Skocz do zawartości




Szanowni Państwo, proszę pamiętać o ciszy wyborczej obowiązującej w okresie od północy w piątek 19 października do godz. 21:00 w niedzielę 21 października. 


Zdjęcie

Olimpiady, których nie było. Igrzyska 1940, 1944


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nick
  • Postów: 1066
  • Tematów: 451
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

134652232d6d2ee2.jpg

Foto: Fabrice Coffrini / AFP

 

To nie była ucieczka do wolności, ale jej chwilowa imitacja. W czasie Drugiej Wojny Światowej odbyły się igrzyska olimpijskie, o których zapomniał świat. Ich inicjatorami byli polscy żołnierze, zamknięci w niemieckich obozach jenieckich.

 

Kiedy w 1935 roku akces do zorganizowania igrzysk olimpijskich zgłosiło japońskie Tokio, nie myślano, że cokolwiek może stanąć takiemu wydarzeniu na drodze. Rok 1940 był przyszłością, która dopiero nadejdzie, a wybuchu wojny, która położy kres wielu rzeczom, nikt zdawał się nie brać pod uwagę. To było coś tak odległego jak konflikt militarny Japonii z Chinami, rzecz z drugiego końca świata. Kilka państw postanowiło jednak pogrozić palcem organizatorom igrzysk. Wniosek o odebranie organizacji zawodów państwu, które prowadzi działania wojenne złożyły: Belgia, Dania, Finlandia, Norwegia, Holandia i Szwajcaria. Zagrożenia nie traktowano realnie ani w Japonii, ani w wielu krajach świata, ani nawet w Polsce. Z naszego kraju dwa lata przed planowanym rozpoczęciem igrzysk wyruszyła grupa śmiałków, która pieszo zamierzała się przedrzeć przez rosyjskie bezkresy i trafić w odpowiednim czasie do stolicy Japonii. Na miejsce nigdy nie dotarli.

 

W tajemnicy przed niemieckimi żołnierzami

 

Nie powiodło się przeniesie igrzysk olimpijskich do Helsinek, mimo że dwadzieścia państw zdążyło już zaawizować przybycie swoich sportowców. Na ręce dyrektora łódzkiej YMCA Alojzego Trypki oraz prezesa oddziału łódzkiego Polskiego Związku Piłki Ręcznej – Albina Grabowskiego niektórzy zawodnicy z naszego kraju złożyli już ślubowanie. Ale nic z tego. Działania wojenne, które opanowały Europę, sprawiły, że już nikt nie myślał o uprawianiu sportu. No prawie nikt.

 

Regularna polska armia dość szybko przestała istnieć, a wielu żołnierzy i oficerów dostało się do obozów, w których musieli przeżywać prawdziwe piekło. Po stłoczeniu ich za kolczastym drutem w barakach, odbierano im po kolei wszystko, łącznie z godnością. Praca, jaką musieli wykonywać dla okupanta była ciężka i niejednego z nich kosztowała życie. U żołnierzy zebranych w obozie w Norymberdze-Langwasser nie zabiło to ducha sportu. Z inicjatywą zorganizowania igrzysk olimpijskich - jak przystało na 1940 rok - wyszli Polacy. Swój pomysł przedstawili Francuzom, Anglikom i przedstawicielom innych osadzonych armii. Ale nie pilnującym ich Niemcom. Idea musiała pozostać tajna, bo inaczej zawody nie mogłyby dojść do skutku.

 

Osadzeni wybrali spomiędzy siebie przedstawicieli zorganizowanego naprędce Komitetu Olimpijskiego, który zadecydował, że igrzyska rozpoczną się 31 sierpnia lub 1 września. Zawody miały być tajne, tak tajne, aby nie zobaczyło ich niemieckie oko, co było dużym wyczynem, biorąc pod uwagę fakt, że jeńcy niemal cały czas byli pilnowani. Czas dla siebie mieli właściwie tylko w barakach, więc tylko tam można było organizować prowizoryczną rywalizację. Z koszuli jednego z żołnierzy zrobiono nawet olimpijską flagę z pięcioma kołami olimpijskimi, a także mniejsze flagi - Belgii, Francji, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Polski, Rosji i Jugosławii. Wszystkich narodowości zamieszkałych w obozie. Można było zaczynać.

 

Konspiracyjne igrzyska olimpijskie trwały 9 dni. Był skok wzwyż - przez drewnianą belkę, umocowaną do słupów, skok w dal z zaznaczaniem kredą, gdzie kto wylądował, a nawet takie dyscypliny jak pchnięcie kulą, która w rzeczywistości była bezkształtnym kawałkiem metalu. Ponoć było nawet kolarstwo, za którego organizację wzięli się Belgowie, a które kosztowało najwięcej zachodu. Trzeba było bowiem "pożyczyć" dwa rowery i umiejscowić je tak, by stały się stacjonarnymi. Ścigano się na określoną odległość, a kto miał lepszy czas, wygrywał. Zwycięzcom wręczano papierowe medale. Możliwe, że o tym wszystkim nie dowiedzielibyśmy się, gdyby nie Teodor Niewiadomski, który pozbierał te wszystkie pamiątki i oddał do muzeum. W 1980 roku powstał nawet polski film fabularny "Olimpiada ‘40", w reżyserii Andrzeja Kotkowskiego o tej nietypowej, lecz bardzo odważnej inicjatywie. Na igrzyskach z 1940 Polacy jednak nie poprzestali.

 

Tysiące ludzi na trybunach, setki na sportowych arenach

 

Cztery lata później, jakby chcąc utrzymać ciągłość olimpijskich dat, zorganizowano kolejne igrzyska. Tym razem już za zgodą i aprobatą niemieckich władz. Miejscem zawodów był Woldenberg, dzisiaj znany jako polska miejscowość Dobiegniew, położona w województwie lubuskim. Po raz kolejny jednak olimpijska flaga nie została podniesiona na stadionie. Zastąpiło ją płótno o wymiarach 48 na 105 centymetrów, powieszone w jednym z baraków. To pod nim składano olimpijską przysięgę.

 

Organizacją wszystkiego zajął się porucznik Antoni Grzesik, który wcześniej musiał wykazać się dużą dozą dyplomacji, przekonując niemieckich oficerów do... słuszności olimpijskiej idei. Udało się i można było rozpoczynać zawody. Zorganizowano je w dwóch oflagach: II C Woldenberg i II D Gross-Born pomiędzy 23 lipca i 13 sierpnia 1944 roku. Tu, jak cztery lata wcześniej nie można było mówić o profesjonalnym przygotowaniu się do zawodów, czy pozwoleniu na jakieś treningi. Startowano zatem bez budowania olimpijskiej formy i na obozowej diecie, gdzie na dzienną rację przypadało 300 gramów chleba z 20 gramami paskudnego smalcu, cienkiego twarożku lub kaszanki, względnie marmolady. Do tego przysługiwało 3/4 litra zupy z brukwi, marchwi bądź kapusty.

 

Mimo przeciwności losu można było liczyć na dość wysoki poziom. Wielu z osadzonych było sportowcami z prawdziwego zdarzenia, którzy na czas wojny musieli założyć mundur, a których los zaprowadził do obozu. Do rywalizacji przystąpiło 369 uczestników w 13 konkurencjach: biegu na 100 metrów, skoku w dal, trójskoku, rzucie dyskiem, sztafetach 4 x 100 metrów i 3 x 1000 metrów, chodzie na 10 km, piłce nożnej, piłce ręcznej, siatkówce, boksie, tenisie stołowym oraz szachach. Niemcy nie zgodzili się na łucznictwo i skok o tyczce, jakby z obawy, że sportowy sprzęt z zawodów mógłby zostać użyty w innym celu. Tak jak we wczesnej erze igrzysk, były też konkursy sztuki - plastyczny, muzyczny i literacki. W sumie 48 wydarzeń, a przed nimi otwarcie zawodów i defilada przed kilkutysięczną publicznością.

 

Niektórzy z uczestników brali udział w kilku dyscyplinach sportu. Jakby się uprzeć, to na miejscu igrzysk był i komentator. Wojciech Trojanowski - późniejszy sprawozdawca sportowy Radia Wolna Europa znalazł się w obozie jako podporucznik. Warto dodać, że w zawodach startowali tylko Polacy, bo nie było innych narodowości, wśród osadzonych. Zwycięzcom wręczano specjalne olimpijskie dyplomy z odręcznie narysowanymi kolorowymi pięcioma kołami. Nie dokończono jedynie turnieju bokserskiego, ponieważ okazał się zbyt wyczerpujący dla jego niedokarmionych uczestników. Już pierwsze walki bokserskie doprowadziły do licznych urazów i złamań. Informacją, która wpłynęła na uczestników był wybuch Powstania Warszawskiego. Zawodów jednak nie zaprzestano, zrezygnowano jedynie z widowiskowej ceremonii zamknięcia igrzysk.

 

"Flaga nigdy nie splamiona krwią"

 

Dziś o polskich ideach podtrzymania ciągłości igrzysk olimpijskich nie mówi się prawie wcale, ale zasługują one na uznanie. Wbrew pozorom jednak w prawie wszystkich obozach koncentracyjnych z okresu drugiej wojny światowej sport był na porządku dziennym. Trzeba było przecież coś robić, spróbować oderwać myśli od codziennych dramatów trudnego położenia.

W wielu obozach były boiska do siatkówki czy piłki nożnej. Wewnątrz niejednego z nich znajdowało się boisko piłkarskie, otoczone linami, niczym ring bokserski, czasami pozwalano do tego ustawić drewniane bramki czy usypać linie z pokruszonej kredy. Zdarzało się, że więźniowie grali mecze piłkarskie nawet ze swoimi oprawcami.

 

Igrzyska olimpijskie za obozowym drutem były polskim pomysłem. Mimo organizacyjnych trudów, rywalizacja naprawdę toczyła się na serio. Teraz pozostały po nich pamiątki. - Wszystkim nam, którzy zetknęliśmy się z okrucieństwem wojny, wydawało się, że ta gra toczy się na śmierć i życie. Dobrze, jeśli ktoś gdzieś, nawet w obozie jenieckim upamiętnił tę olimpijską flagę, która zawsze była symbolem walki, choć nigdy nie została splamiona krwią - powiedział jeden z więźniów obozu w Woldenberg.

 

Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie uznał nigdy igrzysk odbywających się w obozach jenieckich za oficjalne. Upamiętnił je jednak w pewien sposób zmieniając numerację kolejnych letnich igrzysk. I tak - ostatnie przedwojenne, rozgrywane w Berlinie oznaczono numerem XI, a pierwsze powojenne, które otrzymał Londyn dostały numer XIV. Dwunastka i trzynastka razem z ich uczestnikami i polskimi pomysłodawcami zostały w pamięci i sercach wszystkich naocznych świadków wydarzeń.

źródło


Użytkownik Nick edytował ten post 26.12.2017 - 15:48

  • 5



#2

kuba9449
  • Postów: 131
  • Tematów: 2
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Bardzo ciekawy artykuł. Takie wydarzenia w ciężkich czasach na pewno pomagały podnieść morale.


  • 0

#3

Dagmii
  • Postów: 100
  • Tematów: 45
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Artykuł bardzo ciekawy, jedyne co trochę razi to tytuł- olimpiada to okres między igrzyskami :) 


  • 0





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych


    Google (1)
stat4u