Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

Incydent muszyński


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Nick
  • Postów: 429
  • Tematów: 158
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Leszek Zakrzewski
UFO NAD MUSZYNĄ

Kończący się dwudziesty wiek przyniósł ludzkości niebywały postęp we wszystkich dziedzinach życia, rozwiązano wiele problemów i tajemnic, ale jak to zwykle bywa, pogłębienie wiedzy spowodowało powstanie kolejnych zagadek. Jedną z nich jest niewyjaśnione zjawisko obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających (znanych ze skrótu w języku angielskim jako UFO, a nazywanych potocznie „latającymi talerzami‖). Rozpowszechnienie się aparatów fotograficznych i amatorskich kamer filmowych pozwoliło na rejestrację obserwacji tego zjawiska, dokonywanych przeważnie w sposób dość przypadkowy.

 

W świecie, po zakończeniu II wojny światowej, upowszechniły się relacje z obserwacji i pościgów lotniczych za nieznanymi obiektami. Przypisywano im zaginięcia samolotów wojskowych i cywilnych, w gazetach ukazywały się artykuły, publikowano zdjęcia. Temat stał się „modny‖ i powracał regularnie co jakiś czas w prasie, początkowo amerykańskiej, później zachodnioeuropejskiej, by wreszcie dotrzeć do wszystkich niemalże zakątków Ziemi.

 

Tymczasem państwa znajdujące się pod dominacją Związku Radzieckiego, zajęte budową socjalizmu, nie ulegały modnym trendom. Zresztą zjawiska nie dające się wyjaśnić na gruncie marksistowskiej nauki społecznej, nie pasujące do doktryny państwa, nie były mile widziane przez władzę, w której ręku znajdowała się cała kontrola nad prasą. Dopiero październikowa odwilż umożliwiła publikację doniesień na ten temat. Wkrótce okazało się, że również w Polsce obserwowano takie zjawiska. Zaczęło się jesienią 1957 roku — obserwacje pochodziły z Krakowskiego, Poznańskiego i z okolic Radomia. Kolejna fala UFO miała miejsce jesienią 1958 roku, wszystko to były jednak ustne relacje przypadkowych świadków...

 

22 grudnia 1958 roku, około godziny 15, dr Stanisław Kowalczewski z Warszawy, wypoczywający w tym czasie w Muszynie (w tzw. „Domu Ociemniałych"(1), który od 1956 roku przekazano pod administrację Polskiego Związku Niewidomych), obserwował z okna swojego pokoju oryginalne zabarwienie nieba od południowej strony. Był to według jego relacji:

 

ciekawy odblask jak gdyby zachodzącego Słońca, przebijającego się przez chmury. Ponieważ zapomniałem zabrać z sobą filtr fotograficzny, sądziłem, że tak silny odblask barwy pomarańczowej pozwoli lepiej uwidocznić na zdjęciu chmury utrzymujące się nad grzbietem górskim. Skłoniło mnie to do sfotografowania pejzażu widocznego z mego okna, przedstawiającego drogę do Żegiestowa, tor kolejowy, a na dalszym planie rzekę Poprad i wznoszące się nad nią wzgórze z drzewami na tle chmur. Odległość mego okna od szczytu wzniesienia wynosiła około pół kilometra.

 

Sięgnął po aparat fotograficzny niemieckiej firmy „Werra" i przymierzył się do wykonania zdjęcia. Nim jednak zdążył nacisnąć na spust migawki, ujrzał jak chmura znajdująca się ponad przeciwległą górą zabarwiła się nagle na żółtawy, wpadający w pomarańczowy, kolor. Barwa ta objęła wyższe partie chmur, przesuwając się od dołu ku górze. Natychmiast po tym zza chmury wyskoczyła na krótko świecąca tarcza, którą obserwator uznał za Słońce.

 

Po wykonaniu zdjęcia, doktor Kowalczewski ze swego pokoju Leszek Zakrzewski znajdującego się na II piętrze, wyszedł na zewnątrz budynku i spojrzał na niebo, lecz nie zauważył już nic niezwykłego. Kilka dni później oddał swój film do wywołania fotografowi w Muszynie.

 

 

Zakład fotograficzny, znajdujący się obecnie przy ulicy Piłsudskiego 2, prowadził wtedy Władysław Murzyn. Na odbitce, w miejscu przewidywanej rzekomej tarczy słonecznej, widniał dziwny, ciemny przedmiot o kształcie grubego dysku. Widoczne wyraźnie na zdjęciu cienie drzew, a także cień na stojącym przed domem maszcie, wskazywały na to, że Słońce znajdowało się w tym czasie daleko po prawej stronie.

 

349469e1aa728691med.jpg

Fotografia niezidentyfikowane-go obiektu latającego wykonana 22 XII 1958 roku w Muszynie. Fot. dr Stanisław Kowalczewski Klisza AGFA Isopan JSS, czułość 21 DIN, ogniskowa obiektywu 50 mm, czas 1/50 s, przysłona 2,8. Reprodukcja pochodzi z nr 4/59 „Uranii‖ Skanował: Jerzy Walczyk

 

 

Zaintrygowany swoim odkryciem autor fotografii zainteresował tym prasę. Pierwszą wiadomość o tym zdarzeniu, ilustrowaną zdjęciem, opublikowało na tytułowej stronie Życie Warszawy (nb. obok wiadomości o realizacji pierwszego etapu czynów przedzjazdowych podejmowanych dla uczczenia III Zjazdu PZPR, informacji o trzydziestogodzinnej dyskusji sejmowej nad planem budżetu i informacji o krajowej naradzie handlu wewnętrznego).

 

Prawie jednocześnie sam autor opublikował list z prośbą o wyjaśnienie nieznanego zjawiska, adresowany do czytelników tygodnika Stolica (jako ciekawostkę możemy podać, że sekretarzem redakcji tygodnika był wtedy Władysław Bartoszewski). Zdjęcie i błona negatywu zostały poddane wnikliwej ekspertyzie i opublikowane przy okazji artykułów na ten temat w Życiu Warszawy, Dookoła Świata, Stolicy i Uranii.

 

Samo zjawisko próbowano interpretować na wiele sposobów. Znawcy tajników fotografii, poddając analizie negatyw filmu, potwierdzili autentyczność zdjęcia. Dodatkowym atutem był tu „cień", zarejestrowany powyżej właściwego fotografowanego obiektu, powstający w wyniku odbicia części silnego promienia światła padającego poprzez soczewkę (pochodzącego od obiektu) od powierzchni kliszy i powtórnie od wewnętrznej powierzchni soczewki, który ponownie pada na kliszę fotograficzną, tworząc właśnie ten dodatkowy cień przesunięty o określony kąt.

 

Opinie o powyższej treści, wyrażone przez badających negatyw panów Henryka Mogilnickiego — pracownika naukowego Warszawskich Zakładów Fotochemicznych i Zdzisława Bąkowskiego — przyrodnika zajmującego się fotografią naukową, zostały przytoczone również na pierwszej stronie Życia Warszawy (tym razem obok informacji „Wł. Gomułka i Al. Zawadzki delegatami śląsko-dąbrowskiej organizacji partyjnej — na III Zjazd PZP", oraz notatce o uruchomieniu VIII pieca martenowskiego w hucie im. Lenina, a także o naradzie na temat krajowego zjazdu Związku Kółek i Organizacji Rolniczych).

 

Wypowiedział się na ten temat również na łamach Stolicy, odpowiadając na zapytanie dra Kowalczewskiego, Kazimierz Zalewski, badacz - amator zjawisk niezidentyfikowanych obiektów latających, który po porównaniu polskiej fotografii ze zdjęciami tego typu zjawisk na świecie, potwierdził całkowicie nieznany charakter zjawiska.

Próbowano również interpretować tę obserwację jako ślad przelotu i rozpad meteoru z grupy Ursyd (meteory z radiantu znajdującego się w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy, których maksimum przypada corocznie w okolicach 22 grudnia) w atmosferze. Swoim autorytetem poparł tę tezę prof. Włodzimierz Zonn z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego (także na pierwszej stronie Życia Warszawy, oczywiście obok „przedzjazdowych" rewelacji).

 

Podobnie zaklasyfikował to zjawisko na łamach Uranii — pisma popularno-naukowego Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii, Jerzy Pokrzywnicki z Sekcji Meteorytyki PTMA z Warszawy.

 

Za hipotezą „meteorową" przemawiało jednak zbyt mało argumentów. Zagadka pozostała nie do końca wyjaśniona. A my możemy stwierdzić, że pierwsze zdjęcie UFO nad Polską zostało wykonane właśnie w Muszynie.

 

198773b3c146424bmed.jpg

Dom Polskiego Związku Niewidomych w Muszynie, z ktorego wykonano zdjęcie UFO

(fot. 1996 r. Andrzej Staniszewski)

 

 

Od autora [Leszka Zakrzewskiego]'. Chciałbym złożyć podziękowania na ręce Sekretarza Zarządu Głównego PTMA w Krakowie, pana Henryka Brancewicza, za udostępnienie archiwalnego numeru „Uranii" i możliwość wykorzystania w publikacji zdjęcia zjawiska, panu Krzysztofowi Piechocie z Klubu Kontaktów Kosmicznych z Warszawy za nadesłane materiały i cenne uwagi do artykułu.

 

 

 

Przypis:

1. O historii „Domu Ociemniałych‖ i postaci kpt. Jana Silhana, obecnego patrona ośrodka — współorganizatora powstania Domu dla Ociemniałych Żołnierzy Rzeczypospolitej, można przeczytać artykuł „Nasz dom. Jubileusz ośrodka Polskiego Związku Niewidomych w Muszynie‖ autorstwa Andrzeja Staniszewskiego w Almanachu Muszyny z 1996 roku.

 

Wybrane publikacje prasowe i książkowe — podane chronologicznie:

1. Czesław Nowicki, 22 grudnia nad Muszyną..., „Zycie Warszawy‖ nr 37 z 12 II 1959.

2. List dr. Stanisława Kowalczewskiego: Kto wie co to jest? „Stolica‖ nr 7 z 15 II 1959.

3. Czesław Nowicki, Fachowcy zabierają glos. Fotografia zjawiska nad Muszyną jest autentyczna, „Życie Warszawy‖ nr 40 z 15/16 II 1959.

4. Czesław Nowicki, Naukowcy stawiają hipotezę. Meteor — nad Muszyną?, „Życie Warszawy‖ nr 46 z 22/23 II 1959.

5. List K. Zalewskiego w odpowiedzi na Kto wie co to jest? „Stolica‖ nr 9 z 1 III 1959.

6. Jerzy Pokrzywnicki, O zjawisku obserwowanym 22 grudnia 1958 r. w Muszynie, „Urania‖ nr 4 — kwiecień 1959, str. 142-145.

7. J. Thor. Latające talerze „Wiedza Powszechna‖ i „Sztandar Młodych‖, Warszawa 1961.

8. Andrzej Donimirski, Przybysze z kosmosu. Rzeczywistość czy fantazja?, Śląsk, Katowice 1976.

9. M. A. Janisławski, Sensacje XX wieku. Inwazja z kosmosu?, „Żołnierz Polski‖ nr 28/1977.

10. Krzysztof Piechota, Kroniki UFO 1947-1978, Klub Kontaktów Kosmicznych, Warszawa.

11. Lucjan Znicz, Goście z kosmosu?, Co 10 dni polski NOL\ „Fakty” nr 13/1980.

12. Lucjan Znicz, Goście z kosmosu? Nieznane Obiekty Latające cz. 1., Pojawienie się i zasięg czasowo- przestrzenny zjawiska; KAW, Gdańsk 1983, str. 61-63.

13. M. A. Janisławski, Trójkąt śmierci MON, Warszawa 1984, str. 102-103.

14. Jerzy Domański, Zagadka epoki MON, Warszawa 1984, str. 109-111.

15. J. Thor, Tajemnice UFO. Historia zjawisk talerzowych, „Tygodnik Polski‖ nr 46/1984.

16. Arnolf Mostowicz, Spotkania dalekie, spotkania bliskie. Jedno z pierwszych zdjęć UFO. „Skrzydlata Polska‖ nr 15/1985.

 

źródło: Almanach Muszyny, 2000 r., s. 145 - 148, za: http://www.almanachm...p?p=spisy/2000s

 

 

 

A teraz jeszcze perełka. Interpretacja Ernesta Jerzego Pokrzywnickiego, która ukazała się na łamach Uranii w 1959 roku nt. incydentu muszyńskiego.

Dla porządku parę słów o autorze interpretacji: Ernest Jerzy Pokrzywnicki (1892 - 1974), z wykształcenia prawnik (sic!), z zamiłowania badacz meteorytów, uznawany za twórcę  podstaw nowoczesnych badań w tym zakresie w Polsce. Członek Komisji Matematyczno-Przyrodniczej Poznańskiego Tow. Przyjaciół Nauk (od r. 1960) i Pol. Tow. Astronomicznego.

 

 

 

Interpretacja Ernesta Jerzego Pokrzywnickiego (1959, Urania)
 

O zjawisku obserwowanym 22 grudnia 1958 r. w Muszynie

 

Dnia 22 grudnia 1958 r. o godzinie 15 p. dr Stanisław Kowalczewski z Warszawy, bawiąc w miejscowości Muszyna (uzdrowisko nad Popradem koło Krynicy), był świadkiem następującego zjawiska, którego szczegóły zaczerpnąłem częściowo z prasy, a częściowo z ust samego świadka zjawiska.

 

Dr Kowalczewski zafrapowany oryginalnym zabarwieniem nieba od strony południowej, pragnął jego widok utrwalić na kliszy, robiąc zdjęcie z okna swego mieszkania w Muszynie. Nim nacisnął na migawkę, ujrzał jak chmura nad górą zabarwiła się nagle na żółtawy, wpadający w pomarańczowy kolor. Barwa ta objęła następnie wyższe pasma chmur, a więc przesunęła się od dołu — ku górze. Natychmiast po tym, spoza tej chmury „wysunęła się“ (raczej ukazała się; przyp. mój) świecąca „Tarcza“ (właściwie tylko jakaś część Tarczy, przyp. mój), którą obserwator przyjął w pierwszej chwili za Słońce (w. rysunek). O swym błędzie przekonał się jednak niezwłocznie po tym, ponieważ Słońce znajdowało się znacznie bardziej na zachód.

 

Po zrobieniu zdjęcia dr K. zszedł natychmiast ze swego mieszkania na II p. i spojrzał na niebo, lecz niczego na nim niezwykłego nie zauważył. Nic w tym dziwnego, jakaś szara chmurka na którą mógł paść wzrok dr K. — nie mogła zwrócić na siebie jego szczególnej uwagi. Nasza chmurka mogła trwać nawet dość długo na niebie, rozpraszając się powoli w atmosferze i nie wywołując u nikogo zainteresowania.

 

Po wywołaniu kliszy dr K. dojrzał na niej ku swemu zdziwieniu dwie plamy: jedną dolną ciemniejszą i drugą słabszą u góry. Zdjęcie zostało wykonane aparatem niemieckim„Werra“ o obiektywie siły światła 2,8 i ogniskowej 50 mm. Migawka — 1/50 sek. Błona „Agfa“ Izopan JSS o czułości 21 din.

 

Klisza została poddana ekspertyzie fachowców fotografów. Można z niej sądzić, że dolna plamka odzwierciedla zjawisko rzeczywiste, gdy natomiast górna jest wynikiem albo załamania światła w samym aparacie, bądź odbiciem na chmurach dolnej plamy.

Reprodukowane na 2 str. okładki zdjęcie (udzielone mi przez p. dr Kowalczewskiego) było opublikowane w niektórych czasopismach, (np. nr nr 37 i 40 „Życia Warszawy“) między innymi z uwagą, że figurująca na zdjęciu plama przypomina „do złudzenia“ wizerunek tzw. „latających talerzy“.

 

58daa79776abc809med.jpg
Muszyna 1958 (Urania 4 1959)-ryc.jpg

 

 

Nie chcę się wdawać w rozważania zagadnienia tych „talerzy“ czy też podobnych utworów i ich realności, zauważę tylko, że w naszym wypadku wielkość uwidocznionej na kliszy plamy czy chmurki (wielkość, której ocena jest zależna od jej odległości) może być oceniana na co najmniej 100 z górą metrów Zresztą widać na kliszy, jak rąbek dolnej plamy przesłania nieco od dołu chmurka, a więc nasza plama leży prawdopodobnie gdzieś dość daleko, w każdym razie poza tą woalującą chmurką. Uwaga ta nasuwa się przy porównaniu możliwej wielkości tzw. „latających talerzy“ z rozmiarami naszej plamy.

 

Dalej, jeśli skojarzymy przesuwający się błyskawicznie od dołu ku górze blask w chmurach z „wyskakującym“ zza tych chmur kawałkiem „świecącej Tarczy“ i z ukazaniem się na kliszy ciemnej „plamy“ (takie skojarzenie wydaje się logiczne), to wynika poważna wątpliwość, czy te zjawiska mogły być wynikiem przelotu jakiegoś tak dużego stałego przedmiotu, gdybyśmy nawet mogli uważać, że leciał on od dołu ku górze.

 

Ograniczę się do powyższych uwag na temat „talerzowej“ hipotezy i postaram się wyjaśnić przebieg zjawiska i jego genezę, w sposób bardziej naturalny.

 

Wiemy, że ciało meteorytyczne przenikając do niższych warstw atmosfery, rozżarza się na powierzchni i świeci bardzo jasnym blaskiem, nieraz wielokrotnie przewyższającym jasność Księżyca w pełni. W miarę swego lotu rozżarzona jego powierzchnia jest „zdmuchiwana“ i rozprasza się w atmosferze.

 

Jeśli takie ciało posiada stosunkowo niewielką masę, „spala się“ całkowicie w atmosferze, dając z czasem spadek pyłu, zwanego „pyłem meteorowym“. Jeśli natomiast kosmolit posiada większą masę tak, iż nie zdąży rozpylić się całkowicie w atmosferze w czasie swego lotu, to część jego masy może spaść na ziemię w postaci bryłek i brył, które nazywamy „meteorytami“. W końcowym stadium swego lotu w t. zw. „strefie zahamowania“, kosmolity dają nieraz jasne efekty świetlne, szczególnie intensywne jeśli masa kosmolitu jest stosunkowo duża. Pozostawiają one po sobie chmury pyłowe, które w zależności od swej masy (i innych warunków) pozostają dłużej lub krócej widoczne: w ciemnej postaci na tle dziennego nieba, lub w postaci jasnej w nocy, o ile są oświetlone z boku przez Księżyc lub Słońce, gdy jego promienie sięgają jeszcze wyższych warstw atmosfery, gdzie powstała chmura.

 

Jeśli chodzi o bolidy dzienne, to np. w miejscu zniknięcia meteorytu „Staroje Boryskino“ (chondryt węglisty o dużej zawartości grafitu; spadł 20. IV. 1930 o g. 13) ukazał się obłoczek „dymu“. Podobny obłoczek powstał w strefie zahamowania meteorytu Kuźniecowa (spadł około g. 17—18, 26 maja 1932). Takich przykładów możnaby przytoczyć więcej.

 

Podobno jeden z fotografów zauważył na kliszy, jak gdyby jakieś drobne przesunięcie się chmurki w czasie zdjęcia (1/50 sek.). O ile taki fakt miał istotnie miejsce, nie przeczy to zupełnie hipotezie chmurki pyłowej, ponieważ jej materia w chwili „wybuchu“ bolidu może mieć bardzo różne i duże prędkości. Wydaje się, że właśnie mamy w naszym wypadku do czynienia ze zjawiskiem bardzo jasnego bolidu, chociażby z tego powodu, że dr Kowalczewski uległ złudzeniu, iż część widocznej przez niego „Tarczy“ to było Słońce — a więc bolid musiał być bardzo jasny. W wyniku rozpadu bolidu powstała chmura pyłowa.

 

Można dalej zauważyć, że wydłużony z zachodu na wschód kształt chmurki mógłby nasuwać przypuszczenie lotu bolidu z zachodu na wschód, który to kierunek jest charakterystyczny dla większych meteorytów; jednak z równym powodzeniem możnaby sądzić, że ten kierunek był odwrotny, ze wschodu na zachód.

 

Supozycja ta upadłaby, gdyby przyjąć, że to co odbiło się na kliszy jest tylko częścią chmurki pyłowej, której pozostała część została zasłonięta chmurami. Barwa jej czarna nie oddaje również jej barwy rzeczywistej — była ona prawdopodobnie szara, lub ciemno szara.

Rozważmy jeszcze inną możliwość. Na dzień 22 grudnia przypada maksimum potoku meteorytów t. zw. Ursyd, których radiant (α = 15h 32m i δ = +83°) leży w okolicy gwiazdy ε UMa, a więc w nigdy nie zachodzącej pod naszymi szerokościami konstelacji Małej Niedźwiedzicy.Potok ten zaliczany do potoków „młodych“, wiążą z kometą Tuttle’a. Gdybyśmy przypuścili, że nasz bolid pochodził właśnie z tego potoku, musielibyśmy przyjąć, że biegł on z północy na południe. Wówczas oświetlenie chmur przesuwające się stopniowo od dołu ku górze możnaby wytłumaczyć odbiciem lotu bolidu w chmurach, a więc kierunek przesuwania się tego oświetlenia byłby odwrotny do kierunku rzeczywistego biegu bolidu.

 

Podobnemu złudzeniu uległa większość obserwatorów spadku meteorytu pod Łowiczem (spadł 12 marca 1935, parę minut przed g. 1 w nocy), którzy kierunek jego lotu przy zachmurzonym niebie podawali zgodnie „z zachodu na wschód“, gdy tymczasem rzeczywisty niewątpliwie stwierdzony kierunek lotu tego kosmolitu był ze wschodu na zachód.

 

Uwadze komentatorów zjawiska uszła ciemna smuga pionowa widoczna na zdjęciu w prawej górnej części fotografii. Przyjmując hipotezę lotu bolidu z północy na południe, można ją zinterpretować jako odbicie lub cień w chmurach smugi pyłowej, którą pozostawił za sobą bolid. Przy pewnym układzie chmur mogła się odbić tylko część tej smugi. Oczywiście nie znając dokładnie rozkładu chmur, ich wysokości i gęstości, trudno w tej kwestii i innych związanych z lotem bolidu, wypowiedzieć się ostatecznie.

 

Wróćmy jeszcze do zjawisk świetlnych zaobserwowanych przez p. dr K. „Wysuwanie się“ spoza chmur części jasnej „Tarczy“ nie mogło być ze względu na jego krótkotrwałość, stwierdzone przez obserwatora. To co widział obserwator było po prostu częścią „głowy“ bolidu chwilą przed jego stadium końcowym, lub też w momencie jego rozpadu — na zaobserwowanie którego pozwoliła luka w chmurach. Bolid rozpadł się na pograniczu pomiędzy tą luką a chmurami, które go częściowo zasłoniły. Chmurka powstała w miejscu, gdzie ukazała się „Tarcza“.

 

Powyższe rozważania na temat kierunku lotu bolidu utrzymane w granicach rozsądnego prawdopodobieństwa, nie wykluczają innego jeszcze kierunku tego lotu, mianowicie: z południa na północ lub kierunków zbliżonych. W tym wypadku przesuwające się od dołu ku górze oświetlenie chmur, moglibyśmy wytłumaczyć przeświecaniem bolidu przez cienką warstwę chmur w końcowej fazie jego lotu. Jak widzimy z tych wszystkich rozważań, kierunek lotu bolidu nie może być z pewnością ustalony. Osobiście jednak uważam, że najprawdopodobniejszy kierunek był z północy na południe.

 

Jeśli przyjmiemy hipotezę bolidu, to mogą tu być zasadniczo dwie ewentualności: albo był to „zwykły“ bolid, tylko bardzo jasny, którego materia rozproszyła się całkowicie w atmosferze, albo druga możliwość: że był to „superbolid“, a więc bolid, z którego mogły wypaść meteoryty. Tu musimy zauważyć, że strefa zahamowania i zgaśnięcia zwykłych bolidów leży bardzo wysoko. Nie znam takich bolidów, u których ta strefa leżałaby poniżej trzydziestukilku km. A więc, był to jakiś bolid zupełnie wyjątkowy, albo też wysokość punktu jego rozpadu znajdowała się conajmniej na tej wysokości. Jeśli natomiast przyjmiemy, że nasz bolid był „superbolidem“ tj. bolidem roniącym meteoryty, to stosunkowo nieduża (nie mniejsza jednak od 3—4 km) wysokość chmurki, dałaby się wyjaśnić z punktu widzenia meteorytyki, ponieważ znamy wypadek (meteoryt Homestead), gdy wysokość rozpadku meteorytu wynosiła tylko 3,7 km (inne rozpadały się na różnych wysokościach).

 

Jeszcze parę słów na temat braku zjawisk akustycznych, które towarzyszą bardzo często wielkim bolidom i spadkowi meteorytów. Otóż znamy szereg wypadków takich spadków bez silniejszych zjawisk akustycznych, np. „wystrzałów“. Np. przy spadku meteorytu Pawłodar (spadł 23 maja 1938 r., około godz. 13) zarejestrowano tylko silny szum, przy spadku meteorytu Cmień (sierpień 1858 r.) tylko silny gwizd itd. W obu wypadkach i wielu innych, nie zanotowano silniejszych zjawisk akustycznych w dalszych okolicach od miejsca spadku meteorytów.

 

Dalej, przy spadku niektórych meteorytów, zanotowano istnienie tzw. „strefy ciszy“, gdzie dźwięki słyszane gdzieindziej, nawet dalej od miejsca spadku, nie dały się zauważyć. Wreszcie w wypadku naszego bolidu różnego rodzaju dźwięki, które doszły do Muszyny dopiero po pewnym czasie, mogły, jeśli miały istotnie miejsce, przejść nie zauważone, szczególnie jeśli były stosunkowo mało intensywne.

 

W wyniku tych wszystkich rozważań możemy przyjąć w granicach rozsądnego prawdopodobieństwa, że zjawisko zarejestrowane przez dr K. w Muszynie było bolidem, który rozpadł się na wysokości nie niższej od 3—4 km. Hipotetyczny zasadniczy kierunek jego lotu, mógł być z północy lub kierunków zbliżonych. Rozpad bolidu dal chmurkę pyłową i mógł dać spadek meteorytu lub meteorytów.

Byłoby rzeczą wskazaną, aby opisanym zjawiskiem, które powstała właściwie nad terenem Czechosłowacji, zainteresowali się nasi koledzy astronomowie i miłośnicy astronomii tego kraju.

 

Jerzy Pokrzywnicki
(Sekcja Meteorytyki P. T. M. A., Warszawa)

(pisownia oryginalna)

 

6e7f0bd546fb2663med.jpg

Stolica 7 1959

 

 

bf364a6632458d15med.jpg

ZR 47 1959

 

źródło: http://wiki.meteorit...p5/Muszyna_1958


  • 3



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u