Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

Długaśne wyznanie moich dotychczasowych przeżyć.

historiastraszne opowieść zjawiska paranormalne

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
20 odpowiedzi w tym temacie

#1

Vivienne
  • Postów: 4
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Drodzy forumowicze, przybyłam tutaj, aby wreszcie wyrzucić z siebie historię moich przeżyć, którą wielokrotnie opowiadałam nielicznym znajomym, lecz nigdy w całości, gdyż każdy z osobna najzwyczajniej w świecie prosił mnie, bym oszczędziła jej/mu sennych koszmarów.

 

Z racji tego, iż historia ta jest przydługa i, powiedziałabym, "rozkręca się" z sytuacji na sytuację, zrozumiem, jeśli akurat Ty nie doczytasz jej do końca. Nie oczekuję także, że ktokolwiek z Was uwierzy całkowicie moim słowom, lecz zaręczam Wam, że te przeżycia są rzeczywistością i miały miejsce na przestrzeni kilkunastu lat, począwszy od mojego dzieciństwa, na ukończeniu liceum skończywszy. Gwoli wyjaśnienia, obecnie mam 22 lata, w miarę możliwości odizolowałam się od tematu zjawisk paranormalnych, a do tegoż wątku zawędrowałam w celu uporania się z moją traumą - poukładania tej plątaniny zdarzeń w odpowiedniej kolejności.

 

Od czego powinnam zacząć...? Może od zawiłych kolei losu mojej matki, która zaskakuje mnie po dziś dzień swoim dziwacznym charakterem. Nie twierdzę też, że jej przypadek wiąże się w jakikolwiek sposób z jakimś... pozaziemskim fenomenem, aczkolwiek jest on bez wątpienia wart przytoczenia. Moja babcia mieszka na wsi, gdzie wychowywała moją matkę, Zofię (przypadkowe imię, pozwoli mi uniknąć powtórzeń). Tak więc, pewnego dnia trzyletnia Zofia rozpłakała się wniebogłosy, i nie byłoby w tym nic dziwnego, powiecie, gdyby nie fakt, iż płacz ten znacznie przeciągnął się w czasie i dzieciak bezustannie wył, dzień i noc, przez niemalże dwa dni. Przerażona babcia zabrała Zosię do lekarza, który, nie będąc w stanie podać racjonalnej przyczyny zachowania dziecka, wysłał kobitkę na kolejne badania. I te nie przyniosły żadnego skutku. Moja babcia poczęła załamywać ręce. Jako, że gardzę pałaniem się numerologią tarotem czy innym tego typu świństwem, nie potrafię zbytnio zrozumieć pobudek, które mogły kierować moją babką w tamtym czasie; nawet największa matczyna miłość nie skłoniłaby mnie do podjęcia kroków, na które ona się zdecydowała. Koleżanka babci (nie wiem, kim była, wątpię nawet, że jeszcze żyje), poradziła jej zgłosić się z Zośką do jakiejś... nie wiem, jak to nazwać... wieszczki? Wróżbiarki? Znachorki? Może pomożecie mi w określeniu przedziwnego fachu tejże niewiasty? W każdym razie, moja babka ochoczo przyklasnęła w dłonie, słysząc ten nierozsądny pomysł. *Facepalm*

 

Z opowieści mojej babki, Barbary (kolejne przypadkowe imię), wynika, iż kiedy zabrała rozwrzeszczaną Zosię do tej kobiety, ta kazała wszystkim opuścić jej przybytek, zamknęła się z dzieciakiem w domu na cztery spusty i pozasłaniała wszystkie okna ciężkimi kotarami. Nie pamiętam dokładnie ile to wszystko mogło trwać, słyszałam tę opowieść dosyć dawno, ale ponoć po jakimś czasie dziecko nagle umilkło, a ta pseudo-znachorka wyniosła smacznie śpiącą Zośkę na rękach. Dziwne, doprawdy.

 

Jejciu, ta opowieść będzie znacznie dłuższa, niż przewidywałam. No, ale koniec z dygresjami. Przejdźmy do konkretów.

 

Społeczeństwo od zawsze uważało moją matkę za niezwykle ekscentryczną i nieco obłąkaną dziewczynę z licznymi problemami psychicznymi (nie dziwota, w sumie). W młodości zachowywała się skandalicznie, spotykała się z wieloma mężczyznami i za ich sprawą wielokrotnie zmieniała wiarę. W wieku bodajże 20 lat wstąpiła do sióstr zakonnych. Po kilku miesiącach siedzenia w zamkniętej klitce, pośród czterech betonowych ścian, z kawałkiem szmaty na pryczy postanowiła stamtąd uciec. Wyszła za mąż za mojego ojca, rozwiodła się po miesiącu, a niedługo potem, kiedy była ze mną w ciąży spotykała się w niejakim Jokielem, dzięki któremu stwierdziła, iż została stworzona do służby Bogu jako Żydówka. Wkrótce rozstała się i z tym mężczyzną, a związała się z kolejnym, który kazał jej oddać mnie do adopcji, co z bolącym sercem (tak sądzę) uczyniła. (Oddała także kolejną dwójkę swoich dzieci).

 

Przechodząc do sedna sprawy: piszę o wierze w Boga, gdyż dla mojej opowieści ma ona naprawdę duże znaczenie. NAPRAWDĘ. Ale o tym nieco później. Z domu dziecka prędko zabrała mnie moja babcia, Barbara. Wychowywałam się więc w domu, w którym wychowywała się także moja matka. Kiedy miałam mniej więcej sześć, może siedem lat, wraz z moimi kuzynkami, Olą i Beatą, jak co roku, odwiedziłyśmy ciotkę Ewę w wakacje. W ciągu dnia hasałyśmy po dworze, bawiąc się w najlepsze, za to prawie każdej nocy męczyły mnie przerażające wizje, o których wstydziłam się powiedzieć komukolwiek. W ogromnym domu mojej cioci był tzw. ostatni pokój, tak się go potocznie nazwało, gdyż był to tak jakby ślepy zaułek w całej posiadłości. Było tam takie wielgaaaaachne okno, zajmujące prawie całą ścianę, a po drugiej stronie pomieszczenia stało ogromne łóżko, które pomieściło naszą małą trójkę. Nie zapomnę, jak do późnej nocy leżałam z otwartymi oczyma, próbując usilnie myśleć o czymś przyjemnym, a jedyne, co nachodziło moją wyobraźnię, to zamaskowany wysoki mężczyzna bez twarzy, który non-stop przechadzał się pod starym, drewnianym oknem. Ubrany był w długi, czarny płaszcz. Nie pisnęłam ani słówka na ten temat. Bałam się. Kilka lat później dowiedziałam się, że słusznie.

 

Późniejsze lata życia pamiętam, jak przez mgłę, lecz szczególne wydarzenie, które miało miejsce, gdy jeszcze jako smarkacz i podlotek chodziłam do pobliskiej podstawówki, do dzisiaj wzbudza we mnie mieszane uczucia. Byłam głupia, ohoh, i to jeszcze jak! Były Walentynki, doskonale przypominam sobie głębokie zaspy śniegu, które przysypały chodniki, łąki i okoliczne pola. Jako, iż trwały ferie zimowe, swą obecnością uraczyła mnie moja ulubiona kuzynka, Ola (ta, która spędzała ze mną wakacje u cioci). Głupim dzieciom się nudziło, więc postanowiły pójść do niezbyt lubianej koleżanki i nieźle się zabawić, "przywołując" ducha jej zmarłego ojca, który za życia był bardzo agresywnym człowiekiem (*sigh*). Kto był prowodyrem całej sytuacji? A jakże, ja! Wzięłam pierwsze lepsze rekwizyty, typu: krucyfiks, zapałki, jakąś miskę z wodą i zdjęcie ojca dziewuchy, po czym zamknęłyśmy się w totalnie ciemnym pomieszczeniu (upewniłyśmy się, żeby było IDEALNIE ciemno), zapaliłyśmy świeczki i kazałam towarzyszkom przymknąć powieki. Pod ich nieuwagę postanowiłam pobawić się w prawdziwe medium, więc poprzestawiałam po cichu kilka rzeczy, wołając jednocześnie: "Duchu, przyjdź!" Oczywiście wewnątrz czułam się wybitnie rozbawiona tym, jakże wyszukanym, dowcipem, lecz kiedy seans się zakończył i nie przyniósł żadnego widocznego efektu, z nudów poszłyśmy pooglądać telewizję. Wtedy zaczęły dziać się przerażające rzeczy. W domu byłyśmy tylko we trzy, dziewczyna nie posiadała żadnych pupilków w postaci zwierzątek, więc dla nas, jako nieświadomych dzieciaków, niemożnością było wyjaśnienie tego, iż w drugim pokoju samoistnie na posadzkę rąbnął zegar, który stał w zupełnie innej części domu. Przybiegłyśmy na miejsce zdarzenia całkiem zdezorientowane, po czym uciekłyśmy ponownie do pokoju dziennego. Podejrzewam, iż po tym wydarzeniu zaczęła przejmować nad nami kontrolę wybujała wyobraźnia, przez co moja kuzynka wystraszyła się jakiegoś cienia, podobno widzianego w odbiciu lustra... Pozostałe szczegóły przemilczę, gdyż sama zastanawiam się nad ich autentycznością. Wiem tylko, iż tamten dzień MÓGŁ, powtarzam, mógł, ale nie musiał, być niejako zalążkiem późniejszych niewyjaśnionych sytuacji.

 

W kilka lat później, kiedy byłam już wzorową uczennicą szkoły gimnazjalnej w jednej z wiosek, znajdujących się na samym krańcu tegoż świata, podczas ferii ponownie odwiedziła mnie Ola. Z racji, iż nie byłyśmy wtedy jeszcze w posiadaniu najnowszych smart-fonów czy jak to się tam zwie, a odkryciem stulecia zwano ceglaną, niemiecką Motorolę, moja kuzynka zabrała ze sobą stary aparat cyfrowy. Postanowiłyśmy porobić sobie gimbusiarskie fotky. W tymże celu udałyśmy się na małą przechadzkę wzdłuż granicy lasku młodych brzózek, nieopodal domu mojej ciotki Ewy. Zapuściłyśmy się wyjątkowo daleko, gdyż nagle straciłyśmy poczucie czasu (zrobiło się naprawdę ciemno) i troszkę zbłądziłyśmy na tymże spacerze.

 

Postanowiłyśmy wrócić się wyjątkowo wąską ścieżką we wnętrzu jakiegoś lasu. Aparat Oli miał lampę błyskową, więc niezwykle uradowane nadarzającą się okazją wykonania idealnych zdjęć, postanowiłam na kilka chwil zamienić się w najprawdziwszą muzę. Wyginałam się, niczym modelka, więc jakież musiało być moje zdziwienie, kiedy kuzyneczka ciągle raczyła mnie krótkim: "Nie wyszło!", a później: "Czekaj, jeszcze raz." Po dziesiątym, czy tam trzydziestym razie, po prostu machnęłam ręką i znudzonym tonem rozkazałam jej pokazać mi żałosne wyniki moich starań. Ustałyśmy we dwie w samym środku ciemnego lasu i przeglądałyśmy moje zdjęcia. Na pierwszym z nich widniał jakby biały dymek, coś jak para z moich ust (fakt, było chłodnawo). Zdziwiło mnie jedynie to, iż ów dymek jawił się jako taka nieprzeźroczysta, całkiem biała materia. Kolejne zdjęcia pokazywały mnie w tej samej pozycji, moja głowa była zwrócona w tę samą stronę, a dym widniał na zupełnie innym fragmencie fotografii. Prawie na każdym zdjęciu znajdował się w innym miejscu, a jego kształt ulegał zmianie. Przy którymś zdjęciu z kolei po prostu zdębiałam. Za mną, niemalże wyższa o głowę, stała ciemna, zakapturzona postać. Widziałam jedynie zarys twarzy i puste oczodoły. Rozpłakałam się, wzięłam Olę za rękę i pobiegłyśmy razem w stronę jakiejkolwiek otwartej przestrzeni na złamanie karku.

 

Przyczłapałyśmy do domu mojej ciotki całe roztrzęsione i każdy, bez wyjątku, obejrzał te zdjęcia. Pamiętam to dokładnie. Moi sceptyczni wujkowie, prześmiewcze ciotki i starsze kuzynostwo - wszyscy jednym głosem stwierdzili, że zdjęcia są przerażające. Ojciec Oli zabrał aparat i obiecał, że jak tylko wróci do stolicy, zgra te zdjęcia na komputer i zapisze je na jakimś dysku. Założę się o wszystkie pieniądze tego świata, że wiecie, co się z tymi zdjęciami stało. W momencie, kiedy wujo wrzucił je na swój sprzęcior, komputer po prostu padł i trzeba było wgrywać całkowicie nowy system. Nie wiem, co się stało ze zdjęciami w aparacie, jeśli to macie na myśli. Nie zastanawiałam się na tym, szczerze powiedziawszy.

 

Jejku, piszę tę opowieść już drugą godzinę. Kręgosłup mi trzeszczy, kark mam obolały, a ręce wilgotne od potu. Piszę dalej.

 

Po ukończeniu gimnazjum nadeszły upragnione wakacje. Na zakończenie roku ksiądz katecheta zabrał moją klasę na jakieś religijne święto do jednego z polskich miast. Był tam oczywiście bazarek, na którym kupić można było przeróżne pstrokate pamiątki z podobizną ówczesnego papieża, Maryi czy Jezusa (srsly?). Mnie naszła jednak przedziwna chęć kupna czegoś zgoła innego, a mianowicie krzyżyka, dość sporego, jeśli mam być szczera, który miałabym założyć później na szyję. Spośród stosów różnorakich krzyży wybrałam jeden, zupełnie nieświadoma jego znaczenia.

 

W te właśnie wakacje (który to był rok? 2008 lub 2009) odwiedziła mnie... domyślacie się kto, czyż nie? Tak, Ola. Niestety już pierwszego dnia jej pobytu w moim domu sprawy przybrały nieco przykry obrót. Moja sąsiadka z naprzeciwka była starą, schorowaną kobietą, która w dniu swojej wyprowadzki postanowiła obdarować mnie prezentem na tyle wyjątkowym, że w chwili otrzymywania go, ściskania go w dłoniach, moje oczy lśniły prawdziwą zachłannością, gdyż wtenczas uwielbiałam temat zjawisk niewyjaśnionych. Kobieta ta, ku mojemu zdziwieniu, podarowała mi na pożegnanie książkę (za cholerę nie mogę przypomnieć sobie jej tytułu) traktującą o ludziach, którzy nagminnie doświadczali odwiedzin dusz z zaświatów.

 

Moja babcia i jej mąż (których po dziś dzień nazywam mamą i tatą; tak, to zagmatwane) wychodzili wtedy do pracy "na raty". Przypuśćmy, wychodzili do roboty siedem razy dziennie, mając po dwie godziny przerwy. Po zmroku także pracowali. Wtedy akurat wychodzili mniej więcej o dwunastej, a wracali o trzeciej w nocy.

 

Korzystając z okazji, zabrałyśmy z Olą tajemniczą księgę od schorowanej kobieciny, po czym zamknęłyśmy się z podarunkiem w moim niewielkim pokoiku. To wspomnienie tak mocno wryło się w moją pamieć, że jestem w stanie przypomnieć sobie każdy, nawet najmniejszy szczegół całego zajścia. Usiadłam wtedy na podłodze z otwartą książką o duchach, Ola siedziała na kanapie, tuż przy zamkniętych drzwiach. Chłonęłyśmy kolejne paragrafy historyjek z rozdziawionymi ustami, a po moich plecach co i raz przebiegał zimny dreszcz, co wcale mi nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie; czułam się mocno nabuzowana adrenaliną.

 

To stało się jakąś godzinę po wyjściu moich rodziców. Wciąż czytałam Oli książkę, kiedy niepostrzeżenie, całkowicie mimowolnie, odłożyłam ją na bok. Broń Boże, nie przeraziła mnie mechaniczność moich ruchów, czy nawet nagła cisza w całym domu, a świadomość, że mimika na twarzy Oli uległa zmianie w tym samym momencie co moja - wymalował się na niej jakby strach. Wierzcie mi lub nie; ta cała sytuacja wychodzi poza moje zdroworozsądkowe myślenie i gdybym była na Waszym miejscu, z pewnością mocno wątpiłabym w prawdziwość tego wyznania, lecz właśnie przez to dziadostwo przeszłam. Poczułam się jak na haju (nie, żebym wiedziała, jak to jest :D ), całe pomieszczenie wypełniło takie ciężkie, duszne powietrze, że z trudnością przychodziło mi zaczerpnięcie najmniejszego oddechu. Obraz przed moimi oczyma uległ nieco zniekształceniu, ale mój zmysł słuchu wyostrzył się niesamowicie. Słyszałam najdrobniejsze szmery, dochodzące zza ściany. I wtem jakby coś usilnie pragnęło zwórcic na siebie naszą uwagę. Dosłownie w tym samym momencie straciłyśmy stuprocentowe panowanie nad swoimi kończynami.

 

Wyobraźcie sobie, że jesteście uwięzieni w swoim ciele, czujecie potworny strach i napięcie, jakby za moment miało wydarzyć się coś makabrycznego, a Wasza cielesna powłoka ma niejako odrębną świadomość i robi, co jej się żywnie podoba, jednak wbrew Waszej woli. Już lepiej tego nie opiszę. Co dokładnie "zrobiłyśmy"? Nasze głowy skierowały się na kraniec lewej ściany (w tym samym momencie!), dopiero potem usłyszałyśmy (i poczułyśmy!) bardzo drobne, ale potwornie ciężkie kroki, jakby jakiś potężny, zwalisty facet biegł tempem dziecka wzdłuż ściany mojego pokoju (po drugiej stronie, rzecz jasna). Kroki dudniły dosłownie w cały domu, podłoga pod moim tyłkiem drżała, nie żartuję. Nasz strach sięgnął zenitu, kiedy kroki ustały przed zamkniętymi drzwiami mojego pokoju. O, zgrozo. Dopiero wtedy odzyskałyśmy nad sobą kontrolę. Z przerażeniem zerknęłyśmy po sobie, po czym Ola wyszeptała, że to coś za moment wyważy drzwi. Przez kolejne pięć minut siedziałyśmy w kompletnej ciszy, dopóki nie usłyszałyśmy ponownie tych dudniących kroków. Przetoczyły się jakby przez całą długość kuchni, a ucichły przy tuż kuchennym oknie. Wiem doskonale, że ta istota (takie tam moje banalne określenie) umknęła przez uchylone okno na kilkanaście minut przed przybyciem moich rodziców z pracy. Od tamtej pory, przez kolejne trzy tygodnie to coś męczyło mnie noc w noc. Noc w noc z okropnymi dźwiękami, które dochodziły z każdej strony domu, a ponadto dziesiątki przerażających snów (może paraliżów sennych?), które jawiły mi się, jako rzeczywistość.

 

Wrócę tu niebawem, aby dokończyć tę historię. Jest już grubo po północy, a mój narzeczony kipi wściekłością, że jeszcze się nie kładę, a przecież jutro rano trzeba wstać do pracy :) Dobrej nocy moi mili.


Użytkownik Vivienne edytował ten post 29.05.2016 - 23:37

  • 4

#2

Legendarny.
  • Postów: 897
  • Tematów: 175
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ciekawie się czyta, czekam na ciąg dalszy.
  • 0



#3

Wszystko
  • Postów: 7701
  • Tematów: 53
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Piszesz że masz 22 lata. W czasie kiedy chodziłaś do gimnazjum hitem była, jak twierdzisz, jakaś stara nokia. A przecież do gimbazy chodziłaś kilka lat temu. W roku 2011 wyszedł samsung s2.
  • 0



#4

Vivienne
  • Postów: 4
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Kochany mój Wszystko, na wsi hitem był wtedy także rudy Polonez, gdyż nie każdy mógł sobie na jakiekolwiek auto pozwolić :)

Użytkownik Vivienne edytował ten post 30.05.2016 - 08:04

  • 0

#5

dziewięć

    Apprentice

  • Postów: 324
  • Tematów: 8
  • Płeć:Kobieta
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Oh ^^ Prześwietnie się czyta.

 

Oczywiście w to co napisałaś nie wierzę. Zbyt schematyczne (właściwie kto powiedział, że duchy nie mogą być schematyczne. No, ale tak to juz jest, że w banały trudniej jest uwierzyć). Poza tym, pomimo starań, nigdy żadnego ducha nie widziałam a podejrzewam, że gdyby istniały, musiałabym zobaczyć jakiegoś chociaż raz. 

Kiedy byłam mała też zostałam zabrana do takiej wioskowej uzdorwiecielki. W moim regionie na nią mówi się "baba". Pomogła, tzn. jej przerażająca aparycja i smród w chałupie. To robi wrażenie na dziecku, więc myślę, że pomocna była na zasadzie zadania terapeutycznej traumy. 

W wieku młodzieńczym bawiłam się też w wywoływanie duchów. Mniej lub bardziej na serio. W przywoływanie demonów. Z krzyżami, z tarotem. I nic. Tylko raz cała paczką papieru toaletowego spadła mi z szafki, ale był to raczej wynik działania siły ciążenia. Może zaświaty mnie nie lubią.

 

W każdym razie historia jest opisana tak, że chętnie przeczytam kontynuację.


  • 0



#6

Ania:)
  • Postów: 63
  • Tematów: 4
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ciekawe! A ja wierzę, bo też miałam takie niewytłumaczalne przypadki :P Czekam na ciąg dalszy :)


  • 0

#7

Slimsli
  • Postów: 11
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ale super! Czekam również :D 


  • 0

#8

Wszystko
  • Postów: 7701
  • Tematów: 53
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Od 2005 roku pojawiały się pierwsze telefony z aparatami, w 2007 można było już kupić nokię z aparatem 5 mpx, było to w latach gdy miałaś 12-14 lat, czyli na początku gimnazjum. Więc albo nie pamiętasz albo coś kręcisz.
  • 0



#9

Vivienne
  • Postów: 4
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Mój drogi Wszystko, opisuję tę historię dokładnie tak, jak ją zapamiętałam. Nie przywiązuję zbyt dużej uwagi do technologicznych nowinek, więc błagam, oszczędź mi czepiania się każdego napotkanego w tekście słówka. Aby zaspokoić Twoją dociekliwość, w moim pierwszym poście widnieje nazwa Motorola, gdyż właśnie takowy telefon posiadałam w tamtym czasie. Był srebrny, miał grubą klapkę i aparat. Widniało na nim także maleńkie czerwone logo firmy Vodafone.

 

Nie musisz mi wierzyć, wszakże nie przybyłam na to forum, abyś zastanawiał się wnikliwie nad autentycznością mojego wyznania. Choć przyznaję, iż sceptycyzm to złoty środek na szaleństwo dzisiejszego świata. Jeśli nie dajesz wiary moim słowom, a jakimś cudem wciąż odwiedzasz ów wątek, po prostu przysiądź przed monitorem z kubkiem gorącej herbaty i puszystym kotkiem na kolanach i doczytaj dalszą część prostej historyjki na samotne wieczory. Jeśli nie masz ochoty, nie czytaj i po kłopocie :)


Użytkownik Vivienne edytował ten post 30.05.2016 - 17:34

  • 0

#10

Wszystko
  • Postów: 7701
  • Tematów: 53
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

To tak krótko.

Historia ze zdjęciami robionymi aparatem to bajeczka. Że niby komp padł, zakapturzona postać za tobą stała, dym było widać. To  sama mgła nie wystarczyła? No przecież, byśmy napisali, że to mgła z papierosa albo para wodna. Dlatego trzeba było dodać do tego tą postać. Jakie to oryginalne. Nawet gdyby komp padł w czasie kopiowania tych zdjęć, to powinny zostać na karcie pamięci.

Historia z wywoływaniem duchów. Częściowo prawdziwa, pewnie bawiliście się w jakiś seans, ale reszta jest przekoloryzowana.

Historia z książką o duchach. Dostałaś książkę i ją czytałaś, reszta tej opowiastki jest nieprawdziwa.

https://pl.wikipedia...iki/Pseudologia

 

Zmyślać też trzeba umieć.


Użytkownik Wszystko edytował ten post 30.05.2016 - 20:14

  • 0



#11

Vivienne
  • Postów: 4
  • Tematów: 1
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ugh. Nie chcę zrazić się do forum przez osoby nieudolnie próbujące zabłysnąć intelektualnie. Po raz ostatni więc wdaję się w niepotrzebną polemikę z tymi, którzy niesłusznie mają się za wszechwiedzących i na dodatek nie potrafią czytać ze zrozumieniem. 

 

Powtarzam po raz ostatni: nie obchodzi mnie zbytnio to, w co wierzysz. Nie musisz tak usilnie udowadniać swoich racji, gdyż moim pierwotnym zamysłem nie było uzyskanie od Ciebie, drogi przedmówco, najmniejszej pomocy w tej materii. Chcę się tylko wygadać i nie czuję wielkiej potrzeby wdawania się z Tobą w dyskusję pełną nieprzyjemnych uwag i nieuzasadnionych uprzedzeń. Skąd wiesz, że zmyślam? Może właśnie dokładnie tak to wszystko pamiętam? Nieważne. Żałuję, iż w ogóle wymieniałam z Tobą posty. 

 

Nie życzę sobie także, abyś tak bezczelnie nazywał mnie kłamcą, podrzucając śmieszne linki z pseudonaukowymi treściami z Wikipedii. Ten wątek miał służyć wyłącznie umilaniu czasu innym forumowiczom. Założę się, że tacy jak Ty skutecznie odstraszają nowo przybyłych użytkowników. 


Użytkownik Vivienne edytował ten post 30.05.2016 - 20:41

  • 1

#12

Wszystko
  • Postów: 7701
  • Tematów: 53
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Ten wątek miał służyć wyłącznie umilaniu czasu innym forumowiczom

 

.No  i sprawa jest jasna. Umilanie czasu,  opowieści na pobudzenie wyobraźni, straszne historyjki tzw. krepipasty. dla grupy wiekowej 14-18 lat.


  • -5



#13

Kateshi
  • Postów: 1
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

 

Ten wątek miał służyć wyłącznie umilaniu czasu innym forumowiczom

 

.No  i sprawa jest jasna. Umilanie czasu,  opowieści na pobudzenie wyobraźni, straszne historyjki tzw. krepipasty. dla grupy wiekowej 14-18 lat.

 

Zarejestrowałem się tylko żeby to napisać - co za typowy polaczek. 

Co do opowieści - pomyślałbyś, że pod napływem emocji jako dziecko w czasie dorastania niektóre rzeczy mogła sobie tak przywidzieć(a może nie). W każdym razie kto wie co się może w tym astralu dziać(hehe pozdro dla qmatych). Bardzo fajnie mi się czyta. Pozdrawiam i mam nadzieję na dalszą część.

 

obraza.gif

 

Proszę nie pisać w ten sposób do innych użytkowników.

Alis


  • 0

#14

FoxX
  • Postów: 102
  • Tematów: 1
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja zadowalająca
Reputacja

Napisano

Przeczytałem całość. Jak dla mnie kilka-kilkanaście historii niekoniecznie ze sobą powiązanych, ale w tym opowiadaniu na siłę szukane są powiązania i podobieństwa. Nie rozumiem, co ma do tego Twoja biologiczna matka, której historię tu przedstawiasz także. Większość rzeczy zapewne można wyjaśnić w racjonalny sposób. Dymem na zdjęciach mogła być para wodna i powietrze wydostające się z ust i unoszące się ku górze(a więc i zmieniające pozycje i kształt). Postać mogła być tylko złudzeniem na zdjęciu z kształtów otoczenia i takiego, a nie innego błysku flasha. Jak już szukać powiązań ze zjawiskami rzekomo paranormalnymi to wszystko skupia się nie w okół Twojej rodziny, ale Twojej koleżanki.


  • 1

#15

Ania:)
  • Postów: 63
  • Tematów: 4
  • Płeć:Kobieta
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Nie przejmuj się sceptykami, im pewnie gdyby ducha postawić przed oczami to by mówili że im się wydaje lub mają halucynacje... Opowiadaj dalej :)


  • -1


 


Inne tematy z jednym lub większą liczbą słów kluczowych: historiastraszne, opowieść, zjawiska paranormalne

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u