Skocz do zawartości





Zapraszamy do kolejnego konkursu. Tym razem literackiego. Dla wszystkich! Pora zademonstrować swoją wenę twórczą :)


Zdjęcie

Bitwa nad Los Angeles


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
45 odpowiedzi w tym temacie

#46

Kronikarz Przedwiecznych

    Ten znienawidzony

  • Postów: 2247
  • Tematów: 272
  • Płeć:Mężczyzna
  • Artykułów: 8
Reputacja znakomita
Reputacja

Napisano

75 lat temu UFO "zaatakowało" Los Angeles


W nocy 25 lutego 1942 r. w Los Angeles rozległ się alarm powietrzny. W mieście wyłączono oświetlenie i zapanowała panika. Wkrótce w blasku skierowanych w niebo reflektorów pojawił się bardzo dziwny obiekt. Bez wątpienia nie był to samolot. Otworzono ogień.

 

LosAngeles1942b.jpg

 

Tych kilka zdań to nie streszczenie tandetnego opowiadania science-fiction o inwazji Marsjan. Do tzw. bitwy o Los Angeles doszło naprawdę i do dziś miłośnicy ufologii i teorii spisku są przekonani, że majestatyczny latający spodek, który pojawił się nad Miastem Aniołów został ostrzelany przez działa przeciwlotnicze. Pociski nie wyrządziły mu jednak żadnej szkody. Udało się za to wykonać mu zdjęcie, które do dziś budzi skrajne opinie.

 

Atak na LA

 

Na południowo-zachodnim wybrzeżu USA noc z 24 na 25 lutego 1942 r. była bardzo niespokojna. Wojsko otrzymało wiele zgłoszeń o nierozpoznanych samolotach widzianych nad Południową Kalifornią. W kilku miejscowościach zawyły syreny ostrzegające mieszkańców przed japońskimi nalotami. Niecałe trzy miesiące po ataku na Pearl Harbor mieszkańcy tej części Stanów Zjednoczonych realnie się ich obawiali, a wybrzeże Pacyfiku usiane było stanowiskami obrony przeciwlotniczej. Prasa eskalowała panikę, a sami Japończycy, okazjonalnie pojawiając się u wybrzeży Ameryki Północnej, dodatkowo ją podsycali.

 

Większość alarmów z tamtej nocy okazała się fałszywa. Około 2.00 wykryto jednak, że coś zbliża się do Los Angeles od strony oceanu. Amerykanie szybko pojęli, co się święci. Japończycy wcześniejszymi symulowanymi atakami chcieli uśpić ich czujność, by potem zbombardować najgęściej zaludnione obszary. Szybko ogłoszono alarm. Niepokój podsycały informacje, że kilkanaście nierozpoznanych samolotów widziano także w okolicach Long Beach – 30 km na południe od miasta.

Ok. 2.20 w Los Angeles wyłączono prąd. Niecałą godzinę później w sąsiednim Santa Monica zauważono na niebie światło i otworzono doń ogień z dział. Tak rozpoczęła się trwająca do świtu niesamowicie chaotyczna bitwa, do której włączyły się kolejne baterie artylerii przeciwlotniczej zlokalizowane w regionie.

Problem w tym, że Amerykanie zupełnie nie wiedzieli, do kogo strzelają. Kiedy obiekt zmierzający w stronę Los Angeles zniknął z radarów, niebo nad miastem rozświetliły próbujące go namierzyć reflektory. Zapanowała panika, a mieszkańcy przedmieść i okolicznych miast wylegli przed domy, patrząc na łunę nad Miastem Aniołów i wybuchające pociski.

 

Wśród osób obudzonych przez huk byli państwo Littleton z miasteczka Hermosa Beach. Ich 8-letni syn Scott (1933-2010) – późniejszy profesor antropologii, wspominał, że choć był przyzwyczajony do syren, reflektorów i braku prądu to, co działo się tamtej nocy wyglądało jak regularna bitwa. Jego ojciec, członek formacji obrony cywilnej, kazał rodzinie zejść do piwnicy, jednak niedługo potem Scotty razem z babcią wymknął się przed dom, by zorientować się, co się dzieje. Okolica wydawała się bezpieczna, a w powietrzu krążyły amerykańskie samoloty.

 

To, co wkrótce zobaczył zrobiło na nim ogromne wrażenie i sprawiło, że w dorosłym życiu zainteresował się zjawiskiem "latających spodków".

"Staliśmy razem przed domem, blisko siebie (z racji niskiej temperatury) i patrzyliśmy w niebo" – wspominał po latach prof. Littleton. "Choć słyszeliśmy odgłos silników samolotów, nie widzieliśmy ich. Naszą uwagę przykuło jednak nagle coś innego. Był to srebrny romb ("robal", jak powiedziała moja babcia), który był doskonale widoczny dzięki reflektorom go oświetlającym. Choć była jasna księżycowa noc, nie było widać innych szczegółów. Kiedy skierowaliśmy na ten obiekt oczy, był nieruchomy. Trudno ocenić, na jakiej wysokości się znajdował, ale to było ok. 1,2-2,4 km. Wyjaśnia to, dlaczego nie widzieliśmy wokół niego pomarańczowej poświaty, którą zauważyli świadkowie w Santa Monica czy Culver City, gdzie ten obiekt przeleciał znacznie niżej" – pisał, dodając, że w pewnej chwili, trafiony serią pocisków, które nie wyrządziły mu absolutnie żadnej krzywdy, obiekt zaczął oddalać się powoli na południowy-wschód, w stronę Redondo Beach, gdzie zniknął im z oczu.

 

Co jest na zdjęciu?

 

Przez lata Littleton natknął się na relacje innych osób, które miały widzieć nad Los Angeles srebrzyste UFO. Większość świadków w samym mieście nie zauważyła jednak nic oprócz obłoków dymu rozświetlanych przez reflektory i rozbłyskające pociski. Wydarzenia z 1942 r. zostałyby zapewne uznane za ciekawostkę z dawnych czasów, gdyby nie zdjęcie, które wykonał reporter gazety "Los Angeles Times" mieszkający w dzielnicy Baldwin Hills. To jedno z najczęściej reprodukowanych w książkach i w internecie zdjęć przedstawiających domniemany obiekt UFO. Widać na nim promienie reflektorów skierowane na coś, co wygląda jak potężny latający spodek zwieńczony "kopułką", wokół którego wybuchają pociski (zgodnie z ustaleniami Littletona w stronę obiektu wystrzelono ich ponad tysiąc).

Przez lata pojawiło się mnóstwo opinii na temat wspomnianej fotografii. Sceptycy uznają, że została ona "podrasowana" przez żądnych sensacji ufologów, a jej oryginał nie robi już takiego wrażenia, przedstawiając zwyczajną chmurę lub obłok dymu rozświetlony przez reflektory. Mimo to dr Bruce Maccabee – fizyk specjalizujący się w analizie obrazu, który pracował dla amerykańskich agencji rządowych twierdzi, że na słynnym zdjęciu widać materialny obiekt mierzący ok. 100 m długości, czyli znacznie więcej niż balony meteorologiczne, na które próbowano zrzucić winę za zainicjowanie bitwy o Los Angeles.

 

Kiedy nadszedł ranek i ustał ostrzał, rozpętała się potężna afera. Choć początkowo krążyły pogłoski o kilku strąconych japońskich maszynach, okazało się to nieprawdą. Na miasto nie spadła tamtej nocy ani jedna wroga bomba. Prasa pisała o wyimaginowanym nalocie na Kalifornię, pytając władze, co tak naprawdę się wydarzyło. Sprawa okazała się tym bardziej tajemnicza, a dla wojska kompromitująca, kiedy sekretarz Marynarki Wojennej Frank Knox oświadczył, że tamtej nocy nad hrabstwem Los Angeles nie wykryto żadnych wrogich maszyn. To samo potwierdziły wkrótce Siły Powietrzne.

 

Do kogo więc strzelano?

 

Ponieważ bitwa o Los Angeles zakończyła się śmiercią kilku cywili (mówiono o dwóch osobach zmarłych ze strachu na zawał i kilku ofiarach wypadków spowodowanych ciemnością), sprawa zyskała wymiar polityczny. Deputowany Leland Ford z Santa Monica pytał, jak to możliwe, że bezpodstawny alarm wpędził w panikę 2 miliony ludzi? Knox dziwił się z kolei, dlaczego przez tak długi czas strzelano "do niczego" i czy w razie prawdziwego nalotu zapanowałby równie wielki bezład?

 

Wojsko uparcie milczało, szukając kozłów ofiarnych. Po pewnym czasie zaczęła krążyć hipoteza, że bitwa była wynikiem masowej paniki, którą wywołały komercyjne samoloty albo wspomniane balony wzięte za Japończyków (ci w 1945 r. przyznali, że nie mieli z tą sprawą nic wspólnego). Armii kraju samurajów nie udało się zresztą podczas II wojny światowej skutecznie zaatakować Amerykanów na ich własnym terytorium. Próby zakończyły się na dwóch ostrzałach z łodzi podwodnych oraz wysyłaniu balonów zapalających (od 1944 r.), które koniec końców również okazały się mało skuteczne.

 

O bitwie o Los Angeles szybko zapomniano, ale powrócono do niej, kiedy Stany Zjednoczone zalała fala spotkań z latającymi talerzami. Przez kilka lat, począwszy od 1947 r., pojawiały się tam one niemal masowo. Jak wyjaśniał jeden z pierwszych badaczy tego zjawiska, mjr Donald Keyhoe, wyglądało to jak wyraźna demonstracja ze strony Obcych, którzy od wieków mieszkają w ukrytych bazach na Ziemi i są poruszeni zbrodniami II wojny światowej, a przede wszystkim użyciem broni jądrowej.

Czy nad Los Angeles pojawił się jeden z takich pozaziemskich obiektów próbujących podpatrzeć, co dzieje się na Ziemi i o co w zasadzie biją się ludzie? A może to po prostu romantyczna legenda, jakiej narodziny były na rękę US Army, która w panice podziurawiła chmury nad największym miastem Kalifornii?

 

http://strefatajemni...-angeles/gpwwhp


  • 2




 

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości oraz 0 użytkowników anonimowych

stat4u