Skocz do zawartości


Zdjęcie

Tajemnica śmierci braci Kennedych: klątwa czy spisek?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

D.B. Cooper.
  • Postów: 1179
  • Tematów: 108
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 2
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

TAJEMNICA ŚMIERCI BRACI KENNEDYCH: KLĄTWA CZY SPISEK?

2zodor8.jpg
fot: YouTube

Chciał, żeby każdy kochał, chciał żeby prawo było
Dać przykład innym krajom jak żyć na świecie miło
„Senator Kennedy”, Mały Władzio z Chicago


„Klątwa Kennedych” to nazwa szeregu nieszczęśliwych wypadków, które trapią ród od 1941 r. W ten sposób próbuje się „wyjaśnić” przyczyny 18 tragicznych zdarzeń, doświadczających familię do 1999 r. Niektórzy doliczają do tej liczby jeszcze 8 innych pechowych zajść z lat 1983-2006, w których brali udział bliżsi lub dalsi członkowie rodziny. Kto i z jakiego powodu miałby przekląć jeden z najważniejszych rodów w Ameryce? Jest kilka teorii.
 
Pierwsza dotyczy założyciela rodu Thomasa Fitzgeralda, pradziadka braci Johna i Roberta Kennedych, który w 1842 znalazł w jednej z irlandzkich wiosek skrzynię złotych monet. Jednak monety były obłożone klątwą, a wieś, w której dokonał odkrycia, niedługo potem uległa zniszczeniu. Fitzgerald wyjechał ze swym skarbem do Bostonu, uciekając wraz z rodziną przed wielkim głodem, który panował wówczas w Irlandii. Tam, za obarczone klątwą pieniądze, rozkręcił biznes, stając się bogatym. Ale w zamian jego potomkowie na własnej skórze musieli przekonać się, że pieniądze nie zawsze przynoszą szczęście…
Edward Klein, autor wielu książek o prezydentach USA, pisał natomiast, że klątwę na ród rzucił rabin Izrael Jacobson, który wraz z sześcioma uczniami z jesziwy uciekał przed hitlerowcami do Ameryki. Tym samym statkiem wracał do kraju z misji ambasadorskiej w Anglii Joseph Kennedy, ojciec Johna i Roberta, twórca wielkości rodu. Miał on poskarżyć się kapitanowi statku na hałasy na okręcie, dochodzące z miejsca, które zajęli Żydzi. Obchodzili oni przypadający na ten dzień żydowski Nowy Rok („Święto Trąbek”). Biblijna nazwa tego święta to Yom Teruah, znacząca tyle co „dzień wznoszącej się wrzawy”. Ponieważ były ambasador USA przy dworze króla Jerzego VI zażądał od kapitana, aby ten zabronił takich przeszkadzających pasażerom hałasów, rabin przeklął jego oraz całą jego rodzinę.
Inna wersja mówi, że Joseph Kennedy, objeżdżając Wielką Brytanię podczas drugiej wojny światowej, miał zignorować prośbę żydowskiego uciekiniera z kontynentu, aby pomógł mu wydostać syna z niemieckiego obozu zagłady. Klątwa, którą rzucił zawiedziony Żyd, miała zgotować potomkom Josepha taki sam los, jaki spotkał jego syna w hitlerowskim obozie śmierci. Jeszcze inna historia opowiada o tym, że Kennedy sprzedawał Niemcom hitlerowskim broń, za co wszyscy Żydzi modlili się o to, aby jego rodzinę spotkały nieszczęścia.

Dowód twardy jak stal

Czy więc za zamachem na synów Josepha Kennedy’ego: Johna i Roberta stała klątwą, która kierowała ręką Oswalda, a w drugim przypadku Sirhana, czy jednak należałoby sięgnąć po inne, bardziej racjonalne, wyjaśnienie?
Tak właśnie zrobił William Tobin, przez prawie 30 lat pracujący dla FBI, w tym przez 24 lata jako biegły sądowy z ramienia FBI ds. metalurgicznych. W 1998 r. przeszedł na emeryturę jako główny specjalista FBI ds. analiz metalurgicznych. Na emeryturze nadal był powoływany jako biegły w niewyjaśnionych sprawach kryminalnych i cywilnych. Tobin brał udział w rozszyfrowywaniu tak słynnych spraw, jak atak bombowy na gmach federalny w Oklahoma City w 1995 r. i katastrofa boeinga linii TWA, mająca miejsce rok później. Ale to nie wszystko. Bowiem kolejnym dowodem na to, że William Tobin wie, co mówi, a to, co mówi, opiera na konkretnych empirycznych badaniach, a nie na lekturze mainstreamowych enuncjacji, jest fakt, że gdy po odejściu z pracy w FBI zarzucił Biuru, że stosowane tam metody ważenia ołowiu w pociskach broni palnej, za pomocą których identyfikowano podejrzanych, są błędne – FBI zrezygnowało z tego sposobu identyfikacji podejrzanych. Tobin swoje opinie ogłosił w renomowanym czasopiśmie „The Champion” (lipiec 2004), wydawanym przez amerykańskie Krajowe Stowarzyszenie Obrońców w Sprawach Karnych (NACDL), wzbogacając je o szereg innych swoich wątpliwości dotyczących rzetelności prac przeprowadzanych w laboratoriach FBI.
Po ponownym przebadaniu pocisków, którymi strzelano do prezydenta Kennedy’ego, prowadzony przez Tobina zespół uznał, że ekspertyza mająca wykluczyć udział drugiej osoby w zamachu na prezydenta Kennedy’ego jest błędna. Przebieg swych prac i wnioski badacze umieścili w fachowym piśmie „Annals of Applied Statistics”.
Zespół nie miał do dyspozycji pięciu fragmentów kul z Dealey Plaza w Dallas, gdzie 22 listopada 1963 r., o godz. 12:29 doszło do zamachu, w wyniku którego śmierć poniósł prezydent John Fitzgerald Kennedy. Dysponował tylko ich opisem, zdjęciami i modelami. Poza tym zdobył oryginalną amunicję takiego typu, jaki załadowany był do karabinu Lee Harveya Oswalda. Badacze wykorzystali najnowocześniejsze metody, nieznane nie tylko na początku lat 60. XX w., ale również w 1976 r., gdy powołana przez Kongres pod naciskiem opinii publicznej Komisja ds. Zabójstw doszła do wniosku, że zabójców było dwóch. Jednak ekspert dr Vincent Guinn, chemik z Uniwersytetu w Kalifornii, stwierdził, że pięć fragmentów kul znalezionych na miejscu zamachu, to dwa pociski wystrzelone z karabinu Oswalda. Tym samym potwierdził wersję Komisji Warrena, powołanej niedługo po zabójstwie prezydenta do zbadania okoliczności zamachu, mówiącą, że Oswald działał sam. Mimo to wspomniana Komisja ds. Zabójstw oświadczyła, że Oswald był częścią spisku przeciwko prezydentowi, a drugi zamachowiec, celując do Kennedy’ego, nie trafił – przypomniał „The Washington Post” w maju 2007 r.
Badania zespołu Williama Tobina, wykazując szereg poważnych omyłek w badaniach dr. Guinna, potwierdziły, że fragmenty kul mogą pochodzić nie z dwóch, ale co najmniej trzech lub nawet więcej pocisków: – Jeśli te pięć fragmentów pochodzi z trzech lub większej ilość pocisków, to wtedy obecność drugiego zamachowca jest możliwa. – A nawet więcej niż możliwa.

Zaiste, wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie…
Co jeszcze oprócz dowodu twardego jak materia, którą badają metalurdzy, dostarcza wątpliwości i każe nieprzekonanym domagać się ponownego wyjaśnienia sprawy zamachu w Dallas 22 listopada 1963 r.?
Przede wszystkim sama postać zamachowca, 24-letniego Lee Harveya Oswalda, który strzelał z okna szóstego piętra Teksańskiej Składnicy Podręczników Szkolnych.
Zabójca był człowiekiem niezrównoważonym emocjonalnie, świadczył o tym nie tylko fakt, że po służbie wojskowej wyemigrował do… Związku Radzieckiego, ale też jego zachowanie w wojsku, w którym to z bronią obchodził się dość bezceremonialnie. Był za to karany przez przełożonych. Po dwóch latach życia w ojczyźnie proletariatu sowieckie władze przyjęły go, bo uznały, że jako były marines może się im przydać, jednak Oswald doszedł do wniosku, że dłużej nie wytrzyma w ZSRR i w czerwcu 1962 r. wrócił do Stanów Zjednoczonych. W kraju ciągle zmieniał pracę, a w każdej z nich pamiętano go jako człowieka agresywnego, skorego do kłótni i bójek. Chciał znów wyemigrować do ZSRR. Otrzymał wprawdzie wizę, ale po kilku dniach zrezygnował z wyjazdu i zamieszkał w Dallas. Tam dostał posadę pomocnika magazyniera książek.
Dwa dni po zabójstwie Kennedy’ego już nie żył. Gdy 24 listopada przewożono go z komendy głównej policji w Dallas do aresztu powiatowego, został zastrzelony przez Jacka Ruby’ego, właściciela kilku nocnych klubów. Ruby miał dobre kontakty z policją i mafiosami. Zabójca Oswalda został skazany na śmierć, ale w 1965 sąd apelacyjny uznał, że istnieją przesłanki do wszczęcia nowego procesu. Miał się odbyć w lutym 1967 r. Jednak na początku grudnia więzień trafił do szpitala, gdzie lekarze zdiagnozowali u niego raka płuc. Ruby zmarł po trzech tygodniach.

Spotkanie z poważnymi przedstawicielami teorii spiskowych

Philip Shenon, były waszyngtoński korespondent „The New York Times”, autor książki A cruel and shocking act. The secret history of the Kennedy assassination (Okrutny i szokujący czyn. Tajemnica historii zabójstwa Kennedy’ego), pisał 19 września 2014 r. w „The Washington Post”, że w przeddzień 50. rocznicy zamachu, listę tych, którzy określają się mianem zwolenników teorii spiskowej dotyczącej śmierci Kennedy’ego poszerzył Charles N. Shaffer, były oskarżyciel w departamencie sprawiedliwości, a co najistotniejsze – były członek Komisji Warrena. Stwierdził on, że zamach był zorganizowany przez kogoś, kto posłużył się tylko Oswaldem, a Jack Ruby zabił go dwa dni później, aby zlikwidować świadka.
Shaffer stwierdził, że prawnik Frank Ragano w swych wspomnieniach z 1994 r. napisał, że Santo Trafficante – jeden z czołowych bossów mafii amerykańskiej na Florydzie – wyznał mu przed śmiercią w 1987 r., iż wraz z innym szefem gangsterów Carlosem Marcello z Nowego Orleanu był odpowiedzialny za zamach. Trafficante miał stwierdzić, że Carlos wszystko zawalił, bo nie powinniśmy byli zabijać Johna, tylko Roberta. Gangsterzy chcieli ukarać Kennedych za bezpardonową walkę, jaką wydali amerykańskim organizacjom przestępczym.
Charles N. Saffer uważa, że największym błędem Warrena było to, że zaniedbał przywiezienia Ruby’ego do Waszyngtonu na dalsze przesłuchania. Wprawdzie Ruby cały czas zaprzeczał, że mógłby być przez kogoś nasłany, a Oswalda zabił w afekcie, bo kochał swojego prezydenta, ale podczas rozmowy w cztery oczy z Warrenem w Dallas w czerwcu 1964 r. Ruby, wcześniej badany przez psychiatrów, którzy orzekli, że nie jest on niepoczytalny, prosił przewodniczącego Komisji o przeniesienie do Waszyngtonu, mówiąc: – Ja chcę powiedzieć prawdę, ale nie powiem jej tu. – Warren odmówił, stwierdzając, że boi się o jego bezpieczeństwo w stolicy. Saffer uznał to tłumaczenie za kuriozalne.
CIA i FBI miały Oswalda pod obserwacją jesienią 1963 r. Jednak obie służby odmówiły Komisji Warrena podzielenia się informacjami, jakie posiadały na jego temat przed zamachem. CIA nie powiedziała też o swoim współudziale w planach zamachu na Castro w czasie administracji Kennedy’ego. Planach, które Castro odkrył, co dało mu oczywisty motyw do zamachu na JFK. FBI zniszczyło ważne dowody, zanim mogły się dostać do Komisji, łącznie z odręcznym pismem dostarczonym przez Oswalda do ich biura terenowego na początku listopada 1963 r. Zostało ono zniszczone w dniu zamordowania Oswalda przez Ruby’ego. Agenci FBI w Dallas, obawiając się że pismo to może być dowodem, że byli oni świadomi, jakie niebezpieczeństwo dla prezydenta stwarza Oswald, podarli pismo na strzępy i spuścili z wodą w toalecie. Co dokładnie zawierała treść pisma, pozostanie tajemnicą.

Inne teorie spiskowe

Uważa się również, że CIA mogło być zamieszane w zamach na prezydenta, chcą się go pozbyć po nieudanej inwazji w Zatoce Świń. Innym „podejrzanym” był wiceprezydent Lyndon B. Johnson. Według sondażu Gallupa w 2003 r. 20 proc. Amerykanów sądziło, że to Johnson stał za zamachem na Kennedy’ego, bowiem nie znosił prezydenta, a poza tym obawiał się, że Partia Demokratyczna znów postawi na Johna w zbliżających się za rok wyborach prezydenckich. Inni z kolei mówią, że Johnson tylko ukrył prawdę o tym, że Castro stał za zamachem, bo bał się, że gdyby wyszło to na jaw i skończyło się ostrymi retorsjami wobec Kuby, doprowadziłoby to do eskalacji napięć między USA a ZSRR. W 1968 r. Johnson miał powiedzieć, że wierzy, iż zamach na JFK zorganizował Castro. W 1971 powiedział, że nigdy nie wierzył, że Oswald działał sam.
Niektórzy uważają, że śmierć JFK to zemsta Nikity Chruszczowa za tzw. kryzys kubański z października 1962 r. Tezę tę miał wzmocnić Ion Mihai Pacepa – były wysokiej rangi oficer wywiadu rumuńskiego, który zdezerterował do USA. W listopadzie 2006 r. opublikował on artykuł w „National Review”, w którym śmierć Kennedy’ego wpisał w cały ciąg zamachów dokonywanych przez KGB na zlecenie Biura Politycznego. Artykuł Pacepa nosił wymowny tytuł The Kremlin’s Killing Ways. A long tradition continue (Zabójcze metody Kremla. Kontynuacja długiej tradycji).
Z kolei Jim Mars w książce Crossfire stwierdził, że prezydent Kennedy próbował ukrócić władzę Rezerwy Federalnej, która w odwecie mogła wziąć udział w zamachu albo przynajmniej w nim współuczestniczyć. Chodziło o Executive Order 11110, który miał przenieść władzę nad finansami z Rezerwy Federalnej na Departament Skarbu USA poprzez zastąpienie weksli RF „certyfikatami srebra” (silver certificates), wystawianymi przez Departament. Ustawa po zamachu nie weszła w życie.
Uważa się też, że mogła to być zemsta syjonistów za to, że Kennedy był przeciwny planom budowy broni atomowej przez Izrael. Michael Collins Piper w książce poświęconej temu zagadnieniu pisał, że David Ben-Gurion namawiał do zamachu, który stał się wspólnym dziełem CIA, mafii oraz Mossadu. Zgodnie z tą teorią, w sprawę włączony był też Meyer Lansky, bardzo ważna figura w świecie przestępczym, oraz Liga Antydefamacyjna. W 2009 r. Muammar Kadafi oświadczył na forum ONZ, że Kennedy zapłacił śmiercią za dążenie do inspekcji izraelskiego nukleatora atomowego w mieście Dimon na pustyni Negew.
Inni „podejrzani” to: kompleks militarno-przemysłowy, bo Robert Kennedy nie chciał wyścigu zbrojeń i wzmożenia działań wojennych w Wietnamie, uchodźcy kubańscy, zawiedzeni nieudaną próbą obalenia Fidela Castro, a poza tym iluminaci, UFO oraz żona Jacqueline Kennedy Onassis, podejrzewająca męża o zdradę. W tym kontekście pojawia się wątek Marilyn Monroe i jej tajemniczej samobójczej śmierci w czerwcu 1962 r., o którą obwinia się Kennedych.

Dzień 6 czerwca cały świat się smuci, mieliśmy senatora co do nas nie wróci… Krótko po północy 5 czerwca 1968 r. w hotelu Ambasador w Kalifornii został ciężko ranny w głowę Robert Francis Kennedy, senator Nowego Jorku, kandydat Partii Demokratycznej na prezydenta USA. Młodszy z braci Kennedych nie miał ochrony secret servis. Dopiero po jego śmierci ochrona rządowa objęła również kandydatów na prezydenta. RFK zmarł następnego dnia 6 czerwca o 1:44 czasu miejscowego (10:44 w Polsce).
Rany na ciele Roberta Kennedy’ego sugerowały, że zabójca stał po jego prawej stronie w kilkucentymetrowej odległości, podczas gdy Sirhan Sirhan – 24- letni Palestyńczyk – stał naprzeciw senatora. Natomiast z tyłu blisko Kennedy’ego znajdował się jego ochroniarz Thane Cesar, sympatyk prawicy. Stąd teoria drugiego strzelca wskazuje na niego jako zabójcę. Wersję tę uprawdopodabniała ocena koronera Thomasa Noguchi, który oświadczył, że śmiertelny strzał padł z prawej strony Kennedy’ego z odległości 1 cala (2,5 cm). Jednak wielu świadków mówiło, że gdy Sirhan podszedł do senatora, ten był do niego odwrócony prawą stroną twarzy. Należy zwrócić uwagę, że zaraz po zabójstwie przesłuchujący ochroniarza śledczy nie kazali mu pokazać broni. A po wysłuchaniu jego relacji uznali, że nie jest osobą podejrzaną.
Poszlaką, która mogłaby wskazywać na to, że zabójca nie działał w pojedynkę, lecz miał wspólników, są relacje, mówiące o dziewczynie w sukience w groszki. Pracownica kampanii Kennedy’ego Sandy Serrano powiedziała reporterom, że widziała, jak kobieta w sukience w groszki uciekała wraz z towarzyszącym jej mężczyzną z miejsca zamachu, krzycząc: „zastrzeliliśmy Kennedy’ego”. Również drugi świadek, fotograf, Evan Freed widział dziewczynę w sukience w groszki, przedzierającą się pospiesznie w kierunku wyjścia.
Sirhan Sirhan miał motyw polityczny, bowiem Robert był przeciwnikiem wojny w Wietnamie, co miało być korzystne dla proizraelskiego lobby w USA, gdyż w ten sposób Ameryka mogłaby bardziej zaangażować się w sprawy na Bliskim Wschodzie. A to, rzecz jasna, nie mogło dobrze wróżyć interesom Arabów w tym regionie. Poza tym, będąc jeszcze w Palestynie, Sirhan doświadczył skutków izraelskich bombardowań na pozycje palestyńskie.
Inna hipoteza mówi, że młody Palestyńczyk był wcześniej poddany praniu mózgu (tzw. manchurian candidate) przez ludzi, którzy chcieli zabić Kennedy’ego. Nie miał on przeto świadomości swego czynu oraz ich konsekwencji. Nie pamiętał, kto poddał go takiej psychicznej „operacji” i co w ogóle robił w hotelu Ambasador. Ta hipoteza poparta została przez psychologa i eksperta od hipnozy dr. Edwarda Simsona-Kallasa po 35-godzinnych badaniach Sirhan w więzieniu w San Quentin w 1969 r. A skoro tak, to ślad prowadziłby w stronę komunistycznych służb specjalnych.
W listopadzie 2006 r. Shane O’Sollivan, autor dokumentu „RFK musi umrzeć”, oświadczył, że podczas zbierania materiałów do scenariusza opartego na wspomnianej teorii prania mózgu, odkrył nowe dowody filmowe i zdjęciowe, sugerujące, że trzech agentów CIA mogło stać za zamachem. Na filmie i zdjęciach wykonanych przed i po zamachu można zidentyfikować trzech agentów CIA. Czyli nie komuniści, ale CIA miało posłużyć się Palestyńczykiem, jako nieświadomym swych czynów narzędziem.
Jak było wspomniane, niektórzy agenci CIA, biorący udział w przygotowaniach do obalenia Fidela Castro, nie mogli wybaczyć Kennedym ich postawy wobec inwazji emigrantów kubańskich w Zatoce Świń w kwietniu 1961 r. Bracia, którzy obawiali się, że są wprowadzani w błąd przez CIA w kwestii sił popierających na Kubie El Comandante, odmówili wsparcia powietrznego emigrantom, gdy ci spotkali się z silnym oporem wojsk wiernych Castro. Po tej operacji John Kennedy zwolnił szefa CIA Allena Dullesa, a jego brat przejął kontrolę nad CIA, co wzbudziło niezadowolenie wśród weteranów.
Wskazuje się też na mafię, której Robert Kennedy wydał wojnę, a nawet na J. Edgara Hoovera, dyrektora FBI, zmuszonego przez RJK do zajęcia się mafią, podczas gdy Hoover zaprzeczał, że takowa istnieje, woląc skoncentrować się na zwalczaniu komunistów.
Jedno jest pewne – trawestując legendarnego polonijnego estradowca z Chicago – ani John, ani Robert już nie wrócą. Nigdy…

warszawskagazeta.pl

Użytkownik D.B. Cooper edytował ten post 02.06.2016 - 04:42

  • 10





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych