Skocz do zawartości





Zdjęcie

Globalne ocieplenie to fikcja!


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
86 odpowiedzi w tym temacie

#76

Gmork
  • Postów: 306
  • Tematów: 5
Reputacja Kiepska
Reputacja

Napisano

Globalne ocieplenie >>> Bzdura.
Globalnie ocieplenie w tym i tym okresie czasu >>> Lepiej.
Globalne wahania temperatury >>> Coraz lepiej.
Okresowa globalne zmiany temperatury >>> Gorąco. ;)
Wpływ działań człowieka na okresowe zmiany temperatury w skali globalnej >>> WULKAN.
  • -1

#77

Lynx
  • Postów: 2209
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Raz już wyciekły maile ekspertów od GO i trudno jest mi dzisiaj wierzyć w cokolwiek o GO.

Czy to znaczy, że wolisz wierzyć, że w tych mailach było cokolwiek, co mogło by skompromitować naukę o klimacie? Wybacz, że pytam, bo zazwyczaj nie poruszam tematów wiary, ale tym razem ciekawi mnie dlaczego ignorujesz suche fakty i uciekasz w świat wierzeń.
  • 0



#78

garekpl
  • Postów: 16
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Ludzie tak mają że nie uwierzą dopuki nie zobaczą. To może zdjęcia satelitarne dadzą troche do myślenia. Tutaj dobry przykład -smog nad Chinami:

http://earthobservat...ew.php?id=46375

I jeśli uznać że atmosfera to układ zamkniety to gdzie ten cały syf ma wyparować? Lasów tropikalnych przybywa czy ubywa? Oceany same z siebie więdzą że trzeba absorbować coraz więcej CO2? Ich "pojemność" też jest ograniczona.


  • 0

#79

Robakatorianin
  • Postów: 1732
  • Tematów: 41
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 1
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Lasów tropikalnych przybywa czy ubywa?

A co to ma wspólnego z globciem? Wciąż pokutuje mit WWF-u...

Oceany same z siebie więdzą że trzeba absorbować coraz więcej CO2? Ich "pojemność" też jest ograniczona.

Glony, plankton i inne organizmy żyją i rozmnażają się dzięki tej nadwyżce. Naprodukuje się ich więcej to wodne ssaki nimi się pożywią. Tak jak z lisami i królikami. 

 

Tutaj dobry przykład -smog nad Chinami:

Czy na ten smog z przed czterech lat ma wpływ jedynie zagęszczenie ludności i położenie fabryk czy także topografia regionu?


  • 0

#80

marko895
  • Postów: 173
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Jako że temat został odświeżony, pozwolę sobie dorzucić swoje 3 grosze, gdyż kiedyś sam interesowałem się tym zagadnieniem. Wcześniej padały tutaj argumenty, ze ów senator, czy tam poseł nie jest osoba kompetentną, aby wypowiadać się w sprawach globalnego ocieplenia. Z tej racji chciałbym przytoczyć stanowisko Komitetu nauk geologicznych PAN i główne wnioski z niego płynące:

 

Badania ogromnych przestworzy oceanów zostały zapoczątkowane ledwie przed 40 laty. Tak krótkie okresy pomiarowe nie dają pewnych podstaw do tworzenia w pełni wiarygodnych modeli zmian termicznych na powierzchni Ziemi, a ich poprawność jest trudna do

weryfikacji. Dlatego należy bezwzględnie zachować daleko idąca powściągliwość w przypisywaniu człowiekowi wyłącznej, czy choćby tylko dominującej odpowiedzialności za zwiększona emisje gazów cieplarnianych, gdyż prawdziwość takiego twierdzenia nie została udowodniona.

 

Podejmowanie radykalnych i ogromnie kosztownych działań gospodarczych zmierzających do ograniczenia emisji jedynie wybranych gazów cieplarnianych, w sytuacji braku wielostronnej analizy zachodzących zmian klimatu, może doprowadzić do zupełnie innych skutków niż oczekiwane

 

Całość tego oświadczenia można znaleźć tutaj : http://www.planetazi...nowisko_KNG.pdf

 

Główny problem całej walki z globalnym ociepleniem stanowi fakt przypisywania nadmiernej roli człowieka w tym procesie. Np badania i raporty IPCC stwierdzają z 90% prawdopodobieństwem, że obecna zmiana klimatu ma podłoże antropogeniczne, natomiast jedynie 5% to prawdopodobieństwo zmian na skutek czynników naturalnych. Dalej stwierdza się, że w XXI wieku temperatura wzrośnie nawet o 4 stopnie (a według niektórych o 6!) i oczywiście jest to spowodowane działalnością człowieka. I teraz jak się to ma do rzeczywistości? Głównym "gazem cieplarnianym" odpowiedzialnym za efekt cieplarniany jest para wodna, która jest odpowiedzlalna według niektórych wyliczeń nawet za 90-95% tego zjawiska. Przytoczę tutaj cytat profesora Jaworskiego z rozmowy z Bronisławem Wildsteienm:

 

Dwutlenek węgla, wbrew temu co się wbiło publiczności w głowę... i wszyscy w to wierzą, że dwutlenek węgla to jest podstawowy gaz cieplarniany [...] efekt cieplarniany jest powodowany przede wszystkim przez parę wodną w powietrzu... według różnych obliczeń, różne dane sa podawane, ale najbardziej wiarygodne -- przynajmniej dla mnie -- to 95 do 99 % [..] wszystkie gazy cieplarniane poza parą wodną 3,5% [...] a ludzki dwutlenek węgla dodaje do tego, zależy jak się tam liczy, 0,15-0,17%, to jest kompletnie nic...

 

Oczywiście profesor ten jest powszechnie uważany za niepoprawnego sceptyka, jednakże co do faktu kluczowego udziału pary wodnej ma rację. Udział dwutlenku węgla w procesie globalnego ocieplenia szacuje się na maksymalnie 25%, natomiast tego "ludzkiego dwutlenek węgla" od 0,15% jak podaje Jaworski. do 1,3%. Dodajmy do tego resztę gazów cieplarnianych emitowanych przez człowieka, które jak wiadomo wielkiej roli w efekcie cieplarnianym nie dogrywają, i załóżmy bardzo optymistycznie, że człowiek wpływa w 2% na globalne ocieplenie (choć według niektórych wyliczeń, które można znaleźć np tu, jest to jedynie 0,28%) . Oznacza to, ze przy teoretycznym naturalnym wzroście temperatury o 2 stopnie, antropogenicznych udział to 0,04 stopnia. Natomiast państwa dzielnie walczące z globalnym ociepleniem zobowiązały się w Protokole z Kioto do redukcji emisji gazów cieplarnianych o 29% (tu znów możemy założyć optymistycznie, ze jest to redukcja na skalę globalną, choć wiemy, że niektóre istotne z tego punktu widzenia państwa, nie zamierzają brać w tym udziału, a inne znowuż się z limitów nie wywiązą). Zatem redukując na naszym przykładzie temperaturę o wpływ człowieka na globalne ocieplenie uzyskamy redukcję o 0,0116 stopnia na każde 2 stopnie naturalnego wzrostu temperatury. Przykład ten jest oczywiście całkowicie teoretyczny, gdyż w ostatnim stuleciu wzrost ten wyniósł niecały 1 stopnień Celsjusza i zakładając większy wzrost temperatury, trzeba by uwzględnić również większą naturalna emisję gazów cieplarnianych a co za tym idzie zmniejszyć procentowy udział człowieka w tym zjawisku, ale dla uproszczenia przykładu zdecydowałem się ten krok pomiąć. Jednak trzeba pamiętać, ze wtedy rzeczywista redukcją o 0,0116 przy wzroście o 2 stopnie mogłaby nawet się okazać dwukrotnie mniejsza. Co natomiast zakłada Protokół z Kioto? Otóż za wikipedią : 

Jeżeli protokół z Kioto zostanie w pełni wprowadzony w życie, to przewiduje się, na skutek jego postanowień, redukcję średniej temperatury globalnej pomiędzy 0,02 °C a 0,28 °C do roku 2050. 

Być może jest to wina wikipedii, ale z tego zdania wynika, że dzięki postanowieniom Protokołu zamierzają zredukować nie wzrost średniej globalnej temperatury a samą średnią globalną temperaturę, co biorąc pod uwagę wpływ człowieka na globalne ocieplenie jest całkowicie niedorzeczne. Innymi słowy nawet całkowite wyeliminowanie czynnika antropogenicznego nie zahamowałoby znacząco naturalnego wzrostu średniej globalnej temperatury. Co ciekawe naukowcy z IPCC w tych 5% prawdopodobieństwa naturalnych przyczyn globalnego ocieplenia umieścili także działanie i zmiany zachodzące na słońcu, które jak wiemy jest podstawowym czynnikiem wpływającym na temperaturę na ziemi. Można odnieść wrażenie, że głównym problemem tych naukowców jest megalomania a nie walka z globalnym ociepleniem

 

Naturalne zmiany klimatyczne były i będą miały miejsce czy nam się to podoba czy nie, a walka z tym zjawiskiem to oczywista walka z wiatrakami, która z biznesowego punktu widzenia jest na pewno niesamowicie opłacalna dla pewnych kręgów. Szkoda tylko, ze jak zawsze, za skutki tych dzielnych działań zapłacą zwykli ludzie.

 

 


  • 2

#81

skittles
  • Postów: 1323
  • Tematów: 8
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano


Oznacza to, ze przy teoretycznym naturalnym wzroście temperatury o 2 stopnie, antropogenicznych udział to 0,04 stopnia.

A skąd to założenie, że to jest naturalny wzrost?

 

Wszystkie badania wskazują na to, że powinniśmy obserwować aktualnie naturalny spadek.

Biorąc pod uwagę stosunkowo nagłe uwolnienie przez człowieka setek miliardów ton CO2 magazynowanych przez dziesiątki milionów lat pod ziemią i nie biorących udziału w obiegu węgla nie wydaje ci się ta sprzeczność dziwna?

 

Ta uwolniona nadwyżka tylko w pewnej części zostaje włączona do obiegu, duża cześć kumuluje się w atmosferze. Oczywiście CO2 nie jest jedynym problemem, ale jest bardzo istotnym ogniwem reakcji łańcuchowej, która to ocieplenie powoduje.

 

Kwestia ograniczeń emisji CO2 to inna sprawa - również uważam, że w takiej formie wiele pożytku one nie przyniosą, ale niestety, od czegoś trzeba zacząć, bo kiedyś będzie już za późno. Nie wiem jak można myśleć, że działalność człowieka nie ma istotnego wpływu na atmosferę. Że niby 2, 3, 5% to mało? Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że jest to 2% niewracające w naturalny obieg, to trzeba powiedzieć, że jest to wręcz cholernie dużo.

Wyobraźmy sobie szklankę 250ml, w której mamy 200ml wody i dolewamy co jakiś czas po 5ml - w końcu się to po prostu wyleje mimo, że to "tylko" jakieś 2%.


Użytkownik skittles edytował ten post 26.04.2014 - 14:59

  • 0



#82

marko895
  • Postów: 173
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

 


Oznacza to, ze przy teoretycznym naturalnym wzroście temperatury o 2 stopnie, antropogenicznych udział to 0,04 stopnia.

A skąd to założenie, że to jest naturalny wzrost?

 

W tym przykładzie popełniłem drobny błąd - wzrost o 2 stopnie byłby wzrostem całkowitym, 1,96 to wzrost naturalny zaś 0,04 to wzrost spowodowany przez człowieka. W tym przykładzie nie ma znaczenia czy to wzrost czy spadek, ma on tylko ukazać bardzo niewielki udział czynników antropogenicznych zgodnie z procentowym udziałem człowieka w produkcji gazów cieplarnianych. A naturalny oznacza spowodowany czynnikami takimi jak np aktywność słońca, aktywność wulkaniczna czy aktywność biologiczna fauny flory. Innymi słowy gdyby człowiek nie istniał w tym czysto teoretycznym przykładzie, średnia globalna temperatura wzrosłaby o 1,96 stopnia zamiast o 2..

 

 

 

Wszystkie badania wskazują na to, że powinniśmy obserwować aktualnie naturalny spadek.
Biorąc pod uwagę stosunkowo nagłe uwolnienie przez człowieka setek miliardów ton CO2 magazynowanych przez dziesiątki milionów lat pod ziemią i nie biorących udziału w obiegu węgla nie wydaje ci się ta sprzeczność dziwna?

 

To, że badania sugerują spadek temperatur a obserwujemy wzrost może być spowodowane przez kilka rzeczy

Po pierwsze modele klimatyczne są niedoskonałe, istnieje taka możliwość, że nie uwzględniono jakiejś istotnej zmiennej i uzyskano tym samym nierzetelne wyniki. Trzeba pamiętać, jak juz pisałem wcześniej, że głównym determinantem temperatury na ziemi jest słońce, które cały czas stanowi w pewnych kwestiach zagadkę dla naukowców, a przewidywanie tego jak się zachowa nie zawsze się sprawdza.

 

Po drugie musimy ustalić skalę w jakiej rozpatrujemy dane zjawisko, bo np według tego wykresu rzeczywiście następuje spadek zarówno średniej globalnej temperatury jak i CO2 i to od kilkudziesięciu milionów lat:

257kidh.jpg

 

Zmiany klimatyczne na ogół dokonują się cyklicznie, mamy cykle długie, średnie i krótsze, które się na siebie nakładają. Będąc w minimum cyklu długiego możemy być zarazem w maksimum cyklu krótkiego. Wiec sprawa jest trochę bardziej złożona i nie można powiedzieć, ze kategorycznie temperatura powinna spadać a rośnie, bądź odwrotnie.

 

Po trzecie, istnieje też taka możliwość, że badania w tej dziedzinie są w większości opłacane przez pewne grupy ludzi, którym zależy na uwiarygodnieniu słuszności ich działań i ich legitymizacji. Oczywiście każdy kto wierzy w niezależność nauki takiej możliwości nie dopuszcza, ale układy i układziki były są i będą. 

 

Najistotniejsze w całej sprawie, co już też pisałem wcześniej, jest to, że znacznie przecenia się udział człowieka w globalnym ociepleniu i że człowiek swoimi działaniami z reguły nie jest w stanie zatrzymać lub w istotny sposób przyspieszyć silnych naturalnych trendów Średnia temperatura w ciągu ostatnich 100 lat wzrosła o 0,8 stopnia Celsjusza, przyjmując w dalszym ciągu optymistyczny wariant, że człowiek wpływa w 2% na globalne ocieplenie, daje nam to astronomiczną liczbę 0,016 stopnia. Więc jak to się ma do kosmicznych przewidywań IPCC, z których wynika, ze głównie z winy człowieka temperatura w XXI wieku wzrośnie nawet o 6 stopni? Przecież to na pierwszy rzut oka wygląda niedorzecznie. 

 

 

Że niby 2, 3, 5% to mało? Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że jest to 2% niewracające w naturalny obieg, to trzeba powiedzieć, że jest to wręcz cholernie dużo.

 

2,3,5, widzę tendencję wzrostową, w moim hura optymistycznym przykładzie założyłem 2%,a pamiętajmy, ze niektórzy twierdzą, ze to niecałe 0,5%. A co to znaczy niewracające w naturalny obieg i magazynowane w atmosferze? Efekt magazynowania CO2 w atmosferze występuje np na planecie Wenus, ale ta planeta jest martwa dlatego takie procesy mogą tam postępować. My mamy to szczęście że żyjemy na Ziemi, gdzie natura zawsze dąży do równowagi i potrafi się samoregulować i nie przypuszczam, żeby ten nieznaczny procent CO2 wyemitowany przez człowieka stanowił dla niej jakiś większy problem. Nikt nie mówi przecież o spaleniu wszystkich pokładów węgla w jednej chwili, bo wtedy rzeczywiście mógłby być problem. Nota bene według mnie większy problem stanowi masowe wycinanie lasów, ale jakoś na walkę z tym nie przeznacza się grubych miliardów, bo przecież szanowni panowie biznesmeni muszą jakoś powiększać swoją przestrzeń inwestycyjną.  

 

Tutaj mamy gazy biorące udział w efekcie cieplarnianym:

 

wcbzad.jpg

 

Zamiast woda powinno oczywiście być para wodna, ale z grubsza przedstawione proporcje są właściwe - widać ogromną rolę pary wodnej oraz niewielki procent dwutlenku węgla emitowanego przez człowieka w stosunku do całości.

 

Natomiast większość wykresów wygląda tak:

 

241m875.gif

 

Pomija się w nich całkowicie rolę pary wodnej. Być może jest obawa, że demoniczny CO2 w oczach ludzi straciłby na znaczeniu, a niektóre państwa zaczęłyby kwestionować słuszność limitów jego emisji.

 

Wracając jeszcze do sprawy tego "odkładania się w atmosferze" i tego przykładu: 

 

Wyobraźmy sobie szklankę 250ml, w której mamy 200ml wody i dolewamy co jakiś czas po 5ml - w końcu się to po prostu wyleje mimo, że to "tylko" jakieś 2%.

 

Myślę, ze porównywanie złożonego sposobu funkcjonowania naszej planety, obejmującego szereg interakcji miedzy florą i fauną do szklanki wody jest niezbyt adekwatne. Każdy, kto oglądał kiedyś filmy np o dinozaurach, wie, że roślinność przed milionami lat, gdy poziom CO2 w atmosferze był wyższy od obecnego, wyglądała nieco inaczej niż teraz. Rośliny były o wiele większe, ich liście bardziej rozległe, spowodowane było to tym, że przy swoim wzroście pochłaniały więcej dwutlenku węglą. Dobrze obrazuje to ten oto filmik:

 

Dzięki samoregulacji, ta "nadwyżka" CO2 została pochłonięta, a jego poziom w atmosferze obniżony. Jakie mamy powody by sądzić, że natura nie poradzi sobie z tą niewielką nadwyżką emitowaną przez człowieka? Jak dobrze wiemy zmiany poziomu CO2 w atmosferze mają również charakter cykliczny, właśnie za sprawą dążenia natury do równowagi. 

 

Podsumowując, ogólna histeria dotycząca globalnego ocieplenia i trąbienie o zagrażającym nam katakliźmie są delikatnie mówiąc przesadzone. Wysiłki intelektualne panów wymyślających ile to dany kraj musi wytworzyć energii ze źródeł ekologicznych mają na celu głównie to, żeby kraje takie jak Niemcy mogły sobie u nas sprzedać zalegajace w magazynach wiatraki czy panele słoneczne. Troska o środowisko naturalne to ostatnia rzecz o jaką podejrzewałbym naszych umiłowanych przywódców 


  • 2

#83

Zaciekawiony
  • Postów: 7349
  • Tematów: 76
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 3
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Gdyby natura pochłaniała dwutlenek, to w ogóle nie obserwowalibyśmy wzrostu jego ilości. Tymczasem od kiedy badamy jego stężenie wzrasta nieprzerwanie:

keeling-curve.jpg

Natura się nie wyrabia. Te 2% to jest nadwyżka która ciągle jest dokładana.


  • 0



#84

skittles
  • Postów: 1323
  • Tematów: 8
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

 

My mamy to szczęście że żyjemy na Ziemi, gdzie natura zawsze dąży do równowagi i potrafi się samoregulować i nie przypuszczam, żeby ten nieznaczny procent CO2 wyemitowany przez człowieka stanowił dla niej jakiś większy problem. Nikt nie mówi przecież o spaleniu wszystkich pokładów węgla w jednej chwili, bo wtedy rzeczywiście mógłby być problem.

 

Masz rację - natura potrafi się samoregulować i to jest właśnie największy problem, bo w naturze nic nigdy nie dzieje się nagle, a jeżeli się dzieje, to kończy się to katastrofą.

Aktualna działalność człowieka to jest właśnie spalanie w jednej chwili patrząc w kontekście czasu trwania naturalnych procesów regulacyjnych.

 

Niby jak natura ma sobie poradzić z tą nadwyżką? Te kilkadziesiąt lat wzmożonej antropogenicznej emisji to czas, który wielu gatunkom drzew nie wystarczy nawet na osiągnięcie pełnej dojrzałości, nie mówiąc już o przejściu cyklu życiowego.

 

 

Jak dobrze wiemy zmiany poziomu CO2 w atmosferze mają również charakter cykliczny, właśnie za sprawą dążenia natury do równowagi.

Mają charakter cykliczny, w cyklach trwających tysiące lat, nie kilkadziesiąt...

 

Rośliny były o wiele większe, ich liście bardziej rozległe, spowodowane było to tym, że przy swoim wzroście pochłaniały więcej dwutlenku węglą

Z tym bym polemizował - istnieją obecnie ponad 100m gatunki drzew mimo relatywnie niskiego poziomu CO2, a barierą wzrostu jest dla nich problem z dostarczaniem wody na takie wysokości, a nie brak CO2 i podobnie było w przeszłości.

Tak czy siak - to, że aktualny poziom CO2 w atmosferze jest mniejszy od optymalnego dla roślin to prawda, ale czego to dowodzi? Rośliny rosną szybciej, magazynują więcej węgla, ale to i tak za mało - nadal pozostaje spora część uwalnianego przez nas węgla, która w ten obieg nie trafia, bo nie ma go co związać.

Tak jak zauważył Zaciekawiony - gdyby te procesy regulacyjne o których ciągle powtarzasz istotnie w tym przypadku działały, nie obserwowalibyśmy żadnego wzrostu CO2.

 

 

A co to znaczy niewracające w naturalny obieg i magazynowane w atmosferze?

To znaczy, że w przyrodzie obserwujemy obieg węgla. Roślina rośnie, wiąże atmosferyczny węgiel, następnie umiera, po czym pojawiają się reducenci, którzy z powrotem uwalniają zakumulowany przez roślinę węgiel do atmosfery pod postacią CO2. Kolejne pokolenie roślin kiełkuje, odżywia się tym węglem itd.

A tu nagle pojawia się człowiek i w ciągu kilkudziesięciu lat uwalnia magazynowany przez setki milionów lat węgiel z powrotem do atmosfery.

Zastanów się nad tym - nie ma żadnej możliwości, by natura sobie z tym poradziła, nie w tak krótkim okresie czasu. Ciągle mówisz o naturalnych cyklach, samoregulacji itp, ok - ale weź pod uwagę to, że w naturze to powinno wyglądać tak - 100mln lat magazynowania węgla - 100 mln lat uwalniania węgla. To daje organizmom odpowiednio dużo czasu na adaptacje. Człowiek zaś na tyle zaburzył tę proporcję, że organizmy po prostu nie mają czasu na adaptację, dlatego tylko cześć nadwyżki produkowanej przez człowieka zostaje włączona w obieg, a reszta się po prostu cały czas odkłada.

 

 

Myślę, ze porównywanie złożonego sposobu funkcjonowania naszej planety, obejmującego szereg interakcji miedzy florą i fauną do szklanki wody jest niezbyt adekwatne.

A ja myślę, że usilnie nie chcesz zrozumieć o co mi chodzi. Do szklanki wody porównałem sam wynik tych interakcji, czyli czystą, nie zużywaną przez żaden organizm nadwyżkę CO2, która kumuluje się w atmosferze.

 

I jeszcze jedno:

Po drugie musimy ustalić skalę w jakiej rozpatrujemy dane zjawisko, bo np według tego wykresu rzeczywiście następuje spadek zarówno średniej globalnej temperatury jak i CO2 i to od kilkudziesięciu milionów lat:

 

 

Na tym wykresie doskonale widać skalę problemu. W okresie największego wzrostu CO2, czyli ta prawie pionowa kreska w okresie kambryjskim, można odczytać, że w ciągu ok 20 mln lat poziom CO2 wzrósł o ok 2000 ppm. Daje nam to 100 ppm na ok 1 mln lat. Czyli mniej więcej tyle, o ile wzrósł poziom CO2 w ciągu ostatnich 50 lat. Naprawdę nie widzisz jak wielka jest to różnica? W żadnym razie nie możemy mówić, że aktualny wzrost jest naturalny, to po prostu nie ten kaliber.


Użytkownik skittles edytował ten post 27.04.2014 - 16:03

  • 0



#85

garekpl
  • Postów: 16
  • Tematów: 0
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Wszyscy którzy liczą na to że natura nas uratuje i jest wszechmocna to chyba nie wierzą w niszczycielskie możliwości ludzkości. Prawda jest taka że jesteśmy ofiarami postępu. Potrzeby energetyczne ludzkości rosną (ktoś sobie teraz wyobraża życie bez prądu?). Żeby zaspokoić te potrzeby eksploatuje się coraz to więcej. Czy 2 mld ton węgla brunatnego to dużo? Mniej więcej na tyle szacuje się złoża w Belchatowie. Można na oko policzyć ze tego węgla starczy na 30-40 lat. Na Śląsku podobno sporo węgla to zważywszy na coraz to większe potrzeby jeszcze za naszego życia to wszystko zostanie spalone.  Rocznie emitowane jest 30 mln ton CO2 z kominów tej elektrowni. Czy przez ten okres dajmy na to 50 lat natura zdąży się przystosować? Wątpliwa sprawa. Nie jestem żadnym genetykiem ale ile czasu w procesie ewolucji zeszło zanim zeszliśmy z drzew i nauczyliśmy się posługiwać narzędziami. Sporo czasu też naturze zejdzie zanim się dostosuje do nowych warunków. Niektórzy nie potrafią ogarnąć tego globalnie widać z tego. Rozpatrują mały kawałek lądu jakim jest Polska i wybiegają maksymalnie 5 lat wstecz. Może jak kolega u góry zauważył w oceanach porosną glony i plankton ale jak tak dalej pójdzie to w oceanach będą same glony bo ssaków wodnych też raczej nie przybędzie.Powiększająca się populacja ludzkości potrzebuje jeść owoce morza i oceanów. Standardy życiowe też się polepszają. Każdy chce żyć wygodnie i w luksusie, ciepło w zimę -energia cieplna; chłodno w lato -klimatyzatory i prąd. Szkoda pieniędzy na ekologie bo kto by się tam przejmował. Puki można oddychać jest ok.


  • 0

#86

marko895
  • Postów: 173
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Pytanie czy dyskutujemy jeszcze o znaczącym wpływie człowieka na globalne ocieplenie czy już tylko o tym, że przez jego działalność istnieje nadwyżka emisji CO2 do atmosfery, z która natura nie potrafi sobie poradzić? Bo jeśli jedno z drugim ma jakikolwiek związek, to jest on niewielki.
 

Gdyby natura pochłaniała dwutlenek, to w ogóle nie obserwowalibyśmy wzrostu jego ilości

 

Mają charakter cykliczny, w cyklach trwających tysiące lat, nie kilkadziesiąt...

Natura pochłania i wydala ogromne ilości CO2 w każdej chwili, a wzrosty jego ilości zdarzały się w przeszłości również bez udziału człowieka i zostały zaabsorbowane. Co do tych cykli trwających tysiące lat to okazuje się, że nie tylko takie mają miejsce. Obserwujemy nawet roczne cykle zmian stężenia CO2 w atmosferze na półkuli północnej, gdy zaczyna się wiosna jest kilka ppm mniej. Ten wykres z kolei pokazuje porównywalny z obecnym wzrost CO2 w okolicach roku 350 i na pewno nie był on wywołany działaniami Cesarstwa Rzymskiego, które w tamtym czasie budowało drogi odsłaniane dzisiaj przez topniejące lodowce w Alpach: 

acajx5.jpg

 

Następnie w kilkaset lat poziom CO2 spadł nawet poniżej tego co było przed wzrostem, tylko i wyłącznie w wyniku działania natury.

 

Niby jak natura ma sobie poradzić z tą nadwyżką? Te kilkadziesiąt lat wzmożonej antropogenicznej emisji to czas, który wielu gatunkom drzew nie wystarczy nawet na osiągnięcie pełnej dojrzałości, nie mówiąc już o przejściu cyklu życiowego

 

Myślę, ze ciągle nie doceniamy potencjału i siły jaka drzemie w naturalnych procesach, które sterują nasza planetą. Natomiast najnowsze badania badania co chwile dostarczają nam dowodów na jej istnienie:

 

Kilka ostatnich badań wskazało na możliwość, że oceany i ekosystemy lądowe rozpoczęły utratę części ich zdolności absorbowania dużej partii antropogenicznej emisji CO2. Jest to ważny wniosek, gdyż do tej pory jedynie około 40 procent tych emisji przebywa w atmosferze, uniemożliwiając dodatkowe zmiany klimatyczne. Ponowna analiza dostępnych danych atmosferycznej emisji CO2 z uwzględnieniem statystycznych niepewności wykazała, że tendencja wzrostu atmosferycznej frakcji CO2 od 1850 roku była 0,7 ± 1,4 procent na każdą dekadę, tj. bliska zeru, nie różniąc się w istocie od zera. 

 

Całość tu

 

I np taka informacja:

 

Naukowcy z Uniwersytetu w Waszyngtonie stwierdzili, że pustynie są w stanie wchłonąć znaczną ilość dwutlenku węgla. Dzięki ich opracowaniu być może uda się zrozumieć, jaką rolę odgrywają suche ekosystemy (pustynie i półpustynie) w bilansie węglowym planety.

 

Całość tu

 

 

Z tym bym polemizował - istnieją obecnie ponad 100m gatunki drzew mimo relatywnie niskiego poziomu CO2, a barierą wzrostu jest dla nich problem z dostarczaniem wody na takie wysokości, a nie brak CO2 i podobnie było w przeszłości.

Ja nie pisałem o drzewach wysokich na kilometr, bo na to nie pozwala miedzy innymi grawitacja naszej planety, mówiłem o roślinach bardziej rozległych i większych, większy nie znaczy tutaj wyższy. Czytałem też, nie pamiętam już gdzie, że obecny wzrost stężenia dwutlenku węgla już spowodował 2% przyrost biomasy na półkuli północnej. 

 

 

Na tym wykresie doskonale widać skalę problemu. W okresie największego wzrostu CO2, czyli ta prawie pionowa kreska w okresie kambryjskim, można odczytać, że w ciągu ok 20 mln lat poziom CO2 wzrósł o ok 2000 ppm. Daje nam to 100 ppm na ok 1 mln lat. Czyli mniej więcej tyle, o ile wzrósł poziom CO2 w ciągu ostatnich 50 lat. Naprawdę nie widzisz jak wielka jest to różnica? W żadnym razie nie możemy mówić, że aktualny wzrost jest naturalny, to po prostu nie ten kaliber.

 

Ja widzę na tym wykresie to, że obecnie mamy jedno z najniższych o ile nie najniższe stężenie CO2 w historii Ziemi i jak pokazuje wykres przytoczony przeze mnie w tym poście, możliwe są skoki stężenia CO2 w atmosferze o nawet ponad 100 ppm bez udziału człowieka i w relatywnie krótkim czasie, nie potrzeba miliona lat.

 

Jedyne co jest pewne to to, że istnieje związek przyczynowo skutkowy miedzy wzrostem stężenia dwutlenku węgla a wzrostem średniej globalnej temperatury. Natomiast od twierdzenia, że to właśnie wzrost dwutlenku węgla jest głównym winowajcą tego, ze jest cieplej, byłbym daleki. Jeszcze dalej mi do twierdzenia, ze człowiek w głównej mierze odpowiada za globalne ocieplenie. Trzeba też pamiętać, że istnieją teorie mówiące, ze wzrost stężenia CO2 w atmosferze jest skutkiem wzrostu temperatury a nie odwrotnie i są popierane przez naukowców mogących się poszczycić znaczącym tytułem naukowym.

 


  • 1

#87

Lynx
  • Postów: 2209
  • Tematów: 4
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Jako że temat został odświeżony, pozwolę sobie dorzucić swoje 3 grosze, gdyż kiedyś sam interesowałem się tym zagadnieniem.

Po lekturze twoich wpisów sądzę, że powinieneś się zainteresować na nowo i najlepiej od samych podstaw, bo najwyraźniej jesteś na etapie mylenia globalnego ocieplenia z efektem cieplarnianym. Powtarzasz popularne mity i przeinaczenia na temat AGW (choćby oświadczenie komitetu NG PAN albo wywody Jaworowskiego) i być może nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak wielkie bzdury wygadujesz. Polecam ci skonfrontować twoje poglądy z aktualną wiedzą naukową. Do wyboru proponuję coś po polsku, albo po angielsku. Miłego czytania.
  • 0




 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u