Skocz do zawartości




Zdjęcie

Tajmemnica Kobiety W Srebrnych Butach


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1

Konrad_GK
  • Postów: 235
  • Tematów: 74
Reputacja Bardzo zła
Reputacja

Napisano

W sprawie znalezionej pod Grudziądzem kobiety w srebrnych butach, o której niedawno pisały prawie wszystkie najważniejsze portale informacyjne w kraju, jest coraz więcej zagadek. Biegły nie był w stanie określić w jaki sposób powstała rana na jej głowie, a śledczy wciąż próbują ustalić, co robiła, zanim znaleziono ją półprzytomną na jezdni, z nagimi piersiami skrytymi pod kurtką.

 

Jest piątek 13 lipca, godz. 16.50. Pogoda nikogo nie rozpieszcza. Raz leje, raz lekko pada, a innym razem słońce nieśmiało wygląda zza chmur. Do kanalizacji deszczowej w Grudziądzu właśnie spływają ogromne ilości wody, po oberwaniu chmury, jakie nawiedziło miasto 10 minut wcześniej. Nikt, kto był choć minutę na zewnątrz bez parasola albo przeciwdeszczowej peleryny, nie miał prawa mieć na sobie suchej nitki.
Kilka kilometrów dalej na południe, wąską drogą we wsi Ruda, Ewelina jedzie z zakupów w największej grudziądzkiej galerii handlowej do rodzinnego Chełmna. Nagle poruszające się przed nią samochody stają, podobnie jak pojazd jadący z naprzeciwka. Młoda kobieta szybko dostrzega, dlaczego kierowcy musieli hamować. Na jezdni leży człowiek.
Kałuża krwi
Wśród pierwszych pojazdów, które zatrzymały się na ulicy, jest radiowóz. To zupełny zbieg okoliczności, bo nikt go tam nie wzywał. Za kilka minut dojeżdża kolejny. Na obu pasach tworzą się korki, bo wszystko dzieje się na drodze krajowej nr 55, która pozwala poruszać się między Toruniem a Grudziądzem. Jeżdżą ją m.in. ci, którzy chcą oszczędzić na autostradzie.

 

- Przeszłam kurs pierwszej pomocy, więc poleciałam zobaczyć, co się dzieje – wspomni później Ewelina. - To była kobieta z krótkimi, kasztanowymi włosami. Ułożyliśmy ją w pozycji bezpiecznej, daliśmy koc pod głowę, a mój brat nawet swoją koszulkę. Zauważyłam dwie rany. Jedną na brwi, drugą z boku głowy. Z obydwu lała się krew, tak samo jak z nosa. Pamiętam, że policja mówiła, że ona jest pijana, ale ja nie wyczułam od niej żadnego alkoholu. Poza tym była zadbana. Nie śmierdziała ani nie była brudna. Miała czyste dłonie. To nie była jakaś żulówa z ulicy. Moim zdaniem była odurzona. Miała też siniaki na głowie. Nie było na nich otarć. Myślę, że ktoś ją bił po twarzy.

Mieszkanka Chełmna jeszcze na miejscu wdaje się w dyskusję z mundurowymi. Chce im udowodnić, że ranna nie została potrącona. Odpina jej kurtkę. Okazuje się, że niczego pod nią nie miała. Wtedy wszyscy są zdziwieni, bo kto nosi pod kurtką gołe piersi? To teraz jest jednak mniej ważne niż fakt, że na tułowiu nie widać żadnych siniaków.
Kałuża krwi pod twarzą kobiety się powiększa. Wsiąka w ziemię, tak jak kapiący ze spodni mocz, bo nie jest w

 stanie kontrolować pęcherza. Z daleka słychać już syrenę karetki. Ranna co chwilę traci przytomność i ją odzyskuje. Próbuje coś mówić, mamrotać, ale do świadków docierają tylko niewyraźne jęki. Jest za słaba, by wyjawić, co się stało.
Wszyscy szukają jej dokumentów. Wtedy będzie można powiedzieć bliskim, żeby pojechali do szpitala. Ale nic nie ma. Prawa jazdy, dowodu, kraty bankowej. Nic. Tylko jakaś fiolka z tabletkami. Wyglądają na witaminy.
- Mówili mi, żebym założyła rękawiczki. A ja krzyczałam, że ch** mnie teraz rękawiczki obchodzą - relacjonuje Ewelina, która wciąż jest pełna emocji, gdy przypomina sobie tę sytuację. - Chciałam, żeby dali mi wody, bo trzeba było przemyć jej twarz. Bałam się, że zadławi się krwią. Policjanci poinformowali mnie, że krew będzie ważnym elementem śledztwa, dlatego zdziwiłam się, że po odjeździe karetki wodą zmyli tę krew z ulicy.
- Zanim to się stało, jak na chwilę emocje odpuściły, powiedziałam do brata "zobacz, jakie ona ma zajebiste buty". Były srebrne i czyste, chociaż ona rzekomo miała iść poboczem w ulewie - dodaje chełmnianka. - W ogóle była sucha, jakby jej to oberwanie chmury nie dotyczyło. Jej kurtka i włosy na pewno były suche.
Kobieta w srebrnych butach
Ruda to licząca blisko 500 mieszkańców wieś. Jeśli szatynka jest stąd, albo ktoś w regionie zgłosił jej zaginięcie, powinno udać się szybko ustalić jej tożsamość. Ale nie udaje się, więc w poniedziałek 16 lipca policjanci wysyłają do mediów jej zdjęcie z zabandażowaną głową. W komunikacie jest informacja o ciemnej kurtce i ciemnych dżinsach, jakie miała na sobie. Można też przeczytać o przeszczepionej skórze na udach, która najprawdopodobniej znalazła się tam w wyniku poparzenia.

 

Jednak mundurowi najbardziej zwracają uwagę na charakterystyczne buty, dołączając do komunikatu ich fotografię. Są srebrne, więc mogły rzucać się w oczy. Sprawa jest tak nietypowa, że w ciągu kilku godzin "kobieta w srebrnych butach" ląduje na stronach głównych prawie wszystkich największych portali informacyjnych w kraju, a tysiące Polaków podają dalej newsy o niej na portalach społecznościowych.
- Funkcjonariusze ustalają, co mogło się wydarzyć i kim jest poszkodowana. W toku obecnie prowadzonych czynności nie wykluczają żadnej wersji wydarzeń - zaznacza Jacek Jeleniewski z grudziądzkiej komendy. - Z dotychczasowych informacji wynika, że poszkodowana szła lewą stroną jezdni od strony Grudziądza w kierunku miejscowości Klęczkowo w powiecie chełmińskim.
Sieć zalewa fala podejrzeń, domysłów i teorii. Niektórzy internauci łączą historię szatynki ze śmiercią policjanta Marka Mieczkowskiego, który tego samego dnia zginął na tej samej drodze, 12 km dalej, w miejscowości Wabcz. Pełniąc służbę na motocyklu prawdopodobnie wpadł w poślizg na śliskiej jezdni i znalazł się w rowie. Reanimacja nie pomogła. Zwolennikom teorii spiskowych nie przeszkadzało, że funkcjonariusz poniósł śmierć dziewięć godzin przed odnalezieniem kobiety w srebrnych butach.
"Prawdopodobne jest, że została pobita"
Dzięki publikacjom w mediach we wtorek 17 lipca policjanci już wiedzą, kim ona jest, bo zgłosił się do nich znający ją mężczyzna. Wiedzą też, że sprawa mocno się skomplikowała, ponieważ mieszkała w Grudziądzu i nie da się na razie w żaden sposób wytłumaczyć, co robiła z dala od domu na drodze bez chodnika. Liczą na to, że sama pomoże rozwiązać im tę zagadkę, kiedy odzyska przytomność. Zwłaszcza, że jest już znana na całą Polskę i jej losami interesuje się mnóstwo internautów.
Ale 52-latka nigdy nie powie już ani słowa. W południe Onet publikuje informację, że nie udało się jej przeżyć. Lekarze robili, co mogli, przeprowadzili nawet skomplikowaną operację, jednak odniesione obrażenia okazały się zbyt poważne.
- Gdy usłyszałam o jej śmierci, popłakałam się. Do końca miałam nadzieję, że da się ją uratować - podkreśla ze smutkiem w głosie Ewelina. - Chciałabym, żeby sprawa się wyjaśniła. Moim zdaniem najbardziej prawdopodobne jest, że ona została pobita i potem wyrzucona na ulicę. Na jezdni nie widziałam kompletnie żadnych śladów potrącenia.
Biegły nie jest w stanie niczego przesądzić
Śledczy są jednak bardziej ostrożni. Zaznaczają, że nic nie wskazuje, by do śmierci przyczyniły się inne osoby, a na ciele nie było śladów walki ani obrony. Jednak sami nie wiedzą, co się stało. Odpowiedź miał dać biegły z zakresu medycyny sądowej po przeprowadzeniu sekcji zwłok, ale w sporządzonej przez niego opinii nie było żadnych konkretów na ten temat.

 

- Stwierdził, że bezpośrednią przyczyną zgonu pokrzywdzonej był uraz czaszkowo-mózgowy, będący skutkiem działania czynnego bądź biernego narzędzia tępego lub tępo-krawędzistego, godzącego w okolicę czołową prawą - mówi Onetowi Magdalena Chodyna, zastępca prokuratora rejonowego w Grudziądzu. - Wobec takiej opinii nie wykluczamy żadnej z wersji zdarzenia. Ustalamy wszelkie okoliczności tej śmierci. Nie możemy ani wykluczyć działania osób trzecich, ani wykluczyć, że obrażenia powstały w wyniku upadku.
Pracujący pod nadzorem prokuratora policjanci próbują ustalić ostatnie dni życia pokrzywdzonej. Chcą wiedzieć gdzie i z kim je spędziła. To wcale nie będzie jednak proste. Według ich ustaleń kobieta w srebrnych butach prowadziła ostatnio wędrowny tryb życia. Jej odzież trafiła do laboratorium kryminalistycznego w Bydgoszczy.
"Pewnie zapiła i ją wywieźli"
Ponieważ już na początku sprawy jeden ze świadków twierdził, że widział kobietę w srebrnych butach idącą poboczem w Rudej, jedną z głównych wersji stała się ta, że mogła dotrzeć tam pieszo z Grudziądza. Znaleziono ją na końcu wsi, jakby chciała iść jeszcze dalej, przynajmniej do pobliskiego Klęczkowa. Tam, w starym dworku, ulokowano kilka rodzin, m.in. z problemami materialnymi, socjalnymi lub alkoholowymi. Jego mieszkańcy o zmarłej szatynce co prawda słyszeli, ale nie wiedzą, kim ona była.
- Nikt taki tu do nas nie przychodził - mówi mi starszy mężczyzna z tytoniem na stole, którego odrywam od robienia papierosów. - Ale kiedyś mieszkała u nas taka podobna, miała na imię Bożena. Lubiła wypić. Tylko jej tu już ze siedem lat nie było. Może ta po prostu dostała rentę, poszła w tango, ktoś zabrał jej te pieniądze i wywalił z samochodu?

 

Ta teoria nie jest pozbawiona sensu, bo to, że grudziądzanka znalazła się w Rudej, nie oznacza jeszcze, że tam sama przyszła. - Jak dotąd wyniki poszukiwania monitoringu na trasie jej możliwego przejścia są negatywne - zaznacza Magdalena Chodyna.
- Policjanci mówili, że przejeżdżali tamtędy pięć minut przed jej znalezieniem i tej pani tam jeszcze nie było - zauważa Ewelina.
- Ja sprawę znam tylko z mediów - przyznaje sołtys Rudej Tomasz Makowski. - Ale z tego co wiem, ona nie miała u nas żadnej rodziny, do której mogłaby iść.
W grudziądzkim schronisku dla bezdomnych kobiet też nie mają pojęcia, co tajemnicza szatynka mogła robić za Grudziądzem ani dlaczego nie miała nic pod kurtką. Na zdjęciach jej nie rozpoznają. O sprawie słyszała jednak większość mieszkańców. Huczy przez to od plotek w całym mieście.
- Pan nie jest pierwszym, który o nią pyta. Policja była już u nas kilka razy, jak ona jeszcze żyła - oznajmia mi sprzedawczyni w ostatnim sklepie spożywczym na południu Grudziądza, skąd do miejsca znalezienia konającej kobiety są cztery kilometry. - Ktoś mi mówił, że ona była z centrum miasta. Mąż jej do domu nie wpuścił i poszła w plener. Pewnie zapiła, wywieźli ją i wyrzucili.

 

Żródlo: https://wiadomosci.o...-butach/v11fy3s

 

 

 

 

Załączone grafiki

  • Srebrnobuta.jpg
  • Ruda.jpg

  • 4

#2

Agnieszka81
  • Postów: 302
  • Tematów: 29
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Tajemnicza sprawa. Pamiętam jak czytałam o niej na jednym z portali internetowych i historia od samego początku mnie zaintrygowała. Również liczyłam na to, że kobiecie uda się przeżyć i opowie, co tak naprawdę jej się stało. Niestety...

Osobiście uważam, że wersja z wyrzuceniem jej z jakiegoś samochodu, po wcześniejszym pobiciu jest jak najbardziej wiarygodna, bo świadczą o tym chociażby: niekompletny ubiór oraz to, że - jak przyznali policjanci - chwilę wcześniej jej tam nie było. Tylko dziwne też, że na tak ruchliwej ulicy, nikt nie widział momentu wyrzucenia kobiety z samochodu (???) 


  • 0

#3

Canaris

    God Emperor of Mankind

  • Postów: 378
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Po samych butach widać ze jakaś patola co albo wracała z meliny i ktoś jej przywalił albo pokłóciła sie z gachem. 
Nie rozumiem gdzie tu jest jakaś tajemnica... 


  • 0



#4

Agnieszka81
  • Postów: 302
  • Tematów: 29
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Buty, jak buty...Ja bym patola po butach nie poznała raczej.


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u