Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

O CIA, która zapomniała, jak uprawia się szpiegostwo


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Nick
  • Postów: 429
  • Tematów: 158
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

45152fbaca35a167.jpg

CIA musi powrócić do tradycyjnych metod szpiegowania, by przeciwstawić się rosyjskiej wojnie hybrydowe. Foto: Materiały prasowe

 

Wraz z początkiem wojny z terroryzmem pojawiły się nowe, bardziej zmilitaryzowane sposoby gromadzenia danych wywiadowczych. Dziś jednak Ameryka znów potrzebuje klasycznych szpiegów, którzy potrafiliby pracować także na eleganckich przyjęciach – chodzi o kogoś przypominającego raczej Jamesa Bonda, niż Jasona Bourne’a, pisze dla POLITICO była agentka CIA, Alex Finley.

 

W roku 2005, w bazie CIA w Europie, zrozumiałam, jak bardzo zmienił się amerykański wywiad. Rozmawiałam z pewnym agentem, który przygotowywał się do kolejnego zadania. Na ochotnika wybierał się do tak zwanej „strefy wojennej”, czyli do krajów, które były odpowiedzialne za tworzenie sieci globalnego terroru. Minęły cztery lata od 11 września 2001 r., Osama bin Laden wciąż się gdzieś ukrywał, a dla każdego z nas nadrzędnym celem było zapobieganie kolejnym atakom terrorystów.

 

Ale dlaczego, zapytałam, tak bardzo chce jechać tam osobiście? Mój kolega nie miał żadnego przygotowania wojskowego. W Europie mogliśmy przecież spokojnie chodzić po ulicach, wnosząc jednocześnie swój wkład w walkę z terroryzmem. Tam natomiast zostanie na rok odizolowany od swojej rodziny, będzie mieszkał w kontenerze w obozie otoczonym murem zakończonym drutem kolczastym i będzie celem terrorystów strzelających z moździerzy.

 

Odpowiedział, że za 20 lat, kiedy agenci CIA będą analizować swoją przeszłość, służba w „strefie wojny” na początku XXI w. będzie znaczyła tyle, co dziś służba w Europie w latach osiemdziesiątych XX w. Nasi poprzednicy zostali ukształtowani przez zimna wojnę. Podobnie dzisiejsza wojna z terroryzmem ukształtuje nasze pokolenie. On po prostu chciał być w centrum wydarzeń.

 

I nie był jedynym, który myślał w ten sposób. Po 11 września dla CIA nastał burzliwy czas. Agencja była publicznie obwiniana o to, że nie zdołała zapobiec atakom. Później oskarżano ją o wspieranie błędnych przekonań o gromadzeniu broni masowego rażenia przez Irak. Nazywanie tego „błędami wywiadu” było moim zdaniem niesprawiedliwe, ale krytyka zrobiła swoje i Agencja po cichu zaczęła się reorganizować.

 

Nowe zagrożenia wymagały nowych sposobów szpiegowania. To, czego drobiazgowo uczyli się agenci wywiadu w czasie zimnej wojny, okazało się nieprzydatne w tej nowej misji. „Bywanie” i nawiązywanie znajomości z Bardzo Ważnymi Osobami nie pomagało tropić terrorystów, którzy chowali się w górskich jaskiniach i dalekich obozach na wrogim terytorium.

 

Znaki kreślone kredą na latarniach, aby umówić się na spotkanie; paczuszki podrzucane w parkach, zbierane lub opróżniane po kilku godzinach; wędrówka przez pół miasta, aby przekonać się, czy nie ma się „ogona” – tego typu techniki było już po prostu przestarzałe.

Nowe techniki – takie, do jakich właśnie przymierzał się mój kolega – wykorzystywali agenci bazujący w wojskowych obozach, które opuszczać można było tylko z glockiem przy pasie, w samochodzie opancerzonym, pod ochroną uzbrojonych żołnierzy.

 

W ciągu ostatnich 15 lat „globalna wojna z terroryzmem” stała się podstawowym sposobem myślenia w CIA. Po oskarżeniach o zimnowojenną mentalność Agencja zaczęła wymieniać szpiegowskie gadżety i osobowe źródła informacji na sprzęt wojskowy.

Zgodnie z rozkazem prezydenta George’a W. Busha zaczęła werbować nowych ludzi do walki z terroryzmem. CIA skupiła swoje siły na śledzeniu i wskazywaniu rozproszonego wroga toczącego wojnę asymetryczną.

 

Wyglądało na to, że bezpowrotnie minęły dni ryzykownych akcji podejmowanych w czasie tych nielicznych kilku sekund, kiedy funkcjonariusz wywiadu, uwolniony od obserwacji, mógł przekazać komuś ważną informację.

 

Zimna wojna dawno się skończyła – mieliśmy nowego wroga

 

Tu jednak dała o sobie znać ironia losu: po końcu zimnej wojny nasi przeciwnicy nie zniknęli. Kiedy uwaga Ameryki była zwrócona w inna stronę, Rosja dalej wykorzystywała swoją ogromną wiedzę dotyczącą tradycyjnych metod szpiegowskich.

Korzystając ze starych technik propagandowych i klasycznego modus operandi polegającego na upublicznianiu kompromitujących materiałów na czyjś temat, Rosja przez ostatnie kilka lat powoli odbudowywała swoje imperium i po cichu podkopywała fundamenty zachodniej demokracji.

 

Część tych działań Rosja podejmowała środkami cyfrowymi – amerykański wywiad publicznie oskarżył wywiad rosyjski o włamania do komputerów Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej i Johna Podesty, szefa kampanii wyborczej Hillary Clinton.

 

W najbliższych latach Amerykanie na pewno będą musieli stawić czoło cyber-zagrożeniom ze strony Rosji. Ale dojście do tego, kto i dlaczego zleca takie ataki – i kto je finansuje – wymaga już tradycyjnych działań wywiadowczych.

 

Tych polegających na nawiązywaniu znajomości i spotkaniach z ludźmi. Były Dyrektor Wywiadu Narodowego, James Clapper, wprost przyznał, że raport na temat mieszania się Rosji w amerykańskie wybory opierał się w części na „źródłach ludzkich”.

Obawiam się, że CIA powoli zapomina już, jak się zdobywa i utrzymuje takie źródła – i to w czasach, kiedy doskonale finansowany i bezwzględny aparat bezpieczeństwa Rosji staje się coraz większym zagrożeniem.

 

Oczywiście Agencja nie może odwrócić wzroku od działań antyterrorystycznych i zbierania danych wywiadowczych w „strefach wojny”. Jeśli jednak chcemy odnieść sukces w tej nowej konfrontacji z naszym starym wrogiem, będziemy musieli przypomnieć sobie stare sztuczki i na nowo nauczyć się z nich korzystać.

 

Czy dziś, po reformie mającej na celu skuteczną walkę z globalnym terroryzmem, CIA potrafi jeszcze wrócić do działań w cieniu?

 

Szpiegowanie stało się sztuką walki

 

CIA powstała w 1947 r. i przez kilka dekad skupiała się przede wszystkim na dostarczaniu rządzącym możliwie najbardziej rzetelnych informacji o planach nieprzyjaciela, jego intencjach i motywacjach – a głównym sposobem zdobywania takich danych był „ludzki” wywiad.

 

W czasie zimnej wojny tajni agenci CIA latami uczyli się jak rozpoznawać dobre osobowe źródła informacji, oceniać je i werbować. Uczyli się języków obcych i sztuczek, które pomagały im wchodzić w bliskie relacje z ludźmi mającymi dostęp do działań komunistów czy informacji o radzieckim programie atomowym.

 

Koniec zimnej wojny sprawił, że Agencja musiała wszystkiego uczyć się na nowo. Bez jasno zdefiniowanego wroga nie bardzo wiedziała, na czym ma polegać jej misja.

 

W swojej książce z 2007 r., zatytułowanej „Dziedzictwo popiołów”, dziennikarz Tim Weiner wspominał, że były dyrektor CIA, Richard Helms, powiedział mu kiedyś: „W czasach II wojny światowej (…) wiedzieliśmy, jaki jest nasz cel: pokonać tych cholernych nazistów. W czasie zimnej wojny także znaliśmy cel: pokonać tych cholernych Rosjan. A potem nagle zimna wojna się skończyła – więc jaki cel mamy teraz?”

 

Doświadczeni agenci zaczęli odchodzić. Do 1996 r. ośrodek szkoleniowy CIA prowadził już tylko 25 rekrutów przygotowywanych do tajnych operacji. Do końca 1998 r. Agencja straciła już około tysiąca doświadczonych tajnych agentów wyszkolonych w tradycyjnych technikach wywiadowczych.

 

Ataki z 11 września 2001 r. dały Agencji nowy cel – ale ten nowy cel jeszcze bardziej oddalał funkcjonariuszy wywiadu od tradycyjnych metod działania. Nowy wróg działał w trudnym terenie, w państwach zniszczonych przez lata wojen.

 

Dawne metody – kręcenie się w odpowiednim, międzynarodowym towarzystwie, aby zdobyć potrzebne informacje – po prostu przestały się sprawdzać. Jak powiedział kiedyś jeden z moich kolegów: „Terroryści nie chodzą na przyjęcia”. Agencja musiała się zmienić.

Bardzo szybko rozrosło się centrum antyterrorystyczne Agencji (CTC). Dawniej była to mała, niemal urocza grupka analityków (pewien agent, którego znałam, usłyszał w 2001 r., żeby nie podejmował pracy w CTC, bo – jak ujął to jego rozmówca – „nie miało ono przyszłości”). A później przyszedł 11 września.

 

W 2004 r., zgodnie z zaleceniami komisji, sugerującej wzmocnienie możliwości tajnych działań w celu zapobiegnięcia kolejnym atakom, Bush wydał dekret prezydencki zwiększający o 50 procent liczbę operatorów i analityków CIA.

 

Chodziło między innymi o to, aby przyciągnąć do pracy w Agencji osoby znające języki niezbędne do prowadzenia nowych misji, takie jak arabski, a także funkcjonariuszy zajmujących się badaniami i rozwojem, którzy pomogliby „znajdywać nowe sposoby wykorzystywania nauki do walki z terroryzmem”.

 

CIA nie upublicznia informacji na temat tego, ilu jej pracowników zajmuje się walką z terroryzmem, a rzecznik Agencji odmówił skomentowania tego artykułu. Jednak dla tych z nas, którzy wtedy pracowali w CIA, zmiana wizji była oczywista.

 

Agencja zatrudniała na potęgę, tworząc nową kadrę funkcjonariuszy, których zadaniem było śledzenie wroga i wskazywanie celów. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że niemal wszyscy nowi pracownicy, których poznałam przechodzili szkolenie, aby dołączyć do CTC, a wielu moich kolegów z innych wydziałów było przenoszonych do tych działań.

 

Przez kolejne lata, w miarę, jak zagrożenie terrorystyczne rosło, pracownicy Agencji musieli skupiać się nie tylko na Afganistanie czy Iraku, ale także na Syrii, Jemenie, Libii, Mali i innych krajach stawiających czoła Państwu Islamskiemu i różnym grupom związanym a Al-Kaidą. Wyglądało na to, że niemal wszyscy w ten czy inny sposób zajmują się walką z terroryzmem.

 

Coraz częściej braliśmy udział w pożegnalnych przyjęciach kolegów udających się do „stref wojennych”. Choć awans nie zależał bezpośrednio od służby w takich miejscach, to powiedzmy, że w oczach przełożonych dobrze wyglądało, jeśli ktoś miał takie doświadczenie. Od tego mógł zależeć następny przydział.

 

W terenie CIA coraz bardziej skupiała się na lokalizowaniu i śledzeniu najważniejszych celów, takich jak bin Laden. Wiązało się z tym wymierne, fizyczne niebezpieczeństwo, zatem praca funkcjonariuszy wywiadu wymagała coraz lepszych zabezpieczeń. Kręcenie się po ulicach, aby poznawać miejscową kulturę i spotykać się z ludźmi, było po prostu zbyt niebezpieczne.

 

Specyfika celu wymagała także nowych sojuszników, zwłaszcza partnerów z Bliskiego Wschodu, lepiej rozumiejących kulturę, teren i języki, którymi posługiwał się wróg. W sumie oznaczało to, że nowe podejście związane było z radykalnym odejściem od dawnych tajnych operacji.

 

Mówiąc krótko: CIA wygląda dziś zupełnie inaczej, niż w szczycie zimnej wojny. Transformacja była konieczna z uwagi na naturę zagrożenia i nieustanną ewolucję grup takich jak Al-Kaida czy Państwo Islamskie.

 

Dziś jednak globalne zagrożenia znowu się zmieniają, a obawiam się, że duża część wiedzy na temat prowadzenia tradycyjnych operacji szpiegowskich – wiedzy, która może znowu okazać się potrzebna – zanikła.

 

Powrót do tradycyjnego szpiegowania

 

Niezależnie od wszystkich „wielkich interesów”, które zdaniem Donalda Trumpa może on ubić z Władimirem Putinem, pracownicy wywiadu doskonale zdają sobie sprawę, że Rosja nadal będzie groźnym przeciwnikiem, którego plany i intencje trzeba będzie odkrywać i analizować.

 

Nawet jeśli nowy prezydent nie jest zainteresowany danymi wywiadowczymi na temat Rosji, to przecież nie jest on jedynym „klientem” agencji wywiadowczych: inne agencje i Kongres na pewno będą tymi danymi zainteresowane. A zdobycie odpowiedzi na pytania dotyczące działań Putina i jego towarzyszy będzie wymagało wykorzystania wielu narzędzi, z których pozyskiwanie osobowych źródeł informacji będzie najważniejsze.

 

Jest już oczywiste, że podczas gdy my prowadzimy wojnę z terroryzmem, Rosja nie zbija bąków. Jej służby bezpieczeństwa są skuteczne – przerażająco skuteczne – i niezwykle cierpliwe. I nie traktują dobrze nikogo, kogo uznają za przeciwnika.

 

Wiedzą o tym dobrze zarówno nasi dyplomaci, jak szpiedzy – Rosjanie dręczą ich przecież od lat. Moi dawni koledzy, którzy rozpracowywali rosyjskie cele, nie raz opowiadali, że po powrocie do domu znajdywali lampę przeniesioną na inny stolik czy psa zamkniętego w szafie.

 

Innych witały ludzkie odchody na dywanie czy w łóżku – zawodowe uprzejmości od rosyjskich służb wywiadowczych i ich sojuszników, mające przypominać: „Cześć, jesteśmy tu”.

 

Co więcej – wydaje się, że w ostatnich latach ten nadzór wywiadowczy się nasilił. „Washigton Post” pisał w ubiegłym roku o tym, że pracownicy amerykańskiej ambasady w Moskwie byli nieustannie obserwowani, przecinano im opony w samochodach, często zatrzymywano do policyjnych kontroli i zastraszano na wszelkie możliwe sposoby.

 

W 2013 r. Rosjanie aresztowali amerykańskiego dyplomatę, którego podejrzewali o szpiegostwo, potem pokazali wprawiające w zakłopotanie zdjęcia jego „szpiegowskich gadżetów” (między innymi mało przekonujących peruk i okularów), a następnie wyrzucili go z kraju.

 

W czerwcu 2016 r. przed amerykańską ambasadą czekał funkcjonariusz FSB, który fizycznie zaatakował amerykańskiego dyplomatę wchodzącego do budynku – prawdopodobnie FSB uznała go za szpiega.

 

CIA oczywiście ma swoje źródła – ale nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach funkcjonariuszowi CIA nie jest łatwo znaleźć, wybrać i przekonać do współpracy kogoś, kto w ten sposób ryzykuje swoje dobre imię, rodzinę, pracę, a czasami nawet życie. A pod rządami nowego prezydenta i jego ekipy pracownicy Agencji nie zawsze mają najlepsze możliwości działania.

 

Ameryka Trumpa nie jest już wzorcem dla pragnących wolności idealistów

 

Dlaczego? Najlepsze osobowe źródła informacji to nie te, których motywacją są pieniądze – ale te, które opierają swoje działania na przekonaniu o słuszności tego, co robią; na tych samych ideałach, na których opierają się Stany Zjednoczone: nadziei, możliwościach, równości, wolności.

 

Pogarda dla systemu autorytarnego i pragnienie liberalnej demokracji mogą być potężną motywacją dla kogoś, kto rozważa podjęcie ryzyka dzielenia się informacjami na temat Rosji. W czasie zimnej wojny różnica między systemami politycznymi USA i Rosji była wyraźna i doskonale widoczna.

 

Dziś trudniej sobie wyobrazić kogoś, kto ryzykuje życiem dla amerykańskiego prezydenta, na którym ciążą poważne oskarżenia o związki z Rosją. Nie mówiąc już o tym, że Trump wielokrotnie wykazywał skłonność do chwalenia Putina i stawiania na takie same punkty odniesienia, jak Kreml i prorosyjskie media w rodzaju RT czy WikiLeaks.

 

Te fakty, w połączeniu z wyciekami ważnych informacji – takich, jak rewelacje Edwarda Snowdena na temat amerykańskiego wywiadu – sprawiają, że nawet najlepszy agent może mieć problemy z przekonaniem kogokolwiek, że jego tożsamość będzie dobrze chroniona.

Nie pomaga także fakt, że Putin ma za sobą długą i dobrze udokumentowaną historię przypadków więzienia i zabijania przeciwników Kremla – czasami nawet za oficjalną zgodą parlamentu.

 

CIA znalazła się w trudnym momencie swojej historii. Zmieniła się, aby dostosować się do wymagań XXI wieku, ale nadal ciągnie się za nią XX-wieczne dziedzictwo.

 

Czy Agencja zdoła kontrolować plany Rosji? Czy będzie w stanie przekonywać ludzi, aby z narażeniem życia dostarczali jej informacji? Czy zdoła skusić kogoś w taki sposób, aby nikt się o tym nie dowiedział – a zwłaszcza Rosja?

Choć w przeszłości Agencja stosunkowo wolno przystosowywała się do nowych wyzwań, jej pracownicy doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak wysoka jest obecnie stawka.

 

Powrót do tradycyjnych technik szpiegowskich może być niezwykle trudny, ale jest niezbędny, jeśli Stany Zjednoczone chcą poznać prawdziwe intencje i plany Rosji. Putin odbudowuje swoje imperium. Mam nadzieję, że CIA potrafi zrobić to samo – ale lepiej.

źródło


Użytkownik Nick edytował ten post 04.11.2017 - 20:02

  • 2

#2

Wirowmaker

    Go Beyond! Plus Ultra!

  • Postów: 57
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ciekawe ... czyżby stary grzybek nie ewoluował ? ... dziwne że przy dzisiejszej technologii gdzie kamerka może mieć wielkość główki od szpilki ... CIA nie umie się pozbierać... a może to działanie celowe? Może sama agencja nie jest już agencją a posiada wirusa zbudowanego z specjalnych jednostek ludzkich podstawionych przez wrogów którzy skutecznie mielą w jej strukturach by była mniej skuteczna?

 

Pytań może być wiele puki starczy nam fantazji, kto wie ... nam malutkim ludzikom nawet nie śni się jak wygląda życie agenta, techniki jego pracy oraz wygląd CIA od wewnątrz, trudno się wypowiedzieć :) ale temat ciekawy ... daje do myślenia...

 

No chyba że w szeregach forum :P jest były agent :D to co innego...


  • 0

#3

Taper
  • Postów: 142
  • Tematów: 24
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Ale CIA nie zapomniała jak się szpieguje. Stale to robi. Zmienia jedynie metody myśląc, że część będzie mogła odłożyć do lamusa. No i tu popełnili błąd.


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u