Skocz do zawartości




Niezwykłe miejsca...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1 Gość_muhad

Gość_muhad.
  • Tematów: 0

Napisano

Granatowe Dziury

Oglądana z lotu ptaka płaska wyspa Andros w archipelagu Bahama, jawi się jako nieregularna gmatwanina zatok, kanałów, wysepek i koralowych mielizn.

Dołączona grafika


Miejscami na tle nieskazitelnie turkusowej laguny odcinają się atramentowo-granatowe plamki. To właśnie słynne granatowe dziury, stanowiące wejścia do podziemnego labiryntu, zatopionego kompleksu jaskiń składającego się z plątaniny tuneli i korytarzy prowadzących do niewielkich komór, ogromnych wąwozów i komnat o rozmiarach katedry. Podczas każdego przypływu, kiedy poziom wody wewnątrz rafy koralowej otaczającej Andros podnosi się, granatowe dziury rozpoczynają swój budzący grozę spektakl. Coraz zachłanniej wciągana do ich wnętrza woda zaczyna wirować, porywając w wodną otchłań wszystko, co pływa — od szczątków roślin aż po małe łodzie rybackie. Kiedy przychodzi odpływ, następuje zjawisko odwrotne: z dziur tryskają ogromne strumienie wody. Miejscowi ludzie przypisują to niezwykłe cykliczne zjawisko mitycznej istocie, Łusce, pół rekinowi, pół ośmiornicy, która rzekomo mieszka w granatowych otchłaniach. Podobno za pomocą swych długich macek wciąga ona ofiary do swojego legowiska. Kiedy zaspokoi głód, wypluwa resztki pożywienia.

Andros jest największą z wysp Bahama. Ma długość 160 kilometrów, a w najszerszym miejscu mierzy sobie 65 kilometrów. Posadowiona jest na podwodnym płaskowyżu Wielkiej Ławicy Bahamskiej i obmywana z trzech stron przez ciepłe płytkie morze. Natomiast z czwartej, wschodniej strony, w wyspę wrzyna się kanał znany jako Język Oceanu. Wzdłuż jego brzegów ciągnie się barwna koralowa płycizna, w której miejscami widoczne są ciemnoniebieskie zagłębienia. Te przepastne otwory w wapiennej skale są właśnie tajemniczymi granatowymi dziurami.

Dołączona grafika


Mają one swoje odpowiedniki również na lądzie w postaci okrągłych czarnych jeziorek w porośniętych lasami częściach wyspy. Do dziś granatowe dziury nie zostały policzone. Zaledwie kilka z nich spenetrowano. Pierwszy poważny badacz tych rejonów, Kanadyjczyk George Benjamin, dokonał w latach sześćdziesiątych pomiarów aerofotogrametrycznych w celu stworzenia mapy jaskiń. Następnie, wyposażony w aparat do nurkowania i podwodne kamery, zanurzył się w otchłanie granatowych dziur, by spróbować odkryć ich sekret. Jego badania dały geologom wystarczająco wiele informacji, aby mogli rozpocząć wyjaśnianie tajemnicy granatowych dziur.


Neuschwanstein: Spełniona Fantazja

Sterczący na postrzępionej skale nad przełomem rzeki Pollak w Alpach Bawarsko-Tyrolskich Neuschwanstein jest najbardziej baśniowym zamkiem na świecie.

Dołączona grafika



Jego kremowobiałe wieże oglądane na tle jodeł zdają się unosić w powietrzu. Budowla ta, wymyślona i wzniesiona przez króla Ludwika II (1845-1886), wygląda bardziej "średniowiecznie" niż wszystko, co zbudowano w okresie średniowiecza. To marzenie jednego człowieka zrealizowane dzięki ogromnemu majątkowi, jest parafrazą teatralnej dekoracji.

Marzenie Ludwika zrodziło się w dzieciństwie. Od najwcześniejszych lat przepadał za aktorstwem i przebieraniem się, zaś mając 6 lat wznosił z klocków „zadziwiająco udane budowle". Okresy letnie rodzina spędzała w Hohenschwangau, rodowej siedzibie, którą ojciec Ludwika Maksymilian II kupił w 1833 roku. Maksymilian, który miał duszę romantyka, do wykonania planów „restauracji" zamku zatrudnił teatralnego scenografa. Dając wyraz swemu zamiłowaniu do legend, ściany zamku kazał ozdobić scenami z różnych opowieści, zwłaszcza z historii Lohengrina, rycerza-łabędzia, który ponoć mieszkał w Hohenschwangau.

Trudno się dziwić, że nieśmiały, wrażliwy i obdarzony żywą wyobraźnią Ludwik, usłyszawszy w 1861 roku Lohengrina, był porażony. Uprosił ojca, aby wezwał kompozytora Richarda Wagnera (1803-1883) i zlecił mu ponowne wystawienie opery. Był to początek znajomości, która trwała do końca życia Ludwika. Kiedy w 1864 roku Maksymilian zmarł, 18-letni Ludwik objął po nim tron Bawarii i po zaledwie pięciu tygodniach ściągnął Wagnera do Monachium. Nie uważał przy tym, że on jest mecenasem, a kompozytor artystą; sądził, że będą działać jako współtwórcy dzieła. Choć Ludwik nie był muzykalny, dostarczał pieniędzy, radził, krytykował, inspirował. Wagner zaś w swoich operach przydawał realności wyśnionemu światu, w którym pragnął żyć król.


Dołączona grafika


Impulsem, który skierował uwagę Ludwika na Wagnera, było także marzenie o tworzeniu bajkowych miejsc, w których odtwarzałby swoje sny. Pierwszym i najświetniejszym z nich był Neuschwanstein. W lutym 1867 roku Ludwik odwiedził gotycki zamek Wartburg w pobliżu Eisenach w Turyngii. Ożywił on jego zamiłowanie do teatralnych gestów i romantycznych uniesień. Zapragnął więc mieć taki sam. Niespełna dwa kilometry od Hohenschwangau na stromej skale stała zrujnowana baszta. Ludwik postanowił, że będzie ona zaczątkiem Neuschwanstein, "nowego domu łabędzia". Kamień węgielny pod główny budynek, czyli Palas został położony 5 września 1869 roku.

Petra: Piękno Wyciosane w Skale

Pod koniec sierpnia 1812 roku, w czasie podróży z Syrii do Egiptu, młody szwajcarski badacz Johann Ludwig Burckhardt spotkał na południowym brzegu Morza Martwego grupę Arabów, którzy opowiedzieli mu, że pobliska dolina o nazwie Wadi Musa (Do­lina Mojżesza) kryje jakieś „starożytności".

Dołączona grafika


Burckhardt podążył w przebraniu Araba za swym przewodnikiem w stronę pozornie litej ściany, w której, kiedy się do niej zbliżyli, ukazała się wąska głęboka rozpadlina. Po 25 minutach marszu krętym, niemal pozbawionym słońca przesmykiem, znanym pod nazwą Sik, Burckhardt stanął przed czerwonawo-różową, wytwornie rzeźbioną fasadą wysokiego na 30 metrów budynku. Idąc w stronę słońca, znalazł się na głównej ulicy starożytnej Petry, najbardziej chyba romantycznego ze wszystkich „zaginionych" miast. Była to pamiętna chwila, bowiem od XII wieku, czyli od czasów krucjat, żaden Europejczyk nie postawił tam stopy. Niedostępność Petry była jej zbawieniem. Dziś nadal można się do niej dostać jedynie piechotą lub konno i nadal widok miasta zapiera dech w piersiach - zależnie od pory dnia ukazuje się w kolorze czerwonym, pomarańczowym, morelowym, karmazynowym, szarym, a nawet czekoladowym. Archeologom udało się odtworzyć część historii Petry, co obaliło XIX-wieczne poglądy, że była to tylko nekropolia - miasto umarłych.

Dołączona grafika


czywiście jest tam kilka imponujących grobów, chociażby cztery grobowce królewskie w zboczach położonych na wschód od centrum miasta albo świątynia Deir na północnym zachodzie, ale istnieją dowody na to, że Petra liczyła co najmniej 20 tysięcy mieszkańców. Główna ulica - wciąż jeszcze widoczna - biegła równolegle do koryta płynącej tam rzeki. Pierwotnie wzdłuż okalającej ją kolumnady ciągnęły się sklepy. Półkoliste kamienie ławy teatru, wzniesionego przez Nabatejczyków, a później przebudowanego przez Rzymian, mogły pomieścić 4000 osób.

Pagoda Szwe Dagon

Wierzchołek wzgórza Singuttara, leżącego na północ od stolicy Birmy Rangunu, zajmuje budowla przypominająca ogromny ręczny dzwonek, połyskująca czystym złotem niczym zamrożone i skamieniałe słońce. Birma jest nazywana „krajem pagód", lecz pagoda Szwe Dagon, z centralną stupą, wynurzającą się niczym potężny okręt spomiędzy iglic pomniejszych świątyń i pawilonów, jest najwspanialsza ze wszystkich. Pełna połyskujących pinakli oraz posągów rozmaitych stworzeń - złotych leogryfów (pół lwów, pół gryfów), sfinksów, smoków, lwów, słoni zajmuje obszar 5,6 hektara; jest prawdziwym rajem dla zmysłów.

Dołączona grafika


Ta wspaniała budowla jest ostatnią z serii świątyń wzniesionych w tym miejscu, które od około 2500 lat buddyści uważają za święte. W VI w. p.n.e., wkrótce po osiągnięciu „stanu oświecenia", czwarty Budda, Siddhartha Gautama, spotkał dwóch birmańskich kupców, którym wręczył na pamiątkę 8 swoich włosów. Włosy te, a także relikwie trzech poprzednich Buddów - laskę, kubek na wodę oraz fragment szaty - złożono na wzgórzu Singuttara, a relikwiarz, w którym się one mieściły, nakryto złotą płytą. W końcu ponad tymi świętymi przedmiotami wybudowano serię pagód - jedną ponad drugą - wykonanych z różnych materiałów. Wzgórze stało się celem pielgrzymek, a pierwszym ważnym gościem, który złożył hołd relikwiom - w 260 r. p.n.e. - był król Indii Aśoka. W ciągu wieków opiekę nad świątynią sprawowali różni królowie i książęta, chroniąc ją przed wdzierającą się dżunglą, a także odbudowując i konserwując w miarę potrzeby.

Obecny kształt pagoda uzyskała w XV wieku, za panowania królowej Szinsawbu, której zasługą jest także pierwsze pozłocenie stupy. Zgodnie z jej życzeniem, budowlę pokryto płatkami złota ważącymi tyle samo, co władczyni, to jest 40 kilogramów. Jej zięć i następca, król Dhammazedi, był jeszcze bardziej szczodry, przeznaczając na ponowne pozłocenie stupy kruszec ważący czterokrotnie więcej niż on. Dzisiaj niezbędne fundusze na pokrycie stupy kolejnymi warstwami złota są gromadzone w czasie organizowanych co 20 lat publicznych składek. Pobożni pielgrzymi również naklejają na pagodę, lub jeden z posągów Buddy, arkusiki złota.

Dołączona grafika
Dołączona grafika



źródło: http://www.miejsca-krainy.kielce.com/
  • 0

#2

mimi.
  • Postów: 163
  • Tematów: 27
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Niezwykłe :shock:
Szczególnie ten zamek w Neuschwanstein. Jak z królowy śniegu :smile:
  • 0

#3

Afganka.
  • Postów: 102
  • Tematów: 8
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Też mnie urzekł ten zamek :) Chętnie bym tam zamieszkała...
  • 0

#4

Mayo.
  • Postów: 210
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Może nie paranormalne, ale rzeczywiście niesamowite. Trochę nie pasują te "granatowe dziury" do artykułu jako całości, chyba że to taka sugestia, że mogą to być formy nienaturalne.
Przyjemnie się czyta, kiedy są dołączone ładne zdjęcia, no i temat który lubię. :D

Btw, to patrząc na dwa ostatnie zdjęcia trochę się zamyśliłem :D . Co skłoniło tych ludzi do budowy tych monumentalnych budowli? Jaki silny impuls musiał być, że aż tak przywiązują do tego wagę, także dziś. Mnisi żyją w ubóstwie, a świątynie aż kipią od przepychu: dekoracji, złota. W przeszłości musiało się zdarzyć coś naprawdę niesamowitego/spektakularnego, co spowodowało takie zachowanie.
Ciekawe co tam się dzieje, w najbardziej strzeżonych zakamarkach świątyń.
Doznają tam wyższych stanów podczas medytacji? Widzą prawdziwą naturę wszechświata, wyższą energię dla której warto wznosić takie budowle i ją czcić? ;-)
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u