Skocz do zawartości





Zdjęcie

Nelson Mandela nie żyje. Miał 95 lat


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1

Sventer
  • Postów: 240
  • Tematów: 36
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Dołączona grafika
Nie żyje Nelson Mandela, słynny przywódca ruchu przeciw apartheidowi, były prezydent RPA, obrońca praw człowieka. Miał 95 lat. O jego śmierci poinformował prezydent RPA, Jacob Zuma.- Odszedł spokojnie, otoczony przez rodzinę. Nasz naród stracił swojego największego syna. Nasi ludzie stracili ojca - mówił Zuma Był ikoną walki z apartheidem, rasistowskim systemem gnębiącym czarnych, który panował w Republice Południowej Afryki do połowy lat 90. XX wieku. Ten system polityczny zakładał osobny rozwój ludzi różnych ras, zakazane były małżeństwa międzyrasowe, a od 1950 roku sądem karano nawet osobę, która odbyła stosunek seksualny z przedstawicielem innej rasy. Wyznaczono osobne strefy dla ciemnoskórych, których nie można im było opuszczać.

Mandela walczący z apartheidem pierwszy proces miał w 1956 roku. Wtedy postawiono mu zarzut działalności wywrotowej, ale został uniewinniony. Po zdelegalizowaniu Afrykańskiego Kongresu Narodowego w 1960 roku Mandela zaczął działać w podziemiu.

Dwa lata później pojechał do Algierii na przeszkolenie wojskowe, został aresztowany podczas próby powrotu do kraju i skazany najpierw na pięć lat więzienia, a potem na dożywocie. 18 lat z zasądzonego okresu kary Mandela spędził w więzieniu na wyspie Robben Island, gdzie pracował w kamieniołomach. Po 27 latach spędzonych w niewoli wyszedł na wolność w 1990 r., m.in. pod wpływem nacisków międzynarodowych władz i organizacji.

Trzy lata po odzyskaniu wolności Mandela dostał Pokojową Nagrodę Nobla jako ikona walki z apartheidem. W latach 1994-99 był prezydentem RPA. Później, głównie ze względu na problemy zdrowotne, wycofał się z życia publicznego.

"Wielbiłem ideał demokratycznego i wolnego społeczeństwa"

Mógł panować dożywotnio, lecz oddał władzę. Mógł się dorobić, ale wolał zadbać o innych. Zamiast szukać zemsty - przebaczał. Był politykiem jak z innego świata, wzorem, którego nie próbowano doścignąć.

11 lutego 1990 r. wyszedł przez bramę więzienia Pollsmoor. Posiwiały, ale nie złamany 27-letnim pobytem za kratami. Na widok uradowanych tłumów wzniósł w górę pięść zaciśniętą w geście zwycięstwa. Wieczorem przemówił z balkonu w Kapsztadzie. Powtórzył słowa, jakie wypowiedział tuż przed uwięzieniem: "Wielbiłem ideał demokratycznego i wolnego społeczeństwa, w którym wszyscy ludzie, bez względu na kolor skóry, będą żyli w zgodzie, ciesząc się takimi samymi prawami i możliwościami. Jest to ideał, o który walczyłem i dla którego pragnę żyć. Ale jeśli będzie trzeba, jestem także gotów oddać życie za ten ideał".

Nie oddał życia jak Mahatma Gandhi - z którym go porównywano - zabity przez fanatyka. Nelson Mandela dożył słusznego wieku 95 lat, zanim zmarł w otoczeniu najbliższych.

Może czasem lepiej nie żyć tak długo... Było mu dane zobaczyć, jak jego polityczni następcy obniżają poprzeczkę do poziomu ogólnie przyjętego, jak podniesione przezeń na piedestał ideały obrony praw człowieka pleśnieją w lamusie, jak czarni policjanci strzelają do strajkujących czarnych górników, jak naród pyta: "Dałeś nam wolność - dobrze, ale gdzie jest godna praca i płaca?".

Droga na wyspę Robben

Rolihlahla Mandela przyszedł na świat 18 lipca 1918 r. w rodzinie wodza królewskiego szczepu Thembu w wiosce Mvezo.

Jako pierwszy w rodzinie idzie do szkoły. Nauczyciel nazywa go Nelsonem, bo nie może wymówić jego imienia.

W 1941 r., po studiach prawnicznych w Fort Hare, Mandela ucieka do Johannesburga przed aranżowanym małżeństwem. Tam podejmuje pracę w firmie prawniczej. Rok później wstępuje do Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC).

W Południowej Afryce rządziła wtedy biała mniejszość, istniała segregacja rasowa, ale nie było jeszcze apartheidu jako systemu rządów. ANC od chwili powstania w 1912 r. nie kwestionował segregacji. Stawiał na sojusz z liberalnymi ugrupowaniami białej ludności, by w ramach istniejącego systemu wspólnie stworzyć kolorowym lepsze warunki rozwoju. Mandela wespół z innymi młodymi politykami zakwestionował tę linię. ANC po raz pierwszy zaczął żądać pełni praw politycznych dla kolorowych. Odbywały się masowe mityngi, strajki i kampanie biernego oporu wzorowane na działaniach Gandhiego w Indiach.

W 1948 r. wybory wygrała Partia Narodowa, obiecująca zaostrzenie barier rasowych w gospodarce. Podobało się to białym robotnikom, obawiającym się konkurencji ze strony kolorowych, jak i farmerom, obawiającym się odpływu czarnej siły roboczej do miast. Nowy rząd wprowadził apartheid.

W 1952 r. Mandela - na spółkę z Oliverem Tambo - zakłada pierwszą czarną kancelarię prawniczą. W 1956 r. razem ze 155 innymi aktywistami dostaje zarzut działalności wywrotowej. Po trwającym cztery lata procesie sąd go uniewinnia.

W 1960 r. rząd wprowadza stan wyjątkowy i delegalizuje ANC. Mandela zostaje wiceprzewodniczącym partii i przechodzi do podziemia. Tworzy i obejmuje dowództwo armii partyzanckiej Umkhonto we Sizwe (Włócznia Narodu). W 1962 r. nielegalnie przekracza granicę i odbywa przeszkolenie wojskowe w Algierii. Aresztowany podczas próby powrotu do kraju, zostaje skazany na pięć lat więzienia. Podczas obławy na farmę pod Johannesburgiem policja znajduje wojskowe plany ANC. Mandela i jego siedmiu towarzyszy dostają wyroki dożywocia za próbę zbrojnego przewrotu. Trafiają do więzienia na wyspie Robben, afrykańskiego Alcatraz.

Jak skończył się apartheid

To był złożony proces. Gdzieś w połowie lat 70. gospodarka RPA zaczęła się sypać, w dużej mierze za sprawą międzynarodowych sankcji, wprowadzonych jako wyraz potępienia dla rasistowskich rządów. Jednak źródła niewydolności tkwią w samym systemie: zaniżanie płac czarnych pracowników (zarabiali cztery razy mniej niż biali) powoduje słabość rynku wewnętrznego i nieopłacalność modernizacji. Budżet na walkę z kryzysem znacząco obciążają prowadzone przez RPA działania wojenne, zwłaszcza na pograniczu Namibii i Angoli.

Tymczasem sąsiednie państwa jedno po drugim uzyskują niepodległość. ANC korzysta z ich pomocy. Szkolone za granicą grupy bojowników przenikają do RPA, gdzie organizują akcje sabotażowe i zamachy bombowe.

W 1986 r. wybucha kolejne antyrządowe powstanie. Władze wprowadzają stan wyjątkowy, społeczność międzynarodowa nakłada dalsze sankcje. Mandela pisze z więzienia list do prezydenta Pietera W. Bothy, proponując dialog w sprawie przyszłości kraju. W lipcu 1989 r. pod wpływem międzynarodowych nacisków, rebelii w murzyńskich miastach i kryzysu gospodarczego prezydent Botha po raz pierwszy rozmawia z Mandelą.

Trzy miesiące później, po odejściu Bothy spowodowanym wylewem, urząd prezydenta obejmuje Frederik de Klerk. W grudniu spotyka się z Mandelą w więzieniu. Wkrótce potem ogłasza koniec polityki apartheidu i uwalnia go. Trzy lata później obaj odbiorą Pokojową Nagrodę Nobla.

Czarny prezydent

W 1994 r. Mandela zostaje wybrany na pierwszego czarnoskórego prezydenta Południowej Afryki. Stawia na przebaczenie, porozumienie i kompromis.

Jeszcze w więzieniu podkreślał, że w przeciwieństwie do innych krajów Afryki, gdzie osadnicy z Europy byli jedynie najeźdźcami, tutaj są współgospodarzami: - To jest także ich dom. Chcemy, by żyli z nami i dzielili z nami władzę - mówił w 1986 r.

Do okrągłego stołu zasiadł nie po to, by negocjować z białym reżimem warunki jego kapitulacji, ale żeby znaleźć formułę, która pozwoliłaby Południowej Afryce uniknąć przepowiadanej wojny domowej, pogromów i gospodarczego upadku. Powołano Komisję Prawdy. Za wyjawienie zbrodni (w latach 1960-94 w zamieszkach zginęło ponad 25 tys. ludzi) stający przed Komisją politycy, policjanci, żołnierze, szpicle, zabójcy z tajnych szwadronów śmierci, ale także partyzanci i zamachowcy z ruchu wyzwoleńczego mogli prosić o łaskę. Przez osiem lat działalności Komisja udzieliła 1,2 tys. amnestii.

Mandela powierzył teki ministerialne w swoim rządzie kilku prominentom epoki apartheidu, m.in. de Klerkowi i "Pikowi" Bocie.

Botha w rozmowie z Wojciechem Jagielskim tak wspominał pierwsze posiedzenia koalicyjnego rządu: - Człowiek, który całe życie spędził w konspiracji i więzieniu, rozsiadł się na prezydenckim fotelu z taką swobodą i gracją, jakby przygotowywał się do tej roli od lat. Był przywódcą w każdym calu, w każdym geście. A tak niewiele brakowało, byśmy uniemożliwili mu spełnienie jego misji. Myślę, że my wszyscy, którzy zasiadaliśmy w rządzie, poczuliśmy wtedy, że byliśmy po prostu uzurpatorami, trzymając go w więzieniu przez tyle lat.

Tylko żonie nie wybaczył

Jako prezydent Mandela, żywa legenda, zajmuje się promocją kraju za granicą. Światowi przywódcy go podziwiają i są pod wrażeniem jego ujmującej osobowości: jest absolutnie szczery, uczciwy, szarmancki, dba o wygląd i maniery. Nie pali, nie pije, nie przeklina. Mówią o nim: "gigant XX stulecia", "patriarcha", "żywy dowód, że dobro zwycięża nad złem".

Krajem w rzeczywistości rządził wiceprezydent Thabo Mbeki, którego Mandela namaścił na następcę. Sam zaś podróżował po świecie i swoją osobą promował nową Południową Afrykę.

Wielu komentatorów dobrowolne odejście z urzędu po upływie kadencji (w 1999 r.) uważa za największe dokonanie Mandeli. Z łatwością mógł przedłużać swoje rządy w nieskończoność, jak Robert Mugabe w Zimbabwe, Paul Kagame w Ruandzie, Yoweri Museveni w Ugandzie, i wielu im podobnych. Lecz Mandela ocalił swoją legendę. I stworzył precedens, pokazując, że rządy w Afryce nie muszą się wiązać ze złodziejstwem i kurczowym trzymaniem się władzy.

Życie prywatne miał nieudane. Pierwsza żona, Evelyn, w 1958 r. kazała mu wybierać między rodziną i polityką. Wybrał politykę. Drugą żonę Winnie skazał na samotność, idąc do więzienia z dożywotnim wyrokiem, a ona odpłaciła się licznymi romansami. Kiedy wyszedł, wystąpił o rozwód. "Potrafił wybaczyć swoim najgorszym wrogom, którzy wtrącili go do więzienia i odebrali mu 30 lat życia. Ale nie potrafił wybaczyć Winnie, którą kochał i która poświęciła dla niego życie" - pisała Ndileka, jedna z wnuczek Mandeli.

- Zastanawiałem się, czy jakakolwiek sprawa może być wystarczającym usprawiedliwieniem dla porzucenia żony, rodziny. Ale koniec końców myślę, że postąpiłem właściwie - mówił on sam.

W jesieni życia niespodziewanie zakochał się i ożenił po raz trzeci. Młodsza od niego o 30 lat Gracja Machel jest wdową po pierwszym prezydencie Mozambiku, Samorze Machelu, który zginął w niewyjaśnionej katastrofie lotniczej nad RPA w 1986 r. Była z Mandelą do końca.

Skazy na krysztale

Z czasem, w zderzeniu z przyziemnymi realiami, nawet najdoskonalsza legenda blaknie.

Po upadku apartheidu przepaść między nielicznymi bogatymi i masą biedoty niewiele się zmniejszyła, bezrobocie sięga 40 proc. Pod rządami kolejnego prezydenta, Mbekiego, i obecnego, Jacoba Zumy, socjalistyczny ANC przepoczwarzył się w partię liberalną, nieskłonną do ugięcia się pod żądaniami pracowniczymi. Czarni radykałowie w szeregach ANC chcą brać spóźniony odwet na Białych. Dzisiejsi przywódcy odmawiają spotkania z Dalajlamą, lepszy interes widząc we współpracy z Pekinem, ściskają się z afrykańskimi dyktatorami. To zresztą zarzucano i Mandeli, nieskłonnemu porzucić starych przyjaciół, do których zaliczał np. Muammara Kaddafiego.

Wciąż obfite żniwo zbiera AIDS. Za ignorowanie tego problemu Mandela zbierał największe cięgi. Jego zastępca, Mbeki, otwarcie przyznawał się do niewiary w związek HIV z AIDS i marnował przeznaczone na walkę z najgorszą zarazą końca XX wieku fundusze. Dopiero kiedy w 2005 r. ta właśnie choroba zabrała Mandeli syna, przyznał się do błędu i został adwokatem walki z AIDS.

Na emeryturze, póki starczyło mu sił, Mandela wciąż jeździł po świecie, promując swoje ideały i kraj. M.in. pomagał załatwić organizację mistrzostw świata w piłce nożnej. Założył kilka fundacji swego imienia zajmujących się działalnością charytatywną, prawami człowieka i rozwiązywaniem konfliktów. Poza kilkoma domami w różnych częściach kraju nie zgromadził majątku. Bezcenna jest jego rozpoznawalna na całym świecie marka - walka o prawo do niej rozpoczęła się jeszcze przed śmiercią patriarchy.

Mandela starał się unikać roli mentora, mimo to był wciągany w niemal każdą afrykańską wojnę. Jego romantyczna naiwność, brak doświadczenia, a także zazdrość sąsiadów spowodowały, że większość dyplomatycznych inicjatyw kończyła się fiaskiem.

- Jestem rozczarowany, bo wierzyłem, że powodzenie naszej pokojowej transformacji przekona także innych, że wszelkie konflikty da się rozwiązywać bez użycia siły - mówił w 2004 r.

- Jednak mimo wszystko ziszcza się sen, który śnił mi się przez te wszystkie długie, samotne, zmarnowane lata w więzieniu - dodał, cytując Martina Luthera Kinga. - Jestem szczęśliwym człowiekiem. I jestem przekonany, że gdy nadejdzie mój czas, odejdę z uśmiechem na ustach.

Źródło: http://wyborcza.pl/1...ial_95_lat.html

http://www.youtube.com/watch?v=iWYq6wpqQuI
http://www.youtube.com/watch?v=1HNF2W_oNZI

Użytkownik Sventer edytował ten post 06.12.2013 - 09:18

  • 1



#2

Tenhan
  • Postów: 758
  • Tematów: 52
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Zmarł "wielki" człowiek który zrujnował RPA.
  • 4

#3

kpiarz
  • Postów: 1986
  • Tematów: 388
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Drugie oblicze biografii N.Mandeli, raczej mało publikowanej.

Nelson Mandela, idol kolejnych kandydatek do tytułu Miss World, mentor przeróżnych ruchów „praw człowieka”, człowiek pomnik. Pogromca apartheidu, męczennik, wielki ojciec wyzwolonej ludzkości, oraz bezstronny mediator w wielu kwestiach. Taki obraz tego człowieka kreują media i inni „wielcy tego świata”, tworzą legendę Mandeli, która w zestawieniu z faktami określić należy mianem fantazji, choć bardziej pasuje tu słowo wierutne kłamstwo. Zakładając, że większość zna nazwisko Mandeli należy jednak powątpiewać czy ta większość zawraca sobie głowę bliższym poznaniem tej postaci. Tzw. większości bowiem wystarcza w pełni informacja o tym, że taki człowiek istnieje i „walczył o wolność i równość”. Postać Mandeli obrosła legendą, bazującą na kilku podstawowych filarach.

Pierwszym z filarów „świętości” jest męczeństwo Mandeli, które jest dość kontrowersyjne. Został on skazany w otwartym procesie, którego rzetelność i bezstronność nie była nigdy kwestionowana. Zarzuty obejmowały działalność mającą na celu obalenie rządu oraz wspierania polityki terroryzmu. Jego działalność zorientowana była na naruszenie obowiązującego prawa i porządku publicznego oraz akty terroru prowadzące do okaleczeń i śmierci tysięcy niewinnych ludzi, wliczając w to czarnych, którym rzekomo walkę swą dedykował. W swej autobiografii „Długa droga do wolności” Mandela wspomina, że w latach 80-tych wydał rozkaz podłożenia bomby na Church Street w Pretorii. Wybuch zabił 19 osób i ranił ponad dwieście. Gdy został on uwięziony zaproponowano mu zwolnienie w zamian za wyrzeczenie się wspierania terroryzmu. Mandela odmówił co poskutkowało dalszym pobytem w więzieniu. Paradoksalnie, później został on laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Nie jest zresztą on jedynym terrorystą, który został nią nagrodzony, ale to świadczy jedynie o komitecie noblowskim i o wartości samej nagrody.

Drugim filarem mitu Mandeli jest przekonanie, że uchronił on Południową Afrykę od „krwawej łaźni”. Nadchodzącym rozlewem krwi, podobnym do tego jakie miały miejsce w innych częściach Afryki straszono południowych Afrykańczyków przed upadkiem apartheidu. Miał on być wynikiem ogólnokrajowego powstania przeciwko białemu rządowi. Jednak scenariusz taki był mało prawdopodobny ze względu na dobrze uformowaną strukturę społeczną oraz efektywne siły policyjne, a także inne czynniki ustabilizowanego społeczeństwa. Relacje pomiędzy społecznościami za czasów apartheidu były ustabilizowane, oparte na wzajemnym szacunku. Obraz apartheidu jako ucisku Murzynów został wykreowany na potrzeby usprawiedliwienia działań Mandeli i jego sojuszników, w tym komunistów. Zdarzały się, oczywiście „powstania”, jednak krytyczne spojrzenie na liczby zaangażowanych w nie „bojowników” wskazują, że liczba zdecydowanych na obalenie władz to zaledwie kilka procent społeczeństwa. Groźba „krwawej łaźni”, wzbudzenie strachu było celem ludzi, których celem było zniszczenie systemu. Twierdzenie, że Mandela zapobiegł rozlewowi krwi jest mitem, fakty wskazują, że działał on w przeciwnym kierunku. Mandela wraz ze słowackim Żydem Joe Slovo, był założycielem organizacji, która wspierała i aktywnie brała udział w masakrach ludności cywilnej. Było to zbrojne ramię Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), Włócznia Narodu (Umkhonto we Sizwe). Organizacja ta odpowiedzialna jest za krwawe represje na czarnej ludności, która nie popierała demontażu apartheidu. Nawet Komisja Prawdy i Pojednania musiała przyznać, że „działania ANC były rażącym pogwałceniem praw człowieka”. Rozlew krwi nastąpił. Jednak dopiero po wywalczonej „wolności”. Poprzedzające wybory starcia pomiędzy czarnymi mieszkańcami RPA pochłonęły 20 tysięcy ofiar. Czy Mandela powstrzymał tą masakrę? Krótka odpowiedź brzmi: nie! Rzeźnia w RPA trwa nadal, kraj ten przoduje w światowych statystykach przestępczości. Szczególnie okrutne zbrodnie, nabierające cech czystek etnicznych, dotykają białej społeczności, zwłaszcza żyjących w odizolowanych gospodarstwach farmerów. Zbrojne najazdy murzyńskich band na farmy charakteryzuje wyjątkowe okrucieństwo oprawców, połączone najczęściej z grabieżą. Od momentu objęcia władzy przez ANC życie straciło ponad trzy tysiące białych rolników, doczekały się one terminu „farm crimes”. Afrykanerzy są pozostawieni sami sobie, nie mogą liczyć na pomoc władz, które ciągle jeszcze eksploatują „winę” białych za materialną sytuację czarnej większości. W obawie o bezpieczeństwo kraj opuściło ponad 800 tysięcy Afrykanerów. Sentymenty i rasowe napięcia to codzienność RPA. Liderzy ANC sprytnie je wykorzystują. „Krwawa łaźnia” Południowej Afryki nie osiągnęła rozmiarów innych afrykańskich rzezi ostatnich dziesięcioleci. Różnicą jest jednak to, że jest ona przemilczana. Światowa opinia publiczna nie może dowiedzieć się, że dzieje się to na skutek „wolności”, którą tak gorąco wspierał Zachód. Skala morderstw na białych farmerach nie spędza snu z powiek międzynarodowym organizacjom, ich sytuacji nie nagłaśniają media ani „organizacje praw człowieka”. Równałoby się to z przyznaniem, że człowiek (Mandela) i siła polityczna (ANC), którą tak promują są winnymi wpędzeniu kraju w wir przemocy i biedy. Że wszystko to dzieje się dzięki polityce prowadzonej przez ich ulubieńców, światowe autorytety. Rządy ANC to również okres prawnie usankcjonowanej grabieży. Kongres utrzymuje poparcie ludności m.in. dzięki działaniom takim jak „akcje afirmatywne” czy odbieranie ziemi białym farmerom (również przez jej odkupowanie) i przekazywanie czarnym. To „wyrównywanie niesprawiedliwości apartheidu” poskutkowało znacznym obniżeniem możliwości produkcyjnych sektora rolniczego. Przekazywany ziemie w 90% nie były uprawiane przez nowych, czarnych gospodarzy, co zmusiło rząd do chwilowego zawieszenia planu. Jednym z powodów prowadzenia takiej polityki była również ogromna skala korupcji, defraudacji nadużyć wśród członków ANC, którzy dzięki tym akcjom znacznie się wzbogacili. Podobna sytuacja miała miejsce w sąsiednim Zimbabwe, gdzie odbierane białym farmy trafiały do rodziny i przyjaciół prezydenta Roberta Mugabe. I w tym kraju eksperymenty te zakończyły się załamaniem gospodarki rolnej. Pod czarnym rządami RPA stała się jednym z najbardziej niebezpiecznych krajów na Ziemi, z jednymi z najwyższych wskaźników morderstw i gwałtów.

Mandela jest przedstawiany jako uosobienie pacyfizmu, człowiek miłujący ponad wszystko pokój i gardzący przemocą. Nie jest to prawdą. To, że wzywał on do „biernego oporu” nie wynikało z tego, że nie chciał on przemocy lecz z tego, że w początkowym okresie działalności, ANC nie dysponowała wystarczającymi środkami do podjęcia walki zbrojnej. Mandela do dziś utrzymuje, że akcje terrorystyczne w wykonaniu Włóczni Narodu miały „charakter czysto obronny” a ich celem był „sprzeciw wobec przemocy apartheidu”. Mandela założył Włócznię Narodu krótko po tym jak został uniewinniony w pierwszym swoim procesie. Pomimo używania retoryki o „uciskanej ludności”, początkowo niewielki odsetek czarnej społeczności wspierał jego działania. Zapowiedź zbrojnego oporu miała rozbudzić emocję i była działaniem propagandowym mającym zapewnić masowe poparcie polityczne dla ANC, przybrała jednak formy terroru. Mandela stał się uosobieniem oporu wobec ucisku czarnych. Niewątpliwie stał się on symbolem dla dużej części niewykształconej i niezamożnej ludności chłopskich, stał się uwiarygodnieniem przekonania, że i ona może zatriumfować nad cywilizacją białych i ich rządami. Za jego pośrednictwem. Nadzieje południowoafrykańskich chłopów okazały się złudne. Pod „wyzwoleniu” ich dochody i jakość życia znacznie się obniżyły. Jednocześnie pogłębiła się przepaść pomiędzy nimi a wąską, wyjątkowo bogatą, czarną elitą.

Przed uwolnieniem Mandeli i rozejmem pomiędzy białym rządem i ANC, przedstawiciele finansowego i produkcyjnego sektora RPA wyjaśniali przyszłym rządzącym ogrom odpowiedzialności jaki zostaje im powierzony. Należy pamiętać, że w odróżnieniu od innych krajów Afryki, mieszkańcy RPA byli beneficjentami systemu gospodarczego nadzwyczajnie rozwiniętego przez kolonializm. Przekazanie władzy ANC było jak powierzenie im skarbu. Uprzedzono ich, że brak dbałości o finanse i gospodarkę spowoduje nieodwracalne skutki, upadek kraju, który dotknie przede wszystkim najbiedniejszych. Ochrona gospodarki kraju zależało głównie od Mandeli, który dzięki wewnętrznemu i międzynarodowemu poparciu cieszył się pełnią władzy. Pomimo tego wsparcia Mandela nie zamierzał chronić istniejących struktur i zaczął wdrażać program ANC, który doprowadził do załamania się południowoafrykańskiej infrastruktury. RPA opuściły wielkie firmy, dla których relokacja nie była niemożliwa finansowo, równocześnie rozpoczęła się emigracja wyszkolonych kadr. Pod rządami Mandeli RPA z prężnie prosperującego kraju stała się obszarem biedy, chorób i przestępczości. Mandela jako polityk poniósł całkowitą klęskę. Nie udało mu się zabezpieczyć i wzmocnić odziedziczonej po białych infrastruktury. W obliczu takich możliwości i kontrastu na tle pozostałej części Afryki, wszystko zostało zaprzepaszczone. Mandela doprowadził do zniszczenia kraju m.in. przez przyzwolenie na nepotyzm i korupcje w łonie ANC. Złudzenie jego politycznych zdolności zostało narzucone mu poprzez przypływ emocji i entuzjazmu, wynikającego z obalenia apartheidu, na całym świecie.

Mandela komunista.

W 1944 roku Mandela wraz z Walterem Sisulu i Oliverem Tambo założyli Ligę Młodych ANC (ANCYL), która szybko przekształciła się w zbrojną bojówkę. Będąca pod silnym wpływem komunistów Liga Młodych wywierała naciski na ANC, by skłonić ją do podjęcia i rozszerzenia działań bezpośrednich, optowała za stosowaniem przemocy w walce politycznej. Pięć lat później ta trójka sprawowała pełną kontrolę nad Ligą Młodych, a nawet samym Kongresem. W 1949 mandela został wybrany do najwyższych władz ANC i został przewodniczącym Ligi Młodych. W 1952 roku Mandela został nominowany na szefa „Kampanii Oporu”, której zadaniem była aktywizacja przeciwników polityki apartheidu, i prowokowanie niepokojów społecznych. Powołana przez niego Włócznia Narodu miała stać się głównym instrumentem komunistycznej rewolucji w Afryce Południowej. Zorganizowano szkolenie militarne dla setek rewolucyjnych młodzieńców, którzy trenowani byli nie tylko w RPA ale również na Kubie, w Algierii, Egipcie, Etiopii, Chinach, Rosji, Korei Północnej, Wschodnich Niemczech i w Czechosłowacji. ANC była silnie powiązana z Południowoafrykańską Partią Komunistyczną (SACP), która stanowiła realne zaplecze ideologiczne Kongresu. Niemniej jednak łatwiej było pozyskać poparcie pod hasłami wyzwolenia i równouprawnienia murzynów. Zachodnie kraje wspierające ich walkę nie musiały tłumaczyć się z bezpośredniego poparcia dla komunistów. Mandela na potrzeby propagandy został skutecznie „wypolerowany”, rzadko wspomina się o jego komunistycznych sympatiach i powiązaniach. Dr Igor Głagolev, który przez wiele lat odgrywał kluczową rolę w pozyskiwaniu wsparcia ZSRR dla terrorystycznych ruchów w Afryce (później jego sympatie zwróciły się ku Zachodowi) mówi, że już pod koniec 1951 roku Związek Radziecki rozpoczął kampanię mająca na celu przejęcie Południowej Afryki. Nie było to nic nowego, Kongres Międzynarodówki Komunistycznej w 1928 roku poinstruował Komunistyczną Partię Południowej Afryki by poświęciła ona szczególną uwagę ANC i przekształciła ją w rewolucyjny ruch służący obaleniu białej administracji RPA. Istotna rolę w tych wydarzeniach odgrywał szef SACP Yusuf Dadoo, członek władz ANC. Ironią jest to, że kraje takie jak Anglia, USA i kraje skandynawskie finansowały południowoafrykański terroryzm w późniejszych latach. Równie aktywnie przystąpiły, wraz z komunistami, do budowania zakłamanego wizerunku Mandeli jako człowieka, który ocalił Południową Afrykę, swoistego czarnego mesjasza. To aktywne wsparcie zachodnich mocarstw dla ANC było powodem tego, że na całym świecie nie było słychać głosów krytyki wobec stosowanej przez Kongres przemocy. Jak głęboko Zachód zaangażowany był we wspieranie komunistycznych, murzyńskich terrorystów niech świadczy fakt, że główna siedziba ANC nie mieściła się w żadnym z krajów komunistycznych a w Londynie. Jednym z własnoręcznie sporządzonych przez Mandele dokumentów, który zostały wykorzystane w jego procesie była wykładnia jego poglądów zatytułowana „Jak być dobrym komunistą”. Pisał on, że przejście z kapitalizmu do socjalizmu nie może odbywać się powoli, drogami proponowanymi przez liberałów, ale w drodze rewolucji. Pisze również, że studiowanie filozofii Marksa jest niezbędne do uzyskania większej kontroli nad masowymi działaniami rewolucyjnymi. „Ruch komunistyczny nadal stoi w obliczu potężnych wrogów, którzy muszą zostać całkowicie zmiażdżeni, zanim komunistyczny świat będzie mógł zostać zrealizowany” – pisał Mandela.

Jednak nie wszyscy w ANC podzielali komunistyczne sympatie Mandeli. Antymarksiści wewnątrz Kongresu wyrażali swoje oburzenie tym, że Mandela i inni przywódcy ANC pozwolili by nacjonalistyczny, czarny ruch został zagarnięty przez komunistów z SACP. To że mieli co do tego całkowita rację potwierdził w 1991 roku na łamach oficjalnego organu Amerykańskiej Partii Komunistycznej weteran SACP Brian Dunning mówiąc, że każdy członek SACP był równocześnie członkiem ANC. Mandela nigdy nie ukrywał bliskich powiązań obu partii. W pierwszym przemówieniu po zwolnieniu z więzienia w 1990 roku, w którym zwrócił się do swoich towarzyszy broni określił Joe Slovo jako „jednego z największych patriotów”. Komuniści byli częstymi gośćmi Mandeli na oficjalnych spotkaniach. To, że Mandela konsultował swoje decyzje z komunistami z SACP powiedział w 1993 roku na łamach International Express jeden z jej liderów Chris Hani. Mandela stał się medialną ikona pacyfizmu, który wyklucza zemstę na swoich przeciwnikach, takim mamy go widzieć. Jednak zestawienie tego opisu z faktami sprowadzi nas na ziemie. Dzieki staraniom Mandeli prominentne stanowiska w kraju zajęli komuniści oraz aktywiści pałający nieukrywana nienawiścią do białych mieszkańców RPA, zwłaszcza do Burów. O tym, że on sam podzielał tą nienawiść świadczyć może fakt nadzwyczajnej promocji Petera Mokaba, autora popularnej do dziś wśród zwolenników ANC frazy „Kill the farmer, kill the Boer” („Zabić farmerów, zabić białych”). Imieniem człowieka, który wzywał do mordowania białych w RPA został nazwany stadion w Polokwane, na którym rozgrywane były tegoroczne Mistrzostwa Świata. Po zwycięstwie Mandeli powołano Komisję Prawdy i Pojednania, obsadzoną przeciwnikami poprzednich władz. Z jej prac pod przewodnictwem Desmonda Tutu nie wynikła ani prawda, ani pojednanie a jej wyroki miały za zadanie upokorzenie Afrykanerów. Slogany i oświadczenia, którymi przez lata posługiwał się Mandela, utrwaliły rzesze czarnych w przekonaniu, że ideały ANC/SACP można osiągnąć wyłącznie przez przemoc. Aby zmobilizować masy, Mandela powiedział, że ten kto chce posiadać broń musi wstąpić do Umkhonto we Sizwe. Była to wręcz zachęta do przemocy, dodatkowo motywowanej politycznie. Mandele obwiniać należy za masakry, które wybuchły w RPA i które trwają do dziś. Aby zdać sobie sprawę z następstw nawoływań Mandeli i odzewu jego rewolucjonistów wystarczy spojrzeć na statystyki z pięciu lat ich aktywności, na przestrzeni lat 1984-89. W tych latach zniszczonych zostało 1770 szkół, 7187 domów murzynów podejrzanych o nie wspieranie ANC, 10318 autobusów, 152 pociągi, 12188 prywatnych samochodów, 1256 sklepów i fabryk, 60 urzędów pocztowych, 47 kościołów i 30 szpitali. W tym samym czasie zwolennicy „wyzwolenia” zamordowali trzystu swoich ziomków. W dzisiejszej, „wyzwolonej” Południowej Afryce notuje się średnio 56 morderstw dziennie! Jeszcze bardziej przerażające są statystyki gwałtów i grabieży. Nieustannie trwają również prześladowania Afrykanerów. Przestępczości sprzyja niekompetencja i korupcja policji. Pogłębia się także nędza zarówno czarnych jak i białych. To wspaniałe osiągnięcia Mandeli i ANC/SACP, rezultaty chwalonej przez elity walki. Gdy okazało się, że Mandela zostanie laureatem Pokojowej nagrody Nobla, ANC wydał oświadczenie, że z uwagi na fakt, iż Mandela zawsze wspierał finansowo Włócznię Narodu, jest prawdopodobne, że odda cześć pieniędzy z nagrody na potrzeby jej działalności! Po zwolnieniu Mandeli z więzienia przez prezydenta De Klerka i ponownym zalegalizowaniu ANC i SACP, lider tej ostatniej Chris Hani, przebywający w USA na zaproszenie tamtejszych komunistów stwierdził z radością, że teraz RPA będzie mieć komunistyczny rząd. De klerk, który chętnie podjął negocjacje z terrorystycznymi organizacjami nie poinformował białej społeczności o prawdziwej naturze ANC/SACP, nie nagłośniono również podobnych wypowiedzi murzyńskich radykałów, pozostawiając wyborcom zniekształcony obraz Kongresu i jego przywódców. Poinstruowano służby specjalne by te kontrolowały artykuły dotyczące ANC/SACP. Republika Południowej Afryki poprzez działalność i rządy czarnych komunistów Mandeli została zdegradowana do poziomu kraju Trzeciego Świata pod każdym względem. Obietnice kraju płynącego mlekiem i miodem zastąpiła rzeczywistość biedy, korupcji, przestępczości, prześladowań i braku perspektyw. Przypomnijmy, że od 1994 roku, czyli czasu w którym władzę przejął ANC zamordowano w bestialski ponad trzy tysiące białych. Państwowa dyskryminacja przeciwko tej społeczności obejmuje m.in. reformy ziemskie i akcje afirmatywne czyli tzw. „pozytywna dyskryminację”. Wielu z nich zostało bez pracy z powodu koloru skóry, około 10 procent Afrykanerów zostało zmuszonych do życia w prowizorycznych obozach. Wszystko to jest wynikiem rządów Mandeli i jego partii. To osiągnięcia ikony pokoju i pojednania, laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Fałszywy autorytet Mandeli jest usilnie podtrzymywany do dziś, i zapewne będzie utrzymywany po jego śmierci. Splunięciem w twarz wszystkim ofiarom jego terroru i rządów, zepchniętemu w ubóstwo społeczeństwu było ustanowienie przez ONZ Dnia Nelsona Mandeli, który obchodzony ma być 18 lipca. Takich ludzi nakazują nam wielbić i szanować.

http://answ.wordpres...dela-autorytet/
  • 3





Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u