Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

Depresja - choroba, która jest gorsza niż rak


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
66 odpowiedzi w tym temacie

#1

Claire
  • Postów: 293
  • Tematów: 12
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Przepraszam, nie wiem, czy dodałam temat w dobrym miejscu.

 

Ale nie ważne, po prostu musiałam coś napisać. Nie wiedziałam gdzie.. wolałabym sto razy bardziej wypłakać się na zufanym ramieniu, jednak nie ma takiego w okolicy...

 

Od 4 lat mam depresję, jednak zawsze byłam osobą bardzo wrażliwą, nie gotową na życie na tym świecie. Leczę się lekami, uczęszczałam ponad rok na terapię. Wyjechałam nawet z kraju "zacząć nowe życie".

 

Niestety to wraca.. ciągle, każdego dnia, w każdej chwili. To tak jakby ktoś przywiązał mi ogromny głaz, który ciągnie się za mną całe życie. 

 

Nie ważne, skąd ta depresja.. złożyło się na nią bardzo wiele czynników, wiele traum. 

 

Chodzi o to, że jak to już wlezie w mózg to nie może z niego wyjść, mimo moich najszczerszych starań.

 

Tragiczne w tym wszystkim jest to, że zazwyczaj, z tego co pamiętam ludzie czekają na jakieś fajne chwile, np. wakacje, impreza, narodziny dziecka... weekend. A wiecie co miłego przychodzi mi zawsze na myśl? 

 

......Że może niedługo będzie już koniec, że życie jest na szczęście krótkie.

 

 

Na co dzień jestem pozornie radosna, lubiana, mam sporo znajomych. uważają, że jestem mega zabawna i śmiejemy się często do łez z moich ripost. Ludzie do mnie lgną. Za wszelką cenę chcę zasłużyć na akceptację. To wynika z bardzo trudnego dzieciństwa - to wiem.

 

Problem jednak ciągle wraca. Jest to bardzo silne, niezależnie ode mnie. Najchętniej bym bez końca spała... i nigdy się nie obudziła.

 

Brak mi odwagi, aby posunąć się do tego kroku..

I tak się męczę i męczę... 

Wiem, że mnie nie zrozumiecie. Nikt kto nie przeżył depresji, nie zrozumie tego.

 

To takie puste i chore życie... nic nie znaczące. 

 

Może forum paranormalne to nie jest dobre miejsce. Jednak jestem tu od lat. Nie udzielam się od dawna, ale śledzę wszystko.. traktuję to forum trochę jak psychoterapię.

 

Próbuję znaleźć jakikolwiek sens.. jakikolwiek dowód, że po tamtej stronie coś jest...


  • 9

#2

Alucard

    Unhuman

  • Postów: 224
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Mówisz, że masz wielu znajomych.. nie masz komu się się wygadać ze swojego problemu? Nikt o tym nie wie?

jednocześnie domyślam się, że owy problem jest znacznie bardziej złożony i zwykłe wygadanie nie wystarczy.


Użytkownik Alucard edytował ten post 12.05.2017 - 22:50




#3

skittles
  • Postów: 1323
  • Tematów: 8
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

Mówisz, że masz wielu znajomych.. nie masz komu się się wygadać ze swojego problemu? Nikt o tym nie wie?

 

Myślę, że wbrew pozorom o takich rzeczach zdecydowanie łatwiej jest mówić nieznajomym (szczególnie anonimowo) niż zwykłym znajomym. Tym bardziej, że w Polsce wielu ludzi jeszcze wciąż o depresji ma nikłe pojęcie i co rusz słyszy się teksty w stylu "to wymysł, kiedyś tego nie było", "też mam czasem gorszy humor ale wstaję i robię swoje" itp.

 

Depresja to straszna, wyniszczająca choroba, powodzenia Claire w twojej walce. Chociaż myślę, że powrót na terapię byłby dobrym pomysłem (jeżeli poprzednia nie pomogła, to może zmiana terapeuty?). Leki to tylko doraźna pomoc. Ale sama na pewno wiesz o tym najlepiej.


Użytkownik skittles edytował ten post 12.05.2017 - 22:57

  • 4



#4

Xotteva

    D.I.A.N.A. - Dziwne Indywiduum Aspołeczne Na Antydepresantach :(

  • Postów: 186
  • Tematów: 17
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Ja sam, zacząłem mieć stany depresyjne już koło 4-5 klasy podstawówki, a samą depresję zdiagnozowano u mnie w 2giej gimnazjum (klasa 6 i 1,2 gimn. były moim najgorszym okresem życia). Przy tym jeszcze fobia szkolna i społeczna. Na terapię psychologiczną chodzę już od 1szej gimnazjum, od 2giej także do psychiatry i codziennie muszę zażywać antydepresanty. Przy wszystkim mam poważną wadę wymowy (jąkanie) i choć przy rodzinie jestem w stanie normalnie mówić, nie jestem w stanie komunikować się z ludźmi których mało znam (nawet z nauczycielami kontakt jest utrudniony), tak mnie zatyka, że nie przebrnę przez pierwszą sylabę. Nie mam przyjaciół, nie mam kolegów. Nie znam nawet różnych zachowań społecznych i swoją wiedzę bazuję na internecie i telewizji. Od 3ciej gimnazjum mam nauczanie indywidualne (od liceum w szkole, wcześniej w domu) bo nie byłem w stanie wytrzymać przebywania z resztą klasy. Jak jest teraz? Znacznie lepiej, mogę powiedzieć, że depresja ograniczyła się do przejściowych stanów depresyjnych i ataków paniki. Wszystko dzięki liceum, do którego uczęszcza wielu uczniów z podobnymi problemami, a kadra nauczycielska jest na problemy przygotowana i wyrozumiała. Zacząłem nawet nawiązywać jakieś luźne kontakty z rówieśnikami. Wcześniej nie do pomyślenia. Samo to, że założyłem tu konto i się wypowiadam to przełom, bo chciałem założyć tu konto, już wiele lat wcześniej, ale zwyczajnie się bałem jak mnie ludzie przyjmą :<

A skąd te schizy? Na pewno każdy zna takiego skończonego :censored:syna, który zrobi wszystko by zgnoić drugą osobą. Wyobraźcie sobie, że za dzieciaka był 10x gorszy i była takich prawie cała klasa i każdy z nich uwziął się właśnie na was. Dzień w dzień to samo przez x lat. Można oszaleć.

 

Mógłbym się rozpisać na kartkę A4 :facepalm: Więc na razie myślę, że tyle wystarczy. Prosto od mego serca ---> :serce: :diabel:

 

U mnie o tyle sprawa jest łatwiejsza, że w liceum ujrzałem nagłe zaprzeczenie mojego koszmaru i ta kolizja sprawiła, że zacząłem się budzić z potwornego snu. W końcu mogłem dojrzeć świat z innej perspektywy. Przede mną jeszcze daleka droga do nie-złego życia i choć nigdy nie będę normalny, umiem już optymistycznie zajrzeć w przyszłość, choć nie oczekuję cudu. Innym przełomem było u mnie znalezienie prawdziwej pasji i choć zawsze miałem dryg do sztuki, to dopiero terrarystyka dała mi chęć do czekania na kolejny dzień. Poczucie odpowiedzialności za kokoś (np. zwierzęta) daje człowiekowi siłę. Gdy jest mi naprawdę źle, robota przy zwierzakach, czy roślinkach pozwala mi na chwilę zapomnieć, że mam cholernego doła. Choć zdarzają się i takie dni, gdy nic nie pomaga.

 

Nie wiem co Ci poradzić. Kontaktowałaś się z psychiatrą? Bierzesz leki zwykłe, czy na receptę?

Pozostaje mi życzyć spokoju ducha i łączyć się w bólu. Poradzę tylko, że terapia może przynieść owoce nieraz po latach, ale jednak.

 

Przepraszam za ew. błędy, ale pisanie w emocjach, ortografii, stylistyce, czy spójności nie pomaga ;p

 

Nie wiem co Ci poradzić. Kontaktowałaś się z psychiatrą? Bierzesz leki zwykłe, czy na receptę?

 

Edit: A chciałem tylko coś na szybko napisać :o


Użytkownik Xotteva edytował ten post 12.05.2017 - 23:54

  • 4

#5

Sheldon Cooper
  • Postów: 34
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Różnica pomiędzy człowiekiem chorym na raka, a chorym na depresje polega na tym, że pierwszy pragnie jeszcze jednego dnia, a drugi błaga, żeby jutro było tym ostatnim. Depresja jest bagatelizowana, a to przecież rak duszy. 


  • 12

#6

TheToxic

    Faber est quisque suae fortunae

  • Postów: 1050
  • Tematów: 30
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Depresja jest straszna. Wszystko jakie czarne i bez wyjścia. U mnie zaczęło się delikatnie, facet z którym byłam wyjechał za granicę do pracy. Z początku cieszyłam się, że może to i lepiej bo w końcu zarobi talary na ślub, nagle nie wiem kiedy stoję nad przepaścią i choć krzyczę nikt mnie nie słyszy. Wiedziałam przecież, że jest ale nie było go obok, te czekanie aż wróci z pracy aby porozmawiać na skype ciągnęły się niemiłosiernie, jak w końcu wszedł co widział? Histeryczkę wiecznie płaczącą, aż w końcu zaczął unikać tych popołudniowych rozmów, a ja czekałam. A to ryby po pracy, a to zakupy, tam znów musi ludzi zawieźć do marketu (jedyny kierowca na domek) a ja czekałam... i czekałam.. Zdałam sobie sprawę, że nie wróci, że to jest tylko zwodzenie mnie. Nie zauważyłam kiedy ten stan stał się zaawansowany, chodziłam przecież do pracy i robiłam zakupy, jako tako funkcjonowałam. Zaczęłam unikać ludzi, wolałam siedzieć w domu sama i czekać przed laptopem, nie otwierałam drzwi, nie odbierałam poczty. Zrobiły się zaległości i ponaglenia, olewałam wszystko, nie miałam siły się za to zabrać, chciałam tylko spać i mieć święty spokój. Zaczęły się czarne wizje, pamiętam jak siedziałam przed szafą bo robiłam jakieś beznadziejne odpływy a łzy same mi ciekły po policzkach, apogeum nastąpiło gdy miałam dziennie myśli samobójcze, stałam na moście ale brakło mi odwagi by skoczyć. Tak, zdesperowany człowiek jest egoistą, nie myśli o rodzinie, myśli tylko i wyłącznie o sobie, żeby przestało boleć, żeby to się skończyło.

 

Głupia rodzina mówiła w kółko "Dasz sobie radę" a te słowa zamiast pomóc jeszcze bardziej Cię dobijały. Ta niemoc i niechęć stawały się twoim ciężarem który każdego dnia stawał się coraz cięższy i cięższy. Brakowało sił na podstawowe czynności jak wstanie z łóżka, umycie się i ubranie, nie mówiąc już o czymś normalnym jak pójście do pracy i skupienie się na konkretnym zleceniu. Wzięłam wolne, w przerwach pomiędzy płaczem plątał się zdrowy rozsądek, umyłam się, ubrałam i poszłam do lekarza. Nic nie powiedziałam, weszłam do gabinetu i się rozpłakałam jak małe dziecko, usłyszałam dwa pytania "Śmierć czy rozstanie?" Pokazałam dwa palce, nie miałam nawet ochoty na rozmowę, popatrzył na mnie i podał receptę. Ten stan trwał 6 miesięcy, przyjmowałam 2 tabletki dziennie i był to najgorszy okres w życiu. Rozwód mnie tak nie pozamiatał jak te rozstanie, lekarze mówili, że to musiało w końcu pęknąć i pękło ale w życiu bym nie pomyślała, że to takie czarne i beznadziejne jest. Teraz wiem, depresja to straszna choroba i nigdy nikt jej nie zrozumie jeśli nie przeżył tego na sobie.

 

Po czterech miesiącach pojechałam na wizytę do niego, miałam już dość siły na podróż i nadzieję tak dawno zapomnianą. Usłyszałam "nie jesteś moją rodziną" i nagle ten kubeł wody postawił mnie na nogi, jakiś zastrzyk dobrej energii, bezsilność zamieniła się w nienawiść i to pozwoliło mi stanąć na równe nogi plus tabletki. Obudziłam się i wróciłam do żywych. Ten związek się rozpadł i dobrze bo kto by chciał być z kimś z kim planujesz ślub a on ci wyskakuje z tekstem o rodzinie? Dawne czarne wizje ustąpiły, jeszcze dwa miesiące byłam na tabletkach ale dawka zmniejszyła się na jedną dziennie. Żyję i mam się dobrze, wytrzymałam w tej czarnej smole pół roku i myślę, że to już nie wróci. Obecnie potrafię się śmiać i głupio żartować, potrafię cieszyć się z ładnej pogody czy promocji na pomidory na bazarze, cieszę się że wyszłam z tego i jestem z siebie dumna.

 

Droga Claire życzę odwagi, nie bój się pęknąć. Jeśli nie masz nikogo z kim byś mogła porządnie się wygadać, wyżal się tu anonimowo. Jeśli wstydzisz się publicznie to zapraszam na pw. Trzymaj się dziewczyno i nie daj się chorobie, to minie ale musisz być silna! Wiem, że boli, znam ten ból ale po burzy zawsze świeci słońce, tylko sama musisz w nie uwierzyć.





#7

Endinajla

    Empatyczny Demon

  • Postów: 1781
  • Tematów: 119
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Depresja to choroba duszy. Leży na poziomie podświadomości. Zapewne coś musiało się stać w twoim życiu, co spowodowało, że poczułaś niemoc, pustkę frustrację... niespełnione ambicje... Doszłaś do wniosku, że i tak nic nie jesteś w stanie z tym zrobić... To Cię przerosło. Straciłaś wiarę w swoje marzenia i ambicję, oraz motywacje by je spełniać. Przez to poczułaś się kimś mało ważnym... Życie zaczęło Cię przygniatać.... Twoje negatywne myśli, gdzieś tam w głębi Ciebie żyją i nie pozwalają Ci spojrzeć na świat przez pryzmat pozytywów. Wiedz, że nie istnieje taka sytuacja, z której nie ma wyjścia. Piszesz, że masz sporo znajomych, że ludzie do Ciebie lgną. Jesteś dla nich kimś wspaniałym, kimś z kim warto żyć i cieszyć się z życia. Masz to w sobie, to co pozwala Cię lubić. Wielu mogłoby Ci tego pozazdrościć. Uwierz mi,  tacy ludzie jak ty, mają sukces wypisany na twarzy.To co powoduje u Ciebie te przykre doznania i pragnienia, to rak duszy, z którym warto walczyć, by go pokonać. Jeżeli nauczysz się ignorować ten wewnętrzny niepokój, to zwyciężysz. Musisz odnaleźć w  życiu jakiś sens by nabrać motywacji do działania.  Jeśli kochasz zwierzęta, spraw sobie psa, od maluśkiego i podejmij się wyzwania, wychowania go i nauczenia paru komend. Kiedy będziesz to robić, to będziesz skupiać sie na tym właśnie, a nie na tym co powoduje u Ciebie zwątpienie. Będziesz świadoma tego, że ten szczeniaczek ma tylko Ciebie i to Ty jesteś dla niego najważniejsza, bo tak będzie. Jeśli kochasz malować, rysować, to weź pędzel, lub ołówek i narysuj coś git, co sprawi, że nie będziesz zastanawiać się nad tym co cię boli, poczujesz się dumna ze swojego dzieła. A jak pokarzesz to bliskim , albo jeszcze dalej, to może, ktoś to zauważy i poprowadzi Cię w tym kierunku.  Nie jesteś sama. Wielu dosięga depresja, ale możesz być jedną z nielicznych, którzy stanęli z nią do walki i powiedzieli NIE! chorobie. Powiedzieli NIE! negatywnym myślom. Powiedzieli NIE! temu co chciało ich zniszczyć.  Teraz są szczęśliwymi ludźmi... Ty też możesz być szczęśliwa. Tylko musisz w to uwierzyć. :)


Użytkownik Endinajla edytował ten post 13.05.2017 - 13:09

  • 3



#8

CzłowiekSarna
  • Postów: 1354
  • Tematów: 12
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Ja zmagałem się z nerwicą lekową, to nieco podobne do depresji i równie uciążliwe w życiu codziennym. U mnie przyczyną była nieciekawa sytuacja rodzinna a kulminacją tego było rozstanie z dziewczyną.

Pewnego razu gdy wróciłem z pracy robiłem sobie obiad i nagle nie wiadomo skąd naszło mnie osłabienie i kołatanie serca, nie wiedziałem co się ze mną dzieje, myślałem że mam zawał. Położyłem się na łóżku i strach jaki mnie ogarnął był nie do opisania, leżałem tak ok 10 min aż samo z siebie przeszło po czym nastało zmęczenie. Ja jako okaz zdrowia, który nigdy lekarza na oczy nie widział złapałem za telefon i umówiłem się na wizytę następnego dnia. W tym momencie nie wiedziałem co mi dolega, oczywiście nocka nie przespana i ciągły lęk i strach przed nie wiadomo czym.

Następnego dnia na wizycie u lekarza pierwszego kontaktu opowiedziałem całą historię, dostałem skierowania na badania itp. Lekarz od razu wysnuł przypuszczenia że może to być nerwica.

W miedzy czasie, miedzy badaniami a wynikami dostałem drugiego ataku, ale to było coś nie do opisania, ktoś kto tego nie przeżył nie potrafi sobie tego wyobrazić. Poczułem jak nachodzi mnie potworny strach jednocześnie ściska w dołku, kołatanie serca szybki i nierównomierny oddech. Wyszedłem na dwór i zacząłem w panice chodzić po podwórku i nerwowo odpalać papierosa od papierosa. Papierosy przynosiły mi ukojenie ale spirala lęku nakręcała się jeszcze bardzie chciałem już krzyczeć na pomoc aby usłyszał jakiś sąsiad i wezwał pogotowie, ale zaczeło ustępować. Po wszystkim poczułem znowu zmęczenie i tak jakby jakąś ulgę czułem to w rękach i nogach, wiecie chyba o jakie uczucie chodzi?

Od tego momentu cały czas towarzyszył mi lekki niepokój i problemy z zasypianiem. Po wizycie u lekarza stwierdził on że z fizycznego punktu widzenia jestem zdrowy jak ryba, zasugerował że to prawdopodobnie nerwica i przepisał mi jakieś tabletki uspokajające. Nie powiem pomagały ciągły lęk i niepokój ustąpiły a i kolejne napady byly znacznie łagodniejsze. Zaczełem czytać artykuły o nerwicy i fora jak ludzie z nią sobie radzą i postanowiłem z nią walczyć na własną rękę, pierwsze co wyprowadziłem się z toksycznego środowiska aby odetchnąć na nowo. Wziąłem się w garść i przy kolejnych atakach myślałem sobie walić nerwice, nie ma czego się bać to tylko siedzi w mojej głowie! Przestałem brać tabletki uspokajające a napięcie związane z lękiem rozładowywałem jeżdżąc na rowerze.

Początkowe efekty były widoczne już niedługo, nauczyłem się panować nad napadami strachu a to zaczęło mnie jeszcze bardziej motywować do walki z chorobą. Zacząłem pozytywnie myśleć że to ja jestem panem mego ciała a nie jakiś intruz co zadomowił się u mnie w głowie. Obecnie od przeszło półtora roku nie miałem żadnego napadu, czasami może coś tam w mnie minimalnie najdzie ale to jest ułamek sekundy i przechodzi :)

Dlatego tobie Claire życzę takiego samego samozaparcia jakie ja miałem podczas mojej półrocznej walki z nerwicą. Najważniejsze jest to aby się nie poddawać, dla mnie sama motywacja tym że to ja mogę pokonać tego intruza jest wystarczającą zachętą do walki.

 

Dobra, jak na mnie to i tak się rozpisałem. Do następnego :)

 

Tak lepiej ;)

TheToxic


  • 5



#9

szczyglis
  • Postów: 1144
  • Tematów: 23
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Tak jak napisał wyżej Kolega Człowiek Sarna (rany, jak to brzmi ;) ) nerwica, obok depresji również do miłych rzeczy nie należy. Przeżyłem w swoim życiu coś podobnego i również byłem pewien, że za chwilę zejdę na zawał. Lęk jaki się podczas czegoś takiego odczuwa jest nie do opisania i wbrew pozorom to nie jest takie łatwe, żeby wmówić sobie, że jest to irracjonalne. Zaliczyłem wtedy tę samą ścieżkę - najpierw kardiolog, potem neurolog, etc... Wszystkie badania wykazały, że jestem książkowym okazem zdrowia, a problem leży gdzieś w psychice. Dostałem leki uspokajające i diagnozę, że wszystko jest w porządku z punktu widzenia fizycznego. W miarę pomogło. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na to nie ma leku, a człowiek sam zaczyna nakręcać swój lęk. Nie ma żadnych racjonalnych powodów do odczuwania lęku, a mimo tego ten lęk się pojawia i co najgorsze - pojawia się lęk przed samym lękiem, co dodatkowo nakręca błędne koło, z którego nie tak łatwo się wykręcić. Trochę czasu minęło, zanim nauczyłem się nad tym wszystkim w pełni panować. 

 

Myślę, że każdy musi znaleźć swój własny sposób na walkę z samym sobą i że nie ma tutaj żadnej uniwersalnej recepty.

Autorce napiszę więc tak: jak widać problemy psychiczne dotykają całą masę osób. Nawet tych najsilniejszych, tylko nie każdy się do tego przyznaje. To trochę takie tabu, uważane niesłusznie za objaw jakiejś słabości, czy nieumiejętności "wzięcia się w garść", a to przecież bzdura. Nie znam ani jednej osoby, która nigdy nie przeżyłaby w życiu jakiegoś załamania. Ja też przeżyłem niejedno i wiem jak trudno jest zrobić pierwszy krok. Mogę jedynie powiedzieć, że jest to możliwe i po postawieniu tego kroku można wyjść z każdego dołka. Tylko trzeba to zrobić, przede wszystkim nawet wbrew sobie, a później to już samo się prostuje i człowiek staje się silniejszy o dane doświadczenie. Życzę powodzenia!


  • 2



#10

Skambha
  • Postów: 91
  • Tematów: 2
  • Płeć:Kobieta
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Też mogę dorzucić cegiełkę od siebie. Sama depresji nie mam, ale zmaga się z nią jedna z najważniejszych osób w moim życiu, więc problem dotyczy również mnie. Dużo na ten temat rozmawiamy i naprawdę wiem, jak to wygląda od wewnątrz.

 

Co pomaga?

Przede wszystkim leki - bez tego nie da się wyleczyć depresji. Drugą rzeczą jest pasja - pasja do czegokolwiek. Musisz coś robić. Na pewno masz w życiu takie rzeczy, które uwielbiasz. Skup się na nich. Trzecia sprawa to ktoś, kto Cię wspiera. Wiem, że osoba, o której mówię, nie dałaby sobie rady bez mojej pomocy. Gdyby na mnie nie trafiła, prawdopodobnie już by jej z nami nie było. Warto by było, gdybyś miała kogoś takiego, ale oczywiście wiem, że to nie zależy tylko od Ciebie...

 

Generalnie widzę, że w tej walce, którą w zasadzie toczymy oboje, najważniejsze jest jakieś zajęcie. Trzeba jak najwięcej wychodzić z domu i robić cokolwiek, nawet wyjść na spacer. Trzeba wpuszczać do mieszkania słońce, zajmować czymś umysł, sypiać w normalnych godzinach. Ja wiem, że łatwo jest mówić, ale nikt nic za Ciebie nie zrobi. Brzmi to okrutnie, ale trzeba się wziąć w garść i walczyć. Naprawdę masa ludzi zmaga się z tym problemem, to nie jest nic wstydliwego. I większość z nich ukrywa swoje problemy za maską śmieszka i duszy towarzystwa - to żadna droga. Najważniejszym jest przyznać się przed sobą, że problem jest realny oraz zdać sobie sprawę z tego, że można sobie z nim poradzić, tylko trzeba się postarać, a osoby, które zechcą Ci pomóc z pewnością w końcu się pojawią.

 

W razie czego z przyjemnością służę rozmową, jeżeli w jakiś sposób podniosłoby Cię to na duchu. 


  • 3

#11

mark9220
  • Postów: 11
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ja zmagałem się z nerwicą lekową, to nieco podobne do depresji i równie uciążliwe w życiu codziennym. U mnie przyczyną była nieciekawa sytuacja rodzinna a kulminacją tego było rozstanie z dziewczyną.

Pewnego razu gdy wróciłem z pracy robiłem sobie obiad i nagle nie wiadomo skąd naszło mnie osłabienie i kołatanie serca, nie wiedziałem co się ze mną dzieje, myślałem że mam zawał. Położyłem się na łóżku i strach jaki mnie ogarnął był nie do opisania, leżałem tak ok 10 min aż samo z siebie przeszło po czym nastało zmęczenie. Ja jako okaz zdrowia, który nigdy lekarza na oczy nie widział złapałem za telefon i umówiłem się na wizytę następnego dnia. W tym momencie nie wiedziałem co mi dolega, oczywiście nocka nie przespana i ciągły lęk i strach przed nie wiadomo czym.

Następnego dnia na wizycie u lekarza pierwszego kontaktu opowiedziałem całą historię, dostałem skierowania na badania itp. Lekarz od razu wysnuł przypuszczenia że może to być nerwica. (....)

 

 

Stary ja postąpiłem z tym tak samo jak ty, takze mialem napady paniki, lęki wszystkie symptomy które opisałeś były takie same. Pomogło właśnie nauczenie się z tym życ pozniej samo zaniknie :)

 

Proszę mi tu nie cytować całych postów a jedynie fragment. Regulamin się kłania.

TheToxic


  • 0

#12

Domcia
  • Postów: 82
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Mogę tylko powiedzieć, że rozumiem. Właściwie miesiąc temu odstawiłam leki podnoszące poziom serotoniny, na razie, odpukać, jest dobrze (chociaż emocjonalnie i psychicznie ciągle przepracowuję tematy, ale przynajmniej mogę funkcjonować normalnie). Więc bez rozpisywania się na temat mojej historii przesyłam dużo ciepła i życzę powodzenia w walce z tą paskudną chorobą. :serce:


  • 1



#13

Master Zgiętonogi

    Capo di tutt'i capi

  • Postów: 174
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

*
Popularny

...

Nerwica lekowa to straszna choroba, dokladnie wiem o czym mowisz.

U mnie sytuacja byla bardzo podobna. Objawy pojawily sie zupelnie nagle, nie zaczelo sie od jakichs lekkich lekow. Po prostu nagle pewnego dnia siedzac i grajac sobie na komputerze przyszlo to straszne uczucie. Ktos kto nigdy nie mial z tym stycznosci raczej nie zrozumie, ale to takie uczucie jakby spotkanie twarza w twarz ze smiercia. Kolatanie serca, drgawki, kazdy jeden oddech wtedy byl taki ciezki, mialem wrazenie, ze pluca mi sie zapadaja. Bylem pewny, ze to zawal, ze juz za chwile umre. Od razu sie polozylem, zlany potem - na szczescie ten stan minal po jakichs 15 minutach. Tzn. ustapily te fizyczne objawy natomiast w mojej glowie wyryla sie mysl, ze na pewno jestem chory na serce i jezeli szybko czegos z tym nie zrobie to umre na zawal. Mysl o zawale serca towarzyszy mi od jakichs 7 lat - wlasnie o tego pierwszego ataku.

Wiadomo - na nastepny dzien badania, ekg, echo serca, badania krwi, lekarz, ktory do strzalu jeszcze przed wynikami stwierdzil, ze na 99% to nerwica. Oczywiscie z badan wynikalo, ze jestem okazem zdrowia, a problem siedzi u mnie w glowie. Sytuacja byla dla mnie tak dramatyczna, ze przestalem chodzic na studia bo balem sie, ze moge umrzec i nikt mi nie pomoze, a w domu czulem sie bezpieczniej. Nie jezdzilem samochodem - balem sie ataku paniki lub zawalu i tego, ze sie rozbije. Do tego momentu cale zycie wiazalem ze sportem. Duzo biegalem, gralem w klubie w pilke nozna, jezdze od lat na rolkach. Wtedy przestalem to robic - balem sie, ze wysilek moze miec zly wplyw na moje serce. Praktycznie calkowicie zaczalem sie izolowac, ciezko bylo mi sie porozumiewac z ludzmi bowiem jedyna mysl, caly czas glosno krzyczaca do mnie w glowie to ta, ze za kilka minut umre na zawal. Nie sypialem bo balem sie, ze sie nie obudze, jedynie wtedy kiedy bylem juz maksymalnie wykonczony. Paranoja na takim poziomie, ze narodziny mojej siostrzenicy laczylem sobie w taki sposob w glowie, ze jej urodzenie oznacza moja smierc bo powinien zostac zachowany jakis balans na swiecie (debil jak ktos woli ;) ).

U mnie tez jak u Sarny objawy pojawily sie na skutek kilku niefajnych zbiegow wydarzen, min. zerwanie z dziewczyna. No i ciezkie dziecinstwo i przeszlosc na pewno mialy tez na to wplyw. 

Tez zaczalem czytac o chorobie, jak ludzie sobie z tym radza, jak sie lecza. Pewnego dnia mnie olsnilo, czytajac ksiazke, glowny bohater powiedzial takie slowa:

"Mezczyzna nie moze przejmowac sie rzeczami, na ktore nie ma wplywu.". Zaczalem na ten temat myslec i rozwazac, stwierdzilem, ze to bardzo prawdziwe stwierdzenie. To nie jest tak, ze z nerwicy mozna sie zupelnie wyleczyc, zapomniec o problemie i sprawic, ze on juz nigdy nie wroci. Zrozumialem to wtedy i przestawilem moje myslenie na troche inne. Od tego momentu stwierdzilem, ze nawet jezeli umre na ten caly zawal to trudno. Nie mam na to wplywu, nie moge sie tym zadreczac, musze wykasowac taka mysl z glowy albo przynajmniej nauczyc sie z nia zyc i sie nia nie przejmowac. 

Dzis po kilku latach nadal pojawiaja sie gorsze dni, czasem zdarzaja sie problemy z oddychaniem, czasem nieco bardziej natretne mysli o smierci, ale nie ma juz atakow paniki i ogolnie sytuacja jest "opanowana".

 

Nikomu nie zycze choroby podczas ktorej kazdego dnia, kazdej godziny czy kazdej minuty towarzyszy Ci mysl o smierci. O tym, ze za chwile umrzesz. Wrecz masz ja na wyciagniecie dloni, setki razy wyobrazasz sobie swoj wlasny pogrzeb i tak wlasciwie masz ochote sie rozplakac i pozegnac z cala rodzina i wszystkimi znajomymi - bo wiesz (nie myslisz czy podejrzewasz, po prostu wiesz), ze za chwile umrzesz. 


Użytkownik xMaster edytował ten post 15.05.2017 - 10:39

  • 5

#14

CzłowiekSarna
  • Postów: 1354
  • Tematów: 12
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Właśnie zapomniałem powiedzieć o tym co napisał xMaster, że ludzie cierpiący na nerwicę zaczynają bać się śmierci i coraz częściej o niej myśleć. Ja mam tak samo od 2 lat zacząłem myśleć o tym że przyjdzie na mnie czas a ja nie chcę jeszcze umierać, tym właśnie różni się od depresji. Tak sobie myślę czasami że zostało mi jeszcze jakieś 30-40 lat(mam nadzieję) i że to dla mnie zbyt mało.

Tak jak piszesz, człowiek zaczyna zamykać się na otoczenie a ja na przekór temu bo wiedziałem że to będzie się pogłębiać starałem się mimo lęku wychodzić do ludzi i spędzać aktywnie czas aby dać ujście złym emocjom. Dzisiaj jedyne bardziej upierdliwe co mi zostało po chorobie to problemy z zasypianiem, godzinę lub dłużej wiercę się z boku na bok bez efektu, ten problem od razu mija po puszce Żuberka :D No i jeszcze te myślenie że przyjdzie na mnie kiedyś kolej.


  • 0



#15

Wirowmaker

    Go Beyond! Plus Ultra!

  • Postów: 57
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Odnajdź sens życia ... nie wśród zwyklusów ... i zwykłego życia bo to ono Cię gnębi i zabija... jest puste jak bańka mydlana i złudne... prochy i inne pierdoły nic nie działają przynajmniej na mnie nie działały.  Ja swoją drogę odnalazłem w mądrości anime w walce wielu bohaterów ich heroistycznemu podejściu do życia i ich altruizmowi... skoro masz przyjaciół broń ich! Cywilizacja "skośnookich" odnosi się w wielu przypadkach do pielęgnacji tego co jest w naszej duszy, w budzeniu miłości do życia w budzeniu w sobie wewnętrznych rezerw energii, która daje nam moc i tą mocą my ludzie dokonujemy czynów które są niewiarygodne. Nie ma sytuacji bez wyjścia!!... nie ma przegranych!! przegrywa ten który się poddaje!... Byłem pusty w środku gnębiony w szkole bo byłem inny tak rozwijała się u mnie depresja ... do dziś mam niewielu kolegów ... ale mam idee, hobby, żonę która doceniła i podziwia pragnienie bycia bohaterem i pragnienie życia z całych sił. Lekarstwo to nie prochy lekarstwo to nie zabiegi prawdziwym lekiem dla duszy jest droga, przebudzenie rezerw mocy, odnalezienie celu, i mimo że życie waży czasem więcej niż najcięższa gwiazda we wszechświecie .... nie wolno Ci się poddać im robi się cięższa tym mocniej się przeciwstawiam!!! Kiedy zapadasz się w sobie jak w czarnej dziurze jak umierająca gwiazda ... gaśnie blask Claire w Twojej duszy ... zrób coś niesamowitego pokonaj coś czego się bałaś bo najgorszym wrogiem i w anime i w życiu naszym nie jest wróg który 1 ciosem niszczy planety ... a jesteś nim "Ty i twoje JA" bo wierzysz w ograniczenia i w swoją bezsilność i myślisz o śmierci i mimo dobrobytu koleżanek śmiesznych ripost to wszystko jest puste. Polecam Naruto, Bleach, Boku No Hero Academia, One Peace, Tenga toppa gurren Lagan, i wiele innych mądrych czasem zabawnych ale najważniejszych mające wielkie przesłania anime... nawet moja matka płakała niejednokrotnie jak oglądała i mówiła że to mądre i pełne życiowej prawdy opowieści, pełne emocji których brak w dzisiejszym świecie ale tak normalnych i realnych. Tu nie chodzi o super moce i o dziecięce marzenia i dzieciuchowatość, tu chodzi o pragnienie życia, czerpania garściami, gdy widzisz antylopę którą lew dopadł, owada który walczy z innym owadem, czy każde inne stworzenie spójrz mu w oczy głęboko ... głębiej niż inni a zobaczysz że to tlące się życie, które walczy z całych sił i pełną mocą jaką otrzymało od sił natury... Te stworzenia nigdy nie umierają nawet w ostatniej sekundzie bicia ich serca ... czemu ?? Pomimo trudów wielu wrogów, ciągłego stresu, strachu, zimna, deszczu i bezlitosnego traktowania chcą żyć?? A my ?? Samobójca skacze z dachu... Biedny człowiek... Mamy nasze wygody, bezpieczne schronienia, jedzenie na wyciągnięcie ręki ... phi... stres, praca :D lol?? są niczym kiedy orientujesz się że ktoś chce Cię pożreć żywcem jak modliszka czy Hiena... swoją ofiarę, a my ?? większość nie doznaje przemocy w zimie ciepło, śpimy i się wypoczywamy ... Sens życia jest ukryty w mądrościach o których ludzkość zapomniała, skośnooka babcia ma w sobie więcej werwy i miłości do życia niż wielu z nas... mimo że je tylko ryż po mimo że mieszka w lepiance i pracuje non stop w polu ... i kurde JEST SZCZĘŚLIWA! Bo ma w sobie wielką moc tą moc i ta moc jest lekarstwem które mi pomogło! Dzisiaj trenuję na siłowni 3 razy w tygodniu ćwiczę kalestenikę biegam na 6km już 24min :D! Mam 3 akwaria w każdym tlące się życie, widząc górę pragnę na nią wejść i chłonąć powietrze całej planety, 2 razy skoczyłem na bunge, obecnie chcę jechać do Chin by dojść do bramy niebios zbieram sianko :D!

Przy bezchmurnych nocach odkrywam piękno kosmosu, kupiłem teleskop i w czasie kiedy moi rówieśnicy studniówkowali, pifkowali i oddawali się złudnej rozrywce ja uczyłem się mapy nieba czytałem o gwiadach, kosmosie, świecie rozmyślałem że człowiek że każdy z nas powinien ewoluować... i postanowiłem pewnego dnia ... w technikum... że nigdy nie upadnę że będę jak bohater, zawzięty, niepokonany, wtedy przestałem słuchać muzyki piorącej mózg pop rap i dołujący inny syf ... dzisiaj słucham tylko muzyki epickiej muzyki do walki muzyki dającej potężną moc... i od tego wszystkiego... coś pękło spadł mi głaz z pleców i odkryłem ... że to jest moja drogą Odkryć moc w ciele człowieka która będzie mogła ratować świat zostać bohaterem poznawać naukę i świat uwolnić się od systemu i niewolnictwa $$ ewoluować :

 

Nie umiem tego opisać do końca ale mam nadzieję że Ci się uda z tego wyjść oto moja moc dla Ciebie każdy z nas wie którym bohaterem jest:

 

Depresja to Nomu, Bohater to ja a to motto stało się moim życiowym ...

 

 

 .... and now!! fight!! and GO BEYOND!!! SHOW OUR THE WORLD YOUR.... PLUS ULTRA!!!!

 

Mi to pomogło ktoś może się śmiać ale epickości takiej jak w filmach anime chwytających za sercę i wydzierających z duszy wielkie emocje nie znajdziecie ... wiem co mówię niewiele jest filmów które opowiadają o takich emocjach. Powodzenia...


  • 0


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u