoju przy komputerze. Ja na wprost monitora, a kolega obok mnie z mojej prawej też, patrzył w monitor, więc siłą rzeczy siedział trochę na ukos w moją stronę. Ma to trochę znaczenie, ponieważ miał w związku z tym ograniczone pole widzenia z prawej strony. W pewnym momencie coś zwróciło moją uwagę. Kątem oka zauważyłem, że zza boku kolegi coś się wyłania. Na tyle mnie to zdziwiło, że zamarłem w bezruchu i nie odwracając się, nawet nie ruszając oczami w tym kierunku, skupiłem się na coraz bardziej wychylającym się kształcie. To coś wysunęło się zza kolegi tak bardzo, że w końcu i on to zauważył. W pewnym momencie, jak na komendę, razem odwróciliśmy się w kierunku tego „czegoś”. Gdy to zrobiliśmy, zjawa z ogromną prędkością przemieściła się przez cały pokój, w stronę przeciwnej ściany i nie wiem, czy w nią wleciała, czy przed ścianą nagle wyparowała, ale zniknęła.

 

Mój opis zjawy: zobaczyłem jasny obłoczek, czy mgiełkę, wewnątrz której było widać postać dziecka. Nie wiem czemu, ale twierdzę, że był to kilkuletni chłopiec, wzrostem niewiele wyższy od dorosłego siedzącego na pufie. Postać była półprzezroczysta, ale było dość wyraźnie widać głowę i tułów, nie wiem czy było widać nogi. Na pewno ubrany był w czerwoną koszulę lub bluzę, czy coś podobnego, z długimi rękawami. Uciekając w stronę ściany nie było widać jego ruchów, jakby biegł, tylko sunął po podłodze.
Co ciekawe, po tym zdarzeniu, jakby nic się nie stało, wróciliśmy do pracy przy komputerze. Gdy już się tym zajęciem znudziliśmy, wyszliśmy sobie na podwórko na fajeczkę. Wtedy zapytałem go, czy widział „to”. Kolega spojrzał na mnie wielkimi oczami i zapytał „ty też to widziałeś?”. Było mu głupio się mnie o to pytać, bo myślał, że mu się przywidziało. Porozmawialiśmy o tym i okazało się, że nasze opisy tego co widzieliśmy idealnie się pokrywają, nie licząc tego, że ja zjawę zauważyłem chwilkę wcześniej, o czym już wcześniej pisałem.

 

Odnośnie tej sytuacji, to wydaje mi się, że ten chłopiec był bardzo zainteresowany komputerem, który był w domu nowością, dopiero od około 3 dni. Był tak ciekawy, że zbliżał się do monitora, żeby wszystko dobrze widzieć. Nie czułem wtedy strachu, czy innego lęku. Nie przeraziła mnie ta sytuacja. Na koniec dodam, jeśli to ma znaczenie, że budynek, to stara przedwojenna, kilkurodzinna kamieniczka z jednym piętrem i strychem.


  • 3

#2

Wszystko
  • Postów: 8713
  • Tematów: 64
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Napisz ile teraz masz lat.



#3

Nox
  • Postów: 5
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Napisz ile teraz masz lat.

Teraz mam 41 lat.

 

I kolejna historia:

 

Byliśmy na spacerze w lesie, prawdopodobnie wiosenną porą. Było to mniej więcej 20 lat temu. Byłem, ja, moja mama, mąż mamy, moja babcia oraz nasz piesek. Wracaliśmy już w stronę samochodu, który zostawialiśmy zawsze w bezpiecznym miejscu przy leśniczówce. Zbliżaliśmy się do skrzyżowania leśnych dróg. Ja szedłem z mamą przodem. Kilkanaście metrów za nami szła babcia z mężem mamy. Piesek sobie biegał od jednych do drugich. W pewnym momencie z lewej strony z lasu zaczął dobiegać do nas dziwny dźwięk, który stawał się coraz głośniejszy, aż przerażająco głośny. Ja z mamą stanęliśmy jak wryci wpatrując się między drzewa. Czekałem, kiedy coś strasznego na mnie wyskoczy. Był to syk, szum, charkot. Dźwięk trudny do opisania. Dało się słyszeć jakby coś łamało gałęzie drzew, albo i całe drzewa. Przemieszczający się z wielką prędkością w tym samym kierunku, w którym my się poruszaliśmy. Gdy dźwięk już nas wyprzedził, w ułamku sekundy ucichł, zniknął, gwałtownie, bez żadnego echa (co dziwne, żeby echa w lesie nie było). Dochodził z pewnej wysokości, tak jakby z koron drzew. Jedną z moich myśli był spadający samolot. Ciekawe, że po tej sytuacji nie rozmawialiśmy o tym (podobnie jak w poprzedniej mojej historii o zjawie). Na drugi dzień mama wchodzi do mojego pokoju i pyta „czy wczoraj w lesie …”, nie dokończyła pytania, bo ja wypaliłem „też to słyszałaś?”. Opisaliśmy sobie, co słyszeliśmy i co czuliśmy. Wszystko się pokrywało. Poszliśmy wypytać o to moją babcię i męża mamy. Oni w ogóle nie wiedzieli o co nam chodzi. Szli kilkanaście metrów za nami, rozmawiali sobie i aż niemożliwe, żeby tego nie słyszeli. My z mamą byliśmy w jeszcze większym szoku, że oni nic nie słyszeli. Dodatkowo nasz piesek wcale nie zareagował na hałas, a był dość strachliwy. Bał się głośnych dźwięków na dworze. Mąż mamy stwierdził, że pewnie stado jeleni przebiegało. Wiele w lesie widział, bo to był stary grzybiarz i las, to taki jego drugi dom. OK. Ale dźwięk przemieszczał się wyraźnie na wysokości i z ogromną prędkością. Po za tym sam miałem okazję widzieć i słyszeć pędzące w lesie stado jeleni. Ten dźwięk był zupełnie inny.
Przy następnej okazji zapytaliśmy leśniczego, czy coś ciekawego może o tym zagajniku powiedzieć. Okazało się, że nie ma tam nic nadzwyczajnego, ale kilka miesięcy wcześniej znaleźli tam właśnie wisielca.


  • 2

#4

Wszystko
  • Postów: 8713
  • Tematów: 64
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To było jakieś zwierzę alb stado, pewnie dziki.
Czy oprócz tego zdarzenia opisanego w pierwszym poście, miałeś jeszcze jakieś spotkania z duchami?



#5

Nox
  • Postów: 5
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

To było jakieś zwierzę alb stado, pewnie dziki.
Czy oprócz tego zdarzenia opisanego w pierwszym poście, miałeś jeszcze jakieś spotkania z duchami?

 

Oczywiście nie upieram się, że stado. Podkreślam, że dźwięk dochodził jakby z koron drzew i był niesamowicie głośny, a po za tym brak reakcji 2 osób i psa też dziwi.

 

Nie wiem, czy to co mi się zdarzyło jak byłem w wieku przedszkolnym to było spotkanie z duchem, ale pamiętam to tak:

Miałem 5 - 6 lat. Wracałem z podwórka do mieszkania, położonego na 3 piętrze. Gdy dotarłem na 2 piętro zobaczyłem leżącego w nienaturalnej pozycji mężczyznę. Chyba się nie ruszał. Jakby spał. Nie pamiętam, czy miał zamknięte oczy, ale chyba tak. W każdym razie na mnie nie zareagował. Leżał tak, że tarasował mi całe przejście. Musiałbym skakać nad nim. Przestraszyłem się i chciałem zbiec na dół, zwołać babcię przez okno, żeby po mnie zeszła. Cofnąłem się na półpiętro, zatrzymałem, a ten się dalej nie rusza. Jakaś odwaga we mnie wstąpiła i stwierdziłem, ze dam radę. Wystrzeliłem po schodach jak piorun, przeskoczyłem go podbiegłem do naszych drzwi i zacząłem pukać i wołać babcię, albo tatę, bo nie pamiętam kto wtedy był w domu. Ktoś z dorosłych wyszedł, a ja mówię, że facet piętro niżej leży. Zeszliśmy razem, a tam pusto, nikogo niema. Ktoś z dorosłych mi powiedział, że pewnie sąsiad właśnie z 2 piętra leżał, bo on często pijany do domu wracał. Sąsiada widziałem nie raz, bo kolegowałem się z jego synem, który był w moim wieku i bywaliśmy u siebie w domach. Dziwne jest też, to że nie było słychać na klatce żadnego dźwięku, żeby się podnosił, otwierał drzwi i je zamykał, pijany sprawnie i szybko by tego nie zrobił. Czy np. ten ktoś uciekał z klatki. Wiadomo, że na klatce schodowej dźwięki się niosą echem.

Do tej historii dodam, że mój dziadek podobno był alkoholikiem i hazardzistą i powiesił się w piwnicy, ale nie jestem pewien, czy to było w tym budynku, bo nie poruszałem tego tematu i nigdy nie wypytywałem babci jak to było. Wiem to od kogoś innego z rodziny.

 

Zmarł mąż mojej mamy. Po jakimś czasie, iluś dniach, nie pamiętam dokładnie, gdy była sama w domu i usłyszała trzy mocne uderzenia w ścianę oddzielającą pokoje. Podobno dusza się żegna z żyjącymi w ten sposób, gdy odchodzi na dobre do innego wymiaru.

 

Pół roku po nim zmarła moja babcia ze strony mamy. I któregoś dnia po kilku tygodniach od jej śmierci, gdy był wieczór, a moja żona i syn już spali, ja się kąpałem i w pewnym momencie coś wyraźnie trzy razy w drzwi od łazienki bardzo mocno zapukało, tak jakby w dolną część drzwi. Nie przestraszyłem się bardzo, zapytałem kto to, ale nikt nie odpowiedział.


Użytkownik Nox edytował ten post 29.01.2019 - 16:18

  • 2

#6

Wszystko
  • Postów: 8713
  • Tematów: 64
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ten z klatki schodowej to jakiś menel. Kiedy przebiegłeś obok niego, facet się obudził i sobie poszedł.





#7

iLuminatek
  • Postów: 1548
  • Tematów: 13
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

No tak, ferie się zaczęły to wróciły historie o spotkaniach z harpiami wąpierzami i koboldami.  


  • 0



#8

Nox
  • Postów: 5
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

No tak, ferie się zaczęły to wróciły historie o spotkaniach z harpiami wąpierzami i koboldami.  

 

Tych dotąd nie spotkałem.

 

A ferie to miałem ostatnio bardzo dawno temu.


To że widzieliśmy tego chłopca, to historia prawdziwa. Nikogo nie zmuszam, aby w to wierzył. I tak nie mam jak tego udowodnić. Przeżycie niesamowite. Cieszę się, że mogłem tego doświadczyć. Umysł na wszelkie zjawiska "nietypowe" zawsze miałem otwarty.

 

Co do historii z klatki schodowej, to oczywiście, że to mogło być cokolwiek. Tak jak pisałem, mały szczyl wtedy byłem, więc inaczej wszystko postrzegałem.

 

A mogę jeszcze napisać inną historię:

Miałem 13 lat, kiedy zmarł mój kochany dziadek. Zmarł na zawał w środku nocy. W dniu śmierci był w podróży, a o tym smutnym fakcie powiadomiła nas Policja następnego dnia rano. Tej nocy nie mogłem spać, bo słyszałem kroki i głośne rozmowy na dachu budynku (mieszkamy na trzecim, ostatnim piętrze). Słów nie rozumiałem, ale była to tak jakby żywa dyskusja lub monolog, nie mogłem tego wyłapać. W końcu zasnąłem jakoś nad ranem.Następnego dnia kiedy już wiedzieliśmy co się stało, akurat kiedy byłem w kuchni, nagle usłyszałem głos dziadka z jego pokoju, takie trzy głębokie westchnienia, a to trzecie takie przykre, długie, jakby było jego ostatnim oddechem. Okazało się, że moja mama, będąc w innym pokoju, też to słyszała. Pobiegliśmy do dziadka pokoju, mało nie zderzając się w korytarzu.
Dodam jeszcze, że było to 2 dni po Świętach Bożego Narodzenia i z rana, kiedy jeszcze o niczym nie wiedzieliśmy nie mogliśmy włączyć lampek na choince. Nie działały. Udało nam się je uruchomić dopiero po wielu latach. Zaczęły po prostu same działać. Niby nic nadzwyczajnego. Ale w mojej rodzinie, gdy ktoś umierał, bardzo często coś ze światłem się działo. Żarówki pękały, czy przepalały się nagle jedna po drugiej. A w naszym drugim mieszkaniu, w którym nikt nie przebywał wtedy od kilku dni, nie wiadomo dlaczego świeciła się lampka nocna (jasne, że mogła ją moja mama zostawić włączoną, choć to mało prawdopodobne). Od śmierci dziadka, przy następnych takich smutnych wydarzeniach ze światłami nic dziwnego w domu nie działo się. A inne sytuacje w tym temacie (chodzi o światła) z przeszłości znam z opowiadań babci.
Jako ciekawostkę dodam, że w dniu śmierci dziadka w pewnym momencie weszliśmy do jego pokoju, zapaliliśmy światło i zobaczyliśmy, że na stole siedzi nasza psinka i płacze, normalnie łzy jej leciały.


Użytkownik Nox edytował ten post 30.01.2019 - 13:21

  • 1

#9

TheToxic

    Faber est quisque suae fortunae

  • Postów: 1386
  • Tematów: 55
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Jak umarła moja ciocia to ktoś zapukał do drzwi, nic nadzwyczajnego - pies się rozdarł, a ja właśnie rozmawiałam z mamą przez telefon. Słysząc pukanie, zrywam się z fotela i idę otworzyć drzwi uciszając przy tym szczekającego psa. Za drzwiami ciemno, nikogo nie ma (korytarze mamy zamykane na klucz) rozglądam się czy na klatce nikogo nie ma bo wówczas czujnik ruchu by się włączył, tam też ciemno, a na ekranie telefonu widzę, że dzwoni wujek. Już wiedziałam że ciocia przyszła się pożegnać.





#10

letztenbrief
  • Postów: 21
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ale w mojej rodzinie, gdy ktoś umierał, bardzo często coś ze światłem się działo. Żarówki pękały, czy przepalały się nagle jedna po drugiej. A w naszym drugim mieszkaniu, w którym nikt nie przebywał wtedy od kilku dni, nie wiadomo dlaczego świeciła się lampka nocna (jasne, że mogła ją moja mama zostawić włączoną, choć to mało prawdopodobne). Od śmierci dziadka, przy następnych takich smutnych wydarzeniach ze światłami nic dziwnego w domu nie działo się. 

 

Mam podobne doświadczenia - wydaje mi się, że może coś w tym być. Kiedy umierała moja babcia, przepaliła mi się żarówka w lampce nocnej i dosłownie kilka minut później odebrałam telefon o jej śmierci.

 

Byłam przy moim dziedku, kiedy umierał. To nie było żadne przerażające doświadczenie i tak naprawdę okazało się bardziej kwestią przypadku, że wtedy u niego byłam. Dziadziuś chorował na rana żołądka, miał też 90 lat, wszyscy byliśmy przygotowani, że może odejść każdego dnia. Siedzieliśmy z moimi rodzicami i rodzeństwem w salonie, dziadek drzemał na fotelu. W pewnym momencie pękła żarówka w korytarzu - rozsypała się w drobny maczek, robiąc przy tym hałas i mieniąc się jak fajerwerki. Byłam w trakcie sprzątania jej, kiedy moja mama zorientowała się, że dziadek jednak wcale nie śpi - a po prostu zasnął przy nas na zawsze. Do dzisiaj mam ciarki, kiedy o tym myślę.


  • 1




Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: zjawa, duch, dziecko

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u