Skocz do zawartości




Zdjęcie

Czy dom, w którymś ktoś umarł jest nawiedzony?

śmierć nawedzony dom duchy wyobraźnia

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
22 odpowiedzi w tym temacie

#1

TheToxic

    Faber est quisque suae fortunae

  • Postów: 1281
  • Tematów: 45
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Gdy ktoś targnie się na swoje życie lub umrze nagle, dom może podobno przyjąć energię dramatycznych wydarzeń. Konsekwencje tego zjawiska odczuwamy później na własnej skórze.

 

  • Samobójstwo czy morderstwo, zdaniem mediów, pozostawia ślad w budynku.
  • W krajach azjatyckich unika się kupowania takich mieszkań.
  • Lokatorzy mogą wezwać na pomoc egzorcystę lub medium.

 

 

20i8jsh.jpg

 

Informacja na temat tego, czy w danym domu doszło do morderstwa lub samobójstwa jest bardzo istotna dla osób, które mają zamiar kupić albo wynająć lokum. Jest to szczególnie ważne w krajach azjatyckich. Tam bowiem wiara w duchy, klątwy i tajemnicze energie jest bardzo powszechna. Dodatkowo do zakupu nieruchomości, w której ktoś poniósł śmierć w nietypowych lub krwawych okolicznościach, bądź też stracił życie w wyniku ciężkiej choroby, zwłaszcza psychicznej, zniechęcają Azjatów zasady feng shui. Ta starożytna sztuka aranżacji przestrzeni, która ma zagwarantować swobodny przepływ siły życiowej i to, że będziemy się w swoim domu czuć jak najlepiej, głosi, że w miejscu takim na zawsze zaburzona zostaje jego energia.

 

Do mieszkań, w których doszło do tragedii, negatywnie nastawieni są również Polacy.

 

- Po studiach postanowiłam zapuścić korzenie - mówi Ewelina, nauczycielka z Katowic. - Zaczęłam przeglądać ogłoszenia o sprzedaży mieszkań, chodziłam oglądać poszczególne oferty i w końcu natrafiłam na coś w sam raz dla mnie.

 

Było to ładne, słoneczne mieszkanie na obrzeżach miasta. Dwa niewielkie pokoje, kuchnia, łazienka. Cena była bardzo przystępna, więc nie zastanawiając się długo, Ewelina podpisała umowę.

 

- Byłam zachwycona i bardzo spieszyło mi się do finalizowania transakcji. Bank przyznał mi kredyt hipoteczny i już po kilku dniach byłam "na swoim". Do dziś pamiętam tę noc. Sama, w nowym miejscu, wszędzie kartony z moimi rzeczami. Cały dom pełen był złowrogich cieni. Długo nie mogłam zasnąć, a kiedy już mi się to udało, obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstałam, wyszłam do przedpokoju i spojrzałam przez wizjer - nic. Wracając do łóżka zobaczyłam w lustrze jakiś cień, ale doszłam do wniosku, że to tylko wyobraźnia.

 

O dalszym śnie nie było jednak mowy. Gdy tylko Ewelina przycisnęła głowę do poduszki, pukanie do drzwi się powtórzyło. Już chciała spojrzeć przez wizjer, kiedy coś zaczęło wściekle szarpać za klamkę... ale od drzwi do łazienki. Zanim wstało słońce, kobieta doświadczyła jeszcze wielu dziwnych fenomenów:

 

- Skrzypienie podłogi, jakby ktoś po niej chodził, głośny, świszczący oddech, uczucie niesamowitego zimna... Myślałam, że zwariuję, zanim nastanie dzień!

 

Rano mieszkanie na powrót wyglądało normalnie. Wychodząc na klatkę Ewelina natknęła się na sąsiadkę, która spytała, jak minęła noc. Ewelina wyznała, że bardzo kiepsko, na co kobieta stwierdziła: "Bo ja to od dawna mówiłam, że tam trzeba księdza wołać. Jak się stary powiesił, to go tak łatwo do nieba nie wezmą".

 

- Byłam wstrząśnięta, kiedy się o tym dowiedziałam, ale postanowiłam, że tak łatwo nie odpuszczę. Kupiłam mieszkanie i chciałam je zatrzymać, więc postanowiłam zrobić wszystko, by było to możliwe.

 

Kobieta poszła do księdza, który skierował ją do innego kapłana, bardziej doświadczonego w podobnych sprawach.

 

- Egzorcysta był u mnie następnego dnia. Zmówił modlitwę, pokropił wszystkie kąty wodą święconą i obiecał, że odprawi mszę w intencji zmarłego. Choć na to przecież liczyłam, nie mogłam uwierzyć, gdy fenomeny faktycznie zniknęły. I nie ma ich do tej pory!

 

Szczęśliwego zakończenia póki co nie doczekał się Krzysztof z Łodzi.

 

- Mam mieszkanie, które wynajmowałem przez wiele lat. To był bardzo dobry zastrzyk gotówki, przydawał się naszej rodzinie. Niestety, pech chciał, że raz wynająłem lokal komuś, komu nie powinienem. Drobnemu pijaczkowi.

 

Mężczyzna sprowadzał do domu kolegów, urządzał głośne imprezy, wszczynał awantury. Podczas jednej z nich doszło do rękoczynów, któryś z gości wyciągnął nóż...

 

- Mój lokator zginął na miejscu. Koledzy uciekli i przez kilka dni nikt nawet nie wiedział, że w mieszkaniu leżą zwłoki. W końcu sąsiedzi zadzwonili na policję, bo poczuli smród.

 

Od tamtej pory Krzysztof nie może znaleźć nikogo, kto chciałby wynająć mieszkanie na stałe. Lokatorzy skarżą się, że w domu czasem unosi się dziwny odór, a woda sama zaczyna lecieć z kranów. Kiedy do wszystkich drobnych nieprawidłowości doda się opowieści "troskliwych" sąsiadów, nikt nie ma już ochoty mieszkać u Krzysztofa.

 

Z podobnym problemem musiała się zmierzyć Katarzyna, właścicielka domu w Warszawie.

 

- Kiedyś mieszkały tam całe pokolenia mojej rodziny. Babcia, ciotka, kuzynka, moi rodzice i ja. Córka ciotki cierpiała na silną schizofrenię i praktycznie całe życie spędziła w swoim pokoju. Zwykle w ogóle nie było jej słychać ani widać, jednak czasem zdarzało się, że potrafiła wyć i wrzeszczeć jak opętana w środku nocy. Kiedy ciotka zmarła, jej córkę zabrano do szpitala psychiatrycznego i tam już została.

 

Wtedy w domu mieszkała już tylko Katarzyna z mężem, ich dzieci oraz matka. W pokoju chorej kuzynki urządzili bawialnię. Wszystko było dobrze, do czasu, gdy kobieta zmarła w szpitalu.

 

- Wtedy się zaczęło. Spadające ze ścian obrazy, trzaskanie drzwi, dzieci gadające do "niewidzialnej przyjaciółki". Raz nawet szyba w oknie pękła, sama z siebie.

 

Katarzyna zaprosiła do domu księdza, egzorcystę świeckiego, a nawet medium. Nic nie przyniosło spodziewanych rezultatów. W końcu kobieta postanowiła pójść na kompromis.

 

- Zabrałam z pokoju kuzynki rzeczy dzieci, zamknęłam go na klucz i nikt nie może tam wchodzić. Od tego czasu nie mamy już żadnych problemów. Czasem dochodzą stamtąd niepokojące dźwięki, ale my nie mamy już bezpośredniej styczności z czymś paranormalnym. Gorzej będzie, jeśli kiedyś ktoś wprowadzi się tutaj i otworzy pokój. Będzie jak w tanim horrorze...

 

Nie każdy wierzy w to, że umierający człowiek pozostawia po sobie jakiś ślad w miejscu, gdzie spędził swoje ostatnie chwile. Zwykle traktujemy to jako naturalną kolej rzeczy i dochodzimy do wniosku, że każdy musi gdzieś umrzeć, więc czemu nie w domu? Mało jest jednak osób, które ochoczo zamieszkają w pokoju, w którym ktoś popełnił samobójstwo, został brutalnie zamordowany lub odszedł w strasznych bólach. I, jak widać po powyższych historiach, chyba jest w tym sporo racji.

 

źródło





#2

Nick
  • Postów: 958
  • Tematów: 388
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Cóż, może i tak Nie wiem, ale czemu nie.

 

Tak się tylko zastanawiam... Jednym z popularniejszych sposobów zakończenia życia jest rzucenie się pod pędzący pociąg. Owszem, Grabiński sporo pisał o nawiedzonych torach i wagonach, ale na co dzień raczej się o tym nie słyszy.

A drogi (ze szczególnym uwzględnieniem tych uważanych za niebezpieczne, czarne punkty i takie tam)? Powinny aż dudnić od paranormalnej działalności

O szpitalach nie wspomnę, bo tam pewnie ludzie są już pogodzeni z losem...

 

Ale artykuł fajny. :)


  • 0



#3

ppp
  • Postów: 229
  • Tematów: 16
Reputacja Bardzo zła
Reputacja

Napisano

Nigdy nie miałem doświadczenia ze strachami. Ale skoro istnieją dusze zmarłych, które nas straszą to my też posiadamy duszę mogącą się obronić. Po prostu nie powonniśmy się poddawać.


  • 0

#4

Nick
  • Postów: 958
  • Tematów: 388
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

Ale skoro istnieją dusze zmarłych, które nas straszą to my też posiadamy duszę

ergo - możemy straszyć zmarłych.


  • 2



#5

noxili
  • Postów: 2525
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Kiedy do wszystkich drobnych nieprawidłowości doda się opowieści "troskliwych" sąsiadów, nikt nie ma już ochoty mieszkać u Krzysztofa.

komu nie powinienem. Drobnemu pijaczkowi.

 

Mężczyzna sprowadzał do domu kolegów, urządzał głośne imprezy, wszczynał awantury. Podczas jednej z nich doszło do rękoczynów, któryś z gości wyciągnął nóż...

Popatrzmy na to tak: urządził sąsiadom piekło wynajmując mieszkanie menelowi, swoim postępowaniem nie różnił się od działań "czyściciela kamienic". Sąsiedzi musieli znosić awantury, orgie pijackie za ściana czy na klatce schodowej  to było dobrze. Ale jak już sąsiedzi sprytnie bronią się przed chamstwem i kretynizmem właściciela sąsiedniego mieszkania to już "be". Jacy oni niedobrzy bo kreatywnie bronią swojego spokoju i bezpieczeństwa... Kali jak ukraść krowę to dobrze jak Kalemu ukraść to źle...


  • 0



#6

Naaveth
  • Postów: 54
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

O szpitalach nie wspomnę, bo tam pewnie ludzie są już pogodzeni z losem...

Pracowałam w kilku. W pierwszym nikt nic o duchach nie mówił. Ba, śmiałyśmy się wszystkie, że to bzdury.  W drugim natomiast, przeżyłam lekki wstrząs bo nie dość że  na oddziale na którym pracowałam ponoć duch grasował, to jeszcze ogólnie tematy związane z duchami był traktowane jako zupełnie normalne. Moje koleżanki powtarzały mi żebym pamiętała, że zmarłych nie ma się co bać, bo to żywi są groźni.Ja "widziałam" ducha raz - a przynajmniej tak wkręcają mnie koleżanki, bo tak na dobrą sprawę to nie mam bladego pojęcia czy to był duch, czy chrzest z okazji pierwszego nocnego dyżuru, co w sumie by mnie nie zdziwiło :D Faktem natomiast jest, że w tym  szpitalu, gdy mówiło się o duchach to nikt nie pukał się w głowę, dużo osób opowiadało jakieś tam historie z duchem w tle i rzadko kiedy można się było natknąć na sceptyka. Szczęśliwym trafem moje obecne miejsce pracy duchów nie posiada ;)


  • 0

#7

Wszystko
  • Postów: 8292
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To pewnie zależy od tego z jakimi ludźmi robiłaś. Większość personelu szpitala to kobiety. A płeć żeńska jest bardziej skłonna wierzyć w duchy.

"Lokatorzy skarżą się, że w domu czasem unosi się dziwny odór, a woda sama zaczyna lecieć z kranów."

Nie ma co się dziwić że czymś zalatuje skoro truchło delikwenta leżało tam jakiś czas. Smród z takiego denata potrafi wsiąknąć w podłogę czy ogólnie w elementy pomieszczenia. Czytałem kiedyś rozmowę z właścicielem firmy usuwającej zwłoki z mieszkań i on mówił że takiego skisłego zapachu to niełatwo się pozbyć.



#8

Nestor
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ja mam podobny problem, choć znająć mojego tatę to są raczej żarty, a nie dręczenie. Otóż mój śp. Tata zmarł 3 tygodnie temu, po ciężkiej chorobie i długich miesiącach męczarni. Mama stanęła na wysokości zadania i opiekowała się nim w pełni. Ale od śmierci taty, który był naszą złotą rączką, co rusz mamy jakieś awarie. Kiedy wspomniałem o sprzedaży jego motoru, to opadła mi wskazówka od poziomu paliwa w samochodzie w czasie jazdy. Alarmy u rodzicwó w domu włączają się regularnie. Kiedy tam nocowałem to słyszałem różne dźwięki, jakby dom cały czas pracował (w sensie budowlanym). W sumie to mogłem mieć przesłyszenia, albo to po prostu przeniesienie różnych dźwięków z zewnątrz (dom stoi w środku osiedla, ale dźwięki od ruchliwej ulicy przemykają do domu między zwartą zabudową, taka ciekawostka). Ale hit był wczoraj, otóż włączył się czujnik temperatury w sterowniku od pieca gazowego i ten zaczął grzać. Dla mnie to ostateczny dowód, że Tatko przemyka po hacjendzie. Sam jeszcze miałem taką dziwną sytuację w sobotę, że sam nie wiem czy to głupie szczęście, czy tak to po prostu działa... A więc, skończył mi się gaz w butli (propan techniczny 30kg, do piecyka gazowego), wymieniam sobie butle, ale po podłączeniu nowej reduktor nie trzymał i był nieszczelny. Dokręciłem śrubę na maxa, poprawiłem nawet docisk iglicy, żeby mieć pewność że coś spartoliłem. Nawet żonie kazałem to zrobić. I się okazało, że reduktor po prostu rzeczywiście się zepsuł - coś z uczelką, bo ta nie trzymała ciśnienia i odbijała wkład powodując nieszczelność. Pytanie do losu - a co jakby ten reduktor puścił pół godziny później? Dlaczego reduktor rozkraczył się akurat przy zmianie butli, a nie wcześniej? Nowa butla dała mu większe ciśnienie z którym 4 letni reduktor już sobie nie poradził?

Ogólnie te wszystkie sytauacje są raczej zabawne, mama wiadom jest przerażona, ale tata nas wszystkich kochał i był gotów wszystko poświęcić, dlatego wierzę, że to są raczej jego ewentualne figle i psoty po śmierci.


  • 1

#9

Daniel.
  • Postów: 3252
  • Tematów: 51
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Gdyby tak było to szpitale byłyby najstraszniejszymi miejscami na świecie.

Oczywiście, że nic nie straszy, ale sam mieszkania w którym ktoś zmarł/zginął i bym o tym wiedział to raczej bym nie kupił. Szczególnie jeśli ciało leżało w pomieszczeniu jakiś czas. Po prostu by mnie to obrzydzało i odpychało.

Ciekawe ile dziesięcioleci musi jeszcze minąć, żeby ludzie w końcu zrozumieli, że są zwykłymi istotami, zwierzętami, mięsem i kośćmi ubranymi w skórę i rodzą się i umierają(przepadają/znikają) jak wszystko co żyje na tym świecie. Tak wielu zacofanych teorii się pozbyliśmy, a tej nie możemy jakoś wyplenić mimo, że pasuje do średniowiecza umysłowego, a nie XXI wieku.


  • 1



#10

TrueGranD
  • Postów: 17
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ale przecież już kiedyś nie zyłeś. Ja jestem rocznik 76 czyli w 1975 roku byłem martwy, duchem, w niebie, dzieckiem w Indiach. Nie wiem, natomiast skoro w 75 roku nie żyłem a urodziłem się w 76 roku, to dlaczego nie miał bym urodzić się ponownie po śmierci? Wytłumacz mi logicznie, dlaczego sądzisz, że to nie możliwe, i w takim wypadku co robisz na takim forum.
  • 0

#11

Daniel.
  • Postów: 3252
  • Tematów: 51
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ale przecież już kiedyś nie zyłeś. Ja jestem rocznik 76 czyli w 1975 roku byłem martwy, duchem, w niebie, dzieckiem w Indiach. Nie wiem, natomiast skoro w 75 roku nie żyłem a urodziłem się w 76 roku, to dlaczego nie miał bym urodzić się ponownie po śmierci? Wytłumacz mi logicznie, dlaczego sądzisz, że to nie możliwe, i w takim wypadku co robisz na takim forum.

Nie żyłeś, nie było Cię. Nie byłeś żadnym duchem, ani dzieckiem w Indiach. Urodziłeś się w 1976 nie ponownie, tylko pierwszy raz i raz umrzesz i nigdy więcej się nie narodzisz, tak jak wszystko co nas otacza.To nie gra komputerowa, że umierasz i włączasz od nowa, tylko fizyka, chemia, biologia.


  • 0



#12

TrueGranD
  • Postów: 17
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

A skąd ta pewność? A może bardziej ignorancja, i zero jedynkowe myślenie?
  • 0

#13

Naaveth
  • Postów: 54
  • Tematów: 0
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

To pewnie zależy od tego z jakimi ludźmi robiłaś. Większość personelu szpitala to kobiety. A płeć żeńska jest bardziej skłonna wierzyć w duchy.

Fakt :) Większość historii słyszałam od kobiet, aczkolwiek pracowałam w zespole z duża ilością panów - przy czym oni pracowali na dziennej zmianie i może dlatego niewielu z nich miało coś ciekawego do powiedzenia. Akcja praktycznie wszystkich opowieści toczyła się na nocnych zmianach. 


  • 0

#14

Wszystko
  • Postów: 8292
  • Tematów: 59
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Nie narodzisz się nigdy ponownie. Bo to kim jesteś zależy od genów i tego w jakim środowisku się wychowałeś i co przeżyłeś. Nawet jeśli kiedyś urodzi się jakieś dziecko z podobnym kodem dna do twojego albo i takim samym, to będzie inny człowiek. Będzie miał innewżycie, spotykał innych ludzi. To nie będziesz ty. Bo nawet sklonowane zwierzęta nie są tym samym.



#15

Nick
  • Postów: 958
  • Tematów: 388
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

Oczywiście, że nic nie straszy, ale sam mieszkania w którym ktoś zmarł/zginął i bym o tym wiedział to raczej bym nie kupił. Szczególnie jeśli ciało leżało w pomieszczeniu jakiś czas. Po prostu by mnie to obrzydzało i odpychało.

Bo ja wiem..? Chodzisz po zmarłych, oddychasz zmarłymi, jesz zmarłych... Obieg pierwiastków jest nieubłagany. ;)

 

 

żeby ludzie w końcu zrozumieli, że są zwykłymi istotami, zwierzętami, mięsem i kośćmi ubranymi w skórę i rodzą się i umierają(przepadają/znikają) jak wszystko co żyje na tym świecie.

Nie. Jesteśmy czymś więcej. Mamy przymioty, którymi nie dysponuje żadne inne stworzenie na Ziemi (wizytujących kosmitów pominę). Możemy... właściwie wszystko. Akurat poradzenie sobie z przepadaniem/znikaniem jest kwestią bardziej techniczną, a więc kwestią czasu. Przed Człowiekiem stoją dużo poważniejsze wyzwania, ale... despacito. :)


  • 0




 


Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: śmierć, nawedzony dom, duchy, wyobraźnia

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u