Skocz do zawartości


Zdjęcie

Historia Piłki Nożnej


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1

Patrick.
  • Postów: 135
  • Tematów: 9
  • Płeć:Mężczyzna
Reputacja dobra
Reputacja

Napisano

Cześć. Z okazji zbliżających się powoli Mistrzostw Europy chciałem założyć temat o historii jednej z najpopularniejszych jeśli nie najpopularniejszej dyscypliny sportowej na Ziemi - piłki nożnej. Tekst jest bardzo długi, dlatego na forum postanowiłem zamieścić jedynie jego część, po resztę zapraszam tutaj. Przyjemnej lektury.

Geneza Futbolu


Piłkę kopano od najdawniejszych czasów. Można się spierać, czy pierwsi zabawiali się nią starożytni Chińczycy, Japończycy czy Egipcjanie. Wiemy, że czas umilano sobie kopaniem zarówno w antycznej Grecji jak i Rzymie, piłkę znali Aztekowie, Inkowie oraz Majowie, nie brzydzili się nią także cywilizowani Europejczycy. Podwaliny pod rozwój nowoczesnego futbolu położyła jednak Anglia. W wieku XVII oraz XVIII stanęła ona u szczytu swego rozwoju militarnego, umysłowego a zwłaszcza przemysłowego. Klasa robotnicza stała się najliczniej reprezentatywną warstwą społeczną - to właśnie tutaj football był najpopularniejszy, ale nie gardzili nim studenci i ludzie wykształceni. W początku XIX wieku do coraz liczniej powstających szkół publicznych (m.in. Harrow, Eton, Charterhouse, Winchester, Westminster, Shrewsbury) ów dyscyplinę wprowadzono do programów szkolnych. Futbol w tych szkołach przybierał różne formy - z czasem uwydatniał się szkielet przepisów dotyczących gry w futbol - każdy inny w poszczególnej szkole. By móc rozgrywać międzyszkolne mecze postanowiono ujednolicić przepisy. Próby takiej dokonano w roku 1846, jednak czas pokazał, że football iść musiał w dwu różnych kierunkach: piłkę nożną, gdzie głównym postulatem był zakaz łapania piłki rękami, oraz rugby, które bliższe było tradycyjnym metodom gry.

24 października 1857 roku jeden z istniejących już wtedy klubów futbolowych ogłosił "Rules & regulations" dotyczących zasad gry w piłkę - jedna z nich mówiła, iż piłki nie można dotykać rękami. Był to klub powstały w 1855 roku w górniczym miasteczku - Sheffield i nazywał się Sheffield Football Club. Siłą rzeczy, jest to najstarszy piłkarski klub na świecie. Datę tę uznaję za oficjalny początek piłki nożnej.

26 października 1863 roku kapitanowie oraz reprezentanci 12 klubów z Londynu i okolic (No Names of Kilburn, Barnes, The War Office, Crusaders, Forest (Leytonstone), Percival House, Crystal Palace, Blackheath, Kensington School, Surbiton, Blackheath Proprietary School oraz Charterhouse) utworzyli The Football Association - angielski związek piłkarski, którego głównym zadaniem zostało kreślenie i publikacja wspólnych reguł do gry w piłkę. Tak narodziła się najstarsza piłkarska krajowa federacja świata.

Dołączona grafika
Puchar Anglii (The FA Cup)


20 lipca 1871 sekretarz generalny The F.A. zaproponował rozgrywki dla wszystkich klubów zrzeszonych w związku pod patronatem The F.A.. Tak narodziły się najstarsze narodowe rozgrywki piłkarskie na świecie - The F.A. Cup. W pierwszym sezonie wzięło udział 15 klubów. W finale tych rozgrywek Wanderers zwyciężyli Royal Engineers 1-0 przy liczbie 2.000 widzów.

Mistrzostwa Wielkiej Brytanii


W roku 1872 powstała druga futbolowa federacja świata - federacja szkocka, i jeszcze tego samego roku w Glasgow rozegrano pierwszy historyczny mecz międzypaństwowy Szkocja-Anglia. Nikt wówczas nie strzelił gola, jednak tradycją już zostało, że rok w rok te dwa najstarsze reprezentacje świata potykały się raz w Anglii, a powtórny raz na ziemi szkockiej. W kolejnym sezonie Anglicy odnieśli swój pierwszy w historii tryumf w meczu reprezentacyjnym (wygrali ze Szkotami 5:4), jednak rok później polegli 1:2. W 1879 do potyczek tych przyłączyła się Walia, a w 1882 Irlandia Północna.

Dołączona grafika


Te cztery kraje brytyjskiej Korony postanowiły rozegrać między sobą Mistrzostwa Wielkiej Brytanii (British Championship). Zaprzestano meczów towarzyskich i kibice zaczęli entuzjazmować się owymi elitarnymi rozgrywkami, które ruszyły w roku 1884. W grupie czterech zespołów rywalizował każdy z każdym bez rewanżów, punktując za zwycięstwo dwa oczka, za remis zaś jeden. Pierwszym mistrzem Wysp została w 1884 reprezentacja Szkocji i - bez cienia przesady - można ją nazwać pierwszym piłkarskim teamem świata.

1888-1900: Pierwsza liga piłkarska


W lipcu 1885 w futbolu angielskim wprowadzono zawodowstwo, a Wiliam McGregor (na zdjęciu), jeden z członków zarządu klubu Aston Villa, zaczął namawiać działaczy największych klubów, by utworzyć zawodową ligę piłkarską.

17 czerwca 1888 roku w hotelu Royal w Manchesterze spotkali się przedstawiciele 12 klubów: Accrington, Bluckburn Rovers, Bolton Wanderers, Burnley, Derby County, Everton, Notts County, Preston North End, Stoke City, West Bromwich Albion, Wolverhampton Wanderers i właśnie Aston Villa. To właśnie one utworzyły najstarszą ligę piłkarską na świecie, a McGregorowi powierzono funkcję jej prezesa. Wiliam sprzeciwiał nazwaniu jej ligą angielską, gdyż miał nadzieję, że wkrótce przyłączą się do niej kluby szkockie. Pomylił się, lecz wymyślona przez niego liga ruszyła już we wrześniu 1888, i to za poparciem The FA. Dniem rozgrywek ligowych (przez 84 lata!) była wyłącznie sobota.

Faworytami pierwszego sezonu ligowego byli zdobywcy Pucharu Anglii z 1888 (West Browmich) oraz z 1887 (Aston Villa), w składzie których grały dwie ówczas największe gwiazdy na Wyspach: Billy Basset, najlepszy wtedy skrzydłowy w Królestwie, oraz Archie Hunter, legendarny napastnik Aston Villa rodem ze Szkocji.

Tymczasem pierwszą ligową bramkę strzelił Jack Gordon z Preston North End, a jego zespół przez wszystkie 22 mecze sezonu nie znalazł pogromcy. Najjaśniejszym punktem drużyny był center napadu Johnny Goodall (ur. 1863), 14-krotny reprezentant Anglii, jej kapitan w latach 1891-95, uważany do dziś za pierwszą wielką gwiazdę The Football League. W tym pionierskim sezonie 1888/89 zdobył z klubem Mistrzostwo Anglii, ponadto Puchar Anglii, a sam z 21 bramkami został królem strzelców. W kolejnym sezonie Preston udaje się obronić tytuł, ale Goodall żegna się z zespołem i przechodzi do Derby County, gdzie zostaje jego kapitanem.

Dołączona grafika
Preston North End (1889)


W 1892 roku Mistrzostwo Anglii wywalczył Sunderland FC. Ligę wygrywał jeszcze dwukrotnie (1893 oraz 1895) stając się najbardziej wówczas utytułowanym klubem Anglii. W bramce tej historycznej drużyny stał legendarny szkocki goalkeaper Ned Doig, który rozgrywając w ekstraklasie 465 meczy i czterokrotnie tryumfując w The Football League, stał się piłkarzem numer jeden w historii Sunderlandu. Ale i w polu Sunderland miał graczy nietuzinkowych. Szkocki rozgrywający John Auld, kapitan mistrzów Anglii (1892, 1893), czy jego reprezentacyjny kolega z linii pomocy (half-back) Hughie Wilson - należeli do graczy przynajmniej utalentowanych. Ten drugi uznany za najwybitniejszego "cofniętego" XIX wieku to kapitan mistrzowskiej drużyny z 1895. Albo Jimmy Millar, niepozorny środkowy napastnik, który dla Sunderlandu zdobył 123 gole w 260 meczach, a po przejściu w 1896 do rodzimej ligi szkockiej wywalczył z Rangersami dwukrotnie tytuł Mistrza Szkocji. Czy niezwykły łowca goli Jonny Campbell - w sezonach tryumfu swego klubu za każdym razem przywdziewał koronę króla strzelców. Razem, w 215 meczach zdobył 150 goli.

Schedę po Sunderlandzie w The Football League przejął klub z Birmingham, drugiego największego miasta w Anglii, mianowicie Aston Villa FC. Zespół ten na przełomie wieków osiągnął największe sukcesy w swej przebogatej historii - na pewno ustanowił jedną z najświetniejszych epok angielskiej ligi. W siedem sezonów (1894-1900) zdobył pięciokrotnie Mistrzostwo Anglii (1894, 1896, 1897, 1899, 1900) oraz dwukrotnie Puchar Anglii (1895, 1897), a napastnicy The Villans (Campbell, Wheldon, Garraty) na przemian z największą gwiazdą tamtych czasów, Stevem Bloomerem, wygrywali klasyfikację najlepszych strzelców. Najbardziej radosny był zdecydowanie rok 1897. Trzecie mistrzostwo Ligi było dogonieniem Sunderlandu w generalnej klasyfikacji najlepszych drużyn Anglii, trzeci Puchar Anglii było powtórzeniem osiągnięcia Preston z pierwszego sezonu, kiedy to klub ten zdobywał krajowy dublet. Także w tym pamiętnym roku piłkarze przenieśli się na nowy stadion, który zresztą istnieje do dziś - The Villa Park. Po dziś dzień ligowe osiągnięcia klubu z Birmingham przebijają tylko cztery kluby. Są to: Liverpool FC, Arsenal Londyn, Manchester United oraz Everton.

Dołączona grafika
Aston Villa Birmingham (1894)


1900-1914: Pierwsi mistrzowie olimpijscy


W każdym dobrym opracowaniu poświęconym historii piłki nożnej znajdziemy informację, że w 1900 roku po raz pierwszy futbol zagościł na olimpijskiej arenie. Rzeczywiście, już na drugiej olimpiadzie w Paryżu wśród olimpijskich dyscyplin znalazła się piłka nożna. Wciąż jednak wielu historyków sportu odnosi się do tego faktu z dystansem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: w turnieju tym wzięły udział tylko...4 drużyny, z czego 2 nie zostały nawet uwzględnione w końcowej klasyfikacji. Także sędziowanie pozostawiało wiele do życzenia. Mecz pomiędzy drużyną Frankfurtu nad Menem i Francją przedłużony został o 20 minut, dzięki którym gospodarze zdołali odrobić kilku bramkową stratę i wygrać spotkanie. Ostatecznie pierwsze miejsce wywalczyła Wielka Brytania (reprezentowana przez FC Upton Park z Londynu), drudzy byli Francuzi (Union Française de Sports Athlétiques). Poza klasyfikacją znaleźli się Niemcy i Belgowie, gdyż uznano, że reprezentowali oni kluby, a nie barwy narodowe. Turniej rozgrywany w 1904 roku w St. Louis także nie cieszył się z dużym zainteresowaniem. Nie wzięła w nim udziału żadna drużyna ze Starego Kontynentu. Powód był prozaiczny - wysokie koszty podróży przez Atlantyk. Rozegrano tylko pokazówkę, gdzie miejscowy St.Rose of St.Louis przegrał z kanadyjskim Galt F.C.

Tymczasem w Paryżu, dokładnie 21 maja 1904 roku, związki z siedmiu państw (Francja, Belgia, Dania, Holandia, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria) założyły The Fédération Internationale de Football Association (FIFA), czyli Międzynarodową Federację Piłki Nożnej, a jej pierwszym prezydentem został Francuz Robert Guerin. W roku 1905 do FIFA wstąpiła angielska The F.A., a rok później jej drugim prezydentem został Anglik, Daniel Burnley Woolfall. W ten sposób uznano prym Wyspiarzy w światowym futbolu. Oczywiście korzyść z tego była obopólna - pozostali członkowie FIFA uczyli się futbolu z samego źródła.

Dołączona grafika


W 1906 roku Anglicy, po raz pierwszy od 23 lat, rozegrali mecz towarzyski. Tradycją stały się piłkarskie tournee reprezentacji Anglii amatorów po Europie. Mecze takie spełniały wiele funkcji. Po pierwsze Anglicy pokazywali wyższość swego futbolu nierzadko strzelając przeciwnikom kilkanaście goli. Po drugie byli swego rodzaju nauczycielami, a ich rywale - uczniami. Po trzecie wreszcie mecze te propagowały futbol. Nie trzeba chyba dodawać, że fakt uczestnictwa w meczu z Anglikami był dla każdego piłkarza z kontynentu niezwykłym przeżyciem.

W 1908 w Londynie futbol oficjalnie zagościł na olimpijskiej arenie. I amatorzy z Wielkiej Brytanii, których prowadził kapitan Vivian Woodward, potwierdzili że futbol brytyjski jest najlepszy na świecie. Na inaugurację turnieju rozgromili Szwecję aż 12:1, a w półfinale rozjechali Holandię 4:0. W finale, z Danią, pierwszego gola zdobył Chapman (20 minuta), a na początku drugiej połowy wynik ustalił Woodward i Brytyjczycy zostali pierwszymi mistrzami olimpijskimi. Cztery lata później, na Igrzyskach Olimpijskich w Sztokholmie, Woodward i spółka znowu są bezkonkurencyjni. W ćwierćfinale z Węgrami sześć goli zdobył Harold Walden, a Wielka Brytania wygrała 7:0. Półfinał z Finlandią był formalnością (4:0), a finał, znowu nad Duńczykami, wygrali 4:2 (Hoave 2, Berry, Walden).

Dołączona grafika
Mistrzowie olimpijscy (1908)


Vivian Woodward to pierwszy tak powszechnie znany w świecie piłkarz. Był zdecydowanie najlepszym graczem od czasów samego Steve'a Bloomera. Kończąc swą karierę w reprezentacji zawodowców 13 marca 1911 roku meczem z Walią (3-0) miał na swoim koncie 29 goli w 23 meczach - a więc więcej niż sam Bloomer. Dodając do tego 44 gole w 39 meczach reprezentacji amatorów dostajemy zawrotną liczbę 73 goli - nikt wówczas nie mógł pochwalić się większym reprezentacyjnym dorobkiem! W czerwcu 1914, przeciwko Szwecji (5:1), Woodward rozegrał swój ostatni mecz i strzelił swą ostatnią bramkę dla reprezentacji. Jeszcze tego samego miesiąca w Sarajewie w zamachu zginął austriacki następca tronu arcyksiążę Ferdynand z małżonką i był to główny powód wybuchu Wielkiej Wojny. Trwała ona cztery lata i nazwano ją pierwszą wojną światową.

W roku zakończenia wojny (1918) zmarł prezydent FIFA Woolfall a niedługo po tym Anglia weszła w konflikt z FIFA dotyczący rozgraniczenia zawodowców i amatorów. Skończył się on wystąpieniem wszystkich krajów brytyjskich z tej organizacji i ich zatopieniem w błogim splendid isolation.

1914-1922: Rekord El Tigre


Arthur Friedenreich dzierży do dziś nieoficjalny rekord zdobytych goli. Podczas swej piłkarskiej kariery trwającej 26 lat miał ponoć strzelić aż 1329 bramek. W wieku 17 lat zadebiutował w najstarszych brazylijskich rozgrywkach - mistrzostw stanu Sao Paulo (Campeonato Paulista) jako zawodnik klubu Germânia Sao Paulo. Mając lat 20 został najlepszym strzelcem rozgrywek. Najlepszym goleadorem Paulistao zostawał jeszcze ośmiokrotnie (1914, 1917, 1918, 1919, 1921, 1927, 1928, 1929). W 1916 trafił do Paulistano i to właśnie z tym klubem zdominował mistrzostwa okręgu Sao Paulo (1918, 1919, 1921, 1926, 1927, 1929). W 1930 przeszedł do bardziej dziś znanego Sao Paulo FC gdzie w rok później zdobył swój siódmy tytuł mistrzowski.

W reprezentacji canarinhos zadebiutował w roku 1914 przeciwko Anglikom z klubu Exter City. Brazylia wygrała wówczas 2:0, ale nie rywalizacja w drużynie była utrapieniem tego niezwykłego napastnika. Otóż Athur, jako potomek mulatki z Sao Paulo i niemieckiego emigranta, miał ciemny odcień skóry. Aby móc grać w reprezentacji, złożonej głównie z piłkarzy elitarnego w Rio de Janeiro klubu Fluminense, wybielał sobie twarz ryżowym pudrem, unikając w ten sposób złośliwych komentarzy na temat swojego pochodzenia.

Dwa lata później (1916) Brazylia zadebiutowała w pierwszych oficjalnych rozgrywkach o Mistrzostwo Ameryki Południowej (Copa America). Na stadionie Gimnasia y Esgrima w Buenos Aires w systemie gry "każdy z każdym" reprezentacja kanarków zremisowała najpierw z Argentyną i Chile, a na pożegnanie turnieju przegrała z tryumfatorem rozgrywek Urugwajem 1:2 (gol Friedenreicha), w składzie których występował legendarny Isabelino Gradin oraz Angel Romano. Urugwajczycy powtórzyli sukces rok później.

W maju 1919 roku w Rio de Janeiro rozegrano opóźnioną o rok (epidemia grypy) trzecią edycję Copa America. Brazylia grająca u siebie, mająca w swych szeregach niezwykłego Friedenreicha, była nie do zatrzymania. Na inaugurację turnieju rozjechała Chile 6:0, gdzie hat-trikiem popisał się właśnie Arthur, a tydzień później Argentynę 3:1. Silny opór stawili im obrońcy tytułu - Urugwajczycy. Po 17 minutach Ursusi prowadzili nawet 2:0 ale ostatecznie mecz zakończył się remisem. Jako że Urugwajczycy wcześniej wygrali swoje mecze aby wyłonić tryumfatora potrzebny był dodatkowy mecz. Dokładnie 29 maja 1919 roku rozegrano najdłuższy mecz w historii Copa America. Po regulaminowych 90 minutach remis 0:0. Nie zmieniają nic dwie 15 minutowe dogrywki. W trzeciej dogrywce Saporitiego pokonuje w końcu nie kto inny jak Friedenreich i po raz pierwszy w historii Brazylia zostaje mistrzem kontynentu, a El Tigre, jak nazwali bohatera tego spotkania kibice - królem strzelców. Friedenreich trzy lata później zdobył dla Brazylii drugi tytuł najlepszej drużyny Ameryki Południowej. Fakt wart zaznaczenia, bowiem kolejny raz canarinhos w tej imprezie zatryumfują dopiero w czasach Zizinho, Ademira i Jaira.

1923-1930: Urugwaj - pierwszy mistrz świata


W latach 1923-24 swój czwarty i piąty tryumf w Copa America zanotowali piłkarze Urugwaju. Trzon drużyny stanowili piłkarze, którzy zadebiutowali w 1923 roku. A więc fenomenalny stoper José Nasazzi, bajeczny pomocnik José Andrade oraz niezwykle bramkostrzelna para napastników: Pedro Céa i najmłodszy z towarzystwa, 18-letni Pedro Petrone.

Tak zestawiona drużyna Celestes, wzmocniona legendarnym Ángelo Romano (jedyny który jako piłkarz zdobywał Copa America sześciokrotnie) oraz Hectorem Scarone (najlepszy strzelec kadry) udała się w 1924 roku - jako pierwsza drużyna z Ameryki Południowej - do Europy. Celem była olimpiada w Paryżu. I tam nieznani nikomu południowcy zrobili prawdziwą furorę. Ograli Jugosławię (7:0), USA (3:0), Francję (5:1), Holandię (2:1), a w finale Szwajcarię (3:0). W tym ostatnim spotkaniu gole strzelali: Pedro Petrone, Angel Romano oraz Pedro Céa. Ten ostatni z sześcioma bramkami został królem strzelców imprezy, a najlepszym graczem paryska prasa obwołała José Leandro Andrade, nazywając go "czarnoskórym wirtuozem". Ursusi objawili Europie nieznany futbol - szybki, finezyjny, oparty na krótkich podaniach, grze ciałem i nienagannym dryblingu. Tym jednym turniejem rozkochali Paryż w futbolu.

Dołączona grafika
Urugwaj - mistrz olimpijski (1924)


Na kolejnych igrzyskach w Amsterdamie (1928) pojawiły się dwie reprezentacje południowe: obrońcy trofeum - Urugwaj oraz Argentyna. Drużyny te spotkały się w ścisłym finale, który rozegrany 10 czerwca nie przyniósł rozstrzygnięcia (1:1). Trzy dni później mecz powtórzono. Pierwszego gola dla Urugwaju zdobył Roberto Figueroa, lecz szybko wyrównał Luis Monti. Tuż przed końcem celnie strzelił jednak Hector Scarone i, jak się okazało, był to gol dający Urugwajowi drugie mistrzostwo olimpijskie. Jeszcze tego samego roku, podczas olimpiady w Amsterdamie, prezydent FIFA Jules Rimet zwołał kongres przyznający Urugwajowi właśnie prawo organizacji pierwszych, historycznych Mistrzostw Świata, oczywiście pod egidą FIFA.

Urugwajczycy nie ulękli się nawet krachu na giełdzie nowojorskiej w 1929. W ekspresowym tempie wznieśli reprezentacyjny Estadio Centenario. Niestety, turniej nie miał najsilniejszej obsady: brakowało głównie krajów brytyjskich, w tym uważanej za największą potęgę futbolu – Anglię. Faworytów wśród 13 występujących państw widziano w Urugwaju i Argentynie – najlepszej w Copa America w 1927 i 1929 (pokonała tam...Urugwaj 2:1). Tuż przed turniejem gospodarze doznali osłabienia – za opuszczenie zgrupowania usunięto z drużyny dwukrotnego mistrza olimpijskiego, bramkarza Andrésa Mazalego, choć chciał on tylko zajrzeć do swego domu.

W finale I M.Ś. 30 sierpnia 1930 roku spotkały się właśnie Urugwaj i Argentyna. W obu krajach wywołało to niesłychane emocje i napięcie bliskie wojnie. Dla sąsiadów zza miedzy przeznaczono 20 tysięcy biletów, co było powodem oburzenia w Buenos Aires. Podniosły się okrzyki „zwycięstwo albo śmierć!”. Pierwsza połowa należała do Argentyńczyków (2:1), lecz podbudowani spokojną przemową swego kapitana José Nasazziego „Ursusi” panowali w drugiej połowie niepodzielnie. I to oni zdobyli Puchar Rimeta.

Dołączona grafika
Puchar Rimeta


Szkielet drużyny, która zdobyła tytuł pierwszego mistrza świata stanowili mistrzowie olimpijscy z 1924 i 1928 roku: obrońca José Nasazzi, pomocnik José Leandro Andrade oraz napastnicy: Héctor Scarone i Pedro Céa – wicekról strzelców tychże M.Ś.

URUGWAJ: Ballestrero – Nasazzi, Mascheroni – Andrade, Fernandez, Gestido – Dorado, Scarone, Castro, Cea, Iriarte.

Wicemistrzami świata zostali wicemistrzowie olimpijscy z Amsterdamu (1928): Fernando Paternoster, Juan Evaristo, Luis Monti, a najlepszym graczem imprezy wybrano króla strzelców – Guillermo Stabile, który był odkryciem tych mistrzostw.

1931-1934: Austriacki „Wunderteam”


Dołączona grafika
Matthias Sindelar


Drugim krajem po Anglii, w którym wprowadzono zawodowstwo, była Austria (1924). Najważniejszym wówczas człowiekiem w austriackim futbolu był syn żydowskiego bankiera mieszkający w Wiedniu - Hugo Meisl (na zdjęciu), jednocześnie Sekretarz Generalny Austriackiego Związku Piłkarskiego jak i trener pierwszej drużyny. To właśnie Meisl był pomysłodawcą zorganizowania pierwszych rozgrywek klubowych na skalę europejską - Pucharu Mitropa oraz rozgrywek międzypaństwowych - Pucharu Dr. Gerö (oba ruszyły w 1927). Brały w nich udział najsilniejsze wówczas kraje kontynentu europejskiego: Austria, Czechosłowacja, Węgry i Włochy. Pierwsze trzy z nich tworzyły tzw. szkołę naddunajską, której nauczycielem był brytyjski trener Jimmy Hogan. Jego styl, zwany szkockim, oparty był na grze krótkimi podaniami "po ziemi" i wymagał od zawodników wybitnego wyszkolenia technicznego.

Hogan był bliskim przyjacielem Hugo Meisla i wywarł ogromny wpływ na jego prowadzenie drużyny narodowej. Anton Schall, Pepi Bican, a zwłaszcza Matthias Sindelar to najwybitniejsi gracze jedenastki Meisla. Wygrana 2-1 z Czechosłowacją 12 kwietnia 1931 zapoczątkowało niezwykłą serię 14 meczów bez porażki. Głośno o drużynie austriackiej zrobiło się miesiąc później, gdy wygrała ze Szkocją w Wiedniu aż 5-0. Jeszcze tego samego roku pokonała Niemcy 6-0 w Berlinie oraz 5-0 w Wiedniu, 8-1 Szwajcarię w Bazylei, a w 1932 Węgry 8-2, Szwecję 4-3, Belgię 6-1 i Włochy 2-1. Zespół Meisla obwołano "wunderteamem" czyli "drużyną marzeń".

Liderem drużyny i jej pierwszym strzelcem był Matthias Sindelar (na zdjęciu). Zwano go "Mozartem futbolu", a to z powodu elegancji z jaką dryblował przeciwników i zdobywał bramki. Był jednym z najwybitniejszych napastników w historii futbolu. 7 grudnia 1932 Austria pojechała do Londynu by na Stamford Bridge zmierzyć się z Wielką Anglią. Wyspiarze wygrali 4-3 podtrzymując swoją legendę, a Sindelara tak wtedy opisał tamtejszy sędzia: "Zischek zdobył dwie bramki, lecz to gol Sindelara był prawdziwym majstersztykiem. Zaczął swój taniec od środkowej lini - i z tą charakterystyczną dla siebie elegancją minął po prostu każdego kto stanął mu na drodze i umieścił piłkę w siatce."

W 1934 roku we Włoszech rozegrano II M.Ś. i - pod nieobecność Anglików - to właśnie Austria była głównym faworytem do tytułu. W turyńskim debiucie "wunderteam" dopiero po dogrywce uporał się z Francuzami 3-2. Dalej, w meczu ćwierćfinałowym z Węgrami, obwołanym "habsburskim derby", wygrali 2-1 i to tylko dzięki słabej dyspozycji asa Madziarów - doktora Sarosiego. Okazało się że był to już zmierzch wspaniałej od lat drużyny - Włosi, z którymi potykali się w półfinale, okazali się za mocni. Austriacy narzekali na mokre boisko, które uniemożliwiało im grę po ziemi, a zwłaszcza na ostrą grę przeciwników, w której technicznie grający piłkarze Hugo Meisla musieli ulec. Meisl nazwał to spotkanie "uliczną burdą a nie piłkarskim meczem" i na zawsze zerwał przyjaźń z trenerem Włochów Vittorio Pozzo.

Od pamiętnego meczu z Czechosłowacją to była dopiero ich trzecia porażka, a w tym czasie "wunderteam" rozegrał 31 meczy i strzelił rywalom 101 goli. Drużynę tworzyli: Rudi Hiden - Karl Rainer, Josef Blum - Georg Braun, Karl Gall, Josef Smistik - Karl Zischek, Fritz Gschweidl, Matthias Sindelar, Anton Schall, Adolf Vogl.

1934-1939: Tryumf calcio


Tymczasem drużyna gospodarzy mundialu, mająca w swych szeregach brązowych medalistów z Amsterdamu (Giampiero Combi, Angelo Schiavio, Atilio Ferraris, Virginio Rosetta), wzmocniona naturalizowanymi Argentyńczykami (Luisito Monti, Raimundo Orsi, Enrique Guaita, Atilio Demaría), świetnie przygotowana przez zaopatrzonego w angielskie wzory trenera Vittorio Pozzo, uważana była za jednego z faworytów.

Dołączona grafika
Parada Zamory


W 1/4 finału szlagierem był bój gospodarzy z Hiszpanami, w której to bramce stał legendarny Ricardo Zamora. Doskonali napastnicy: Orsi, Meazza, Schiavio, nie mogli zmóc „tygrysa w ludzkiej skórze”. Arbiter pozwolił jednak Włochom na brutalną grę i jej ofiarą padł także Zamora. Kiedy Ferrari wyrównał, mecz nazajutrz powtórzono. Niestety, już bez Zamory. I choć jego młodziutki zastępca Nogues spisywał się świetnie, to popis stronniczego sędziowania dał Szwajcar Mercet: uznał bramkę Meazzy zdobytą po ewidentnym faulu i awansowali Włosi. W pierwszym półfinale, znów nie bez kontrowersji, Włosi pokonali Austriaków po bramce Guaita, a w drugim Czechosłowacja pokonała Niemcy 3:1 i nie doszło do wymarzonego przez faszystów finału Niemcy - Włochy. W finale kolejny przedstawiciel szkoły naddunajskiej sprawił mnóstwo kłopotów gospodarzom. Niedoceniana drużyna znad Wełtawy prowadziła po niespodziewanym strzale Pucza z ostrego kąta. Sławny Franciszek Planiczka bronił świetnie, lecz nie zapobiegł wyrównaniu. W dogrywce lepsi kondycyjnie okazali się Włosi, i to oni zdobyli „Złotą Nike”. Solidna obrona, świetny środkowy pomocnik Monti oraz znakomici napastnicy: Enrico Guaita, Raimundo Orsi, Angelo Schiavio, Giovanni Ferrari i przede wszystkim najlepszy gracz imprezy, Giuseppe Meazza, przeszli na trwałe do historii futbolu.

Vittorio Pozzo stwierdził, że ma najlepszą drużynę świata. 14 listopada 1934 zawitał na stadion Highbury do Londynu na mecz z Wielką Anglią. Tymczasem jego najsilniejsza armada już po 12 minutach przegrywała 3-0, a mogło być gorzej gdyby Brooks wykorzystał karnego w 1 minucie. "I to jest drużyna rzekomo zwana mistrzem świata?" - ironicznie pytali dziennikarze. Fizycznie grająca Italia nie mogła sprostać gladiatorom z Wysp. Szczególnie, że siedmiu zawodników reprezentacji Albionu było graczami najlepszego ówczas klubu świata - Arsenalu. Po brutalnej grze Włosi kończyli mecz w "10", lecz z podniesionym czołem. W drugiej połowie Meazza zmniejszył porażkę na 3-2.

Na igrzyskach olimpijskich w Berlinie (1936) Włosi pokonali w finale Austrię, nadal prowadzoną przez Meisla. Mecz pomiędzy tymi reprezentacjami znów niewiele miał wspólnego ze sportem, a jego sędziowanie nie pozostawiało złudzeń, kto ma wygrywać na faszystowskiej ziemi. Na III M.Ś. France’38 padł rekord zgłoszeń (37), lecz nie wystąpiły tu m.in. kraje brytyjskie (z Anglią uważaną ciągle za największą potęgę futbolową), Urugwaj i Argentyna (najsilniejsze reprezentacje Ameryk), Hiszpania rozdarta wojną domową oraz Austria (Niemcy na początku 1938 dokonali Anschlussu Austrii, z czym nie mógł pogodzić się lider Austriaków – Sindelar i w styczniu 1939 popełnił samobójstwo). Wystąpili za to Czechosłowacy, Węgrzy i – główni faworyci – Włosi. Wspaniale zaprezentowała się Brazylia, która w 1/8 finału pokonała 6:5 Polskę po dogrywce, we wspaniałym meczu: Wilimowski kontra Leônidas, a która w 1/4 finału pokonała dopiero w powtórzonym meczu silną Czechosłowację (w drugim meczu nie wystąpił kontuzjowany Planiczka).

Dołączona grafika
Meazza & Sarosi przed finałem (1938)


Półfinał Brazylia – Włochy uznano za przedwczesny finał. Zabrakło w nim kontuzjowanego, najlepszego strzelca mistrzostw – Leônidasa. Brazylijczycy mieli 5 minut słabości, które Włosi skwapliwie wykorzystali. W finale z Węgrami Włosi ani przez chwilę nie byli zagrożeni, zdobywając swój drugi tytuł w wielkim stylu. Pozzo (na zdjęciu) jako jedyny trener zdobywał tytuł mistrzowski dwukrotnie. Z poprzednich mistrzostw zostawił w swej drużynie tylko trzech graczy. Znów silna była defensywa (Foni - Rava), w pomocy brylował były Urugwajczyk Andreolo, a w ataku tradycyjnie najlepsi byli skrzydłowi. Największym objawieniem był środkowy napastnik Silvio Piola. On wraz z ciągle dobrze spisującym się Meazzą i Brazylijczykami: Leônidasem i Domingosem należał do najlepszych graczy turnieju. Potwierdzeniem klasy tej drużyny był remis 2:2 w Mediolanie z wielką Anglią w rok później. W tym samym roku (1939) wybuchła II wojna światowa i Europa, a później reszta świata pogrążyła się w ogniu walki.

1936-1947: River – argentyńska maszynka do wygrywania


Zawodowa ekstraklasa ruszyła w Argentynie w roku 1931. Pierwszym mistrzem został zespół Boca Juniors, tradycyjny rywal River. Nie pomógł sprowadzony za 10 tysięcy pesos z Sportivo Buenos Aires reprezentacyjny skrzydłowy, wicemistrz świata 1930 – Carlos Peucelle. I wtedy zarząd River podjął historyczną decyzję. Aby za wszelką cenę pozostawić konkurenta w polu, potrząśnięto kiesą, wydając na transfery zewnętrzne astronomiczne wręcz kwoty. Przed kolejnym sezonem zakupiono czterech zawodników na reprezentacyjnym poziomie. Z klubu Tigre przyszedł fenomenalny snajper Bernabe Ferreyra za 35 tysięcy pesos i obrońca Alberto Cuello za 18 tysięcy. Zwinny napastnik Juan Arrillaga z Quilmes kosztował 22 tysiące, a stoper Carlos Santamaria z Platenese – 5 tysięcy. Wtedy do River przylgnął przydomek „Los Millonarios”. I chociaż w sezonie 1932 Milionerzy zdobyli pierwsze w profesjonalnej lidze mistrzostwo, to później przez parę lat wiodło im się różnie. Górę ponownie wzięli rywale z Boca, a nawet konkurenci z San Lorenzo. Cóż z tego, że Ferreyra strzelał bramek na kopy, a Santamaria ryglował środek pola. Nie wystarczało.

Wówczas szefostwo klubu zmieniło strategię. I była to prawdziwa rewolucja. W drugiej połowie lat 30-tych postanowiono wznieść imponujący stadion z rozległym zapleczem treningowym. Nazwano go „El Monumental”. Stał się natychmiast jedną wielką szkółką piłkarską. Na wielką skalę rozpoczęto pracę z młodzieżą. „Szperacze” River penetrowali wszystkie placyki i łączniki w Buenos Aires. Wkrótce River posiadał kilkanaście drużyn młodzieżowych i otoczył pieczołowicie opieką skrzętnie gromadzone talenty. Nie żałował na to środków. Polityka ta zaczęła wydawać owoce. I to jakie.

River odzyskał tytuł w kolejnych sezonach 1936 i 1937, a walny w tym udział miała już młodzież własnego chowu. Największymi gwiazdami tej młodej armady byli napastnicy: José Manuel Moreno i Adolfo Pedernera. Pół kroku za nimi podążali Rongo, Vaschetto, Deambrosi.

Prawdziwe apogeum osiągnął River w latach 40-tych. Bramkostrzelny, natchniony atak tej wspaniałej ekipy – zwany „La Maqunita”, czyli „maszynka” – składał się wyłącznie z wychowanków: Munoz, Moreno, Pedernera, Labruna, Deambrosi. Tego ostatniego zastąpił wkrótce prawdziwy fenomen, lewoskrzydłowy Félix Loustau, który wprawdzie zaczynał w Racingu, ale tak naprawdę poważniejszy szlif zdobył właśnie w River.

I tak już szło. Kolejni wychowankowie wychodzili z tej rodzimej szlifierni diamentów: znakomity pomocnik Nestor Rossi, pozyskany w wieku 17 lat z Rufino bramkarz Amadeo Carrizo, geniusz dryblingu Omar Sivori. W 1946 roku w środku ataku Pedernerę zastąpił Alfredo di Stéfano (miał wtedy 20 lat). W tym samym sezonie poprowadził River do tytułu mistrza kraju, a sam został królem strzelców (27 bramek). Na Copa America w Ekwadorze (1947) zdobył z Argentyną mistrzostwo kontynentu, a on zaliczył swoje jedyne 6 występów (i 6 goli!) w reprezentacji. W październiku 1948 wziął i on udział w strajku piłkarzy. Dopominali się oni o przywileje socjalne. Przegrali, a federacja obniżyła im zarobki. W River najbardziej ucierpieli: Rossi i właśnie di Stéfano. Odeszli do kolumbijskiego klubu Millonarios Bogota.

1946-1949: "Il Grande Torino"


W Europie 8 maja 1945 zakończyła się II wojna światowa i jeszcze tego samego roku ruszyły we Włoszech rozgrywki piłkarskie. Ligę zdominował zespół AC Torino, który cztery razy z rzędu zdobywał scudetto.

Budowę Wielkiego Torino (Il Grande Torino) rozpoczęto jeszcze w 1941 roku. Wicemistrzostwo kraju w sezonie 1941/42 nie zadowoliło działaczy i postanowiono wzmocnić zespół. Z Wenecji pozyskano Loika i Mazzolę, a z Triestiny - Grezara. Z nimi w składzie w następnym sezonie zespół z Turynu wywalczył dublet. Kolejny sezon przerywa zbombardowanie faszystowskich Włoch przez aliantów. W roku 1944 przeprowadzono wprawdzie tzw. "mistrzostwa wojenne", które wygrała Vigili La Spezia po finale nad AC Torino 2-1, ale były to tylko mistrzostwa nieoficjalne.

Dopiero po zakończeniu wojny wznowiono w Italii regularne rozgrywki. Zespół AC Torino w składzie (w systemie WM): Bacigalupo - Ballarin, Rigamonti, Maroso - Grezar, Castigliano - Loik, Mazzola - Ferraris, Gabetto, Ossola był głównym faworytem do tytułu. W 1946 roku wyprzedził drugi w tabeli Inter tylko o trzy "oczka", jednak kolejny sezon był porażający: w 38 kolejkach mistrzostwo z przewagą aż 10 punktów nad znienawidzonym Juventusem, stosunek bramek: 104-35. Do tego korona króla strzelców dla kapitalnego Valentino Mazzoli mówią same za siebie. A w reprezentacji Włoch, którą nadal prowadził Vittorio Pozzo, w meczu z Węgrami zagrało w podstawowej jedenastce 10 graczy Torino, a gole w wygranym 3-2 spotkaniu strzelali: Gabetto (dwie) i Loik.

W kolejnym sezonie 1947/48 ligę znowu powiększono (21 drużyn), lecz dla Torino nie miało to żadnego znaczenia. Z 65 punktami na koncie wygrywają ligę, z przewagą nad drugim w tabeli Milanem aż 16 punktami. Stosunek goli 125-33. Najlepszym strzelcem sezonu z 27 golami został Boniperti z Juventusu, który o dwa gole wyprzedził Mazzolę a o cztery - Gebetto. Najsłynniejsze mecze tego sezonu to mecz z Alessandrią wygrany 10-0 oraz z Lazio wygrany 4-3 mimo iż w 20 minucie przegrywali 0-3 (gole Castigliano (dwie), Gebetto i Mazzoli).

16 maja 1948 Włosi, będąc jeszcze aktualnymi mistrzami świata, rozegrali w Turynie mecz z Anglikami, którzy przyjechali potwierdzić swój prymat w światowym futbolu. Wyspiarze otwierali się właśnie na piłkarski świat po kilkudziesięcioletniej izolacji, a trzeba przyznać, że zebrali wówczas drużynę wybitną: w bramce Frank Swift, w obronie Billy Wirght, a atak stanowiła niezwykle kreatywna "piątka": Stanley Matthews - Stan Mortensen - Wilf Manion - Tommy Lawton - Tom Finney. Już w czwartej minucie czarodziejską bramkę zdobył Mortensen (na zdjęciu), a 20 minut później podwyższył Lawton. W drugiej połowie bramkarza gospodarzy dwukrotnie pokonał Finney i po raz pierwszy w historii Anglicy zdobyli ziemię włoską. Pozzo tak przeżył ten mecz, że tuż po nim zakończył reprezentacyjną karierę.

Prawdziwa tragedia jednak zdarzył się 4 maja 1949. Drużyna Torino mająca czwarty tytuł mistrzowski w kieszeni, wracała właśnie samolotem z towarzyskiego meczu z Lizbony, rozegranego na pożegnanie kapitana Benfici Lizbona Ferreiry, bliskiego przyjaciela Mazzoli. Nad Alpami doszło do katastrofy. Maszynę spowiła gęsta mgła i pilot nie dojrzał wzgórza, o które zawadziło najpierw skrzydło samolotu, a potem kadłub. Nikt nie przeżył. To był prawdziwy szok dla kibiców w całej Italii.

Tak zakończyła się pewna epoka we włoskiej piłce, a drużyna AC Torino obrosła legendą.
  • 2



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych