Skocz do zawartości




Zdjęcie

Tajemnice bilokacji


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
12 odpowiedzi w tym temacie

#1

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5088
  • Tematów: 673
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 23
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

*
Popularny

Hiszpańska zakonnica latami ewangelizowała Indian, nie opuszczając murów swojego klasztoru. Kapucyn Ojciec Pio dawał rozgrzeszenie umierającym, nie ruszając się ze swej celi. Pewna francuska nauczycielka aż dziewiętnaście razy straciła posadę, bo uczennice w tym samym czasie widywały ją w klasie i w ogrodzie.

 

 

 

6575_teleportacja.jpg

fot/obrazki.jeja.pl

 

Historia parapsychologii zna wiele takich przypadków, kiedy jeden człowiek znajduje się naraz w dwóch miejscach. Zjawisko to nazywane jest bilokacją. Słowo to jest zbitką dwóch łacińskich wyrazów: bis – co znaczy „dwukrotnie” i location – co oznacza „miejsce”. Z bilokacją wiąże się zwykle eksterioryzacja (wyjście z ciała) oraz teleportacja (przemieszczenie danej osoby w czasie lub przestrzeni). Najczęściej przytaczanym przykładem jest historia z 1593 r., kiedy to pewien hiszpański żołnierz stał na warcie przed pałacem gubernatora w Manili na Filipinach i nagle, w oka mgnieniu, znalazł się w mieście Meksyk na innym kontynencie. Uznano go za czarownika. Groziło mu więzienie, a nawet śmierć, jednak sprawa wyjaśniła się pomyślnie dla niego, choć biedak nie potrafił wyjaśnić, jak doszło do tego incydentu.

 

Opowieści o bilokacji można spotkać w różnych kręgach kulturowych. W Autobiografii jogina Paramahansy Joganandy został opisany posiadający tę umiejętność indyjski mistrz duchowy Śri Jukteśwar Giri. W sagach islandzkich znajdziemy historie wojowników, którzy podczas bitwy wpadali w trans i przemieszczali się w odległe miejsca. W Starym Testamencie są historie żydowskich patriarchów, którzy teleportowali się bez pomocy żadnych urządzeń. Prorok Eliasz wstąpił przez wicher do nieba. Habakuk tajemniczym sposobem przeniósł się z Judei do Babilonu, by nakarmić Daniela w lwiej jamie. Proroka Ezechiela duch uniósł i zaniósł go do wschodniej bramy domu Pana. Zdolność bilokacji posiadał święty Piotr, który cudownym sposobem wydostał się z więzienia. Być może wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa także było bilokacją? Taką śmiałą tezę stawia Floyd D. Randall w książce Tajemny świat cudów i wizji. Mistycy, cudotwórcy i niewiarygodne wydarzenia.

 

Według Jeana-Jacquesa Antier i Jeana Guittona, autorów pracy Tajemne moce wiary, bilokacja jest swego rodzaju rozszczepieniem świadomości, która jednocześnie odłącza się od ciała. Wymieniają oni trzy etapy tego procesu: widzenie na odległość, doświadczenie świadomości poza czasem i przestrzenią, a w końcu – całkowite przemieszczenie się duchem i ciałem w inne miejsce. W tym trzecim przypadku osoba doznająca wizji faktycznie widziana jest w dwóch różnych miejscach. Osobnicy, mający predyspozycje, potrafią czytać na odległość zapieczętowane listy. Odwiedzają odległe miejscowości. (…) Duch takiego osobnika zdaje się przemieszczać w przestrzeni. Przemierza jakiś kraj, porusza się wzdłuż jakiejś rzeki, spostrzega jakieś miasto, kieruje się ulicami, itd.

 

Legenda mówi, że w 1226 r. święty Antoni Padewski wygłaszał kazanie w kościele w Limoges, a w tym samym czasie odprawiał mszę w kaplicy p.w. Braci Mniejszych. Inni święci katoliccy, którym przypisywano umiejętność bilokacji, to średniowieczna mistyczka Ludwina z Schiedam, franciszkanin Józef z Kupertynu (który jeszcze bardziej zasłynął swymi lewitacjami) oraz włoski biskup Alfons Liguori, założyciel zgromadzenia redemptorystów, który w 1774 r., leżąc na łożu boleści, jednocześnie zjawił się w Rzymie i był obecny przy zgonie papieża Klemensa XVI.

 

2.jpg

fot/4wymiar

 

W XX w. francuska wizjonerka, sparaliżowana od wielu lat Marta Robin, odwiedziła umierającą kobietę, by się przy niej pomodlić. W czasie II wojny światowej jeńcom wojennym w Niemczech ukazała się francuska zakonnica Yvonne Beauvais i pomogła im w ucieczce z niewoli.

 

Podróże „pani w błękicie”

 

Jednymi z najciekawszych są bilokacje hiszpańskiej zakonnicy, siostry Marii Fernández Coronel y Arana, znanej jako Maria de Agreda, przełożonej klasztoru koncepcjonistek w mieście Agreda w prowincji Kastylia. Koncepcjonistki były zakonem kontemplacyjnym, spędzały czas na wiecznej modlitwie i nie wychodziły na zewnątrz. A mimo tego, jedna z nich w cudowny sposób podróżowała do Ameryki Północnej. Z początku tylko modliła się za dusze pozostających w pogaństwie Indian. Potem zaczęły się wizje, w których ujrzała mieszkańców Północnej Ameryki. Pewnego razu zorientowała się, że jest w innym miejscu, gdzieś poza klasztorem. Było tam cieplej niż w Hiszpanii, rosły inne rośliny.

Zaczęła rozmawiać ze spotkanymi ludźmi i szerzyć podstawy wiary katolickiej. O dziwo, okazało się, że chociaż ona mówiła po hiszpańsku, a oni w swoim języku, rozumieli się doskonale! Po raz pierwszy zdarzyło się to w 1620 r. Od tamtej pory aż 500 razy w cudowny sposób przenosiła się do Nowego Meksyku, Teksasu i Arizony. Zjawisko to trwało do 1631 r. Później odkryto, że niezwykła mniszka zostawiła w Ameryce materialne ślady swoich wizyt, m.in. przenośny kamienny ołtarz pokryty symbolami religijnymi i figury kilku świętych, a także rzeźbę przedstawiającą Chrystusa.

 

Retrato de Sor M? de Jesús.Siglo XVII.jpg

fot/mariadeagreda.org

 

Sprawa wyszła na jaw dzięki europejskim misjonarzom, którzy towarzyszyli kolonizatorom Ameryki. Od spotkanych tam Indian dowiedzieli się, że przychodzi do nich z nieba piękna, biała „bogini”, która opowiada im o Bogu. W 1629 r. do misji franciszkańskiej w Santa Fe dotarło pięćdziesięciu Indian, którzy przedzierali się pieszo kilkaset kilometrów przez pustynię. Twierdzili, że skierowała ich tutaj młoda, biała kobieta w niebieskim płaszczu. Podobno wytłumaczyła im dokładnie, gdzie mają szukać katolickich księży. Indianie prosili o przysłanie kilku misjonarzy i ochrzczenie całej ich wioski.

 

Franciszkanie z Santa Fe byli w szoku. Jeden z nich właśnie niedawno przeczytał książkę Marii de Agreda Mistyczne miasto Boga, w której zakonnica opisywała swoje wizjonerskie podróże do odległych krajów. Wymieniała tam nazwę dzikiego plemienia, które spotkała. Według niej, ludzie ci nazywali się „Titlas”. Natomiast Indianie, którzy przyszli do misji określali siebie jako „Tejas” lub „Texans”. Misjonarze uznali więc, że Maria de Agreda odwiedzała właśnie to plemię, tylko inaczej zapisała jego nazwę. Dodatkowym tropem były niebieskie szaty białej „bogini”. Takie właśnie błękitne płaszcze nosiły zakonnice z klasztoru koncepcjonistek.

 

Zaintrygowani księża w towarzystwie żołnierzy ruszyli w drogę do wioski Indian. Na miejscu okazało się, że rzekomi poganie doskonale znają podstawy religii chrześcijańskiej. Później odbył się masowy chrzest, podczas którego – jak wieść niesie – wyzdrowieli wszyscy znajdujący się tam chorzy. Przełożony misji w Santa Fe, ojciec Alonso de Benavides, opisał całe to zdarzenie w liście do papieża Urbana VII. W 1630 r. osobiście pojechał do Hiszpanii, by powiadomić o tym króla. Spotkał się również z Marią de Agreda, która opowiedziała mu o innych, jeszcze nieodkrytych przez białego człowieka, plemionach i o zwyczajach panujących w Ameryce. Sprawa jej nadzwyczajnych zdolności stała się głośna. Święta Inkwizycja prowadziła dochodzenie na ten temat i zakonnica dwa razy była przesłuchiwana przez jej urzędników, dlatego ten przypadek jest wyjątkowo dobrze udokumentowany.

 

Postać tajemniczej „pani w błękicie” weszła na stałe do folkloru plemion indiańskich z Arizony i Nowego Meksyku. Legendy te okazały się na tyle trwałe, że jeszcze w 1840 r. opowiadano, iż tajemnicza zakonnica w niebieskim płaszczu pojawia się znikąd, by pomagać chorym na malarię, a tam gdzie stąpnie – wyrastają błękitne kwiaty. Maria de Agreda zmarła w 1665 r. Po śmierci została katolicką świętą. Jej ciało do dziś nie uległo rozkładowi.

 

cuerpo_incorrupto_maria_jesus_agreda.jpg

fot/panoramio.com

 

Niezwykły Ojciec Pio

 

W XX w. z powodu swych licznych bilokacji zasłynął skromny, włoski zakonnik z klasztoru kapucynów w małym miasteczku San Giovanni Rotondo, Ojciec Pio z Pietrelciny. Podczas pierwszej wojny światowej ukazał się w pokoju szefa sztabu włoskiej armii, generała Luigiego Cadorny w pałacu w Treviso, by odwieść go od samobójstwa. Wojskowy został bowiem obwiniony za klęskę armii włoskiej w bitwie pod Caporetto, był w strasznej depresji i już przykładał sobie naładowany pistolet do skroni, gdy nagle, w swym zamkniętym od środka pokoju, zobaczył jakiegoś mnicha, który powiedział: „Generale, czemu robi pan takie głupstwo?”. Zdziwiony wojskowy odłożył broń i wypadł na korytarz, pytając wartowników o nieznajomego. Okazało się, że żołnierze o niczym nie wiedzą. Kilka lat później generał Cadorna przeczytał w gazecie o zakonniku, który czyni cuda w rejonie Gargano. W tajemnicy pojechał tam i rozpoznał w nim kapucyna, który uratował go przed śmiercią.

 

tr07.jpg

fot/zakarpattya.net.ua

 

W 1917 r. jeden z mnichów zauważył, że Ojciec Pio stoi przy oknie, patrzy do góry i coś mówi do siebie. Były to słowa odpuszczenia win i rozgrzeszenia. Po paru dniach do klasztoru przyszedł telegram z Turynu, w którym ktoś dziękował przeorowi za przysłanie Ojca Pio, by asystował przy śmierci jakiegoś mężczyzny. Okazało się, że umierał on w tym samym momencie, kiedy niezwykły kapucyn dawał mu rozgrzeszenie w San Giovanni Rotondo. Jak się potem wyjaśniło, przeor nigdzie go nie wysyłał, zakonnik sam się tam przeniósł, by przynieść ulgę leżącemu na łożu śmierci człowiekowi. Trudno opisać, jakież było zdziwienie obradujących duchownych, kiedy w 1926 r. Ojciec Pio zjawił się w dobrze strzeżonym pokoju w Watykanie, podczas spotkania papieża Piusa XI z komisją Świętego Oficjum, na którym omawiano jego nadzwyczajny przypadek!

 

W czasie II wojny światowej, podczas alianckiej ofensywy we Włoszech, amerykańscy piloci, którzy nadlecieli, by zrzucić bomby na San Giovanni Rotondo, zobaczyli ze zdziwieniem, że na niebie nad miasteczkiem unosi się w powietrzu mnich w habicie z rozłożonymi szeroko rękami. Lotnicy nie mogli wykonać swojego zadania, bo ich samoloty nagle same z siebie zmieniły kurs. Uznano, że to lewitujący zakonnik ochronił cywilów przed śmiercią. Po wojnie kilku z tych pilotów rozpoznało w nim włoskiego kapucyna, Ojca Pio. Nie trzeba dodawać, iż w tym czasie zakonnik nie ruszał się ze swojego klasztoru.

 

Pewien kapitan piechoty włoskiej armii twierdził, że Ojciec Pio uratował go na polu bitwy. W pewnym momencie, podczas ostrego ostrzału artyleryjskiego, koło oficera pojawił się nieznajomy kapucyn, który kazał mu natychmiast uciekać. Kapitan ruszył w jego kierunku, a wtedy tuż za jego plecami, w miejscu, gdzie stał wcześniej, wybuchł granat. Po chwili rozejrzał się, ale nigdzie nie było widać zakonnika. Już po wojnie ten sam oficer przypadkiem wszedł do zakrystii, gdzie Ojciec Pio przygotowywał się do mszy. Poznał w nim człowieka, który ocalił mu życie. Kolejny incydent związany jest z amerykańskim lotnikiem, którego samolot został zbombardowany przez Japończyków i zaczął się palić podczas lotu. Załoga nie zdążyła wyciągnąć spadochronów. – Tylko mnie udało się wydostać z płomieni. Nie mam pojęcia, jak do tego doszło. Próbowałem otworzyć spadochron, ale bezskutecznie. Rozbiłbym się o ziemię, gdyby nie pomoc mnicha, który ni stąd, ni zowąd pojawił się w powietrzu. Miał habit franciszkański i białą brodę. Wziął mnie w ramiona i położył delikatnie na ziemi. Nikt nie mógł w to uwierzyć. Po wojnie rozpoznałem go na obrazku mojej matki. Powiedziała, że to Ojciec Pio. Mówiła, że w czasie wojny modliła się do niego, by się mną opiekował – opowiadał pilot, który po wojnie wraz z rodziną pojechał do San Giovanni Rotondo, by podziękować kapucynowi za uratowanie życia.

 

Ciekawe są paranormalne wizyty Ojca Pio w krajach komunistycznych, gdzie – jak wiadomo – w żadnym wypadku nie zostałby oficjalnie wpuszczony. W 1951 r. odprawił mszę w pewnym klasztorze żeńskim w Czechosłowacji. W 1956 r. przeniknął do więzienia w Budapeszcie, gdzie przebywał węgierski kardynał József Mindszenty. Pojawił się także w sądzie w Jugosławii podczas procesu chorwackiego kardynała Alojzego Stepinaca. Mówiono również, że odwiedzał w celach księży uwięzionych przez władze PRL-u.

 

Pechowa nauczycielka

 

Emilia Sagée nie była katolicką świętą, ale zwykłą francuską nauczycielką, która w XIX w. przyjechała z Dijon do miasteczka Wolmar koło Rygi, do pracy w Instytucie Wychowawczym dla Dziewcząt. Szkoła mieściła się w Pensjonacie Neuwelcke. Uczyły się tam panienki z najlepszych inflanckich rodów szlacheckich. Sagée miała nieco ponad 30 lat, była inteligentna, wykształcona, lubiana i ceniona za swą pracę. Budziła jednak lęk, bo została obdarzona nadnaturalnymi umiejętnościami.

 

20140218-015202.jpg

fot/coolinterestingstuff.com

 

Przypadek ten opisał angielski badacz Robert Dale Owen: W kilka tygodni po przybyciu panny Sagée między wychowankami zaczęły krążyć dziwne pogłoski i relacje o jednoczesnym przebywaniu wychowawczyni w kilku miejscach. Tak np. kiedyś panna Sagée prowadziła lekcję z 13 dziewczętami. (…) Podczas wykładu, gdy nauczycielka pisała kredą na tablicy, dziewczęta zauważyły z przerażeniem dwie panny Sagée stojące obok siebie. Były one identyczne i wykonywały te same ruchy z tym że osoba rzeczywista trzymała w ręku kawałek kredy i pisała nim, podczas gdy sobowtór jedynie naśladował czynność pisania. Wypadek ten wywołał naturalnie w zakładzie wielką sensację. (…) Wkrótce potem, gdy jedna z wychowanek, Antonina von Wrangel, otrzymała wraz z kilkoma innymi dziewczętami zezwolenie na odwiedzenie „wiejskiej warowni” i ubierała się, panna Sagée pomagała jej w tym zajęciu. W pewnym momencie Antonina dostrzegła w lustrze dwie panny Sagée, które zapinały jej ubranie. Dziewczyna z przerażenia zemdlała. Upływały miesiące, a podobne fenomeny wciąż się mnożyły. Niekiedy podczas obiadu sobowtór nauczycielki zjawiał się z tyłu jej krzesła i powtarzał jej ruchy, jednak nie miał ani noża, ani widelca, a także spożywanego pokarmu.

 

Najbardziej przerażające zdarzenie miało miejsce wtedy, kiedy pewnego wieczoru wszystkie pensjonarki zebrały się w jednym dużym pomieszczeniu i haftowały. Pilnująca ich panna Sagée siedziała w tym samym pokoju na fotelu. Jednak w pewnym momencie dziewczęta dostrzegły przez okna, że sobowtór nauczycielki pieli grządki z kwiatami w ogrodzie. Dwie najodważniejsze uczennice dotknęły ciała znieruchomiałej w fotelu wychowawczyni. Okazało się, że ich ręce przechodzą przez nią niczym przez ducha! Zjawiska te trwały półtora roku. Uczennice coraz bardziej bały się swojej nauczycielki i nie chciały dłużej przebywać w tym pensjonacie. Ich liczba coraz bardziej się zmniejszała. W końcu władze szkoły zmuszone były zwolnić pechową Francuzkę. Jak się potem wyjaśniło, była to już 19. posada, którą utraciła z powodu swoich zdolności. Później wyjechała w głąb Rosji i słuch o niej zaginął.

 

bilocation_dedoublement_doppelganger_ubiquite.JPG

fot/zmiennoksztaltne.blog.spot

 

Zjawisko bilokacji zostało udowodnione laboratoryjnie. Na początku XX w. badania nad nim prowadzili m.in. francuscy lekarze Charles Richet oraz Gustav Geley, a także Ernesto Bozzano, włoski specjalista od bilokacji świętych. Po drugiej wojnie światowej zainteresowali się nim naukowcy radzieccy i amerykańscy. Zarówno jedni, jak i drudzy próbowali wykorzystać bilokację do niecnych celów, głównie do szpiegowania i dezorientacji wrogów.

 

Alicja Łukawska

 

Źródło:  logo.jpg

 

 


  • 6



#2

Endinajla.

    Empatyczny Demon

  • Postów: 2092
  • Tematów: 159
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Hiszpańska zakonnica latami ewangelizowała Indian, nie opuszczając murów swojego klasztoru. Kapucyn Ojciec Pio dawał rozgrzeszenie umierającym, nie ruszając się ze swej celi. Pewna francuska nauczycielka aż dziewiętnaście razy straciła posadę, bo uczennice w tym samym czasie widywały ją w klasie i w ogrodzie.

 

 

Kiedyś za czasów szkoły mój kumpel próbował mi wmówić, że mijał mnie na przejściu kolejowym.

Kiedy tłumaczyłam mu , że tamtego dnia nie było mnie tam, to zaczął się buntować, że sobie z niego jaja robię.

No to powiedziałam  mu " Może mijałeś kogoś podobnego do mnie" , ale tylko usłyszałam " To na sto procent byłaś ty!" No i weź się z takim dogadaj :/

Czy taka bilokacja może być całkowicie spontaniczna ? Nieświadoma?


  • 0



#3

Wszystko.
  • Postów: 9134
  • Tematów: 71
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Przykro mi ale cała ówczesna wiedza stwierdza że coś takiego jak bilokacja nie ma  żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Większość z tych obserwacji opisanych w arcie miała miejsce gdy nie było jeszcze w użyciu kamer czy aparatów a jak były to mało kto je miał i  żeby zrobić zdjęcie to nie była prosta sprawa. Dlatego te obserwacje ojca Pio to głównie anegdoty i niczym nie poparte opowieści. Ich wiarygodność jest porównywalna z tymi historiami gdzie ktoś widział Elvisa.

Więc tak samo jak ktoś widział Ciebie, tak również w dawnych czasach twierdzono że widziano świętych.





#4

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5088
  • Tematów: 673
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 23
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Bo tak naprawdę, jest z tym jak z UFO, ci, co wierzą, że jest, wierzą w to, pomimo tego, że nikt tego UFO jeszcze (oficjalnie) nie złapał.

 

Zjawisko bilokacji zostało udowodnione laboratoryjnie. Na początku XX w. badania nad nim prowadzili m.in. francuscy lekarze Charles Richet oraz Gustav Geley, a także Ernesto Bozzano, włoski specjalista od bilokacji świętych. 

Tak napisano w arcie, a ja chciałbym kiedyś obejrzeć te badania laboratoryjne, tym bardziej, że poparto je konkretnymi nazwiskami. No, chyba, że były to badania prowadzone na zlecenie Watykanu i na jego terenie. W takim przypadku, nawet za 250 lat nie ujrzą światła dziennego.


  • 0



#5

Wszystko.
  • Postów: 9134
  • Tematów: 71
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Fececi wymienieni w tym fragmencie zajmowali się spirytyzmem z mediami. Pisanie że oni udowodnili bilokację to wynik słabej znajomości tematu.



#6

Staniq.

    In principio erat Verbum.

  • Postów: 5088
  • Tematów: 673
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 23
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Pozwolisz sobie podkreślić:

 

 

 

Zjawisko bilokacji zostało udowodnione laboratoryjnie. 

Tak napisano w arcie...

Tak twierdzi autor tematu, nie ja. Pozwoliłem sobie sprawdzić kim zacz są ci panowie, zanim temat się tu znalazł. Znając przewrotność badaczy i ich zleceniodawców, "com napisał, napisałem..."

O badaczach i zleceniodawcach tak ogólnie piszę, a nie o TYCH co tutaj.


  • 0



#7

Wszystko.
  • Postów: 9134
  • Tematów: 71
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Wiem że to twierdzenie z artu a nie twoje. Ci wymienieni ludzie tak samo udowodnili bilokację jak kiedyś niektórzy twierdzili że dowiedli telekinezy. Ich metody badawcze również były słabe wię jedynie im się wydawało że odkryli jakieś zjawisko paranormalne.

Użytkownik Wszystko edytował ten post 28.04.2016 - 08:19




#8

hansel.
  • Postów: 104
  • Tematów: 29
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ojciec Pio dawał rozgrzeszenie umierającym, nie ruszając się ze swej celi.

Przypadek ojciec Pio jest rzeczywiście bardzo ciekawy w Literaturze Spirytystycznej on jest opisany jako jako przykład Medium somnambulicznego: Takie medium używa swojego ciała do przekazania informacji z drugiej strony. Podczas snu czasem dusza chce zrobić coś, do czego potrzebuje ciała i go nie opuszcza. W takim stanie może sama coś napisać, coś przekazać itd

 

Dlatego właśnie zachowały się relacje ludzi który widzieli go w dwóch miejscach na raz. To drugie nie było ciało materialne, tylko ciało duchowe, w którym struktura została zmieniona do tego stopnia że stało się dotykalne. Rzadkie zjawisko ale nadal jest somnambulizmem. Ciało fizyczne w tym czasie albo było we śnie albo w głębokim transie.

 

 


  • 0

#9

Wszystko.
  • Postów: 9134
  • Tematów: 71
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Widzieli kogoś podobnego do niego a reszta to legendy i plotki. Niektórzy iluzjoniści też robili sobie takie legendy o bilokacjach. Magik jimmy grippo rozpowszechniał wieści, że potrafi sprawić że ludzie w jego obecności mogą latać.



#10

TheToxic.

    Faber est quisque suae fortunae

  • Postów: 1448
  • Tematów: 56
  • Płeć:Kobieta
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Przecież każdy ma swojego sobowtóra na świecie, nic dziwnego, że znajomy mógł nas pomylić z kimś bardzo podobnym. W necie aż roi się od sobowtórów słynnych gwiazd jako przykład dam jeden najbardziej znany wszystkim:

 

j9trnd.jpg

 

Nie wierzę w żadną bilokację ale chciałabym aby to była prawda. Ja jako ja leżę sobie na plaży a druga ja ciężko pracuje. I nagle mam czas na wszystko. Sorry @Wszystko.





#11

Sanctus.
  • Postów: 98
  • Tematów: 36
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Znalezienie sobowtóra to nie taka prosta sprawa, celebryci mają łatwo bo są znani. Ktoś widzi w telewizji DiCaprio i stwierdza, że jest do niego podobny, ujawnia się i sobowtór znaleziony, albo sami internauci dopasują, bo np. sobowtór jest pijany i nie wie, że jest sobowtórem :D

 

A przeciętny człowiek jak ma sobowtóra znaleźć? Pozostaje internet i strony do rozpoznawania twarzy, uploaduje się swoją fotkę i pokazuje w wynikach do kogo jesteśmy podobni. Ale też dotyczy to tylko ludzi rozpoznawalnych, a nie przeciętnych.

 

Poszukiwania swojego sobowtóra nie ma chyba sensu, trzebaby przejrzeć zdjęcia milionów ludzi, nie da się tego zrobić bo zajęłoby za dużo czasu.


Użytkownik Yen edytował ten post 08.06.2017 - 13:36

  • 0



#12

skittles.
  • Postów: 1323
  • Tematów: 8
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

A przeciętny człowiek jak ma sobowtóra znaleźć? Pozostaje internet i strony do rozpoznawania twarzy, uploaduje się swoją fotkę i pokazuje w wynikach do kogo jesteśmy podobni. Ale też dotyczy to tylko ludzi rozpoznawalnych, a nie przeciętnych.

 

To zależy. Niektórzy mają bardziej pospolitą urodę, inni mniej. Przykładowo w liceum miałem takich 3 chłopaków. Dla mnie byli identyczni, nigdy nie potrafiłem rozróżnić który jest który. Przeżyłem szok gdy dowiedziałem się, że w żadnym stopniu nie są spokrewnieni.


  • 0



#13

Zaciekawiony.
  • Postów: 7567
  • Tematów: 78
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 4
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Z poświadczeniami bilokacji jest w tych przypadkach nadzwyczaj krucho, na przykład bilokacje ojca Pio poświadczają takie zdarzenia, jak zobaczenie go prawie na pewno w przerwie między snami, czy zobaczenie "duchowo" jego obecności przez mistyczkę, czego nikt inny nie widział. Są też zdarzenia że widziano go w pobliżu klasztoru, zaś fakt bilokacji udowadniano następującymi dowodami: powiedział że w tym czasie był w klasztorze, a poza tym reguła zakonu mówi że nie może go opuszczać bez zezwolenia. Więc skoro powiedział że nie wychodził, to nie wychodził, i zobaczenie go za klasztorem na ulicy musiało być bilokacją!

 

Wiele innych poświadczeń to nie sprawdzalne anegdoty jak ta o jakimś (nikt nie wie jakim konkretnie) pilocie który nie mógł podczas wojny zrzucić bomb na miasto bo zobaczył postać starego zakonnika.


  • 1





Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u