Skocz do zawartości


Zdjęcie

Dlaczego w Polsce jest dobrze


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
756 odpowiedzi w tym temacie

#31

WormeX.
  • Postów: 69
  • Tematów: 0
Reputacja Zła
Reputacja

Napisano

Śmieszy mnie narzekające grono i chmara ludzi, dane GUS przedstawione na pierwszej stronie wyjęte nie wiadomo skąd, bo ja mam co rok najnowsze informatory GUSu i tak złych danych tam po prostu nie ma :P
Musicie zrozumieć, że Polska idzie cały czas do przodu, do przodu w dobrym tempie, że nie będzie u nas nagle jak na zachodzie.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... na pewno, ale nie tym razem. Mogę nie bez racji powiedzieć, że żyje w biednej jak na polskie warunki rodzinie. 90% ludzi z mojej wsi żyje się lepiej. Nie zazdroszczę im. Dlaczego? Może dlatego, że moi dalecy przodkowie byli Niemcami i jestem pozbawiony tej okropnej przypadłości narzekania i zazdroszczenia. Czuję się jednak Polakiem. Widzę progres. Progres, który może dostrzec każdy przeciętnie obdarowany inteligencją przez naturę urodzony w latach '90 i wcześniej. Rok 2001 - 2011 - niesamowity progres. Dane statystyczne GUS mówią jednoznacznie. Ale to nie oznacza, że z dnia na dzień wszyscy będą się taplać w biletach NBP.
Nie jest źle. Źle macie na Białorusi, na Ukrainie przez jakiś czas wstrzymano wypłatę rent podczas pierwszej fali kryzysu. Nagłaśniacie upadek jednej firmy. NA MIEJSCE KTÓREJ POWSTAJĄ DWIE NOWE. Ale o tym już się nie mówi? Mam szczęście, albo i nieszczęście żyć w jednym z najbiedniejszych regionów Polski - na Podkarpaciu. Widzę, że podupada PKS, małe sklepiki. W ich miejsce powstaje kilka prywatnych linii przewozowych z niskimi cenami, kilka marketów.

#32

Hourdeau.
  • Postów: 126
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

@WormeX
A i tak będą narzekać dalej :|

Co do biednych ludzi, trzeba pierw podzielić ich na tych rzeczywiście biednych, a leniwych nierobów którzy nie pracują, dostają rentę a i tak narzekają. Widząc i słysząc nie jesteś w stanie tego rozróżnić, ja miałem okazję pomagać mojej mamie nauczycielce która uratowała kilka ludzi z patologicznych rodzin i wyrosły na porządnych ludzi.

Prawie idealnym przykładem jest mój dziadek (pochodzę z górniczej rodziny) który już w wieku 15(!) lat wykombinował pracę na kopalni (dozwolona była od lat 16), zdobywał ordery pracy, wybudował własny dom, nigdy się nie zadłużył, jego ojcowie również byli górnikami a majątek to jedna może dwie niewielkie działki. Jak było ciężko np. brakowało węgla w domu to od razu szedł na "bergi" z matką czy ojcem i zbierał. Do dzisiaj jest w dobrej kondycji, jest mądry i ogarnięty (mimo że nie ukończył żadnych wyższych szkół) a z niewielkiej emerytury jest w stanie utrzymać cały dom.
Mogę się założyć że przynajmniej 1/4 biednych ludzi w Polsce nie jest biedna z powodu przyczyn przez które są całkowicie skazane na biedę (choroby itp.) tylko ze zwykłego lenistwa.

Użytkownik Hourdeau edytował ten post 15.12.2011 - 19:27


#33

Cmb.
  • Postów: 332
  • Tematów: 2
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Stan giełdy jest bardzo dobrym odniesieniem tego co dzieję się w gospodarce. W końcu to dom aukcyjny firm prywatnych.

Jest fałszywym odniesieniem, bo generalizuje sytuację zbiorczą i daje tylko durną średnią, która nic nie znaczy

Nawet Ci napisałem w poprzednim poście co robię i raczej nie jestem w klasie średniej. Za to mi się wydaję, że jesteś kimś kto nie zaznał prawdziwych problemów finansowych, nie wie co one znaczą i tak sobie narzeka bo mu "źle".
To że ludzie idą na studia byle jakie i po to by sobie pochlać na imprezach, to ich problem. Nie ma tyle miejsc pracy, by pomieścić tych wszystkich "politologów" i "socjologów". Po moich studiach trzeba sobie szukać zajęcia samemu bardzo aktywnie, większość ludzi pracuje jako freelancerzy i to trudny kawałek chleba. Więc nie gadaj mi głupot o tym że coś może być trudne - bo jakbym miał takie nastawienie jak Ty to bym mógł narzekać ile wlezie.

Czytałem Twój post i chciałem się odnieść, zrobię to teraz. Też studiuję, więc rozumiem słowa o ludziach chcących pochlać. Ale nawet ci starający się często nie mają pracy. Co do problemów finansowych to zaznałem ich sporo, praktycznie całe dzieciństwo i okres wczesnej młodości (gdzieś do 16 roku życia, ojciec był alkoholikiem i zmarł jak miałem 10 lat) i wiem, co to znaczy źle. Sęk w tym, że moja rodzina ma właśnie dużo znajomości (ojciec jaki był taki był, ale ludzi sporo znał) które pomogły nam przetrwać tamten okres - gdybyśmy mieli żyć z zasiłków państwowych to nie wiem, czy pisałbym ten post z własnego komputera, zapewne z więzienia za kradzież jakiegoś 7upa ze sklepu, bo tak działa nasz system prawny.

To takie Polskie: "Bo ma znajomości i to dlatego wszystko". Większość ludzi jest leniwa i nie chce im się uczyć na tyle, by być najlepszymi i wartymi dużych pieniędzy.

To, o czym mówisz, zdarza się jednemu na milion. W większości rządzą znajomości i taka jest niestety prawda - dopiero po wyłączeniu znajomości pracodawca szuka innych osób. Ostatnio spotkałem się na innym forum z takim tematem. Facet wziął do pracy swojego bratanka zamiast wykwalifikowanego człowieka po studiach, 2 razy bardziej znającego się na rzeczy, bo woli dać posadę rodzinie. To samo tyczy się kolegów, jak wiadomo ręka rękę myje.

@up
zapewne jest odsetek takich nierobów, jednak codziennie spotykamy się z sytuacją gdzie nie ma pracy dla ludzi którzy chcą pracować, nie można zwalać problemu na lenistwo. Ogólnie to o problemie lenistwa chyba nie rozmawiamy w tym temacie?

Użytkownik Cmb edytował ten post 15.12.2011 - 19:32


#34

Hippo.
  • Postów: 350
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

Dolicz droższe mieszkania, usługi etc. Nie ma to porównywać się do jednego z najbogatszych krajów świata? :D Mogę porównać Ukrainę do Polski, będzie podobne przeliczenie. Chętny? Ukraina wcale nie jest najbiedniejsza na świecie.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, na Ukrainie jest skrajna bieda i bogaci, u nas powoli klasa średnia zanika, i różnice między klasami społecznymi zaczynają być coraz większe.

#35

Pomaranczka.
  • Postów: 370
  • Tematów: 4
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

Widzisz. Mówisz że żyjesz na górnym poziomie klasy średniej i nawet Ty narzekasz...
O to mi właśnie chodzi, niezależnie ile będziesz zarabiać - zawsze będzie to samo.
Po co sobie odbierać radość z życia. Ja tam nigdy na porządnych wakacjach nie byłem, w szkole nigdy nie miałem na drożdżówki jak koledzy, a mieszkanie było poniżej Twoich najniższych oczekiwań (malutkie). Więc nie mów mi co mam myśleć, bo z tego co widać to Tobie wiecznie coś przeszkadza, mimo że żyjesz dobrze jak twierdzisz.


Ale gdzie ja napisałam, że na to narzekam. Napisałam właśnie, że nie narzekam i ze nie jest nam źle. Ale żeby prowadzić takie warunki życia trzeba miesięcznie mieć 4-5tys zł. A co mają powiedzieć ludzie, którzy mają raptem 3 tys i muszą jakoś z tego żyć.
Ja też nie byłam na porządnych wakacjach. Nigdy nie byłam w żadnym ciepłym kraju typu Hiszpania czy Włochy. Jak uda nam się pojechać na kilka dni do jakiegoś domku nad nasze morze to już jest fajnie bo są jakieś wakacje. Co do mieszkania to też za czasów życia z rodzicami mieszkałam w dwu-pokojowym mieszkaniu i gdyby mąż nie miał tak dobrej posady jaką ma to pewnie nie mielibyśmy 3-pokojowego mieszkania.
I drogi Mylo, ja nie piszę Ci co masz myśleć i pokaż mi jakikolwiek mój post, w którym wiecznie mi coś nie pasuje.



#36

Hourdeau.
  • Postów: 126
  • Tematów: 0
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

"A co mają powiedzieć ludzie, którzy mają raptem 3 tys i muszą jakoś z tego żyć."
Są i ludzie którzy potrafią za 1000zł żyć, po prostu nie muszą mieć takiego standardu życia jakie prowadzi osoba która ma 4tyś na miesiąc.

#37

Pomaranczka.
  • Postów: 370
  • Tematów: 4
  • Płeć:Kobieta
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

No i właśnie o tym piszę. Jak mają żyć ludzie, którzy mają jakąś marną rencinę za śmierć żywiciela rodziny, kilkoro dzieci i marne parę zł od państwa?
Za 1000zł nie ma żadnych standardów, to już jest przetrwanie. O 4 tysiącach pisałam jako o średnim standardzie, w którym nie musisz się martwić, że nie masz na chleb, ale nie jesteś na tyle bogaty, żeby pojechać raz do roku na porządne wakacje, czy chociażby ja jako kobieta, fundnąć sobie jakieś spa czy karnet na basem - bo zawsze jest coś ważniejszego, chociażby kupić coś dla dziecka.
Jak można twierdzić, że w Polsce jest dobrze? W Niemczech socjal jest tak wysoki, że ludzie są w stanie normalnie żyć, mieć codziennie co włożyć do gara, mieć mieszkanie, a nawet internet. Jedyne czego nie mogą posiadać to samochodu. To samo jest w Szwecji. Wiem bo moja siostra przez kilka lat po odejściu męża żyła z socjalnego. Tam na same dzieci dostajesz już wystarczająco dużo, żeby móc zrobić opłaty, a u nas ? Chyba 62zł jest rodzinnego na dziecko o ile miesięczna pensja na 1 członka rodziny nie przekroczy jakoś 400zł. Ja już nie mówię tutaj o swoim przypadku, bo mi się akurat dobrze ułożyło jak na ten kraj, więc zejdźcie ze mnie, ale widzę co się dzieje dookoła, mam sąsiadów i koleżanki i wiem jak życie tutaj może kopać po [...]. Wcale się nie dziwię, że młodzi ludzie stąd uciekają, bo tutaj po prostu nie ma dobrej przyszłości. Dzisiaj jest w miarę ok, a jutro już może być totalnie do 4-liter. Co roku wszystkie wydatki idą w górę, a pensje albo stoją w miejscu, albo ewentualnie dadzą Ci 5-10zł do wypłaty... Ja osobiście gdybym tylko miała możliwość to bym się nie zastanawiała ani chwili, żeby stąd uciekać.

 Edycja: Kurczak

Dołączona grafika



#38

mylo.

    Altair

  • Postów: 4511
  • Tematów: 83
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

W tym cały sęk. Nie ważne ile masz pieniędzy, zawsze możesz mówić - jak za to żyć. Bo "życie" dla każdego znaczy co innego. Może dla jednego "życie" zaczyna się od wycieczek do Egiptu, ale dla mnie nie jest ona potrzebna żeby czerpać radość z życia.

Znam gościa, który zarabia tak ok 2000 - 2500 tysiąca, ma trzy córki i chorą żonę. Nigdy, przenigdy nie usłyszałem od niego słowa narzekania. I za to go cenie, robi swoje, tyle ile może i bierze życie takim jakie ono jest. To jest właśnie piękne, żeby umieć się cieszyć choćby nie było luksusów, a sąsiad miał więcej niż my.

Tutaj chodzi o tą straszną fale narzekania. Mimo że wszyscy wiemy co w Polsce było i tak tak wiele ludzi złorzeczy na to co zostało zrobione.

Chciałem tak na prawdę przekazać to, żeby się cieszyć życiem i nie marnować go na martwienie się i narzekanie. Jest tylko jedno, a pompowanie sobie w żyły żalu i złej energii nie jest najlepszym sposobem by to naprawić. Jednak wdałem się niestety w niepotrzebne wywlekanie szczegółów.



#39

stefek.
  • Postów: 37
  • Tematów: 1
Reputacja neutralna
Reputacja

Napisano

A ja nie narzekam. Skończyłem studia na porządnym kierunku (politechnika), mam pracę, na wakacje do pelni szczęścia wystarcza mi dziewczyna, mój 16 letni samochód+rower i namiot nad jeziorem lub schronisko w górach.

Źle nie jest, a to że do 67 roku będę pracować. Cóż, przynajmniej nie będę się nudził :P

#40

Art123.
  • Postów: 251
  • Tematów: 14
Reputacja Zła
Reputacja

Napisano

"
Państwo się nie wzbogaca, nie jest firmą."


[...].
Państwo jest największą firmą, która zwie się mafia i codziennie [...] każdego polaka, na tyle, na ile może.

 Edycja: Kurczak

Dołączona grafika

#41

Stilgar.
  • Postów: 252
  • Tematów: 49
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

ALE CO TAM PANOWIE I PANIE

^^LINK^^


JEST CORAZ LEPIEJ


Nie dość, że ponad 20% społeczeństwa klepie biedę to trzeba jeszcze doliczyć te 11%. Nie ma co!

Użytkownik Musk edytował ten post 15.12.2011 - 21:30


#42

Alembik_Vina.
  • Postów: 1030
  • Tematów: 16
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja bardzo dobra
Reputacja

Napisano

Lepiej załóżcie temat 'gdzie znaleźć pracę na zimę'

 Edycja: Kurczak
Dołączona grafika

#43

AGuila.
  • Postów: 91
  • Tematów: 5
Reputacja ponadprzeciętna
Reputacja

Napisano

Po pierwsze i najważniejsze - mylo, chodzi Tobie o narzekanie, co kto ile zarabia i czy mu starczy od 1 do ostatniego? Czy też o narzekanie w jakim kierunku kraj zmierza i co się z nim stało i dzieje nadal?

#44 Gość_pokerek

Gość_pokerek.
  • Tematów: 0

Napisano

Wrzucam ciekawy artykuł, sam nie zweryfikowałem zawartych tam danych, jeżeli ktoś ma taką możliwość, byłbym bardzo wdzięczny. W każdym razie:

Jak zauważył dosyć dawno temu jeden z brytyjskich premierów „są kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyka” i niestety to stwierdzenie nadaje się do opisania projektu budżetu państwa na rok 2012, który właśnie został przekazany do Sejmu przez rząd Tuska.

To już drugi projekt budżetu na 2012 rok, pierwszy wpłynął do Sejmu 30 września ale później Platforma wygrała wybory i można było już przyznać się, że tak dobrze jak obiecywano w kampanii wyborczej, jednak nie będzie.

Jako poseł pracujący w sejmowej Komisji Finansów Publicznych, otrzymałem kilkaset stron materiałów budżetowych, samo uzasadnienie projektu budżetu liczy ponad 200 stron, więc wydawałoby się, że można się z nich dowiedzieć czegoś o obecnym stanie finansów państwa i zamierzeniach finansowych na następny rok.

Gdzie tam, liczne liczby prezentowane w tych materiałach są przedstawiane tak, żeby wynikało z nich możliwie jak najmniej, żeby nie można ich było porównać z wielkościami z lat ubiegłych, słowem, żeby niczego nie wyjaśniać, a raczej gmatwać.

Rząd Tuska przyjął ponoć realistyczny projekt budżetu na 2012 rok z 2,5% wzrostem PKB (w roku 2011 wzrost wyniesie około 4%) ale już rzut oka na dochody podatkowe pozwala się zorientować ,że są one zawyżone.

Te z VAT-u mają być o 9 mld zł większe niż w 2011, choć stawki tego podatku mają być nie podwyższane. Dochody z akcyzy maja wzrosnąć o 4 mld zł choć przy ogłaszaniu podwyżki akcyzy na olej napędowy uzasadniano, że mają one przynieść 2 mld zł dodatkowych dochodów podatkowych.

Dochody z CIT i PIT maja wzrosnąć odpowiednio o 1 mld zł i 2 mld zł w porównaniu z przewidywanym poziomem wykonania wpływów z tych podatków w roku 2011, choć już w tej chwili wiadomo, że to wykonanie będzie jednak sporo niższe.

Są jeszcze dochody niepodatkowe. Tu minister Rostowski zwiększył o ponad 2 mld zł wpływy z dywidend i wpłat z zysku od spółek i przedsiębiorstw państwowych, choć w roku 2011 wyniosły one prawie 6 mld zł i ich poziom oznaczał, że firmom państwowym zabierane były wszystkie pieniądze rozwojowe.

Można odnieść wrażenie, że strona dochodowa budżetu była ustalona tak, że najpierw określono wielkość wydatków ,a ponieważ deficyt budżetowy miał nie przekroczyć 35 mld zł to dochody budżetowe dostosowano do tych dwóch wielkości. A ponieważ z 2,5% wzrostu PKB aż tak wysokich dochodów podatkowych i niepodatkowych nie można było wydusić, to tu i ówdzie dopisano po parę miliardów złotych i tyle.

Jeszcze ciekawsza jest strona wydatkowa tego projektu budżetu. Pokażę jak ją budowano w odniesieniu do Funduszu ubezpieczeń Społecznych. Ponieważ brakowało dochodów ze składek, ustalono dotację budżetową do tego funduszu w wysokości prawie 40 mld zł ale zostanie ona uzupełniona środkami z Funduszu Rezerwy Demograficznej w wysokości prawie 3 mld zł (choć środki te miały być wykorzystywane od roku 2020), prawie 2 mld zł kredytu pozyskiwanego z banków komercyjnych i blisko 1 mld zł z kredytu uzyskiwanego z budżetu państwa. Fundusz ten ma już na koniec tego roku ponad 7 mld zł kredytu w bankach komercyjnych i ponad 15 mld zł kredytów budżetowych.

Gdyby chcieć doprowadzić do przejrzystości w finansowaniu FUS, to dotacja budżetowa do tego funduszu na rok 2012 powinna wynieść nie 40 mld zł, a 68 mld zł, a więc wydatki budżetowe musiałby być wyższe o 28 mld zł czyli blisko 2% PKB. W ten sposób ogromnej wielkości zobowiązania są zmiecione pod dywan i nieuwzględnione ani w wysokości deficytu sektora finansów publicznych, ani w wysokości długu publicznego.

Zupełne kuriozum to informacje o wysokości deficytu sektora finansów publicznych i długu publicznego. Mimo wielu tabel i liczb nie można się dowiedzieć jaki jest przewidywany deficyt sektora finansów publicznych na koniec 2012 roku, podobnie zresztą jak informacji jak zakończy się pod tym względem rok 2011.

Bez skrępowania prezentowany jest podwójny rachunek długu w relacji do PKB (ujęcie krajowe i unijne). Obydwa rachunki różnią się o 3% PKB czyli dług publiczny liczony metodą unijną jest o 45 miliardów wyższy od tego liczonego metoda krajową. I co z tego, zdaje się mówić minister Rostowski w prezentowanych dokumentach.

Z różnych innych miejsc materiałów budżetowych ale tylko przy użyciu metod śledczych, można wydedukować , że ani metodą unijną ani krajową, nie uwzględniono w liczeniu deficytu sektora finansów publicznych, ani długu publicznego, deficytu na rachunku środków europejskich (4,5 mld zł), deficytów ZOZ (5,3 mld zł), wspomnianego już wsparcia dla FUS (28 mld zł), transakcji swap na długu (w tamtym roku miały one wartość 7 mld zł), a więc razem zaniżono obydwa deficyty przynajmniej o 3% PKB.

Jeżeli dołożymy do tego, informację, że do liczenia długu wyrażanego w walutach obcych przyjęto kurs euro w wysokości 4 zł, a dług ten stanowi już blisko 30% całości naszego zadłużenia, to widać że nasz dług nie tylko przekroczył już 55 ale nawet konstytucyjny próg 60% PKB. Tego wprost jednak z prezentowanych materiałów się nie dowiemy.

Na podstawie tej pobieżnej analizy budżetu na 2012 rok wyraźnie widać, że powiedzenie „kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyka”, pasuje do tego projektu jak ulał.

Autor: Zbigniew Kuźmiuk
Źródło



#45 Gość_Horror

Gość_Horror.
  • Tematów: 0

Napisano

*
Popularny

Kowalski mieszkał w komunalnym mieszkaniu. Miał dach nad głową, zimną wodę, prąd, kuchenkę na gaz i piec kaflowy na węgiel. Codziennie jeździł do pracy tramwajem, robił zakupy, a wieczorami odpoczywał czytając gazetę. Zarabiał dobrze, na tyle dużo, że pół swojej pensji odkładał do skarpety. Czasami sąsiad go zapraszał na „telewizję” i piwko. Dużo rozmawiali. Kowalski wiedział, że sąsiad ma lepiej opłacaną pracę. Że ma samochód, a mieszkanie wykupił na własność. Któregoś dnia ów Kowalski zapragnął mieć swój telewizor. Kupił go za część swoich oszczędności. Znalazł też „okazję” i kupił samochód. Oszczędności topniały. Przydałby się jeszcze remont mieszkania. Wyrzucić piec, zamontować grzejniki, nie grzać już na gazie zimnej wody na kąpiel, itd. Ale przecież mieszkanie trzeba wykupić! Oszczędności stopniały, ale sąsiad mu mówił, że nie trzeba czekać, aż się uzbiera pieniądze, bo dzięki bankom można mieć to niemal zaraz. Kowalski miał pracę, dobrze zarabiał, obliczył, że może zwrócić wszystko po dwudziestu latach, nie zmieniając dotychczasowego trybu życia. Wziął więc kredyt i miał to samo co sąsiad. Duży telewizor, dwuletni samochód, mieszkanie „własnościowe”... i kredyt.

Bez czarnego scenariusza, typu „stracił pracę”. Minęły dwa lata. Media poszły w górę. Paliwo zdrożało, skoczył Frank, podrożała żywność. Konkurencja na rynku spowodowała, że firma w której pracował przestała się dynamicznie rozwijać i zaczęła walkę o byt. Popyt spadł, więc pensje nie rosną. Skoczyło w górę ubezpieczenie OC. Auto się zepsuło. Trzeba wymienić opony na zimowe, zrobić przegląd, wymienić zawieszenie. Telewizor szwankuje, takie dzisiaj robią dziadostwo. Cholera, żeby coś oglądać trzeba płacić za kablówkę, internet, telefon. Czas wymienić to rozklekotane łóżko. Zepsuł się odkurzacz. Lodówka źle mrozi. W robocie nerwówka. Który dzisiaj? Czas zapłacić kolejną ratę... Muszę się napić, zrelaksować.

Ile za naprawę tego, tamtego... Buty czas kupić, spodnie, kurtkę na zimę, wiosnę... może być wiosenno-jesienna. Rachunki, raty, podwyżka! Rachunki, raty, podwyżka! Rachu...

I nagle pojawia się nadzieja:
„Nawet do 20.000,- na dowód”.
Na co czekasz, zapytał sam siebie Kowalski?!

(scenariusz można „upgrejdować” do wersji 2+1 lub wyższej, ale wtedy musiałbym pominąć wstęp i od razu zacząć od drugiego akapitu)

To mój komentarz do tematu. Żadne tam statystyki, procenty. Żadne mądrości. Ot, życie.


 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości oraz 0 użytkowników anonimowych