Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

Antonio la Rubia - porwanie przez roboty


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1

Kronikarz Przedwiecznych

    Ten znienawidzony

  • Postów: 2247
  • Tematów: 272
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 8
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Antonio la Rubia, z zawodu kierowca autobusu, mieszkający w okolicy Rio de Janeiro, miał 33 lata, kiedy przydarzyła mu się niecodzienna historia…

 

at-paciencia-near-rio-de-janeiro-brazil-

 

Rano, zaraz po wyjściu z domu, przechodząc (jak codzień) przez pole, zobaczył obiekt koloru ołowiu i kształtem przypominający kapelusz o szerokości conajmniej 70 metrów. Z daleka był ciężki do zidentyfikowania. Po nieco bliższych oględzinach wydał się podejrzany.

Zdenerwowany mężczyzna chciał zawrócić do domu, kiedy z obiektu zaczęło bić jaskrawe, niebieskie światło. Nagle zorientował się, że obok niego stoją roboty, których nie zauważył wcześniej. Prawdopodobnie nie było ich tam wcześniej, ale zdezorientowany człowiek mógł się przecież pomylić…

 

Był to rok 1977. Robotyka nie stała wtedy na wysokim poziomie, więc możnaby co najwyżej przypuszczać, że istoty spotkane przez la Rubię były tylko przebranymi ludźmi, chcącymi zażartować z mężczyzny. Nie pozwalał na to jednak ich wygląd. Zaokrąglone korpusy, zwężające się ku dołowi, przechodziły w pojedynczą „nogę” zakończoną jakby miniaturką pojazdu stojącego na polu. Roboty nie poruszały się po ziemi, ale latały nad jej powierzchnią. Ich ciała były pokryte łuską, dość luźną, żeby umożliwić ruch, a głowy zaopatrzone były w długie anteny.

 

Na późniejszych przesłuchaniach, la Rubia twierdził, że został zamknięty przez obce istoty w dzwonowatym słoju o przezroczystych ścianach i przetransportowany do wnętrza spodka. Zbliżając się do niego, czuł drżenie, jednak nie wiadomo, czy chodziło o jakiś rodzaj energii, którą emitował pojazd, czy może był to wynik stresu. Chwilę później statek uniósł się nad ziemię, a porwany znalazł się w sporym, okrągłym pomieszczeniu. Ściany statku miały kolor aluminium, a niebieskie światło, które la Rubia widział na początku sączyło się z sufitu.

Przerażony mężczyzna widział w pomieszczeniu całe tłumy robotów. Wydawały się wyczekiwać. Obserwować. Kiedy największy stres przeszedł, la Rubia zaczął się domagać informacji. Na dźwięk jego głosu, wszystkie istoty upadły. Wyglądało na to, że głośne krzyki dezorientują je – mogły więc posłużyć obronie. Niestety mężczyzna również nie czuł się najlepiej, ponieważ od momentu wejścia na statek, miał problemy z oddychaniem, a nasilające się światło oślepiało go.

 

Z relacji wynika, że za pomocą małej konsoli, roboty pokazały mu serię dziwnych obrazów, czy krótkich filmów. Na kilku był on sam – nagi, lub ubrany. W sytuacjach codziennych, lub badany przez obce istoty. Na innych obrazach, la Rubia widział sceny z typowego ziemskiego życia, lub zupełnie abstrakcyjne, ciężkie do opisania.

Następnie przyszła kolej na pobieranie krwi. Jeden z robotów nakierował na pacjenta „strzykawkę”. Nie był to jednak typowo lekarski przyrząd, ponieważ roboty używały ich do praktycznie każdej czynności – między innymi do przełączania zdjęć. Strzykawka wypełniła się krwią, zaraz po tym, jak ramię mężczyzny mimowolnie się podniosło. Po ukłuciu nie został nawet ślad.

Obserwacja została zakończona. La Rubia, nie wiedząc nawet jak, przeniósł się na zewnątrz pojazdu i upadł na jezdnię. Wszystkie rzeczy zabrane z domu miał przy sobie. Nawet te, których nie wziął na pokład statku. Obserwował odlatujący obiekt, który teraz przypominał mu wyglądem ciemny, gładki balon.

Historia jest tak nieprawdopodobna, że właściwie wydaje się nie mieć sensu i być wytworem bardzo niestandardowo myślącego umysłu.

Jej autor, pytany o innych świadków zdarzenia, wymienił znajomego mężczyznę z sąsiedztwa, który niestety jako alkoholik był uznawany za lokalnego mitomana, a więc osobę mało wiarygodną. Jego relacja o obserwacji UFO nie pomogła la Rubii.

Przez kilka dni od uprowadzenia, porwany czuł się bardzo źle i przeżywał sceny z projekcji. Niektóre w pamięci i snach. Inne przydarzyły mu się na jawie. Wciąż widział obrazy ze statku, był poddenerwowany. Odczuwał ból i gorąco. Nie był w stanie pracować, więc został skierowany na badania. W szpitalu jego stan został początkowo wzięty za chorobę psychiczną, co później wykluczyła konsultacja z psychologiem pracującym dla jego firmy. Kiedy stwierdzono, że pacjent nie jest chory umysłowo, zaczęto na poważnie analizować jego relację.

Nie ma nic dziwnego w tym, że nie wierzono mu od początku. Zdarzenia takie, jak uprowadzenie przez roboty w bliżej nieokreślonym celu nie zdarzają się często...

 

Oględziny lekarskie nie wykazały żadnych problemów zdrowotnych u mężczyzny. Będąc pracownikiem firmy przewozowej, na codzień był on zresztą odpowiedzialny za zdrowie i życie wielu osób, dlatego prawdopodobnie badano go też dość często w przeszłości – zarówno psychologicznie, jak i czysto medycznie. Ewentualne choroby mogące spowodować halucynacje, czy zaburzenia psychiczne powinny być wychwycone już wcześniej, gdyby miały kiedykolwiek wystąpić. A jednak brakowało informacji o jakichkolwiek nieprawidłowościach.

Lekarze nie widząc przyczyny problemu musieli koniec końców zaakceptować fakt, że mężczyźnie przydarzyło się coś, w co z początku wierzyło bardzo niewielu.

Historia jest nietypowa nawet, ja na relację o obserwacji istot pozaziemskich. Pomimo licznych dowodów, wciąż można powiedzieć, że la Rubia wmówił sobie wszystko i uwierzył w to tak mocno, że jego organizm reagował w spodziewany sposób. Z drugiej strony, na miejscu był też inny świadek. Nie wykryto również powodu, dla którego główny bohater zdarzenia miałby widzieć, lub odczuć cokolwiek, co nie miało miejsca.

 

156c269b87835b6e38fb84030acd7ccb.jpg

Przypadek powinien być badany aż do momentu wyjaśnienia całej sprawy. O ile historia jest prawdziwa, może się przecież powtórzyć. Nie wiemy w jakim celu dziwne istoty przeprowadziły badania. Te konkretne, wydawały się być słabe. Może nawet bezbronne, gdyby porwany zaczął stawiać wyraźny opór. A jednak ich działania na dłuższą metę były szkodliwe. Roboty powinny wiedzieć o ich skutkach. Badany człowiek został skrzywdzony.

 

Chociaż większość historii o obcych dotyczy stworzeń pokojowo nastawionych, nie należy ufać, że zawsze jesteśmy bezpieczni. Badania nie mogą być jednostronne. Skoro obcy potrafią skłonić nas do uległej postawy, można spodziewać się, że ma to jakiś cel. Jeżeli sami nie zawsze wykazują chęć współpracy, a tylko poznania nas, powinniśmy mieć przynajmniej możliwość dowiedzenia się dlaczego. Inaczej kontakty pokojowe, które część z ras najwyraźniej próbuje nawiązać, mogą zostać uznane za ataki, a jeżeli my – słabo rozwinięty gatunek – zaczniemy się bronić, skutki mogą być tragiczne…
 

Źródło


  • 6



#2

skittles
  • Postów: 1323
  • Tematów: 8
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Moim zdaniem jak najbardziej wynik choroby.

 

Wszystko pasuje do tzw. epizodu psychotycznego. Jest to krótki, trwający nawet kilka godzin lub dni, epizod następujący praktycznie bez ostrzeżenia i nie pozostawiający po sobie żadnych śladów. Bardzo często może wystąpić np. raz w życiu i już nigdy się nie powtórzyć. Objawy to m.in. bardzo wyraziste omamy, urojenia, nagłe zmiany nastroju, euforia, lęk itp.

 

A że lekarze niczego nie wykryli? No cóż, pamiętajmy o jednym - historia działa się w latach 70 w Brazylii. Nawet w najbardziej rozwiniętych krajach świata psychiatria w tych latach nierzadko ocierała się o zabobon, a co dopiero w państwie, które nawet dzisiaj w wielu miejscach może być śmiało uznane za kraj 3 świata. Poza tym tak jak pisałem, epizod psychotyczny ustępuje samoistnie w stosunkowo krótkim okresie czasu i nie pozostawia po sobie innych objawów, więc dzisiaj także, badając pacjenta po minięciu takiego epizodu, lekarze uznaliby go za osobę zdrową.

 

No i jeszcze jeden szczegół mi w tej historii nie pasuje - super zaawansowane technologicznie roboty lądujące w wielkim statku na ziemi mają zainstalowane na głowach długie... anteny. Ok, może się czepiam, ale nawet dzisiaj, przy naszej bądź co bądź mało kosmicznej (w porównaniu do takiego sci-fi) technologii, zwykłe anteny służące do komunikacji są niewidoczne i ukryte w telefonach komórkowych. Ciężko mi sobie wyobrazić, po co komuś dalece bardziej zaawansowanemu potrzebny by był taki bądź co bądź "archaizm".

 

Ogólnie opis tych robotów przywodzi na myśl właśnie to, jak ktoś w latach 70 mógłby sobie wyobrażać takie istoty. Np. taka zabawka z roku 1968:

8edfbf4e97b0f6aa6603c33b29ca7299.jpg


Użytkownik skittles edytował ten post 06.03.2017 - 14:15

  • 0



#3

Staniq

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 4100
  • Tematów: 569
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 20
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Taka techniczna uwaga, długość anten, ma związek z używaną częstotliwością, jak i rodzajem transmisji. W uproszczeniu, fale krótkie/ultrakrótkie -> krótkie anteny, fale długie -> długie anteny.


  • 2



#4

trebmal
  • Postów: 174
  • Tematów: 3
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Nie wiem czy to prawda, ale zawsze trochę mnie bawi to przerażenie, ze "obcy nas skrzywdzą". Serio, ludzie? Znając nasz gatunek i nasze umiłowanie okrucieństwa, pierwsi byśmy pokroili takiego obcego "dla dobra nauki", gdyby serio gdzieś wylądował i udało się go schwytać. Z mojego punktu widzenia, jeśli to prawda, to istoty po prostu były ciekawe tego, jacy są ludzie. 


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u