Skocz do zawartości




Zdjęcie

Irian Jaya - miejsce występowania ludzi pierwotnych


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1

PHANTOM.
  • Postów: 92
  • Tematów: 11
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Duchy przodków

W głębi jednej z tropikalnych wysp Pacyfiku, w tajemniczej, niemal niedostępnej dolinie, żyją ludzie uważani przez antropologów za ostatnich przedstawicieli, ciągle jeszcze istniejącej w szczątkowej formie, epoki kamiennej. O tym, że ci ludzie istnieją reszta świata dowiedziała się, na skutek przypadkowego odkrycia, dopiero w 1938 roku. Wyspa ta to Nowa Gwinea, druga pod względem wielkości wyspa świata, a ściślej jej zachodnia część należąca do Indonezji, nosząca nazwę Irian Jaya (Irian Zachodni).
Ludzie, o których mowa, zamieszkują tereny wzdłuż rzeki Baliem, płynącej w dolinie, do której dostępu bronią grząskie bagna, pasmo wysokich gór i nieprzebyta tropikalna dżungla. Mimo to docierają tam misjonarze i liczni badacze, zaskoczeni wciąż faktem, że istnieje życie ludzkie na etapie rozwoju, jakiego nie spotyka się już nigdzie indziej na świecie. Docierają tam również najbardziej wytrawni podróżnicy, pragnący na własne oczy zobaczyć tych niezwykłych ludzi i przyjrzeć się ich, jakże prymitywnemu życiu, jakie wiodą w wielkiej zgodzie z naturą, w bardzo małym zakresie korzystając z dobrodziejstw cywilizacji. Do wnętrza wyspy nie prowadzą z miast na wybrzeżu żadne drogi. Można tam dotrzeć jedynie niewielkimi samolotami, a sam interior penetrować już pieszo lub poruszając się rzeką Baliem i jej dopływami. W tym celu wykorzystuje się wydrążone w pniach drzew łodzie-dłubanki.
Wnętrze Irian Jaya pozostało do dziś jednym z najbardziej dzikich i ciągle jeszcze nie do końca zbadanych zakątków świata. Ludzie żyją tu nadal tak, jak ich przodkowie, a wszystkie elementy tego życia, począwszy od dnia urodzin aż do dnia śmierci i ostatniej podróży w zaświaty podporządkowane są rozbudowanemu systemowi wierzeń. A w co wierzą? W duchy tychże przodków, w ich opiekuńczą lub niszczycielską moc, która im nieustannie towarzyszy i wywiera przemożny wpływ na cały ich ziemski byt. Wierzą również w siły natury, którymi, jak są święcie przekonani, również sterują dobre lub złe duchy.
Ludzie ci, według naszych standardów, są nieprawdopodobnie biedni. Tym, czego tak naprawdę chcą się dorobić są prosięta. One stanowią dowód zamożności, a odpowiednia ich liczba sprawia, że życie płynie lżej. Prosiętami mężczyzna musi zapłacić za kobietę, pragnąc ją poślubić. Im więcej posiada prosiąt tym więcej może mieć żon, jedynie ilość zwierząt stanowi tu ograniczenie. Prosięta podarowane kobiecie, stanowią jej zabezpieczenie na wypadek rozwodu lub śmierci męża. Z okazji zaślubin urządza się rytualne świniobicie, podobnie jak z powodu innych ważnych wydarzeń, których w każdej rodzinie nie brakuje np. urodzin dziecka, inicjacji córek lub synów, czy też śmierci kogoś bliskiego. Mężczyzna, który nie posiada prosiąt nie liczy się praktycznie w społeczności plemiennej. Bieda jego i jego rodziny to niezbity dowód na to, że pogniewały się i odwróciły od nich opiekuńcze duchy. Żeby uniknąć podobnej sytuacji wszyscy rozsądni mieszkańcy doliny rzeki Baliem starają się żyć w zgodzie z duchami przodków i dopełniać wszystkich możliwych rytualnych obrzędów, aby pozyskać ich przychylność. Należy do nich między innymi inicjacja młodych ludzi, która przeprowadzona prawidłowo zapewni im szczęście jako kobietom i mężczyznom w ich dorosłym życiu.
Przyjrzyjmy się zatem tym uroczystościom. Inicjacja dziewcząt polega na tym, że krew dziewczyny, która po raz pierwszy ma menstruację oczyszczana jest za pomocą wiązki trawy. Zostanie ona spalona w specjalnie roznieconym w tym celu ognisku, z zachowaniem wszelkich uświęconych zwyczajami plemiennymi zasad. Dym unoszący się znad ogniska zgodnie z kierunkiem wiatru, wskaże wioskę, w której dziewczyna spotka przyszłego męża lub z której strony nadejdzie, aby ją poślubić. Małżeństwo zawarte zgodnie z tymi przesłankami będzie udane, szczęśliwe i zamożne. Po symbolicznym oczyszczeniu, wchodząca w świat kobiet dziewczyna razem z innymi młodymi ludźmi weźmie udział w zabawie polegającej na obrzucaniu się błotem. Chłopcy będą nacierać na dziewczęta, które nie pozostaną im dłużne i odwzajemnią się kontratakami, aby ku uciesze obserwujących dorosłych umazać błotem przeciwników tak, jak to najbardziej możliwe. Potem, po walce pełnej zasadzek, pościgów i gradu błotnych kul, wszyscy obmyją się w czystym, niezmąconym stawie i razem z dorosłymi współplemieńcami przystąpią do rytualnego świniobicia. Jego ważnym elementem, pośród wszystkich innych, które odbywają się zgodnie z niezmienną od niepamiętnych czasów tradycją, będzie to, aby zanieść uszy i ogon zabitego zwierzęcia, jako ofiarę, do domu narad. Takie domy znajdują się w każdej wsi, a przebywają w nich wraz ze starszyzną plemienną, duchy przodków. Dbają one o to, aby we wsi panował dobrobyt, a w tym szczególnym dniu będą proszone o to, żeby dobrze się działo tym, których uroczystość dotyczy. Chłopcy również mają swoje uroczystości inicjacyjne związane z założeniem po raz pierwszy horimu, będącego strażnikiem męskości i przebiciem przegrody nosowej, co umożliwi im noszenie dekoracji z kości zwierząt. Będą je nosić po to, żeby podkreślić swoją urodę albo żeby zapewnić sobie powodzenie w walkach plemiennych przez nadanie twarzy wyrazu niepokonanej męskości. Horim to kawałek wysuszonej tykwy, zatknięty na penisie, podtrzymywany sznurkiem zawiązanym na biodrach. To tradycyjny w tych stronach, praktycznie jedyny strój mężczyzny, Czasem tylko jego uzupełnienie stanowi dekoracja głowy składająca się z ptasich piór i roślin, naszyjników z muszli oraz zwierzęcych i ptasich kości. Kobiety chodzą półnagie, ubrane jedynie w kuse spódniczki. Nieodłącznym elementem kobiecego stroju są sznurkowe siatki, zawieszone na czole i opadające na plecy.
Często oprócz rytualnego świniobicia odbywają się również inne obrzędy, a także wspomniane już walki plemienne. Dziś jednak to tylko pozorowane boje, prowadzone z wyimaginowanymi wrogami, jedynie dla podtrzymania tradycji. Kiedyś ich celem było wyrównanie porachunków plemiennych i uśmiercanie wrogów, aby przekonać duchy walecznych przodków o własnej odwadze. Brali w nich udział również młodzi mężczyźni tuż po inicjacji. Krwawe walki plemienne toczono niegdyś bezustannie. Władze indonezyjskie zakazały jednak ich prowadzenia w 1970 roku. Dopiero wówczas, według oficjalnych źródeł, ustał kanibalizm, nieodłącznie z nimi związany. Raczono się bowiem ciałami zabitych wrogów, a ich moc przechodziła według wierzeń na uczestników biesiady. Do 1970 roku kanibalizm był również częścią plemiennego systemu sprawiedliwości. W ten sposób rozprawiano się ze złodziejami świń, mordercami i porywaczami kobiet. Taki los spotykał też obcych, a więc także misjonarzy i podróżników. Unicestwiano w ten sposób ich nieznaną, budzącą lęk moc. Pierwsi misjonarze i przybysze z zewnętrznego świata zaczęli pojawiać się tu, z narażeniem życia, dopiero na początku lat sześćdziesiątych. Choć wprowadzili metalowe narzędzia, które stopniowo wypierają te wykonane z kamienia, nie udało im się przekonać tutejszych ludzi, że duchy nie istnieją. Mało tego, ci którzy dłużej przebywają w towarzystwie tubylców, w otoczeniu wszechogarniającej i pulsującej przyrody, skłonni są w te duchy uwierzyć.

Autor: Iwona Taida Drózd




http://spiritsy.webpark.pl/
  • 0

#2

pandemia.
  • Postów: 440
  • Tematów: 21
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Polecam ksiązki Lucjan Wolanowskiego. W jednej książce opisuje własnie Nową Gwinee. Chyba ten tytuł to "Poczta do Nigdy-Nigdy". Tak siążka poświęcona głownie jest Australii, ale jeden rozdizał mówi też o Papuasach.
  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u